Pytanie od redakcji

    • Gość edziecko: ez Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 28.08.02, 14:03
      Ja pochodzę z rodziny gdzie rodzice nie mieli wykształcenia, ich marzeniem było żeby dzieci miały choć maturę. To był wielki stres dla nas sprostać wyzwaniom. Skończyłyśmy studia i jesteśmy z siostrami wdzięczne, że poświęcili nam czas abyśmy miały lepiej. Bo tak naprawdę w tej chęci edukowania dziecka leży pragnienie żeby dzieci miały lepiej niż my, znalazły lepszą pracę, miały wyższy status społeczny. Ja jednak pamiętam stres ze szkoły. Nie chcę żeby moje dziecko musiało się z tym tak wcześnie stykać znowu z drugiej strony wiem, że jak nie zadbam o dodatkowy angielski, korepetycje itd. to może mieć żal.Generalnie to jestem za naukę wcześniejszą, ale w przedszkolach gdzie dzieci mogą to połączyć z zabawą i znjomymi koleżankami. Trochę przeraża mnie różnica wieku bo wiadomo im dziecko starsze tym te różnice bardziej się zacierają. A 5 latek ze stycznia bardzo się różni od 5 latka z grudnia tego samego roku. Moje dziecko z września i to jeszcze wcześniak może nie nadążać za dzieckiem ze stycznia i zrazi się i tego się najbardziej boję, że nauka która powinna być narzędziem do zaspokajania wiedzy o otaczającym świecie będzie kojarzyć się mojemu dziecku z rywalizacją.A ja chcę żeby moje dziecko miało szczęśliwe dzieciństwo.
    • Gość edziecko: dorsi Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 28.08.02, 21:30
      Ja jestem przerazona tym co słysze na temat tak zwanej reformy szkolnictwa i musze przyznać egoistycznie,że sie ciesze,iż moja córeczka ma 14 miesiecy. Jest maluchem i nie musi biegać po 10 szkołach, by składać podanie o przyjęcie do liceum czy zastanawiać sie jaka bedzie forma matury zamiast poprostu sie do niej uczyć.Uważam, żę obowiązkiem rodziców jest uczyć dziecko.Rozumiem przez to, iż idąc ulicą pokazuje kwiaty, drzewa, rozmawiając uczę co to znaczy dużo a co mało itd. Ale nie moge pojąć iż trzeba 5-latka posyłać do szkoły. Dlaczego ? Z jakiego powodu ma spędzić ten rok w ławce? Ja uważam, że jeśli dziecko jest do tego przygotowane by wcześniej pójśc do szkoły to ma taką możliwośc dzisiaj. Ja nie wiem czy pięciolatek musi znać literki i 30 słow po angielsku czy nie, ale wiem, że moje dziecko w ciągu dnia ma czas na zabawe i czas na spotkanie !! ze mna i z książką !! Ma 14 miesięcy i pokazuje paluszkiem różne zwierzątka w książeczce i mnie to cieszy, bo robi to we własnym rytmie, a nie przechodzi kolejnej czytanki, bo tak pani nauczycielka ma w harmonogramie na dzisiejsza lekcje.Jestem też zadziwiona tym wyścigiem o korepetycje i kolejna dodatkową lekcje angielskiego. Uważam,że każdy z nas kończąc liceum powiniem sie posługiwać płynnie jakimś językiem obcym. Ale czy tak jest ? No chyba nie.Czyli coś szwankuje w tym systemie. A wcześniejsze pójście do szkoły niczego nie rozwiązuje. Czasem myśle,że ten wyścig o dodatkowe zajęcia ma zagłuszyć w nas to,że nie mamy dla naszych dzieci czasu i czujemy się usprawiedliwieni gdy wiemy, iż jest na lekcji francuskiego.Zaczynam tesknić do tych czasów gdy mieszkałam w podwarszawskiej miejscowości, poszłam do najbliższej podstawówki, potem do liceum 20 min. od domu znajdującego sie, a potem studia. Jakoś tak wszystko było proste. A dziś rozmyślam od kilku tygodni do jakiego żłobka Biankę wysłać i nawet boje się myśleć, ile będziemy się zastanawiać nad wyborem podstawówki.Dorsi mama Bianki
    • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 13:52
