Wygarnełam mu

IP: *.* 22.03.02, 23:36
Hm.. No i się stało.. To był jeden z najlepszych naszych tygodni, same czułości i przytulanki, a ja go właśnie zepsułam. Ale czy na pewno ja? De facto miałam dzisiaj jakiś nerwowy dzień i coś się unosiło w powietrzu, ale żebym wyskoczyła aż tak :crazy: Mój Luby jak zawsze wrócił z pracy około 18. Od dwóch dni załatwia jakieś interesy, więc postanowiłam mu w podróżach towarzyszyć :-) Wróciliśmy o 21, może po i on od razu z tekstem jaki to on jest zmęczony. Chyba naładowała mnie ta myśl, nie pozytywnie :-( Zaczęło mi się porządnie zbierać.. On zmęczony, czym? Szkoda, że nie widzi, co ja „wydziwiam” od kilku dni w mieszkaniu. Przemeblowania, wszędzie posprzątane, błysk. Pies wyspacerowany, pranie zrobione.. :-) Cud i miód :-) Ale czy ja mam szanse powiedzieć, że jestem zmęczona? Czym? Przecież to sama przyjemność siedzieć w domu. No i najlepsze jest, że oczywiście nie było ani dziękuję, ani jak ładnie wygląda nowy pokój Kochanie. Tylko, że on jest zmęczony :sarcastic: Wziął kąpiel, przeczekałam. Postanowiłam, że też się po nim wykąpie i zobaczę, czy tknie chociaż te naczynia, które są do umycia. No i oczywiście, że nie. Przecież nawet na to nie wpadł :what: Więc ja ze zmyłam. Wzięłam poduchy i kołdrę i wyemigrowałam do drugiego pokoju. Zdziwienie, dlaczego ja to robię i za co znowu jestem zła. Znowu? :fou: No i się stało wygarnęłam mu, że nie jestem służącą, ani sprzątaczką, praczką i że on tez ma ręce tylko nie umie z nich korzystać. Dogadałam mu, że mój tato pracował na budowie i po pracy pomagał mamie w domu, a on siedzi przy biureczku i wiecznie zmęczony. A on to skwitował – nie będziesz mnie obrażać :what: Morał z tego taki, że go kocham.. bardzo, bo jest naprawdę wspaniały, ale chyba wtedy kiedy on ma na to ochotę i wizję. Czemu mnie nikt nie prosi, kochanie zrób łóżko lub pranie, czemu sama muszę wiedzieć, że należy to zrobić? Hm.. Chyba zaczynam się złościć sama na siebie, za to, że jestem kobietą :crazy: Przecież to nie moja wina, że nią jestem. Czemu nie mogę żyć sobie tak jak faceci. Opierdzielać się i na końcu zapytać, Ty znowu się złościsz, za co? :sol:He.. Nigdy nie myślałam, że coś takiego napiszę, ale wychodzi na to, że się podłamałam :-( Może jakieś małe słowa pocieszenia..? A może kubeł zimnej wody.. Czego kobieto marudzisz? No nie wiem cokolwiek, mam tylko Was :-) Feratu :-)Ps. 1. Chciałabym iść teraz do niego i powiedzieć mu na spokojnie co mnie boli, heh nawet go przeprosić za te "nerwowe" słowa, ale mam znowu tę głupią dumę w sobie..:cry: Aaaa.. Tak go kocham, no i on mnie :-)Ps. 2. Z kalendarzyka wychodzi, że już niedługo przyjedzie do mnie ciocia z Ameryki, więc może to jest jeden z powodów, mojej jakiejś takiej, same wiecie ;-)Hehehe, zaczynam bredzić.. Buziak. Feratu
    • Gość edziecko: Siunia Re: Wygarnełam mu IP: *.* 22.03.02, 23:43
      ...........jakie mamy podobne życie .....:)na mnie nie licz, bo ja dzis myśle o szubienicy- Siunia (która dzis nie pociesza)
      • Gość edziecko: Memento Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 00:05
        I ja sie przyłączam-totalny zyciowy dołek mnie ogarnął-jak to jest wszystkim się wszystko układa,wszyscy są tacy szczęśliwi-a ja jakaś taka lewa.......Aha według mojego męża ja też się czepiam wiecznie.....A on zmęczony.....Dodam że oboje pracujemy na zmiany...Tyle że to ja mam obowiazki......on czasem spełnia moje prośby-i tak to wygląda...ehhh szkoda gadać........
