Czy ja jej już nie kocham?

IP: *.* 12.09.02, 14:10
Czy miałyście takie wrażenie, że wasze uczucia do dziecka ulegają zmianie ... na gorsze? Moja córeczka stała się apodyktycznym, upartym, nieposłusznym, głupawo się śmiejącym, afektowanym i trudnym do zniesienia czterolatkiem. A ja... mam jej dość. Czuję, jak bulgocze we mnie irytacja i niechęć. Mam ochotę ciągle strofować i „ustawiać” ją – chociaż wiem, że to nic nie daje, a tylko pogarsza sytuację. Co gorsza, mam po prostu ochotę porządnie jej przylać. Tak, żeby jej się odechciało pokazywać język, wrzeszczeć do nas „Chodź tutaj NATYCHMIAST”, myć umywalkę szczoteczką do zębów i kaprysić nad każdym posiłkiem. I polemizować z każdym słowem rodziców. Wiem, trudny wiek. Wiem, kryzys związany z pojawieniem się braciszka. Wcielamy w życie mądre rady psychologów i na linii siostra-brat jest na razie sielanka. Wrogami są za to wszyscy dorośli, którzy w jakikolwiek sposób próbują wyegzekwować posłuszeństwo. Od niemowlęctwa przejawiała tzw. „charakterek”, bywały lepsze i gorsze okresy, ten jest stanowczo najgorszy! Może tak musi być, taki etap rozwojowy, ale... Bardzo źle znoszę tę sytuację. Czuję się wyrodną matką, która nie kocha swojego dziecka. Pełna jestem złych uczuć, a jednocześnie poczucia winy za to,że je mam. Wiem, że to mój problem – może powinnam pójść do psychologa? (A on powie mi, że jestem na córkę tak wściekła, bo sama chciałam być tak niezależna i zdecydowana jak ona, ale nigdy się na to nie odważyłam ;)) A może ja się nadaję tylko do opieki nad niemowlakami? CZY TAK JUŻ BĘDZIE ZAWSZE? Jeśli tak, to ja rezygnuję, poszukajcie sobie, proszę, innej mamusi do tej rodziny...
    • Gość edziecko: AgnieszkaLO Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 14:37
      Ewa, Napisałaś bardzo odważny post. bo my tu narzekamy ale na koniec piejemy jak bardzo kochamy nasze Skarby.Ja jestem mało doświadczona mama, bo mam tylko synka 9,5 m-cznego, który jest słodki i częściej się śmieje.Obawiam sie jednak, że opisane przez Ciebie zachowanie też wywoływałoby u mnie silną reakcję. Niemniej Ewo to jest Twoja córka i jakoś musisz sobie poradzić. Na pewno jesteś teraz zrezygnowana , bo to można wyczytać z Twojego postu. Dałaś mi dużo do myślenia i czekam tak jak Ty na posty emama, które przeszły bądź przechodzą podobne problemy.Pozdrawiam i życzę dużo cierpliwości Tobie (i sobie).Ag
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 18:08
      Ewuniu, odpisuję, bo przechodziłam dokładnie taki sam etap. Z tym, że troszkę później. Po kolei.W ciążę zaszłam gdy Ania miała skończone 6 lat. Na samym początku nie bardzo akceptowałam tę sytuację. Byłam nieprzytomnie zakochana w Ani - przez te lata wychowywałam Ja sama, bowiem tata Ani zostawił nas. Cały czas zastanawiałam się, jak ja zdołam sobie poradzić, czy w ogóle uda mi się pokochać maluszka, skoro (jak mniemałam) całą swoją miłość podarowałam córeczce. No i urodził się Krzyś-Miś-Biś :-) Pokazali mi Go, jak tylko odzyskałam świadomość po cesarce. I wtedy poczułam, jak pękają mi wszelkie tamy w sercu, a miłość wprost kipi, wylewa się, zalewając mi całe ciało. Nie doświadczyłam tego przy córce, bowiem Ją kochałam od poczęcia. Na Krzysia nie udawało mi się patrzeć spokojnie, bo za każdym razem miałam łzy w oczach. Do tego dochodziły wyrzuty sumienia, że nie akceptowałam Go od samego początku. Istny galimatias uczuciowy. Po powrocie ze szpitala Ania wydała mi się olbrzymia. Przy maleńkich stópkach, rączkach, brzuszku, przy słodkiej dupeńce - Ona była dużą i (chciałam aby natychmiast!!!) samodzielną dziewczynką. Nagle życzyłam sobie, aby umiała OD ZARAZ wszystko to, czego NIE uczyłam Jej do tej pory...