dziecko rosnie po boku niani...

IP: *.* 12.08.02, 21:14
Kochane mamusieKiedyś na studiach poznałam pewną parę małżęnską i zastanawialiśmy się jak to będzie w przyszłosci? Kiedy będziemy mieć dzieci. Później mieliśmy kontakt tylko tel. okazało się, że koleżanka miała problemy z zajściem w ciążę i o niczym innym nie marzyła! :) Pocieszałam ją,że w końcu sie doczekają. Robią karierę, dobrze im się powodzi - myślę pewnie się doczekają i będą wspaniałymi rodzicami :) No i jakieś ponad rok temu, dowiedziałam się, że zostaną nimi. Koleżanka cieszyła się, jej mąż też. Planowali jak to będzie fajnie w domciu, odpoczną od pracy ( przynajmniej ona - obaj pracują w reklamie )i ,że niczym innym nie będzie się zajmować tylko swoją niunią. Cieszyłam się z nimi. I oto maja córcię, mała ma 2 miesiące i jest z nianią od 6 rana do 18!!! nie rozumiem!!!! Dowiedziałam się, że jednak kocha być niezależną i nie umie sobie życia wyobrazić bez pracy, życ też trzeba!!! Ale mi się wydaje,że żyją baaardzo dobrze, i pensja męża wystarczyłaby i jeszcze by zostało. ( może mi sie tak wydaje? ) Ale nie mi sądzić. Poprostu nie umiem zrozumieć. Jak można zostawić taką kruszynkę z nianią !!! To niania nauczy, siedzieć, chodzić, to z nią zacznie dzidzia mówić i tak mogłabym wymieniać. Rozumiem mamy, które nie maja wyjścia, muszą wracać do pracy. Wiem,że niektóre maluszki są z nianią od 6m. Ale ta mała miała 1m. kiedy zaczęła opiekować sie nią niania. Nie chodzi mi o to,że to mnie oburza. Nie !!! chciałabym zrozumieć - dlaczego osoba, która tak marzyła o tym dziecku, "oddała " je niani?Kochane mamusie pracujące wybaczcie - nie o Was mi chodzi, ale to Wy może mi wyjaśnicie?pozdrawiam serdecznie :hello: lea
    • Gość edziecko: donata Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 12.08.02, 21:29
      moze twoja kolezanka nie radzi sobie zbyt dobrze z malenstwem?moze zbyt dlugo na nie czekala i zrobila sie zbyt wygodna?kobiety roznie reaguja na poczatku maciezynstwa.mysle , ze juz niedlugo kiedy coreczke zacznie reagowac (smiac sie ) na jej widok to bedzie poswiecac jej wiecej czasu .mam nadzieje,ze malutka istotka zwyciezy. pozdrawiam donata
    • Gość edziecko: AneczkaG Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 12.08.02, 22:15
      Lea, ja jestem w stanie zrozumieć Twoją znajomą. Nie żebym ją popierała, czy coś w tym rodzaju. Ale sama wiesz, czekanie na dziecko to jest coś zpełnie innego niż fakt: dziecko jest, trzeba się nim zająć, wyjść na spacer, umyć pupę itp czynności, które zna każda mama.Nie zawsze ilość lat oczekiwania powoduje, że można się znaleźć w nowej sytuacji.Wiesz, ja zaszłam w ciążę przed ślubem (dodam, że było to bardzo oczekiwane i chciane Maleństwo, wbrew temu, że przed) i po ślubie mieszkalismy z mężem tylko pół roku razem zanim Mała się urodziła. I myślę, że w pewnym sensie nam mogło być łatwiej, nie znaliśmy innego życia, dla nas niemal od poczatku był w życiu mały "przeszkadzacz" (sorry jak kogos uraziłam, ale przyznacie, tak to jest)Nie było czasu na rozczarowania, na zastanawianie się. Choc było trudno, choć czasem miał się ochotę zwiać z domu, byle daleko od Krzykacza. A Twoja koleżanka mogła właśnie przez to długie oczekiwanie pewne rzeczy sobie wyidealizować. Słodki bobas w domu! Nic bardziej mylnego. Małe wrzeszczące zawiniątko, z którym nie można się dogadać. Nie do wszystkich mam od razu przychodzi miłość taka, że potrafią w tym zawiniątku widzieć ukochaną, upragnioną istotkę. Myslę, że przyjdzie czas i na Twoją koleżankę. Jeżeli pytasz siebie, czy mogłabyś jej pomóc, to pewno tak, ale jak? Nie mam pojęcia. Aneczka
      • Gość edziecko: Urszula1 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 12.08.02, 22:30
        Byłam przez półtora roku niania dwóch dziweczynek. I to ja wiedziałam co lubią ogladać w telewizji, z czym mają problemy w szkole, kto jest najlepszym przyjacielem. ja umiałam odróznić czy mała w sąsiednim pokoju płacze na prawdę czy udaje, że to lalak płacze - jej mama nie umiała.Długo można by wymieniać... Było mi szkoda tych dzieci, i rodziców.
        • Gość edziecko: AneczkaG Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 12.08.02, 22:45
          No właśnie, szkoda i dzieci i mamy.Czasem nie ma imnnego wyjścia, bo pieniążki, bo coś tak jeszcze innego, ale z wyboru... hmm.Czasem warto walczyć ze swoim pragnieniem ucieczki. Też dla tego, żeby umiec odróżnić ten płacz.Aneczka
    • Gość edziecko: Mariola4 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 00:29
      Myślę, że trzeba by ja zapytać dlaczego? Może nowa sytuacja ją przerosła, zwłaszcza jeśli miała to być taka wymarzona dziecina. Trochę ją rozumiem. Mam koleżanki, które bardzo żle wspominają niemowlęcy okres swoich dzieci mimo, ze są dziś kochanymi matkami i mają wspaniałe dzieci. Sama pamiętam,że urlop macierzyński (pierwszego dziecka)był dla mnie koszmarny. Zapisałam się na prawo jazdy ( mimo iż nie mieliśmy samochodu), aby trochę się od "TEGO" oderwać i z ulgą wróciłam do pracy po 3,5 m-cach. Nie dlatego, ze nie kochałam swojego dziecka i miałam go dość. Po prostu oprócz niego istnieją też dla mnie rzeczy ważne, których wcale nie trzeba "poświęcać".Tylko szczęśliwi ludzie wychowują szczęśliwe dzieci.Jedni realizują się w pracy, inni w domu, pozostali jeszcze w innej działalności- a prawie wszyscy mają potomstwo .Ważne by gdzieś się spełniać (i nie koniecznie w macierzyństwie) a dzieci nasze mimo różnych niedostatków będą szczęśliwe.
    • Gość edziecko: szwedka Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 08:52
      Lea - zauważyłam, że w wszystko jest w porządku kiedy mama mówi: "wracam do pracy, bo muszę", bo pieniądze itd.Wtedy dla wszystkich jest to zrozumiałe.A kiedy ktoś chce wrócić do pracy, bo daje mu masę satysfakcji, lubi to, co robi, i ma z tego pieniądze - co też go dowartościowuje jako człowieka?Mój mąż też mógłby na nas zarobić, ale ja nie umiem nie pracować, męczę się w domu.Możesz powiedzieć, że nie dorosłam do posiadania dziecka - masz do tego prawo. Kocham czas spędzany z nim popołudniami, weekendy, wyjazdy, ale lubię też moją pracę, którą mnie także pewnie sposób zaspokaja - intelektualnie, towarzysko. Wróciłam do pracy "na dobre" kiedy Mikołaj skończył 8 miesięcy, a wcześniej po prostu pracowałam w domu.Dwumiesięcznego dziecka bym nie zostawiła - ale vczy tu w ogóle możliwe są rozwiązania typu "ta zrobiła lepiej, a ta gorzej" - nie wiem.
    • Gość edziecko: Justyna1212 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 09:21
      Piszemy tu o mamach, o ich potrzebach, wartościach itd A mi na myśl przyszło dziecko. Według mnie dziecko potrzebuje rodziców, po prostu. Dla dziecka jest bardzo ważne, aby rodzice mieli dla niego czas. Pamiętam, był czas gdy moja mama pracowała od rana do wieczora, codziennie. Jak ja na nią czekałam!!! Mama była dla mnie najważniejsza, bardzo pragnęłam jej obecności, bliskości. Ja BARDZO bym cierpiała, gdybym musiała zostawiać moje dziecko z nianią na cały dzień. Takie jest moje odczucie.
    • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 09:39
      Każda z nas pamięta jak ciężkie są trzy pierwsze miesiące z maleństwem. Myślę, że spanikowała. Ja wróciłam jak Asia skończyła 7 miesięcy. Lubię swoją pracę no i potrzebne pieniążki. Nie czuję się gorszą mamą. Kiedy wracam Asia urządza taniec radości, coś jemy i pędzimy na dwór. Potem kolacja i zabawy do 22.00 (żeby trochę więcej czasu być z nią pracę kończę o 16.00). Moje dziecko jest radosne ja szczęśliwa, spełniona zawodowo.Ale gdy przypominam sobie pierwsze dwa miesiące z Asią (wychowywałam ją tylko z pomocą pracującego męża) to też nieraz chciałam uciec. Szkoda, że nikt jej nie przekonał że będzie lepiej
      • Gość edziecko: feratu Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 09:58
        Myślę, że każdy człowiek ma inne potrzeby. Znam wiele dziewczyn (studiują ze mną na tych samych wydziałach), które są już mamusiami, a które nie zostały w domu z dzieckiem. Wróciły na studia, poszły do pracy. Znam też takie, które pomimo bardzo młodego wieku (19, 20 lat)zostały ze swoimi bobasami w domu, ponieważ inaczej sobie nie wyobrażają swojego życia. Myślę, że to jest naprawdę uzależnione tylko od tego co nam daje szczęście, co nas realizuje. Zresztą jak wiadomo są różne kobiety, takie które całe swoje życie są w stanie poświęcić dla domu, dziecka oraz męża i są z tym szczęśliwe, ale trzeba też wziąć pod uwagę wszystkie te, które czują, że się w domu duszą, że to za mała przestrzeń, że chcą od życia więcej, że to dla nich za mało itp. Mój mąż zawsze powtarza, że jak ja jestem szczęśliwa, to i on jest szczęśliwy. Ja obserwuję to samo w jego kierunku. Więc być może jest też tak w relacjach z rodzicami. Jeśli mama jest szczęśliwa, to dziecko będzie czuło od niej zadowolenie z życia, dobroć i radość, nie ważne, że będzie to nie pełnoetatowa mama w domu. Natomiast jeżeli taka kobieta zostanie wbrew sobie w domu, może to się odbić na dziecku. Sfrustrowany człowiek nigdy nie wnosi niczego pozytywnego do życia innych. Natomiast zupełnie inną kwestią jest to, że trzeba być gotowym emocjonalnie na przyjście dziecka, przecież to wiąże się z wieloma zmianami w życiu, także z pewnym podporządkowaniem. Niestety nie zawsze jest tak, że dziecko ma ten, kto jest na nie naprawdę gotowy. Pozdrawiam Feratu :-)
        • Gość edziecko: lea Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 10:47
          kochane !nie chodzi mi o to, że ona pracuje, nie ! To wspaniałe, że człowiek się samorealizuje, ma swoje marzenia i pewne cele :)Chodzi mi o to, że uczyniła tak, kiedy maleńka miała dopiero miesiąc ... a może to nie ma znaczenia kiedy się wraca do pracy ? myślę,że będą szczęśliwi :)pozdrawiam lea :hello:
          • Gość edziecko: feratu Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 10:58
            Kochana Lea.. Ja uważam, że to jest ważne kiedy się wraca do pracy.. Osobiście nie zostawiłabym tak malutkiego szkraba z nianią, nie ważne jakie miałabym potrzeby związane z samorealizacją. Do pewnego momentu to maleństwo jest jednak najważniejsze.. :-) Z tym się zgadzamy :-) Feratu :-)Ps. Co do mojego wcześniejszego postu to oczywiście podpisuje się nadal rękoma i nogami.. W sumie mogłam tam dodać, że nie zostawiałabym takiej małej dzidzi samej wtedy wszystko było by jasne.. Co myślę :-)
        • Gość edziecko: strzelec Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 12:17
          Witam,zabiorę głos bo moje dziecko też rośnie u boku niani i gdyby nie to, że nie znam autorki postu oraz są drobne róznice myślałabym, ze to o mnie.....Musiałam wrócić do pracy gdy niunia miała 1,5 miesiąca. Tego niestety wymagała sytuacja i chociaż wtedy byłam bardzo nieszczęśliwa z tego powodu teraz z perspektywy czasu widzę, że dobrze się stało - no może raczej nic strasznego się nie stało :-)Zgadzam się z kilkoma z przedmówczyń, że kobiety mają różne potrzeby, każda sytuacja jest inna i nie można generalizować (jak zwykle zresztą).Moja niunia ma wspaniałą opiekunkę, która bardzo ją kocha - miałam wielkie szczęście i pewnie dlatego wszystko inaczej widzę. Opiekunka wychowała dwoje własnych dzieci i myślę, że w wielu przypadkach jej opieka jest lepsza niż ta jaką ja mogłabym mojemu dziecku zapewnić (mimo całej literatury przeczytanej na ten temat).Ja z kolei bardzo lubię moją pracę, realizuję się w niej, ale do domu pędzę jak na skrzydłach. Poranki, wieczory i weekendy z dzieckiem to naprawdę nie tak mało!Tyle się nasłuchałam "nie zobaczysz pierwszego uśmiechu, kroku etc" - trudno, to zobaczyłam drugi.I nie sądzę by dziecko cierpiało z tego powodu, że sytuacja jest właśnie taka - niunia jest pogodnym , szczęśliwym, zdrowym dzieckiem i zaznaje mnóstwo miłości i troski zarówno od swoich rodziców jak i niani.To raczej własnie takim matkom, które muszą/chcą wrócic do pracy jest trudno - wiadomo, czas na własne potrzeby tylko gdy dziecko śpi. I dom sprzątany rzadziej, i szybkie dania. Ale mimo wszystko wiele da się zrobić - mi udało się pracować full-time i karmić piersią do 6 miesiąca. Wiem, że to nie długo, ale myślę, że przynajmniej minimum.I jeszcze jedno, sądzę, że akurat dziecko bardziej przeżywa "rozstanie" z matką gdy jest starsze, a wiekszość matek jednak do pracy wraca po 3,6 czy 10 miesiącach.Każdy medal ma dwie strony, życzę wszystkim mamom by były ze swoimi dziećmi dokładnie tyle ile będą CHCIAŁY, a nie musiały Atena
        • Gość edziecko: olaart Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 12:27
          Feratu - myślę tak samo jak TY. Spotkałam się jednak z wieloma niepochlebnymi opiniami, gdy na pytanie czy wracam po macierzyńskim do pracy odpowiadałam bez wahania: "tak". Ja przez te pierwsze, trudne trzy miesiące marzyłam nałogowo bo spakować walizkę, uciec na lotnisko i wybrać samolot, który leci na drugą półkulę. Naprawdę cieżko mi było. Ja też należę do osób, które muszą doświadczać ciągle czegoś nowego, wokół których ciągle coś się dzieje, chętnie podejmują nowe wyzwanian, no i MUSZĘ spotykać się z ludźmi. To uczucie uwiązania do domu i dziecka było okropne - chociaż pokochałam mojego synka w chwili kiedy go ujrzałam. Wiedziałam, że muszę przez to przejść właśnie dla niego, karmić go piersią na żądanie i po prostu być być przy nim. Najgorsze jest to, że ja tych czynności przy dziecku nie lubię, bo są monotonne. Wiem, że dziecko potrzebje właśnie takkiego monotonnego rozkładu dnia, to daje mu poczucie bezpieczeństwa - ale ja tego nienawidzę. Nie uważam, że wynika to z mojej emocjonalnej niedojrzałości - jestem po prostu takim typem człowieka. Nie cierpiałam np. w szkole tego, że przez cały semestr te same zajęcia odbywały się w tych samych godzinach, nie lubiłam wczasów z rodzicami bo każdy dzień był podobny. Za to mogłabym się co roku przeprowadzać, uwielbiałam podróże w nieznane itp. Najgorsze, że jako matka muszę teraz pójść na mądry kompromis między potrzebami dziecka a swoimi. Bo jestem świadoma, że jego potrzeby są na pierwszym miejscu - mam wrażenie, że właśnie o tym zapomniała Twoja koleżanka, zabrała malutkiemu, dopiero co urodzonemu, dziecku to co jest dla niego najważniejsze - mamę.
