Dobrymi chęciami... czyli o radach

IP: *.* 16.07.02, 14:38
W końcu nie wytrzymałam. Ratunku!Od pięciu tygodni jestem mamą czynną, czyli rozdwojoną. Piekiełko zaczęło się już siedem miesięcy wcześniej, kiedy świat dowiedział się, że jestem w ciąży, ale teraz rozpędza się i rozpędza... Całe otoczenie, zwłaszcza w średnim wieku, poczuwa się do obowiązku zasypywania mnie dobrymi radami. Niezależnie od potrzeby, pory i kwalifikacji osoby doradzającej. Oczywiście prym wodzi teściowa - moja mama już ma zaprawę z dwójką dzieci mojego brata i nauczyła się trzymać na wodzy. mamusia męża nie. I nie widzi takiej potrzeby. Powinnam być wdzięczna za każdą radę.Tu nie wytrzymam raz jeszcze - dygresja. Pierwszego nie po porodzie moja córeczka dostała koszmarnej histerii przy piersi. Ryczała, jakby się świat walił. Nie było nikogo do pomocy, oprócz mojego męża, ja nie mogłam wstać (rodziłam w znieczuleniu i jeszcze nie zeszło), a nad głową stały mi bez słowa mam męża i jej siostra. miotałam się mocno zdezorientowana, aż w końcu bez ozdobników powiedziałam do stojących nade mną pań - cytuję - "Przepraszam, ale czy mogłybyście wyjść". Efekt - moja teściowa obraziła się na mnie i nie odzywała się, dopóki nie zadzwoniłam i nie przeprosiłam jej. Nie zrobiłabym tego, ale żal mi było męża. Po czym usłyszałam, że powinnam się zastanowić, jak się zachowuję i nie robić afery bez żadnego powodu. No comments. Nie, jednak - moja teściowa ma dziecko (jedno, ale jednak). Ja właśnie urodziłam swoje pierwsze, przed niecałą dobą. Itd.Powyższy komentarz można pominąć. Wracam do kwestii rad. Dlaczego wszyscy uważają, że powinnam wysłuchać każdej rady, bez względu na to, czy jest mi potrzebna, czy nie, i byc za nią wdzięczna? Dlaczego powinnam za wszelką cenę szanować uczucia tych doradców (doradczyń głównie), a moich szanowac nie trzeba? Dlaczego mam z entuzjazmem podchodzić do rady, że jeśli dziecko ma kolkę, należy po prostu położyć je na brzuszku i dlaczego musze słuchać tej rady codziennie, podczas gdy:- próbowałam kłaść dziecko na brzuszku i dostawało histerii- problemy trwają już dwa tygodnie, a rada jest mi udzielana tonem odkrycia, z założeniem, że sama bym na to nie wpadła (jak ktoś mnei zna, to wie, że pomijając wszystko inne lubię wiedzieć)- moje dziecko NIE MA KOLEK, tylko zupełnie inne problemy żołądkowe.Powinnam dopajać dziecko (jest na piersi). Powinnam pić dużo mleka, bo to zdrowe (mamy podejrzenie o skazę białkową). I tak dalej, i tym podobnie. Powinnam codziennie ściągać do oporu pokarm z piersi, bo mi się porobią zastoje (produkcję mam jak dojna krowa, nic nie ściągam, zastoje mi się nie robią, a pojęcie "oporu" się mnie nie ima, moje piersi, zgodnie z hasełkiem reklamowym, puste nie bywają).Wiem, nie mam łatwego charakteru, powinnam pogodnie słuchac tych rad, a robić swoje, ale nie daję rady. Już nie mogę. W niedzielę trzy panie w wieku średnim pouczały mnie, jak wychowywać dziecko, na bazie doświadczeń ze swojej młodości. Pewnie nie wszystko się przeterminowało, ale jednak o niektórzych rzeczach wiemy teraz więcej. Nie ma znaczenia. Usłyszałam, że traktuję swoje dziecko jak kólika doświadczalnego, bo karmie je wyłącznie piersią. nie zabiłam nikogo tylko cudem. No, wyżaliłam się i lepiej mi. Mój króliczek doświadczalny kwęka, idę się nad nią poznęcać i dać jej piersi. :) :) :)Właśnie wyszło słońce.
