Gość edziecko: AneczkaG
IP: *.*
06.08.02, 23:07
Wlaśnie mi mija pierwsza radość z nowej istotki, a zaczyna się widzenie wszystkiego w czarnych barwach. Jakieś "toksyczne hormonki"?A zaczęło się od tego, że byłam dziś u lekarza, który mi odradza wyjazd na wakacje (za daleko, samochodem, cała doba jazdy, itp) No więc już wiem, że wyjazd mogę sobie z głowy wybić. Mąż jak to tylko usłyszał, zadecydował, że nigdzie nie jedziemy

W przyszłym roku też nie pojedziemy, bo będziemy mieć malutkie dziecko

A potem miną kolejne lata i się okaże, że ostatni nasz wyjazd to była podróż poślubna

A poza tym jest mi niedobrze i słabo, ot uroki wczesnej ciąży. I smutno.Za parę miesięcy stanę się wielką słonicą z brzuszyskiem kilometr przede mną. Będę się tak wlokła do pracy, a po pracy z prawie trzyletnię córką na grzbiecie będę udawać, że cudnie jest na spacerach. Nogi mi będą włazić tam, gdzie wychodzą. Potem będę wampirem z podkrążonymi ślipiami, co to biega od łóżeczka do łóżeczka, o swoim wyrku zapominając na długie tygodnie (miesiące?). Do tego dopadnie mnie wysypka (temat już przerabiałam!) i depresja poporodowa... A jak to już wszystko minie, to uświadomię sobie, że zostałam sama z dwójką dzieci (tym razem z dwójką

), bo mąż od świtu do nocy siedzi w pracy, a jak łaskawie wróci z Pracy Nr 1, to zaraz popędzi do Pracy Nr 2. Nie mówiąc już o tych przyjaciółkach i znajomych, którzy nie umieli pogodzić się z myślą o moim jednym dziecku

to co dopiero będzie z dwójką? Idę sobie

w ten pusty łeb. Po co ja w ogóle chciałam drugie dziecko?Aneczka double