158r 16.11.06, 08:50 własnie jestem po kolejnej "awanturze" i mam dosyc! juz nie potrafię znowu wyciągać ręki na zgodę, już ja nie... Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:22 Skąd ja to znam. Od dłuższego czasu przeżywam to samo. U nas nie ma awantur. Są tylko wiecznie ciche dni. Dopóki dziecko nie śpi, zachowujemy się normalnie, nie chcę żeby nasza córka odczuła, że między rodzicami jest coś nie tak. Ale gdy tylko ona uśnie, zapada głęboka cisza. Nie mamy już wspólnych tematów. Mąż znienawidził mnie bo ja unikam seksu, a ja unikam bo nie potrafię cały dzień się nie odzywać albo warczeć na siebie, a wieczorem jakby nigdy nic pójść do łóżka. Próbowałam wielokrotnie rozmawiać, ale mój mąż nie lubi rozmów na poważne tematy bo się denerwuje. Tłumaczę mu, że nie ma innego sposobu żeby dojść do kompromisu, ale on woli przeczekać aż mi przejdzie. A mi nie przechodzi, tylko wszystko gromadzi się we mnie. Ostatnio napisałam mu wszystkie moje żale w formie listu, myslałam że może to zadziała. Przeliczyłam się. Przeczytał i nie powiedział ani słowa na ten temat. Też nie wiem co robić. Nie chcę rozbijać rodziny, chciałabym żeby moje dziecko miało szczęśliwą rodzinę. Ale nie wiem, jak długo to zniosę. Próbowałam, ale już brakuje mi sił. Tak więc doskonale Cię rozumiem. Trzymaj się i bądź silna. Odpowiedz Link Zgłoś
158r Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:35 ujełaś chyba prawie wszystko czego ja nie mogłam wydusić z siebie aby napisać. Mamy ten sam typ człowieka za męża. U mnie tylko są ciągłe awantury a raczej wytykanie na temat naszych rodzin. Zawsze ona ma jakies ale... Przeszkadzaja mu moi rodzice cała moja rodzina. Rozmowy nic nie dają... a on mnie wykańcza nerwowo. Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:43 Nie wiem co Ci poradzić, bo sama nie umiem sobie poradzić z moim problemem. Wiem jedno chcieć muszą dwie osoby, a nie tylko jedna. Ja próbuję codziennie, groźbą i prośbą. Bez rezultatu. Kiedyś byliśmy bardzo szczęśliwi. To była na prawdę wielka miłość. I właśnie dlatego tak bardzo to przeżywam. Żyję wspomnieniami dawnych lat. Szkoda mi naszej wspaniałej córeczki, która na razie nie jest świadoma, że nasza rodzina legła w gruzach. Czasami jest dobrze. Śmiejemy się , żartujemy. Ale to rzadkość. Mój mąż kiedyś był wesoły, był duszą towarzystwa. Teraz jest wiecznie poważny. Kiedyś potrafił okazywać uczucia. Tłumaczę mu, że o uczucie trzeba dbać, pielęgnować ja. On mi mówi, że miłość się zmienia i to normalne w naszym wieku. Mój Boże mamy dopiero po 30 lat. Co będzie jak będziemy mieli 60? Strach pomyśleć. Odpowiedz Link Zgłoś
panijaga Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:43 Witam! To co napisała kiki to jakbym czytała o własnym małżenstwie. Właściwie to żyjemy obok siebie od dłuższego czasu. Tez mam dosyc. Coraz czesciej zastanawiam sie nad rozstaniem, jednak jest synek. Czy moje dziecko bedzie szczesliwe gdy sie rozstaniemy, nie bedzie mialo żalu ze nie bedzie mialo prawdziwej rodziny? Jak myślicie? Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:47 No właśnie dziecko. To jest to co mnie zatrzymuje przed odejściem. Ale tak na prawdę nie wiem, co jest lepsze. Udawanie i oszukiwanie dziecka, że wszystko jest ok. (my tak robimy). A potem co? Za 20 lat powiem córce, że tak na prawdę to mamusia i tatuś wcale się nie kochali, tylko robili to zw względu na nią? Czy nie będzie miała żalu i czy nie będzie się obwiniać, że to przez nią rodzice są nieszczęśliwi? Odpowiedz Link Zgłoś