        • Gość edziecko: rudka Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 00:57
          No to ja mam podobnie - czy to jakaś pociecha? Ale jakoś tak nie narzekam, choć czasem i mnie się zbiera. Miły wieczór, kolacyjka, gadu gadu i w pewnym momencie oświadczenie: "no to pora spać, ależ dziś jestem zmęczony". I idzie spać!!!! A ja - nocna zmiana: pranko zdjąć, pranko powiesić, drobne prasowanko, małe sprzątanko, może jeszcze zmywanko podłogi, żeby od rana Anuśka mogła zasuwać po całym domu, och, a czyje to skarpetusie? zaniosę do prania, no to może jeszcze praleczkę na jutro załaduję, Anusia płacze, przewijanko i karmionko; a tu, kto książeczki porozrzucał? o i umywalka znowu pastą zachlapana to jeszcze przemyję. Do interneciku zajrzę, zgłodniałam nieco - to coś i przekąszę; no i przy okazji podleję kwiatki. Jak słodko mężuś pochrapuje - na zdrowie, niech sobie chłop odpocznie, taki strasznie zmęczony, biedactwo! :sleep:Nie wiem, Feratu czy Ci tego zazdrościć, ale ja nie potrafię wygarnąc. Co gorsza nie umiem też poprosić. Taka to głupia ze mnie baba. Czy jest na to jakieś lekarstwo? (nie na głupotę, bo to chyba tylko głowę odciąć, ale na tę nieumiejętność proszenia). Jak mnie tak złość najdzie, to pogryzę się w środku i jakoś przechodzi. Ale zmęczenie jakoś nie chce, uparte. :( Denerwuje mnie to, że faceci po prostu niedostrzegają pewnych oczywistych dla nas spraw, ale na tym pewnie polega różnica między nami. No właśnie, na ile rzucenie skarpetek obok kosza na brudną bieliznę zamiast do niego, jest wyrazem: A). działania świadomie złośliwego (mojego męża akurat nie podejrzewam),B). działania mimowolnego, będącego wykształconym w toku ewolucji sposobem na uniknięcie wysiłku,C). czystym "brakiem pomyślunku",D) zaprzątnięcia umysłu wzniosłymi problemami, wobec których brudne skarpetki są pyłkiem jedynie niegodnym uwagiE). ufnej wiary w działanie sił nadprzyrodzonych (wszak gdziekolwiekby skarpety nie zostały rzucone, znajdą się prędzej czy później uprane i złożone w szufladzie),F). innego, bliżej nieokreślonego tajemniczego powodu.Ktokolwiek zna przyczynę, proszony jest o podzielenie się z szerszym gronem. Może wspólnie dałoby sie coś wymyślić.Biegnę okryć mężusiowi nóżki, bo się rozkopał i zmarznie, biedactwo. Pa pa. :hello: Rudka
          • Gość edziecko: ttt Re: Wygarnełam mu-do rudki IP: *.* 23.03.02, 16:20
            Dzięki za ton Twojego postu- uśmiechnęłam się co ostatnio zdarza mi się jedynie gdy patrzę na mojego synka. :)Może tak trzeba do tego podchodzić? :what:Ale do takiej mądrości życiowej trzeba dorosnąć.Misiek- jeszcze niedorośnięty :bounce:PS. A co do skarpetek to u mnie też nie nie chcą same zawędrować do pralki :fou:
    • Gość edziecko: tygrys Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 00:26
      Feratu, chciałabym Cię jakoś pocieszyć, ale jedyne co mogę zrobić to "połączyć się z Tobą w bólu"...Mój szanowny małżonek też wraca z pracy strasznie zmęczony, obiad muszę mu podać, bo "przecież tak powinno być", po czym .....siada do komputera. Dzieckiem zajmie się, owszem ale na wyraźną prośbę, inaczej odgania się jak od natrętnej muchy. Żeby chociaż sprzątał po sobie...Czasami czuję się jakbym miała w domu dwoje dzieci, przy czym to starsze jest o wiele bardziej kłopotliwe. Ja oczywiście "się czepiam, nic nie robię całymi dniami tylko seriale oglądam, chciałabym księcia z bajki itd", więcej opinii nie przytoczę, bo za bardzo mnie bolą. W weekendy natomiast Pan musi odpocząć po ciężkim tygodniu pracy, ja nie muszę...Postanowiłam wrócić podwóch latach urlopu do pracy, bo potrzebne nam pieniądze (sam mi przyznał rację) i co usłyszałam po kilku dniach ? - że kariery mi się zachciewa i że to dla mnie ważniejsze od dziecka...To tak strasznie boli, że nawet teraz siedzę i wyję. Chociaż z drugiej strony wydaje mi się, że pozostawiona sama z tym wszystkim staję się silniejsza i zaczynam wierzyć w siebie. Ale dopiero zaczynam...Może to głupie, ale myśl, że "nie ja jedna" trochę podnosi mnie na duchu.
