Co sie wydarzyło dzisiaj w nocy?

IP: *.* 31.05.02, 15:06
Moja prawie dwuletnia córeczka bardzo źle dzisiaj spała (śpi w swoim pokoiku, we własnym łóżeczku). Budziła się mniej więcej co godzinę ale szybko po przytuleniu i czułych słówkach uspokajała się i dalej spała. Jednak o 4.30 obudziła się i nagle stwierdziła że jest głodna: "Tata nie, mama mniam mnia". Zaprowadziła mnie do kuchni, pokazała że chce jeść deserek i to we własnym foteliku a do tego chce oglądać Muminki. Na pół śpiąca mechanicznie wykonywałam te wszystkie czynności. Nagle w drzwiach pojawił się mój mąż z ogromnym zdziwieniem zapytał co ja wyrabiam. No jak to co? Włączam dziecku bajkę i daję jeść. O 4.30? - zapytał. Natychmiast spać, obydwie. - zadecydował spokojnie aczkolwiek stanowczo.Nie muszę mówić jak zareagowała nasza córka. Zasnęła po 8 minutach wykończona płaczem.Wychodziłam do pracy o 8.00 - ciągle spała!I tu mnie nachodzi refleksja: czy tak po prostu jest,że dzieci czują iż mogą wykorzystać swoje mamy jak tylko chcą (a z wiekiem sposoby te są coraz bardziej wyrafinowane?).Ja chyba bałam się tego płaczu, tych ogromnych łez. I naprawdę myślałam, że jest głodna. Jak z tym walczyć? Jak nauczyć siebie tego rozsadnego podejścia. Jak odgraniczyć chęci serca aby dać dziecku wszystko i rozsądek, który często mówi "stop! tak nie można! krzywdzisz dziecko i siebie"Poradźcie"Miękka" Basia
    • Gość edziecko: dagal Re: Co sie wydarzyło dzisiaj w nocy? IP: *.* 31.05.02, 16:43
      nie mam pojęcia jak ograniczać jestem tak samo miękka jak ty basiu nie wiem co ztym zrobić mam nadzieję, że jak pójdę do pracy to może mój synek doceni mamę a raczej jej brak i będzie trochę lepszy dla mnie, a może to tylko nadzieja (taty zwykle nie ma i mały bardzo go słucha, a jak jest dłużej w domu to przestaje)pozdrawiam i życzę wytrwałości
    • Gość edziecko: Duszek Re: Co sie wydarzyło dzisiaj w nocy? IP: *.* 01.06.02, 14:55
      Basiu, chyba większość mam jest takich "miękkich". Ja też mimo, że to mało wychowawcze ulegam mojemu synkowi a on to potrafi wykorzystać. Ma swoje zdanie i chce aby wszystko było tak jak on chce. Mimo, że jest małym buntownikiem jest najsłodszym dwulatkiem na świecie i nie chcę patrzeć na jego wielkie łzy gdy czegoś mu odmawiam.Wczoraj na przykład po wieczornym umyciu zębów zażyczył sobie do picia soczku zamias wody (budzi się w nocy na piciu więc mam w pogotowiu wodę mineralną w jego kubeczku). Po wielkim płaczu uległam. O powtórnym umyciu zębów nie było mowy bo dla niego nie ma większej katuszy i słyszy go przy tym zabiegu cały blok.Nie potrafię Ci powiedzieć co robić bo sama nie wiem. Chyba po prostu taka rola matki. Tatusiowie mają inną rolę i chyba o to chodzi.Na razie, życzę wytrwałości!Karina
    • Gość edziecko: 220571 Re: Co sie wydarzyło dzisiaj w nocy? -refleksja IP: *.* 02.06.02, 18:03
      Dzieci się szybko przyzwyczajają. Wyobraź sobie, że córeczka budzi się co noc o 4.30 i chce śniadania i bajek. Jak długo wytrzymasz?A jaka mnie nachodzi refleksja... :)Według mnie rodzice są od tego, żeby RAZEM i KONSEKWENTNIE wychowywać dziecko. A nie - jeden pozwala, drugi zabrania. Dziecku trzeba na pewne rzeczy pozwalać, ale niektórych TRZEBA zabronić i kropka. Nie wolno dzieci poniżać (jesteś niedobry/niegrzeczny), traktować jak dzieci ("Bądź grzeczny, dostaniesz cukierka"), bić itd. Ale nie wolno POZWALAĆ NA WSZYSTKO. Nie można żyć bojąc się płaczu dziecka. Wiadomo, jest płacz (kiedy się maluch uderzy, wystraszy, zasmuci itp.) i płacz (kiedy ryczy, żeby wymusić coś, kiedy się złości itp.). Dziecko musi się czuć bezpiecznie i pewnie - wtedy się może rozwijać.Rozwinięcie tej myśli ;): http://forum.edziecko.pl/view.php?site=edziecko&bn=edziecko_wychowanie&key=1022782856&first=1023028651&last=1020939053Pozdrawiam :hello:
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Co sie wydarzyło dzisiaj w nocy? IP: *.* 02.06.02, 19:18
