mamy "marynarzowe"

IP: *.* 16.08.02, 14:43
...na pewno tu jesteście! Ja niedawno zostałam mamą - za tydzień Maciuś skończy 3 miesiące.A od ponad roku jestem żoną marynarza - mój mąż jest nawigatorem, pływa głównie na 6-miesięczne (niestety :-() kontrakty. Mieszkamy w Gdyni, mamy jeszcze suczkę goldenkę.Napiszcie coś o sobie i jak sobie radzicie, jak mężowie są na morzu.Pozdrawiam!
    • Gość edziecko: Marina Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 16.08.02, 14:48
      Odzywam sie , ale o zona nawigatora - szkoda , ze nie z Gdyni .Jesli masz ochote napisz na priva.Pozdrowienia.M
      • Gość edziecko: monikaus Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 16.08.02, 18:28
        mój mąż też jest nawigatorem tyle, że mieszkamy niedaleko Lublina, mamy 2 dzieci jedno 3 lata a drugie 7 miesięcy.
    • Gość edziecko: Hermiona Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 16.08.02, 19:18
      Posłusznie melduję, że jestem żoną I oficera. Studiował w Gdyni, ale oboje jesteśmy z Poznania. Teraz mieszkamy pod Poznaniem, ale za dwa miesiące z powrotem się do niego przeprowadzamy. Mamy dwoje dzieci - Olę (10 lat) i Jędrka (4 lata). Radzę sobie... A mam jakieś wyjście?... Są w tym trybie życia i dobre, i złe strony, trzeba tylko umieć utrzymać równowagę. Mój mąż tylko raz wyjechał na pół roku i stwierdziliśmy, że to za długo. Teraz wypływa na 3-4 miesiące, a może uda się na 5 tygodni (z przerwą też na 5)...:hello: Monika
    • Gość edziecko: Ifona Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 16.08.02, 21:31
      witam w klubiesmilez moim mężem jestem już od 8 lat, najpierw przechodziliśmy 6-miesięczne rozstania, potem długo szukaliśmy rozwiązania, aby jednak częściej się widywać. Mój Misiek znalazł pracę 2 tygodnie na 2 , ale niestety nie był to itratny interes i teraz pływa 3 m-ce na 1,5 w domu. Jeszcze nie mogę powiedzieć, czy ten układ mi pasuje, bo popłynął drugi raz, ale pod względem finansowym , tzn. tak zwanej płynności jest lepiej, bo ja nie pracuję, a wcześniej a to na statek czekało się tydzień ale i nawet 2 miesiące.na codzień jestem mamą dwóch chłopaków, 3 lketniego i 6 miesięcznego, radzę sobie dosyć, dosyć, bo ... teściowie mieszkają niedaleko, bo mam wiele znajomych mam w parku, z którymi się codziennie spotykam, studiuję zaocznie i to dla mnie dużo znaczy, bo jakkolwiek moje dzieciaczki kocham , to cenię sobie chwile "swobody", ale z sensem, a więc nie telewizor, tylko wiedza, sprzątanie ( którego nie cierpię, ale mąż jak jest w domu bardzo mi pomaga, wręcz mnie wyręcza).Dużo pomagają mi teściowie pod względem opieki, ale muszę nadmienić, że gdyby nie oni to zdecydowałabym się na opiekunkę. Z teściami łatwiej, zawsze pod ręką, zawsze chętni( no, prawie zawsze ). najbardziej mi żal, że dzieciaczki są w pewien sposób ograbione z dzieciństwa, a Adam z tacierzyństwa,więc oboje się staramy aby wolne chwile tak zaplanować, aby jak najwięcej uwagi mąż poświęcił synkom. teraz zaplanowaliśmy, o ile układ 3 na 1,5 się sprawdzi, żę mąż popływa "ostro" rok , zrobi papiery na kapitana i potem posiedzi pełny reok w domy, aby mieć wpływ na wychowywanie dzieciaków. plany swoją drogą, życie swoją, mam nadzieję, że się nam udapozdrawiamIfona
      • Gość edziecko: pysio Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 18.08.02, 15:39
