pytanie - kościół

15.11.06, 22:40
Mam pytanie do mam wierzacych niepraktykujacych, czyli tych,
ktore jako dzieci uczeszczaly na niedzielne msze, przyjely wszystkie
sakramenty, a gdy dorosly, przestaly bywac w kosciele z rozmaitych powodow.
Jak rozwiazujecie sytuacje w zwiazku z dziecmi? Zabieracie je do kosciola,
zeby mogly kiedys same dokonac wyboru, przekonac sie, co im odpowiada? A moze
skoro wy nie chodzicie, to one tez nie? I co na to Wasi rodzice/tesciowie?
    • nchyb Re: pytanie - kościół 15.11.06, 22:47
      > zeby mogly kiedys same dokonac wyboru, przekonac sie, co im odpowiada? A moze
      > skoro wy nie chodzicie, to one tez nie?
      mąż chodzi, dzieci też, starszy niezbyt chętnie, młodszy z ciekawości, ale się
      podnudza. Ja nie chodzę. Wyjątkowo na święta zajrzę np. szopkę zobaczyć.

      > skoro wy nie chodzicie, to one tez nie? I co na to Wasi rodzice/tesciowie?
      a co mnie to obchodzi? Jeżeli ktoś ma problem, to oni,nie ja smile

      > Mam pytanie do mam wierzacych niepraktykujacych
      ale nie jestem pewna, czy ja się do tej grupy zaliczam, blizej mi do
      poszukujących, wątpiących, do agnostyków...
      Mąż wierzący, zawsze mnie zastanawia, prawdziwie czy z przyzwyczajenia smile
      • magda_wojciechowska Re: pytanie - kościół 15.11.06, 22:51
        > Mąż wierzący, zawsze mnie zastanawia, prawdziwie czy z przyzwyczajenia smile

        Moze warto go zapytac. wink Ja jestem w nieco innej sytuacji - oboje z mezem
        nalezymy do tych "poszukujacych, watpiacych", jak trafnie to okreslilas. Uwazam
        jednak, ze malemu powinnam dac prawo wyboru. No i nie chcialabym, by w doroslym
        zyciu na hura przyjmowal wszystkie sakramenty, gdy zechce ozenic sie z
        katoliczka. wink
        • nchyb Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:02
          > > Mąż wierzący, zawsze mnie zastanawia, prawdziwie czy z przyzwyczajenia :-
          > )
          >
          > Moze warto go zapytac.
          twierdzi, że prawdziwie, ale może to tez tylko przyzwyczajenie... wink
        • anakardia Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:43
          > Moze warto go zapytac. wink Ja jestem w nieco innej sytuacji - oboje z mezem
          > nalezymy do tych "poszukujacych, watpiacych", jak trafnie to okreslilas.

          Gdy z kimkolwiek rozmawiam, kto twierdzi że nie wierzy w Boga itp, mówię -
          Jeśli Boga nie ma to cóż, nic się nie stanie, jeśli przez ~80 lat wierzyłaś.
          Jeśli jednak Bóg istnieje - uf, dobrze robiłaś.

          "Na wszelki wypadek warto wierzyć" lub "Wierzenie nic Cię nie kosztuje, a może
          się opłacić."

          Głupio brzmi, ale jedynie takiego używam argumentu dla niewierzących w sprawie
          zachęcenia do "uwierzenia". Bo jaki inny argument mógłby przekonać osoby
          niewierzące?

          Gdybym nie wierzyła w Boga, a potem stanęłabym przed jego obliczem co bym mu
          powiedziała?
          Wiem, że z wiarą wiąże się określone życie, ale staramy się tak żyć, by było po
          bożemu i to Boga cieszy. Przeciez ułomni jesteśmy i grzeszni. Ale żeby tak
          całkiem nie...chyba bym się nie odważyła.

          To moje odczucia.
          • triss_merigold6 Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:46
            Osoby dla których ateizm jest postawą światopoglądową na Twój argument
            ryknęłyby śmiechem. BTW, nie sądzisz, że tak ordynarne nawracanie niewierzących
            jest chamskie? Prosi Cię rozmówca o odniesienie się do jego braku wiary?
            • anakardia Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:59
              Nie nawracam nikogo.
              Jednak zdarzyło się w towarzystwie rozmawiać z ludźmi o temat wiary, i wiele
              osób twierdziło, iz nie ma sposobu na nich by uwierzyli, bo nie chcą, uważają
              to za bzdurę i już.
              Wtedy też, ktoś zapytał:"a czy gdyby Ci się to miało opłacić wierzyłbyś?"
              Okazało się że tak.

              Od tamtej pory jeśli podoby temat wypływa wspominam ten argument. Tak zrobiłam
              i teraz.
              Nie potrzeba z tym polemizować. Każdy człowiek inaczej postrzega świat, kazdy
              człowiek myśli inaczej i nie jest potrzebne do ogółu odnoszenie wszystkiego co
              ktoś gdzieś napisze.
              • fermenta Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:06
                anakardia napisała:
                > Wtedy też, ktoś zapytał:"a czy gdyby Ci się to miało opłacić wierzyłbyś?"
                > Okazało się że tak.

                I naprawdę myślisz, że tak to mniej-więcej działa? Robi się bilansik "czy mi
                się to opyla" i jak wychodzi więcej plusów niż minusów, taki
                niewierzący/wątpiący postanawia, że w takim razie od przyszłego tygodnia
                zaczyna wierzyć w Boga?

