Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle

IP: *.* 25.01.02, 12:57
Otworzyłam nowy wątek, aby poruszyć kwestię, która jest efektem ubocznym wątku KasiR (mamy Luizy) o zapalonym mężu narciarzu. Pozwoliłam tamże wyrazić swoje zdziwienie faktem, że mąż zostawia swoją żonę i jedzie sobie na 10 dni na narty bo jest takim zapalonym narciarzem, że już kolejny sezon bez nart, to ponad siły... I gdyby jeszcze ta żona (czyli akurat KasiaR) nie miała nic przeciwko temu, to pół biedy. Tamten wątek jest bardziej wątkiem ku pokrzepieniu serc, dlatego pytam się tu: czy uważacie, że jest to naprawdę w porządku? Czy w naszej tolerancji i przymykaniu oka na mężowskie słabosci możemy pójsc aż na taki kompromis? Zostać same z małym dzieckiem prawie że uwięzione na wysokim piętrze, kiedy tak naprawdę tego nie chcemy? Mam bliską przyjaciółkę, która przychyla nieba swojemu mężowi, bo on pracuje, zarabia itd. To nic, że ona też zrywa się rano do praca i często siedzi w niej do późna. I tak najszczesliwsza jest wtedy, gdy "Wojtus odpoczywa sobie na tapczanie" a ona lata z odkurzaczem po całej chacie. Albo siedzi cały sobotni wieczór sama w domu, bo mąż poszedł do znajomych na brydża ("no niech ma trochę rozrywki w życiu, tak ciężko pracuje").Nigdy jej nie rozumiałam. Nigdy nie pochwalałam takiego modelu małżeństwa.Dla mnie - o tym już pisałam ww wątku - małżenstwo to zmiana w życiu, na którą się przecież godzimy. Nic już nigdy nie będzie takie samo, szczególnie gdy jest dziecko. Z czegos rezygnujemy, by zyskać cos zupełnie innego. A co Wy o tym sądzicie?PS. Chcę tylko zaznaczyć, że nie "piję" do KasiR. Jej systuacja raczej mnie sprowokowała do pewnych przemysleń. Pozdrawiam.
    • Gość edziecko: mynia Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:03
      Masz absolutną rację, ale myślę,ze to kwestia indywidualna podejścia do pewnych spraw. Ja np. wiem,że mój mąż siedziałby kołkiem, jak najczęściej (w końcu do pracy musi chodzić)ze mną gdybysmy mieli dziecko. I mimo faktu,ze akurat oboje jesteśmy też zapalonymi narciarzami. Po prostu oboje zgadzamy się, co do jednego: jest czas na relaks i jest czas na obowiązki .... i całe szczęście,że się zgadzamy w tym temacie :)
      • Gość edziecko: jola2 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:15
        A u nas akurat jest tak jak np. Lilly uwaza za układ nie fair np. maz jedzie sam na narty, a w wakacje ja jade z dzieciaczkami do przyjaciolki i jestesmy z tym szczesliwi bo ja nienawidze jezdzic na nartach wiec gdybys mieli jezdzic wspolnie to maz musialby calkowickie zrezygnowac ze swojej pasji ;) a on nie wytrzymalby na takim "stacjonarnym" urlopie oprocz tego jezdzimy , wychodzimy razem ale szanuje pasje mojego meza i bardzo draznia mnie uwagi otoczenia jaka to jestem biedna, nieszczesliwa i wykorzystywana, kazde malzenstwo jest inne kazde ma inny sposob na zycie i najwazniejsze zeby byli z tym sposobem szczesliwi :)
        • Gość edziecko: Lilly Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:19
          Jolu - jest fair - tak długo jak długo obie strony są naprawdę z tego zadowolone. :)
        • Gość edziecko: mynia Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:19
          Generalnie chodzi chyba o to, aby każdemu z małżonków odpowiadała taka decyzja, zatem jeśli Wy macie układ to nie widzę żadnego problemu :)
          • Gość edziecko: mynia Re: To co powyzej - do Joli IP: *.* 25.01.02, 13:23
            Generalnie chodzi chyba o to, aby każdemu z małżonków odpowiadała taka decyzja, zatem jeśli Wy macie układ to nie widzę żadnego problemu :)
    • Gość edziecko: AgusiaH Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:24
      Jak napisałam w wątku wcześniejszym - wg mnie tak jest OK. Bo ciekawiej. Ważne, żeby nie przesadzić w żadną stroną. Nie zawładnąć całym casem partnera i nie oddać całego swojego. No i musi to odpowiadać obu stronom.
    • Gość edziecko: Aluc Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:34
      Dziecko co prawda będziemy mieć dopiero za trzy tygodnie, ale tak sobie myślę:Pewien margines swobody w każdym związku jest niezbędny, żeby funkcjonować. To normalne, że ludzie nie mają takich samych zainteresowań, ochoty na te same rzeczy w tym samym czasie itd. Odrębną sprawą jest uzgodnienie, co się wzajemnie akceptuje. Jeśli nie akceptujesz wyjazdu ukochanego na narty albo pójścia z kolegami na piwo - to masz prawo mu o tym powiedzieć, a on musi to wziąć pod uwagę. Co nie znaczy, że ma dać się sterroryzować i zawsze się z tobą zgadzać. Tak samo on ma prawo zaprotestować, jeśli woli posiedzieć z tobą w domu akurat wtedy kiedy ty masz ochotę na plotki u przyjaciółki. Budowanie dobrego związku to (truizm, sorry) przede wszystkim sztuka kompromisu. Jednym się udaje bardziej, innym mniej. Nie można małżeństwa i mienia dzieci postrzegać li tylko w kategoriach obowiązku, odpowiedzialności, itd. - bo kto do cholery chciałby z własnej nieprzymuszonej woli wchodzić w takie układy.Poza tym kobietki jakoś bardzo chętnie wchodzą w role tych pokrzywdzonych i wykorzystywanych. A często wydaje mi się, że brakuje im po prostu solidnej rozmowy, nawet kłótni - ale nie wykrzykiwania czy - co gorsza - wypłakiwania zarzutów pod adresem tego brzydszego, tylko ustalenia, co, kto, kiedy i w jakich granicach.Ja się tak z moim lubym ścieram od początku, bo obydwoje mamy tzw. silne osobowości - przynajmniej nikt nie zostaje z sercem rozdartem, że ten drugi potwór znów wykorzystał i zostawił na lodzie.... a swoją drogą często bym chciała, żeby skoczył z chłopakami na piwo, ale on już ma taki paskudnie domowy charakter :)a jechanie na narty BEZ uwzględniania argumentów drugiej strony mimo wszystko uważam za nie bardzo w porządku.