    • Gość edziecko: Aluc Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 10:34
      Wiesz, nie zostawiłabym takiego malucha, ale z drugiej strony lepsza szczęśliwa mama choćby na parę godzin dziennie niż matka frustratka :lol: na okrągłoKobiety rodzą dzieci z tysiąca różnych powodów, każda ma inne podejście do macierzyństwa, swojej kariery zawodowej, tego co w życiu jest ważne i tego co jest konieczne. Mi też wróżono, że nie wytrzymam bez pracy, że będę siedzieć w domu jak na szpilkach :D Maksio ma pół roku, a ja nadal nie wyobrażam sobie powrotu do pracy. Z drugiej strony pewna koleżanka koleżanki, skończony psycholog, obnosi się z tezą, jakoby dla prawidłowego i niezaburzonego rozwoju dziecka, matka powinna zostać w domu przynajmniej trzy lata :crazy: nie wspominając jednak o tym, że ona sama w życiu nie pracowała i pewnie pracować nie będzie, mąż zarabia kupę kasy, a nawet jakby nie zarabiał, to ona - z trzydziestką i małym dzieckiem na karku, bez doświadczenia zawodowego - marne ma szanse na dostanie jakiejkolwiek roboty.Obydwa podejścia uważam za przegięcie, jak każde skrajniactwo :lol: ale moja mama kochana na przykład za przegięcie uważa to, że chcę mieć co najmniej troje dzieci :lol: moje pierwsze kroczki widziała babcia, ona usłyszała pierwsze zdanie, a jakoś na dewianta nie wyrosłam (przynajmniej mam taką nadzieję :lol:)
      • Gość edziecko: 124578 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 10:48
        no podpisuję się jak najbardziej pod tym, że lepsza uśmiechnięta mama przez pół dnia niż mama sfrustrowana na cały dzionek :) A że sama nie zostawiłabym miesięcznej Aduśki z opiekunką to już inna sprawa. Sama wróciłam do pracy po 6 miesiącach i pracuję tylko siedem godzin i potem na skrzydłach pędzę do domu. I uważam, że po pracy mam czas już tylko dla dziecka i cała reszta może sobie czekać na później. I wtedy jest czas na przytulanko, na pogaduchy, na cycucha, na zabawę, na wspólne spacerki i wogóle na wszystko co można zrobić razem. I cała reszta związana z domem może poczekać. I sama też wychowalam się w rodzinie gdzie rodzice pracowali do 15 i też miałam nianię i nie czuję się z tego powodu pokrzywdzona. Także dla każdego to co chce i lubi pod warunkiem że tego chce :)
    • Gość edziecko: magusia Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 10:54
      KIedy urodziłam Rafała cały mój świat stanął do góry nogami. Mały płakał z powodu kolek, za oknamismutna jesień, mąż długo, ługo w pracy a ja mażyłam żeby gdzieś się wymknąć. I czasami udawało się. Dziadek zostawał z wnukiem a mnie rosły skrzydła u ramion bo wolność!! I wiecie co? Wystarczyła mała godzinka aby zatęsknić za kochaną kruszynką. Może to kwestia psychiki, hormonów ale nie wyobrażam zostawić "świeżego" niemowlaka z obcą osobą w domu. Cóż nie zmusza mnie do tego sytuacja finansowa ale znane mi mamy pracujące ciężko przeżywają rozłąkę ze swoimi maluchami.Lea widocznie Twoja koleżanka miała trochę inne wyobrażenie o macierzyństwie- oparte na optymistycznych poradnikach i prasie. Może już wkrótce zamieni "wolność" na bycie ze swoim dzieckiem.
    • Gość edziecko: eBeata Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 14:30
      Lea, dobrze Ciebie rozumiem. Mnie też jest szkoda tego maluszka. Tak jak wszystkich dzieciaków, którym "zabrakło" rodziców. Naprawdę rozumiem, że są różne charaktery i że młoda mama chce żyć. Chce wykorzystać możliwości jakie daje życie. Ale te pierwsze miesiące przy dziecku na pewno nie są wielką przeszkodą w samorealizacji. Kilka miesięcy w stosunku do kilkudziesięciu lat życia...Jak twoja znajoma odnosi się do dziecka po powrocie z pracy?Może jest w jakiejś depresji i dlatego ucieka od dziecka? Jak reaguje jej mąż? Wiele pytań bez odpowiedzi. Jeżeli jednak zostawia dziecko, z powodu wygody, egoizmu....Jak chętnie potępiamy bicie dzieci, znęcanie psychiczne itp.a opuszczenie przez rodziców??? Przecież można pracować na 1/2 etatu. Ustalić jakoś wymianę rodziców przy dziecku.Nie wiem. Nie przemawia do mnie opuszczanie tak małego dziecka na 12 godz.Ale na pewno nie popieram zdania Anety:"Każdy medal ma dwie strony, życzę wszystkim mamom by były ze swoimi dziećmi dokładnie tyle ile będą CHCIAŁY, a nie musiały"Małemu dziecku mama jest potrzebna bardziej niż ładne ubranka i kaszka. Jeżeli ktoś decyduje się na dziecko, to powinien być dalej odpowiedzialny za tę decyzję. Niemowlę to nie zabawka, potrzebuje mamy. Zdrowy egoizm jest rzeczą pożądaną, ale ZDROWY egoizm. Nie mozna krzywdzić własnego dziecka. Odbierać Mu tak wiele, wyłącznie dlatego, że mama nie ma ochoty. Mam nadzieję Lea, że Twoja znajoma dojdzie do siebie, wszystko się ułoży i nie będzie mamą, która kupuje miłość dziecka.A i tak w końcu dzieci nas kiedyś osądzą.
      • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 14:47
        Nie przeceniajmy naszego społeczeństwa. 40% dzieci poczyna się przed ślubem. To gdzie tu mówić o świadomym macierzyństwie? Moje dziecko było planowane tak jak był planowany powrót po 7 miesiącach do pracy. Decyzja o dziecku nie może być jednak decyzją o zamknięciu się w domu na całe życie. Ja robię karierę do 16.00. Po 16.00 radosna do 22.00 jestem dla dziecka. I jestem szczęśliwa i mała jest najbardziej radosnym dzieckiem na podwórku bo jej mama biega z nią, śpiewa piosenki i umie cieszyć się życiem. Nie oceniam nikogo choć zostawienie dziecka przed 3 miesiącem życia jest dla mnie wstrząsające dla mnie przed 3 miesiącem dla kogoś przed 3 rokiem a jeszcze dla kogoś przed 18 rokiem. Ważne żeby mama i dziecko były szczęśliwe. A moja Asia z każdym większym osiągnięciem czeka na mnie i to przy mnie robiła pierwszy krok i pewnie w moje ramię będzie opłakiwać pierwszą zawiedzioną miłość bo choć nie ma mnie do 16.00 to zawsze będę miała dla niej czas.
    • Gość edziecko: firlej Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 13.08.02, 15:39
      Powrót do pracy po miesiącu? Zgodnie z przepisami jest to w ogóle możliwe? Chyba nie można skrócić macierzyńskiego, a może się mylę?Lea obawiam się, że nie możesz pomóc, po prostu niektórzy wybierają taką opcję. Mi włosy stają na głowie gdy słyszę że ktoś zostawia miesięczne dziecko z nianią, mogę jeszcze zrozumieć kilka godzin, ale 12 godzin na dobę? W takiej sytuacji kontakt dziecka z rodzicami jest bliski zeru, potem dziecko będzie wychowywało przedszkole, szkoła, koledzy na podwórku itd. A rodzicielstwo skończy się na jedzeniu wspólnie kolacji, albo i nie.Wiem że praca daje dużo satysfakcji, tak jest w moim przypadku i nie chcę z niej rezygnować, ale nie popadajmy w skrajności.pozdrawiamżyczę wszystkim cierpliwości do własnych dzieci :-)) i dużo czasu spędzonego razem
    • Gość edziecko: EwaŁR Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 14.08.02, 13:10
      Trochę rozumiem Twoją znajomą (chociaż nie do końca). Mioje dziecko ma rok, opd 6 m opracuje zawodowo. Wczesniej bardzo dużo pracowqałam , brałam dodatkowe prace po południu - i byłam niezależna finansowo i dowqartościowana pod względem zawodowym. Gdy poszłam na urlop macierzyńsk8 okazało się, że spadłam do roli kury domowej. Uwoielbiam być z moją córeczką, ale wkurza mnie, że mój mąż przestał mnie podziwiać, że zarabuiam tyule, że mnie nie stać na kupno czegokolwiek poza najpotrzebniejszynmi rzeczami. Poszłam do dodatkowej pracy na jedno popołudnie w tygodniu, z dzieckiem jest babcia. Ona teskni. Ja cierpię, równ9ież z powodu wyrzutów sumienia. Nie zarabiam wiele, ale czuję się ważniejsza, mądrzejsza. Lubię tę pracę. Cz to jest godne potępienia?