beata214 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:50 Dziewczyny piszecie jakby o mnie!!!Ja tez nie moge z moim mezem porozmawiac, powyglupiac sie, rozerwac tylko wieczne zarzuty, spory, bezsensowne dyskusje i jego wyobrazenie ze sex wszystko zalatwi! Ja tez unikam wieczornych zblizen, jego to denerwuje i spirala sie nakreca. Z moimi kolegami np z pracy potrafie sie swietnie bawic, szczerze porozmawiac, spedzic milo czas, liczyc na ich pomoc i wsparcie. A w domu tylko bol glowy i stres. Czasami juz nie wiem czy to jeszcze milosc czy juz przyzwyczajenie. Szkoda tylko dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
158r Re:a ja myślałam 16.11.06, 09:52 że jestem tu sama. Ja tez nie pamiętam kiedy powiedział, że Kocha, żeby mnie przytulił od tak poprostu, powiedział coś miłego, dał kwiatka. Jak mu to mówię to patrzy na mnie jak na dziwoląga. O ranyyyyy uczucia sie zmieniaja- ciekawe u kogo bo ja nadal walczę nadla chcę, ale jak można chciec w pojedynkę? Ciagle boli mnie głowa, lecę na wadze /48 kg/ Z pozoru jesteśmy wspaniała rodzinką, kochajaca rodzinaka. Dochodzi do tego ta niechęc do teściów , ta ich obojętność, zero zainteresowania o wnuka. Tak to boli.... I po ostaniej aw.. z mezem postanowiłam że moje naoga tam wiecej nie postanie. Odpowiedz Link Zgłoś
luxure Re: moje małżeństwo się wali 17.11.06, 06:41 Prawie jakbym czytała o sobie. Już tego psychicznie nie wytrzymuję. Wiem że żadne starania nic nie zmienią bo w moim jeszcze meżu jest tyle wściekłaści i nienawiści że chyba tylko cud by coś zmienił. Nasze małżeństwo od początku było nieudane. Nie pasowaliśmy do siebie. Jeszcze jakiś czas przed ślubem chciałam z nim zerwać wszystkie kontakty bo przeczuwałam że to bez przyszłości. Dobrze przeczuwałam. Na dzień dzisiejszy ten człowiek jest mi obcy. Mam dość jego ciągłych pretensji, uwag wiecznego niezadowolenia, czepiania sie o głupoty. Marzę o rozwodzie ale mój mały jak ojca nie ma przez pół godziny przy nim zaraz płacze. Bez sensu. Nie mam pojecia co robić. O terapii rodzinnej nawet nie myśle bo to dla tych co im na związku zależy. A mnie zależy żeby jak najszybciej to skończyć bo długo nie wytrzymam. Odpowiedz Link Zgłoś
m.fiorella Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 09:49 dziewczyne trzymacie sie swoich mezow na sile bo chcecie szczesliwej rodzi y dla swojego dziecka,ale ja jakos nie widze/nie czytam zeby wasze rodziny byly szczesliwe, zastanowcie sie nad tym , bo niestety jako dorosli zapominamy ze nasze dzieci tez wszystko widza i odczuwaja kazde napiecie miedzy wami, niestety nie da sie tego ukryc Odpowiedz Link Zgłoś
kasik787 moja rodzinna historia. 16.11.06, 10:08 Chcecie byc na sile? Martwicie sie o dzieci? Tak naprawde,to dzieci sa najlepszymi psychologami i same czuja,ze jest nie tak,jak byc powinno. I to zachowanie Wasze jeszcze bardziej odbija sie na dziecka psychice. Czy chcecie,aby tak sie ciagnelo "latami"? Przeciez to bez sensu.W sumie wtedy robi sie dzieciakom najwieksza krzywde- -bedac "razem"dla dobra dziecka. Sa poradnie rodzinne-moze warto skozystac,z psychologiem porozmawiac? Jak nie uda sie rozwiazac problemow,mimo walkowania i prob rozmowy,to ja bynajmniej nie widze sensu. A dlaczego nie widze sensu: Moi rodzice rozwiedli sie jak ja mialam 7 lat,a moj brat 4. Oni niby nie klocili sie,niby wszystko bylo ok-na poczatku, ale pozniej zaczely sie jeszcze gorsze awantury-juz przy nas,bo napiecie ich przerastalo i nie kontrolowali sie kiedy sie kloca i o co- -niestety ja juz wszystko rozumialam i widzialam-ich klotnie itd... Uwazam,ze to chyba bylo najrozsadniejsze- -w przypadku moich rodzicow akurat. Sprobujcie pogadac ,pojsc do psychologa rodzinnego. Jak to nie poskutkuje,to wtedy bedziecie podejmowac inne kroki. Nie zapominajcie o dziecku-one tez w tym uczestnicza,mimo,ze wydaje Wam sie,ze nie. Rozmawiajcie z dziecmi duzo-moi rodzice tego nie potrafili akurat i bardzo mi z tym zle bylo-dlugo.Niestety. Pozdr.Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 10:08 Nie wiem czy mam się pocieszać, że nie jest jedyną, która ma taki problem. Mój mąż mówi, że częstszy seks go zmieni. Próbowałam nawet tego. Zmuszałam się. Ale to nie rozwiązuje problemów, które siedzą w nas. Nie chcę go karać brakiem seksu, wiem jak każdy mężczyzna tego potrzebuje, nawet dla zdrowia. Ale nie potrafię się kochać z prawie już mi obcą osobą. W dzień obcy, a w nocy super kochankowie? Niestety ja tak nie potrafię. Nie wiem co robić. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 10:41 kiki1975 napisała: > Nie wiem czy mam się pocieszać, że nie jest jedyną, która ma taki problem. Mój > mąż mówi, że częstszy seks go zmieni. Próbowałam nawet tego. Zmuszałam się. Ale > > to nie rozwiązuje problemów, które siedzą w nas. Nie chcę go karać brakiem > seksu, wiem jak każdy mężczyzna tego potrzebuje, nawet dla zdrowia. Ale nie > potrafię się kochać z prawie już mi obcą osobą. W dzień obcy, a w nocy super > kochankowie? Niestety ja tak nie potrafię. Nie wiem co robić. Kiki Twoje zachowanie, uczucia są jak najbardziej normalne. Wiekszośc kobiet tak reaguje, a większość facetów tego nie rozumie. Tak zostaliśmy skonstruowani, niestety. Nie wiem czy to którejś z Was doda otuchy, ale powiem, że też mieliśmy w życiu małżeńskim taki okres - trwał, bagatela 3 lata. Teraz jest dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
158r Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 11:03 my jesteśmy ze sobą 5 lat/ minęło właśnie / ja tez już myślałam o poradni rodzinnej jako jedyna szanse na otwarcie oczu nam obojgu, może jest jeszcze coś czego w tym wszystkim nie widzimy. Ja np. wiem że potrzebuję tej pomocy. Poprosiłam nawet teściową o pomoc o wsparcie, w rozwiązaniu naszych problemów /zna chyba syna lepiej niż ja/ efekt - DOCIERAJCIE SIE SAMI!!! a ona syna jak cos nie przyjmie !! noi walnięcie słuchawką!!! Fajnie co? Czy ktoś wie jak wygladają takie spotkania w poradni? Odpowiedz Link Zgłoś
blue_tulip Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 11:55 A ja uwazam, ze tesciowa zachowala sie najlepiej jak mogla, zwlaszcza jak stwierdzila ze syna nie przyjmie.I bardzo dobrze! Bo jego miejsce jest w swojej rodzinie a nie nie u mamy! Jakze czesto tesciowe wtracaja sie do malzenstw swoich dzieci, wystarczy poczytac wypowiedzi na tym forum. NIe neguje,ze czasem potrzebna jest ich pomoc , ale z perspektywy widze,ze takie postawienie sprawy jest lepsze (bo np.moze music meza do podjecia jakichs krokow, bo bedzie wiedzial ze nie moze uciec przed problemami do mamy). Trzymam dziewczyna za Was. Tez niedawno przechodzilam kryzys i myslalam ze juz zawsze tak bedzie. A jednak sie udalo! I Wam tego zycze. Odpowiedz Link Zgłoś
malila Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 12:00 Ja też uważam, że to, co zrobiła teściowa, to najlepsze, co mogła zrobić. Bo właściwie to jak miałaby godzić syna i synową? Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 11:58 Joanno! A możesz napisać, jak sobie poradziliście ze swoimi problemami? Co takiego zrobiliście, że kryzys minął i teraz jest ok.? Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 17:23 kiki1975 napisała: > Joanno! A możesz napisać, jak sobie poradziliście ze swoimi problemami? Co > takiego zrobiliście, że kryzys minął i teraz jest ok.? Kiki chętnie porozmawiam z Tobą na ten temat, ale poza forum. Czy masz gg? Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 17.11.06, 09:14 A czy możesz mi więcej napisać na mojego maila gazetowego? GG mam w pracy, a tu wiadomo nie za bardzo mogę rozmawiać. Mój komputer w domu uległ awarii i prawdopobnie będzie zrobiony za jakieś dwa tygodnie. Tak więc na razie proponuję emaila. Dziękuję! Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 11:25 U mnie trwa to od 1,5 roku. Staram się jak mogę zrozumieć mojego męża i jego potrzeby, ale ja też mam swoje potrzeby. Nie chcę cały czas tylko dawać, ale też coś dostać. Jakieś miłe słowo, czuły gest. Tak teraz myślę, że mój mąż trochę się bawi moimi uczuciami. Jak to jest, że jednego dnia jest wesoły, czuły, a na drugi dzień bez żadnej kłótni, przestaje mnie zauważać, albo caly czas na mnie warczy. Mam wrażenie, że gdyby mógł, to chyba by mnie zabił. Jego spojrzenie czasami mnie przeraża. Jest w nim nienawiść. Odpowiedz Link Zgłoś
joasiiik25 Re: nam sie udalo 16.11.06, 13:03 Dziewczyny jeszcze nie dawno powaznie myslalam o rozwodzie, mowilam o tym glosno (rodzinie,tescioewj,mezu) mialam serdecznie dosyc tej naglej zmiany w moim malzenstwie.... bylo naprawde zle co nam pomoglo? kiedys przyjechala do nas moja tesciowa, powiedzialam jej wszystko i dokladnie o jej synku o dziwo zaczela z nami rozmawiac, zaczela mowic do sweo meza,ze jego zachowanie jej sie nie podoba itp zaczelismy wspolnie omawiac co i jak, kto zawinil, kto jak robi. Stala sie takim mediatorem(nieswiadomie) .... pojechala a my z mezem zaczelismy rozmawiac, bez owiniana sie, bez pretensji Teraz jest dobrze Wyciagnelismy obydwoje z mezem wnioski z tej sytuacji, dogadujemy sie i rozumiemy Warto moze znalesc takiego mediatora? Mimo,iz moja tesciowa to prosta kobieta- ta rola wyszla jej dobrze....sama nawet nie zdaje sobie z tego sprawe,ze nam pomogla Odpowiedz Link Zgłoś
wanda_76 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 19:36 Dziewczyny, myślę, że wiem co czujecie i bardzo wam współczuję...Ale żal mi też, Kiki, twojego męża, takie jakoś czytając odniosłam wrażenie, że on po prostu cholernie się boi waszych problemów i czuje wobec nich bezsilny, a nie - przestał kochać. Może to dlatego, że mój własny mąż podobnie reaguje w takich sytuacjach. I np.do listu z wyłuszczonymi trudnościami i wszystkimi moimi żalami ciężko byłoby mu się odnieść. My jesteśmy małżeństwem 8.rok i jeszcze 2, czy może 3-4 lata temu nieraz czułam taką beznadzieję, jak wy teraz. A miałam (i mam)przekonanie, że nie da się uciec nie krzywdząc dzieci, że dla ich dobra nie tylko muszę być z ich tatą, ale jeszcze go KOCHAĆ, więc - sytuacja bez wyjścia. Lepiej zaczęło się dziać wraz ze swego rodzaju uniezależnieniem emocjonalnym od męża. Przestałam załamywać się trudnościami, jestem w stanie cierpliwie (no, w miarę...)poczekać na rezultaty akcji. I dlatego one SĄ. Docieramy się i stopniowo, stopniowo jesteśmy sobie coraz bliżsi. A ja jestem coraz bardziej zadowolona z życia. Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 19:40 wanda_76 napisała: > Lepiej zaczęło się dziać wraz ze swego rodzaju uniezależnieniem emocjonalnym od > męża. Przestałam załamywać się trudnościami, jestem w stanie cierpliwie (no, w > miarę...)poczekać na rezultaty akcji. I dlatego one SĄ. Docieramy się i > stopniowo, stopniowo jesteśmy sobie coraz bliżsi. A ja jestem coraz bardziej > zadowolona z życia. > Mnie też wydaje się, że chodzi o to uniezależnienie emocjonalne od męża. U nas też wtedy zaczeło byc lepiej. Odpowiedz Link Zgłoś
kiki1975 Re: moje małżeństwo się wali 17.11.06, 09:18 Możesz trochę rozwinąć ten wątek o uniezależnieniu emocjonalnym? Odpowiedz Link Zgłoś