      CześćMoja córka rozpoczęła swoją edukację właśnie w wieku 4 lat i w naszym przypadku okazało się to pomysłem udanym. W Kanadzie dzieci idą do pierwszej klasy zerówki w roku w którym kończą 4 lata ( Karolina jest dzieckiem grudniowym ). Zerówka trwa dwa lata, po czym dziecko rozpoczyna naukę w I klasie. Uczęszczanie do zerówki nie jest obowiązkowe.Karola pokochała szkołę, kontakty z rówieśnikiami, no i oczywiście swoją panią od pierwszego dnia. Może przyczyną tego był fakt że wcześniej nie uczęszczała do przedszkola, była pod opieką opiekunek, a w ostatnim roku z babcią, i środowisko szkolne było dla niej bardziej stymulujące. Zajęcia trwają, w zależności od szkoły, albo ok.3.5 godziny dziennie, lub jest to pełny dzień szkolny ( od 9 do 1530 ) na zmianę, dwa razy na tydzień, trzy razy na tydzień, itd.Ogólnie:-dużo zajęć odbywało się nie tradycyjnie w ławkach, a np. w kółeczku na podłodze-jest i nauka, i zabawa, i zajęcia na świeżym powietrzu-odbywały się wycieczki edukacyjne ( park, farma, itp. )-przekąska ( w jednej szkole były sponsorowane przez rodziców - raz w miesiącu byłam odpowiedzialna za przyniesienie małej przekąski dla wszystkich dzieci w klasie - np. kawałki marchewki, małe jogurty, kawałki sera -nic wielkiego ) -przyjęcia urodzinowe ( można było przynieść tort, lub po prostu po cukierku dla każdego dziecka, urodziny są bardzo celebrowane, solenizant jest "dzieckiem dnia" )-od pierwszego dnia szkoły dzieci dostają codziennie książeczkę do przeczytania z rodzicem, potem zapisują tytuł i komentarz w specjalnym zeszycie, na początku oczywiście robi to mama lub tata, potem stopniowo obowiązek ten przechodzi na dziecko. Ten zwyczaj trwa do dzisiaj ( moja córka jest obecnie w trzeciej klasi ), książeczki czyta sama.-zajęcia komputerowe, muzyka, zajęcia artystyczne itd, itp.-raz w tygodniu dzieci chodziły do biblioteki szkolnej-koncerty dla rodziców ( strasznie wielkie wydarzenie w życiu dziecka ) przed Bożym Narodzeniem i na wiosnę.To na razie tyle co pamiętam.Ja nie miałam wątpliwości czy posłać córkę do zerówki czy nie ( jedną z głównych przyczyn był fakt że Karolina nie mówiła po angielsku, więc ważne było to aby w momencie rozpoczynania nauki w pierwszej klasie była w stanie posługiwać się tym językiem ). Dla mnie ta zerówka była bardziej przedszkolem w szkole aleefekt był taki że przejście z zerówki do pierwszej klasy ( i większych obowiązków ) odbyło się łagodnie, bez problemów, a entuzjazm mojej córki do szkoły jeszcze nie minął.No ale to wszystko czeka mnie jeszcze raz, za trzy lata, kiedy do zerówki wyruszy mój syn. Hmm, mam nadzieję że historia się powtórzy ;)Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
      • Gość edziecko: eBeata Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 14:17
        Widzisz Agnieszko, na Zachodzie ta pierwsza szkoła nazywa się szkoła lub mała szkoła. Ale szkołą jest tylko z nazwy. To w gruncie rzeczy przedszkole.W Belgii 3 latki idą do szkoły, ale czytać uczą się dopiero w szkole prawdziwej. Zresztą odrabiałam lekcje z pierwszo- i drugoklasistami. I przypominało mi to moją dawną podstawówkę. W porównaniu z naszym, przeładowanym programem....Chyba chodzi głównie o to, żeby taka zerówka przypominała właśnie bardziej przedszkole. Bardziej zabawa niż obowiązki.Nauka przez zabawę. Jak będzie w praktyce? Napisała już jedna z Pań jak wygląda dzień w przedszkolu. Beata
        • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 15:03