      • Gość edziecko: lidka Re: Wygarnełam mu IP: *.* 24.03.02, 08:18
        ...kasiu wszystko co napisałaś jest o mnie, tak więc już nic nie muszę dodawać. Dzięki.Feratu łączę się z Tobą. Rad nie mam, bo sama sobie z tym nie radzę.Lidka
    • Gość edziecko: EwG Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 09:05
      Ja mam dość ciekawy układ z mężem. Dopasowaliśmy swoje prace tak, że by jak najrzadziej przychodził ktoś inny do pomocy przy naszym 2,2 letnim synku. Kiedy ja jestem w pracy, mój mąż robi za gospodynię domową (nawet czasem nieźle mu wychodzi): gotuje, sprząta, pierze, prasuje itp. (może nie tak super super, ale spoko dla mnie wystarczy).Czasami cieszę się, że wszystkie soboty jestem w pracy, bo nie muszę sprzątać.........................Gdy przychodzę po pracy zmęczona całodniowym gadaniem (jestem nauczycielem) już prawie wszystko jest ok, obiadek (trochę spóźniony) jest ciepły, dziecko nakarmione i zadowolone, że przyszła mama.Ewa mama MichałaPS. No może nie zawsze jest tak różowo.
      • Gość edziecko: Kreska Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 11:38
        Mój mąż po ślubie wykazywał naprawdę dużo chęci i ochoty do pomocy, ale z czasem jakos cię to rozmyło. Ja wtedy pracowałam (bo do dzidzi było jeszcze daleko0 i póxno wracałam do domu, bo pracę kończyłam o 19.00 i pracowałam w soboty. No i któregoś razu się wściekłam (bo delikatne prośby o to, żeby Pan Mąż sobie np. skarpetki uprał - W PRALCE, nie ręcznie - nie skutkowały) i przez kilka dni prałam tylko swoje rzeczy, nie sprzątałam w ogóle, nie zmywałam. Efekt? "Skarbie, co dziś na kolację?" (ja zjadłam cos tuż przed wyjściem z pracy) - "co chcesz - ja nie jestem głodna" i dalej czytam ksiązke. Po pół godzinie mąż zdesperowany poszedł coś sobie zrobić. Nie miał na czym zjeść, bo cała nasza niewielka ilość talerzy czekała na zmycie. Na stole - za przeproszeniem bajzel, wiec jadł siedząc obok mnie na łóżku. A rano nie było skarpetek do założenia. Czyste były tylko spodnie i letnie koszulki (a była zima). jaśnie pan docenił, to co robię w domu i pomaga do dziś. A jak się zapomni, to zamawiam sobie pracochłonną kolację podstawioną pod nos. Mam nadzieję, że syna uda nam się wychować tak, aby żona nie musiała się uciekać do takich sposobów...Jeśli mąż zarzuca, że się w domu NIC nie robi, to naprawdę radzę przez parę dni NIC nie robić - poza opieką nad szkrabem, oczywiście :)Pozdrawiam wszystkie strasznie zapracowane Mamy i Żony i życzę, żeby mężom spadły łuski z oczu.
    • Gość edziecko: Sabina Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 14:29
      TAk niestety chyba mamusie wychowały swoich ukochanych syneczków, że teraz musimy cierpieć.My oboje studiujemy na tym samym kierunku, nie pracujemy. Czyli obowiązki szkolne te same. A poza tym ja sprzątałam, prałam, zmywałam, prasowałam, zajmowałam się dzieckiem itd....Trwało to dosyć długo, dławiłam to w sobie.No i kiedyś doznałam olśninia, zajażyłam że mnie ktoś wykorzystuje, albo to ja daję się wykorzystywać.No i teraz po wielkiej ilości kłótń, mój luby przewaznie gotuje, bo ja nie umieć. Albo nie jemy.Zajmuje się praniem, jak mu przygotuje rzeczy do prania.No i pozmywa.A przeważnie to u nas nieziemski bałagan, bo on twierdzi że nie chce mu się sprzątać to posprząta póżniej, a ja próbuje robić tylko minimum. Bo czemu jak mi przeszkadza bałagan to mam sprzątać. Bo jemu chyba nigdy nie przeszkadza.Jak już coś robię to go za uszy i do roboty.