      • Gość edziecko: Gosiafka Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 13:56
        Moim zdaniem Kasia wykazała się sporą dojrzałością.Zapewne nie jest szczęśliwa z faktem wyjazdu męża na narty.Sama stwierdziła że miała nadzieję że w końcu mąż sam zrezygnuje.Ale mąż też człowiek :) Myślę że 10 dni bez męża ,to nie jakieś nieszczęście .Nie należy podchodzić do obowiązków małżeńskich,wychowawczych,opieki nad dzieckiem jak do "odpowiedzialności zbiorowej" ,to że mamy dziecko karmione piersią ,wymagające opieki to nie znaczy że musimy siedzieć wspólnie całymi dniami i dzielić obowiązki dokładnie po równo.Tak to już natura urządziła że w tym okresie na matkę spada gro opieki.Zarówno matka jak i ojciec mają prawo do odpoczynku i jedna strona musi się troszkę "poświęcić".Oczywiście niezdrową byłaby sytuacja kiedy mąż ciągle wyjeżdza ,lata na piwo i kwitnie jego życie towarzyskie .Jeden wyjazd na narty to odpoczynek w czasie którego nabiera się sił do pracy .Mąż Kasi wróci zapewne wypoczęty z siłami do "walki" z potomstwem i dumny ze swojej żony ,a ona kiedy zobaczy takiego męża będzie zadowolona z decyzji. Widok zadowolonego partnera którego kochamy jest powodem do radości czyż nie ?Nie można stosować metody :"o.. nie! ja siedzę w domu to ty też musisz siedzieć ."Moim zdaniem nie można nikogo ograniczać bo nic dobrego z tego nie wyniknie.Żeby nie było że taka mądralińska jestem ,to zaznaczam że wpadłam na to po około 5 latach małżeństwa :)Pozdrowionka ,Gosia :hello:P.s Kasiu jak tam humor lepszy ? :benetton: :benetton:
        • Gość edziecko: Lilly Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:07
          To chyba tylko ja taka zła żona jestem... :)Macie rację, trzeba zostawić sobie pewien margines "swobody", małżenstwo nie polega na tym żeby zawsze wszystko robić razem. Ale oznacza też zrównoważenie własnych potrzeb i oczekiwań z potrzebami i oczekiwaniami drugiej strony.A jednaj ja bardzo cieszę się, że mojemu mężowi nie wpadają do głowy pomysły samotnych narciarskich wypadów, a nawet jesli wpadają, to cieszę się, że ja nic o nich nie wiem. Skoro się z nimi nie dzieli ze mną, to znaczy, że zna moje zdanie i zgadza się z nim.
        • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:12
          Wykazała się dojrzałością? Nie wiem, czy można tę sytuację rozpatrywać w kategoriach dojrzałości lub nie.Powiedziałabym, że mąż wykazał się olbrzymią niedojrzałością i niefrasobliwością, żeby nie powiedzieć brakiem odpowiedzialności.Pomyśl sobie - jak ona będzie chodziła na zakupy? Zostawi dziecko w domu?, weźmie na rękę i pójdzie?Szkoda ze nie powiedziała swojemu lubemu, że tak na prawdę, to wcale nie chce, żeby on jechał i że boi się tego wyjazdu.Niestety ja też mam taką naturę, że zapewne bym nic nie powiedziała tylko płakała po kątach z nadzieją, że mąż jednak zostanie.
          • Gość edziecko: Gosiafka Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:57
            Magdalena Malinowska-Orfinger napisała/ł:> Powiedziałabym, że mąż wykazał się olbrzymią niedojrzałością i niefrasobliwością, żeby nie powiedzieć brakiem odpowiedzialności.> Pomyśl sobie - jak ona będzie chodziła na zakupy? Zostawi dziecko w domu?, weźmie na rękę i pójdzie?Magda litości!Brak odpowiedzialności ? Nie wiem gdzie mieszka Kasia ,ale nie sądzę aby były to odcięte od świata regiony Alaski :ouch: Zakupy ,a coż to za problem ,bez przesady ,facet zostawił w domu dojrzałą kobietę a nie rozkapryszoną pannicę ,która chleba sobie nie kupi i będzie ryczeć po kątach .Nie zostawił noworodka tylko niemowlaczka którego można wsadzić do wózka (całe miesiące tak robiłam zakupy i nie widzę w tym niczego dziwnego) można użyć nosidełka .Pozdrowionka Gosia :hello:
            • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:20
              Jak wiemy do wózka dziecka nie wsadzi i nie pójdzie, bo mieszka na trzecim piętrze. A nosidełka może nie ma?Ty robiłaś tak zakupy całe miesiace, więc byłaś do tej sytuacji przyzwyczajona. Ona się z nią spotyka po raz pierwszy w życiu.
              • Gość edziecko: Gosiafka Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:32
                Magdalena Malinowska-Orfinger napisała/ł:> Jak wiemy do wózka dziecka nie wsadzi i nie pójdzie, bo mieszka na trzecim piętrze.:lol: :lol: :lol: O rany Madzia ja też mieszkam na trzecim piętrze :)To Ci co nie mieszkają na parterze nie używają wózków ? :lol: :lol:Pozdrowionka Gosia :hello:
                • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 16:08
                  Nie wiem skąd twoje rzobawienie. Nie każda z nas jest siłaczką. Ja na przykład nie i sama bym nie wniosła wózka na trzecie piętro.