                Osobliwe


                • anakardia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:38
                  > niewierzący/wątpiący postanawia, że w takim razie od przyszłego tygodnia
                  > zaczyna wierzyć w Boga?

                  Fermanta ja nie wiem czy sięe zastanawia czy nie. Dyskusja się ucieła, bo ktoś
                  tam ze znajomych stwierdził że gdyby mu się opłaciło to by uwierzył. Więc nie
                  jest tak, że nie ma na niego sposobu. Sam na siebie jest tym sposobem.

                  Ale dziewczyny nie odnoście tego wszystkigo do mnie, ja tylko napisaałam jak
                  ktos zareagował i tyle. A czy on powiedział to na zasadzie - a odwalcie się,
                  czy rzeczywiście miał to na myśli czy nie, nie wiem.

                  Na pewno człowiek jest interesowny..
              • nchyb Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:09
                > osób twierdziło, iz nie ma sposobu na nich by uwierzyli, bo nie chcą
                > Wtedy też, ktoś zapytał:"a czy gdyby Ci się to miało opłacić wierzyłbyś?"
                > Okazało się że tak.
                wiara to nie jest coś, co przychodzi, gdy się tego zechce. Więc samo
                przekonanie, ze opłaca się wierzyć, nie spowoduje uwierzenia. Może spowodować
                poddanie się rytuałom, tradycji itp, ale czy w sercu zaraz pojawi się wiara?

                Czy gdyby zaoferowano Ci milion dolarów uwierzyłabyś że ziemia jest płaska? Czy
                tylko okazywałabyś to, bez wewnętrznego przekonania?
                • anakardia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:43
                  I tu trafiłaś w sedno!! Podoba mi się.
                  Dla korzyści ludzie wiele robią.
                  Tak więc, być może ktoś uwierzy na wszelki wypadek... jednak faktycznie czy
                  uwierzy czy jedynie podda się rytuałom zależy od niego.
                  My tego nie sprawdzimy!!!!

                  I z całą pewnością za milon dolarów! powiedziałabym: wierzę, że ziemia jest
                  płaska" ale swoje i tak bym wiedziała.
                  Za parę złotych już bym tego nie powiedziała, choć mowa jest taniasmile)

                  Może już nikt się do mnie nie odniesie w tej sprawie, ale chwilowo znikam bo
                  potomstwo się o picie upomina.
                  • polka33 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 23:08
                    Wiara jest darem,i możesz ją odrzucic, nie jesteś bezwolny.Dlatego wiara jest
                    równiez kwestią decyzji i wyborów,a nie tylko ot tak sobie sie złożyło, że
                    wierzę i już.
                    Mogę uwierzyc ponieważ tego chcę,jakiekolwiek by według mnie nie były tego
                    postanowienia pierwsze powody. Zakładam,że jeśli ktoś naprawdę chce uwierzyc,
                    nawet gdy watpi początkowo, po zwróceniu swoich myśli i wykonaniu wysiłku
                    (równiez umysłowego) pokona swój opór i małymi krokami otworzy sie na wiarę.
                    Wiara jest dla ludzi myślących, rozważających i pragnących, wymaga wysiłku,woli
                    i pokory.Pierwszym krokiem jest"chcę".Nie mogę sie zgodzic z tym,ze niektórzy
                    twierdzą, że wiary nie można sie nauczyc. I nie chodzi mi o rytuały i chadzanie
                    na msze. Praktyka religijna to zgoła bardziej złożona sprawa,dziwi mnie takie
                    przywiązanie w mowieniu o wierze, jako o chodzeniu do kościoła i odprawianiu
                    zdrowaśki. To straszne uproszczenie.
              • paniserwusowa Re: pytanie - kościół 16.11.06, 23:23
                Jak można wierzyć dlatego, że może ci się to opłacać???? Takie podejście nie ma
                nic wspólnego z wiarą. Jesteś zwykłą konformistką.
                • anakardia :) paniserwusowa 16.11.06, 23:41
                  paniserwusowa napisała:

                  > Jak można wierzyć dlatego, że może ci się to opłacać????

                  No właśnie!! Nie wiem jak można wierzyć bo się opłaca.

                  A kto jest konformistką?? Bo chyba przeoczyłam coś?

                  • paniserwusowa Re: :) paniserwusowa 17.11.06, 17:17
                    Skoro uważasz, tak jak ja, że nie można uwierzyć z tak niskich pobudek, jaką
                    jest "opłacalność" wiary (jakikolwiek by miała wymiar),i że z załozenia jest to
                    niewykonalne, to dlaczego takich argumentów ("Wierzenie nic Cię nie kosztuje, a
                    może się opłacić.") używasz, aby przekonać niewierzących? Jak ma zatem wyglądać
                    ta wiara "na wszelki wypadek"? Jako osoba wierząca, to chyba nie wskazujesz im
                    właściwej drogi a raczej wprowadzasz ich w błąd. O ile masz super podejście do
                    niewiary innych w pierwszych swoich słowach :"Gdy z kimkolwiek rozmawiam, kto
                    twierdzi że nie wierzy w Boga itp, mówię -Jeśli Boga nie ma to cóż, nic się nie
                    stanie, jeśli przez ~80 lat wierzyłaś. Jeśli jednak Bóg istnieje - uf, dobrze
                    robiłaś."- to dalej- uff.
                    Myślę, że nikogo nie da się przekonać na siłę, i w życiu takiego niedowiarka
                    albo czas na wiarę przyjdzie sam, albo go nie bedzie i już.I o wierze raczej
                    zadecyduje splot życiowych zdarzeń, niż dyskusje i żonglerka argumentów za i
                    przeciw.
                    Temat wiary zawsze wzbudzał i będzie wzbudzać wiele emocji. Ja sobie obiecałam,
                    że nie będę w takich rozmowach zabierać głosu i ooo. Znowu nie wyszło.
                    A za konformistkę Cię przepraszam, bo rzeczywiście nijak nie pasuje. Musiałam
                    coś żle przeczytać i się rozpędziłam. Pozdrawiam.