    • Gość edziecko: gutki Re: Wygarnełam mu (plus moj prywatny konkurs) IP: *.* 23.03.02, 14:49
      O Boze, jak mnie pocieszylassmile !!!!!!Ja wlasnie wczoraj po poludniu rzucilam w mojego meza ledwie napoczetym kefirem. I poprawilam (w podloge)zaroodporna miseczka. Pieknie sie stlukla!!! Po czym wyglosilam krotka a tresciwa przemowe, ze zadam stosownego traktowania, a jak nie, to zwroce mu wolnosc, zostanie kawalerem z dzieckiem, a ja sobie pojde w swiat. Detonatorem tej pieknej sceny byl fakt, ze moj maz potknal sie o stoleczek w kuchni i wykrzyknal, ze albo sie nauczymy nie zostawiac go na srodku drogi, albo go wyrzuci.I miedzy nami mowiac, w sprawie stoleczka mial racje... Tylko ze byla to kropla przepelniajaca czare goryczy - ostatnio nie ukladalo sie najlepiej, ja w 8 miesiacu ciazy, maz w panice, jak damy rade finansowo i co bedzie, jesli wyrzuca go z pracy (moim zdaniem to absurdalne rozmyslania, bo na razie jakos sie na to nie zanosi - no, ale on przewidywal recesje juz od 3 lat - tyle ze nic z tego nie wyniklo, zamiast odlozyc na czarna godzine kupil samochod, ktorego nienawidze, bo ciagle sie psuje i jest prawdziwa skarbonka) - popadl w pracoholizm, co sie niestety nie przeklada na wzrost dochodow, ale za to z zyciem rodzinnym zrobilo sie nam tak, jak w poscie "Malzenstwo XXI wieku (nota bene, jak mu dalam do przeczytania, to sie obrazil, ze jakies aluzje mu robie), tesciowa wtracajac sie w najlepszych skadinad intencjach dolewa tylko oliwy do ognia etc, etc....Po calonocnych przemysleniach (w pokoju dziecinnym) wstalam z wizja naszego rozwodu, zaleewajac sie co rusz lzami na wizje mojego zmarnowanego zycia, zmarnowanego zycia naszych dzieci, ktore nie beda mialy okazji zaznac rodzinnego ciepla, i w ogole na wszelki mozliwy temat (np. reklamowka "Slonika Dumbo").Wyciagnieta rano galazke oliwna odrzucilam, zyczac sobie powaznej rozmowy ("chce dla swietego spokoju zalagodzic sytuacje, ale tak latwo sie nie wymiga"). Wreszcie odbylismy jakas namiastke rozmowy, a kiedy zaczelam go wysylac do mamusi, rozbroil mnie stwierdzeniem, ze sie nie wyprowadzi, bo mnie kocha. No i poryczalam sie jak glupia w pocieszycielskich ramionach, potem zmyl naczynia i poszlismy na pierwszy od wielu tygodni rodzinny spacer... Czy naprawde trzeba takich koszmarnych wybrykow zony, zeby osiagnac to, co powinno byc standardem????Mam dokladnie takie same odczucia jak Feratu - ze zona scielaca lozko to zjawisko mniej rzucajace sie w oczy niz zmiana pogody za oknem, za to jak maz z wlasnej woli zrobi cokolwiek, to naleza mu sie co najmniej wyrazy zachwytu (a zrobienie "nie z wlasnej woli" tez wymaga odpowiednich zabiegow).Jest oczywiscie gromadka szczesciar, ktore trafily na mezow chetnych do pomocy i uwazajacych, ze podzial obowiazkow to cos normalnego, a nie teren nieustajacych przepychanek. (Ja w pierwszych latach malzenstwa bylam ponad to, efekt - to na mnie spadlo w praktyce cale prowadzenie domu.)Gdyby nie lektura postow na e-dziecku, chyba uwierzylabym w postawiony mi wiele lat temu horoskop, ze "nie mam szczescia do mezczyzn". A tak - postanowilam nie popadac w fatalizm, tylko jeszcze probowac cos zrobic. Tylko co? Terapia malzenska? A czy ktoras z was przeszla przez cos takiego? (mam na mysli pomoc psychologa w rozwiazywaniu konfliktow w rodzinie). Jesli tak, NAPISZCIE, Prosze!Aha, jeszcze jedno: postanowilam prowadzic krucjate jezykowo-wyzwolencza przeciwko terminom "urlop macierzynski" i "urlop wychowawczy". Od jakiegos czasu noz mi sie w kieszeni otwiera, kiedy slysze te nazwy. 99% mezczyzn (i kobiet, ktore nie mialy dziecka) reaguje standartowo na slowo "urlop". Nie potrzebuje chyba rozwijac tematu, wiecie, o co mi chodzi. Wiec moze maly konkurs na inna nazwe: delegacja do pracy przy dziecku, staz wychowawczy...??? Cokolwiek, co choc odrobine mowiloby o tym, jak wyglada zycie domniemanej "urlopowiczki". (Albo, prosze bardzo, niech pobyt ojca w biurze nazywa sie "wakacjami biurowymi".)Uff, ulzylo mi. Zaraz poczytam sobie dalsze posty w tym watku i mam nadzieje, ze humor mi sie jeszcze bardziej poprawi. Buziaczki dla Feratu, dzieki tobie nie czuje sie tak samotna i tak zolzowata ;)