(bo do tej pory to Ona była rozpieszczana...). Przede wszystkim aby SAMA wiedziała, kiedy mi przeszkadza, kiedy chcę być sama z synkiem, kiedy ma mi pomagać itp itd. Niewiele z Nią rozmawiałam, bo po pierwsze cierpiałam na koszmarną depresję poporodową, po drugie miałam krwotoki i zaburzenia hormonalne. Moja depresja objawiała się panicznym lękiem o Małego, napadami pedantyzmu, totalnej niechęci przed wychodzeniem poza dom. Ania trwała przy mnie jak wierny duch...A zwłaszcza przy swoim braciszku, którego wbrew ogólnie przyjętym normom kochała ponad wszystko. Tylko dzięki Niej przetrwałam jakoś te dni - Misiu był bardzo absorbującym dzieckiem, nie płakał ale źwandolił - co było niezwykle denerwujące, działało na podświadomość, jak drażniący wysoki dźwięk, o rany - no po prostu na uzębienie ;). Ania godzinami Go kołysała, podawała smoka, pokazywała różne dziwy (była niewysychającym źródłem wyobraźni i dzikich pomysłów). Krzyś bezgranicznie Ją ubóstwiał! Nie pamiętam ile razy Ją pocałowałam, czy przytuliłam. Zapomniałam, że to też jest dziecko... Była niegrzeczna, chyba tak rekompensowała sobie wszystkie braki. Dzięki Bogu spałam z Nią wtedy, mąż z Misiem, a my - dziewczyny w drugim pokoju. W nocy przytulała się do mnie. To chyba było takie ładownie akumulatorów. Im bardziej była nieposłuszna, im bardziej pyskowała, tym ja się zastanawiałam czy jeszcze Ją kocham. Pewnego dnia Ania zachorowała. I wylądowała w szpitalu. Miś miał wtedy 9 miesięcy. Ania w szpitaliku wzięła mnie za rękę i szepnęła: mamusiu, boję się zostać tu sama...I wtedy coś we mnie pękło. Jak to??? Moja dziewczynka się boi??? Miałaby zostać sama w tym cholernym przybytku?? Ja się nie zgadzam!!! Powiedziałam o tym lekarzowi. Zdziwił się. Taka duża dziewczynka i się boi? Zapytałam go kiedy ostatni raz był w szpitalu? On na to, że jeszcze nie był. A ja, czy chętnie by tam poszedł i został? On, dorosły? Nic nie odrzekł..Krzysia zostawiłam pod opieką mojej Mamy, a ja z Anulką spędziłyśmy w szpitaliku 6 dni. Rozpieszczałam Ją ponad wszelkie wyobrażenie. Kupowałam wszystko, co tylko sobie zapragnęła. Tuliłam, chodziłam na wszystkie zabiegi - niech tylko któraś pielęgniara cokolwiek pisnęła..wrrrr. Bardzo zbliżyłyśmy się do siebie z moją córcią. Choroba, ale dobrze nam to zrobiło. Krzyś zawsze był i już chyba będzie takim rodzinnym okruszkiem. Malutkim. Mimo, iż ma już 7 lat. Jest i będzie młodszy, do tulenia, do całowania, do pieszczenia, do rozpieszczania. Ale odkryłam coś dla siebie, tylko dla siebie - dziewczynkę powierniczkę, skarba nieocenionego, przyjaciółkę, kompankę do staniczków, do narzekania na miesiączkę, na podły psi los kobiety w domu. Nawet nie wiesz jak ciężko jest teraz z 14-latką. Ale jednocześnie ja nie jestem aż tak stara, żeby sobie nie przypominać, jak to było te 20 lat temu, kiedy ja przeżywałam okres buntu, a byłam niezrozumiana, czułam się odepchnięta przez swoje bardzo, bardzo złe dni...A wiem przecież, że mama bardzo mnie kochała. Co z tego skoro nie rozumiała? Dlatego staram się przede wszystkim