      Wiesz co Basiu? Ja też jestem miękka i do szaleństwa zakochana w swoich dzieciach. Ale również, to na moje szczęście, jestem egoistyczną jedynaczką ceniącą sobie również własną wygodę. Pewne rzeczy są dla mnie oczywiste i nie podlegają absolutnie żadnym dyskusjom. Do nich zalicza się np choroba czy strach dziecka. Wtedy nie liczy się nic: ani moja niewygoda, ani zmęczenie graniczące z utratą przytomności ani bóle rąk czy kręgosłupa. Dzieci były noszone całe noce i bujane i huśtane i czule tulone - CAŁE NOCE. Moje szkraby nigdy nie chciały spać same w oddzielnych pokojach. W takim razie śpią z nami. I to też nie jest dla mnie jakimś niesamowitym poświęceniem, tylko sprawą oczywistą. To dla Ich dobra, dla Ich szczęścia, bo widzę, że tego akurat potrzebują. Dostają całe morze, ba ocean miłości i czułości. Właściwie nie pamiętam Ich płaczu. Ani jedno ani drugie prawie nigdy nie miało powodu do łez. Łzy zawsze były prawie natychmiast kojone (ale mądrze), utulane, osuszane. Muszę przyznać, że widać iż są szczęśliwi i radośni. No i dochodzimy do sedna sprawy. Otóż u nas rzeczy sporne, dotyczące spraw oczywistych również dla nas, a więc naszego RODZICÓW szczęścia, wygody, wypoczynku itd również są bezsporne i bezdyskusyjne. Jeśli noc jest od spania, to nie do pomyślenia byłoby dla mnie wstawać w środku nocy i dawać deser płaczącemy Krzysiowi. Nie mówiąc o bajce. Wydaje mi się, że jest to u mnie bardzo rozwinięty instynkt samozachowawczy. JA chcę spać, więc śpię. I tyle. Jeśli Ania czy Krzyś nie chcą, mogą nie spać, byleby w domu była idealna cisza, bo MY rodzice chcemy spać i zamierzamy to robić. Tak jak pisałam, naprawdę poświęcamy dla dzieci mnóstwo czasu i energii, i dlatego tego samego wymagamy od Nich. Coś za coś. Może nie w tym samym wymiarze, bo to byłoby dla Nich niewykonalne, ale uważam, że i dzieci mogą robić coś dla swoich bliskich: mamy, taty, rodzeństwa. To uczy na przyszłość odpowiedniego podejścia do drugiego człowieka, niekonsupmcyjnego i nieroszczeniowego podejścia do życia. Ja wiem, jak trudno jest odmawiać własnemu szkrabowi. Ale czytając mnóstwo na temat wychowania dzieci, jedno utkwiło mi w pamięci szczególnie - jasne określenie granic daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Jak również - dzieci to nie partnerzy do kłótni. Kłócić można się z rówieśnikiem, nie z własnym dzieckiem. Dorosły czasem może powiedzieć "nie bo nie". Nie zawsze musi tłumaczyć swoją decyzję. Ja takie sytuacje wytłumaczyłam swoim dzieciom w ten sposób: czasem są takie granice, których nie wolno przekroczyć i dlatego nie będę Wam wciąż i wciąż tłumaczyć swoich decyzji. Jest jak jest i tyle. Sprawa jest nieodwołalna. Wystarczy krótkie nie. Najważniejsze w tym wszystkim jest Twoje podejście do odmawiania. Jeśli Ty będziesz niezdecydowana i roztkliwiona, to na nic będzie sroga mina i groźne "nie". "To" musi wypływać z Twojego wnętrza. Musisz być w pełni pewna tego, co robisz. Dzieci świetnie wyczuwają nawet najmniejsze wahania. To małe ale niezwykle czujne barometry uczuć. :-) Odkąd w domu mamy jasno ustanowione reguły, moje dzieciaki są jeszcze spokojniejsze. Nigdy nie musiały być bite (zresztą nie uznaję żadnego "kiedy", bicie w ogóle nie wchodzi w rachubę), rzadko kiedy podnoszę na Nie głos. I tak, jak pisałam "nie kłócę" się z Nimi. Gdy starsza córa podnosi na mnie głos (co zdarza się dosyć często - głupi wiek 14 lat), ja milknę i wychodzę z pokoju. Ona wścieka się sama, po czym również sama się uspakaja i przychodzi do mnie. Wtedy rozmawiamy. Gdy była malutka i dostawała dziecięcego ataku histerii sadzałam Ją sobie na siłę na kolana i szeptałam do ucha, jak bardzo Ją kocham, jak jest mi bliska, ile razy Ją ucałuję i takie tam różne dyrdymałki. Malutka powoli wtedy się uspakajała, bo chciała usłyszeć, co do Niej mówię. O wiele szybciej niż innym dzieciom przeszły Jej te ataki furii. Krzyś był zupełnie innym dzieckiem, ale to oddzielna historia. Do Niego troszkę trudniej było dotrzeć. Oczywiście zawsze wygrywał spokój. I niesamowita cierpliwość. No i pewność - MOJA - że wszystko co robię, robię dla dobra mojego dziecka. Tego samego życzę Tobie, Basiu. :-)Pozdrawiam Gosia, nadal ucząca się swoich dzieci :hello:
Pełna wersja