    • Gość edziecko: piglecikkolka Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 16.07.02, 14:58
      Berenika!ja dalej jestem w ciazy (choc mam nadzieje, ze to juz niedlugo...) i tez slysze rady z kazdej strony. Powiedzialam kilku osobom (w tym wlasnie tesciowej) co mysle o tych radach - ze jest to moje dziecko, ktore bede wychowywac i pielegnowac po swojemu - i wiesz co? Rady sie skonczyly! Oczywiscie powiedzialam to w sposob lagodny, choc stawnowczy, w lekko zawoalowany sposob... Nikt sie nie obrazil, na szczescie.Ale rozumiem Cie doskonale. Nie wszyscy ludzie sa na tyle bystrzy, zeby zrozumiec aluzje. Zycze powodzenia! i przede wszystkim cierpliwosci!Kolka :-)buziaki dla Malutkiej!
    • Gość edziecko: KatarzynaK Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 16.07.02, 15:21
      A już myślałam, że tylko ja jestem wyrodną synową, "niewdzięczną i upartą"...na szczęście widzę, że jest nas więcej :) Moja teściowa uważa, że jedynie jej poglądy dotyczące pielęgnacji i wychowywania dzieci są słuszne, a to dlatego, że pracowała w żłobku. I ona i teść (nie pracował w żłobku ;), ale czemu nie miałby dołożyć swoich trzech groszy - on przecież zna się na wszystkim) udzielają mi porad dot. dziecka, zupełnie nie zauważając, że te "dobre" rady wywołują u mnie tylko agresję. Mam wrażenie, że traktują mnie jak kogoś niespełna rozumu, kto bez ich pomocy nie potrafi sam zaopiekować się własnym dzieckiem. Oboje nie przyjmują do wiadomości faktu, że nie mam 10 lat, tylko prawie 30 i od ładnych paru lat jestem dorosła i samodzielna i nie pozwolę się pouczać i strofować, a rad wysłuchuję tylko wtedy, gdy sama o nie poproszę. Nie uważam oczywiście, że wiem wszystko w temacie dzieci, ale nie mam ochoty dowiadywać się czegokolwiek akurat od nich - w końcu chyba mam do tego prawo. Ponieważ mieszkamy u teściów, staram się na razie być grzeczna, nic nie mówić, tylko ich ignorować, ale do czasu...mam wrażenie, że niedługo bomba wybuchnie :(
    • Gość edziecko: kocurek Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 16.07.02, 17:21
      Z przykrością stwierdzę, że jesteście niewdzięczne, myślicie, że macie wiedzę większą niż Wasze teściowe!To zarozumialstwo, bo po pierwsze:1. Dobre rady zawsze w cenie,2. Teściowa ZAWSZE rację ma!:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: A najlepiej wysłuchać nic nie mówiąc, wpuścić jednym, a wypuścić drugim uchem. To jedyna bezstresowa i skuteczna rada na dobre rady :)Po prostu MĄDRZEJSZEGO jeszcze nikt rozumu nie nauczył ;)
    • Gość edziecko: MartaB Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 16.07.02, 21:35
      He, he, he, he, skąd ja to znam :lol: :lol: :lol:Też powinnam pić krowie mleko bo to takie zdrowe (a tu niefart: dziecko ze skazą białkową :ouch: ), dawać dziecku środki na przeczyszczenie (biedak hodowany wyłącznie na piersi śmie nie robić kupy codziennie :ouch: ), dokarmiać małego papkami i zupkami (kto to słyszał by trzymać dziecko do 6 miesiąca wyłącznie przy cycu, przecież się zagłodzi 7mio kilowy pięciomiesięczniak :ouch: ), nie spać z nim, nie nosić, nie reagować za każdym razem gdy płacze (dziecko musi się wykrzyczeć bo się biedakowi płuca nie rozwiną :ouch: ) itd., itp. Dobrze że to biedne dziecko ma przynajmniej bogatą w cierpliwość matkę która słodko acz nieco sarkastycznie uśmiecha się do babć i wszelkich pociotków i robi po swojemu :lol:Pozdrawiam, MB, mama Stacha :bounce:
    • Gość edziecko: Agata Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 16.07.02, 21:53