    • Gość edziecko: ttt Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 15:26
      Hej dziewczyny!Postanowiłam więcej nikomu się nie skarżyć ale mnie jakoś pobudziłyście.8 marca (dodam br) urodziłam synka :love: - cięcie cesarkie.Po 5 dniach wróciłam do domu i owszem było wysprzątane itd ale o zakupach tatuś nie pomyslał- myślał, że może ja skoczę do sklepu i zdziwił się, że nie chceę wsiadać do samochodu. Ale może to bezmyślność- bo ja się nie skarżyłam, że mnie boli tylko czułam sie taka szczęśliwa itd. :hap:Kolejne dni pomimo deklarowanych chęci pomocy de facto wszystko robiłam sama- poza opieką nad dzieckiem- na szczęście maluszek nie jest zbyt absorbujący- jeszcze pranie- codziennie bo i ubranka i pieluchy, jedzenie- gotuję nawet obiady- dla siebie więc i dla niego- lekkie sprzątanie itd.Raz zdarzyło mu się nastawić zmywarkę, prania nie powiesił ani nie przyniósł z suszarni, nie wspomnę już o prasowaniu.Zakupy robi- choć gdy tylko ja pierwszy raz pojechałam do sklepu- 10 doba po porodzie to stwierdza, że przecież ja lepiej wiem co kupić.:fou:I to wszystko przy jednoczesnych deklaracjach, że chce mi pomagać we wszystkim- ale to ja go do niczego nie dopuszczam i ze wszystkim sobie super radzę. Dziwi się, o co się czepiam :what: przecież to on jest pokrzywdzony- a ja starałam się okazywać mu, że jest dla mnie ważny nawet ważniejszy niż przedtem, przytulałam się do niego, mówiłam jaki był wspaniały gdy był ze mną w szpitalu przy porodzie ( 6 godzin porodu przed cięciem), że nadal jest dla mnie bardzo podniecającym mężczyzną.Wygarnęłam mu, to wszystko i jeszcze że mi nie pomaga zwłaszcza psychicznie, że mnie traktuje jak obcą, bez uczucia( w szpitalu przytulił mnie raz gdy go o to usilnie prosiłam), gdy przy okazji powiedziałam o kilku niewyjaśnionych sprawach o które kłóciliśmy się jeszcze gdy byłam w ciąży to usłyszałam, że nie potrzebuję faceta tylko psychiatry, że nie mozna zwalać mojego zachowania na hormony w ciąży i po porodzie tylko na mój wredny charakterek i że nie mogę się spodziewać uczucia jeżeli ciągle go atakuję i oskarżam i że ciągłym czepianiem się rozwalam nasz związek :gun:Miłe co?! W momencie gdy powinniśmy z naszym synkiem przeżywac najpiękniejsze chwile w życiu!!!!! I ja przeżywam- szkoda, że sama. :(A tak na marginesie ma zwolnienie żeby się mną opiekować a wykorzystuje ten czas żeby popracowac przy komputerze.MisiekPS. Jeszcze jedno - po operacji pomagał przenosić mnie nałóżko i wtedy zobaczył mnie nagą po raz pierwszy o jakiegoś czasu- i powiedział, że nie wiedział, że jestem taka gruba- to podobno było żartobliwe- a mnie się zachciało wyć :cry:PS2.Wiem, ze to mój błąd bo powinnam od pierwszego dnia w domu leżeć i pracowac jedynie palcem wskazującym- ale ja tak nie potrafię a na dodatek byłam w bardzo dobrzej formie...... fizycznie bo psychicznie sie rozsypałam :sweat:
      • Gość edziecko: dorcia:)) Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 21:51
        Popłakałam sie czytając Twój post Misiek....Nie wiem co powiedzieć, naprawde.... Jest mi po prostu przykro dziewczyny... Zreszta miałam takiego doła tysiące razy.. Tylko zawsze zaciskam zęby...i nic nie mówię bo nie wiem czy by dotarło!!!! Czasami mam po prostu dosyć tego wszystkiego , rzucić to i wyjśc i nie wrócić.Czasami zazdrosze samotnym matkom - bo przynajmniej zajmuja sie tylko swoim maleńswem a tu tez trzema zajmować sie swoim mężem - duzym dzieckiem (przy którym jest wiecej roboty - np. bo trzeba ugotowac a dziecku wystarczy cycuch).Oj nie chce mi sie gadać na ten temat... :(- temat rzeka :(
    • Gość edziecko: agnes Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 16:07
      A ja to jestem szczęściara. Męża mam....... mmmmmmmmm, chłop kochany, miły, mądry i robotny. Jesteśmy 11 lat po ślubie, a ja chyba tylko raz myłam okna - i to nie sama, tylko mu pomagałam. A do tego domator, uwielbia dom, i co tu dużo gadać, rodzinę. Jeno wstawać rano nie chce, skubany. Ale co tam, będę wielkoduszna i mu wybaczę.jaga
      • Gość edziecko: maminka Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 21:02
        Gratulacje! - to był wybór. Ale innych też można "wychować".