                  • Gość edziecko: ingroz Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 17:01
                    Madzia22 prosiła, żebym was pogodziła, bo się pogryziecie ;) Fakt, jest to dla mnie sytuacja nowa, ale po to mam głowę na karku, żeby z niej jakoś wybrnąć! Nieszczęsny wózek waży 14,5 kg (sprawdziłam w instrukcji) plus wczoraj zważona Kluseczka 6750g. Nie jestem siłaczką... Nie mam nosidełka, ale mogę spróbować w foteliku samochodowym! A co do zakupów, to mężuś tyle nakupił przed wyjazdem, że do jego powrotu to chyba będę kupować tylko chleb i gazetę codzienną!Podrawiam:hello:Kasia R mama Luizy
                    • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 18:15
                      Cieszę się, ze wrócił ci dobry nastrój.Zyczę słoneczka na spacerkachMadzia
    • Gość edziecko: Adzia Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:10
      No właśnie sednem sprawy jest co, czy obie strony się zgadzają na taki układ. Twoja koleżanka, Lilly, po prostu lubi się poświęcać i nie widzi w tym nic dziwnego. Więc tym bardziej nie widzi tego jej mąż. No i wygląda na to, że taki układ jej pasuje. Chociaż są kobiety, które tak robią przez lata, w głębi duszy czując się pokrzywdzone, frustracja się kumuluje, w końcu przekracza masę krytyczną, i.... A facet nie wie biedny, o co jej chodziło, bo przecież dotąd było dobrze....Pewnie, że każde z małżonków ma swoje prawa. Pewnie, że czasem trzeba się poświęcić, żeby to drugie miało swoje pięć minut wypoczynku i samorealizacji. Chodzi tylko o to, żeby nie robić czegoś wbrew sobie. Nie wierzę, że nie można się w tej kwestii dogadać tak, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Żeby kobieta nie musiała udawać, że jest okej, a w głębi serca miała żal. Bo to wyjdzie prędzej czy później.Niestety...tu będzie przemyślenie ogólne: często kobiety udają, że taki stan rzeczy im odpowiada. Nie mówią o swoich uczuciach, a męża wolą skrytykować przed przyjaciółką, niż powiedzieć mu, co im leży na wątrobie. A mężowi się nawet nie śni, że coś jest nie tak. Bo skąd on ma wiedzieć, przecież jasnowidzem nie jest?Rozmawiajmy z naszymi mężczyznami. Sygnalizujmy pewne sytuacje, które nam nie odpowiadają. Zanim stanie się za późno na rzeczową rozmowę, zanim jedyne na co będzie nas stać, to kubeł pretensji. Partnerstwo to nie robienie dobrej miny do złej gry...Pozdrawiam Agnieszka, kurczę znowu zdryfowałam z tematu ;-) ale chyba taka moja uroda...
      • Gość edziecko: DagmaraB Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:55
        Podpisuję się rękami i nogami! Rozmowa to podstawa udanego związku. Ja miałam taką brzydką przypadłość (to po mamusi), że jak mi coś nie odpowiadało, coś mnie zezłościło lub ktoś coś robił nie po mojej myśli - to po prostu przestawałam mówić wogóle. Moje pretensje potęgował fakt, że małżonek nieprzyzwyczajony do takiego sposobu okazywania niezadowolenia, nawet nie raczył się domyśleć... Wreszcie po kilku takich moich napadach milczenia powiedział wprost - "Jak coś masz do mnie, to mów po ludzku. Wtedy się łatwiej dogadać." Długo nad sobą pracowałam ale udało się - teraz nie mam oporów przed powiedzeniem mężowi, że na przykład nie chcę, żeby gdzieś szedł, bo wolałabym z nim posiedzieć. I czuję się z tym o wiele lepiej. Inną sprawą jest fakt, że gdybym powiedziała mężowi, że nie chcę żeby wyjeżdżał na 10 dni, to mam 100% pewność, że nie pojedzie. Ale tą pewność mam po 10 latach małżeństwa i wielu przegadanych godzinach... Swoją drogą łatwo mi tak mówić, bo mam najcudowniejszego męża na świecie :)Pozdrowienia,DagmaraPS.Tak dla rozluźnienia atmosfery: Moja mama uważa, że wszyscy naokoło powinni się domyślać różnych rzeczy. I tak nas "wyszkoliła", że kiedyś, gdy powiedziała do mnie: "Przynieś mi ten tego stamtąd..." po chwili zastanowienia wiedziałam o co chodzi ;)
        • Gość edziecko: Aluc Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:13
          Jezu, to ja bym z twoją mamą miała przechlapane. Ja i mój luby jesteśmy tzw. prostej konstrukcji i jak jedno drugiemu wyraźnie nie powie, to żadne "dawanie do zrozumienia" nic nie daje.
          • Gość edziecko: DagmaraB Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:18
            Dałabyś sobie radę. Nawet nie wiesz, jakie dziecko ma możliwości przystosowawcze ;) Ale jak trudno się potem przestawić na mówienie wprost... Oj, nie było łatwo. Mój luby też ma raczej umysł ścisły i domyślać się nie lubi.Pozdrowienia,Dagmara
        • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:17
          Ten tego, z tamtąd. Śmiesznie :-)
    • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:20
      Obawiam się, że to kwestia wychowania i wzorców wyniesionych z domu. Bardzo trudno później zmienić w sobie takie podejście do partnera. Tym bardziej, że twoja przyjaciółka zapewne uważa, że wszystko jest w porządku. Mąż szczęśliwy, ona też, bo on jest szczęśliwy.Tak wiele zależy od nas. Jak wychowamy nasze córki i synów, tacy oni będą później dla swoich mężów i żon.Najważniejsze dla mnie jest partnerstwo. Obie strony powinny szanować swoje potrzeby.Dla przykładu moja teściowa nie znosi zimnych krajów, a mój teść wylegiwania się na plaży. Mimo to ona jeździ z nim na narty - siedzi sobie w knajpce na stoku i się opala, a on jeździ z nią nad morze - gra w tenisa, pływa w basenie etc.Dla mnie są przykładem partnerstwa i sztuki kompromisu.Madzia
      • Gość edziecko: jola2 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:24
        Magdalena Malinowska-Orfinger napisała/ł:> Dla przykładu moja teściowa nie znosi zimnych krajów, a mój teść wylegiwania się na plaży. Mimo to ona jeździ z nim na narty - siedzi sobie w knajpce na stoku i się opala, a on jeździ z nią nad morze - gra w tenisa, pływa w basenie etc.> Dla mnie są przykładem partnerstwa i sztuki kompromisu.no to wychodzi ze ja tez jestem zła żoną ;)
        • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:31
          Boże, czemu?!Oni mają takie kompromisy. My inne, a Wy jeszcze inne. Chodziło mi o samo podejście do problemu.