      Ja myslę, że nie ma się co tak denerwować. Mam dwoje dzieci (młodsze ma 4,5 miesiąca) i zapewne też musiałam wysłuchac wielu cennych rad. "Zapewne", bo tak dalece nie przywiązywałam wagi do tych, któr wydały mi się śmieszne, nietrafione, "odkrywcze inaczej", że nawet ich nie pamiętam. Mam dla Ciebie radę: spójrz na to inaczej. Ludzie robią to z życzliwości wobec Ciebie, chcą Ci pomóc. Przez ostatnie lata wiele się zmieniło w wychowaniu i żywieniu dzieci (zwłaszcza w tym drugim) i jeśli masz ochotę, możesz łagodnie poinformować doradców o tym, że teraz nie zaleca się picia np. bawarki (ani herbaty ani mleka w nadmiarze pić nie można) albo mleka. Możesz też po prostu puścić te rady mimo uszu.Nie zakładaj, że ludzie radzą po to, aby wykazać swoją mądrość, czy wyższość. Moja teściowa też ma takie zapędy, gdyż jak twierdzi jest doświadczoną mamą. A ja mówię, że ja już podjęłam decyzję, albo że wiem, co mam robić, a jak chce to jeszcze raz przedyskutować, to niech porozmawia z synem (czyt: moim mężem). Poza tym ja też już jestem doświadczoną mamą niemowlaków (miałam dwoje, jak ona, więc jej doświadczenie równa się mojemu w tej kwestii). Ja generalnie staram się przyjmowac rady z humorem, dystansem, czasem powiem, dlaczego się z czymś nie zgadzam. Uważaj jednak, aby poprzez swoje nastawienie nie przegapić jakiejś naprawdę cennej rady. Takie też bywają, w końcu nie jesteśmy wszechwiedzące.Pozdrawiamagata, mama Szymka i Jagódki
      • Gość edziecko: Berenika Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 17.07.02, 11:41
        Widzisz, mnie tu nie chodziło właściwie o rady jako takie, ale o pewne rzeczy powtarzane z uporem w kółko. na przykład - karmię piersią, a codziennie słyszę, że powinnam dopajać dziecko i nie robić z niego królika doświadczalnego. To ogólnie męczące, a co dopiero wtedy, kiedy mam z tym karmieniem problemy i jestem na "ostatnich nogach".Po drugie - umiem czytać i maniacko lubię zdobywać wiadomości, więc osoby, które mnie znają, mogą z powodzeniem przyjąć, że wiem sporo. i nie muszą podawać mi każdej wiadomości w takiej formie, jakbym nie wiedziała nic i robiła wyłącznie głupoty.Po trzecie - może mam zły charakter, ale chętniej korzystam z rad, o które prosiłam. potrafię poprosić o radę, jeśli jej potrzebuję. Niikt nie lubi być bez przerwy pouczany. Jeśli jestem dzień i noc zasypywana niechcianymi radami, to coraz trudniej się ich słucha. i wtedy rzeczywiście jest możliwość, że przegapię coś ważnego. Ze zwykłego znudzenia.
    • Gość edziecko: fotrzyk Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 17.07.02, 11:17
      Bereniko,czasami sie nie da "przejsc do porzadku" nad radami, wiec rozumiem i popieram tezy z Twojego listu. Czy zalezy to od temperamentu, czy ogolnego nastawienia do swiata, czasami na kazda rade po prostu sie warczy. Chcialam tylko zauwazyc, ze powiedzialas "i mialam tylko meza do pomocy" - to bardzo wiele , a nie "tylko". Coreczke tez rodzilam w znieczuleniu ogolnym, nastepnie rekonwalescencja po cesarce - maz byl ze mna i pomagal we wszystkim, a PRZEDE wszystkim rozladowywal atmosfere. Obie nasze mamy sa typami apodyktycznymi i wszystko wiedzacymi lepiej (no przeciez wychowaly np. mnie dajac od 4-tego miesiaca zycia mleko prosto od krowy), ale po kolejnym i kolejnym zarcie ze strony meza powoli zrezygnowaly. I bardzo mi przykro to powiedziec, ale nie rozumiem dlaczego musialas zadzwonic do Twojej tesciowej z przeprosinami "bo zal Ci bylo meza". To on sie ma teraz troszczyc o Ciebie i o Was, a nie o swoja mame.buziaczki, o.
