Gość edziecko: Reszka
IP: *.*
28.08.02, 09:22
Nie wiem, czy proces dorastania córki w stosunku do matki, czy też odchodzenia córki od matki zawsze jest taki bolesny czy tylko mi się tak zdarzyło? Od czasu kiedy wyszłam za mąż, a zwłaszcza urodziłam synka moje układy z mamą pogorszyły się wybitnie. Może też tak było przedtem, ale mi to nie przeszkadzało lub tego nie zauważałam. Byłam bardzo blisko z moją mamą, doprawdy złotą kobietą, no po prostu czasem symbioza. Ale dopiero kilka lat temu zauważyłam, że święta zgoda panowała gdy byłam z nią zgodna. Natomiast wszelkie formy buntu, uzasadnione lub nie powodowały drastyczne pogorszenie się naszych stosunków. I tak coraz gorzej, gorzej, nie tyle awantury, co subtelna nieobecność. Mam wrażenie że mama nie może się pogodzić z tym że mam inne zdanie, że stanowię o sobie sama, że mam swoje poglądy na np. wychowywanie dzieci, itd. itp. Nie chcę iść z nią na udry, nie chcę żeby cierpiała, choć wiem, że jej cierpienie wynika z rozdźwięku między jej oczekiwaniami a tym co jest dla mnie ważne i z czego nie zrezygnuję. Jednak nie wpływa to dobrze ani na mnie ani na nią. Wczoraj pokłóciłyśmy się przez telefon, o mojego synka, którego chciała zabrać do siebie (nie mieszkamy w tym samym mieście) gdy urodzę drugie dziecko. Nie zgodziłam się na to, bo nie widzę powodu usuwania z domu starszego gdy pojawi się młodsze, obawiam się, że mógłby się poczuć odrzucony, a poza tym jeszcze nigdy nie był poza domem sam, i te dwa czynniki sumujące się razem... No nie czułabym się w porządku wobec mojego małego. Zresztą nie wiem czy on już dojrzał do rozstania, ja chyba nie... Więc wymyśliła że zabiorą go z ojcem i będą jeździć po mieście i okolicach żeby się przyzwyczajał(?), a oznajmiła mi o tym w oświadczeniu w rodzaju „przyjedziemy, zabierzemy, pojeździmy”. Zero zainteresowania jakie jest moje i męża zdanie na ten temat, ostatecznie mam chyba coś do powiedzenia w jaki sposób moje dziecko spędza czas, a spędzanie go w samochodzie jeżdżącym ze zmęczonym kierowcą po zatłoczonym mieście nie uważam za najlepsze rozwiązanie. Poza tym do czego niby miałby się przyzwyczajać? Do samochodu, do dziadków? Przecież już i tak powiedziałam, że na samotne wyprawy, a zwłaszcza pobyty moim zdaniem jest dla NAS za wcześnie. Nie czekała na moje wyjaśnienia, rzuciła słuchawką. Ja natomiast uważam, że nie zrobiłam nic złego, ale mam kaca moralnego, dzidek rzuca się w brzuchu jak oszalały i w ogóle jest mi nie teges... Chyba nikt tak dobrze jak moja mama nie umie wpędzać mnie w wyrzuty sumienia...