                    • anakardia Re: :) paniserwusowa - będzie dłuuugo 18.11.06, 18:07

                      Dobrze wszystko ujęłaś i w odpowiedzi chyba uda mi się wreszcie moją postawę
                      wyjaśnić.

                      Otóż nie lubie takich rozmów, i odpowiadając swoim kontrowersyjnym smilepostem,
                      odzwierciedlałam moją i moich znajomych udrękę z pewnym ktosiem z towarzystwa,
                      który zadręcza nas "religijnymi" tematami regularnie. Poza tym człowiek jest
                      fajnysmile. To on, jako niewierzący, domaga się od nas dysput i udowodnienia mu
                      istnienia Boga skoro w niego wierzymy i przekonania go że i on powinien
                      wierzyć. Nam jest wszystko jedno, przecież jest dorosłym człowiekiem. Dodatkowo
                      twierdzi, że jedynie on sam mógłby sprawić by uwierzył (co jest prawdą), a nie
                      np. zona, matka, ksiądz, objawienie. NIC.

                      Anakardia napisała:
                      < Jeśli Boga nie ma to cóż, nic się nie stanie, jeśli przez ~80 lat wierzyłaś.
                      < Jeśli jednak Bóg istnieje - uf, dobrze robiłaś.
                      <"Na wszelki wypadek warto wierzyć" lub "Wierzenie nic Cię nie kosztuje, a może
                      się opłacić."

                      Na te stwierdzenia przyznał nam rację, że dla niego jako niewierzącego
                      podejście typu na wszelki wypadek ma sens, choć nie wie na jaki wypadek. Ale
                      zakładając istnienie Boga, mamy rację. Tyle, że on nie zakłada jego istnienia.
                      Choć na wszelki wypadek mógłby to zrobić!! Bo to go wiele nie kosztuje.

                      ">>jedynie takiego używam argumentu dla niewierzących w sprawie
                      zachęcenia do "uwierzenia". Bo jaki inny argument mógłby przekonać osoby
                      niewierzące?"
                      Oczywiscie, nie do każdego uzyłabym tego "argumentu", bo nie kazdy rozumuje i
                      jest "na przekór" jak szanowny kolega.
                      Ale posłuzyłabym się tymi samymi stwierdzeniami względem osoby, która na złość
                      mówi: "nie przekonasz mnie niczym, bo ja się nie chcę przekonać i choćby mi Bóg
                      przed oczami stanął, to i tak powiem NIE. A zarazem domagam się
                      byś "przełamywała/przekonywała" mnie do wiary".

                      Szanowny kolega nie przyjmuje do wiadomości tego, że nikt z nas nie chce go
                      namawiać.. twierdzi, że jako katolicy musimy szerzyć wiarę, więc on jest
                      gotów smile.

                      Pewnie niepotrzebnie, ale od tamtej pory, gdy zdarza się znów gdziekolwiek ten
                      temat poruszyć, od razu by uciąć dyskusję itp wspominam o zakładzie Pascala.

                      pozdrawiam
                      • paniserwusowa Re: :) paniserwusowa - będzie dłuuugo 18.11.06, 22:39
                        Współczuję Ci w takim razie, bo to musi być bardzo męczący człowiek. Życzę
                        duuużo cierpliwości z tym, skądinąd fajnym ktosiem smile)
                        • anakardia Re: :) paniserwusowa - będzie dłuuugo 19.11.06, 00:45
                          Dzięki smile). My sobie też współczujemy, ale nie wyobrażamy sobie Szanownego
                          Kolegi wykluczyć z towarzystwa.

          • fermenta Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:52
            anakardia napisała:
            > "Na wszelki wypadek warto wierzyć" lub "Wierzenie nic Cię nie kosztuje, a
            może się opłacić."

            czas płynie a zakład Pascala wciąż trzyma się nieźle hehe
            • anakardia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:01
              W rzeczy samej. Najwyraźniej ktoś o tym pomyślał.
          • mamand Re: pytanie - kościół 16.11.06, 12:22
            > Gdy z kimkolwiek rozmawiam, kto twierdzi że nie wierzy w Boga itp, mówię -
            > Jeśli Boga nie ma to cóż, nic się nie stanie, jeśli przez ~80 lat wierzyłaś.
            > Jeśli jednak Bóg istnieje - uf, dobrze robiłaś.