    • Gość edziecko: Monika_W Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 21:53
      hmmmmmi w ten sposob same pracujemy na opinie rozhisteryzowanych kobiet, ktorym nie wiadomo o co chodzi .... :(po przeczytaniu Waszych postow najbardziej uderzylo mnie w nich to, ze Wasi mezowie powinni (!) sie domyslec (!!) i zrobic to czy tamto w domu.Nie widzicie tego, ze jesli same do tej pory chcialyscie byc wzorowa zona, matka, gosposia, kucharka, sprzataczka, skoro tylko Wy jestescie w stanie cos zrobic naprawde porzadnie (!!) to drugiej osobie nawet nie chce sie pomyslec, zeby cos zrobic bo i tak zrobia to zle ?I co ? Przytloczone codziennymi obowiazkami, w pewnym momencie mowicie "basta - ty tez cos zrob w tym domu" a facet wytrzeszcza oczy - wszak zostal przyzwyczajony do tego, ze praca w domu to Wasze ulubione zajecie, do ktorego on ma sie nie wtracac wiec skad ta nagla zmiana ? Moze zanim zaczniecie opieprzac swoich mezow, narzekac jacy sa wyrodni, warto spojrzec na sytuacje z innej strony ?
      • Gość edziecko: tygrys Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 22:22
        Moniko, mam wrażenie że masz męża - chodzący ideał :)A z tym domyślaniem się i opieprzaniem bez przyczyny to chyba trochę przesadziłaś...Ja już od dawna nie oczekuję, że mojego męża nagle "oświeci" i że sam będzie się domyślał co ma zrobić. Ja po prostu mam już dość jego wiecznego "nie w tej chwili, zaraz, jutro, teraz nie mogę" itd. A kończy się na tym, że następnego dnia robię sama, bo zapomniał. A jak się uprę i przychodzę co chwila to w końcu się dowiaduję, że "jestem upierdliwa i że mu nerwową atmosferę w domu stwarzam". I wcale go nie przyzwyczajałam do tego, że wszystko robię sama, walczę z tym od początku, ale to jest jak walka z wiatrakami...I jeszcze jedno, nigdy nie powiedziałam swojemu mężowi, że "ja to zrobię lepiej" albo że czegoś nie potrafi, nawet jeśli tak myślałam...
        • Gość edziecko: Monika_W Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 22:41
          ideal ? hmmmmm moze inaczej .... nie znam lepszego :lol:jestesmy razem od 11 lat i bardzo oboje pracujemy nad naszym zwiazkiem .......
