Gość edziecko: guest
IP: *.*
11.12.01, 13:11
W zasadzie jeszcze niedawno mogłabym dołączyc się do Waszych utyskiwań na tesciów. Wiele można im zarzucić, potrafią być denerwujący jak zresztą i cała "nabyta" rodzina ze strony męża. Naprawdę nie było kolorowo, wystarczy że powiem, że rok temu własnie z powodu tesciowej fundnęłam sobie kilka spotkań z psychologiem, zresztą za namową mojego męża. Sama teraz nie wiem, czy to te psychologiczne rozmowy, czy moja dojrzałosc, czy jeszcze cos innego - faktem niezaprzeczalnym jest, że dałam sobie spokój. Co to oznacza?Po pierwsze - robię dalej swoje. Jestem uprzejma, grzeczna, mam swoje zdanie, ale gdy zdanie tesciowych jest inne - nie dyskutuję. Mówię - macie prawo tak sądzić, to jest jednak nasz dom i my go urządzamy (rozmowa nt. obrazów, które powinnismy powiesic, bo jak można bez obrazów). Tak samo z ubraniem Piotrusia - Mamo, może i cieplej by mu było w tym sweterku, uważam jednak, że skoro tyle raczkuje i tak jest mu wystarczająco dobrze, dziękuję.Po drugie - nie staram się już nagiąć ich do nas - w mysl zasady "starych drzew się nie przesadza." A niech tam sobie myslą co chcą - tak długo jak nie ma to bezposredniego wpływu na moją rodzinę - na zdrowie! Nauczona doswiadczeniem wiem, że i tak czego bysmy nie zrobili będzie zawsze jakies ale...Taka już natura, przynajmniej moich tesciów, że wiecznie cos im się nie podoba. Więc nie przekonuję ich za wszelką cenę do swoich pomysłów, tylko się zdenerwuję, a ich zdania i tak nie zmienię, bo są uparci i wiedzą wszystko lepiej.Słucham ich, wlatuje i wylatuje a i tak robimy swoje. Może mi łatwiej, bo na szczęscie mój mąż gra do naszej, rodzinnej bramki i wobec swojej rodziny potrafi być krytyczny, tak samo zresztą jak i ja do swojej. Najważniejsze chyba w tych rodzinnych potyczkach jest to, żebysmy razem z mężami mówiły jednym głosem i stanowiły jeden, wspólny silny front.Po płaczach, zarzekaniach, że już nigdy do nich nie pojadę, bo.... dałam sobie spokój. Olałam to. Raz na jakis czas (srednio raz na dwa tygodnie) mogę być grzeczną synową dla własnego swiętego spokoju. I mówię Wam - od razu jest mi lepiej. I mojemu mężowi też - bo nie jest między młotem a kowadłem. A my i tak robimy swoje.Naprawdę życzę Wam tego samego. Prosto z serca.Pozdrawiam.