Jestem służącą własnego męża

IP: *.* 08.11.01, 11:31
Drogie kobiety -żony,Jestem żoną, kochanką, matką, pomijając to ostatnie, to właściwie jestem służącą własnego męża. Jak temu zaradzić, aby to zmienić? Jesteśmy młodym małżeństwem, tymczasem mój mąż jest nadal egoistycznie zapatrzony tylko w siebie i zachowuje się (przeważnie) jakby był nadal sam. Mamy małe dziecko, które choć już samo się domaga czułości nie może nic od niego wyegzekwować, nie wspomnę już o sobie, mnie też traktuje jak powietrze. Może to dlatego, że do tej pory żył w wolnych związkach i teraz się nie musi starać, nie wiem. Jak wpłynąć na to, aby poruszyć jego serce, aby coś dawał z siebie, a nie tylko brał. W tej sytuacji czuję się służącą we własnym domu, na każdą prośbę reaguje: możesz sama. Jeszcze ani razu nie wstał w nocy do dziecka, ani razu nie nakarmił, ani spacer, nawet zabawa szybko go nudzi. Czuję się odrzucona, choć naprawdę się staram w miarę możliwości mieć dużo uwagi dla niego, jak to przy małym dziecku często brakuje czasu i jeszcze dochodzi zmęczenie. Co mam zrobić i jak przemówić aby dostrzegł, że ma rodzinę, której brakuje zainteresowania i czułości. Czy któras z Was borykała się może z podobnym problemem? Czy to się przytrafia młodym małżeństwom, kiedy powinno kwitnąć uczucie i pożądanie?
    • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 11:56
      Moze poswiecasz mu wlasnie za duzo uwagi?Poza tym czy rozmawialas z nim o tym czego od niego oczekujesz i jak sobie wyobrazasz wasza rodzine?To ze zyl w wolnych zwiazkach nie tlumaczy go z jego zachowania,wolne zwiazki tez wymagaja kompromisow i udzialu obojga.Mam wrazenie ze ten problem jest bardziej skomplikowany.Spytaj go dlaczego tak postepuje
    • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 12:12
      Mariel, na początek jedno ważne pytanie - czy przed zawarciem małżeństwa rozmawialiście o tym , jak każde z Was widzi siebie w stałym związku? Jak powinny wyglądać Wasze relacje, obowiązki itd? Czy potraficie się nawzajem szanować? Czy przed narodzinami dziecka ustaliliście choć w zarysie, jak podzielicie się czasem spędzanym z dzieckiem, jak ważna jest dla Was rodzina. Czy czujecie się za nią odpowiedzialni i jak bardzo?Z jednego pytania zrobiło się kilka.Moim zdaniem to są podstawowe kwestie do głębokiego przemyślenia. Bez takiego "przedmałżeńskiego rachunku sumienia" związek ma nikłe szanse na to by był udany.Nie chcę mówić, że mój związek jest doskonały. Mój mężuś ostatnio nie radzi sobie z wartościowaniem rodzina - internet. Zapomina, nie pilnuje, unika, wykręca się...Mogę jeszcze wstawić tu kilka czasowników ;-)Mnie krew zalewa, ale próbuję dotrzeć do niego. Może ma jakiś kryzys, z którego sam nie zdaje sobie sprawy.Poza tym jest milutki, grzeczniutki, do rany przyłóż.Potrafimy ze sobą rozmawiać, dlatego szybko dochodzimy do kompromisu. I to jest ważne - jeśli Twój partner Cię nie słucha, lekceważy, trudno będzie znaleźć szybkie rozwiązanie problemu. Można zadziałać radykalnie, żartobliwie, zgryźliwie, lub życzliwie. Co podziała na Twojego Faceta? Sama go znasz.Powiem Ci szczerze, że dla mnie nie dopuszczalne jest, by mąż zachowywał się w stosunku do żony jak opisujesz.Jest to dla mnie wyraz totalnej niedojrzałości Partnera.Życzę Ci znalezienia sprytnego sposobu na Twojego egoistę.Dorka
      • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 12:23
        A co zrobic jeśli przed ślubem rozmawialiście o wszystkim, wiedzieliście co które z was myśli na temat swojego miejsca w rodzinie, nawet mieliście ustalony podział obowiązków i to nie na zasadzie "ja ci mówie że będziesz robić to i to" a teraz.... eeehhhh :(Dodam że byliśmy ze sobą przed ślubem przez 6 lat w tym rok mieszkaliśmy razem. I co zrobić jeśli partner nie chce słuchać a nawet jeśli wysłucha to nie zamierza nic robić ze swojej strony?Nie przeszłam żadnej metamorfozy, jestem tą samą osobą co dawniej, może nawet teraz bardziej nastawiona na kompromis niż kiedyś , i co? NIC.Może ktos ma jakieś doświadczenia w tej dziedzinie i zna inne metody od których można zacząć (oprócz sugerowania rozmów)? Bo mnie juz po prostu ręce opadają :(
        • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 12:43
          Ja nie mogę narzekać, że nie pomaga mi przy dzieciach, bo robi dużo. Ale mamy inny problem. Mój mąż ma tylko swój punkt widzenia i wydaje mu się że wie co jest dla mnie najlepsze. Nasze problemy zaczęły się po urodzeniu pierwszego dziecka. ja oprócz tego że potrzebowałam pomocy przy dziecku to jeszcze chciałam mieć z kim porozmawiać, a on nic nie rozumiał. ja mówiłam, płakałam że jest mi źle, a on słuchał i nic. Stawałam się coraz bardziej samotna, nie chciałam rozmawiać o swoich problemach z mamą, kolezanki nie miały dzieci i nie rozumiały o co mi chodzi, płakałam i byłam coraz bardziej nieszczęśliwa. Dzisiaj nie rozmawiam z nim prawie wcale, bo wszystko co powiem jest jak słowa rzucane na wiatr. ja mówię on słucha i nigdy nie ma efektu. Nigdy nie sądziłam że w związku można być aż tak samotnym i nieszczęśliwym. Nie pozwólcie aby wasze życie tak wyglądało. Jeżeli do nich nie dociera że coś jest nie tak to im to wykrzyczcie, musicie znależć sposób żeby dotrzeć do własnych mężów. Czujesz się jak służąca to mu to powiedz, bez ogródek, bez obawy. Jeżeli Cię nie zrozumie to coś jest nie tak i to nie jest ten właściwy.
        • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 16:13
          Jakieś radykalniejsze środki?Spakuj siebie i dzieci i wyjedź odpocząć do rodziny. Ja zamierzam tak zrobić.Dorka
    • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 14:11
      Ja bedac w ciazy bylam przerazona jak sobie poradze poniewaz moj malzonek, ktorego znam wiele lat (jak zly szelag moznaby rzec) nigdy nie slynal z milosci do obowiazkow domowych, zawsze wszystko moglo dla niego poczekac (oprocze jego rozrywek rzecz jasna, no i na szczescie jeszcze pracy). Czesto dzielilam sie z nim swoimi obawami a on obiecywal, ze bedzie sie udzielal. No ale na poczatku trudno nam sie bylo dotrzec - on nie spodziewal sie, ze takie a nie inne zachowanie bedzie mi przeszkadzalo, ja uwazalam ze dla niego cos bedzie oczywiste. W momentach kiedy wyprowadzal mnie z rownowagi nie krylam tego, tylko wybuchalam w wielkim ataku histerii (bylo ich moze ze 3). W koncu dotarlo do niego, ze nie wyobrazam sobie przeprowadzania samej kapieli dwojki dzieci tylko dlatego, ze mecz sie jeszcze nie skonczyl. Kiedy zrzedze, ze nie chce mi sie zmywac, robi to za mnie. Doszedl do wniosku (jak wyznal), ze latwiej jest mu postarac sie mnie uszczesliwic, niz zyc z moim niezadowoleniem (nieskrywanym). Mysle, ze podstawa takiego porozumienia sa checi obu stron, zdolnosc kompromisu przewazajaca nad checia postawienia na swoim. Dodaje tylko, ze moj maz urodzil sie i wychowal w kraju, w ktorym rownouprawnienie kobiet jest pojmowane nieco bardziej doslownie niz u nas. Nigdy nie oczekuje, ze bedzie na niego czekal obiad (ale bardzo sie cieszy kiedy jest), nigdy sie nie awanturuje, ze nie ma co na siebie wlozyc (czasami tak czesto piore rzeczy dzieci, ze nasze pranie rosnie w wielka gore) - wtedy sam nastawia sobie pranie - niestety tylko swoich rzeczy, ale jak kiedys upral moje to juz wole, zeby pral tylko swoje.Dziewczyny, nie rozpuszczajcie tych swoich facetow! I warto sie przyjrzec jak traktuja swoje mamy. Osobnik, za ktorego o malo nie wyszlam za maz, czekal az mamusia wroci z pracy i pytal: kiedy obiad? sam sobie nic nie zrobil. Chyba mialam wiecej szczescia niz rozumu.Magda
      • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 17:20
        Niedawno przyszlam zmeczona do domu, wszystko mnie bolalo lacznie z glowa i polozylam sie. Gdy maz wrocil do domu stwierdzil ze ja nic nie robie -w kuchni balagan- i powiedzialam zeby sam sobie wzial obiad.Nastepnego dnia rano (sobota)spytalam slodko co woli sprzatac : pokoj czy lazienke ? Zdziwiony wybral lazienke. Na co ja szybciutko posprzatalam "swoja dzialke", wygnalam go do sprzatania bo myslal ze go ominie.Zostawilam go z tym samego sama wyszlam na spacer. Powiem wam ze odpoczelam :))))))Juz od niego nie slysze ze nic w domu nie robie. Teraz co tydzien ma obowiazek sprzatac lazienke.Nic mnie nie obchodzi ze zegnamy sie o 6:30 i widzimy ok.22(od poniedzialku do piatku).Nie slysze juz tych slow:nic nie robisz. On juz wie jak smakuje takie :nic .Masz Racje Dora - wyjechalabym, ale sama - dzieci bym mu zostawila na kilka dni - niech posmakuje tego miodu. My ich staramy sie we wszystkim odciazyc -ale za to nie bedziemy mialy wdziecznosci ani slow uznania. Nie rozpieszczajmy facetow - nie warto. Szkoda swego zdrowia.Pozdrawiam
        • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 20:14
          Wiecie dziewczyny to okropne, co tu czytam, nie wiem u nas jest tak, ze ja i moj maz dzielimy sie obowiazkami a teraz kiedy urodzilam drugie dziecko to wiekszosc zajec spadla na meza. I jest to dla niego normalne, nie buntuje sie, nie obraza, uznaje to za rzecz jak naturalna. zreszta nawet wczesniej przed urodzeniem Magdusi jak siedzialam w domu (bo w czasie ciazy bylam prawie caly czas na zwolnieniu) nigdy mi nie zarzucil, ze nic nie robie-u nas po prostu nie ma takiego tematu. Zwiazek dwojga ludzi to nie wyzysk jedenj strony przez druga tylko partnerstwo i jeszcze raz partnerstwo. Jestesmy 8 lat po slubie, roznie bywalo, klotnie tez sa jak najbardziej ale to maz kapie dzieci (Kuba ma 6 lat, Magda 1 miesiąc), zmywa, myje lazienke, podłogi, okna. Ja zajmuje sie "wyzywieniem" naszego stadka.I jest nam z tym dobrze wiec nie rozumiem jak maz, ktory kocha zone moze obciązac wszystkimi pracami domowymi, ktorych przeciez jest bez liku i jest to praca , ktorej sie nie widzi.Aga z Kubusiem i Magdusią
          • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 10.11.01, 16:07
            A co powiecie na taką stuację: ja jeszcze studiuję, mój mąż już po studiach, pracuje ile sił, jego rodzice pomagają ile mogą, moi nie, bo mają beznadziejną sytuację materialną (zresztą są po rozwodzie, tak wię to ja zajmuję się domem (wynajmujemy pokój, on często z pracy przychodzi bardzo późno) i sama nie wiem jestem służącą swojego męża, czy to jest normalne?
        • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 08.11.01, 21:17
          Chi, chi, gdy niedawno byłam w szpitalu, KvM zajmował się Sikorą. NIe był to cały dzień, bo 8 godz. mała była z opiekunką, ale rano i wieczorem tatuś robił jedzonko, bawił i usypiał. Zdał egzamin na 5. Mówił mi potem : "Całe szczęście, że Eleonora nie robiła kupy u mnie, tylko u opiekunki..." Dziś natomiast odkurzył pokój (na więcej nie miał chyba siły) i zmył naczynia po obiedzie. To już duży sukces. Ale musi się jakoś starać po tym, jak powiedziałam mu, że go nie lubię... ;-)Mężuś jest w porządku. Jego "podpadki" wynikają nie z egoizmu, czy braku zaangażowania w sprawy rodzinne, lecz z konstrukcji psychiczno-intelektualnej. Co go oczywiście nie tłumaczy, pozwala mi za to mieć dużo cierpliwości.:-) Dorka :-)
          • Gość edziecko: guest Re: Jestem służącą własnego męża IP: *.* 09.11.01, 16:04
            Moje drogie,mój mąż miewa również "zaćmienia" ale teraz przechodzimy je łagodniej niz kiedyś. Nota bene my swój kryzys przez duże K mamy już za sobą.Są dni, że bezmyślnośc mojego Piotra i brak odpowiedzialności doprowadzają mnie do furii, a najgorzej że nie wie o co chodzi i nie wie co zrobił źle.Kiedy słowa nie docierają to stosuje tą samą metodę, przestaje słuchać i odsuwam się. Po kilku dniach przychodzi "olśnienie" na mojego Pana.Jedno czego się nauczyłam o facetach, to to, że oni nadają kompletnie na innych falach i trzeba im pewne rzeczy uświadamiać, waląc prosto z mostu, tłumacząc jak małemu dziecku. Nie liczmy, że ON się domyśli bo się nie domyśli.Są dni kiedy mój małżonek wyręcza mnie w każdej sprawie, jest taki milutki i kochany, ze aż mnie rozczula, a zaraz na drugi dzień jak walnie jakąś głupotę to mam ochotę go wyrzucic z domu.Jedynym skutecznym sposobem jest ciągłe docieranie się i rozmawianie o swoich oczekiwaniach i uczuciach.Kiedy jednak on nie słucha i nie chce nic zmienić to jedynym sposobem bywa krótka sepracja, wyjazd do rodziny, w każdym razie rozłąka.Pozdrawiam Anja
Pełna wersja