Gość edziecko: guest
IP: *.*
02.10.01, 16:01
nie wiem czy kojarzycie o co chodzi?Czerwona kokardka ( wstążeczka )przy wózku niemowlęcia zapobiega ( rzekomo??)urokom, takie rady Mamy i okolicznych sąsiadek kwitowałam wzruszeniem ramion.W końcu kto dziś wierzy w zabobon?Do czasu jak się okazało.Moja sześciotygodniowa dziecina nie miała wcześniej nigdy kolki.Parę dni temu, gdy zmogło mnie i męża paskudne zapalenie gardła wysłałam brata na spacer z Kacprem.I napotkał na swej drodze sąsiadkę znaną z plotkowania i zawiści, ta oczywiście łeb do wózka (wszyscy przecież muszą obejrzeć i dotknąć nowonarodzonego).Wieczorem płacz i zgrzytanie zębów atak kolki, coś strasznego myślałam, że będę płakać razem z Małym.Ale to nic .Wczoraj ja będąc z dzieckiem spotkałam ową panią i znowu to samo się powtórzyło.Nigdy nie wierzyłama zbytnio w czary- mary , horoskopy. Skończyło się to,że szłam właśnie załatwić chrzest,i z wielkim wstydem i niedowierzaniem pozwoliłam Mamie przypiąć czerwoną kokardkę. Czy zadziała to się okaże, bo może były to tylko śliwki

zjedzone przeze mnie wczoraj.