Gość edziecko: RybkaKasia Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 07:04 Hej 13 miesięcy to jeszcze bardzo mało, Nasz Dominik ma 5 lat i dopiero teraz zaczęliśmy starać się o następne dziecko, może po prostu zaczekaj narazie z tą decyzją.. A jeśli chodzi o finanse to u Nas one nie mają żadnego znaczenia, zaznaczam, że to tylko Nasze zdanie, Mąż powiedział, że dziecko w Naszym domu to nie jest szafa, której nie ma gdzie postawić więc jej nie kupimy, bardzo chcemy mieć maluszka, a ja niestety nie bardzo mogę donosić ciążę, już poroniłam....itd.itp.W pełni podzielam zdanie Gosi 26, dzieci to fantastyczny napęd, motor do działania, motywacja do więkrzych wysiłków..Wsłuchaj się w Siebie i zadecyduj, to przecież zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Teraz mamy przejściowe kłopoty finansowe ponieważ w firmie męża nastąpił wybuch i osoba najważniejsza, szew, zginął, nie wiadomo co będzie z pracą, nie wiadomo jak potoczą się sprawy, a mimo to mój Mąż wczoraj znowu się postarał.Tak to jest, każdy ma inne podejście do życia Jacek powiedział, że zrobi wszystko żeby naszej rodzince było dobrze, i że te przejściowe problemy nie przeszkodzą Nam w powiękrzeniu rodziny, czego tak bardzo pragniemy Zaznaczam, że to wszystko to tylko moje prywatne zdanie Pozdrawiam i życzę powodzenia.....Kaśka > Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: lionka Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 07:16 Kochane Dziewczynki!!!! Strasznie mocno Wam dziękuję.... Wasze wypowiedzi bardzo mnie przekonały do posiadania drugiego dziecka. Choć tak jak kilka z Was też boje się w jaki sposób pomieszczę w sercu miłość do drugiego dziecka...... Chciałabym wam wyjaśnić jedną rzecz.... Moja sytuacja jest naprawdę taka jak opisywałam wyżej... Siedziba firmy w której pracuję przeniosła się dalej więc rodzice pomogli nam kupić samochód... Stąd post z zapytaniem o jakość danej marki samochodu i następny który ujawniał na jaki samochód się zdecydowałam....Bez samochodu nie mogłabym dojechać do pracy.... Piszę to dlatego żeby żadna z Was nie poczuła sie oszukana... że niby tak się rozprawiam nad naszą sytuacją finansową a tu sobie kupuję samochód..... Jeszcze raz powtarzam że na ten samochód pieniądze dali nam rodzice.... Mam nadzieję że mnie zrozumiecie i nie pomyślicie o mnie jako o mało poważnej osobie.... Możecie teraz stwierdzić że skoro mamy takie oparcie (finansowe) w rodzicach to nad czym tu się zastanawiać... Macie racje... ale ja chciałabym żebyśmy wreszcze stanęli na własnych nogach i sami mogli zadbać o własną rodzinę... Nie wyobrażam sobie całe zycie prosić o jedzenie dla dzieci....Może jestem pesymistką ale chyba jeszcze poczekam na właściwy moment.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: Marta_23 Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 07:31 Kochana lionko Doskonale Cię rozumiem. My (ja, mąż i Mateuszek) mieszkamy w mieszkanku, które "odziedziczyłam" po rodzicach, gdy przeprowadzili się do domku. Samochód, którym jeździmy również w dużej mierze zawdzięczamy rodzicom (gdyby nie auto nie mielibyśmy możliwości odwiedzania ich, a ja nie miałabym za bardzo jak dojeżdżać do pracy - mam aż 35 km).Nasza sytuacja materialna nie jest jednak dobra (ja zarabiam niewiele ponad 1000 zł, co po opłaceniu rachunków i doliczeniu wydatków na benzynę na dojazd do pracy daje praktycznie nic). Mąż również nie zarabia kokosów, ale jak na razie radzimy sobie bez pomocy ze strony rodziców. Zdecydowaliśmy się właśnie na drugie Maleństwo. Rozważając wszystkie aspekty, ten materialny też braliśmy pod uwagę i oto co nam wyszło. Posiadanie drugiego Słoneczka jest tańsze teraz niż za parę lat (to strasznie brzmi takie wyliczanie ale chciałabym Ci to przekazać). Teraz mamy wszystko - ubranka, zabawki, wózek, butelki, rózne akcesoria typu termometr itp. Dodatkowo potrzeba będzie tylko kupować mniejsze pieluchy i pewnie mleko dla mniejszych dzieci (Mateuszka nie karmiłam piersią). A z większych wydatków tylko łóżeczko. Też liczę się z tym, że może kiedyś zabraknąć pieniędzy (pewnie po drugim macierzyńskim już mnie do pracy nie przyjmą), ale wiem, że Rodzice mogą pomóc, a wierz mi jeszcze dużo czasu nam zostanie aby im się odwdzięczyć.Pozdrawiam i głowa do góry Marta Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: lionka Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 07:36 szę Wam jeszcze coś napisać.... Z tego co przeczytałam to wszystkie macie mężów którzy umieją zapewnić byt rodzinie.... Niestety mój mąż do takowych nie należy.... Ja sama muszę starać się o wszystko.... Kredyt, remont itp... Nawet propozycja posiadania dziecka wyszła ode mnie... Boję się że jeżeli stracę pracę to on nie utrzyma nas ze swojej pensji.... Po prostu zostaniemy na łasce jego rodziców a ja tego nie chce.... I dlatego po mimo ogromnej chęci ( bo czuję że druga dzidzia powinna się teraz pojawić) nie mogę zdecydować się na drugie dziecko....Jest mi strasznie ciężko tak borykać się ze wszystkim... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: wiesia Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 07:55 linka napisała/ł:> muszę Wam jeszcze coś napisać.... Z tego co przeczytałam to wszystkie macie mężów którzy umieją zapewnić byt rodzinie.... Linka, nieprawda. Ja zawsze niosłam główny ciężar utrzymania domu, bo mąż albo bezrobotny albo zarabiający niewiele. Wszystkie sprawy i decyzje finansowe od zawsze były na mojej głowie i doskonale rozumiem , jak ciężko być jednocześnie karmiącą matką i głównym lub jedynym źródłem utrzymania. Ale to nie ma nic do decyzji o drugim dziecku. Z wcześniejszych wątków na emamie oraz rozmów na czacie wiem, że nie jesteśmy jedyne, w mniejszości - to fakt, ale jednak zauważalnej... No i jeszcze raz , to nie ma nic do tego, czy chcemy mieć jedynaka czy więcej dzieci... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: wiesia Re: rozterka z decyzją - a ja nie moge się powstrzymać IP: *.* 23.05.02, 07:41 No nie mogę i już powstrzymać się z napisaniem jak bardzo mnie ten wątek podbudował. Jestem na tym forum już prawie rok i mało który temat wzbudził we mnie tyle pozytywnych odczuć i reflekcji. Tyle tu padło mądrych słow, że nie będę się więcej nad tematem rozwodzić, ale dodam, że szczególnie poruszyły i wzruszyły mnie posty Vialle, bo pokazują, że nasze posty mogą też poruszyć coś istotnego w środku.W sumie ten wątek dotyczy czegoś więcej niż decyzji o posiadaniu drugiego dziecka, dotyczy naszego stosunku do życia, hierarchii ważności, tego zapomnianego podobno wyboru między "być a mieć", który, o dziwo, mimo trudnych czasów, kończy się jednak wyborem na "być". Ech, wzruszyłam się i tyle... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: olaija Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 08:38 dziewczyny a czy często nie jest tak że Wasze poczucie odpowiedzialności finansowej "upośledza" męzów?MOże jednak kiedy cięzar utrzymania rodziny spadnie na męża całkiem, on znajdzie wsobie siłę do podjęcia tego.Może czasem trzeba zamknąć oczy i pozwolić mu działać.Przecież są zdrowi, silni, napewno mają chęci.Kiedy okazało się kilka lat temu że jestem w ciąży najbardziej się bałam o pieniądze- ja z dzieckiem i mój luby który nigdy nie pracował, zawsze dostawał wszystko co chciał.Aole sytacja wydobyła z niego wielkie możliwości- już prawie 7 lat utrzymuje samodzielnie rodzinę, a po drodze skończył dzienne studia.