      • Gość edziecko: lea Re: dziecko rosnie po boku niani - do Ewy IP: *.* 14.08.02, 13:52
        Droga Ewuniu :)Nigdy ale to nigdy jescze nikogo nie potepilam ! Nigdzie tez nie napisalam, ze potepiam. Chcialam tylko i prosilam dziewczyny aby pomogly mi w zrozumieniu tego, ze miesiecznego dzieciaczka mozna zostawic w domciu z niania. Jak juz pisalam wczesniej podziwiam i szanuje kobiety, ktore sie samorealizuja i maja jakies cele, baaardzo mi sie to podoba. Sama chcialabym pracowac ale tutaj niestety nie ma pracy :(Przykro mi Ewo, ze tak odebralas moj post.pozdrawiam :hello: leaPs. przepraszam, ze literki sa pozbawione haczykow i kropek ale cos mi sie stalo z kompem.
        • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani - do Ewy IP: *.* 14.08.02, 14:04
          Miło, ale ja się nie obraziłam. A może to ja za ostro napisałam. Chyba dlatego, że chciałabym mieć drugie a tu urlop macierzyński 3 miesięczny i jak tu obcej osobie zostawić takiego maluszka no i próbuję sobie już teraz wytłumaczyć, że takie jest życie. Poza tym często słyszę głos, że kariera i kariera to takie zło i trochę mnie to boli, bo co faceci mogą a ja nie. Nie ukrywam, że wkurza mnie dysproporcja mężczyzn i kobiet (tak 30:10) a w dziale informatyki (40:0) w zarządzie (11:1) itd.choć feministką to nie jestem.
          • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani - do Ewy IP: *.* 14.08.02, 14:05
            Sorry za pomyłkę, ale myślałam że to do mnie
            • Gość edziecko: lea Re: dziecko rosnie po boku niani - do ez IP: *.* 14.08.02, 19:37
              kochana zoe :) to i tak milo, ze napisalas taki mily poscik sciskam mocno pa :hello: lea ps. co ja mam z ta klawiatura :( ???
    • Gość edziecko: annika Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 14.08.02, 20:23
      Tej pani nie rozumiem bo sądzę że trzeba być blisko dziecka przez pierwsze miesiące. Na pewno przeżyła szok w zderzeniu z "krzyczącą rzeczywistością", tym bardziej że przyzwycziła się do życia we dwoje i do wygody. A dziecko - no cóż... Ile herbat wypiłyście ostatnio w spokoju i w odpowiedniej temperaturze? Ale przecież trzeba sobie powiedzieć - są pewne priorytety.U mnie było tak: Mateusza urodziłam pod koniec studiów. Dzięki mamom (kochane mamy!) studia skończyłam. Po obronie zaczęło się szukanie pracy. Coraz bardziej się denerwowałam, bo znacie sytuację na rynku - ja, bez doświadczenia za to z dzieckiem. Ale dostałam propozycję wymarzonej pracy, dobrze płatnej, w fajnej firmie. Po namyśle jednak ją odrzuciłam. Do dziś nie wiem dlaczego (chociaż chyba wiem, o czym za chwilę). Nie wyobrażałam sobie przenosin do Warszawy i pracy od rana do wieczora, a Mateusza w żłobku. Chociaż miałam jużdo niego coraz mniej cierpliwości. I wtedy przyplątała się depresja. Zgroza. Co przeżył ze mną mały, wie tylko on, ja, i mój mąż. I na dodatek okazało się, że "wpadłam" po raz kolejny. Brak pracy, mieszkania i perspektywa "użerania sie" (sorry, ale tak to widzialam) z dwójką wrzeszczących bachorków. Trochę pomogły mi studia doktoranckie bo przynajmnie mogłam wyjść z domu. Ale im bliżej do porodu tym gorzej ze mną było. Byłam po porstu przerażona. Przeszło jak ręką odjął - na sali porodowej. Urodziłam śliczną i spokojną córeczkę, która mi dała siły do życia. I mimo że teraz to już z pracą będzie arcytrudno, to otrząsnęłąm się z tego marazmu, za rok wprowadzę się do mojego mieszkania (nieważne, że w TBSie) i w ogóle kocham życie. Oraz moje dzieci. I męża- wspaniałą ostoję. i przepraszam was kochani za te moje nerwy.Sorry że się tak trochę nie na temat rozpisałam, ale ulżyło mi. I myślę że mój przykład wskazuje że niekoniecznie dużo znaczy dobrze. Ja należę do osób które nie mogą zbyt długo siedzieć w domu. Ale powtarzam - nie zostawiłabym 2-miesięcznej Emilki z żadną nianią na całe dnie. Pozdrowienia Agnieszka mama Mateusza i Emilki
      • Gość edziecko: lea Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 14.08.02, 21:34
        Kochana Annika :love:Tak bardzo Ci jestem wdzięczna za napisanie tego postu. Jest piękny, bardzo piękny - dziękuję Tobie słoneczko :)Pozdrawiam Twoją szczęśliwą rodzinkę :hello: lea
    • Gość edziecko: annika Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 14.08.02, 20:24
      Tej pani nie rozumiem bo sądzę że trzeba być blisko dziecka przez pierwsze miesiące. Na pewno przeżyła szok w zderzeniu z "krzyczącą rzeczywistością", tym bardziej że przyzwycziła się do życia we dwoje i do wygody. A dziecko - no cóż... Ile herbat wypiłyście ostatnio w spokoju i w odpowiedniej temperaturze? Ale przecież trzeba sobie powiedzieć - są pewne priorytety.U mnie było tak: Mateusza urodziłam pod koniec studiów. Dzięki mamom (kochane mamy!) studia skończyłam. Po obronie zaczęło się szukanie pracy. Coraz bardziej się denerwowałam, bo znacie sytuację na rynku - ja, bez doświadczenia za to z dzieckiem. Ale dostałam propozycję wymarzonej pracy, dobrze płatnej, w fajnej firmie. Po namyśle jednak ją odrzuciłam. Do dziś nie wiem dlaczego (chociaż chyba wiem, o czym za chwilę). Nie wyobrażałam sobie przenosin do Warszawy i pracy od rana do wieczora, a Mateusza w żłobku. Chociaż miałam jużdo niego coraz mniej cierpliwości. I wtedy przyplątała się depresja. Zgroza. Co przeżył ze mną mały, wie tylko on, ja, i mój mąż. I na dodatek okazało się, że "wpadłam" po raz kolejny. Brak pracy, mieszkania i perspektywa "użerania sie" (sorry, ale tak to widzialam) z dwójką wrzeszczących bachorków. Trochę pomogły mi studia doktoranckie bo przynajmnie mogłam wyjść z domu. Ale im bliżej do porodu tym gorzej ze mną było. Byłam po porstu przerażona. Przeszło jak ręką odjął - na sali porodowej. Urodziłam śliczną i spokojną córeczkę, która mi dała siły do życia. I mimo że teraz to już z pracą będzie arcytrudno, to otrząsnęłąm się z tego marazmu, za rok wprowadzę się do mojego mieszkania (nieważne, że w TBSie) i w ogóle kocham życie. Oraz moje dzieci. I męża- wspaniałą ostoję. i przepraszam was kochani za te moje nerwy.Sorry że się tak trochę nie na temat rozpisałam, ale ulżyło mi. I myślę że mój przykład wskazuje że niekoniecznie dużo znaczy dobrze. Ja należę do osób które nie mogą zbyt długo siedzieć w domu. Ale powtarzam - nie zostawiłabym 2-miesięcznej Emilki z żadną nianią na całe dnie. Pozdrowienia Agnieszka mama Mateusza i Emilki
    • Gość edziecko: Hermiona Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 14.08.02, 22:44
