Gość edziecko: Berenika
IP: *.*
16.07.02, 14:38
W końcu nie wytrzymałam. Ratunku!Od pięciu tygodni jestem mamą czynną, czyli rozdwojoną. Piekiełko zaczęło się już siedem miesięcy wcześniej, kiedy świat dowiedział się, że jestem w ciąży, ale teraz rozpędza się i rozpędza... Całe otoczenie, zwłaszcza w średnim wieku, poczuwa się do obowiązku zasypywania mnie dobrymi radami. Niezależnie od potrzeby, pory i kwalifikacji osoby doradzającej. Oczywiście prym wodzi teściowa - moja mama już ma zaprawę z dwójką dzieci mojego brata i nauczyła się trzymać na wodzy. mamusia męża nie. I nie widzi takiej potrzeby. Powinnam być wdzięczna za każdą radę.Tu nie wytrzymam raz jeszcze - dygresja. Pierwszego nie po porodzie moja córeczka dostała koszmarnej histerii przy piersi. Ryczała, jakby się świat walił. Nie było nikogo do pomocy, oprócz mojego męża, ja nie mogłam wstać (rodziłam w znieczuleniu i jeszcze nie zeszło), a nad głową stały mi bez słowa mam męża i jej siostra. miotałam się mocno zdezorientowana, aż w końcu bez ozdobników powiedziałam do stojących nade mną pań - cytuję - "Przepraszam, ale czy mogłybyście wyjść". Efekt - moja teściowa obraziła się na mnie i nie odzywała się, dopóki nie zadzwoniłam i nie przeprosiłam jej. Nie zrobiłabym tego, ale żal mi było męża. Po czym usłyszałam, że powinnam się zastanowić, jak się zachowuję i nie robić afery bez żadnego powodu. No comments. Nie, jednak - moja teściowa ma dziecko (jedno, ale jednak). Ja właśnie urodziłam swoje pierwsze, przed niecałą dobą. Itd.Powyższy komentarz można pominąć. Wracam do kwestii rad. Dlaczego wszyscy uważają, że powinnam wysłuchać każdej rady, bez względu na to, czy jest mi potrzebna, czy nie, i byc za nią wdzięczna? Dlaczego powinnam za wszelką cenę szanować uczucia tych doradców (doradczyń głównie), a moich szanowac nie trzeba? Dlaczego mam z entuzjazmem podchodzić do rady, że jeśli dziecko ma kolkę, należy po prostu położyć je na brzuszku i dlaczego musze słuchać tej rady codziennie, podczas gdy:- próbowałam kłaść dziecko na brzuszku i dostawało histerii- problemy trwają już dwa tygodnie, a rada jest mi udzielana tonem odkrycia, z założeniem, że sama bym na to nie wpadła (jak ktoś mnei zna, to wie, że pomijając wszystko inne lubię wiedzieć)- moje dziecko NIE MA KOLEK, tylko zupełnie inne problemy żołądkowe.Powinnam dopajać dziecko (jest na piersi). Powinnam pić dużo mleka, bo to zdrowe (mamy podejrzenie o skazę białkową). I tak dalej, i tym podobnie. Powinnam codziennie ściągać do oporu pokarm z piersi, bo mi się porobią zastoje (produkcję mam jak dojna krowa, nic nie ściągam, zastoje mi się nie robią, a pojęcie "oporu" się mnie nie ima, moje piersi, zgodnie z hasełkiem reklamowym, puste nie bywają).Wiem, nie mam łatwego charakteru, powinnam pogodnie słuchac tych rad, a robić swoje, ale nie daję rady. Już nie mogę. W niedzielę trzy panie w wieku średnim pouczały mnie, jak wychowywać dziecko, na bazie doświadczeń ze swojej młodości. Pewnie nie wszystko się przeterminowało, ale jednak o niektórzych rzeczach wiemy teraz więcej. Nie ma znaczenia. Usłyszałam, że traktuję swoje dziecko jak kólika doświadczalnego, bo karmie je wyłącznie piersią. nie zabiłam nikogo tylko cudem. No, wyżaliłam się i lepiej mi. Mój króliczek doświadczalny kwęka, idę się nad nią poznęcać i dać jej piersi.

Właśnie wyszło słońce.