            "Zważmy zysk i stratę, zakładając, że Bóg jest [...], jeśli wygrasz, zyskujesz
            wszystko; jeśli przegrasz, nie tracisz nic."

            to co napisałaś to Zakład Pascala, gra logiczna:
            jeśli wierzysz w Boga i Bóg istnieje, twoja wygrana jest nieskończona (idziesz
            do nieba);
            jeśli wierzysz w Boga i Bóg nie istnieje, twoja przegrana jest skończona, a
            więc pomijalna;
            jeśli nie wierzysz w Boga i Bóg nie istnieje, twoja wygrana jest skończona, a
            więc pomijalna;
            jeśli nie wierzysz w Boga i Bóg istnieje, twoja przegrana jest nieskończona
            (idziesz do piekła).
            • melmire Re: pytanie - kościół 16.11.06, 14:42
              Niestety zapomnial o jednej opcji.
              Jesli bog istnieje, i jest podobny np.do mnie (co nie jest niemozliwe, biorac
              pod uwage ze jestem stworzona na jego podobienstwo) to calkiem mozliwe jest, ze
              na sadzie ostatecznym takich wyrachowanych wierzacych wysle celnym kopem w d...
              tak daleko , ze nawet na pieklo sie nie zalapia. Na miejscu boga wolalabym
              szczerych niewierzacych niz wierzacych "bo im sie oplaca".
              • mamand Re: pytanie - kościół 16.11.06, 15:06
                zgadza się

                brak tego założenia czyni ten zakład błędnym z punktu widzenia logiki formalnej
                ;P
              • anakardia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 17:06
                Tez się zgadzam, wyrachowanie raczej się nie opłaci. Jednak nie wiem czemu ale
                akurat nasi znajomi często prowadzą na imprezach dysputy o polityce i religii.
                Oczywiście nie wszyscy, ale wystarczy, by zawsze ten sam ktoś poruszył ten sam
                temat od latsad(. Reszta nie zostaje obojętna, i znów wciąga się w pogawędki.

                A o tym zakładzie poczytałam wczoraj... i rzeczywiście, to załozenie że "w
                sumie nic nie stracisz jak będziesz wierzyć 80 lat w kogoś kto nie istnieje",
                jest oparte na tymże zakładzie, choć nie wiem czy osoba wspominająca ten
                argument podczas ostatniej konwersacji wiedziała o tym smile

                Mnie ten zakład się podoba bo rozmowę na inne tory ściąga.
                • triss_merigold6 Do Anarkadii 16.11.06, 17:49
                  Wyjaśnię coś Tobie i innym zainteresowanym kierowaniem niewierzących na drogę
                  wiary: jestem ateistką z niewierzącej rodziny. Jako dziecko i nastolatka
                  przeżyłam wiele prób idiotycznego nawracania ze strony katolickich rówiesników
                  i dobrych cioć na koloniach, które usiłowały 10-latkę uczyć pacierza. Nawracać
                  usiłowała mnie teściowa - efekt? - nie utrzymuję z nią kontaktów.
                  Mam głęboko w d..e kto w co wierzy byle mnie nie zaczepiał. Serdeczny apel do
                  wszystkich przejętych zbawieniem ateistów: od...lcie się i zajmijcie swoim
                  grajdołkiem. Nikt sobie nie życzy Waszych światłych uwag i troski.
                  • anakardia Re: Do Tris 16.11.06, 21:15
                    Tris nie wyjaśniaj ani MNIE ani innym zainteresowanym, bo to czy wierzysz czy
                    nie nie jest ani moją ani innych sprawą.
                    Strasznie się przejęłaś tym wątkiem smile. Nikogo nie nawracamy, przynajmniej
                    nikogo tu takiego nie znalazłam, a sama tego też nie robię - na wszelki wypadek
                    zacytuję swoję wcześniejszą wypowiedź :
                    "... ale jedynie takiego używam argumentu dla niewierzących w sprawie
                    zachęcenia do "uwierzenia". Bo jaki inny argument mógłby przekonać osoby
                    niewierzące?"
                    Powyższe odnosi się do moich znajomych, z ktorymi uprawiam potyczki słowne w
                    temacie religii i wiary - i nie z mojej inicjatywy. Zauwazyłam że temat upada
                    gdy używam określonego sformułowania - więc swój cel osiagam. Chyba nie
                    podejrzewasz mnie o zachęcenia niewierzących do "uwierzenia", zwłaszcza obcych,
                    obojętnych mi ludzi? Nie bez kozery użyłam cudzysłowu!

                    Nie pisz nam a szczególnie MNIE, bo do mnie post kierujesz:
                    > Mam głęboko w d..e kto w co wierzy byle mnie nie zaczepiał. Serdeczny apel do
                    > wszystkich przejętych zbawieniem ateistów: od...lcie się i zajmijcie swoim
                    > grajdołkiem.
                    Gdyż ja zajmuję się swoim grajdołkiemsmile i mam głęboko w d..e czy ktoś wierzy
                    czy nie.
          • femme_fatale13 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 13:43
            Prochu to nie wymyslaja to jest tzw zaklad Pascala
          • vharia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 21:44
            Argument jest doprawdy Z KOSMOSU,
            bo nie trzeba mieć głębokiej wiedzy w dziedzinie teologii (ani wiary), zeby wiedzieć, jak bóg się "zapatruje" na wykalkulowane dowody przywiązania. Wiara/niewiara musi wynikać z głebokiego przekonania a nie stąd, ze nas stawia w potencjalnie bezpieczniejszej pozycjibig_grinDD
    • anakardia Re: pytanie - kościół 15.11.06, 22:49
      Ja zabieram. Na msze dla dzieci. Bardzo bardzo się dzieciaczkom podoba i długo
      opowiadają i zadają pytania odnośnie określonego tematu.
      Tłumaczę im że nie należy do końca "wierzyć" w słowa kapłana, bo to "jego"
      interpretacja, ale wiele wiele jest racji w kazaniach.