        • Gość edziecko: Adzia Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:34
          Jola - jesteś na pewno najlepszą żoną na świecie, ale z logiki dwója ;-) Jeśli B wynika z A, to wcale nie znaczy że twierdzenie odwrotne jest prawdziwe. Czyli innymi slowy, z kompromisu wynika szczęście, ale z braku kompromisu nie wynika brak szczęścia :-) Jezu, niech mnie ktoś zwiąże, to jakaś głupawka przepowiadająca, ani chybi weekend.Pozdrawiam Agnieszka
          • Gość edziecko: jola2 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:44
            Alez wlasnie o to mi chodzilo ze kazdy ma swoj patent na szczescie, kazda para ma swoją historie ... sa szczesliwi a ktos z innym podejsciem moze myslec ze tamci to sie po prostu ze soba męcżą :) pozdrowienia :hello:
            • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:48
              No i się dogadałyśmy, super.Pozdrowionka
    • Gość edziecko: Beata32 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 14:47
      Osobiście mam takie zdanie jak Lilly, ja nie zgodziłabym się na wyjazd męża na 2 tygodnie na narty, kosztem tego, że miałabym siedzieć sama w domu bez możliwości wyjścia na spacer - dlaczego tylko ja mam ponosić koszty posiadania dziecka - w końcu była to nasza wspólna decyzja. Sama również chętnie gdzieś bym wyjechała - na narty pochodzić po górach, ale z racji macierzyństwa nie mogę tego zrobić, dlatego jedyne nasze wyjazdy były do rodziców na działkę, gdzie w lecie mogliśmy na 2-3 godzinki pojeździć po okolicznych wioskach na rowerach - zostawiając małego z babcią. Może taki wypoczynek to nie szczyt marzeń, ale jakoś trzeba się dopasować do nowych okoliczności. Jedyny wyjazd męża na jaki się zgodziłam, to był weekend integracyjny z pracy - czasem te 2 dni pobyć samemu jest nawet dobrze.Teraz kiedy jestem pracującą mamą, to faktycznie nie mam chwili dla siebie. Po pracy z wywieszonym jezykiem do domu, w domu zabawy z dzieckiem, bo przecież mało z nim przebywam, w nocy wstawanie i karmienie. Muszę się pytać czy mogę sama pójść do sklepu. Nie mogę chodzić na aerobic, bo szkoda mi czasu spędzonego z synkiem. Oczakuję, że mąż będzie mi codziennie pomagał chociaż wieczorem w zabawie czy przy kąpieli, albo w weekend wyjdzie z dzieckiem na spacer. Dlatego nie zgodziłabym się na taki wyjazd męża.Beata
    • Gość edziecko: Gosia26 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:19
      Prawde mowiac w naszym domu to ja jestem strona wloczaca sie- ciagle gdzies wyjezdzam, w dodatku ciagam ze soba dzieci, na ogoli meza, bo mi latwiej. Ale kiedy on mowi wyraznie- jade sama lub zostaje. Obecnie on tez lamie siejesli chodzi o wyjazd na narty. Ma wyrzuty sumienia, wyjazd bedzie w marcu. Nasza Ula bedzie miala wtedy miesiac z kawalkiem. I ja go wypycham. To wcalenie jest oczywiste ze nie moge pojechac w koncu dzieci na sztucznym pokarmie tez przezywaja, moglibysmy kombinowac na stoku itd. Ale uwazam ze wtedy zadne by sie nie najezdzilo. To juz lepiej niech on sobie na tydzien wyskoczy. Ja sobie wyskocze za rok i niech no on cos powie ;)Z tego cvo zrozumialam wyjazd jest sponsorowany przez firme do Austrii. Ja bym sie nie zastanawiala ani chwili. Najpierw bym umarla zzazdrosci oczywiscie. Ale pozwolilabym jechac.Mysle ze Luiza ie jest nworodkiem-maz pewie pomagal i bedzie pomagal przez najblizszych 18 lat... A ze okazja....Co do wozkow z pompowanymi kolami to bardzo dobrze zjezdzaja po schodach, przy minilanym wysilku rowniez wjezdzaja- sproboj Kasiu. jest jeszcze nosidelko- na polgodzinki wyskoczysz,zakupy zrobisz. Jeszcze innym rozwiazaniem jest pozyczenie od sasiada z rowerem lancucha, oczywiscie jak nie masz swojego- mozesz wtedy zaniesc malucha na gore uspic go czy cos a po wozek przyjsc pozniej i pusty wlasnie wciagnac na gore. Zadzwon do meza i sie spytaj coto jest momant obrotowy jeslimi nie wiezysz ze wciaganie jest latwiejsze niz wnoszenie. Wlasnie z tego powodu kolo jest kluczowym wynalazkiem ludzkosci :)Sama mam swira i glupie pomysly wiec na szczescie moj maz ma dyspense jak raz na 5 lat on ma glupi pomysl ;)
      • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:25
        Gosiu, ale ty urodziłaś właśnie czwarte dziecko. A u nich to dopiero pierwsze i już mąż jest zmęczony...? i musimy sobie odpocząć zostawiając żonę samą w domu na 10 dni?
        • Gość edziecko: Gosia26 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 15:54
          Madziu ale mj maz wyjezdzam kilka razy nie amietamjuz kiedy to bylo, ale zakladam ze jakies dziecko bylo wtedy male ;)To wszystko zalezy od punktu widzenia Kasi. Jesli cierpi az tak okropnie, to popelnil ablad zgadzajac sie na wyjazd meza- przypuszczam ze kochajacy facet jednak jakos by przezyl te narty. Jesli bedzie mu te narty wypominac przez 5 lat- patrz wyzej....Ale jesli jest chwilowo rozzalona i przestraszona a w gruncie rzeczy pozytywnie nastawiona (w koncu ona na nartach nie umie czy nie lubi.... a na nartach jezdzi sie w zimie) i z pelna swiadomoscia zgodzila sie na ten wyjazd...to chyba nic strasznego. 10 dni to nie 10 lat ;) Ona moze sobie wyjechac latem, albo bezlitosnie wykorzystywac opalonego meza po nartach i wyjsc pare razy wieczorem- a on niech walczy z mlekiem pieluszkai kompiela...Ja moze mam szczescie-moj maz nie nakarmi piersia :) reszte zrobi. No ale to kwestia treningu.... Ja bym nie demonizowala :)
          • Gość edziecko: ingroz Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - do Gosi26 IP: *.* 25.01.02, 16:13
            O, Gosiu, właśnie przed chwilą napisałam podobne rzeczy w poście poniżej, nie czytając Twojego! Masz rację, to było chwilowe rozżalenie i na pewno nie będę mu tych nart wypominać przez następnych 5 lat! Zawsze wiedziałam, że mądra z Ciebie kobieta :) By the way - podziwiam - 2 dni po porodzie, 4 córeczki, a Ty już tu z nami i masz czas, żeby się wypowiedzieć w sprawie mojego mało ważnego problemu!:hello:Kasia R mama Luizy
            • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - do Gosi26 IP: *.* 25.01.02, 16:24
              Biję się w pierś, ale zdania nie zmieniam :-)Madzia
          • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 16:19
            Z tego co pisała od tygodnia płacze po kątach i nie znosi rozstawać się z mężem nawet na krótko.
