Gość edziecko: Kamila
IP: *.*
02.05.02, 21:34
Niedawno odbylam podroz samolotem z wtedy 4,5 m-cznym dziecieciem. Strasznie obawialam sie lotu z takim maluszkiem, ale prawde powiedziawszy Olus gorzej zniosl podroz autobusem do Warszawy, niz lot samolotem.Do samych schodow samolotu dzidzius byl w wozku (i nie zadnym specjalnym do przewozu jako bagaz podreczny tylko Graco Voyager), pozniej wozkiem zaopiekowaly sie stewardessy.Podczas startu i ladowania Olek siedzial u mnie na kolanach, a ja go zabawialam czytaniem jego ksiazeczek oraz spiewaniem mu do uszka. W pogotowiu mialam przygotowana butelke z mleczkiem, gdyby sie okazalo, ze zmiana cisnienia powoduje bol.Oleczek nawet chyba nie zauwazyl ze wystartowalismy, ale wymagalo to ode mnie tego, zeby samej nie zaczac sie stresowac i zeby dzidzius nie wyczul mojego nastroju.Gorzej bylo w czasie samego lotu gdyz Olek jest jeszcze malutki i nie lubi zbytnio siedziec na kolanach. Krecil sie, wyrywal, na szczescie po godzinie takich zmagan, padl ze zmeczenia i druga czesc drogi przespal.Dla niego nie bylo to zbyt stresujace za to ja bylam wykonczona.Pozdrawiam przyszle podrozniczki z malymi dzidziusiamiKamila