Gość edziecko: malejkaa
IP: *.*
19.08.02, 10:20
Mam coraz dłuższe chwile "totalnego smutku" - jak to nazywam. Ciągle się czymś martwię, gdybam. Wczoraj mój mąż mi powiedział że wykończę albo siebie albo jego. Jest cudownym, kochanym człowiekiem. Dla mojego dobra i dla Naszej Rodziny zabrał mnie z miejsca gdzie czułam się źle, gdzie ciągle byłam stłamszona. Wyprowadziliśmy się do Swojego Domu. Ale ja chyba jestem przesiąknięta marudzeniem mamy i siostry, lękiem, poczuciem bezwartościowości.Myślałam że nowe miejsce podziała magicznie. Ale ciągle mam wyrzuty sumienia, nawet złapałam się na tym że ponad spokój w nowym domku wolę marudzenie mamy. To przerażające dla mnie. Dla dobra męża i córki powinnam się uśmiechać i udawać że wszystko jest dobrze. Ale w środku wszystko dygocze. Jeszcze gorzej jest po wizycie w starym miejscu. Niektórzy pewnie będą pamiętać mój post, kiedy opisywałam historię sprzedaży domu. Wtedy bardzo mi wasze listy pomogły.