      • magda_wojciechowska Re: pytanie - kościół 15.11.06, 22:53
        Faktycznie, to dobry pomysl. Sama kiedys chodzilam na takie msze. Pamietam, ze
        bylo to niemale przezycie wypowiedziec sie do mikrofonu. No i zawsze jest sporo
        uciechy podczas takich spotkan. smile
    • monia145 Re: pytanie - kościół 15.11.06, 22:55
      Do Kościoła chodzimy rzadko- święta, uroczystości, itp.
      Mały ma kontakt z tą instytucją dzięki mojej mamie- ona jest szczerze
      przerażona moją degrengoladą moralną, czyli nie chodzeniem do kościoła- i
      poczyniła sobie za cel, że ukochanego wnusia na zatracenie nie dasmile))))
      Biorą więc udział we mszy niedzielnej, oczywiście nie zawsze, ale czesto, mały
      zna najwazniejsze modlitwy, i w kościele zachowuje się jak duzo starsze dziecko-
      poważnie i dostojniesmile
      Nie przeszkadza mi to. Moja matka jest zadowolona,syn jest zadowolony, ja mam
      świety spokój. Nie jestem praktykującą katoliczką. Nawet nie wiem, czy jeszcze
      mam wiarę....
    • fermenta Re: pytanie - kościół 15.11.06, 23:30
      Zostałam ochrzczona, skomunizowana i bierzmowana w czasach dziecięco-
      nastoletnich.
      Nie mam ślubu kościelnego, w Boga nie wierzę, dziecka nie ochrzciłam i do
      kościoła nie zabieram, bo absolutnie nie zależy mi, żeby wybrało akurat to
      wyznanie. Sama też tam nie chadzam, no chyba że jako turysta.
      Rodzice i teściowie nic nie mówią, choć i jedni i drudzy na pocżątku próbowali
      negocjować co nieco. Szybko jednak dali spokój, temat nie wraca, nikt nam
      niczego nie wypomina, nie naciska, nie obraża się etc. I muszę przyznac, że
      bardzo mi taki układ odpowiada.
    • pimenta Re: pytanie - kościół 16.11.06, 00:02
      Chodzilam dopoki udawalo mi sie opanowac dziecie. Teraz msza z roczna Zosia to
      raczej maraton. Maz nie chodzi niestety. Kiedy edzie starsza zamierzam ja
      zabierac.
    • pieskuba Re: pytanie - kościół 16.11.06, 08:29
      Skoro jesteś wierząca, to to dobra okazja do powrotu do wiary i Kościoła. Dla
      dziecka. Przy okazji - śmieszy mnie określenie "wierzący, niepraktykujący"
      Przecież jeśli WIERZYSZ to wiesz, że bez "praktykowania" się nie da. No,
      jeszcze zależy w co wierzysz...
      • hanka_79 pieskuba 16.11.06, 11:06
        Chyba raczej: zależy co znaczy dla Ciebie praktyka?
        Co Cię smieszy w niepraktykujących?
        Czy jestem śmieszna, bo wiara w Boga daje mi sens życia, bo nie umiałabym sobie
        poradzić bez modlitwy, która jest dla mnie ogromnym oparciem. Ale jednocześnie
        widzę, że dzisiejsza praktyka kościelna, księża i większość z tego co mówią
        jest bzdurą i totalnie mija się z Pismem.
        Dla mnie właśnie śmieszni są wierzący praktykujący, którzy myślą, że wszystkie
        przykazania kościelne to też Słowo Boże, że post=nie jedz mięsa, że dusza
        ludzka od razu po śmierci "idzie na sąd", że modlitwa i msza za zmarłych to coś
        co ma im pomóc, że ksiądz jest "ziemskim" odpowiednikiem Chrystusa i wiele
        wiele wiele innych przykładów
        Śmieszne? Tragiczne! Bo przyjęliśmy wszystko co przez lata wpajali nam księża i
        wydaje się nam, że skoro tak było 500 lat temu, to teraz też tak powinno być i
        nawet się nie zastanawiamy, że nasza "wiara" bardziej przypomina grzech.
        • mamaemmy Re: pieskuba 16.11.06, 11:39
          hanka_79 napisała:
          że modlitwa i msza za zmarłych to coś
          co ma im pomóc

          Hanka,ja tez w to nie wierzyłam..Ale to JEST fakt.Jak sobie przypomnę
          sytuacje,po której wiem,ze TO jest prawda,przechodza mnie ciary po plecachsmile
          pozdrawiamsmile

          p.s. nie zamierzam opowiadac tej historii,wiem,ze i tak w nikt by w to tutaj nie
          uwierzył,ale mnie przekonała bardziej,niz wszystko inne.Zreszta nie tylko
          mnie..brrr.
        • pieskuba Re: pieskuba 16.11.06, 13:30
          Jeśli przynależysz do jakiegoś kościoła, to bierzesz na siebie wszystkie prawa
          i obowiązki. Jeśli wierzysz, że potrzebne są sakramenty, że w komunii świętej
          spotykasz się z Chrystusem, to jak możesz świadomie się tego wyrzec = nie
          praktykować? A cóż Ci wadzi post w piątek? A to, że ktoś jest przekonany, że
          przykazania kościelne to to samo co dekalog, to - wybacz - nie moja wina, że
          jest niedouczony.

          Nikt mi nigdy nie próbował powiedzieć, że ksiądz jest "ziemskiem
          odpowiednikiem" (a cóż to za twór?) Chrystusa. Nawet papież, głowa Kościoła
          jest określany jedynie jako "następca świętego Piotra.

