Gość edziecko: Asunta
IP: *.*
09.08.02, 20:30
Cześć dziewczynyOd kilku dni pochłania mnie pewien problem. Nie wiem jaką podjąć decyzję. Jest sporo argumentów za, ale chyba tyle samo przeciw. Liczę, że wśród Was jest ktoś, kto podzieli się ze mną swoimi doświadczeniami – może będzie mi łatwiej. Przedstawię w czym rzecz:Jest nas troje (mama, tata i synek). Ja pracuję, mąż od prawie roku wychowuje nasze dziecko, gdyż na skutek likwidacji etatu stracił pracę. Oczywiście przez cały czas szuka pracy. Szczerze przyznam, że sytuacja ta do tej pory bardzo mi odpowiadała – miałam spory komfort psychiczny, kiedy wracałam do pracy po macierzyńskim, a Maks został z tatą. Ale, no właśnie ale... Ile facet może siedzieć w domu z dzieckiem? Rad ma 32 lata. Im dłużej to trwa tym mniejsze szanse, że coś znajdzie, a większe, że zdziczeje.Rzecz miała miejsce w środę – mój szef wezwał mnie do gabinetu i wypytał o kwalifikacje męża. Zapytał czy jest dyspozycyjny, a kiedy odpowiedziałam twierdząco, zapytał czy jeśli go nie będzie w domu cały tydzień, to czy nie odbije się to na mojej gotowości do pracy. Okazuje się, że jest praca – niezłe pieniądze, ale męża miałabym od piątku wieczorem do niedzielnego popołudnia. W dodatku nie mogłabym (przynajmniej od razu) zredukować swojego etatu, co planowałam w momencie kiedy mąż coś znajdzie.Czyli czternastomiesięczne dziecię w tygodniu bez rodziców (ja wracam o 17, a o 20 mały idzie spać), wychowywane przez obcą kobietę (babcie mieszkają za daleko) – ta perspektywa mnie przeraża. Jest też druga strona medalu – toniemy w długach, Radkowi kończy się zasiłek, a VISA jest już naciągnięta do granic. Jeśli potrwa to dłużej to nie wiem jak to się skończy. Mimo iż od ubiegłego lata wysyłamy po kilka CV tygodniowo i mieszkamy w sporej aglomeracji, skończyło się na kilku rozmowach kwalifikacyjnych i tyle.Wiem że sama muszę podjąć decyzję, a raczej sami – choć jeszcze nie powiedziałam o niczym Radkowi – najpierw sama chcę to przemyśleć. Może jednak Wasze doświadczenia mi w tym pomogą. Przyznam, że boję się takiej przyszłości. Przede wszystkim tego, że Maks będzie miał weekendowego ojca, ale też tego, że ja nie dam sobie rady z szarą codziennością. Przyznam się, że jestem zepsuta przez męża, który do tej pory trzymał kasę, robił opłaty, spora część życiowych problemów mnie omijała. A teraz musiałabym wszystko to, co do tej pory dzieliliśmy na dwoje, zrobić sama.Jeszcze jedna kwestia – my. Czy na dłuższą metę nasz związek to wytrzyma. Na początku może takie rozstania i powroty nawet nam pomogą – ostatnio w domu jest trochę „za gęsto”, ale czy to potrwa długo?Kobiety – jak dajecie sobie radę w takich warunkach? Z góry dziękuję za zainteresowanie moim postem i ewentualną pomoc.Asia