ewelam
04.12.06, 21:02
Sprawa ma się następująco.Nadgorliwość moich teściów doprowadza mnie ostatnio
do szaleństwa.Nasz bąbelek skończył 4 miesiące, jest dzieckiem bardzo
wyczekiwanym przez całą rodzinkę i może stąd ten problem.Teściowie przy
każdej wizycie wręcz dopadają małego,ściskają, pieszczą, całują, noszą.
itd.Może to we mnie tkwi problem, ale jestem wtedy cholernie zła i aż mnie
telepie w środku. Na samym początku tak nie było, ale ostatnio kiedy z małym
jest coraz lepszy kontakt, u teściów nasila się "nadmierny instynkt
opiekuńczy".I tak przykładów można by mnożyć.Mały dostał pleśniawek od
momentu kiedy zaczął pakować rączki do buzi.Prosiliśmy-nie całujcie go po
rączkach,a oni na to że go nie całują.Ja z mężem nie wycmokaliśmy go tyle w
ciągu 4 miesięcy co oni w czasie paru wizyt.Poza tym, proszę teścia żeby go
nie nosił bo ja potem będę miała problem, a dziecię waży już koło 7kg.Położy
go, a za moment już lata z nim po chałupie.Teściowa w takiej sytuacji jeszcze
wychwala go za to ile to tata ma cierpliwości do dziecka, a on naprawdę
potrafi zajmować się nim cały boży dzień i jeśli byśmy z mężem pozwolili to i
noc by obskoczył.No generalnie teść z teściową uwielbiają u nas siedzieć-
najlepiej od rana do wieczora.Całe szczęcie że ma to miejsce 2-3 razy w
tygodniu.I choć rzeczywiście wtedy odciążają mnie od dziecka to jestem
wyczerpana psychicznie, bo nie umiem się przy nich zrelaksować i kątem oka
wciąż obserwuję co robią z dzieckiem.Teraz czekam kiedy teściowa wtrąci się
do tego jak odżywiam maluszka.Zaczęłam podawać warzywa ze słoiczków.Zdanie na
ten temat teściowej jest następujące-słoiki owszem czasami na wyjście może są
i dobre a w domu to domowe jedzonko powinno dostawać.Generalnie nie ma
pomiędzy konfliktów,ale boję się pewnego razu nie wytrzymam,puszczą mi nerwy
i powiem coś czego będę później żałować.Na szczęście mąż bardzo dobrze mnie
rozumie, jest tego samego zdania i też bardzo go denerwują zachowania
rodziców.Tylko że ja się gryzę w język a on wali prosto w oczy co mu się nie
podoba.Ręce składam do boga za takiego chłopinę.To są naprawdę, fajni, ciepli
ludzie i wiem że chcą dla wnuka i dla nas jak najlepiej-dużo nam pomagają.
Jednak czasami mierzi mnie strasznie ich zachowanie i wolałabym aby zachowali
większy dystans do dziecka.Przepraszam że tak się rozpisałam, ale musiałam to
z siebie wyrzucić.Pozdrawiam