          No tak, ten dzień w przedszkolu też wydał mi się trochę przegięciem ...Ale wracając do przedszkola w szkole ...Moja córka zaczynała poznawać literki już w pierwszej klasie zerówki, w drugiej czytała proste książeczki. Tak więc do pierwszej klasy poszła z opanowaną umiejętnością czytania ( w wieku 6 lat, a nie jest żadnym wybitnie uzdolnionym dzieckiem, i w domu jej nikt do niczego nie zmuszał ). Tak więc była to jednak "trochę" szkoła :)Ale sama nie mam pojęcia jakie są plany dla maluchów w Polsce. Napisałam tylko o swoim ( jednym ) doświadczeniu i to w innym kraju. Natomiat to co napisała DorotaO. daje do myślenia. Jeżeli mają jednak zamiar wsadzić czterolatki do ławek tak jak my ( ja - szkołę podstawową zaczynałam w czasach kiedy nie było jeszcze w ogóle zerówek ) siedzieliśmy w wieku 7 lat, to nie dziwię się że rodzice protestują. Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
    • Gość edziecko: DorotaO. Re: Pytanie od redakcji- moje dziecko chodziło do zerówki dla pięciolatków IP: *.* 29.08.02, 14:23
      Moje dziecko chodziło do eksperymentalnej zerówki dla pięciolatków. Eksperyment zakończył się porażką - rodzice nie zgodzili się na puszczenie dzieci do pierwszej klasy. Tego samego zdania byli psychologowie - dzieci przeszły wiele badań psychologicznych i pedagogicznych. Poziom ich wiedzy był odpowiedni, ale emocjonalny jeszcze nie! Teraz, po roku widzę, jak zmienił się mój syn. Idzie do normalnej zerówki, już dorósł do tego. Mam wrażenie, że zrobiłam mu krzywdę posyłając go wcześniej do szkoły. Psycholog, patrząc na rysunki dziecka powstałe przed szkołą i w trakcie nauki stwierdził, że dziecko cofnęło się w rozwoju!!! Mam nadzieję, że te wszystkie eksperymenty zostaną wstrzymane, i zostanie po staremu. Nieprawda, że w krajach Unii dzieci idą szybciej do szkoły, i dlatego nasze też muszą. W każdym kraju jest inaczej. A poza tym pięciolatki w szkole oznaczają bezrobocie dla pań z przedszkola, i przepełnienie w szkołach przez kilka lat.
      • Gość edziecko: XXL Re: Pytanie od redakcji- moje dziecko chodziło do zerówki dla pięciolatków IP: *.* 29.08.02, 15:03
        To jeszcze ja...Tak sobie myślałam nad tą edukacją, że może z racji zawodu nie powinnam...ale ...Rozmawiałam ostatnio z koleżanką pracującą w szkole. W ubiegłym roku miała klasę pierwszą i powtórzę za nią" przychodzą do szkoły dzieci, które mają głowy nabite wiedzą, czytają, dodawają i odejmują w pamięci,gadają w dwóch językach, znają tabliczkę mnożenia...ale nie potrafią często nawiązać kontaktu z rówieśnikiem, płaczą, bo każda trudna sytuacja jest dla nich nie do przeskoczenia, nie potrafią samodzielnie zawiązać butów, szybko i sprawnie ubrać rajstop po WF-ie, jesienią zapiąć palta, nie pamiętają o podręcznikach i zeszytach, o zabraniu śniadania, nie potrafią rozstać się z rodzicami..." i długo by jeszcze wymieniać...Myślę, że głównie dotyczy to dzieci nie chodzących do przedszkola, bo przedszkolaki są bardziej samodzielne.Zdaję sobie też sprawę z tego, że to rodzice powinni zadbać o to, żeby dziecko miało śniadanie w tornistrze, ale rodziny są różne...prawda?Na ostatnim spotkaniu z nauczycielkami ze szkoły byłyśmy wręcz proszone o to, by nie uczyć dzieci pisania, a w zamian zwracać większą uwagę na rozwijanie dziecka pod względem emocjonalnym, na uczenie dzieci asertywności, empatii i ...samoobsługi.Na razie tyle. Pozdrawiam serdecznie wszystkie forumowiczki i redakcję.Mija