    • Gość edziecko: ingroz Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - O RANY! IP: *.* 25.01.02, 16:09
      Wiem, że Lilly zaczynając ten wątek nie piła konkretnie do mnie, tylko zaczęła ogólne rozważania na temat małżeńskiego stadła! Nie wiedziałam zaczynając wątek o "mężu narciarzu i słomianej mamie" wywołam aż taki oddziwięk, O rany! Mój poprzedni post był de facto prośbą "o pokrzepienie serc", bo było mi baaaardzo smutno, a wiem, że na forum mogę się wyżalić - w końcu na każdą z nas kiedyś przychodzi jakiś smuteczek większy albo mniejszy. Niestety, zawsze emocjonalnie reaguję na rozstania z mężem (od czasu, gdy zaczęliśmy ze sobą chodzić 5 lat temu), niezależnie od rodzaju wyjazdu i tego, które z nas wyjeżdża. Tak naprawdę to oczywiście, że dam sobie radę bez niego, przecież a) nie jestem mimozą (przynajmniej tak mi się wydaje),b) nie mieszkam na bezludnej wyspie ;),c) Luiza ma już 3 miesiące i ostatnio bywała stosunkowo mało kłopotliwa (trzymajcie kciuki, żeby taka była przez następne 9 dni :)).W sumie zgodziłam się na ten wyjazd, ponieważ:a) uważam, że mu się należy - dużo pracuje, dużo pomaga przy dziecku, wróci opalony (mam nadzieję), wypoczęty, stęskniony (już co i rusz wysyła SMSy) i zniechęcony do wysiłku związanego z nartami na następny rok ;)b) nie pojechałby bez mojej woli, gdybym się nie zgodziła c) oczywiście, jeśli będę chciała z kolei ja gdzieś się sama urwać, to nie ma problemu, on zostanie z Luisią (tylko, że ja jej nie zostawię :love:) d) nikt mnie nie zmusi do jeżdżenia na nartach - nie lubię zimy, śniegu i sportów zimowych!e) za rok, przy kolejnym jego wyjeździe narciarskim, moje łzy będą takie same, bo po prostu ciężko znoszę rozstania!Pozdrawiam:hello:Kasia R mama Luizy (raz jeszcze dziękuję za patenty na wózek - wypróbuję! - oraz wszystkie słowa pocieszenia)
      • Gość edziecko: Gosiafka Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - O RANY! IP: *.* 25.01.02, 16:24
        I tak trzymać Kasiu :wahoo: :wahoo:Gosia :hello:
    • Gość edziecko: sawlb Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 16:16
      Zgadzam sie,ze to indywidulana decyzja kazdego malzenstwa i tylko wazne by oboje byli zadowoleni ze swego wyboru.Jesli chodzi o nas to za bardzo tesknimy za soba by sie zdecydowac na taki uklad i tak sie sklada,ze akurat oboje sie zgadzamy pod tym wzgledem. I to dotyczy zarowno kwestii naszej rozlaki jak i rozlaki z dziecmi.Jesli sie gdzies wybieramy to razem i tak sie czujemy najlepiej. I to nie tylko teraz ale i wtedy gdy byla nas trojka. Matt swego czasu kupil sobie wedke i mial zamiar wybierac sie od czasu do czasu na ryby.Zgodzilam sie na to wychodzac z zalozenia,ze z dziecmi sobie poradze a niech i on ma chwile na to co lubi.Wybral sie moze ze 2 razy(bynajmniej nie na wieki a na pare godzin)i juz mu przeszlo-doszedl do wniosku,ze zzeraja go wyrzuty sumienia i....stesknil sie za nami...hihihi.O dluzszym wyjezdzie,nawet na jeden dzien np do mamy nie ma mowy-po prostu jego zdaniem samemu to nie fun.I tak nauczylismy sie wiele rzeczy robic razem-nawet chodzic na ryby.;) Z innych po prostu rezygnujemy bo akurat dla nas fajniej jest byc rodzina niz cos tam robic osobno.Ja tez zreszta nie wyobrazam sobie samotnej eskapady gdzies tam. Moze to moj charakter? Coz,musze przyznac,ze jest mi dobrze o tyle o ile jestesmy razem.Wiem,ze sa rozne modele i tez dobrze funkcjonuja. Mam kolezanki ktore z dziecmi wybieraja sie na dlugie miesiace do rodzicow do Polski i jakos znosza to rozstanie z mezem. Mam tez znajoma ktorej maz co jakis czas musi pojechac sobie na Barbados i odpoczac od rodziny i ona to tez akceptuje choc akurat przepracowanie nie jest tu powodem.Roznie to bywa ale najwazniejsze by byli oboje szczesliwi.