      • Gość edziecko: Berenika Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 17.07.02, 11:37
        Już wyjaśniam - żal mi było męża, bo jednak jego mama to jest jego mama i nawet jeśli zachowuje się jak :crazy:, to przecież nie jest to wina Roberta. On by chciał, żeby jego mama przyszła podziwiać naszą córeczkę, a nie nadymała się w domu. I było mu przykro. A ja, do licha, nie lubię, jak jest mu przykro, a już w takiej chwili... Więc się złamałam i zadzwoniłam. Wbrew pozorom, jest z tego korzyśc, bo Robercik już się zorientował, że jego mama nie jest ideałem i wzorem cnót wszelkich.A że miałam do pomocy "tylko męża" - tylko, bo akurat w przystawianiu do piersi to on był taki sam ekspert, jak i ja. A w ogóle to rzeczywiście jest "aż" i złego słowa nie dam o nim powiedzieć. Skarb, nie mąż.
    • Gość edziecko: iwarybka Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 17.07.02, 16:23
      Berenika i tak Cię podziwiam za wytrzymałość.Ja takiej nie miałam i w ten sposób od 4-miesięcy nie widuję już tej,która najbardziej męczyła mnie swoimi radami tzn. teściowej.Przyznam zarazem,że mój mąż stanął na wysokości głowy domu i zawsze bronił mnie przed wszystkimi :dobrymi radami".Gdy wkońcu mamuśka zaczęła przesadzać to poprostu przestaliśmy się z nią spotykać.Proszę nie myśl,że mam małą wytrzymałość - ten ostry krok zrobiliśmy po 8-miesiącach ciągłych próżb o zaprzestanie docinek.Mam nadzieję,że u Ciebie zakończy się to lepiej - bez drastycznych cięć.Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki-oby było lepiej! Iwona
    • Gość edziecko: Alaula Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 31.07.02, 11:41
      Witam e-mamy.Pisze poraz pierwszy, chociaz od wielu tygodni staram sie przynajmniej raz na tydzien przekopac forum i powczytywac sie w wasze problemy i radosci, ktore sa tak podobne do moich!Co do tych "zlotych rad" to mam podobna sytuacje. O ile moja mama udziela mi ich dyskretnie i decyzje co do finalnego rozwiazania klopotu pozostawia mi, o tyle tesciowa udziela mi rad z taka madroscia i oczywistoscia w glosie, ze az mi sie nie chce odzywac i reagowac. O tyle latwo bylo mi to wszystko puszczac mimo uszu, iz tuz przed narodzinami synka tak mi zalazla za skore (osobna dluga historia) i przez 3 miesiace sie u niej nie pokazalam, a do dzis podchodze do niej z duuuuzym dystansem. Wszystko pieknie jest do czasu, gdy ma sie nad dzieckiem calodzienna opieke - przesiewam rady przez sito i wybieram to co odpowiada mojej matczynej intuicji.U mnie jeszcze wiekszy problem zaczyna sie w innym punkcie! Juz za niespelna trzy tygodnie wracam do pracy. Moj niusiek bedzie mial wtedy 7 miesiecy. Na poczatku zajmie sie nim przez 3 tygodnie maz, potem kolejne 3 tygodnie moja mama, ktora specjalnie bierze na to urlop. Potem... i tu juz mam niemal wrzody na zoladku, nie spie po nocach, i wyc mi sie chce coraz czesciej. Potem moj maly niemal codziennie bedzie trafial na 8-9 godzin do tesciowej... Niejedni moze by mi pozazdroscili - niepracujacy tesciowie, mieszkajacy pod miastem, w domu z ogrodkiem. Raj dla malca ktorego minie zlobek, niejedna moze niania.Ja jednak jestem w takim stresie, bo jak mam byc spokojna, gdy:- tesciowie chca wyciagac chodzik gdy tylko uslyszeli ze 6-cio miesieczny niusiek zaczyna stawac - a moja krytyczna opinia o chodziku to jak walenie grochem o sciane - bo co ja tam sie znam, i ze sie nasluchalam i naczytalam... do tego moj maly ma (juz leciuchna tylko) asymetie, ale to dla nich tez wogole jakis wymysl..