        • Gość edziecko: 220571 Re: Pytanie od redakcji- moje dziecko chodziło do zerówki dla pięciolatków IP: *.* 29.08.02, 18:41
          mija napisała/ł:> zwracać większą uwagę na rozwijanie dziecka pod względem emocjonalnym, na uczenie dzieci asertywności, empatii i ...samoobsługi.Mija kochana :love: dziękuję :jap:
    • Gość edziecko: _Su_ Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 19:58
      Niestety staje się normą to że coraz wcześniej nasze dzieci są przymuszane do uczenia się szybciej. jestem nauczycielką angielskiego i często ludzie zadają mi pytania kiedy oddać dziecko do szkoły jezykowej, ile się nauczy itp. Mój Kuchu ma 2 lata i coraz częściej zastanawiam się jak to będzie z nim i uczeniem się angielskiego. To zabawne że często ludzie zakładają że rozmawiam z nim w domu po angielsku i mówią jak mu i nam dobrze :) A ja przyznam się szczerze że nie mówię do Kucha po angielsku i na razie nie zamierzam i może to błąd ale nie chciałabym zabierać mu dzieciństwa. Być może zmienię zdanie jak mały podrośnie i wtedy jego rocznik ogarnie ten "fałszywy" pęd do wiedzy. Czemu fałszywy? Widzę jak dzieci chodzą na angielski i jakie mają podejście i tak naprawdę niewiele z nich uczy się po to by coś umiec pożytecznego. Większośc uczy się bo rodzice tak chcą albo słabo idzie im w szkole czy też wisi nad nimi groźba nie zdania egzaminów wstępnych na uczelnie(takie argumenty często słyszę).Gdyby to ode mnie zależało nie pozwoliłabym odbierać maluchom dzieciństwa-oczywiście razem z mężem uczymy syna różnych rzeczy-czytamy książki, uczymy grać na instrumentach ale raczej w formie zabawy a nie szalonego wyścigu na zasadzie-jej dziecko już to umie ale moje będzie umialo więcej i lepiej (mam kilka koleżanek z takim podejściem). Moim zdaniem należałoby zmienić system edukacyjny który mamy obecnie, system który ogranicza nasze dzieci nie ucząc ich kreatywnego myślenia ale kucia na pamięć tony zbędnych informacji. Dzieciaki są przeładowane materiałem, większość założeń programowych jest realizowana po łebkach bo trzeba nadążyć z programem i tym sposobem uczenie dzieci i ich uczenie się jest często nie efektywne. Uważam że przy rozsądnym programie nauczania wcale nie trzeba wcześniej uczyć dzieci wystarczyłoby uaktualnić i okroić program do takich informacji które faktycznie są dzieciom potrzebne a przedewszystkim zapewnić im dostęp do właściwych pomocy i komputerów( wprowadzono do szkół informatykę a często dzieci ćwiczą na "sucho" bo szkoła nie ma pieniędzy żeby kupić im sprzęt). Eh można by pisać i pisać na ten temat.Podsumowując, nie jestem zwolenniczką wczesnego uczenia dzieci(szczególnie jeśli miało by to wyglądać tak jak wygląda obecnie w naszym kraju) ale jestem za logicznym, rozwijającym nasze dzieci systemie edukacji bez odbierania im dzieciństwa.Su
    • Gość edziecko: bridgett Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 21:51
      Cześć,jestem germanistką i chcę wtrącić parę słów na temat wczesnego uczenia dzieci języków obcych. To prawda, że umysł małego dziecka jest bardzo chłonny i jest on w stanie naucZyć się innego (niż ojczysty) języka czy nawet dwóch. Tyle że nie metodą 30 słówek, śpiewania piosenek i klepania wierszyków. To zupełne nieporozumienie i naciąganie rodziców. Nauka drugiego języka u tak małych dzieci ma sens wtedy, gdy dziecko przyswaja sobie ten język tak jak język rodzimy - czyli poprzez przebywanie w środowisku mówiącym w danym języku.W praktyce oznacza to, że do przedszkola powinny chodzić dzieci np mówiące po polsku