      A mnie to oburza. Wydaje mi się, że wiele dzieci rodzi się, bo "tak wypada", bo ma się stanowisko, samochód, eleganckie mieszkanie itd., więc "należy" postarać się o dziecko - taka moda, snobizm... A potem mama, która dobrych parę lat przebywała w sztucznym świecie, dajmy na to agencji reklamowej czy banku, wpada w panikę, bo oto ma przed sobą stworzonko, do którego nie pasują żadne wzorce, żadne wyliczenia; trzeba zdać się na instynkt, a instyktu nie ma, bo zagłuszyły go perfumy i laptop. Mam wrażenie, że niektóre posty mam przerażonych noworodkami z ich apetytem i nieprzewidywalnością biorą się właśnie stąd, że nie potrafią zobaczyć swojej osoby w tej "pierwotnej" roli, do której stworzyła je natura - matki, karmicielki, opiekunki. Że nie umieją zdać się na swój wewnętrzny głos, na intuicję, a chciałyby dostać gotową formułkę "jak hodować dziecko". Większości po jakimś czasie się to udaje; inne pewnie tchórzą...Taka sytuacja jest szkodliwa nie tylko dla dziecka, ale i dla mamy - przecież to przez pierwsze tygodnie ustala się równowaga hormonalna, przez ciągłe obcowanie z noworodkiem kobieta staje się matką, wyczuloną na każdy płacz dziecka, uczącą się czytać z jego minek, z jego ruchów, czy należy mu pomóc. Kobieta, która zostawia dziecko na 12 godzin nigdy się tego nie nauczy. I nie zgodzę się, że można to nadrobić w weekendy. Nigdy się tego nie nadrobi, a skutki takiego życia odczują i rodzice, i dziecko za kilka - kilkanaście lat. Bo nawet dla kilkulatka przebywanie bez mamy przez cały dzień będzie szkodliwe i na pewno źle wpłynie na jego psychikę.Miałam sąsiadów, którzy z wielkim trudem "urodzili" dziecko; właściwie od wieku 3 miesięcy opiekowała się nim niania (przedtem "z doskoku" - babcia); rodzice wracali wieczorem, a następnego dnia odsypiali zmęczenie, więc mimo, że do pracy jechali dopiero przedpołudniem, wielkiego pożytku z nich nie było. Ten chłopiec mając 2-3 lata nie reagował na widok rodziców. Owszem, czekał na nich, płakał, kiedy przyjdą, czasem nawet nie chciał ich wypuścić z domu, ale kiedy wieczorem pokazywali się w drzwiach, jego twarz NIC nie wyrażała. Kiedy jego mama chciała się czasem popisać przed innymi mamami i wołała go, szeroko otwierając ramiona, po prostu ją mijał, nie patrząc...Zabrzmię ostro, może bezwzględnie, ale takie jest moje zdanie: jeśli miało się w sobie tyle odpowiedzialności, żeby powołać na świat nowe życie, trzeba mieć jej również tyle, żeby ponieść tego konsekwencje - dać się zamknąć na jakiś czas w domu, pogrążyć w rutynie, być "kurą domową". Bo dziecko to nie tylko poczęcie, ciąża czy poród; to jeszcze odpowiedzialność na wiele następnych lat.Kiedyś ktoś (a był to bardzo niepopularny polityk, często dziwaczny, ale tym razem mądry) powiedział: matki powinny móc siedzieć w domu z dziećmi przez pierwsze lata ich życia; jeśli ktoś, kto nie potrafi się posługiwać komputerem zepsuje nam go, bierzemy komputer do serwisu i zostanie naprawiony; jeśli dziecko powierzone obcej osobie zostanie skrzywdzone psychicznie przez jej nieodpowiednie postępowanie, nikt nam dziecka nie naprawi i do końca życia będziemy mieć do siebie żal, że nie dopilnowaliśmy sami jego wychowania. Nota bene spotkałam się też z takim modelem życia rodzinnego, gdzie mama - "bankierka", miesiąc po urodzeniu dziecka nie tylko wróciła do pracy, ale zawiozła je do swojej mamy i przyjeżdżała tylko na weekendy. I uważała, że nie ma w tym nic złego...Lea! A za Twoje dobre serduszko :love: :love: :love::hello: Monika
      • Gość edziecko: kasiaku1 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 15.08.02, 14:58
        Zgadzam się z Toba. Jezeli ktos kilka lat starał sie o daziecko to juz troche "pożył"Ja też pracuje w reklamie (od 5 lat)i wiem ile godzin się tam pracuje, ale również ile zarabia, więc jestem przekonana, że można życ przez jakis czas z jednej pensji ))) Wiem również , że szybko się wypada z tej branyzy, ale nie aż tak szybko...Natomiast powrót po miesiącu to totalny egoizm. Mysle, że takie postępowanie wynika z tego, że zbtyt często wmawia się nam, że życie powinno b yć łatwe lekkie i przyjemne. Zero poświęcenia. Najważniejsza jestem JA.Skoro dziecko to "ciężar" to należy się go "pozbyć" Rodząc dziecko kreujemy jego życie i jesteśmy za nie odpowiedzialne. Zwłaszcza jeżeli prawo daje 6 miesiecy opieki nad dzieckiem. Domyślam sie że ta dziewczyna do dnia porodu siedziala w pracy a na sali porodowej obmyślala nowa kampanie reklamową (znam takie przypadki)Dla mnie to brak właściwej hierarchi wartości, który niewątpliwie kiedyś sie odbije na tych ludziach i niestety również na dziecku (oby trafio na dobra nianię)Ja wróce do pracy po 11 miesiącach i martwię się że to za wczesnie. Wiem, że nie wszyscy mają możliwość siedzenia tak długo w domu, ale na pewno trzeba wykorzystac to co oferuje prawo. Miałabym ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do dziecka gdybym tego nie zrobila
    • Gość edziecko: lea Re: dziecko rosnie po boku niani...- do Hermiony IP: *.* 15.08.02, 20:18
      Kochana :love:dziekuję za zrozumienie - jesteś ... piękna ...tak jak tylko kobieta potrafi być w swoim sercu... :) lea
    • Gość edziecko: BAJBUS Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 15.08.02, 21:15
      Nie wyobrażam sobie pozostawienia moich dzieci pod opieką niani (obca osoba !), i mimo iż sytuacja materialna u mnie jest fatalna nie zamierzam wrócić do pracy przed ukończeniem przez Zuzke 2 lat a Gabi 4 i wtedy będą mogły iść do przedszkola - a i tak zależy to od tego, na ile Zuzka będzie gotowa aby pójśc w wieku 2 lat do przedszkola.Czytam niektóre posty i zastanawiam się co się dzieje na tym świecie. Przecież dziecko to .... no nawet brak mi okreslenia na opis tej najwspanialszej istotki, największego daru od życia. Jaka kariera, jakie pieniądze? Jakim kosztem?Dlaczego moje dzieci, które tak bardzo mnie potrzebuja i poczucia bezpieczeństwa jakie im zapewniam będąc przy nich zawsze kiedy tego potrzebuja, mają być tego pozbawione? Dla jakich innych wartości w życiu mam zrezygnowac z tego co dla mnie najważniejsze? Jest ciężko - czasami nawet bardzo, tyle pracy w domu, cały dzień z dziećmi - ale one mnie znaja i tą radosna i tą złą i tą wesołą i ta zmęczoną i tą sfrustrowaną... Ja znam moje dzieci i tylko tak może byc nam razem dobrze, tylko tak mogę zrozumiec je i ich potrzeby a one moje. Mój były mąż gdy miał kilka miesięcy (2 labo 3) został przez rodziców wywieziony na wieś do dziadków, bo oni musieli zarobić pieniądze i pracować aby kupić mieszkanie, umeblować je. Odwiedzali go chyba tylko na wakacje. Skutek? Materializm, materializm, materializm, materializm... Liczy