      • Gość edziecko: MGK Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 16:36
        Należe do tej mniejszości (???), która nie wyobraża sobie oddzielnych wakacji. Nie lubimy się rozstawać (delikatnie powiedziawszy), dlatego tragedią był już wyjazd w delegację do Niemiec mojego męża - raptem na dwa dni. Gdy teściowa zobaczyła mnie zalewającą się łzami, zapytała w chwili przerwy dyskretnie: a na ile on wyjeżdża? Na dwa tygodnie? ;)Łatwo się teraz śmiać, wtedy do śmiechu mi nie było.Wracając do tematu narciarskiego, Kasiu R, w Twoim wątku napisałaś, że już od soboty były łzy i przygnębienie z powodu wyjazdu. Chyba nie jest możliwe, by mąż tego nie zauważył?!Myślę, że po powrocie powinniście porozmawiać - o tym dlaczego Ty nie powiedziałaś wprost, że w głębi serca nie chcesz by jechał, no i o tym, że on może powinien zwracać większą uwagę na Twoje samopoczucie...Te 9 dni szybko minie... Zaproś sobie kogoś na każde popołudnie by nie siedzieć sama.:hello:Nina
      • Gość edziecko: Gosia1 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 27.01.02, 11:03
        My też nie lubimy sie rozstawać..... Jesteśmy ze sobą już 8 lat, ale tak naprawdę może ze 4, dlaczego? Bo mój mąż pracuje od rana do późnego wieczora czasem nocy, nie widzimy się więc tak "na żywca" często całe tygodnie i po prostu tęsknimy za sobą. Kilka razy próbowaliśmy "rozstawać się", tzn ja z dziećmi jechałam do naszej rodziny (w imię dobra dzieci, żeby nie musiały siedzieć w wakacje w mieście), a On zostawał w Kielcach i pracował a do nas przyjeżdżał w weekendy. Po kilku dniach i ja i dzieci i Darek mieliśmy dosyć takiego stanu rzeczy. On w naszym mieszkaniu cierpiał na bezsenność, nie umiał sobie znaleźć miejsca, gadał (hi hi hi) do kota.... Dzieci stawały się smutne i osowiałe, a ja?? Zamiast odpoczywać, łaziłam z kąta w kąt i tak tęskniłam, że aż bolało. Kończyło sie na tym, że pakowałam walizkę a mąż w tym momencie wjeżdżał samochodem na podwórko - fluidy???? Nie potrafimy odpoczywać z dala od siebie. Może kiedyś będzie to możliwe, nie zaprzysięgam się, ale na razie nie i koniec. Jednocześnie uważam, tak jak Ty Bogusiu, że każdy ma prawo wyboru - jeśli komus odpowiada taki stan rzeczy, to nie ma sprawy. Grunt, żeby wszyscy byli zadowoleni, a nie tylko jedna strona. Jedno mnie tylko uderzyło - nie wyobrażam sobie, żeby mąż mnie zostawił z maleńkim dzieckiem samiutką i pojechał sobie na 10 dni!!! Już któraś z dziewczyn to napisała - jest czas odpoczynku ale jest i czas tzw mobilizacji. A takim czasem jest urodzenie dziecka, które w wieku 3 miesięcy jest na tyle maleńkie, że wymaga mobilizacji dwojga rodziców. I świadczy to o dojrzałości i odpowiedzialności. Tyle moje zdanie, choć oczywiście wcale nie uważam, że jest ono jedynie słuszne. :-)Pozdrawiam Gosia1
    • Gość edziecko: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 19:47
      Ja tam nie jestem pies ogrodnika. Byłam w stanie pogodzić się z tym, że przez ok. 2 lata moje córki były do mnie uwiązane i o zadnym zostawianiu nie mogło być mowy. Równocześnie z różnych względów wspólny wyjazd na narty nie wchodził w rachubę - ale dlaczego miałabym oczekiwać od męża, że on dla towarzystwa też zrezygnuje z weekendowych wyjazdów na narty (1 - 2 razy w sezonie)?On też psem ogrodnika nie jest i dlatego, ostatnio byłam w teatrze z przyjaciółką.
      • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 25.01.02, 22:05
        Powinnaś oczekiwać tego od niego, bo jest ojcem waszych córek. Nie porównuj jednorazowego, kilkugodzinnego wyjścia do teatru z wyjazdem na narty (czy gdziekolwiek indziej).Madzia
        • Gość edziecko: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 26.01.02, 20:53
          Madziu, nie bardzo rozumiem dlaczego "powinnam, bo jest ojcem naszych córek". Dla dobra naszych córek on pracuje po kilkanaście godzin na dobę i nie bardzo widzę ich dobro w tym ,że wreszcie dostanie zawału czy innego choróbska z przepracowania.Moja sytuacja jest inna niz Kasi, bo jego wyjazd nie oznacza dla mnie kompletnego opuszczenia. Zawsze wykorzystywałam jego nieobecności na odrobienie zaległości w plotach z przyjaciółkami (jednak bez chłopa rozmowa jest zupełnie inna) i obejrzenie babskich filmow na wiedeo (ostatnio "Zaklinacza koni" i "Masz wiadomość").Czy w imię tak pojętej sprawiedliwości ja powinnam wijeżdżać z dziecmi na wakacje bez Niego ? Kto był bardziej pokrzywdzony: czy ja kiedy byłam całe wakacje na wsi, w lesie, nad wodą i zajmowalam sie dziećmi, czy on pracując w Warszawie w hałasie i stresie i odwiedzając nas w weekendy ?Zgadzam sie z którąś z przedmówczyń, że wszystko zależy od tego czy obie strony sa zadowolone. My jesteśmy.Agnieszka :hello:
          • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 26.01.02, 22:46
            Bardzo sie cieszę, że jesteś zadowolona.Ja też, ale dlatego że mój maż jest ze mną. Nie stawiamy problemu w ten sposób - mąz pracuje, więc jest b. zmęczony, może dostać zawału etc i musi sobie jechać odpocząć, a ja siedzę w domu z dziećmi i sie relaksuję, więc nie muszę sobie jechać odpocząć sama - tylko z dziećmi.On pracuje w pracy, ja pracuję w domu. Nasze obowiązki są równie duże. I wyjeżdżamy odpoczywać razem.Madzia
        • Gość edziecko: Hipcio Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 26.01.02, 22:46