razem z dziećmi mówicymi po angielsku (tylko, tzn bez znajomości polskiego). Również opiekunowie powinni znać oba języki, bądź jeden opiekn polski a jeden angielski. Wtedy dziecko ma szansę nauczyć się porozumiewać się w obcym języku, czyli mówić i rozumieć, a nie tylko klepać bez zrozumienia 5 wierszyków, śpiewać z niewłaściwym akcentem 10 piosenek i nazywać kolory i zabawki po angielsku. Ktoś pisał o zaznajomieniu dzieci z melodią i wymową, tak naprawdę zaznajomić może z tym jedynie native speaker, czyli osoba, dla której dany język jest językiem ojczystym a przeciętne przedszkole nie zatrudnia native speakerów, bo ich na to nie stać. Co do braku dyslektyków wśród osób uczących się we wczesnym dzieciństwie języka obcego - nie mam dojścia do żadnych badań naukowych, ale znając dość dużo takich osób, wśród których jakaś część to dyslektycy czy dysgraficy, śmiem jednak wątpić w ten dobroczynny wpływ drugiego języka na pierszy.Uważam, że taka naturalna znajomość języka obcego to jeden z najlepszych prezentów, jaki możemy dać swemu dziecku, tyle, że osiągnąć to można wtedy, gdy jedno z rodziców rozmawia z dzieckiem tylko w obcym jezyku lub gdy wyjechać można do innego kraju na parę lat i pewnie też w takich przedszkolach dwujęzycznych. Ale nie przez te nieszczęsne wierszyki, słówka i piosenki.
    • Gość edziecko: agnieszkad Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 29.08.02, 22:43
      Drogie mamy. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam dyskusję, jaką swoim pytaniem wywołała p.Redaktor. Pomysł wcześniejszej edukacji, szczególnie w polskich warunkach,to poranny horror dla dziecka, ciężki tornister od 5 roku życia,porcja mało przyjaznych zajęć,45 minutowa katusza w ławce,brak czasu na zabawę w to, czego się pragnie i stres dla rodziców czy aby moje dziecko się wyrabia, czy nadąża? Czy ten rok jest tego wart?Jeżeli macie zdolne,genialne dziecko, to dobrze, cieszcie się, edukujcie je na miarę jego możliwości, ale dajcie mu szansę na to by była to przyjemność, zabawa, a nie konieczność narzucona odgórnie. Dzieciństwa nic nie wróci, a w wyścigu sczcurów nasze dzieci będą brały udział prawie do końca swoich dni.
    • Gość edziecko: kamilla Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 11:49
      Hej, wydaje mi sie ze wiele mam źle rozumie ideę reformy edukacji. ja jestem jak najbardziej za wprowadzeniem wczesniejszego "obowiazku" szkolnego.Ale:ma to polegac głównie na zmianie nazwy i wprowadzenia obowiązkowosci. Nadal to bedzie zerówka gdzie dzieci wiecej sie bawią i w zabawie uczą a nie noszą ksiązki i odrabiają lekcje!!!!Zerówka powinna byc obowiązkowa dla zrównania szans wszystkich dzieci, wyłapania przez fachowców dzieci z trudnosciami, nadpobudliwych, dyslektykow, z problemami z wymową itd... zeby ulatwic im potem start szkolny. Nie dyskutujcie nad tym czy jest to potrzebne tylko najwyzej nad odpowiednim programem tego nauczania - czyli ciagle poprzez zabawę.System taki funkcjonuje we Francji i choć nazywa sie to szkołą, dzieci tak duzo sie w tej szkole bawia ze uwielbiaja tam chodzic.A uczenie komputera poprzez zabawe nie jest potrzebne tym ktorzy maja taki sprzet w domu (i tak sie nauczą), ale nie wszyscy maja a te dzieci zeby miec rowny start do szkoly tego potrzebują.Jetsem naucz francuskiego i wprawdzie zgadzam sie ze uczenie dziecka w przeszkolu nie ma duzych szans na powodzenie ale uwrazliwia dziecko na jezyk obcy i jego melodie i nie musi to byc wcale native speaker, wystarczy dobrze nagrana kaseta z piosenkami. Pozdrawiam,kama
