Zgubne skutki wizyty u prababci...

IP: *.* 18.07.02, 14:14
Hej! Tym razem ja wymyśliłam nowy wątek, a raczej nie wymyśliłam, tylko sam się wymyślił.Mam pytanie : co mówicie dzieciom (3-5-letnim) o śmierci?Mój 4-letni Jędruś od kilku dni jest pod wielkim wrażeniem wizyty u dziadków, gdzie poznał swoją prababcię, która, jak na prababcię przystało, jest już bardzo kruchutką, szczuplutką i cóż, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, stojącą nad grobem staruszką... Ponieważ już wcześniej, będąc na wakacjach w lesie co rusz napotykał na zdechłe żaby, rozjechane ślimaki czy żuki, zwykle dowiadywał się od nas, że ślimak itp. był stary i umarł. No, i co usłyszałam z ust mojego synka, kiedy szedł z prababcią z jednego pokoju do drugiego? "Prababciu, nie idź za szybko, żebyś nie umarła!" Mam nadzieję, że biedaczka tego nie dosłyszała...To może zabrzmiało zabawnie, ale gorzej było wieczorem - Jędruś przed zaśnięciem nagle spoważniał i zapytał "Cy ja umzem?". Najpierw, jako prawdomówna mama, powiedziałam,że tak, ale dopiero jak będzie stary; jednak kiedy zobaczyłam jego zaniepokojoną minę, zapewniłam go ,że nie umrze.Mimo to co jakiś czas Jędrek pyta mnie z poważną miną "Kiedy bendem stary?" , na co należy mu odpowiedzieć, że nigdy. Dlatego chciałabym wiedzieć : jak mowić dziecku, jeśli o to zapyta, o umieraniu? Czy udawać, że się nie słyszy, obracać w żart? Co powiedzieć? Jędrek na razie nie ma zbyt wielkiego pojęcia o sprawach wiary, więc nie bardzo wiem, jak podejść do jego pytań...:hello: Monika
    • Gość edziecko: _Tosiaa_ Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 18.07.02, 14:34
      gdzieś już była dyskusja na ten temat hmmm ale nie pamiętam pod jakim postem :ouch:Mam już duże dziewczynki i szczególnie Ola nie da się zbyć byle czym ;) zawsze wychodziłam z założenia że takie tematy należy przedstawiać dostosowując do wieku dzieckaKiedy moje córcie były małe przedstawiałam śmierć jako rodzaj snu tyle że na dłużej,dalsze tłumaczenie zależy właśnie od wiary (kwestia czy sobie śpi czy jest gdzieś z kimś czy się obudzi itd) Obecnie 8 letnia Ola zdaje sobie sprawę że każdy umiera tak jak się rodzi ,wytłumaczenie wymagało przedstawienia starzenia się organizmu (polecam atlas anatomiczny :lol: )Wie że kiedyś ja umrę i tata umrze ale mamy jeszcze tyyyyyyyyyyyle czasu ( to ważny moment -nie można dziecka przestraszyć ,spowodować ciągłej obawy o życie)Jestem przeciwna omijaniu tematu ,żartowaniu .Należy wszystko wyjaśnić spokojnie,dzieci zdumiewająco łatwo przyswajają takie informacjeGosia :hello:
      • Gość edziecko: Marina Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 18.07.02, 23:32
        Coz za kilka dni wybieram sie z dziecmi na 90-te urodziny Prababci.Watek na czasie.Ale...Poniewaz moj czterolatek ma starsze rodzenstwo niejako wczesniej ten temat przerabialismy.Nie dalej jak wczoraj powiedzial do swojej Babci,ze jak juz bedzie Aniolem i ona tez juz bedzie Aniolem to ma poczekac na niego w Niebie w takim fajnym miejscu,ktore jej sie spodoba , "bo wies ja tam bede psylatywal do Ciebie i casem sie spotkamy i bedziemy lazem latac".Dla mnie najtrudniejsza chwila w rozmowach o smierci byla rozmowa o dziecku -niemowlaczku naszych znajomych.Jednak dosc szybko wersja anielska zostala o dziwo zaakceptowana.Moje dzieci zawsze bardzo draza dlaczego i czy moglo byc inaczej i co by bylo gdyby.Trudne rozmowy.Anioly pomagaja.M
    • Gość edziecko: janeczka Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 19.07.02, 07:31
      4 letnie dziecko jest w stanie zrozumieć o wiele więcej niż dorosły. Rozumie jednak troszkę inaczej. A to, co go rodzice oszukali, pamięta się przez całe życie...Temat bardzo trudny i...bardzo naturalny. Jeśli jesteś wierząca, będzie pół kłopotu, bo po prostu powiedz dziecku, że ten świat jest jedynie wędrówką, przejściem do lepszego świata, w którym kiedyś wszyscy się spotkamy, gdzie teraz jest zmarły dziadek. Pamiętam, że ja wierzyłam, że zwierzęta też są w niebie-i to była jedyna pociecha dla mnie po stracie psa lub kota.Chyba rok temu w "Dziecku" był świetny artykuł właśnie o umieraniu.
