pade
27.11.06, 09:53
Moja córcia poszła w zeszły poniedziałek pierwszy raz do przedszkola. Byłam
nastawiona bardzo pozytywnie, ona też, Po pierwszym dniu radośnie opowiadała
w co się bawiła itd. W następny dzień próbowałam się dopytać wychowawczyń o
kwestie organizacyjne itd, troszkę mnie zbywały, jakgdyby dziwiły się czemu
zawracam im głowę. Z dnia na dzień córa przestała opowiadać co się wydarzyło.
Wręcz milczy gdy pytam czy się bawiła, w co itd. Dziś jakieś dziecko
przyniosło cukierki do przedszkola, cukierki rozsypały się, córa pomogła Pani
pozbierać, Pani nie podziękowała. Potem zaczęła rozdawać cukierki,
zostawiając sobie moją córę na koniec, a gdy Paulisia wzięła sobie dwa
wyrwała jej jeden z rączki. Po prostu wyrwała, widziałam to i nic mi się nie
wydawało, kazała jej też podziękować. Wcześniej z kolei córa chciała pobawić
się z dziećmi w plastikowym domku, a był juz tam tłok. Gdy wspinała się na
drabinkę starsza dziewczynka, nie pierwszy raz zresztą, mocno ją popchnęła.
Zawołałam tę dziewczynkę, bo widziałam, ze córa ma łzy w oczach i
powiedziałam jej, ze tak się nie robi, że mogła jej zrobić krzywdę gdyby ta
spadła. (Starsza dziewczynka jest tam dlatego, ze jest to grupa mieszana
wiekowo. Z dnia na dzień coraz bardziej wydaje mi się, ze to głupi pomysł).
Dziewczynka się rozpłakała, więc Pani pomoc zainteresowała się, wcześniej
nikt nie reagował.
Moja córa chodziła do żłobka, do rygoru jest przyzwyczajona. Ale nie jest
przyzwyczajona do totalnej obojętności. Widzę, ze nie wie co ze sobą zrobić.
Wiadomo, ze potrzebuje czasu by się zaaklimatyzować, ale chyba ktoś powinien
jej to ułatwić? Ponieważ nie odstawia histerii przy rozstaniu ze mną, w ciągu
dnia też nie płacze, jest traktowana jak dziecko, które chodzi od września. A
tak przecież nie jest. Nikt jej nie pokazał gdzie co leży, czym się może
bawić, sama to zrobiłam. Wychowaczynie mają w nosie to, ze dziecko ich nie
zna i trochę się ich boi. Nie zna też innych dzieci, przez co jest jej
trudniej.
Wiem, że dla Was to są śmieszne problemy, ale proszę, nie linczujcie mnie.
Jest mi smutno po prostu gdy widzę skrzywione twarze Pań i moją zagubioną
córkę wśród innych dzieci. Córkę, która nie jest nieśmiała, jest odważna,
bystra i bardzo radosna. Tam jakby gasła.
Przepraszam, musiałam się wygadać.