A czyja to wina???

IP: *.* 09.11.01, 15:38
Siedzę sobie, czytam te wszystkie rozpaczliwe posty na temat mężczyzn i doszłam do wniosku, że niestety, ale dużo w tym jest naszej winy. Naszej czyli kobiet. I jeżeli my nie zmienimy czgoś w tym temacie, to następne pokolenia kobiet /czyli nasze córki i wnuczki/ będą się tak męczyły.W większości domów panuje następujący stereotyp: mamusia sprząta, prasuje, gotuje, robi zakupy, odrabia z dziećmi lekcje i najczęściej jeszcze pracuje zawodowo a tatuś.... tatuś idzie do pracy siedzi w niej 8 lub 10 godzin i wraca ciężko zmęczony. Żona podaje mu obiad, on go zjada /i często zostawia talerze na stole/ żona jest, żona posprząta i bardzo zmęczony zabiera się za czytanie gazety lub oglądanie telewizji.Przygląda sie temu synek i idzie w jego ślady. I w ten sposób mamy kolejnego faceta który wyrasta na egoiste. Synek dorasta najpierw chodzi do szkoły, potem na studia, potem do pracy, a wracając ma wszystko pod nos podane, bo mamusia sprząta, gotuje, prasuje itd.Potem przyzwyczajony do tych wygód rząda ich od partnerki i dziwi się jeżeli ona czegoś wymaga. No bo w domu to mamusia wszystko robiła, to niby dlaczego on ma to robić.Moje Panie przyznajmy się, że to właśnie my wychowujemy egoistów i jeżeli my czegoś nie zmienimy, to następne pokolenia kobiet będą się użerały z facetami, którzy uważają, że wszystko im się od życia należy a kobieta jest od tego by skakała koło mężczyzny.Więc może należy zagonić już trzy letniego chłopczyka, że jak zje się jedzonko to talerze odnosi się do zlewu, siedmioletniemu, że umycie talerza po jedzeniu i upranie skarpetek ujmy na honorze nie przynosi, a dziesięcioletniemu, że jak jest głodny to sam może sobie zrobić chlebek z masełkiem i wędlinką.Może wówczas będzie mniej facetów których przeraża posprzątanie mieszkania czy też zajęcie się dzieckiem.I uczmy ich przede wszystkim odpowiedzialności oraz szacunku do siebie i tego, że mamusia nie jest od przynieś podaj pozamiataj.I tego należy również nauczyć własnego partnera. Jeżeli wychowywany był w sposób jaki przytoczyłam wyżej należy mu spokojnie wytłumaczyć, że Bozia dała mu po to główkę by myślałi rączki by nimi coś robił / nie koniecznie naciskał guziki pilota/. Pzepraszam za tak długaśny post, pozdrawiam serdecznieSammy :)
    • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 16:29
      BRAWO !!!!TYLKO JAK TO WCIELIC W ZYCIE?MOJ MEZUS POMAGAL, AZ POPATRZYL NA INNE MALZENSTWA I POWIEDZIAL: "A Z JAKIEJ RACJI JA MAM ROBIC INACZEJ?" NO I ...TERAZ WALCZYMY ZE SOBA. TYM MI TRUDNIEJ IM WIECEJ ODWIEDZAMY MALZENSTW. CO ROBIC?REGINA.
      • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina???Do Reginy IP: *.* 09.11.01, 16:37
        Odwiedzić takie małżenstwo które zachowuje się normalnie.Czyli mąż pomaga żonie.Reszta to meskie wygodnictwo.I nie pozwól nic zmieniac w swoim związku na Twoją niekorzyśc.Jeśli ustaliliście jakis podział obowiązków-trzeba się tego trzymac.
      • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? - do Reginy IP: *.* 09.11.01, 22:33
        A wiesz co zauważyłam u siebie ? Mój małżonek bierze czynny udział w pracach domowych, gotuje, sprząta, robi zakupy i inne etcetery, ale coś dziwnego się z nim dzieje, gdy przychodzą goście. Facet, który ogólnie jest samowystarczalny w zakresie kolacji, w chwili, gdy trzeba zrobić jakieś kanapki pod wódkę, wypowiada sakramentalne słowa "Kochanie, zrób...". Jakiś czas z tym walczyłam (macho, szowinistyczna meska świnia, i czego ty sie wstydzisz chłopie, ze umiesz robić kanapki !), ale znudziło mi się. Teraz pokornie maszeruję do kuchni i rozkładam akcesoria, po czym wołam słodko "Kochanie, chodź, pomożesz mi, bedzie szybciej". Na początku się wymigiwał, ale ostatecznie osiągnęlismy kompromis.Nazywa się, ze ja robię kanapki, a on mi pomaga. Chociaż wkład pracy jest chyba równy :) Regino, chodzi mi o to, że co innego jest w domowych pieleszach, a co innego na oczach ludzi - i warto zwrócić na to uwagę męża. Sukcesów życzę - Mika
    • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 16:31
      Tak,tak,tak.Zgadzam się.Od lat walczę z dziwnym podziałem obowiązków w domu.I nie jest źle.Nauczyłam mojego faceta odnosić naczynia po sobie,brudne skarpetki wrzucać do kosza w łazience a nie pod łóżko w sypialni,zrobić sobie śniadanie i kolację(mi czasami też zrobi!)itd.Nie będę tak jak moja mama wstawała rano by zrobić bratu (lat 18) kanapki do szkoły,bo inaczej biedactwo nic nie zje.Od lat nie zmywam naczyń i nie mam zamiaru tego nigdy robić.Gotuję-i to dużo,dlatego brudne gary zostawiam innym.Ale i tak wiecej prac domowych spada na mnie.Mimo to nie narzekam,bo nie mam żle,a wręcz dobrze.Kochane Kobitki,nie dajmy się!
    • Gość edziecko: PETRA Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 18:02
      Zgadzam się z Sammy. Widzę jak teściowa wychowała mojego męża i jestem jej za to naprawdę wdzięczna. Rafi posprząta (często sam proponuje - odpocznij), wypierze ( co to za filozofia wsadzić do pralki! - jego słowa), chętnie pogotuje w miarę swoich możliwości a najważniejsze - szanuje kobiety. Zawsze powtarzał, że za to co przechodzimy w ciąży i przy porodzie to powinno nas się nosić na rękach.Mimo iż siedzę obecnie w domu na L4 wcale nie uważa, że ja powinnam mu wszystko pod nos podać - jestem w ciąży i powinnam odpoczywać(sam pracuje do późna - 18,19 a czasem nawet 21 i 22). Ale ja oczywiście ugotuję i posprzątam, bo i tak przez cały dzień nie mam co robić - ale jest mi bardzo wdzięczny. Powiem wam szczerze, aż chce mi się robić. Robię to z przyjemnością, bo nikt nie traktuje tego jako mojego obowiązku. A wszystko zależy właśnie od wzoru jaki się wynosi z domu ale także od charakteru mężczyzny i od jego partnerki. Pewnych rzeczy musimy po prostu wymagać - jesteśmy takimi samymi ludźmi. Jeśli same nie będziemy się szanować to nikt nas nie będzie szanować. A małżeństwa polecam partnerskie.Rozpisałam się trochę...:hello:PETRA
      • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 20:30
        Moj maz byl ostatnim dzieckiem, rozpieszczonym i uwielbianym.Nigdy nic nie robil -u mamy-, a mimo to jest wspanialym partnerem i dzieli ze mna wszystkie obowiazki.I wiecie dlaczego ?!Bo ja od niego tego wymagam. Kazdy z nas ma swoje obowiazki i nawet nie moge sobie wyobrazic ze mogloby byc inaczej. To on robi sniadanie, pierze, prasuje, sprzata...Az mi sie wierzyc nie chce ze kobiety w Polsce sa tak zacofane. Przykro slyszec, ze robicie za sluzace, kucharki i nianki...Nie rozumiem tez jakim cudem decydujecie sie miec dzieci z takimi nierobami i egoistami ?!Wiecie, ze ja gdybym od poczatku pokazala dla mojego meza ze to ja wszystko robie a on ma niekonczace sie dziecinstwo i dwie lewe rece, a do tego jest moim idealem mezczyzny to napewno moglabym miec podobne zycie do waszego...Zapewniam Was, ze to nie wina tesciowej, spoleczenstwa, mentalnosci czy czego tam jeszcze tylko najzwyklej w swiecie WASZA WLASNA WINA !!!Widze tylko dwa wyjscia, albo zdecydowalyscie sie zyc z kompletnym ciolkiem(strach przed staropanienstwem, niechciana ciaza ?)w koncu nie kupilyscie kotka w worku mowiac TAK przed oltarzem,albo daje Wam sadysfakcje bycie traktowana jak przyslowiowe gowno(masochism, problemy psychologiczne, obciazenia mentalne ?!). Nie jestem w stanie Was zrozumiec...
        • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 10.11.01, 08:47
          No tak...."Bo ja od niego tego wymagam"Hi hi hiiiiii - wybacz , ubawiłaś mnie ta naiwnością.Na moje oko to po prostu trafiłaś na mężczyzne który SAM CHCE coś zrobić i nie przesadzałabym na Twoim miejscu z przypisywaniem sobie zasług. Za to radziłabym zawczasu przemyśleć co zrobisz kiedy Twój cudowny i posłuszny mąz odmówi dalszej współpracy.Ach! Przecież z góry założyłaś, że od razu wcieliłam się w rolę służącej, kucharki i niańki czyli cyt. "przysłowiowego gówna". No to wyjaśniam, że nie obawiałam się staropanieństwa, nie byłam w nieplanowanej ciąży, byliśmy przed ślubem parą przez 6 lat i to nie tylko w weekendy, przez rok mieszkaliśmy razem zanim zdecydowaliśmy się na małżeństwo które było tylko formalnością. Nie mam problemów psychologicznych, nie jestem masochistką. Jestem samodzielną, niezależną psychicznie kobietą, która wyszła za mąz z wielkiej miłościPo wspomnianym długoletnim okresie narzeczeństwa miłość ta nie była w stanie zaćmić zdolności racjonalnej oceny sytuacji.To tyle wyjaśnień na mój temat. Teraz o mężu.Otóz po 3 latach naszego małżeństwa firma mojego męża rozszerzyła działalnośc na inne miasta i od tego czasu zaczął wyjeżdżać na kilkumiesięczne delegacje, z powrotami do domu na soboty i niedziele. Zbiegło sie to w czasie z moim zajściem w ciążę (równiez jak najbardziej planowaną przez nas oboje). Trwa to więc już jakieś dwa lata, z czego ostatnie półtora roku jednym ciągiem, bez choćby tygodniowej przerwy, ale w różnych miastach.Mieszkanie z dala od domu spowodowało u mojego męża absolutny zanik zainteresowania czymkolwiek w domu oprócz spraw wielkiego kalibru typu układanie podjazdu do garażu albo rąbanie drewna opałowego na 3 lata z góry. :(Wszelkie próby rozmawiania spełzały na niczym - wysłuchiwał, ale sie nie stosował.Naszą córeczką nie bardzo ma czas ( i jak sądzę ochotę)się zajmowac bo zawsze jest coś do zrobienia jak się wraca na 1 lub dwa dni do domu. No i poza tym przecież jest zmęczony bo pracuje w terenie, w cięzkich warunkach więc przyjeżdża odpocząć.I co - jakie złote rady masz dla mnie Marto? Mam rzucić męża, którego mimo wszystko kocham, tylko nie mogę się z nim dogadać ? A co z dzieckiem, mam unieszczęsliwić dziecko w imię wymuszenia na męzu pomocy w pracach domowych, czy to nie jest zbyt błahy powód? Mam wrócić do rodziców - do innego miasta, w którym nie mam szans na pracę( bezrobocie jak cholera i polibuda z której co roku wychodzi 60 takich inżynierów jak ja)? Mam zostawić dom który budowałam własnymi rękami?Nie rozumiesz takich jak ja - bo nie musisz. I obyś nigdy nie musiała. A sugerowana przez Ciebie strategia " po trupach" byle osiągnąc cel owszem jest odpowiednia - dla osób które widzą tylko czubek WŁASNEGO nosa.MagdaTorun - która zamierza to wszystko przetrwać, tylko czasem próbuje się wyżalić do kogoś kto ją ZROZUMIE.
          • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 10.11.01, 09:26
            Magdusiu...Aż mi się smutno zrobiło, że cię rozumiem... Co prawda mój mąż nie wyjeżdża na tak długo, ale pracuje na bardzo odpowiedzialnym stanowisku do bardzo późna i czasem, jak trzeba to też w soboty - np. teraz go nie ma w domu...Wiesz, jaki tego skutek? W domu nie robi wcale nic (choć faktycznie nauczony przeze mnie - lenia też, nie powiem) zawsze sam sobie robi jeść i odnosi do kuchni.Ale skarpetki po proniu albo do prania, których, "żeby go nauczyć" potrafią leżeć i tydzień. On po prostu obok nich przechodzi... Rano się spieszy, bo odwozi naszą córeczkę do przedszkola, a wieczorem jest "padnięty". Powiem więcej - jesteśmy jednym z tych małżeństw, ktore mają bardzo regularne współżycie: tylko w weekendy i to nie w każdy :(Wiesz - jestem u kresu wytrzymałości i juz nie raz rozmawiałam z nim, zeby zmienił pracę (ale rynek pracy, jaki jest, każdy widzi). Pal sześć te prace domowe - ale zdarza się, że naszego synka-pierwszoklasistę, który czasami budzi się, gdy mąż z córcią już wyjdą a zasypia wcześniej niż ona i chrapie już ok 20:00 widzi co drugi dzień. A na prawdę dzieci i mąż przepadają za sobą - i nie mają dla siebie czasu.Magdo - łączę się z Tobą w smutku - mi też jest strasznie smutno na tę bezsilność i jestem wściekła na szefów mojego męża... Wiesz, oni mu dwa lata temu odwołali urlop na dwa dni przed wyjazdem!!!!!Buziaczki, trzymaj się... Moze ozna jednak coś zmienic w tej pracy twojego męża?
    • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 20:05
      NIe sposób nie zgodzić się z Sammy.Od jakiegoś czasu uderza mnie to, jakie zabawki kupuje się dla chłopców i dziewczynek. Kuchnia, gary, żelazko, pralka, odkurzacz, widziałam nawet mopa z wiaderkiem - kupuje sie to wszystko małym dziewczynkom. A dlaczego nie chłopcom??? Myślę, że taki dwu- trzyletni facecik będzie się bawił odkurzaczem tak samo chętnie jak jego rówieśnica. I może później nie będzie to dla niego nieznany sprzęt. "Niestety" nie będę miała na razie okazji wprowadzić tego w życie, bo bedzie dziewczynka, ale na pewno będę jej kupować zarówno klocki i samochody, jak lalki i kuchenki.Pozdrawiam,Magdzi
      • Gość edziecko: Monika_A/P. Re: A czyja to wina??? IP: *.* 09.11.01, 22:49
        Muszę się pochwalić :)mam chyba najlepszego męża pod słońcem, nigdy nie myślałam, że spotkam takiego faceta, w wieku 21-22 lat tak jęczałam, że faceci to faszyści i nigdy nikt mnie nie zechce, fakt - charakterek to ja miałam...... teraz chyba dorosłam i zmieniłam dużo w swoim życiu, a że taki mąż mi się trafi to nawet nie śniłam....... jesteśmy razem 3 lata a ja wciąż bardziej i bardziej Go kocham, chyba nawet bardziej niż Rodziców.Tak mi się poszczęściło :)musiałam to napisać,Monika A/P.
      • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? - dygresja IP: *.* 10.11.01, 10:03
        Gdzies czytalam ostatnio, ze zrobili eksperyment i dali takie same zabawki z "gospodarstwa domowego" dziewczynkom i chłopcom - dziewczynki bawiły sie zgodnie z przeznaczeniem, a chłopcy starali sie rozkrecic je i zobaczyc jak to działa...:hello:Kasia R mama LuizyPS. Mojego meza tesciowa mi wychowała - sprząta, nie rozrzuca skarpetek, wezmie sobie sam jesc, a nawet co nieco ugotuje. Od prania byłam zawsze ja, ale jak mój pobyt na połoznictwie z Luizką sie przedłużal, to odbylismy telefoniczny kurs obsługi pralki i juz umie!
        • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? - dygresja IP: *.* 10.11.01, 16:34
          no wlasnie-duzo zalezy od wychowania. Moj maz (pisalam szerzej o tym w poscie "jestem sluzaca meza") jest nauczony "roboty" od swojej mamy. Jeszcze jako kawaler myl okna, wieszal firanki, zmywal naczynia i robil wszelkie techniczne prace w domu. I tak mu juz zostalo , co mnie bardzo cieszy :hap:Ja tez mam synka (i coreczke) i postaram sie ich wychowac tak, zeby w przyszlosci nie sprawiali przykrosci swojej drugiej polowie wlasna nieudacznoscia (bo inaczej tego nazwac nie mozna)PozdroAga z Kubusiem i Magdusią:hello:
        • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? - dygresja IP: *.* 11.11.01, 17:48
          Hejmojego meza tez wychowala mi tesciowa, az dziw bierze, bo to jej jedyny kotus i synunio ukochany. Ale maz sprzata w domu (bo to dzialka faceta), pralke oblsuguje (tlumaczyl to zawsze mamie!), zakupy ze mna robi ( bo tobie nie wolno nosic). Skarpetek brudnych nigdy nie widzialam. Ja gotuje. ale on mi kolacje czasem zrobi, nawet teraz wlasnie mi podal kanapeczke, bo cos z bablami smy zglodnieli. :-))) Ja zas wstaje rano i robie mu kanapki i sniadanko, mimo ze nie musze, bo jestem na zwolnieniu...ale robie to z przyjemnoscia. zobaczymy,jak bedzie dalej, na razie goraco mnie zapewnia, ze bedzie sie zajmowal bablami na rowni ze mna. i chyba nie bedzie mial wyjscia, ja sie nie rozdwoje, a dzieci bedzie dwoje wlasnie... :-) uwazam, ze jesli bedziemy zbytnio rozpieszczac naszych mezow lub dzieci, nic tym nie osiagniemy, moze poza jednym: bedziemy miec w domu tyranow, ksiazeta, ktore bedziemy musialy same obslugiwac...pozdrowionkaasiaT
    • Gość edziecko: guest Re: A czyja to wina??? IP: *.* 10.11.01, 18:17
      Sammy, masz całkowitą rację - chłopcy są wychowywani przez swoje mamusie na "leworęcznych". Musimy to zmienić ze względu na dobro naszych córek itd. Ja miałam szczęście, bo mój mąż został wychowany prawie na ideał: posprząta, ugotuje, zajmie się dzieckiem... I nie robi tego "z łaski". W tej chwili siedzę sobie przy komputerze, a on podał mi grzańca. Naszego synka chcemy podobnie wychować.
Pełna wersja