    • Gość edziecko: _Su_ Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 12:26
      Kamilla wszystko pięknie ale nie żyjemy we Francji ale w Polsce i niestety z moich obserwacji to o czym mówisz wydaje mi się nie realne wystarczy tylko rozejrzeć sie dookoła, porozmawiac z uczniami, nauczycielami i rodzicami. A nawiazując do uczenia angielskiego dzieci w przedszkolu to przynajmniej w moim mieście przedszkola obsługuje firma która zatrudnia ludzi z ulicy byle tylko zdali ich wewnętrzny egzamin który jest na poziomie ledwie maturalnym (widziałam go)a nie trzeba mieć dodatkowo żadnego przygotowania metodycznego czy umiejętności postępowania z dziećmi. Su
    • Gość edziecko: Ella Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 16:24
      Witamja rowniez chcialabym zabrac glos w dyskusji, chetnie podziele sie swoimi przemysleniami, przezyciami i doswiadczeniami na ten temat.Prawda jest , ze w dzisiejszym spoleczenstwie liczy sie kto pierwszy, kto najlepszy ile jezykow znamy, ile fakultetow juz skonczylismy ...itp. Wiadomo, ze jako dobrzy rodzice chcemy zapewnic naszym dzieciom jak najlepszy start i posylamy je juz w wieku przedszkolnym na rozne zajecia dodatkowe. Potem bardzo dumni chwalimy sie przed znajomymi ile to nasza pociecha juz osiagnela......ale.......Pamietam jak w wieku 2 lat nasza Vanessa rozpoznawala juz wszystkie litery alfabetu( nie czarujmy sie nie jest cudownym dzieckiem, po prostu ja tego nauczylismy, a ze pamiec ma niezla....) . W kazdym razie chwalilismy sie przed rodzina i znajomymi ile nasza corka juz umie...jednak po czasie przyszla refleksja, CO DALEJ??????czytanie, pisanie, liczenie, tabliczka mnozenia.......itpZdalam sobie sprawe, ze przeciez nie zaobserwowalam u niej zadnych oznak , ze jest wybitnie uzdolniona. Wlasciwie do czego jej w wieku 2 lat potrzebna jest znajomosc literek, przeciez nauczy sie tego w szkole. W ten sposob skoczyla sie ( na szczescie!) nasza pogon za zaspokojeniem wlasnej proznosci.Owszem bardzo czesto pozniej bawilismy sie roznymi grami edukacyjnymi( wiele z nich polecam) , ale zawsze staralam sie zwracac uwage aby byly dostosowane do wieku. Zabawy byly i sa u nas bardzo spontaniczne i staramy sie wlozyc w nie jak najwiecej fantazji, ale rowniez probujemy w niektorych rodzajach zabawy przekazac jej wiedze, ktora w danym momencie jest potrzebna.Vanessa w wieku 4 lat zaczela chodzic na zajecia w szkole muzycznej, obiecalam sobie wtedy, ze bedzie tak dlugo chodzic, jak dlugo bedzie sie jej to podobalo. Byla zachwycona i skoczyla caly 2 letni kurs, ale zajecia byly tez dostosowane dla przedszkolakow, wiecej bylo tam zabawy jak nauki.Obecnie chodze z synkiem na specjalne zajecia dla maluchow i jestem zachwycona prostota i forma kontaktu poltorarocznych dzieci z muzyka.Jezeli chodzi o wczesna edukacje szkolna to jestem dosc przeciwna. wlasciwie zdajmy sobie sprawe co to oznacza gdy pieciolatek zacznie nauke, on po prostu zacznie nowy etap bycia powoli doroslym, bo edukacja szkolna skonczy sie dopiero w wieku doroslym. Opieram to zdanie na wlasnym doswiadczeniu, tu w niemczech jest inny system naboru do szkol, w rezultacie czego moja corka zaczela szkole w wieku 6 lat. Mialam wielkie opory, chociaz wiedzialam, ze intelektulnie sobie poradzi( co sie sprawdzilo, skonczyla pierwsza klase z bardzo dobrym swiadectwem). Niestety moje leki sie potwierdzily, nie byla jeszcze gotowa emocjonalnie. Nie miala ochoty na odrabianie lekcji,nie potrafila skoncentrowac sie zbyt dlugo, przeszkadzala w lekcjach zarowno nauczycielom jak i innym dzieciom. Na nasze i jej szczescie jest dosc zdolnym dzieckiem, wiec bardzo dobrze sobie radzila, ale gdyby byla srednio zdolna, albo malo zdolna............ Moze trzeba by bylo ja cofnac do grupy przygotowawczej, co tutaj jest praktyka dosc czesto stosowana. Wlasciwie to zaluje, ze nie poszla do szkoly rok pozniej, bo dopiero teraz widze , ze jest na to gotowa.......Zapytajmy sami siebie, czy chcemy zabierac dziecku jeszcze ten rok beztroski i dziecinstwa. Co do zajec dodatkowych to jestem zdania, ze raz lub dwa w tygodniu sa dla dzieci przedszkolnych wystarczajace , ale tylko te zajecia ktore sprawiaja im przyjemnosc i radosc, a nie te ktore zaspokaja ambicje rodzicow.Acha , zeby nie bylo nieporozumien, to jezeli zauwazymy u dziecka oznaki dziecka wybitnie uzdolnionego lub inteligentego to jak najbardziej powinno sie zapewnic w miare mozliwosci takiemu dziecku mozliwosci poszerzania wiedzy i zdolnosci i najlepiej skonsultowac sie ze specjalista, bo w tym przypadku nauka w zwyklej szkole moze zakonczyc sie niepowodzeniem, ale procent tak wybitnie uzdolnionych dzieci nie jest zbyt duzy, wiec wspominam o tym tak na marginesie.To tyle ufffffffffffffffChyba oszalam , zeby tyle pisac, ale temat mnie wciagnalpapapapaElka ( mam Vanessy i Fabiana)
    • Gość edziecko: maminka Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 19:11
      Jestem mama dwoch corek:jedna z samego poczatku roku, druga- z końca. Obie madre, inteligentne (a, niech tam pochwale się). Ta z poczatku roku rozwinieta nad wyraz, w wieku 1,5 roku mowiła pełnymi, złozonymi zdaniami, twardo wymawiajac r przed skończeniem 2 lat. Majac 3 lata sama puszczała magnetofon, otwierała ksiazke i .. uczyła sie angielskiego. Ta z końca roku, mimo sporej wiedzy, raczej do tyłu pod wzgledem emocjonalnym i manualnym, choc ruchowo i intelektualnie b. sprawna. Wniosek: Jedną najchętniej posłałabym rok wczesniej, drugą - rok później do szkoły. Wszystko w odpowiednim czasie!
    • Gość edziecko: maminka Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 19:12
      Jestem mama dwoch corek:jedna z samego poczatku roku, druga- z końca. Obie madre, inteligentne (a, niech tam pochwale się). Ta z poczatku roku rozwinieta nad wyraz, w wieku 1,5 roku mowiła pełnymi, złozonymi zdaniami, twardo wymawiajac r przed skończeniem 2 lat. Majac 3 lata sama puszczała magnetofon, otwierała ksiazke i .. uczyła sie angielskiego. Ta z końca roku, mimo sporej wiedzy, raczej do tyłu pod wzgledem emocjonalnym i manualnym, choc ruchowo i intelektualnie b. sprawna. Wniosek: Jedną najchętniej posłałabym rok wczesniej, drugą - rok później do szkoły. Wszystko w odpowiednim czasie!
    • Gość edziecko: maminka Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 30.08.02, 19:13
      Jestem mama dwoch corek:jedna z samego poczatku roku, druga- z końca. Obie madre, inteligentne (a, niech tam pochwale się). Ta z poczatku roku rozwinieta nad wyraz, w wieku 1,5 roku mowiła pełnymi, złozonymi zdaniami, twardo wymawiajac r przed skończeniem 2 lat. Majac 3 lata sama puszczała magnetofon, otwierała ksiazke i .. uczyła sie angielskiego. Ta z końca roku, mimo sporej wiedzy, raczej do tyłu pod wzgledem emocjonalnym i manualnym, choc ruchowo i intelektualnie b. sprawna. Wniosek: Jedną najchętniej posłałabym rok wczesniej, drugą - rok później do szkoły. Wszystko w odpowiednim czasie!
