niusianiusia
12.11.06, 21:01
no właśnie, tak usłyszałam po raz kolejny od mojej mamy dzisiaj.
Powodem są drugie urodzinki synka. Ponieważ jestem w ciąży i do tego pracuję
nie miałam zamiaru wyprawiać dużej imprezy. Miał być tort, zwykły obiad dla
najbliższej rodziny, tj. my, moi teściowe, czyli dziadkowie synka, babcia,
czyli moja mama (mój tata nie żyje) i wujka (kawalera). Nie mam nadmiaru
czasu wręcz przeciwnie, tydzień wypełnia mi praca i gotowanie obiadów dla
synka wieczorami, w weekendy nadrabiam zaległości w domu plus staram się
uczyć do zbliżającego się egzaminu ( uprawnienia zawodowe). Ponieważ nie mogę
liczyć na moją mamę, emerytkę, mieszkającą 5 km od nas, którą prosiłam bez
rezultatu o pomoc, chociaż przy gotowaniu obiadów dla dziecka, do czasu
egzaminu poprosiłam teściową, żeby po urodzinach małego została u nas przez
tydzień i pomogła mi, abym, chociaż wieczory miała dla siebie na naukę.
Na pytanie mojej mamy o imprezę urodzinową powiedziałam, że planujemy tort w
sobotę plus Np. obiad i wspólną zabawę z synkiem. Nic formalnego, po prostu
spotkanie w najbliższym gronie rodzinnym. Od kilku miesięcy moja mama ma
przyjaciela. Wiem, że spędza z nim sporo czasu, ale dla mnie jest to zupełnie
obca osoba, tym bardziej jest to obcy człowiek dla synka. Oczywiście
akceptuje znajomość mamy, bo ma do tego święte prawo. Niestety moja mama
uparła się wprowadzić go za wszelką cenę do rodziny. Zaczęły wkurzać mnie
rozmowy typu, że to będzie nowy dziadzio dla synka, rozmowy odnośnie
wspólnych świąt itd... powiedziałabym, że na tym polu "nie czuję bluesa".
Odnośnie urodzin, mama zadała mi pytanie, czy ma rozumieć, że jest zaproszona
oczywiście ze swoim znajomym. Przyznam się, że mnie zatkało i dodatkowo
wkurzyło, bo nawet o tym nie pomyślałam. Oczywiście nie miałam zamiaru
zapraszać ani przyjaciela mamy, ani również dziewczyny szwagra ( nieznanej mi
zupełnie). Oczywiście odparłam, że nie, bo to nie ma sensu. Ani synek nie zna
tego człowieka ani ja ani nikt inny. Mama oczywiście się obraziła i
powiedziała, że w takim razie ona nie przychodzi na urodziny synka plus różne
docinki odnośnie mojego egoizmu itd.... Nie to nie, jej wybór, mi jest
wszystko jedno. Szkoda dziecka, bo pewno by się cieszyło mając wszystkich
bliskich wokół siebie, ale skoro ktoś próbuje mnie szantażować, ja nie
zamierzam na to pozwalać. Mąż się wkurzył, kiedy mu o tym powiedziałam i
obawiam się zaraz kolejnej awantury między nim a moją mamą.
Powiedzcie mi, co Wy drogie mamy o tym sądzicie... Czy jednak nie mam racji?.