Gość edziecko: sikorka
IP: *.*
14.03.02, 13:53
Witajcie,Ogladam fora edziecko.pl wlasciwie od poczatku ich istnienia i bardzo je lubie, przede wszystkim za to, ze spotykaja sie tutaj bardzo fajne osoby, ktore naprawde maja wiele ciekawego do powiedzenia. Tak naprawde to już od dluzszego czasu zbieram sie do napisania czegos od siebie (uwazam, to nie do konca ladnie podgladac kogos, poznawac czyjes poglady, zainteresowania, pasje, a samemu sie nie ujawniac – aczkolwiek Internet daje takie mozliwosci ).Przechodze zatem do sedna sprawy. Chociaz nie mam dzieci, pisze do watku „emama”, bo mój problem wlasnie macierzynstwa dotyczy. Od kilku lat jestem mezatka, razem z mezem tworzymy bardzo zgodny zwiazek ludzi, ktorzy dobrali sie po przejsciach i chcieli miec obok siebie druga bliska osobe. Jest nam ze soba bardzo dobrze – tak mi sie wydaje z mojej strony, a maz mnie o tym zapewnia. Nasza sytuacja finansowa jest dosc dobra, nie mamy wprawdzie wlasnego mieszkania, ale juz niedlugo (mam nadzieje) je kupimy. Tu pewnie wiele dziewczyn westchnie i powie, ze do szczescia brak nam tylko dziecka. No wlasnie.... Nie ma we mnie na to wiele checi. W mojej rodzinie prawie nie bylo dzieci i praktycznie nie mialam codziennych bliskich kontaktow z bardzo malymi dziecmi. Pierwsze 10 lat zycia mojej mlodszej siostry wspominam nieciekawie („ustap, bo mlodsza”, „zabierz siostre ze soba” itp.), ale teraz nasze kontakty sa naprawde bardzo dobre. Przyznam szczerze, ze urodzenie i wychowanie dziecka kojarzy mi sie przede wszystkim z ograniczeniem wolnosci osobistej, abstrahujac juz od fizjologicznego aspektu calej sprawy. I tu caly pies pogrzebany. Z roznych wzgledow wycofalam sie już z mysli o zrobieniu kariery zawodowej, ale moja praca wiaze sie z pewnym stalym poziomem gotowosci i dyspozycyjnosci, a co za tym idzie, stresu. Tak szczerze, to czasami tak sobie dumam, ze gdybym byla w ciazy, moglabym isc na zwolnienie i zrobic wreszcie te wszystkie rzeczy, na które pracujac nie mam ciagle czasu. Poza tym oprocz pracy zajmuje sie tez dzialalnoscia zupelnie innego rodzaju, ktorej niestety nie da sie pogodzic z niemowleciem, a z malym dzieckiem jedynie pod warunkiem, ze ktos sie nim bedzie w tym czasie zajmowac (a obie mamy sa w innych miastach, pozostaje zatem opiekunka) oraz ze ja podejme prace mniej angazujaca czasowo (zeby dziecko znalo mame osobiscie, a nie z opowiadan). Ta moja pozazawodowa dzialanosc jest dla mnie bardzo wazna, pozwala mi sie rozwijac – poza tym bardzo to lubie i naprawde jeszcze nie czuje sie na silach, żeby z niej zrezygnowac. Myslalam, ze chec urodzenia dziecka przychodzi wraz z wiekiem, tyle tu czytam wypowiedzi dziewczyn, ktore juz tyle w zyciu zaznaly emocjonalnie i zawodowo, a teraz tak bardzo chca zostac mamami, a u mnie nic. Trzydziestka mija, a we mnie naprawde wiecej poczucia obowiazku, ze trzeba miec dziecko, niż rzeczywistej ochoty i przekonania do tego. Dodam, ze mój Malzonek jest z tych nieuleczalnych optymistow, którzy zawsze widza same dobre strony roznych sytuacji zyciowych, podczas gdy ja raczej koncentruje sie na minusach. Dla niego dziecko to nie jest jakis monstrualny problem: bedzie stac nas na rozne udogodnienia. Tak naprawde kiedys mi sie przyznal, ze dopiero po dluzszym okresie mojej argumentacji przekonal sie, ze dla mnie dziecko to naprawde powazna zmiana w zyciu. Obawiam sie, ze przez ten swoj optymizm on tak do konca po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy, co to bedzie i jak bardzo nasze zycie sie zmieni. Dla niego to bedzie kolejne wyzwanie – teraz jest mezem, sprawdza sie tez zawodowo (ze swietnym skutkiem zreszta), a potem bedzie ojcem – i po prostu bedzie pracowal, żeby nas utrzymac, bo taka jest kolej rzeczy, roznica naszych dochodow jest zbyt duza, żeby bylo odwrotnie. A ja zostane w domu – nie bede chodzic do pracy i bede zajmowac sie dzieckiem, a przyznam, ze wlasnie jak tu czytam o roznych takich atrakcjach typu ciagly placz, alergie i klopoty zdrowotne, to bynajmniej mnie nie przekonuja stwierdzenia, ze samo dziecko wszystko wynagradza. Może tez i dlatego nie przekonuja, ze do tego zupelnie jeszcze nie dojrzalam, nie doroslam, jakkolwiek by to nazywac.Reasumujac: co zrobic, żeby ta gotowosc do macierzynstwa wynikala z wewnetrznego przekonania, ktore nie bedzie podyktowane poczuciem obowiazku, a czyms innym, uczuciem, checia, pragnieniem, po prostu przeswiadczeniem, ze naprawde sie tego chce? Czy przychodzi to moze podczas ciazy? Czy może ktoras z Was dreczyly tez tego typu pytania?Pozdrawiam Was wszystkie.sroka