rozumieć moją córcię, a dopiero potem kochać. Mimo wszystko, nie za coś tam - ale MIMO WSZYSTKO. Jak tylko kiedyś przyjdą Ci złe myśli, czy jeszcze Ją kochasz (nieraz jeszcze przyjdą, nie łódź się, że to minie, ale to naprawdę, DAJĘ SŁOWO - to jest normalne!!) - wyobraź sobie drastyczną scenę (mnie ona pomagała, była kubłem wręcz lodowatej wody na głowę, na mój głupi łeb) - wyobraź sobie, że Ci Jej zabrakło z jakiegoś powodu...Miałam sen. Że Ania leżała w kostnicy, po wycięciu organów do przeszczepu, i że jeszcze ze mną rozmawiała. Obudziłam się z takim szlochem, że musiałam Jej dotknąć i położyłam się koło Niej i tuliłam do rana!!! To było jakieś dwa lata temu. Do tej pory "czuję" ten sen. To było jak jeszcze (zobacz jak długo) przeżywałam zaślepioną fascynację synem. I tak moje relacje z Aniulką były super. Ale jednak widać był mi taki koszmar potrzebny. Widzisz, jesteśmy tylko ludźmi. Mamy prawo się złościć, być zawiedzionymi, oczekiwać czegoś. Spójrz jednak na Malutką jak na właśnie malutkie dziecko, które nie rozumie jeszcze naprawdę wielu rzeczy. I zaprzyjaźnij się z Nią. Zobaczysz jak to fajnie. Idźcie na lody - tylko we dwie. Nawet nie wiesz, jak jest wtedy wspaniale - poplotkować sobie, umazać się sosem do lodów, i pośmiać, pochichrać jak dwie psiapsiółki. :-) Spróbuj, naprawdę warto! Weź Ją na zakupy, tylko Ją. Ja uwielbiam chodzić na zakupy z Anią. Jutro wybieramy się do Reala. I nie bierzemy chłopców. Kupimy jakieś figi, koszulki, (tylko dla nas ;) ), mleczko w tubce (tylko dla nas ;) ), może chrupki, i musowo - jak zwykle - pójdziemy na gofry! Już się cieszę! Spróbuj tak, spróbuj! Trzymam kciuki. A jakby co - pisz, na priva, naprawdę chętnie pomogę. :-)Pozdrawiam Cię gorąco - Gosia
    • Gość edziecko: pumba Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 19:44
      Ewo, znam to uczucie. Moja cora tez jest nieznosna!!!! Tylko ze u nas najwieksza agresja skierowana jest w strone braciszka i troche Tatusia. Mamusia jest ta najukochansza i tylko ja moge cokolwiek przy niej zrobic. Slucha tez tylko mnie (o ile wogle kogokolwiek slucha). Czasem jest mi strasznie ciezko, boje sie, by malemu nie zrobila krzywdy. Na moje prozby pluje, pyskuje no, brrrr... tragedia. Wtedy jej nie cierpie a chwile potem jestem na siebie zla za te uczucia. Trzymaj sie, jak widac macierzynstwo nie jest latwe. Ale sa tez cudne chwile i o nich trzeba myslec w trudnych momentach. Pozdrawiam serdecznie anus
    • Gość edziecko: Miśk@ Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 21:07
      Nic dodać nic ująć :D podpisuję się pod Twoim postem rękami i nogami :D Myślałam,że tylko ja mam takie dylematy i,że tylko mnie tak bardzo denerwuje zachowanie mojej córki.Mam nadzieję,że szybko z tego wyrośnie,ale niestety mogę się spodziewać,że za 3 lata Jasiek powtórzy tę historię :DObyśmy My wszystkie mamy dzielnie wytzymały ten "rozwój" czterolatków :D
    • Gość edziecko: hma Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 21:28
      Cześć!jestem mamą 4 letniej ( no prawie - za 3 miesiące) Marianki i mam podobne odczucia co Ty tylko że w odwrotną stronę: Czy ona mnie nie kocha? ostanio z ust mojej slodkiej dziewczynki padło zdanie: chciałabym żebyś wpadła pod samochód...podobno to trudny okres...ale co będzie dalej...?jednak wierzę że tak jak my kochamy nasze coreczki tak i one kochają nas...