alba27 Re: moje małżeństwo się wali 16.11.06, 19:35 a próbowałyście naprawić to nie awanturami i pretensjami ale m iłością? Ja spróbowałam i udało się. Miałam dużo żalu do męża o to co wy, o nieprzynoszenie kwiatów, małe zainteresowanie moją osobą i też nie miałam ochoty na sex z nim bo żal był ogromny. Ale odłożyłam dumę na bok. Pewnego dnia obudziłam sie i powiedziałam zaczynam wszystko od początku. Spisałam na kartce wszystkie zalety męża żeby zobaczyć czy jest o co walczyć. Było. Na początek przestałam się czepiać i " jeżyć" Zaczęlam traktować go tak jak chciałabym ja być traktowana. Potem się przełamałam i zaczełam z nim sypiać i starałam się mieć z tego jakąś przyjemność. Mój mąż jak zobaczył, że nie traktuję seksu jako zło konieczne i że stałam sie milsza również sie zmienił na lepsze. Bardziej sie liczy z moim zdaniem, stał sie czulszy . Myślę że to co dajemy do nas wraca. Pomyślcie o tym. Może wasi mężowie nie wiedzą co zrobić, żęby przebić ten mur między wami, oni są prości , nic nie wymyślą, my musimy działać. Kilka miesięcy zajęla nam nasza "terapia". Nie zawsze było łatwo ale się opłacało. Bardziej sie szanujemy bo wiemy, że najważniejsze jest dobro dzieci. Najważniejsze jest chyba żeby mąz zobaczył w was wrazliwą osobę a nie ciągle naburmuszoną, wiecznie niezadowoloną babę. Wiem, ze nie każdy związek da sie naprawić ale może chociaż spróbujcie. Czasmi sie opłaca. Odpowiedz Link Zgłoś
kasia7911 Książka-Gdyby kobiety zamilkły 16.11.06, 19:48 Hej, Wszystkim wam polecam książkę-Gdyby kobiety zamilkły.Jest jak kubeł zimnej wody na głowę.Po tej lekturze poczułam do siebie autentyczne obrzydzenie:to całe skakanie wokół Jaśnie Pana,zabieganie o chwilę uwagi,Jego Łaska Obecności.Po przeczytaniu tej książki moje zachowanie się zmieniło-może nie z dnia na dzień,ale zmiana widoczna nastąpiła.Mój mąż najpierw był zdziwiony,potem oburzony- z pretensjam,na dzień dzisiejszy sam zabiega o moje względy.Już nie muszę(teraz to nawet mi się nie chce)wieszać u jego szyi Odpowiedz Link Zgłoś
joanna35 Re: Kaseta 16.11.06, 19:58 www.kmt.mateusz.pl/pozycja.asp?ksid=9780. Polecam. Autor z dużą swadą i humorem wygłasza prawdy uniwersalne, zarówno dla wierzących, jak i nie wierzących w Boga. Warto samej posłuchać i dać do przesłuchania mężowi. Istnieje duża szansa, że sobie coś przemyśli Odpowiedz Link Zgłoś
jasminum30 Re: Książka 17.11.06, 09:29 Kontynuując wątek "poleceniowy" polecam książkę "Odwaga samotnych matek". Książka była wydana parę lat temu przez Świat Książki. W realu chyba niedostępna, natomiast widziałam ją na Allegro i w księgarniach internetowych. Mnie ta książka bardzo pomogła, a jedna z moich koleżanek po jej przeczytaniu powiedziała "Przecież to o mnie" . "(...)Istnieje wiele przyczyn, dla których małżeństwa się nie udają. Nie potrafię sobie uświadomić ani zrozumieć wszystkich powodów, z jakich moje się nie powiodło. Rozwiodłam się, ponieważ nie mogłam już dłużej żyć bez miłości. To była najtrudniejsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam. Dorastaliśmy z Ronem wspólnie; pobraliśmy się w 1982. Właśnie skończyłam dwadzieścia dwa lata. Dwa lata później urodziło się nasze pierwsze dziecko. Przed trzydziestką miałam czworo dzieci w wieku poniżej sześciu lat. Mój mąż przez dziesięć lat był zawodowym lekkoatletą, a ja pracowałam na część etatu i zajmowałam się dziećmi. Kiedy jego kariera dobiegła końca, postanowiliśmy wziąć roczny urlop i spędzić ten czas wspólnie, całą rodziną. W małżeństwie nie układało nam się najlepiej, oboje byliśmy zgodni, że musimy zadbać o nasz związek. We wrześniu 1993 wynajęliśmy nasz dom w Kalifornii i zabraliśmy dzieci do Nowej Zelandii. Ron urodził się w Nowej Zelandii, wybór był więc oczywisty. (...)Gdyby