Gość edziecko: gutki
IP: *.*
12.09.02, 14:10
Czy miałyście takie wrażenie, że wasze uczucia do dziecka ulegają zmianie ... na gorsze? Moja córeczka stała się apodyktycznym, upartym, nieposłusznym, głupawo się śmiejącym, afektowanym i trudnym do zniesienia czterolatkiem. A ja... mam jej dość. Czuję, jak bulgocze we mnie irytacja i niechęć. Mam ochotę ciągle strofować i „ustawiać” ją – chociaż wiem, że to nic nie daje, a tylko pogarsza sytuację. Co gorsza, mam po prostu ochotę porządnie jej przylać. Tak, żeby jej się odechciało pokazywać język, wrzeszczeć do nas „Chodź tutaj NATYCHMIAST”, myć umywalkę szczoteczką do zębów i kaprysić nad każdym posiłkiem. I polemizować z każdym słowem rodziców. Wiem, trudny wiek. Wiem, kryzys związany z pojawieniem się braciszka. Wcielamy w życie mądre rady psychologów i na linii siostra-brat jest na razie sielanka. Wrogami są za to wszyscy dorośli, którzy w jakikolwiek sposób próbują wyegzekwować posłuszeństwo. Od niemowlęctwa przejawiała tzw. „charakterek”, bywały lepsze i gorsze okresy, ten jest stanowczo najgorszy! Może tak musi być, taki etap rozwojowy, ale... Bardzo źle znoszę tę sytuację. Czuję się wyrodną matką, która nie kocha swojego dziecka. Pełna jestem złych uczuć, a jednocześnie poczucia winy za to,że je mam. Wiem, że to mój problem – może powinnam pójść do psychologa? (A on powie mi, że jestem na córkę tak wściekła, bo sama chciałam być tak niezależna i zdecydowana jak ona, ale nigdy się na to nie odważyłam

A może ja się nadaję tylko do opieki nad niemowlakami? CZY TAK JUŻ BĘDZIE ZAWSZE? Jeśli tak, to ja rezygnuję, poszukajcie sobie, proszę, innej mamusi do tej rodziny...