          A co do praktykowania i nie - ubawiła mnie przeczytana gdzieś wypowiedź pewnego
          księdza pokazująca bral logiki u wierzących - niepraktykujących -
          cytuję "wiecie, bo ja to jestem nudystą. Tylko, że niepraktykującym"
      • veronia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 11:59
        U nas w niedzielę chodzi mąż i zabiera córeczkę. Całkiem mi to pasuje, dziecko
        zapozna się z wiarą a potem samo wybierze czy zostanie przy tej wierze czy nie.
        Do komunii napewno pójdzie, a dalej będzie sama decydować.



      • kathee Re: pytanie - kościół 16.11.06, 12:29
        pieskuba napisała:

        > Skoro jesteś wierząca, to to dobra okazja do powrotu do wiary i Kościoła. Dla
        > dziecka. Przy okazji - śmieszy mnie określenie "wierzący, niepraktykujący"
        > Przecież jeśli WIERZYSZ to wiesz, że bez "praktykowania" się nie da. No,
        > jeszcze zależy w co wierzysz...

        Ja wierzę w Boga, a nie w kościół.
        Rozmowa-modlitwa w każdym miejscu jest więcej warta niż przymusowe/z
        przyzwyczajenia/bo tak trzeba chodzenie do kościoła

        I ja i mąż jesteśmy ochrzczeni, przyjeliśmy komunie, bierzmowanie - ja wierze w
        Bog, ale nie chodzę do kościoła. Mąż nie wierzy. Nie mamy ślubu
        kościelnego..ale wiem że żyjemy z zgodzie ze swoim sumieniem i że postąpiliśmy
        uczciwie wobec Boga, lepiej było nie brać slubu niż udawać jacy to my jestśmy
        wierzący - dla nas to oszukiwanie Boga. Niestety wiele osób bierze ślub, bo co
        powie rodzina.

        Z dzieciakiem nie chodzę do kościoła, jak podrośnie nauczę go modlitw, opowiem
        o Bogu. Ale nie będę zmuszała do kościoła rzymsko-katolickiego. Bóg dał nam
        wolną wolę.
        Rodzina nic nie mówi, choć są bardzo wierzący.

        A w naszym kraju pełno jest wierzących, niepraktykujących...w końcu praktyka to
        nie tylko przestrzeganie 10 przykazań i chodzenie do kościoła, jest cała masa
        innych przykazań, których większośc nie przestrzega. Np nieprzestrzeganie
        jednego widać po naszym przyroście naturalnymsmile)
        • pieskuba Re: pytanie - kościół 16.11.06, 13:32
          Rzeczą ludzką jest błądzić.
        • zuzia.zet Re: pytanie - kościół 16.11.06, 22:00
          kathee napisała:

          >
          > nie tylko przestrzeganie 10 przykazań i chodzenie do kościoła, jest cała masa
          > innych przykazań, których większośc nie przestrzega. Np nieprzestrzeganie
          > jednego widać po naszym przyroście naturalnymsmile)

          Nieprzestrzeganie którego przykazania spowodowało taki przyrost naturalny?
          Możesz zacytować?
          • kathee Re: pytanie - kościół 16.11.06, 22:25
            napisałam o całej masie innych przykazań/nakazów kościelnych, których osoby
            "wierzące" nie przestrzegają.
            chodziło mi o to ze kościół zabrania używania środków antykoncepcyjnych-przy
            takiej liczbie katolików jaką mamy w kraju i nie używaniu środków
            antykoncepcyjnych przyrost naturalny powinniśmy mieć rewelacyjnysmile największy w
            europiesmile
            wystarczy popatrzeć na wspólnoty chrześcijańskie-one tego przestrzegają - mają
            co najmniej 3-4 dzieci i to dość młode stażem małżeństwa.

            A jeśli chodzi o 10 przykazań to jak poczytasz wypowiedzi niektórych osób na
            forum(nietylko tym) to zorientujesz sie że "nie zabijaj" tyczy się także środków
            antykoncepcyjnych.
    • magdalenkaaa78 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 11:30
      Do kościoła nie chodzę od lat.
      Pamiętam, że jak byłam nastoletnia, rodzice zmuszali mnie do chodzenia na mszę -
      z reguły błądziłam myslami gdzieś daleko. Potem gdy rodzina wysyłała mnie a
      sama zostawała w domu (sic! ) szłam sobie na spacer.
      Mąż też do koscioła nie uczęszcza.
      Oboje przyjeliśmy większość sakramnetów, chociaż ślubu kościelnego już nie
      zwieliśmy. Nie żałuję.
      Syna uparłam się ochrzcić - nie chcę,żeby był w naszym arcykatolickim kraju
      narażony na ostracyzm z tego powodu, że mama zadecydowała za niego i nie
      ochrzciła. Jeśli będzie czuł potrzebę obcowania z Bogiem - to dobrze, że go
      ochrzciłam, jeśli nie - to i tak bez znaczenia.
      Do kościoła z nim nie chodzę - ma 3.8 roku i uważam, że jest za mały. A potem
      pewnie i tak nie będzie mi się chciało.
      Moja mama... he, namawia mnie, żeby pójść z nią na pasterkę ( buhahaha ) ale
      kulturalnie odmawiam. Na szczęście mieszka na tyle daleko ode mnie, że nie stoi
      mi nad głową w niedzielę, zresztą sama ostatnio nie chodzi regularnie.
      Teściowie nie wtrącają się.
      Jak można być wierzącym i stosować środki antykoncepcyjne typu pigułka?
      • hanka_79 Jak można być wierzącym i stosować 16.11.06, 12:09
        środki antykoncepcyjne typu pigułka?
        a jak można być wierzącym, nie stosować antykoncepcji, urodzić 12 dzieci i:
        1. umrzeć zostawiając dzieci
        2. nie pracować lub pracować i zarabiać mało i nie mieć możliwości utrzymania
        dzieci
        3. nie móc zapewnić im wykształcenia, domu, minimalnej chociaż pomocy przy
        starcie w życie
        4. w konsekwencji powyższych ryzykować, że dziecko zacznie kraść, albo obracać
        się w patologicznym środowisku