        CześćTo i ja się przyłącze mam meża nawigatora i 7 miesięcznego synka (a może odwrotnie)Mieszkam w Stargardzie Szczecińskim Mój mąż wypływa na 4 miesięczne rejsy z możliwoscią przedłużenia. Od jutra "stety" zaczynam urlop wychowawczy, ponieważ w pracy czekał na mnie bilecik (tzn zwolnionko więc wolałam wychowawczy)Mój małżonek chyba wraca 28.08. Coś przeciąga sie jego powrót miał byc 31.07 potem 15.08. Jak sobie radze? Bywają rózne dni, różne sytuacje, a rade trzeba sobie dawać.Mieszkamy sami na pomoc tesciów i rodziców raczej nie mogę liczyć. Z tego wszystkiego to najbardziej dokucza mi samotnosć brak drugiej połowy, bliskosći i takich chwil spedzonych razem.Jak widzę w te piękne słoneczne dni takie spacerujące pary z maluchami to pojawia się we mnie brzydkie uczucie zazdrosci, że są razem.Co do pozostałych spraw to z czasem dochodzi się do wprawy i to czasami kwestia dobrej organizacji (chyba że młody ma gorszy dzień to cala organizacja bierze w łeb).Przeprasza, że tak taki mały chaosik ale piszę z małym na kolanach a to dosć trudne. Myśle że warto pociągnąć ten wątek. Pozdrowienia dla wszystkich Joanna
        • Gość edziecko: mast Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 19.08.02, 11:20
          Witam ponownie :-)) Wielkie dzięki za odzew!Mam nadzieję, że i my z synkiem sobie nieźle poradzimy podczas nieobecności męża-tatusia. Na własne potrzeby dorobiłam sobie "ideologię" do takiego trybu życia, jaki prowadzimy. Tłumaczę sobie, że aby żyć na takim poziomie, jak obecnie, mój mąż musiałby pracować całymi dniami, pewnie też często w weekendy. Widywałby nas zatem późnym wieczorem i jeden-dwa dni w weekend...trochę mało...Teraz jak jest w domu to jest non stop, nie licząc krótkich wypadów do miasta na zakupy itp. Widzę jak szybko nauczył się opieki nad małym i jaki ma z nim świetny kontakt.Gdyby "normalnie" pracował, byłoby to niemożliwe. Mamy np. znajomych z 6 mc dzieckiem, tatus pracujacy od 9-19, czyli glownie "weekendowy", pojechali na wakacje 2-tygodniowe i......po pierwszych kilku dniach kolega zaczal sie irytowac, co dziecko tyle placze, o co mu chodzi, on nie wie co robic itp itd....Jak widac sa dobre strony bycia tatą-marynarzem :-)).Ciekawa jestem, czy któraś z Was miała okazję popływać wraz z mężem? Buziaczki, trzymajcie się dzielnie :-))
          • Gość edziecko: pysio Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 19.08.02, 19:30
            HejTwoja teoria nie jest mi obca ja też ja stosuję. Przynajmniej wmawiam sobie pozytywne aspekty bycia osobno a potem na max razem. Czasami jeździłam do męża (i niemęża)jak gdzieś wylądował w Europie. Bywałam około tygodnia na statku z małymi przelotami do jakiś portów.Jednak na dłużej nie zdecydowałabym się, ponieważ umarłabym z nudów.Mąż pracuje, je, śpi a ile można się za nim ciągać.Fakt można robic dużo różnych rzeczy ale po jakimś czasie wszystko się nudzi a przestrzeń ogranicza . Porty owszem ale czasami bardzo daleko od miasta więc trudny dojazd, no mąz nie zawsze ma wolne.Ja się nie nadaje, bo mnie nosi po jakimś czasie chyba zaczełabym sprzątać statek. Krótkie wyjazdy fajne, wiele przygód i wspomnień teraz śmiesznych ale wtedy jakoś mnie nie śmieszyły. Czekajaca i odliczająca już dni Joanna. Bardzo jestem ciekawa jak zareagują moi faceci na siebie. Jak mąż wypływał mały miał 2,5 miesiąca teraz ma 7.
            • Gość edziecko: monikaus Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 19.08.02, 21:03
              Ja też podobnie sobie tłumaczę, że lepiej przez jakiś czas się niewidzieć a potem być jakiś czas cały czas razem. Nie odważyłam się nigdy pojechać do męża na statek ponieważ mi wystarczy wejść na molo i już wszytko mi wiruje a co by było na statku aż nie chce mi się myśleć. Pysiu mamy dzieci w podobnym wieku moja młodsza lada dzień kończy 7 miesięcy i też jestem ciekawa jak zareaguje na powtót męża, starsza jak wracał to go niepoznawła dopiero po jakimś czasie się oswajała. Teraz za nim strasznie tęskni i czeka dobrze, że to już niedługo. Ale najgorsze są właśnie te ostatnie dni przed powrotem strasznie się ciągną.