    • Gość edziecko: kasiunia Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 12.09.02, 23:51
      gutki, nic ci nie moge poradzic, dopiero zostane mama. ale chcialam ci powieedziec, ze bardzo ci wspolczuje - bo to na pewno nielatwe dla Ciebie i ze bardzo podziwiam Cie za odwage, jakiej - jak sadze - bylo trzeba, zeby ten post napisac.trzymam za Ciebie i Twoja coreczke kciuki.
    • Gość edziecko: agniesia1 Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 07:26
      Mówiąc szczerze mam podobny problem ,tylko tyle do opisania ,że nie wiem od czego zacząć.Ale może po kolei i w skrócie... Moja córka ma 8 lat i w sumie jest kochana ....jak coś chce.Wtedy potrafi prosić,prosić i obiecywać złote góry.A potem to jakby zapominała i dalej nie słucha ,potafi ciągle odpowiadać : zaraz, potem, za chwilę. A jeszcze przed chwilą obiecywała....Nie potrafi zrozumieć ,że jeżeli coś się do niej mowi to trzeba to zrobić zaraz .Ze nie można rodzicom odpyskowywać i burczeć coś tam pod nosem na ich odpowiedz... :fou:Na nic moje grożby i prożby...przecież nie będę jej ciągle biła.Wiem ,że piszę chaotycznie ale tyle mam do przekazania ,że mam gonitwę myśli.Napiszcie jak radzicie sobie z takimi dziecmi.Co zrobić ,gdy wciąż słyszy się :zaraz , potem, za chwilę...Co zrobić????Bić???Zakazywać -a jeśli to nie pomaga???W sumie nie jest taka zła (przecierz to moje dziecko)ale jak zareagować jesli prożby i grożby nie pomagają?/Pozdrawiam - :hello:
    • Gość edziecko: mema Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 09:35
      Witaj Ewo!!! Czytałam Twój post i jakbym siebie widziała jeszcze pół roku temu. Dziś moja córcia ma 4,5 roku, a syn 1,5. Między dziećmi jakoś zawsze się w miarę dobrze układało. Za to moja cierpliwość do wyczynów Agatki malała drastycznie. Kiedyś po "nerwowym" ranku i pójściu na zakupy byłam już skonana. Na prośbę o coś do picia zareagowałam jak zwykle: szklanka, sok i słomka. Rozpakowywuję torby, z płaczącym dzieckiem na ręku i co widzę: córcia wkłada słomkę do nosa i ciągnie sok. Miałam w ręku akurat karton z mlekiem (1l.) i uderzyłam ją tym mlekiem po głowie. Jest mi wstyd. Potem długo tłumaczyłam, że nie wolno bić i, że mamusia zrobiła coś brzydkiego.To było niecały rok temu. Po tym incydencie poszłam do poradni psychologicznej - Pomoc rodzinie. Przywitała mnie młoda kobieta, która chyba w ogóle nie miała kontaktu z dziećmi (bo swoich nie miała). Stwierdziła, że jestem przemęczona i jest wszystko OK. Ale ja wiem, że tak nie było - jest? Wtedy znalazłam E-Dziecko. I czytałam. Czytałam - bo byłam złą matką. To nie dzieci mają problem z byciem grzecznym -posłusznym. To ja -matka miałam problem z zaakceptowaniem odrębności mojej córki. Z jej widzeniem świata i z jej pranieniami. Ona chciała tylko dobrze się bawić, podczas gdy ja byłam zbyt zajęta by okazać jej tyochę zrozumienia. Dziś mam nadzieję, że wszystko minęło. Ale jak wziąźć się w garść, jak pracować nad sobą by być zawsze pogodnym i uśmiechniętym dla naszych iskierek, to pytanie ciągle do mnie wraca. One są wszystkim co mamy najlepszgo. Mi także pomogły myśli o bezbronnej istocie, która leżała pod respiratorem i o walce o jej życie. Kocham ją i synka - to wszystko co mogąę napisać. Dziś to wiem i tak będzie