- jak mam ufac im, skoro moja tesciowa generalnie krytykuje wszystkich lekarzy i najlepiej ich nie sluchac bo wymyslaja i do lekarza nie chodzic bo wtedy to dopiero sie czlowiek rozchoruje (za to ona to sie dopiero zna na chorobach i zdrowiu!! uch!)- jak nie dostac wrzodow zoladka, gdy tesciowie juz by malego nakarmili jogurcikiem, dali mleczka - prosto od krowy... a On ma skaze bialkowa od urodzenia, a ja przez 7 miesiecy nie tykam niczego co ma zwiazek z mlekiem (ktore notabene uwielbiam!)... a dla nich to nic, bo przeciez swoje dzieci karmili mlekiem krowim od urodzenia... a tesciowa dziwi sie jeszcze moim "wyrzeczeniom" (bo przeciez mleko prosto od krowy jest takie pyszne, ta smietana...no jak ja nie zjem truskawek, pewnie mnie az skreca ... i wielkie zdziwienie ze tak dla dziecka sie "poswiecam" bo jakas tam alergia...)Przyklady moglabym mnozyc... ale za wiele pisania, a juz i tak sie rozwleklam i odeszlam od tematu ;/Az nie chce myslec co ona o mnie tam wygaduje, gdy tylko od nich wychodze - a wyobrazam sobie ta krytyke - tesciowa krytykuje generalnie cala rodzine, a o bledach wychowawczych drugiej synowej (tesciowa ma tez 2,5letniego wnuka) tez niejedno sie nasluchalam.Boje sie strasznie tego dnia gdy maly zacznie u nich zostawac. Bedzie mial wtedy 8,5 miesiaca - az i tylko. Wiem ze przed "oddaniem" go w ich "opieke" odbede z nimi STANOWCZA rozmowe o zywieniu malego oraz przedstawie im moj punkt widzenia na wychowanie MOJEGO dziecka. Ale czy to da jakies rezultaty... Tak sie boje! Jestem jak kazda matka strasznie emocjonalnie zwiazana z dzieckim i wielkim bolem jest dla mnie powrot do pracy i rozstanie z malym... a jeszcze wiekszym, ze zajmowac sie bedzie nim (bardzo chetnie, bo juz zaciera rece, kiedy nadejdzie ten dzien) tesciowa..A najgorsze ze nie mam komu sie na codzien wyzalic, bo maz i tak stara sie bezpiecznie wszystko wyposrodkowac, tak by ze mna nie zadrzec, i z mamusia zyc w zgodzie.Jest mi strasznie zleMoj niusiek spi teraz slodko, wiec ide sie do niego przytulic i napajac widokiem slodkiej buzki spokojnie spiacego skarba.\r\nAlaula
      • Gość edziecko: KvM Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 31.07.02, 11:51
        w życiu bym się na to nie zgodził. Swojej mamie też bym dziecka nie zostawił (kiedyś tak myślałem), ale ku mojemu zdziwieniu moja mama całkowicie respektuje sposób wychowania i zasady jakich domaga się moja żona. Dość powiedzieć, że moja małżonka pojechała do swojej teściowej sama pociągiem (400 km prawie) z dwójką dzieci. Mimo wszystko jednak wcale nie jestem pewien czy bym się zgodził na dłuższe i częste zostawianie dziecka z moja mamą.
        • Gość edziecko: Urszula1 Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 31.07.02, 21:27
          Dobra rada ;)Ja nauczyłam się, że niektórzy rozchoruja sie jeśli niepytani, zupełnie niepotrzebinie, nie wcisną swoich 5 gr., dlatego: zawsze z miłym usmiechem potakuję i potem ignoruję. Bo dlaczego mam sobie przez kogos nerwy szargać?Ulka
      • Gość edziecko: SylwiaKarolina Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach - do Alauli (Aliuli?) IP: *.* 31.07.02, 17:43