              • Gość edziecko: Ifona Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 20.08.02, 20:08
                witam ponowniesmileteoria mi znana , tylko, że powiem szczerze taki układ na razie mi pasuje, albo mam go na wyłączność albo wcale. Fakt, najgorzej na tym dzieciaczki wychodzą, ale całe szczęscie nie bylo przypadku aby starszy nie rozpoznał męża, ale obawiam się jak to bedzie pod koniec pażdziernika z młodszym malcem- będzie miał wtedy 9 m-cy, a więc okres gdzie tylko mam, a co dopiero obcy, no prawie obcy ...:(Bardzo tęsknię za mężem, wysyłam mu codziennie sms"y, ale osobiście dla mnie czas rozłąki to czas przemyśleń nad moim zachowaniem, tzn. analizuję różne sytuacje, przeważnie kłótnie, i staram się błędów nie powtarzać.(wiem, że nie zawsze wychodzi, ale normalnie jakbym miała go na codzień chyba bym się zatraciła...- mam bardzo heterowaty charakter - i myślę, że długo by ze mną nie wytrzymał :) )a tak , dbam o związek, staram się aby było wyłącznie przyjemnie ( owszem nie zawsze tak jest, ale ba rdzo często jest wspaniale) i wogóle czuję się bardzo szczęśliwapozdrawiamczekam na jakieś rozwinięcia
                • Gość edziecko: mast Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 21.08.02, 12:17
                  Wracając do mojej "teorii" - niestety ona sprawdza się tylko dla mnie...Mój mąż oczywiście również cieszy się tym, że będąc na lądzie może poświęcić cały czas swojej rodzinie, jednakże kiedy jest na morzu bardzo źle znosi rozstanie z nami. Wg niego my tutaj mamy oprócz codziennych obowiązków jakąś odskocznię - rodzinę, znajomych, sklepy, rozrywki - co pozwala nam nie myśleć o trudach rozstania. Na statku wygląda to zupełnie inaczej...Siedząc na mostku i gapiąc się w radar przez wiele godzin przychodzą do głowy rózne smutne myśli. Poza tym obecnie nieco zmieniła się praca marynarza. Kiedyś były długie postoje w portach, załoga mogła jeździć na wycieczki po okolicy, posiedzieć w knajpach, oderwać się od życia statkowego. Teraz najczęściej stoi się b. krótko, czasem kilka godzin, nie ma więc mowy o zejściu na ląd. Mój mąż podczas ostatniego prawie 7-miesięcznego kontraktu był na lądzie DWA RAZY! Z tego tylko raz na dłuższej wycieczce po mieście.Szczerze mówiąc jest mi trochę przykro, bo widzę, że on nie jest zadowolony z takiego trybu życia. Z jednej strony pływanie było jego wymarzonym zajęciem, ale jak tylko zasmakował jego "goryczy" od razu zmienił zdanie. Twierdzi, że chyba wolałby pracować na lądzie i być w zamian cały czas z nami. A ja się zastanawiam, czy wówczas byłoby między nami tak dobrze, jak jest teraz, czy bez tych rozstań i powrotów byłoby nam równie łatwo kochać się tak bardzo...?Teraz ze względów materialnych nie możemy myśleć o zmianie pracy, poza tym co nawigator mógłby robić na lądzie za godziwą pensję, do której przywykliśmy...Z jednej strony cieszę się, że nie muszę teraz myśleć o tym, bo nas na to "nie stać", ale z drugiej mam wyrzuty sumienia, że może powinnam się bardziej zaangażować w rozwiązanie tego problemu, bo prędzej czy później może dojść do frustracji rzutującej na nasze życie....Sama już nie wiem...
                  • Gość edziecko: pysio Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 22.08.02, 21:33
                    Jestem zła wściekła i sobie ryczę jak ta nienormalna ale to ze złości. Właśnie odebrałam pocztę i co się okazało kolejny raz przesunięto termin powrotu mojego męża.Jak pisałam wcześniej najpierw był 31.o7 potem 15.08 jeszcze później 28.08 a teraz to już nie wiadomo może 7.09.Jestem strasznie rozczarowana.A tak liczyłam dni.Smutna Joanna.