zawsze - jak mówi moja córka: kocham Cię na zawsze.Będę już kończyć, trochę chaotycznie -przepraszam. Nie daj się Ewo i ty kochasz swą córeczkę, tylko może o tym zapomniałaś.... Zatrzymaj sięi przypomnij sobie dzień w którym ją przywitałaś na tym świecie. Dzień, w którym pierwszy raz powiedziała mamo, zerwała dla ciebie kwiatek, podarowała zaczarowany kamyk.. I idz do niej i powiedz, że ją mocno ochasz na zawsze... i pocałuj i mów jej to co chwilę i za każdym razem jak przejdzie koło Ciebie daj buźi i uśmiechnij się a śłońce zaświeci i w twoim domu. Sorry - poryczałam się..PozdrawiamKasia
    • Gość edziecko: Selina Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 10:36
      Ewo!Ze swojego doświadczenia, mogę Cię zapewnić, że jest to normalne zachowanie u dobrze rozwijającej się czterolatki.A Twoje mieszane uczucia nie są niczym złym, masz do nich prawo, ja też to przechodziłam. Mogę Cię zapewnić, że wszystko przeminęło, nawet nie wiem w którym momencie.Trudno się winić za swoje myśli, kiedy człowiek dopiero się uczy być dobrym rodzicem i tylu rzeczy jeszcze nie wie.Madżka w wieku 4 lat była wstrętną i rozkapryszoną dziewczynką, wiecznie się naburmuszała i właściwie żadne argumenty do niej nie trafiały. Dziecko w takim wieku już dużo rozumie, wie też czego chce, ale tłumaczenia jeszcze nie docierają. Tyle, że nie należy się poddawać, tłumaczyć, tłumaczyć, aż w tej małej główce coś wreszcie zaskoczy! :)Pamiętaj, że Twoja córka bierze przykład właśnie z Ciebie i od Ciebie uczy się zachowań w danych sytuacjach. Ja już widzę, ze pewne nauki nie poszły na marne. To trudny okres i postarajcie się go jakoś spokojnie przetrwać.I tak jak pisała Gosia1, ta mała kobietka może być kiedyś Twoją największą przyjaciółką, ona może Cię najlepiej rozumieć, ale to wszystko zależy od Ciebie, czy tak właśnie się stanie!Moja Madźka, mój Szczypioreczek jest moją największą przyjaciółką :love: i uwielbiamy się! :) :love:Ale na to pracujemy cały czas! Przytulania, wyznania miłości, czas z nią spędzany (gary, pranie, brudna podłoga-a nich sobie czekają!)nie można zastąpić niczym innym! I rozmowy o wszystkim i o niczym, to takie ważne! O życiu, o uczuciach, o chłopakach w przedszkolu, o lalce co złamała jej się noga, o koleżance, ktora sądzi, ze jest ładniejsza....wszystkiego też trzeba wysłuchać, bo jak na początku pokażesz, że Cię nie interesują jej sprawy, to nie zdziw się , że za 10 lat nie bedziesz słyszała o niczym co dotyczy jej prywatnego życia. A wbrew pozorom taki maluch ma już bardzo bogate życie wewnętrzne. Podobnie z podejmowaniem decyzji, trzeba także uszanować jego zdanie w pewnych sprawch, a nie tylko mu narzucać swoją wolę.My wszystko konsultujemy razem, ubranie, zabawka, która wydzie na podwórko z Madźką, jedzenie....itp, bo ja szanuję moje dziecko i jej zdanie. Przyjemnie mi jest zaś wtedy gdy sytuacja jest odwrotna i ona przychodzi ze mną skonsultować pewne sprawy.Kiedy bedziemy szanować nasze dzieci, myslę, że i one będą szanowały nas-rodziców. pozdrawiam serdecznieselina
    • Gość edziecko: as Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 11:44