          • Gość edziecko: tygrys Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 23:14
            Może i ja tak powiem o swoim za 9 lat jeśli wcześniej się nie pozabijamy :)
            • Gość edziecko: feratu Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 23:28
              Hey, to znowu ja.. Chciałam Wam podziękować za odzew. Wiem, że zawsze można na Was kochane liczyć i tak było także tym razem. Nie miałam okazji napisać nic więcej od tamtej wczorajszej przeprawy, więc teraz nadrabiam :-) Hm.. Wszystko skończyło się, że tak powiem bardzo pozytywnie. Po jakiś 20 minutach od wysłania mojego postu zjawiał się u mnie w pokoju mój Luby i przeprosił. Zaproponował wspólne obejrzenie filmu, pośmialiśmy się trochę i to chyba pomogło nam zdrowo podejść do problemu. Przegadaliśmy 3 godziny i wyjaśniliśmy sobie wiele. Kwestie obowiązków chyba także. Tak więc wróciłam z nim do wspólnego wyrka i było bardzo przyjemnie... :crazy: A on wyjątkowo się starał.. :hap: Heh.. No, a dzisiaj mnie bardzo, bardzo zaskoczył... Po tym jak postanowiłam nic nie robić, no bo przecież nic nie robię tylko w domu odpoczywam, mój Luby zrobił po pracy furorę. Przygotował obiad, wyprowadził psa na długi spacer, pomył gary :D Posprzątał w łazience i zrobił pranie. A co więcej ja jestem teraz przed kompem, a on coś sprząta w kuchni :ouch: I to z własnej woli :crazy: Czyli może nie potrzebnie wczoraj tak wybuchłam, wystarczyło mu na spokojnie powiedzieć, chociaż z drugiej strony jak czasami mówię mu coś spokojnie, to on tak samo spokojnie to przyjmuję – po 2 minutach nie pamięta o co mi chodziło :-) Więc nawrzeszczałam i jest tak jak chcę. To naprawdę wspaniały facet i obawiam się, że może chwilami to właśnie ja go wypieściłam i rozleniwiłam :sol: Jeszcze raz dziękuję.. Mam nadzięję, że Wam też się uda z „gadami” dojść do porozumienia :-) Feratu :-)
              • Gość edziecko: feratu Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 23:42
                Aha.. Co do postu Moniki W, to po dłuższej analizie muszę przyznać, że jest w jej słowach trochę racji :-( To prawda, że czasami bierzemy na początku na swoje ramiona bardzo dużo, z czasem to nam zaczyna doskwierać, a facet nie rozumie o co nam chodzi, przecież tak świetnie się w tym spełniamy :what: No i nasza niemówność (jest taki wyraz?). Ja też jestem z takich co lubią jak się facet domyśla.. Hm.. Niestety mu to nie wychodzi, bo on lubi kawę na ławę :-( To są te sprzeczne natury hihihi. Tylko, że jest też druga strona medalu.. Otóż mi nikt nie mówi, posprzątaj - po prostu jak jest brudno to to robię! Wypierz - jak jest pełna pralka to nastawiam pranie! Pozmywaj – jak są brudne naczynia, to przecież sama się nie umyją, więc to robię! Natomiast rzadko się zdarza, że facet tez tak robi. Jego trzeba po prosić, nakazać, sama nie wiem co, ani z czego to wynika. Myślę, że po prostu z tej innej natury i braku wyobraźni oraz jak moja koleżanka mówi – jakich wychowamy synów, takich będą miały mężów. No, a mojemu Lubemu całe życie mama podtykała, a potem dziewczyna, z którą mieszkał, a ja nagle śmiem wymagać :what: Hehehe. Przemyślcie to sobie. Buziaki. Feratu :-) Już mi o niebo lepiej, a moja chata to jak niebo.. Jaki błysk – szok :ouch:
    • Gość edziecko: Marlena Re: Wygarnełam mu IP: *.* 23.03.02, 23:59
      No właśnie czemu te skarpetki takie głupie nie trafiaja same do kosza? Czemu mężuś pochrapuje słodko a ja czekam na koniec trzeciego prania (zostaw powiesi sie rano)?Czemu jestem taką okropna zrzędzącą babą, która sama jest na siebie wkurzona? A może Feratu dobrze że wygarnełaś, może terapia wstrzasowa zadziała lepiej niż:a)duszenie żalu w sobie(Rudka nie polecam, ja przypłaciłam to nerwica)b)zrzędzenie(obrzydliwy babiszon)A wiecie co mnie najgorzej wkurza- stereotypy.Te wszystkie reklamy zatroskanych pań domu nad brudnymi za przeproszeniem gaciami mężusia, synusia itp; te głupie podziały na zabawki dla dziewczynek(piękne żelazka, odkurzacze, kuchenki itp) i chłopców.I to że wszyscy uważają że tak powinno być...O kurcze chyba staję sie feministką, a jakby tak partię kobiet założyć hehe-50% głosów nasze.Pozdrawiam