        Dla mnie wiara nie ma tu największego znaczenia: każda kobieta powinna być
        świadoma co może dać dzieciom. Dla mnie samej brzmi to beznadziejnie, ale
        niestety: jak cie nie stać, to nie zachodź w ciążę. Mniejszym grzechem jest dla
        mnie antykoncepcja, niż widok dzieci tułających się po ulicach, dzieci
        znalezionych na śmietniku, podrzuconych pod drzwi.
      • nchyb Re: pytanie - kościół 16.11.06, 12:45
        >Jak można być wierzącym i stosować środki antykoncepcyjne typu pigułka?
        Moim zdaniem można. Dla mnie jedno nie wlucza drgiego. Moim zdaniem, to nie Bóg
        ma problemy z pigułkami, tylko ci, którzy uważają się za Jego ziemskich
        przedstawicieli. Moim zdaniem Bóg nie zabrania z atykoncepcji korzystać, nie
        przeszkadza Mu, a wręcz ma ją w głębokim poważaniu. Antyoncepcja za to jest
        solą w oku pewnym ludziom. I to ludzie usiłują zakazać korzystaia z niej. W
        imię boże. Ale wiara w Boga nie wyklucza moim zdaniem wiary w to, że papieże i
        inni słudzy boży nie są nieomylni, i to nie Bóg im nakazał pigułek zakazywać smile


        Dla mnie wara w Boga nie jest równoważna wierze w przykazania kościelne...
        • anakardia Re: pytanie - kościół 16.11.06, 17:11
          > Dla mnie wara w Boga nie jest równoważna wierze w przykazania kościelne...


          Nchyb znów się z tobą zgodzę. Mam przeświadczenie że kościół na własny użytek
          ustala pewne prawa kościelne i twierdzi że to nakaz Boga.
      • elag3 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 12:46
        Można. Nic nikomu do tego co robię z komórkami jajowymi - co innego zarodek czy
        choćby zygotka. A do kościoła chodzę rzadko odkąd urodziłam młodego, z resztą
        poszukuję parafii dla siebie (jestem tu przyjezdna) gdzie księża nie zajmują się
        głównie polityką - muszę przyznać że mam z tym problem. Co do wiary - to uważam
        że dziecko powinno być wychowane w takiej czy innej wierze, w naszym przypadku
        katolickiej, żeby dziecko wiedziało o co chodzi z tymi świętami, że to nie tylko
        choinka i prezenty.
      • judytak Re: pytanie - kościół 16.11.06, 21:58
        magdalenkaaa78 napisała:

        > Jak można być wierzącym i stosować środki antykoncepcyjne typu pigułka?

        na przykład można należeć do innego wyznania, niż rzymsko-katolicki...

        pozdrawiam
        Judyta
    • oxygen100 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 12:33
      Wiara dla mnie jest tematem chyba najintymnijeszym z intymnych w zwiazku z czym
      jest bardzo osobista sprawa. Rozmowy na ten temat zawsze przyprawiaja mnie o
      konsternacje. Nie lubie o tym rozmawiac a juz nawracanie czy przekonywanie na
      sile kogokolwiek jest wyjatkowo obrzydliwe. Kazdy w tej kwestii ma wlasny rozum
      sumienie czy co tam jeszcze, a obnoszenie sie z tym jest lekko niesmaczne.
      Swiatopoglad odmienny od naszego nalezy uszanowac zwlaszcza w tej subtelnej
      kwestii
    • joasia1234 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 13:34
      Chyba najlepszym wyjściem będą msze dla dzieci - są krótkie i treściwe,
      najlepiej, żeby prowadził je ksiądz mający podejście do dzieci. Ale - dzieci
      naśladują swoich rodziców, więc jeśli wy nie chodzicie do kościoła, dziecko też
      kiedyś przestanie, jak trochę podrośnie. Wydaje mi się, że nie ma sensu robić
      nic na pół gwizdka. Co jest złego w przyjmowaniu sakramentów, jak ktoś
      dorośnie? Jeżeli sama nie masz potrzeby chodzenia do kościoła, to w dziecku jej
      raczej nie wykształcisz. To tak jakby mówić dziecku "dobry obiadek", a samemu
      skręcać się z obrzydzeniasmile
      pozdrawiam
    • sowa_hu_hu Re: pytanie - kościół 16.11.06, 14:07
      ja mojego syna jeszcze nie zaprowadzam (ma 3,5 roku) , choć wiem że będe
      musiała zacząć. Moja mam jest tym zbulwersowana ,podobnie jak tym że ja sama do
      kościoła nie chodze.
    • malgosiek2 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 16:50
      Mam wszytskie sakramenty i od wielu lat nie uczęszczam do kościoła męża zas mam
      ateistę.
      Ślubu kościelnego nie mamy dzieci szt.2 nie ochrzczone.
      Do kościoła nie chodzimy wyjątki śluby itp.
      Starszy olaf jest w II kl.na religię aktualnie nie chodzi do komunii nie idzie.
      Problemów w szkole z tego tytułu żadnych.Syn nie czuje się jakiś gorszy i
      dzieci na razie nie dokuczają.
      Nie lubię hipokryzji.
      Pzdr.Gosia
    • mama.igora Re: pytanie - kościół 16.11.06, 18:00
      magda, skad jestes? Znam jedna M. Wojciechowska.
      • zuzanna56 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 21:11
        My całą rodziną chodzimy do kościoła.
      • magda_wojciechowska mama.igora 16.11.06, 22:43
        Hmm, Wojciechowskich jak psow... wink Z Lodzi.
    • janka007 Re: pytanie - kościół 16.11.06, 21:17
      magda_wojciechowska napisała:

      Zabieracie je do kosciola,
      > zeby mogly kiedys same dokonac wyboru, przekonac sie, co im odpowiada?