          Ja też pozwalam mężowi na wyjazdy. Co innego, jeśli mąż nie interesuje się tym, czy żona da sobie radę i poprostu oświadcza, że wyjeżdża, a co innego, jeśli jest to uzgodnione, a żona ma zapewnioną pomoc kogoś na ten czas. U nas zawsze tak było. Zakupy zrobione, zaprzyjaźnieni sąsiedzi gotowi pomóc w razie czego, wszystkie ważne sprawy na ten czas załatwione. Jeśli mąż na co dzień angażuje się w życie rodziny, a także ją utrzymuje (a mój odpowiedzialność za nasze utrzymanie ponosi sam, bo jestem na wychowawczym), to ma prawo do odpoczynku, jak każdy. Pracuje do 19 codziennie, po powrocie bawi się z córką, potem oboje kąpie i usypia, a po nocy pracuje w domu na kompie. Co sobotę zabiera starszą córkę na wycieczki. Robi duże zakupy. Czy mam mu nakazać siedzenie w domu murem, bo ja siedzę? Siedzę, bo karmię, ale jestem pewna, że gdyby było inaczej, ja też mogłabym wyjechać na parę dni odpoczynku i na pewno tak będzie za jakiś rok. Wchodzimy w małżeństwo z bagażem naszych doświadczeń. Różnią nas one i nawet wtedy, gdy doskonale się rozumiemy są takie rzeczy, które lubi jedna strona, a nie lubi ich druga. Nie da się tego wymazać. Owszem, można dla partnera z nich zrezygnować, częściowo jest to konieczne. Ale czy do końca? Czy kochać kogoś to nie znaczy obdarowywać wolnością? A czyż nie jest przyjemne sprawienie przyjemności osobie, którą się kocha? Myślę, że bez tego żaden związek nie będzie szczęśliwy i partnerski. I mnie, i mojemu mężowi potrzebne są chwile samotności i kontaktu z naturą, by przemyśleć wiele spraw. Bez tego goni się wciąż do przodu, bezrefleksyjnie, gubiąc siebie, gubiąc radość z rodziny i codzienności. A chwile rozłąki są po to, by docenić to, co mamy i zobaczyć, jak to kochamy. Dzięki nim wiele się nauczyłam o swoim stosunku do męża, o tym, co w nim cenię najbardziej, a co chciałabym w naszym związku zmienić i myślę, że te rozstania są dla nas bardzo wartościowe.Ida
          • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 26.01.02, 22:55
            Masz b. duzo racji. Pod jednym wszkże warunkiem, że obie strony zgadzają się na takie rozstania, ze je lubią, że nie powodują cierpienia jednej ze stron.My z mężem nie lubimy się rozstawać. Mimo to nie uważam ani jego ani siebie za osoby bezrefleksyjne.Madzia
    • Gość edziecko: Hipcio Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 27.01.02, 22:04
      Madziu, to jakieś nieporozumienie. Ja nie miałam na myśli oddzielnych urlopów, te spędzamy zawsze razem i z dziećmi. Oczywiście zgadzam się też z tym, co napisała Gosia1 - jest czas mobilizacji, kiedy o dojrzaści i odpowiedzialności świadczy umiejętność rezygnacji z nawet największych pragnień. Długość tego okresu jest już, moim zdaniem, umowna, bo różne są dzieci i różnie mamy przeżywają swoje macierzyństwo. Zgadzam się też, że prawo do realizacji swoich potrzeb muszą mieć obie strony: nie tylko mąż, bo pracuje. Nie czuję, że pracuję mniej, bo jestem w domu z dziećmi, choć na pewno mniej niż mamy, które robią wszystko to, co ja i jeszcze pracują zawodowo (chylę czoła). Natomiast chodzi tu o coś innego. Długo myślałam właśnie tak: skoro ja czegoś nie mogę, to ty też nie będziesz tego miał. Dla mojego męża ważne jest przebywanie na łonie natury, i to często w sposób, którego ja nie lubię: kocha włóczyć się po lesie i spać pod gołym niebem. Uwielbia miejsca zapomniane przez Boga i ludzi. Wyprawy do zakątków wręcz dla mnie nieciekawych. Przez 5 lat małżeństwa nie robił nic z tego. Broń Boże nie dopominał się i nie skarżył, ale widziałam, że czegoś mu brak. Siedział przy komputerze i oglądał zdjęcia takich miejsc, do których nigdy bym nie pjechała (nie tylko przez wzgląd na małe dzieci), czytał przewodniki i był coraz bardziej sfrustrowany. Kiedy Ola miała dwa lata po raz pierwszy zaczęliśmy o tym rozmzwiać i zrozumiałam go. Pojechał pierwszy raz - na 7 dni, poza normalnym wspólnym urlopem. I tak jest teraz - tydzień raz na 2 lata (bo w roku, kiedy urodził nam się synek, nie przyszło mu nawet do głowy, by mnie zostawić, choć wiem, że było mu ciężko) plus czasem wypad jednodniowy. Nadal wcale nie lubię kiedy mój mąż wyjeżdża. I nie dlatego zgodziłam się na to, że to mi emocjonalnie odpowiada. Zrozumiałam tylko, że małżeństwo to sztuka kompromisu. Sądzę, że tak naprawdę jest niewiele rzeczy, które dwojgu ludziom w tym samym stopniu odpowiadają. Ale dlaczego ma być tak, jak ja chcę? A co, gdyby mąż zaczął postępować według tej zasady, że mam prawo robić tylko to, co jemu odpowiada? Nawet jeśli tych wyjazdów nie lubię, a wiem, że jemu są potrzebne, zmobilizuję się, choć nie za wszelką cenę. Kiedy zobaczłam twarz męża po pierwszym wyjeździe wiedziałam, że choć nie było mi łatwo, było warto. To, że te rozstania coś mi dają, to ich produkt uboczny, tak jak produktem ubocznym kompromisu jest harmonia. Samego kompromisu nigdy nie lubiłam, bo to wymaga ode mnie rezygnacji z czegoś, oddania pola. Zrozumiałam, że trzymając się zasady, "ja nie mogę to i ty nie będziesz" chciałam męża sobie podporządkować w imę wyniesionej z domu doktryny, że faceci to dzieci, które trzeba wychowywać i trzymać krótko, bo jak nie, to egoiści będą myśleć tylko o sobie. A okazało się inaczej. Mój mąż realizując swoje pasje jest bardziej szczęśliwy, a przez to jest nam lepiej razem. A o to przecież chodzi!!! I nie bez znaczenia jest dla mnie argument zdrowia. Wcześnie straciłam ojca z powodu zawału i chcę, by mój mąż mający siedzący tryb życia w pracy trochę się ruszał, w miarę możliwości robimy to razem, ale gdy nie można, niech choć on dba o siebie, dla dzieci i dla mnie właśnie.Ida.
      • Gość edziecko: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - do Idy i Madzi IP: *.* 28.01.02, 10:11
        Ida - mysle podobnie jak ty.Wypady narciarskie i windsurfingowe mojego męża, to było może 6 weekendów na 8 lat naszego rodzicielstwa. W tym roku wyjeżdżamy wszyscy razem w gory na Wielkanoc i to raczej mąż musiał mnie do tego przekonywać.Madziu - mieszkamy w Warszawie, więc moja wyprawa do teatru to zaledwie kilka godzin, a wyjazd na narty - min. 2 dni, a gdybysmy mieszkali np. w Szczyrku byłoby odwrotnie, ale to problem wyłącznie geograficzny. Twoje dzieci są jeszcze malutkie i nie wiem jakie masz doswiadczenia z wyjazdami z nimi. Dla mnie kazdy wyjazd z dziecmi to przedsięwzięcie rozłożone w czasie - przygotowania, pakowanie ubrań, zabawek, jedzenia, pieluch, na miejscu problemy z aklimatyzacją i zasypianiem w nowym miejscu, potem powrót, rozpakowywanie gratów, pranie itd. Na miejscu cała masa problemów typu: w co ubrać dwulatka na spacer, jeśli jeden kombinezon jest mokry po zabawach na śniegu a drugi właśnie uprałam po upadku w kupę gnoju, albo: co zrobić z obiadem w stołówce, jeśli dzieci właśnie zasnęły itd. Dlatego świadomie zrezygnowałam z tygodnia w górach w zeszłym roku (na tyle było nas stać), bo uznałam, że nie chce mi się ponosić takiego wysiłku fizycznego i psychicznego dla kilku dni, w czasie ktorych tak naprawdę nie skorzystamy z uroków gór i nart. Namówiłam męża, żeby wyjechał bez nas na weekend i choć to może politycznie niepoprawne, byłam zadowolona z tego rozwiązania. A tak wogóle to w naszym trwającym 11 lat małżenstwie były i wyjazdy tylko w dwoje bez dzieci, były Mazury z Anią (a Zosia u dziadków), było wiele wyjazdow w róznych konfiguracjach i zawsze wybieraliśmy ten wariant, który uważalismy za najrozsądniejszy w naszej ówczesnej sytuacji.:hello: Agnieszka
        • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - do Idy i Madzi IP: *.* 28.01.02, 12:22
          Moje dzieci nie są malutkie. Chłopcy skończyli już rok i doskonale wiedzą czy sa w domu czy nie. Dotyczą nas wszystkie problemy z pakowaniem, do twojej listy dodałabym jeszcze dwa łóżeczka turystyczne, dwa materace, nawilżacz powietrza (Adaś nie potrafi bez niego spać).A wyjeżdżamy średnio co 4 - 6 tygodni na tydzień, dwa.Madzia
          • Gość edziecko: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle - do Idy i Madzi IP: *.* 28.01.02, 13:04
            Madziu, widzę, że jesteś dyskutantką niezmordowaną i nie odpuścisz, póki nie przekonasz mnie, ze jednak jestem nieszczęśliwa ;) i na dodatek źle zorganizowana ;).No cóż... Nie ukrywam, że z pewną zazdrością przyjmuję fakt, że są ludzie, ktorzy mają finansowe i czasowe mozliwości tak częstych wyjazdow całą rodziną.A Twoje dzieci SĄ malutkie. W czasie jazdy samochodem nie kłócą sie i nie biją wiaderkami, kiedy mają dosyć, nie musicie zatrzymywać się co chwilę "na siusiu", na spacerze nie uciekają każdy w swoją stronę itd, itd. Myślę, że inaczej będzie wygladała nasza rozmowa, kiedy bedziesz miała w domu dwóch zbuntowanych dwulatków.I to by było na tyle:hello: Agnieszka
            • Gość edziecko: madzia22 o rany IP: *.* 28.01.02, 13:10
              Rzeczywiście uwielbiam dyskutować.Nikogo do niczego nie chcę jednak przekonywać. Każda z nas powinna mieć swoje zdanie. Ja po prostu przedstawiam swoje.Przepraszam, jeśli czasem zbyt napastliwie, ale nie miałam takiego zamiaru.Madzia
      • Gość edziecko: madzia22 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 28.01.02, 12:07
        To co piszesz jest bardzo dojrzałe i mądre.DziękiMadziaP.S. A ja wcale nie uważam, że mamy, które pracują zawodowo pracują więcej czy ciężej niż my w domu. Nasze obowiązki są po prostu zupełnie różne.
      • Gość edziecko: Gosia26 Re: Uboczny "wątek narciarski" czyli o małżeńskim stadle IP: *.* 29.01.02, 01:31
        Dyskusja przybiera powoli spor o wyzszosci Bozego Narodzenia nad siwetami Wielkiej Nocy :)To co najwazniesze zostalo powiedziane ze 30 razy- jesli obie strony sie zgadzaja to OK :) Zazdroszcze moim przyjaciolom, ktorzy zawsze i wszedzie sa razem- i robia tak od lat 10 i dobrze im z tym. Zazroszcze, ale gdy tylko moj maz stara sie zmienic w "dobra zone" jak jego kolega, ktory zmywa i gotuje (a ja tego zazdroszcze) to wytrzymuje tylko na zasadzie odmiany ze dwa dni. po uplywie tego czasu maz w kuchni zaczyna mi przeszkadzac a ciagle chodzenie wszedzie razem- zaczyna mnie meczyc. I to ja na ogol wyjezdzam bez niego- tylko okresy gdy ktores z naszych dzieci jest male sa wyjatkiem...I na narty faceta wywale, chociaz wydam fortune na telefony i on tez, bo tak naprawde zaczynam tesknic wychodzac zdomu, albo gdy on zamyka drzwi :) Ale zima jest raz do roku i wlasnie sie konczy- niech sobie pojezdzi za mnie i za siebie. Gdybysmy pojechali razem- kryzlabym palce z zazdrosci, kombinowalibysmy jak pogodzic pilnowanie dzieci z karmieniem piersia i faktem, ze oboje chcemy pojezdzic jak najdluzej. A tak- on pojezdzi, kondycje podniesie, kolorytu zlapie- a ja poumawiam sie z kolezankami na pogaduchy w mieszkaniu, i pozyje sobie w idealnie babskim stanie. Poza tym, czym jest te kilka dni wobec tych 40 lat, jktore ze soba spedzmy..... conajmniej.....juz mam ochote wyjechac ;)
Pełna wersja