się forsa i luksus. To na 1 miejscu. A miłość? Tak ale taka wygodna i tylko taka która pasuje do tego luksusu. Nie znajduję żadnych argumentów usprawiedliwijących matki które wracają do pracy i zostawiają maluszki z nianią.Hermiono - tyle racji jak zwykle w tym co piszesz. Lea tylko twoje wrażliwe serduszko mogło zmusić cię do napisania tego postu.Mój były mąż nie widział wielu rzeczy jakie się wydarzyły gdy jego córeczka dorastała. Zawsze gonił za pieniądzem. Kiedy Klaudia miała 8 miesięcy wyjechał za granice na rok. Płakałam jak bóbr - ale głównie dlatego, że to włąsnie ją skrzywdził tym najbardziej. Ale odszedł od nas - nie pasowałśmy do jego ram luksusu. Zastanówcie się jaką ważną rolę macie do spełnienia w życiu. Wychować wasze dzieci w miłości, nauczyc je tego wszystkiego co chciałybyście aby umiały i wiedziały. Nie niania.No nie moge sobie wyobrazic jak obca osoba tuli Gabrysię gdy ta płacze smutna, albo jak odkrywa w niej nowe talenciki, albo widzi uśmiech na jej twarzy, uśmiech którego ja zobaczyć nie mogę - a każdy jest dla mnie na wage złota i daje mi tyle siły do tego aby być dobrą mamą :)bajbus
      • Gość edziecko: agacz2905 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 10:01
        Drogi Bajbusie!!Chcę Ci tylko napisać, ze zgadzam się z Tobą. I płakać mi się chce, choć dziś wcale nie mam żadnego doła... Ja mam tylko jedno dziecko (na razie, moze kiedyś będzie drugie). Szymek dziś kończy 19 miesięcy, więc żadna to okrągła rocznica...Do pracy wróciłam, jak Szymek miał 7,5 miesiąca. Wcale nie mam rewelacyjnej pracy, jestem szarą urzędniczką w urzędzie i moja pensja starcza właściwie tylko na opłacenie niani i pampersy...Urlop macierzyński wspominam bardzo miło, mimo zmęczenia byłam pełna energii i mimo wcześniejszych obaw świetnie dawałam sobie radę z opieką nad dzieckiem. Cóż....względy praktyczne (żeby utrzymać mój etat i nie zostać całkiem bez pracy) przeważyły i wróciłam do urzędu. Teraz już się do tego przyzwyczaiłam, ale na poczatku dosłownie przechorowaliśmy z Szymkiem mój powrót do pracy. I mimo, że Szymon ma już trzecia z kolei opiekunkę, naprawdę dobrą, to mam wrażenie, że coś ważnego w życiu przegrałam. Po pracy wcale nie mam do niego cierpliwości, jestem zmęczona i często po prostu opędzam się od małego...Kiedyś mogłam z nim być non stop, teraz nie. Odkad poszłam do pracy utyłam, często boli mnie głowa i jestem mniej strawna dla otoczenia niz dawniej. Akurat w moim przypadku tak to podziałało,cały ten powrót do pracy. Nie robię nic naprawdę ważnego. Na urlopie macierzyńskim wszystko było ważne, śpiewanie kołysanek, przedpołudniowy spacer, a popołudniowy spacer po obiedzie z Szymkiem i mężem urastał do rangi małego święta. W każdym razie było inaczej i LEPIEJ niz teraz....:hello: Agnieszka
      • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 19.08.02, 07:39
        No i właśnie, ręce mi opadają, kobieta się poświęca a ojca w domu nie ma. I nie wierzę, że wystarczy jedna osoba aby dziecko wychować normalnie. I jak już najeżdżacie na te kobiety, które robią kariery to dlaczego zapominacie o ojcach. Dziecko bez ojca też nie będzie normalne. I wcale nie dotyczy to tylko synów, ale również córek. My pracujemy, ale punkt 16.30 w domciu i hopsa na spacerki. Asia bez taty świata nie widzi. Tata jest od zabaw, rozpieszczania, kapieli, kopania piłki itd. Tata w przyszłości pokaże jej wzorce życia. I nie wiem, które dziecko bardziej ucierpi czy pracujących, ale jednak obecnych rodziców czy wychowane przez jedną osobę.
    • Gość edziecko: Justyna1212 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 10:46
      Zbierało mi się na płacz, gdy czytałam słowa Bajbus. Już kiedyś pisałam, że bardzo lubię Twoje wypowiedzi, mamo trójki.No właśnie-DZIECKO-najwspanialsza istotka, największy dar od życia. Ja również nie mogę sobie wyobrazić jak obca osoba tuli moją córkę, gdy ta płacze. Ja również pragnę każdą chwilę spędzać z moim dzieckiem.Czuję podobnie jak Ty, pozdrawiam Cię serdecznie!
    • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 12:29
      Mysle ze po lekturze poczytnych gazet dla pan bardzo latwo wpascw dwa kanaly myslenia o sobie. jeden to taki ze osoba pozostajaca w domu z dzieckiem to osoba niesamodzielna i zyciowo niezrealizowana. Bedzie ona na dzieciach wisiec i je zniewalac, bedzie zalezna od meza, aon sobie znajdzie samodzielna i smukla kobiete sukcesu i zostawi rzeczona po 20 latach malzenstwa z niczym. I owa kobieta stanie sie zgorzkniala i nieszczesliwa itepe itede....Jako remedium na to poradniki przedstawiaja sylwetki kobiet sukcesu. Sa one zawsze szczuple i energiczne. nie wiem czy zauwazylyscie w jakim pospiechu one zyja i jak styl pisania artykulu to podkresla, czyniac z tego zalete. Gotuja wylacznie dla przyjemnosci, dziecko wychowuja dzieki dobrym duchom a te dzieci sa wylacznie szczesliwe i usmiechniete z faktu posiadania spelnionych zawodowo matek.Mysle ze wieke kobiet przed urodzeniem dziecka ma jakas wizje zycia PO. Ale to PO zawsze przekracza nasze wyobrazenia. Zawsze mialo byc inaczej. Czesc osob sobie z tym radzi- szuka rozsadnych kompromisow pomiedzy swoimi potrzebami i potrzebami dziecka. Czesc- nie zmienia planu. Im wiecej sie ma mozliwosci, tym wieksza jest pokusa aby tego planu nie zmieniac. Na to wszystko nakladaja sie nasze doswiadczenia z dziecinstwa. Ci ktorzy mieli zbyt zaborczych rodzicow- chetniej oddaja dzieci opiekunkom. Ci,ktorzy cierpieli zimny wychow daza do modelu tradycyjnego.Tez nie jestem od tego wolna. moi rodzice zawsze duzo pracowali. Robili kariery. Ja bylam i jestem wrazliwa, emocjonalna osoba. jestem silna tylko gdy czuje wsparcie duchowe. I wiele lat zabralo mi uporaqnie sie z moim charakterem, z samotnoscia, z odkryciem mojej wartosci i z ulozeniem sobie kontaktow z rodzicami. ja nie musialam odcinac pepowiny- ja przez cale swoje zycie rozpaczliwie probowalam ja doczepic. Uwazam ze kluczem jest odnalezienie rownowagi w swoim nowym zyciu. Zastanowienie- ile moge z siebie oddac swemu dziecku. Ile moge poswiecic- to takie brzydkie slowo. Ale czy nawet ta osoba, ktora miesiac po porodzie wraca do pracy na 12 godzin- czy i ona w gruncie rzeczy sie nie poswieca? Bo coz- moglaby oddac dziecko do adopcji..... dziecko to wspanialy dar dla kazdego rodzica. Nasza szansa na stanie sie lepszym czlowiekiem- ktory daje, nie oczekujac wdziecznosci. Ktory karze, krzyczy, bezsilnie wali piesciami w sciane, trzaska drzwiami w zetknieciu z upartym potomkiem. Dzieci robia nam na zlosc, wywracaja