    • Gość edziecko: janeczka Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 19.07.02, 07:31
      4 letnie dziecko jest w stanie zrozumieć o wiele więcej niż dorosły. Rozumie jednak troszkę inaczej. A to, co go rodzice oszukali, pamięta się przez całe życie...Temat bardzo trudny i...bardzo naturalny. Jeśli jesteś wierząca, będzie pół kłopotu, bo po prostu powiedz dziecku, że ten świat jest jedynie wędrówką, przejściem do lepszego świata, w którym kiedyś wszyscy się spotkamy, gdzie teraz jest zmarły dziadek. Pamiętam, że ja wierzyłam, że zwierzęta też są w niebie-i to była jedyna pociecha dla mnie po stracie psa lub kota.Chyba rok temu w "Dziecku" był świetny artykuł właśnie o umieraniu.
    • Gość edziecko: kn Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 19.07.02, 14:43
      Hermiono,uśmiechałam się często czytając Twój post, chociaż temat poważny i trudny...Mój synek jest nieco młodszy od Twojego (ma prawie trzy lata), ale ostatnio mieliśmy podobny problem:pretekstem pierwszych rozmów o śmierci (jeśli można tak powiedzieć) były - jak u Ciebie - zdechłe zwierzaki (?)ślimaki, dżdżownice, gołębie itd. Kiedy Krzyś pytał co to znaczy, że zwierzątko nie żyje, mówiłam, że już nie oddycha, bo to wydawało mi się najprostsze. Potem od kolegi na podwórku usłyszał, że ptaszek jest "zdechły" i zaczął powtarzać, chociaż prostowałam, mówiąc że jest nieżywy.Jakoś w międzyczasie przerabialiśmy temat relacji rodzinnych (tatuś jest synem babci i dziadka, a wujek jest bratem taty, etc.) Na fali takich rozmów Krzyś zapytał mnie "A gdzie jest twoja mama?" Zgodnie z prawdą powiedziałam, że już nie żyje; synek zapatrzył się na mnie wzrokiem nieco błędnym - widać było, że usilnie stara się przyswoić taką dziwną informację - i odruchowo zapytał, co to znaczy. Próbując w panice wymyślić zrozumiałe dla niego wytłumaczenie, powiedziałam, że kiedy ktoś umiera to przestaje oddychać - i w tym momencie w oczach mojego dziecka błysnęło wreszcie zrozumienie: "Zdycha!" wykrzyknął radośnie.Wracając do Twojego podstawowego pytania - myślę, że dla dziecka (i nie tylko zresztą...)śmierć jest czystą abstrakcją, dopóki nie zetknie się z nią "bezpośrednio", tzn. poprzez przeżycie straty ukochanego zwierzaka czy bliskiej osoby z rodziny - dopiero w takiej sytuacji może zrozumieć (z naszą pomocą), że czyjeś odejście oznacza, że tej osoby już nigdy z nami nie będzie i nic nie można na to poradzić.A co do starości - chyba trzeba o niej mówić zupełnie zwyczajnie - każdy kiedyś będzie stary, ale niekoniecznie musi to oznaczać kataklizm; jeśli powiemy o tym dziecku pogodnie i na luzie, nie będzie miejsca na strach...Tak mi sie wydaje.Pozdrawiam serdecznie :hello:Kasia mama Krzysia
      • Gość edziecko: Hermiona Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 19.07.02, 15:22
        Tak ładnie piszesz, Kasiu... Z Jędrusiem jest chyba trochę tak, że możliwość śmierci za bardzo bierze do siebie. Często źle się czuje (ma cukrzycę) i myślę, że również to skłania go do takich przemyśleń (możesz sobie wyobrazić, jaką mam wtedy kulę w gardle, ale nie pokazuję tego po sobie). Myślę też , że pytania o starość wynikają z zaskoczenia na widok prababci, bo Jędruś przyjmuje do wiadomości, że babcia jest stara, że dziadek..., ale na taką "prawdziwą" starość to chyba nie był przygotowany. I pewnie się bał...Muszę Ci powiedzieć, że z naszym nieżywym zwierzątkiem mieliśmy już do czynienia