Gość edziecko: maggie28
IP: *.*
26.04.02, 11:38
Witajcie, jakoś tak się ostatnio składa, ze non stop "wpadam" na forum na posty dotyczące mężczyzn - a dokładnie ich krytykę. Niektóre są wstrząsające. Wyłania się z nich postać mężczyzny brutala, skąpca, niechluja (przepraszam za wyrażenie) który żonę traktuje jak służącą (o ile nie gorzej). Czy stanowią oni większość? Mój mąż, w porównaniu z tymi opisywanymi przez Was, to prawie anioł - no prawie bo nie przejmuje się zbytnio sprawami domowymi (niepowieszone karnisze, lustro, obiecał myć naczynia i na obietnicach się skończyło) i często ten diabeł-komputer (gry samochodowe) interesują go bardziej od nas. Mówi, że musi odpocząć i zrelaksować się po pracy. No dobrze, ale ja też muszę - tylko on pracuje 8 godzin a ja 24 nadobę (3,5-miesięczna córeczka). Ale też trafia mnie czasami jego stosunek do świata i do nas (po prostu czysty egoizm, nieprawdaż?). To prawda, że wozi nas na wszystkie badania, wizyty u lekarzy, załatwia (często tak z paru tygodniowym opóźnieniem) wszystkie sprawy urzędowe, bankowe itd., robi zakupy (w czasie przerw w pracy) jest dla nas bardzo miły i kochany. Więc w zasadzie nie mam powodów do narzekań ale czasami chce mi się płakać. Kochane emamy - a jak jest u Was? Czy ja się czepiam, czy to jest po prostu stan normalny a ja mam fanaberie? Może to mnie trzeba walnąć młotkiem po głowie?

.PozdrawiamDominika