nasze zycie do gory nogami. Nie znaja innych granic oprocz naszych co wiaze sie z doprowadzaniem nas do ostatecznosci. Ale czy ie oddacie za te bachory zycia? Czy gdy bedzie taka potrzeba- nie zrezygnujecie z planow i marzen,. z pracy i samochodu, zeby uratowac mu zycie? Czy- ionnymi slowy nasze dzieci nei sa dla nas najwazniejsze?To postawa ktora w dzisiajszych czasacj jest iracjonalna i ja juz nawet z bezdzietnymi mlodymi parami nei dyskutuje na ten temat. Bo osobie bez zobowiazan, czy chodzby z nmezem, trudno zrozumiec co to znaczy urodzic dziecko. To cos co siedzi w tyle naszych glow- nawet gdy jestesmy w pracy. Nie jestesmy przez to glupsze- po prostu...a fuu.... poswiecamy czesc naszego czasu dla tego bachorka. Ten kto uwaza to za ograniczenie- ulegl zludzeniu ze mozna zyc bez ograniczen. A mozna??? Co za brednie. Nie mozna miec ciastka i zjesc ciastko- nie mozna zazynac sie w pracy i odpoczywac na Teneryfie. Nie mozna kochac i nie zostac zranionym. Nie ozna mec dziecko i go nei miec. jesli ktos mysli w ten sposob- moinm zdaniem wymaga leczenia- jest osoba nie umiejaca zaangazowac sie uczuciowo, egoista ponad miare. Kazdy powinien sie realizowac w rozadnym zakresie. jesli ktos twierdzi ze pozostawienie meisiecznego dziecka z opeikunka na 12 godzin jest rozsadnym zakresem- to ja sie z nim nie zgodze.I zeby ne bylo watpliwosci- spedzilam dzisiaj cudowny poranek bez dzieci. Irytuja mnie w stopniu najwyzszym i z utesknieniem czekam na poczatek roku. Kocham robbic cos poza nianczeniem dzieci i nie wyobrazam sobie siebie non stop w domu. Uwazam ze osoba, ktora nie ma naturalnej reakcji na wiecznie rozjeczanie dziecko- zeby gdzies uciec, czy strzelic kopa w twarz (sila tych pragnien juz zalezy od temperamentu :lol: tez nie jest do konca w porzadku. Trzeba byc egoista, tak jak nalezy byc altruista. wazne by aktywnie szukac zlotego srodka a nie zablokowac sie w korycie pt "jestem kobieta sukcesu" ani w tym drugim "dzieci sa moim swiatem". Wazne by zadawac sobie pytania- czy jestem szczesliwa? Czy moje dziecko jest szczesliwe? Jesli bedziemy normalnymi ludzmi, damy sobie prawo do bledu, bedziemy umieli sie zmodyfikowac, to mysle ze wychowamy normalnych ludzi, bez przesadnych sklonnosci do umartwiania sie, ale z umiejetnoscia ryzykowania w sprawach uczuciowych- cieplych madrych, dobrych i uczciwych, co uczycia nas baciami i dziadkami, ze nie wspomne o tesciowych ;) i co beda umieli nam normalnie kmunikowac swoje potrzeby i akceptowac nasze i mam nadzieje ze moje corki nie beda tu pisac o problemach z tesciowymi, bo beda umialy z nimi porozmawiac a ich tesciowie beda umialy to przyjac, a ja z kolei dla zieciow nie bede mauska zony co to sprzata czy odlatuje ;)
      • Gość edziecko: Berenika Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 14:46
        Gosia, moja miłośc do Ciebie wzrasta w zastraszającym tempie! . ja jestem córką rodziców, którzy prowadzili zawsze bardzo aktywne życie zawodowe. Fakt, akademickie, co troche uprawszcza sprawę (wakacje itd.). Moja mama prowadziła seminaria, karmiąc mnie równocześnie szpinakiem . Pracowała w trzech miejscach na raz, ale kochała nas i kochała swoją pracę, i ja nigdy nie czułam się przez to zaniedbana. Chociaż mając dwa lata byłam oddawana pod opiekę pani, mającej córeczkę w moim wieku.Ja też kocham swoją pracę i swoją córeczkę, i nie wydaje mi się, żebym koniecznie musiała zrezygnować z jednej dla drugiej. Sęk w tym, żeby wiedzieć, co kiedy. Dopóki to właśnie ja jestem absolutnie niezbędna Żabie, będę przy niej (niestety, tylko pół roku urlopu macierzyńskiego :cry:). Ale potem, kiedy dziecko zaczyna się bawić, rozwija "więzi społeczne" :sarcastic:, to chyba nie jest tak, że musi mieć mnie przez 24 godziny na dobę. Umiar, umiar we wszystkim!Ale łatwo jest nabawić się poczucia winy, kiedy z prawa i z lewa jest się bombardowanym dobrymi radami w stu przeciwstawnych kierunkach. Jedne koleżanki twierdzą, że moje dziecko będzie nieszczęśliwe, kiedy w wieku siedmiu miesięcy będzie musiało 6 godzin 5 razy w tygodniu spędzić z miłą nianią. Inne koleżanki, żałują mnie, nieszczęsnej, że wraz z poczęciem Żaby moja kariera zawodowa legła w gruzach niejako z definicji. Ja się staram trzymać w pionie, ale w głowie się od tego kręci .PS. A w dodatku ciągle znajdują się osoby, kóre po przeczytaniu Twojego postu uznałyby za stosowne wyjasnić Ci, że one przenigdy nie mają ochoty kopnąć swojego dziecka, zwłaszcza w twarz, a jeśli Ty odczuwasz taką potrzebę, to powinnaś udać się do specjalisty :ouch:. Och, ilez razy omal nie wyrzuciłam Żaby przez okno , a ma tylko dwa miesiące ...
      • Gość edziecko: KvM Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 17.08.02, 10:51
        Gosiu! Jak zwykle mądrze piszesz. Chciałbym się jedynie "przyczepić" do jednego wątku. Zastanawiam się mianowicie, czy dziecko, które od drugiego miesiąca przebywa zdecydowanie dłużej z nianią niż z mamą nie miałoby lepiej, gdyby zostało oddane do adopcji. Wydaje mi się, że całkiem realne jest w takiej sytuacji uznanie przez dziecko niani za swoją mamę (bo niania całkiem mozliwe pokocha to dziecko - wbrew pozorom to wcale nie jest nieprawdpodobne). Bo skąd ono ma wiedzieć, że jest inaczej, że osoba, którą widzi przez 2-3 godziny dziennie to jego mama? W sumie to jesszcze nic złego, dopóki to trwa. Gorzej kiedy dziecko rozstanie się z nianią. Co ono wtedy będzie czuło? Jaki dramat przeżyje? Pewnie w końcu to zrozumie, ale po co mu sprawiać tyle cierpień? Po co powoływać na świat dziecko i je uniesczęśliwiać? A jeśli się po prostu nie pododoło temu nowemu wyzwaniu (nie czarujmy się, zadaniu o wiele bardziej trudnemu i odpowiedzialnemu niż jakakolwiek praca zawodowa), to czy nie lepiej oddać dziecka rodzinie odopcyjnej, która je pokocha i zaspokoi jego podstawowe emocjonalne potrzeby? Tak sobie tylko głośno myślę, że ja bym chyba wolał być adoptowany niż mieć taką matkę... W gruncie rzeczy najcenniejszą rzeczą, którą możemy dać naszym dzieciom to nasz czas. One nie będą pamiętały czy chodziły w najmodniejszych ciuchach, tylko ile czasu poświęcali im rodzice. Skąd się biorą te wszystkie zbrodnie popełniane przez dzieci z tzw. dobrych domów? Czy dom, w którym rodzice są zajęci ciągle karierą i pogonią za pieniądzem jest rzeczywiście dobry?Bynajmniej nie twierdzę (podobnie jak Gosia), że trzeba wszystko rzucić dla dzieci - nie posądzajcie mnie o skrajności. Uważam po prostu, że trzeba we wszystkim zachować umiar, a niania od 6 do 18 z umiarem i rozsądkiem nie ma wiele wspólniego!