      Prawo wyboru obowiązuje w obie strony. Dziecko niezabierane do kościoła w życiu
      dorosłym może dokonać takiego wyboru, żeby zaczać chodzić. Może też dokonać
      zupełnie innego wyboru: zostać buddystą, świadkiem Jehowy, zielonoświątkowcem.
      Jesli chcesz z dziećmi chodzić do kościoła, zeby miały wybór, to powinnaś też
      zaierać je do wszystkich innych możliwych świątyn. Polecam Hare Kriszna, można
      sobie podjeść.
    • magda_wojciechowska Dziekuje wszystkim 16.11.06, 22:48
      Nie mialam pojecia, ze wzbudze taka dyskusje. W odpowiedzi na niektore posty -
      ja podzielilabym ludzi wierzacych niepraktykujacych na tych, ktorzy wierza, ze
      Bog jest wszedzie i modla sie, ale nie chodza na niedzielne msze z powodow,
      ktore zostaly tu juz przyblizone, a takze na takich, ktorzy przyjeli wszystkie
      sakramenty, wychowali sie w katolickich rodzinach, a teraz sa pelni watpliwosci.
      Aczkolwiek zgadzam sie, ze okreslenie nie jest najtrafniejsze, choc dla mnie
      wiara w Boga nie oznacza wiary w instytucje, a co za tym idzie - godzenie sie na
      sposob celebrowania tej wiary, ktory jest nam narzucony.
      • anakardia Re: Dziekuje wszystkim 16.11.06, 23:45
        Temat zawsze wzbudza kontrowersje i ciągnące się dyskusje, zwłaszcza dlatego,
        że ludzie niedoczytają dokładnie, lub coś jest niefortunnie ujęte w słowa.

        Zobacz ile emocji wzbudza założenie P. smile)
        pozdr
        • anakardia Re: Dziekuje wszystkim 16.11.06, 23:48
          sorki, zakład Pascala a nie założenie
      • polka33 Re: Dziekuje wszystkim 16.11.06, 23:47
        Zawsze gdy czytam tego typu wątki, zastanawiam się czy fakt, ze jesteśmy
        narodem w 90 proc. katolickim nie ma czasem przykrych konsekwencji-np. takich
        że jest cała masa tzw. wierzących niepraktykujących.
        Łatwiej jest wierzyc i praktykowac-szczególnie jest łatwiej tym, których to
        bezposredniouo dotyczy. Ale jeśli np. praktyka KK komus nie pasuje(z różnych
        powodów) to albo będzie się dopasowywał(bo przeciez jak sie powiedziało a to b
        trzeba itd.itp.etc.)albo odejdzie pozosostjąc wierzącym niepraktykującym i
        czasem (zalezy -częściej lub rzadziej) zatęskni sobie cicho za wspolną modlitwą
        i myslą o Bogu.
        Albo jak naprawdę nie brak mu odwagi zacznie szukac innych wspólnot-choc będzie
        to trudne np. gdy mieszka na prowincji. Czasem będzie tylko myślał o tym, ale z
        poczuciem winy,że ma ochotę zdezerterowac, a fe... szuka gdzie mu ławtiej i
        wygodniej będzie. Albo jednak zdobędzie sie na odwagę i mimo spojrzeń
        niechętnych znajdzie sobie miejsce, do którego będzie gnał w niedzielę,żeby
        słowa wysłuchac,albo zostanie sobie taki rozdarty na zawsze samotnik. Czasem po
        latach wróci do KK, bo w duszy i sercu nie potrafi byc tak samotny, bezpański.

        • mamaemmy Re: Dziekuje wszystkim 17.11.06, 00:30
          a niektórzy,jak zauwazyłam na tym forum,wchodzac w wątki o podobnej tematyce
          rzucaja się,jakby ktos ich pochlapał swięconą wodą i sssssyczą...tongue_out
    • mamastasia Re: pytanie - kościół 18.11.06, 22:31
      Mam z tym problem. Z jednej strony wyrzuty sumienia a z drugiej: mam wielkie
      watpliowści, małą wiarę i jeszcze mniejszą chęć praktykowania. Jestem taki
      "świateczny" katolik. Mąż nie praktykuje od dawna. Ślub kościelny mamy bo ja
      chciałam.A mój starszy syn (4l) od samego początku nie lubił być w kościele, tam
      wpadał zawsze w histerię i bał się. Od jakiegoś czasu próbuję go namówić na mszę
      dla przedszkolaków z marnym efektem. Co wieczór jednak mówi modlitwę, staram się
      opowiadać mu o Bogu jak chce słuchać.
      Moi teciowie też nie praktykują. Moi rodzice starają sięnie naciskać ale widzę
      że im przykro.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja