mysia-mysia
20.11.06, 16:54
Moja teściowa traktowała przez całe życie swojego syna jak dziecko drugiego
gatunku. Ma jeszcze córkę.
Smutne to wszystko. Już się chwaliłam kilka razy że niemałż dostał dobrą pracę
(w zawodzie) za granicą. Chyba myślał że mama wreszcie spojrzy na niego
inaczej. Ale jakoś nie, ona potrafi tylko powiedzieć "tylko żebyś sobie tam
poradził jakoś (westchnienie)", albo "tylko mieszkanie jakieś tanie wynajmij
żeby za dużo pieniędzy nie tracić". Ku...a, zwłaszcza to "tracić" jest
budujące. Sama obudowuje sobie dom kolejnymi tarasami i pierdułami ze niedługo
zacznie pałac przypominać i to nie jest tracenie pieniędzy. No ale to
oczywiście jej pieniądze.
Teściowa jest dość majętna i postanowiła obdzielić dzieci pieniążkami swego
czasu. Z tym że to miało być na mieszkanie. My jeszcze mieszkania nie
kupiliśmy i teraz teściowa stwierdza że wszystkie pieniążki będą dla córki, bo
przecież nam niepotrzebne.
Co prawda nawet jakbym ja nie znalazła pracy za granicą to i tak możemy tą
kwotę spokojnie odłożyć w rok, ale niemałż się nieźle wkurzył, bo zawsze
wszystko było dla siostry.
Mimo że on się lepiej uczył to był uznawany za głupszego i nieporadnego. I
chyba zawsze tak będzie.
Ale jak ku...a usłyszę od teściowej jeszcze raz o "traceniu pieniędzy" to
chyba się z nią nieźle pokłócę. Chociaż nigdy nie byłam zwolenniczką kłócenia
się z teściowymi.