    • Gość edziecko: Lilka Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 05.09.02, 15:53
      Właśnie niedawno rozmawialiśmy z mężem na ten temat i co jest związane z takim tempem życia w tak młodym wieku.Mamy 3-letniego synka który zaczął chodzić do przedszkola. Najprawdopodobniej jak zechce zapiszemy go na j. angielski.Ale raczej nic więcej - nie mam zamiaru zbytnio obciążać mojego synka. Chcę aby miał dzieciństwo beztroskie , aby nie stawał w wieku 3 lat i później w wyścigu szczurów.Ja pamiętam swoje dzieciństwo jako beztroskie które w większej części polegało na poznawaniu w sposób doświadczalny życia i ludzi. Wyszło mi to na dobre, nie miałam kręgów znajomych i nie byłam w nich zamknięta. Byłam wolna i to sobie cenię do dziś.Jeżeli synek wyrazi wolę uczestniczenia w czymś postaramy mu się to zapewnić ale nic nie będziemy robili na siłę bo inni tak robią.Nas z mężem zastanowiło coś jeszcze.Co się będzie działo z takimi ludźmi jak dorosną?Jak sobie będą radzili jeżeli od samej kołyski będą narażeni na stres i udział w wyścigu? W wyścigu do lepszej pracy, stanowiska, pieniędzy.Jakoś w tym wszystkim bardzo mało miejsca zostaje na rodzinę , przyjaciół po prostu ciepła i miłości bliskich.A jak na to nie będą mieli czasu w dzieciństwie to skąd będą wiedzieli jak żyć i jak wygląda prawdziwe szczęście .I rodzi się pytanie: "mieć czy być?"Pozdrawiam Lilka
    • Gość edziecko: askak Re: Pytanie od redakcji IP: *.* 05.09.02, 18:58
      Witam, no coz zawsze bawilam sie z moim synem spontanicznie, ma 23 m, ale mysle ze to byl blad. Tu gdzie aktualnie przebywamy(Uganda) jest angielski system nauczania . Dzieci posyla sie do szkoly (przedprzedszkole) w wieku od roku - do czterech lat. Moj draluje juz do tej szkolki od 2 tygodni. Od 9 do 12 godz, nonstop program. Piskownica, ksiazeczki, plywanie, zabawa woda, rowerki, sport , malowanie itd itp . Jedna pani na 3 dzieci !!!!!!!! Nonstop spiewaja, opowiadaja, tlumacza. Bylam w szoku, jak zobaczylam, ze w grupie pieluchowcow 15m do 24 m, te panie licza. Kaza dzieciom liczyc sie nawzajem, licza do 3 zanim zeslizgaja sie ze slizgawki ( o boze co za zdanie), itd itp. Myslalam ze zwariowaly, ale nie, moj syn wczoraj widzac 2 koty w kuchni stwierdzil "dwa miau", a na obrazku z dwoma malpkami sytuacja sie powtorzyla, czyli nie byl to przypadek. W wieku 23 m liczy do 2 rozumie 3 jezyki, wie ze mama mowi buty, a tata schuhe itd. .Dzis ukladajac piramide, mowie swiadomie "czerwone kolko, male zielone kolko ", i wybieram takie ksiazki w ktorym sa zdjecia naturalne a nie jakies maszkarne obrazki. A sama czytalam w wieku 4 lat, przez nikogo nie zmuszana, czyli nie widze w wczesnym czytaniu nic zlego.Niestety w polskich przedszkolach, gdzie jedna pani jest na 28 - trzylatkow, nie mozna wymagac zeby porzadnie mogla sie nimi zajac. A nauka pisania nie jest zla, ale bezsensowne wydaje mi sie , zmuszanie dzieci w 1 klasie do tego samego, co musialy juz przerobic w zerowce, albo w przedszkolu. Nic dziwnego ze nudza sie jak mopsy. pozdrawiam goracoAska mama Mareczka
Pełna wersja