(Ja w tym czasie tez studiowałam dziennie z dzieckiem na ręku).Napewno początki takich rodzinnych przekształceń są trudne, ale niosą korzyści, również dla nich,bo przecież to cieszy gdy życiowa rola udaje się w 100%.Więc może uzbrojcie się w cierpilwość i nastawcie się na czas jedzenia chleba z dżemem.Mam nadzieję że będzie krótki.I znajdźciedużo pochwał w sobie dla waszych urobionych mężów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: ruda Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 09:54 A ja chciałam rzucić garśc refleksji na temat zapewniania dzieciom wykształcenia. Otóż ja i moja siostra pochodzimy ze wsi z rodziny trochę pijackiej (może zbyt oględnie powiedziane). Rodzice nas bardzo kochali - jak sądzę, ale na studiach zdarzało mi się chodzić na głodniaka, najadałam się przez pierwszy rok dobrze raz w tygodniu, na obiedzie u matki chrzestnej, we wtorek, a kiedyś chciało mi się płakać, bo byłam tak głodna, że nie byłam już w stanie zjeśc całego obiadu (żołądek się skurczył). Dodam, że od mojego ówczesnego chłopaka na szczęscie dostawałam kosmetyki i ładne ciuszki czasem, bo czułabym się jeszcze gorzej. Ale teraz nie żałuję tego, już po roku miałam stypendium naukowe, co na życie wystarczało, potem zaczęłam pracować i szybko byłam niezależna. Moja siostra co prawda pracować to nie zaczęła, ale też miała stypendium naukowe, obecnie kończy doktorat na UJ (i ma stypendium), a za rok pewnie zostanie pracownikiem etetowym na uczelni. I to w zasadzie bez wsparcia rodziny. Pewnie, że ja się troszkę bardziej "uchetałam " niż moja siostra, on adłużej brała niewielkie ale zawsze pieniądze z domu, ale obie skończyłyśmy hi, hi renomowaną uczelnię Uniwesytet Jagielloński, w zasadzie obie mamy pracę i ja mam dziecko. A sądzę że rodzice nigdy się nie zastanawiali, czy ich będzie na te dzieci stać, a może nawet gdy się rodziłyśmy, a mój ojciec był doooobrze zarabiającym sztygarem na kopalni, myśleli, że zapewnią nam nie wiadomo jaką przyszłość: a tu - zero wyjazdów na wakacje ze granicę zero nauki języków, zajęć dodatkowych, nawet na płaszcz w liceum poszło stypendium naukowe (tak, tak, krótko, ale było). Ja nie żałuję niczego, nie chciałabym być kimś innym. Ale to przydługi wstęp. Chciałam tylko skontratowac sytuację mojej siostry i moją - pozostawionych de facto w czasie studiów samym sobie - z moimi kuzynkami, którym rodzice chcieli nieba przychylić i zapewnić nie wiadomo jakie wykształcenie. I otóż jedna to wszystko olała (łącznie z faktem, że płacili za wieczorową psychologię ciężką kasę) i wyjechała do Francji, wyszła za mąż i urodziła dzieci (na razie 2) - myśli o studiach teraz, ale już za pieniążki męża i we Francji, powodzi im się dobrze, stać ich na to. Druga zaś właśnie kończy dwa kierunki studiów, nigdy nie pracowała a widmo bezrobocia zaczyna skrzeczeć. A rodzice, którzy zawsze chcieli dla dzieci jak najlepiej i utrzymywali ją na studiach w mieście stołecznym, bo w Krakowie takich kierunków nie było, a teraz stwierdzają, no to w czerwcu zakręcamy kranik z pieniędzmi. I muszę Wam powiedzieć, że strasznie się cieszę, że nie musiałam przeżywać tego, że rodzice zakręcają kranik 30 czerwca w roku, gdy dziecko kończy 25 lat, szczególnie Ci bogaci, którzy wcześniej na urodziny kupowali dzieciom samochody i wycieczki na majorkę za zaliczony rok na studiach. Dziękuję Bogu, że nauczyłam się żyć nie mając, teraz nawet jak kiedyś będę miała, to myślę od tego nie zgłupieć.Zatem nie mieć ale BYĆ!!!! A dzieci - ile Bóg da. Im jestem starsza, tym mniej cyniczna w podejściu do tego ludowego porzekadła przypisywanego Lidze Polskich Rodzin. Szczególnie że moje dwie przyjaciółki już wszystko mają - oprócz dzieci. I to jest problem. A czy jedno czy dwa, jak się już miało Baśkę - mąż zawsze powtarza: wymienię na parę bliźniaków chłopców (tyle że ja nie mogę urodzić chłopca) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: Lilly Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 12:18 My mamy jedno dziecko - 16m Piotrusia. I planujemy drugie. Na szczęscie mamy jasną sytuację i finansową i mieszkaniową. Mąż jest adwokatem i ma własną kancelarię, więc bez pracy raczej nie zostanie, a ja - anglistka - też nie powinnam się bać. Mamy dom, duży ogród, las i rezka niedaleko, mamy wspaniałą nianię - słowem nic tylko działać.Problem jest tylko jeden - panicznie się boję. Boję się czy będzie wszystko w porządku tak jak było za pierwszym razem. Ciążę znosiłam dobrze, cesarkę też, Piotruś jest zdrowy, istne żywe srebro. No właśnie i dlatego się boję..... Podczytuję sobie różne wątki tu i na innych podforach i boję się, tak panicznie, że znów zaczęłam brać tabletki. Boję się, czy druga ciąża też będzie taka sympatyczna i czy też będę miała taki "lekki" poród" no i najważniejsze, czy dziecko będzie zdrowe. Nie da się ukryć, że lata lecą i co prawda medycyna czyni postępy to jednak ..... I o to "jednak" wszystko się rozbija....A chcę mieć drugie dziecko. Od zawsze planowaliśmy dwójkę. I nie zrezygnowaliśmy z tych planów. Ale przyłapuję się na tym, że wynajduję tysiące powodów, żeby odwlec tę decyzję w czasie. Nie wiadomo po co? Bo już nie przeprowadzimy się do większego lokum, nie musimy czekać na spłacenie kredytów, w pracy też wytrzymają beze mnie jakiś czas, bez przesady....No i wpędzam się w ten obłęd - chcę i się boję. I brnę coraz dalej.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: rozterka z decyzją o posiadaniu drygiego dziecka IP: *.* 23.05.02, 14:40 Ja miałam bardzo podobne odczucia jak Lilly. Jestem pielegniarką ale kiedy byłam w pierwszej ciąży, moja wiedza o położnictwie była bardzo, bardzo mglista, od ostatnich zajęć w szkole minęło z 8 lat, i potem już nigdy nie miałam z tym nic wspólnego. Tak więc ciąża minęła bardzo przyjemnie, bez żadnych niepokojów, komplikacji, zmarwień, totalna nieświadomość. Kiedy Karolina miała 2 lata wróciłam do szkoły ( w Kanadzie ) i otworzyłam szeroko oczy. Jak można w ogóle przeżyć 9 miesięcy z taką wiedzą, te wszystkie zagrożone ciąże, porody z komplikacjami, łożyska przodujące, wady genetyczne... Na dodatek podczas praktyk na sali porodowej, pacjentka którą opiekowałam się jako studentka, urodziła martwe, donoszone dziecko. Był to dla mnie po prostu szok. Wtedy stwierdziłam że chyba nigdy nie odważę się na drugie dziecko, a jeżeli będę w ciąży to będę się zamartwiać całymi dniami i nocami. Ale czas minął, o drugim dziecku zaczęliśmy myśleć po paru latach, no i już jest, w tej chwili 8.5 miesięczny szkrab chodzący przy meblach i włażący mi na kolana kiedy tylko odważę się zasiąść przy komputerze ( koniecznie chce postukać po klawiaturze ). Druga ciąża była po prostu wspaniała ( chociaż o wiele bardziej męcząca niż pierwsza, ), przeżyłam ją bardziej świadomie, cieszyłam się każdym momentem, wiedziałam czego oczekiwać. Zapomniałam o tym " co może się wydarzyć ". Wspominam ją z rozrzewnieniem ... A jeżeli chodzi o samą decyzję, no cóż, my też odkładaliśmy ją z takich samych powodów jak większość mam, kredyty, kupno domu, spłata auta, itd. Na dodatek sami, bez żadnego wsparcia ze strony rodziny w Kanadzie. Nawet kiedy decyzja zapadła że będzie jeszcze jedno dziecko, odwlekaliśmy ją z miesiąca na miesiąc, czekając nie wiadomo na co. W końcu po roku zaszłam w ciążę, taka świadoma wpadka ( do dzisiaj śmiejemy się że Kubuś to pamiątka bardzo fajnej zabawy choinkowej zorganizowanej przez mój szpital dla pracowników ). I bardzo dobrze się stało. Jak już dziewczyny pisały, dziecko mobilizuje, nic się w naszej sytuacji nie zmieniło, nie zmieniliśmy pracy, dochody te same, co prawda zmieniliśmy dom ( ale na lepszy , i wierzymy że damy sobie radę. Pozdrowienia dla wszystkich,Agnieszka Odpowiedz Link Zgłoś