    • Gość edziecko: 220571 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 20:30
      Mnie się to teżnie podoba, tzn. oddawanie maleńkich dzieci pod opiekę niani. NIE MA PRZYMUSU rodzenia dzieci. Jeśli decyduję się na dziecko, to powinnam ponosić konsekwencje swojej decyzji. Mama nie może się ograniczać, bo sięsfrustruje. A czy ktoś pyta CZTEROTYGODNIOWE niemowlę, czy jego nie sfrustruje wydanie obcej kobiecie (niani - choćby była najlepsza - nie jest mamą)? Dziecko potrzebuje mamy przez całe swoje życie - to fakt. Ale inaczej potrzebuje mamy noworodek, który bez mamy może umrzeć z głodu (bo butelka to "wymysł cywilizacyjny" :) z całym szacunkiem dla mam karmiących butelką :) ). Inaczej potrzebuje mamy 30-latek. Im więcej czasu poświęcimy dziecku na początku jego życia, tym bardziej będzie ono NASZE. A teraz rozwinięcie myśli ;). Dzieci uczą się przez naśladowanie, robienie tego co dorośli. Wychowanie to coś bardzo nieuchwytnego. Tak jak napisała Gosia_wiecznie_młoda. Dziecko jest wychowywane przez nasze dobre i złe humory, krzyki i przytulenia, przez to JAK MY ŻYJEMY, a nie CO MÓWIMY DO DZIECKA. Jeśli powierzymy dziecko opiekunce, to istnieje ryzyko, że będzie ono takie jak opiekunka (przejmie jej sposób myślenia, styl życia, wrezscie - dostanie w posagu "zwichnięty" charakter). Oczywiście w ilu procentach będzie takie jak opiekunka - zależy od tego jak wcześnie i jak dużo czasu będzie dziecko z nią spędzać. I tu dochodzę do słowa "NASZE". NASZE to znaczy TAKIE jak my. I nie chodzi mi o to, żeby nasze dzieci żyły tak jak my, tylko żebyśmy mieli z dziećmi dobry kontakt do końca życia. Żebyśmy się nawzajem dobrze rozumieli.Dziecko rozwija etapami i na każdym etapie potrzebuje czego innego. I nie da się tego zmenić. A oszukiwanie "natury" niestety nie kończy się najlepiej.Mamy pisząo samorealizacji. A jak ma się samorealizować noworodek, który potrzebuje mamy non stop, bo potrzbuje czasu, żeby się nauczyć powoli od mamy odchodzić. Przecież 9 miesięcy był w jej środku, słyszał bicie jej serca, rozpoznaje jej głos. Przcież on nic nie rozumie - poród jest dla niego szokiem. A tu kolejny szok - rozstanie z mamą.I wcale nie jest prawdą, że "dziecko jest spokojne i uśmiechniętę to znaczy, że nic mu się nie dzieje". Wielu rzeczy nie widać gołym okiem. Niektóre dają znać o sobie dopiero po wielu latach. Jeśli zachce nam się wychowywać 17-latka (bo pali, chodzi na imprezy, ma anoreksję, zarzywa narkotyki, jest nieczuły na nasze smutki, jest egoistyczny i ogólnie nas ma gdzieś) to wtedy NIESTETY jest trochę późno. DZIECI ODDAJĄ NAM DOKŁADNIE TO CO DOSTAJĄ. Nie jest ważne ile dzieciom damy w sensie materialnym, ważne jest ile damy im miłości. Nie jest ważne ile razy na nie nawrzeszczymy, ważne jest ile razy przyzmay się do błędu (nakrzyczenia) i przeprosimy. Jeśli damy dziecku miłość to dostaniemy miłość. Jeśli damy dziecku tylko dobra materialne, to otrzymamy od nich kiedyś tylko prezenty (wersja pesymistyczna - wysłane przez posłańca - brak czasu). Dzieci nie potrzebują oryginalnych pampersów, markowych ciuchów i snobistycznych szkół. Dzieci potrzebują naszej uwagi, miłości, akceptacji, obecności. Najgorsze według mnie nie jest to, że oddajemy dziecko opiekunce. Najgorsze jest to, że wmawiamy sobie, że to jest NAJLEPSZE DLA DZIECKA. Najlepsze dla dziecka jest bycie z mamą przez pierwsze 6 lat. Jeśli nie możemy tego dziecku dać to powiedzmy TRUDNO, a nie dorabiajmy do tego żadnej SZLACHETNEJ IDEOLOGII!!!!!!Pozdrawiam :hello:
      • Gość edziecko: ez Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 19.08.02, 07:49
        Od razu, w życiu nie zostawiłabym miesięcznego malucha, ale zostawiłam siedmiomiesięczną córeczkę. Nie róbcie jednak potworów z naszych kochanych niań. Niestety nie ma się co łudzić osobowość, zdolności dostaje się w genach i to od nas zależy jak je rozwiniemy. Ja tam nie widzę, żeby na moje dziecko wpływał charakter mojej niani. Za to na pewno Asia wykorzysta jej zdolności plastyczne. Nikt jednak nie wyrobi w niej duszy artysty bo ona już jest ścisłowcem tak jak my no i tak to jest.
    • Gość edziecko: Cicha Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 16.08.02, 22:37
      Zostawić kilkutygodniowe dziecko i pójść do pracy - nic mnie nie przekona do słuszności takiego postępowania. Choć, pozwolę sobie na trochę ironii, praktyczna strona tego jest zapewne prosta. Przestawienie na butlę takiego maluszka nie jest trudne; dzieciaczek zaakceptuje szybko osobę inną niż mama, która zaspokoi jego potrzeby: da jeść, przewinie, przytuli. Mama nie miała czasu, aby przywyczaić się do dzieciaczka, nie żal jej zostawiać go z kimś innym... A pamiętam jak po 6 tygodniach wybrałam się sama do kina na niecałe 2 godziny. Oj, szybko wracałam po tym filmie do domu!Współczuję tej mamie tego postępowania. Ono wyjdzie jej bokiem już niedługo. Bo to nie do niej dzieciątko będzie wyciągało rączki i śmiało się wesoło. Chciała mieć dziecko, ale według mnie nie dorosła do tego psychicznie. Trochę cynizmu: toż to nawet nasz wspaniałomyślny rząd utrzymuje nas na tym bezkarnym macierzyńskim aż przez 4 miesiące i nie każe wracać do pracy. A poprzednie 6 było naprawdę rozpustą.Praca, kariera jest po to, aby zapewnić nam godne życie. Ale nie powinna byc celem samym w sobie, zwłaszcza wtedy gdy ma się dziecko. Ja też byłam przekonana, że wytrzymam w domu 6 mies. i wrócę do pracy. Gdy mały kończył czwarty miesiąc, nie mogłam spać, bo myślałam tylko o tym, że nie chcę wracać. Wróciłam po 8,5 mies. na część etatu, lada moment wracam na cały. Chcę, bo finanse siadają, praca może się ulotnić, ale żal mi tego, że dla Alka będę miała tylko week-endy. Może to kiedys zrozumie. Choć ja sama tego dobrze nie rozumiem. Tak jest świat skonstruowany.Dorota
    • Gość edziecko: Ania1 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 20.08.02, 15:09
      Popłakałam sie wczoraj czytając ten wątek. Do pracy powinnam wrócić po urlopie macierzyńskim , za jakies 2 m-ce. Najgorsze jest to, ze pracuję w zachodniej firmie , gdzie standardem jest praca po 10-12 godz, do tego dochodzą jeszcze dojazdy po 1,5 godz. w każdą stronę. Wcześniej uwielbiałam moją pracę, teraz nie mogę wyobrazić sobie zostawienia małej Oli z opiekunką na tyle godzin. Uświadomiłam sobie, że mała zacznie ją traktować jak mamę , a wtedy chyba pęknie mi serce. Mimo że mój partner zarabia dużo , ma zobowiązania wobec pierwszej żony i chyba jeszcze jakieś długi, o których nie wiem , bo ciągle brakuje mu pieniędzy. Ja płacę wszystkie rachunki i robię część zakupów, obawiam się , że jeśli zdecydowałabym sie na wychowawczy odłączono by nam prąd :(. Poza tym nie chce się od niego tak bardzo uzależniać , nie jesteśmy małżeństwem i nasze rozstanie wcale nie jest mało prawdopodobne. Denerwuje mnie nastawienie moich rodziców, według których dziecko w mojej sytuacji było ogromnym błędem a jeszcze większym byłoby zostanie z nim w domu . Wydrukowałam sobie nawet Wasze wypowiedzi z zamiarem pokazania mamie, o moje argumenty o niej wogóle nie trafiaja. W czwartek spotykam sie z szefem . Postanowiłam spróbować wynegocjować pracę na ½ badz ¾ etatu. Będzie ciężko, tego typu rozwiązań nnie praktykuje sie w mojej firmie. Trzymajcie za mnie kciuki.Ania
      • Gość edziecko: asia1973 Re: dziecko rosnie po boku niani... IP: *.* 20.08.02, 23:41
        Aniu, wiem jak Ci ciężko bosama jestem w bardzo podobnej sytuacji.Mój Patryk ma 12 tygodni a mój szef juz się o mnie upomina.Chcę abym wróciła do pracy 01.09.Mój mąż nie ma stałej pracy bo jest muzykiem.Placi alimenty na syna z pierwszego małżeństwa i też ma ciągle coś do zapłaty a tu raty a to opłaty za samochód.Ja w tym wypadku płacę rachunki co i tak mi nie wystarcza.Dobre i to że on kupuje jedzenie.Wiec jak to odmowić szefowi.W tej chwili na moim miejscu jest dziewczyna która coraz bardziej się zadomawia w firmie i przypuszczam że jeśli zostanę wdomu to nie bardzo widze powrót do firmy.Jestem taka przygnębiona,co chwilę chce mi się plakać>nie potrafię go zostawić.Jak to będzie z karmieniem.Nie wyobrażam sobie żeby mały ssał smoka.Wszystko jest takie okrutne.W tym tygodniu idę na rozmowę więc też trzymaj za mnie kciuki.Asia
Pełna wersja