      • Gość edziecko:  Dorka Re: Wygarnełam mu IP: *.* 24.03.02, 17:58
        Zrzędzenie to najgorsze , co możemy zrobić. Facet nie dość, że nie wie, o co nam chodzi, to denerwuje go to nasze "jodłowanie" - na pewno nie będzie chciał dyskutować z "zrzędliwą babą".Moja niedoszła teściowa często mi powtarzała: "Naginaj gałązkę póki młoda", "Męża trzeba sobie wychować".Myśłę, że błąd popełniamy na początku - bezrozumnie zakochane chcemy Panu nieba przychylić i podtykamy mu pod nos smakołyki, sprzątamy, by było miło itd. Dopiero, gdy liczba obowiązków, które na siebie wzięłyśmy, nas przygniecie i myślimy o tym, by część przekazać facetowi, on się dziwi - o co nam chodzi? Przecież dotychczas było o.k.?Mnie się udało nakłonić męża do udzielania się w domu. NIe lata , co prawda, z miotełką do kurzu, ale pranie rozwiesić pomoże, odkurzy, śmieci wyrzuci, a od święta pozmywa naczynia ;-) Dorka m. Eleonory i Marceliny
    • Gość edziecko: ttt Re: Wygarnełam mu IP: *.* 24.03.02, 12:29
      Będzie w punktach1. Feratu- cieszę się, że jakos się dogadałaś z "gadem" :)2. Monika- życzę, żeby dalej było tak dobrze u Ciebie :)3. Wczoraj wieczorem po powrocie z pracy mój facet nawet z własnej inicjatywy przyniósł mi pampersy i zaproponował, czy nie zrobić mi czegoś do picia lub jedzenia :ouch:- jedna jaskółka wiosny nie czyni ale może coś dotarło 4. Tak na marginesie prace domowe nigdy nie były moim ulubionym zajęciem a on umie wszystko zrobić i gdy był sam to robił- ale lubi być obsługiwany :O5. Sorry że się wam wyżaliłam w poprzednim poście ale miałam kryzys- ostatecznie w tym okresie mam do tego prawo i mam również prawo wymagać szczególnych względów- trudno możecie mnie uznać za egoistkę :sarcastic:Misiek
    • Gość edziecko: Monika_W Re: Wygarnełam mu IP: *.* 24.03.02, 13:33
      hmmm to jakies fatum, za kazdym razem jak pochwale sie na forum, to zaraz cos zazgrzyta ....... :) ale nie o tym ....m.in. moja/nasza metoda jest "odpuszczenie" sobie wielu tematow - poniekad bylo to wymuszone naszym trybem zycia - praca od rana do wieczora i co ? lapac sie za pranie, sprzatnie i gotowanie czy tez usiasc chwile razem i pogadac o tym co bylo w pracy czy o czymkolwiek przy piwie/lampce wina ?jak Julitka przyszla na swiat to wszystko sie zmienilo, cala nasza symbioza legla w gruzach i jak na razie od prawie 9. miesiecy probujemy zbudowac nowy swiat :))))))ja akurat wyszlam z zalozenia, ze pranie moze poczekac do rana w pralce - ba ! moze tam polezec nawet caly dzien - a jak polezy za dlugo np. 2 dni to wlacze jeszcze raz plukanie i tez bedzie ok. :))))))wielkie porzadki robione sa raz w tygodniu, przychodzi bardzo sympatyczna dziewczyna, ktora bierze naprawde niewiele pieniedzy a odciaza mnie w znaczy sposob - dzieki temu siedzac z dzieckiem w domu staralam sie nie czuc jak "matka Polka: :))))co do domyslania sie - niestety nie slychac na zewnatrz tego czego chcemy od naszego partnera i nic na to nie poradzimy .... a ze skarpetki same nie wskakuja do kosza/pralki to chyba tak naprawde pretensja do cywilizacji jako takiej z takim a nie innym podzialem rol - cale szczescie, ze je mozna zmienic (role) lub modyfikowac ale pod warunkiem, ze sie bedzie artykulowac swoje potrzeby/oczekiwania itp.I bynajmniej to nie jest tak, ze moje malzenstwo jest plawieniem sie w ogolnej szczesliwosci - nie taki byl moj zamiar, raczej chcialam powiedziec, ze tak naprawde czasami jestesmy sobie same winne i ze jesli obydwie osoby (!) nie beda nieustannie pracowac nad swoim zwiazkiem to nic sie samo nie zrobi (tylko nie mylic z proba zmieniania partnera - bo to nie wrozy dobrze na przyszlosc :))))Swoja droga bardzo polecam Wam niewielka ksiazeczke A. Samsona pt. Jak przetrwac w malzenstwie - ja akurat kupilam ja na www.merlin.pl. Ja akurat bardzo lubie Samsona a jego tok rozumowania jest mi bardzo bliski wiec chetnym polecam .......pozdrawiam Was serdecznie
Pełna wersja