Gość edziecko: guest
IP: *.*
25.11.01, 19:04
Wróciłam w czwartek do pracy po urlopie macierzyńskim.... ciężko było. Prawie się popłakałam czekając na autobus. Dobrze, że spotkałam koleżankę bo już chciałam uciekać i wracać do domku... Pierwszy dzień był taki sobie... pełno załatwiania różnych formalności, badań itp. i cały czas przed oczami widok córeczki siedzącej na podłodze i walącej drewnianą łychą w miskę (to jej ulubione ostatnio zajęcie). Tak strasznie tęskiłam i zamartwiałam jak niania sobie radzi.... zadzwoniłam do domu i wszystko ok. Wracam - a moje ukochane dziecko roześmiane i bawi się z nianią!!!! A ja sobie wyobrażałam rozpacz - to straszne ale byłam zawiedziona!!! No cóż, teraz się z tego śmieję i jestem szczęśliwa, że córcia nie rozpacza - to dowodzi dobrego wyboru niani i pozwala mi spokojnie pracować.... jestem zadowolona. Następny dzień w pracy to już normalka, wpadłam w rytm i zostałam rzucona na głębokie wody - tak najlepiej... A najlepsze, że pracując robie wszystko co do tej pory w domu i mam na wszystko czas.... czyżby był z gumy

Dobrze mi z tą pracą... jakoś wszystko nabiera innego kształtu i nabieram dystansu do mojego macierzyństwa bo już zaczynało mi nieźle odwalać....ha ha.Pozdrowienia dla wszystkich szczególnie dla kończących "wczasy" z dzidziusiami - nie taki diabeł straszny....