                    • Gość edziecko: Ifona Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 23.08.02, 20:46
                      witaj Joanno,przykro mi, że musisz jeszcze czekać, los żon marynarzowych jest smutny, a swoją drogą dlaczego to tak się przedłuża, mąż nie ma podpisanego kontraktu na ściśle określony termin ? Mój ma na 3 +/- 1 miesiąc i strasznie tego pilnują.Wczoraj odpowiadałam na posta, ale komp się zawiesił i z moich wypocin nie został żaden ślad, a nie potrafię się powtarzać i zbytnio tego nie lubię. Chciałam tylko powiedzieć,że czuję z Wami więż i odezwijcie się jeszcze czasem .Pozdrawiam serdecznie, życzę szybkich powrotów mężów i krótkich rejsów Iwona
                      • Gość edziecko: pysio Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 23.08.02, 23:05
                        Dziś zadzwonił mój maż wraca wraca hhhhhuuuuuuuurrrrrrra juz 28.08 jestem (jezdem ha ha he he )szczęsliwa. Ma podpisany kontrakt na 4 miesiace ale z możliwoscia skrocenia lub przedłużenia. Kali się cieszyc wielka radość. Realnie myśląc pare dni a taki ogrom radości. Tak się cieszę.Super. Wam też życzę dużo szcześcia. Koniec z chodzeniem po domu jak ostatnia łajza.Buziaki uściski i wszystko co chcecie od szczesliwej Joanny
                        • Gość edziecko: Marina Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 31.08.02, 21:48
                          Dzisiaj jest nasza rocznica slubu.Wspolnie spedzone rocznice mamy na koncie dwie : trzecia i piata.Z jednej strony osobnosc tego dnia to nie koniec swiata i nawet caly dzien tak uwazalam.Ale teraz im ciemniej tym straszniej.Rozmawialismy krotko , kiedy wrocilam do domu akurat na statek wchodzil pilot.Na ogol dobrze sobie radze z takimi sytuacjami , ale dzis czuje sie jak mala dziewczynka , ktora przed chwila sie przewrocila i jeszcze boli kolanko , a w ustach mam piasek.Z drugiej strony sa powody do radosci : kolejny dobry rok pomimo mijania sie w przestrzeni za nami i ciesze sie z przerwania passy pobytow w szpitalu - trzy lata pod rzad tego dnia za kazdym razem z innego powodu i z innym dzieckiem lub soba.Boze dlaczego tak glupio sie pocieszam? Dobrze zwale to na przeciagajacy sie rejs.Pozdrawiam.M
                          • Gość edziecko: monikaus Re: mamy "marynarzowe" IP: *.* 01.09.02, 07:15
                            Jutro wraca w końcu mój mąż, wydaje mi się że strasznie długo go nie było z nami a to tylko 3 miesiące i parę dni. Najgorsze są te ostatnie dni czekania. Jak wyjeżdzał to młodsza córeczka tylko leżała a teraz siedzi, raczkuje i stoi, ciekawe czy ją pozna a ona jego. Ze starszą to już problemu nie będzie ona dobrze tatę pamięta.
                            • Gość edziecko: mast Re: mamy "marynarzowe"-mój mąż wypływa :-((( IP: *.* 02.09.02, 19:11
                              No i nadchodzą te smutne chwile....Dziś zadzwonili z agencji, wyjazd przesunie się o prawie 2 tygodnie szybciej, bo zamienili mężowi statek...No i mi smutno!!!! Jesien kojarzy mi sie od paru lat wylacznie z rozstaniem. Jak jeszcze pomysle o Bozym Narodzeniu to juz w ogole sie rozklejam. I znowu pol roku. Poza tym teraz bede nie tylko sama, ale sama z dzieciatkiem. Coz, jakos sobie chyba poradzimy, bedzie dobrze :-)). Pozdrowienia!
                              • Gość edziecko: monikaus Re: mamy "marynarzowe"-mój mąż wypływa :-((( IP: *.* 02.09.02, 19:42
                                A mój właśnie dzisiaj wraca, jeszcze tylko 4 godzinki i już bedzie w domu. Nie było go całe lato i prawie cały czas siedziałam z dzieciaczkami w domu nie licząc kilku wypadów na wieś ale może będzie piękna jesień(podobnie jak lato)i gdzieś się wybierzemy na spóżnione wakacje. Pozdrowionka!
Pełna wersja