i... stchórzyłam... Mieliśmy ślicznego szczurka kapturowego, który niestety po 2 tygodniach zdechł. Jędruś był tak zdenerwowany tym, że rano zobaczył go na dnie klatki nieżywego, że choć najpierw próbowałam (razem z jego starszą siostrą) tłumaczyć mu, że szczurek zachorował i nie oddycha, to... widząc jego przerażoną minę powiedziałam, że biorę szczurka do szpitala i może za jakiś czas wróci... Od tej pory minęło już pół roku, a Jędrek jeszcze teraz potrafi ni stąd ni z owąd zapytać "Mamusiu, kiedy wreszcie Adelcia wróci ze szpitala?"Takie to smutne...Pozbawiać dzieci tego poczucia bezpieczeństwa i tej prawdziwej niewinności...:hello: Monika
        • Gość edziecko: kn Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 22.07.02, 11:04
          Moniko,kiedy przeczytałam, że Twój synek może brać problem śmierci "do siebie" miałam tak jak Ty wielką gulę w gardle - jak zawsze wtedy, kiedy widzę że dziecku (wszystko jedno moje czy nie moje) zagraża cierpienie ... Masz rację, tak trudno coś na to poradzić, tak trudno obronić nasze dzieci przed tym nienajlepszym ze światów, czy raczej przygotować je do stawienia mu czoła. Ja sama, nie mając powodów do niepokoju o zdrowie synka (odpukać!!!!!!!), codziennie wieczorem - jak Gabrysia Małgorzaty Musierowicz - odmawiam na jego główką cichutką modlitwę "żeby tylko nie wojna ..." A kiedy pomyślę o wszystkich zagrożeniach, przed którymi i tak go nie uchronię, po prostu cierpnę, a zaraz potem ... mocno go przytulam. I wiesz co? Może to jest to najlepsze, co możemy zrobić, zanim jeszcze nasze dzieci naprawdę zetkną się z nieszczęściem: naładować je ile się da naszą dobrą energią, poczuciem bezpieczeństwa, wiarą, że wśród kochających ludzi, w ciepłym domu, zawsze można się schronić. Może dzięki temu bedą miały, w konfrontacji - nieuchronnej - z tym wszystkim, z czym trudno sobie poradzić, swój własny ochronny pancerzyk, pozwalający szczerze współczuć i pochylać się nad cudzym cierpieniem, ale jednocześnie nie dać nieszczęściu zawładnąć sobą bez reszty, w sposób destrukcyjny... Ono jest przecież potrzebne właśnie po to, żeby nas wzmocnić, nie sądzisz?Pozdrawiam bardzo ciepłoKasia
          • Gość edziecko: Hermiona Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... IP: *.* 22.07.02, 12:19
            Kochana jesteś, Kasiu! Dziękuję Ci za te wszystkie ciepłe słowa! :):hello: Monika
            • Gość edziecko: kn Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... - PRYWATA do Hermiony IP: *.* 22.07.02, 13:30
              Moniko,wyjdzie z tego "lizus", trochę mi głupio, ale co tam ... - już od dawna zwracam uwagę na Twoje posty, chyba mamy podobne spojrzenie na świat. Bardzo bym była szczęśliwa mogąc Cię poznać - może wybierasz się na zlot w Warszawie (14-15 września, jak wynika z ostatnich ustaleń)? W razie potrzeby służę wszelką pomocą (jestem z Warszawy).Jeszcze raz pozdrawiam Kasia
              • Gość edziecko: Hermiona Re: Zgubne skutki wizyty u prababci... - PRYWATA do Hermiony IP: *.* 22.07.02, 13:47
                Uuuuu.... Zlot..... Pewnie, że chciałabym pojechać, ale w połowie września wraca ze statku mój mąż i czeka nas szybka przeprowadzka. Może kiedyś zlot będzie w Poznaniu?.... Poza tym z moim Jędrusiem nie mogę nigdzie się ruszyć, a raczej bez niego, bo nikt oprócz mnie i męża nie wie, jak się nim zajmować... Mam jednak nadzieję, że się kiedyś spotkamy!Serdecznie Cię pozdrawiam!Monika
Pełna wersja