Mamy nastolatków

IP: *.* 03.01.02, 19:55
Czy są wsród Was mamy starszych dzieci (może nawet nazwijmy ich młodzieżą)? O ile z najmłodszą (2,5)córeczką udaje nam się spędzać czas w miarę bezkonfliktowo, to niestety ze starszymi (12 syn i 14 córka) latoroślami bywa różnie. Co robić, żeby nie rozmieniać prawdziwego bycia rodziną na drobne codzienne utarczki o mycie zębów i posprzątanie po sobie? Poradźcie............
    • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 03.01.02, 21:57
      Jestem i nie jestem mama nastlatków ale starszy synek ma 12 lat! Staram sie dużo z nim rozmawiać o wszystkim,a to nie jest łatwe,bo jest dość zamknięty w sobie.Możesz napisać na piva.Pozdrawiam Dorota
    • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 03.01.02, 22:10
      Mój najstarszy syn ma 13 lat i muszę przyznać, że różnie bywa z naszym "dogadywaniem się". Są okresy gdy wszystko jest O.K., dobrze się rozumiemy i są dni kiedy wszystko mu nie pasuje i zaczyna się spór. Bardzo mnie denerwuje, bo wtedy na ogół moje dziecko próbuje pyskować i na siłę przemycić swoje racje. Na szczęście od jakiegoś czasu nie muszę prosić o posprzątanie pokoju, który dzieli wspólnie z młodszymi braćmi, którzy nie zawsze chcą mu w tym pomóc. Myślę, że nie ma jakiś konkretnych regół, ale mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.:D Pozdrawiam. Ewa.
      • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 03.01.02, 22:14
        A czy Majko interesują Cię dorosłe siostry nastolatków?Mam brata w wieku 14 lat-i czasmi zastanawiam się, czy coś mu się w główkę nie stało. A tak przy okazji, to koleżanka brata z klasy włożyła do gniazdka drut. Miała na szczęście więcej szczęścia niż rozumu-wywaliło korki.
    • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 11:03
      Majko, ale się cieszę!!! Nareszcie coś dla mnie!!! Mam córkę Anię 13,5 letnią i ..... zaczęło się piekło. Napisz do mnie na priva, myślę, że mamy sobie do powiedzenia baaaardzo dużo. Pozdrawiam Gosia1 mama Ani i Krzysia
      • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 12:10
        Dołączę się i ja. Moja córka za miesiąc skończy 14 lat. Do niedawna nie mogłam jej niczego zarzucić. Grzeczna, dobrze ułożona, odpowiedzialna i uśmiechnięta. Ale od jakiegoś czasu zaczął się koszmar. Wiecznie nie zadowolona snuje sie po mieszkaniu, bez celu. W głowie ma tylko muzykę z MTV i koleżanki /gadu-gadu/ Nie dociera do niej nic co mówię. Chodzi z głową w chmurach, stała się krnąbrna i pyskata. Zdecydowałam, że biorę na przeczekanie /nie pamięta wół jak.../ Ale może ktoś podpowie jak długo taki okres może potrwać, bo jestem czasami na skraju wytrzymałości nerwowej. W domu malutkie dziecko obowiązków po pachy, a do tego trzeba omijać wielkim łukiem pannę hrabiankę która właśnie w złym chumorze powróciła ze szkoły. Mówię Wam dziewczyny - najgorszemu wrogowi nie życzęPozdrawiam EmA :hot:
        • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 14:02
          Oj tak, tak. Jakbyście napisały o mojej panience. MTV, gadu-gadu, skąd ja to znam... I zawsze wie najlepiej. Do tego jeszcze nigdy nie jest głodna (173 cm i 49 kg!). Jak sobie z tym radzić. Rozmawiam, rozmawiam i rozmawiam. Dzieci mowią mi naprawdę dużo, chociaż mają też swoje tajemnice. Mam nadzieję, że wiedzą, ze mogą mi zaufać. Gorzej jest wtedy, gdy muszę wyegzekwować wykonanie jakiegoś polecenia (niestety nie umiem ich uniknąć), wtedy zaczynają się dyskusje pt. dlaczego. Dlaczego ja, dlaczego teraz, dlaczego w ogóle. Jak nauczyć je odpowiedzialności, wspólnej odpoiedzialnosci za to co dzieje się w domu. Nie chcę być tylko nadzorcą. Jak je nauczyć, żeby dostrzegły ten papier leżacy na środku pokoju i wpadły na to, żeby podnieść, zanim ja o tym przypomnę?
          • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 15:39
            Wiecie co?? Na razie doszłam do genialnego wniosku, że czasami (!) absolutnie nie muszę bawić się w tłumaczenie dlaczego. Są pewne sprawy nie podlegające dyskusji i tłumaczenia, zwłaszcza, że zauważyłam iż moja panieneczka (też MTV, i czaty, hi hi hi) dyskusje traktuje jako odwlekanie wykonania polecenia w nieskończoność. Poza tym, uświadomiłam sobie, że moja naprawdę ukochana córeńka nie jest dla mnie partnerem do kłótni!!! Na litość, dziewczyny, kłócić to się można albo z mężem albo z koleżanką ale nie z dziećmi!!! Ja po prostu mówię i już. I to im Ona głośniej tym ja ciszej. Osoby które mnie znają wiedzą ile mnie to kosztuje, bom ja nerwus i narwaniec jakich mało, ale daję słowo honoru, że metoda jest SKUTECZNA!!! Co jeszcze, nie krzyczę, nie wyzywam, nie szarpię i nie biję (nie daj Boże), choć Bóg mi świadkiem czasami ręka swędzi, zwłaszcza jak przyjdzie uczucie totalnej bezradności, ale stosuje metodę konsekwencji, tzn na razie to my rodzice mamy monopol na telewizję i kompa, a więc nie odrobione lekcje, nie posprzątane w pokoju - nie ma mediów. I koniec. Ona płacze, krzyczy, histeryzuje, grozi, że ucieknie z domu - a ja że Ją bardzo kocham, że rozumiem, ale obowiązek to obowiązek i już. Zrobi, będą wszelkiego rodzaju przyjemności. I jeszcze jedno. Przy jakichś bzdurkach nie upieram się, daję Jej dużo swobody i możliwość podejmowania decyzji (oczywiście po uprzednim kontakcie ze mną). Pamiętam sama, jak mi tego brakowało, i teraz nie popełnię błędu mojej Mamy. Często też urządzamy sobie pogaduszki nocne - śpimy w tym samym pokoju (nie będę się rozpisywać dlaczego) i po zgaszeniu światła, następują nocne zwierzenia. To baaardzo zbliża - ciemność nastraja do zwierzeń. A tak całkiem na marginesie - moja córka uważa, że ma z lekka szurniętych rodziców, którzy nie wstydzą się wygłupiać z Nią i Jej koleżankami, którzy mają bardzo nowoczesne podejście do życia i, jak kiedyś powiedziała, dlatego tak bardzo nas kocha (bo: "naprawdę łatwo Was kochać"). Potrafię być groźna, ale staram się tego nie stosować. Aha - mamy z mężem bardzo lekkie podejście do szkoły. Widzę co się dzieje, jak nauczyciele traktują uczniów, ile zadają do domu itp itd. Poza tym z racji zawodu mój mąż kiedyś rozmawiał z psychologiem ze szpitalika i usłyszał coś, co mnie zmroziło: nie ma tygodnia w którym nie przywiezionoby do szpitala dziecka w wieku 10 - 14 lat po próbie samobójczej z powodu szkoły (o dziwo z dobrych, ciepłych domów, w których kontakty z dzieckiem były bardzo dobre). Prawie osiwiałam, bo córa jest okropnie wrażliwa. Od tej pory pakuję Jej do głowy że nie szkoła jest najważniejsza na świecie ale Ona i Jej zdrowie, bo kochamy Ją ponad wszystko na świecie. Myślałam, że padnę jak zobaczyłam, że tym bardziej stara się w szkole, choć już nie przeżywa tak mocno porażek, wręcz podchodzi do nich obojętnie. Super!!Chyba to wszystko, jeśli jeszcze macie jakieś pytania walcie śmiało, postaram się odpowiedzieć. Pozdrawiam Gosia1 mama Ani i Krzysia
            • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 21:17
              Gosiu, to bardzo mądre, co napisałaś. Może rzeczywiście sposobem na pyskówki jest nie wchodzenie w dyskusję. Spróbuję zastosować w najbliższym czasie. Mnie chyba brakuje Twojej spokojnej pewności siebie, ciągle się zastanawiam, gdzie i kiedy popełniłam błąd, że tak to teraz wygląda. A dzieci naprawdę dokładnie wiedzą na co sobie mogą pozwolić. To o szkole też święta prawda. Mam nie najlepsze zdanie o "pedagogicznym" podejściu do ucznia. Miałam kilka nieprzyjemnych rozmów z nauczycielkami, zwłaszcza w przypadku syna, który jako bardzo zdolne dziecko był długo gnębiony. To brzmi jak paradoks, wiem. Został doceniony dopiero jak wygrał międzynarodowy konkurs matematyczny.
    • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 17:10
      Mysle, że troszke moga wytlumaczyc zachowania dorastajacych dzieci najmlodsze z nas, czyli, 18-19 latki... One najlepiej pamietaja konflikty dorastania... Dodam: w miare aktualne konflikty...Ja mam 25 lat... I dlatego ze zdziwieniem odebralam hasła podane przez kilka z Was jako kluczowe: MTV, gadu-gadu... Bedac w wieku waszych córek, no może rok starsza, zaczęłam pisać pamiętnik i pisałam przez parę lat... Jest tego z 6 grubych tomów. Myslałam wtedy że na pewno będzie mi łatwiej dzięki temu kiedyś zrozumieć własne dzieci... Bo nie zapomnę jak było... Ale tu nie o to chodzi, jak widzę... Czyżby każde pokolenie było inne?To trochę może nie na temat... Ale widzę teraz że naszym rodzicom musiało być strasznie trudno nas wychować!!!Życzę Wam powodzenia w wychowywaniu nastolatków (mnie to jeszcze dłuuuugo nie będzie dotyczyć :) )Nina
      • Gość edziecko: guest Re: Mamy nastolatków IP: *.* 04.01.02, 23:03
        Moich dziewczyn jeszcze nie można zaliczyć do nastolatek ,ale w tym wesołym towarzystwie obracam się codziennie :) Uczę w gimnazjum :crazy: i czasami wpadam w panikę co to będzie jak moja Ola dorośnie. Otóż przykład.Sandra ,dziewczynka w I klasie : wrzesień:blondynka ,obecna na każdej lekcji , spokojna ,miła ,inteligentna dziewczyna,oceny 4 i 5pazdziernik:jeszcze blondynka,nowa przyjaciółka Kamila :(hmm dziewczę zaczyna dostrzegać świat chłopaków i imprez ,nadal symaptyczna,oceny 4listopad: włosy kasztanowe ,pełna komitywa z kolegami ze starszych klas, już nie tak miła (i nie jest to ocena subiektywna ,bo dziewczę b.lubię)oceny 3grudzień:włosy śliwka pobłyskująca,rodzice odwiedzają szkołę,pierwsza wizyta u p.pedagog po imprezie u koleżanki z której to nie wróciły całkiem trzeżwe do szkoły :(oceny 3/2styczeń: gdzie się podziała Sandra ?????????????????????na moich oczach dokonała się przemiana ,na którą ani rodzice ,ani wychowawca ,ani my nauczyciele nie mieliśmy wpływu .Moje obserwacje: nastolatki potrzbują kontaktu,uwagi,nie znoszą krytyki,nowy świat do którego rodzice nie mają wstępu to odkrycie epokowe i ....całkowicie się zgadzam że my również mieliśmy naście lat tylko dopada mnie czasem strach o brak kontaktu,narkotyki i że moja Ola przejdzie kiedyś przemianę podobną do Sandry .Cieszę się z tej dyskusji będę ją bacznie śledziłaZ wyrazami podziwu dla mam nastolatek :) :jap:Gosia (mama Oli lat 7,5 i Ady lat 3,5)
Pełna wersja