        Wiesz co? To wszystko co piszesz brzmi przerażająco! Naprawdę zamierzasz zostawiać małego z teściami???? Wierzysz w to, że nagle zaczną się stosować do Twoich zaleceń, przestrzegać diety? Po tym, co opisujesz, nie liczyłabym na nagłą zmianę zapatrywań Twojej teściowej na kwestie dietetyczne i wychowawcze. Moja mała też ma skazę białkową i mimo, że dziadkowie to rozumieją, to i tak zdarza im się zapomnieć lub po prostu nie pomyśleć, że jej coś może zaszkodzić. Bo to, że mleko i jajko odpada pamiętają, ale na przykład taki naleśnik kompletnie im się z mlekiem nie kojarzy. Ale oni przynajmniej tego nie lekceważą, a z tego co piszesz wynika, że Twoi teściowie i owszem.Naprawdę nie macie innej możliwości niż opieka teściowej?Piszesz, że pobyt u babci to raj dla malca, którego ominie żłobek czy niania. No cóż, skoro tak uważasz. Może jednak lepiej byłoby poszukać jakiejś miłej, kompetentnej niani, która nie uważa, że na wychowaniu dziecka zna się lepiej niż jego własna matka, która nie neguje konieczności przestrzegania diety u alergicznego malucha. Owszem, mały powinien mieć dobrą opiekę (opiekunka tego nie wyklucza) ale powinien też mieć spokojną, a nie znerwicowaną mamę!!!! Pomyśl sobie, jak Ty się będziesz czuła, siedząc w pracy i zastanawiając się, co babcia dziś wymyśli. A w dodatku nie będziesz miała możliwości zanegowania jej postępowania, bo przecież zawsze może Ci powiedzieć, że opiekując się wnukiem robi Wam dużą uprzejmość. I teoretycznie będzie miała rację :(. A niani zawsze możesz stanowczo powiedzieć, że oczekujesz ścisłego przestrzegania Twoich zaleceń.A co do żłobka... Pisałam już o tym na forum parę razy i ktoś mi może zarzucić, że się powtarzam. Moja mała właśnie "ukończyła” żłobek i przy pożegnaniu pani miała łzy w oczach, mówiąc, że to najgorszy dzień w roku, kiedy muszą się żegnać ze swoimi maluchami. Gabryśka była w żłobku od ósmego miesiąca życia i powiem szczerze - nigdy bym tego nie zamieniła na opiekę babci czy opiekunki. Tam są ustalone zasady, których panie, dzieci i rodzice przestrzegają, dbałość o dietę, ciekawe zabawy, których sama bym nie wymyśliła (no, zabaw grupowych to przy najlepszych chęciach w domu nie zorganizuję - "balonik nasz malutki" trzyosobowy pękał przy drugim wersie :) ). Drugie dziecko, jeśli będę je miała, a bardzo bym chciała, też oddam do żłobka i nawet przez chwilę się nie zawaham, czy przypadkiem jednak nie niania.Oj, rozpisałam się okrutnie.Pozdrawiam,Sylwia
      • Gość edziecko: bridgett Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach - też do Alaulii IP: *.* 31.07.02, 17:59
        Cześć,zmroziła mnie ta teściowa, naprawdę. Myślę, że stanowcze rozmowy z nią nie pomogą. Czy naprawdę nie macie innego wyjścia? Może jednak opiekunka? Truskawki i mleko prosto od krowy dla dziecka ze skazą to wcale nie jest dobra opieka. Co, jeśli za parę lat dziecko zamiast "wyrosnąć" z alegii, dostanie astmy? Wcale Ci się nie dziwię, że się martwisz. I chyba na Twoim miejscu nie zostawiłabym mojego dziecka pod opieką takiej teściowej. Trzymaj sięMonikaS
    • Gość edziecko: luna Re: Dobrymi chęciami... czyli o radach IP: *.* 31.07.02, 19:57
      Też uważam, że żłobek jest lepszy od takiej teściowej!!!Nie cierpię takich bab, którym się wydaje, że mają monopol na wszystko.Mi moja teściowa się też wtryniała do życia, ale nie mówiła tego bezpośrednio mi, tylko mężowi biadoliła. Zachowałam się wobec niej podle, ale twierdzę, ze sama sobie na to zapracowała: przez 1,5 roku nie widziała wnuczki. Może i jestem zła, ale nie pozwolę, żeby ktoś za mnie decydował jak o to nie proszę. A skoro dobrym słowem nie dociera, to wojna!!! Teściowa w końcu sama do mnie przyszła. Oczywiście, teraz nie śmie złego słowa powiedzieć ani uwagi zwrócić, choćbym np. miała narobione na dywan, to język będzie trzymać za zębami. Nadal jej nie lubię, nie mówię do niej "mamo", ale nasze stosunki są poprawne. Każdy wie gdzie jest jego miejsce. Rozmawiamy ze sobą jedynie o pogodzie. P.S. Ile w tym wątku złych, niedobrych, bezdusznych synowych, nie sądzicie?? ;-)))))))))))))))
Pełna wersja