ktoś opowiedział mi w skrócie, co mnie czeka przez te dwa lata, uznałabym, że nie zdołam tego przeżyć. Nie zamierzałam być dzielna. Musiałam podjąć pewne trudne decyzje, ponieważ moje małżeństwo się nie sprawdziło. W ostatnich latach jego trwania zmagałam się z obowiązkami żony, odpowiedzialnością matki i uczuciami kobiety, i nawet nie wiedziałam, co każde z nich znaczyło. Stoję teraz pośrodku życia, które nigdy już nie będzie czarno-białe, z czwórką dzieci, ich niezliczonymi sprawami, domem, którego nie sposób utrzymać w czystości, i porankami spędzanymi na wypłakiwaniu się w ręcznik. Zrozumiałam, iż trzeba odwagi, by świadomie postanowić, że nie poddam się rezygnacji ani jako kobieta, ani jako matka. Chcę ci powiedzieć, droga czytelniczko, że jeśli jesteś samotną matką, która sięgnęła po tę książkę, już masz odwagę. Właśnie tego się dowiedziałam o odwadze - trzeba iść dalej, dokonywać trudnych rzeczy i podejmować ciężkie decyzje. Odwaga to po części zmaganie z własnymi obawami, stawianie czoła problemom, nawet kiedy się boisz. Odwaga to podejmowanie rozsądnego ryzyka w dobrej sprawie, to obrona własnych poglądów i praw innych ludzi, wierność sobie bez względu na zdanie innych. Odwaga wcale nie musi być wielkim ani bohaterskim czynem. Czasem wystarczy powiedzieć "nie". Przeciągający się proces rozwodowy, wstawanie każdego dnia, organizowanie dzieciom normalnego życia niezależnie od stanu psychiki, w jakim się znajdujesz - to jest odwaga. Życie bardzo szybko może się stać koszmarem, kiedy wszystko, z czym łączyłaś nadzieje, ulega zmianie. Ale każda kobieta, która czyta tę książkę, wstała dziś rano z łóżka i postanowiła przeżyć ten dzień. To jest odwaga. (...)Są w tej książce historie, które nie podobają się moim dzieciom, i takie, które ich zdaniem przedstawiają je w zbyt korzystnym świetle. Sądziłam jednak, że skoro mam pomóc innym, muszę być szczera. Zamierzam więc opowiedzieć, jak jest naprawdę, a nie jak powinno być zdaniem psychologów i psychiatrów. Tak właśnie wygląda życie samotnej matki, bez żadnego upiększania. Opowiem ci historie o mnie i innych kobietach. Zauważysz, że we wszystkich przewija się jedna myśl, a mianowicie - że poczucie stabilności zyskuje się dzięki odwadze. Ta książka nie udzieli ci porad, jak otrzymać kredyt, jak dostać pracę po latach spędzonych w domu ani jak wystarać się o alimenty na dziecko. Ale pozwoli ci się wzruszyć - śmiać się, płakać, doznawać zwątpienia wraz z wieloma samotnymi matkami w naszym kraju, które zechciały opowiedzieć o tym, jak opłakiwały koniec małżeństwa, jak walczyły o przetrwanie i dokonały zmian niezbędnych do tego, aby śmiało wkroczyć w nowe życie. Społeczeństwo wpoiło nam przekonania o roli kobiet, matki przekazały nam swoje poglądy. Teraz nadszedł czas, żeby wyznać prawdę i uczyć siebie nawzajem. Obiecuję jedno: po przeczytaniu tych stron nie będziesz czuła się samotna." To fragmenty ze wstępu. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
chimba Re: moje małżeństwo się wali 17.11.06, 09:41 Napisałam do Ciebie list na priva... Odpowiedz Link Zgłoś
g0sik Re: moje małżeństwo się wali 17.11.06, 11:36 Nie warto poświęcać siebie i trwać w związku tylko dla dzieci. Dzieci można oszukiwać tylko do pewnego wieku, później doskonale zdają sobie sprawę, że rodzice się nie kochają, nie przytulają i rozmawiają służbowo jak dwoje obcych ludzi.....Gdy rozmowy i próby naprawy związku nie dają rezultatu lepiej podjąć radykalne kroki – jest wtedy duża szansa, że facet się obudzi i też zacznie starać. Jeśli nie to trudno, lepiej się rozstać niż poniżać latami prosząc o cień uczucia bądź uwagi. ... Odpowiedz Link Zgłoś