      Witaj,Niestety tak już będzie zawsze. :) To przychodzi tak falami ale między takimi okresami totalnej niechęci są i te piękne,wzruszające. Myślę nawet, że i te trudne są piękne - niestety dopiero po jakimś czasie można popatrzeć wstecz i powiedzieć "jak ładnie udało nam się rozwiązać ten problem". Nie można tylko o tym zapomnieć, że ten trudny okres kiedyś minie. To daje nadzieję, a bez niej trudno znosi się złe czasy. Piszę to z perspektywy 7 lat z moim małym "charakterkiem" w momencie niewyobrażalnych dotąd "schodów" związanych z pójściem do szkoły. Nie mów tylko nigdy że nie kochasz swojego dziecka bo to chyba nie jest możliwe. Wiem jak czasem jestem wściekła na córeczkę jak nie znoszę jej zachowania, jak drażni mnie jej postępowanie, ale dlatego mnie to tak denerwuje bo kocham ją jak nikogo na świecie. Gdyby tak nie było to byłoby mi wszystko jedno jaka ona jest. Dużo wytrwałości, cierpliwości i łagodności życzę Wam wszystkim.AS
    • Gość edziecko: lulu Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 14:12
      Kochasz ją oczywiście , ale to już trudniejsza miłość niż taka do słodkiej kluseczki. Ale teraz to już tak będzie , a potem będziemy kochac pryszczate , pyskate i nieraz aroganckie nastolatki i to jeszcze jak będziemy kochać... U mnie było podobnie. A metamorfoza słodkiego chłoptasia w jak to piszesz głupawo śmiejącego się i złośliwego "potworka" zbiegła się z narodzinami młodszego synka. Mały był taki bezbronny i słodki , zapatrzony bezgranicznie w mamusię , a duzy - strach nawet pomyśleć . Minęło trochę czasu , zanim to sobie jakoś poukładałam.
    • Gość edziecko: Betka Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 15:24
      Droga Ewo, dzięuję Ci za ten post! Weszłam dziś na forum (do tej pory rzadko miałam na to czas a może ochotę), by posuzkać czegoś o dziewczynach, które mają podobne doświadczenia jak ja. I proszę od razu natknęłam się na post, który sama mogłabym napisać... A nawet zamierzałam!Moja córka 4.5 roku też mnie często bardzo denerwuje, nie uimiem jej przytulić, pocałować. Wszystko zaczęło sie niedawno, gdy byłam w ciąży itrwa odkąd w sierpniu urodziłą się Paulinka - czuję że to na nią przelewam całą miłość. Wkurzam się kiedy Sara ją całuje, przytula, dotyka jej zabawek... Boże, nie wiem co sie ze mną dzieje, do tej pory Sara była moim małym pieszczoszkiem. Przeżywam coś, co nazwałam depresją poporodową związaną ze starszym dzieckiem! Nie mogę znieść jej obecności, tego że czegoś chce, o coś prosi. A gdy jej nie ma tak bardzo za nią tęsknię. Uwielbia swoją młodzą siostrę, nie ma w niej a ni nutki zazdrości, jest we wszystkim chętna do pomocy, kąpania. To tylko potęguje moje poczucie, że jestem dla niej okropną matką. Na szczęście mąż daje jej teraz 2 razy więcej miłości za mnie i nic nie mówi, ale On też pewnie ciepri widząc jak ja traktuję starszą córcię. I ja też cierpię ale jakoś nie mogę tego zmienić. Nie wiem dlaczego, co się stało?Małą dzidzię ubóstwiam, czekałąm na nią, jest wytęsknionym i oczekiwanym maluszkiem. Kiedyś Sara słuchała z walkmana kaset Arki Noego, śpiewała razem z nim: "Ja jestem, ja czuję, ja żyję, moje serce bije" - jechałam w samochodzie i ryczałam :(Moja córka bardzo chce być kochana, zasługuje na to całą sobą a ja nie wiem czy potrafię ją kochać. Jezu, jak bardzo mi z tym źle. Zaraz wróci z mężem z przedszkola a ja siedzę cała zapłakana.
      • Gość edziecko: Cytrynka Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 17:37
        Kochana Betko i inne drogie MamyNie mam jeszcze doświadczeń macierzyńskich (moja dzidzia rośnie w brzusiu), ale jestem przekonana, że kochasz swoją starszą córcię. Nie umiesz jej tylko tego okazać, bo cała sytuacja jest trudna. Poza tym na pewno jesteś także przemęczona, mały dzidziuś, obowiązki w domu, zapewne niedospanie. Porozmawiaj z mężem, jeśli to możliwe, porozmawiaj z psychologiem. Może niech Twój mąż zajmie się młodszym dzieckiem, a Ty starsze weź na spacer i powiedz jej, że ją bardzo kochasz. Bo na pewno ją kochasz, bo jej uczucia nie są Ci obojętne. Przełam się, a reszta przyjdzie sama. Podziwiam Was kochane dziewuchy, że potaficie tak odważnie napisać o swoim problemie. To świadczy o Waszej dobroci i miłości do dziecka. Szukacie pomocy i rozwiązania. Będzie dobrze. Piszę chaotycznie, bo się wzruszyłam.Głowy do góryCytrynka
      • Gość edziecko: Betka ależ kocham, kocham ją! IP: *.* 19.09.02, 08:22
        Moi Drodzy, niewiele dni minęło od napisania tego postu... Takie uzewnętrznienie się pozwoliło i zebrać myśłi i pzremyśleć wszystko. Teraz wiem, że byłam za bardzo zmeczono żeby myśleć o starszej córce, nie dawałam sobie rady... W ciaży potzrebowałąm spokoju (omdlenia, anemia, ból...), potem dzidzia urodziła się nieco wcześniej więc też szok, kupa rzeczy niepozałatwianych...I starszak potzrebujący mamy :)Ostatnio mój mąż wział całą kupę prasowania która czekała na lepsze dni i prasował do 2 w nocy, nie wiedziałam co powiedzieć ale byłąm mu wdzięczna bo bardzo mi pomógł.Dziś już wiem, że nie można nie kochać swojego dziecka!Dziękuję tym osobom, które napisałay do mnie na priva, zwłaszcza Tobie Magdo mamo Klary, nie napisałam Ci tego ale Twoje wczorajsze słowa podniosły mnie na duchu i dodały siły. Jest jeszcze jedna osoba, której historia wstrząsnęła mną tak bardzo, że aż sie wstydzę że nawet mogłam tak pomyśleć. Dlatego na zawsze zostnie w moim sercu...
    • Gość edziecko: Agata Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 13.09.02, 15:36
      Ewo, jakbyś mi to z ust wyjęła. Ja też często powtarzam sobie, a czasem i mężowi: poszukam wam jakiejś innej mamusi, bo ja się do tego nie nadaję. I pomyśleć, że mój Szymon ma dopiero 2,5 roku... Ja myślałam, że bunt dwulatka minie, a potem to już sielanka. Okazuje się, że są jeszcze inne bunty. Co za niefart. Ostatnio mój Szymek jest trochę grzeczniejszy (chociaż nie lubię tego słowa). Mniej wymuszeń (okropnym płaczem), zero kładzenia się na chodniku w czasie spaceru, ale za to mamy problemy z jedzeniem. Jakoś doprowadziłam między nami do jako-takiej komitywy, byłam pół roku w domu po urodzeniu córeczki. Teraz niestety, od poniedziałku idę do pracy i już się boję, czy znowu moje dziecko nie zacznie czuć się odsunięte, bo teraz już wiem, że to była przyczyna jego zachowania. Najpierw mama całe dnie w pracy, a potem w domu, ale większość czasu poświęcała siostrze. Boję się, że złe zachowania znowu wrócą. Ale staram się uzbroić w miłość i cierpliwość. Nie wiem, jak sobie poradzę po powrocie z pracy, kiedy trzeba będzie obdzielić sobą moją dwójkę. Ale muszę to zrobić.Wiesz, czasami na forum pojawiają się posty mam, które straciły swoje dzieci. Albo tuż po urodzeniu, albo już takie podrośnięte. Kiedyś pisała o swoim synku Eva z Niemiec. Było to tak poruszające, że nie mogłam potem zupełnie funkcjonować. Takie historie, tragiczne historie, pozwalają nam odczuć, jak wielkie mamy szczęście, że nasze dzieci są z nami i są zdrowe. I odczuwamy wtedy bardzo namacalnie ból, jaki moglibyśmy czuć, gdyby cokolwiek się im stało. Pójdź za radą dziewczyn i wyobraź sobie, że nagle ktoś Ci zabiera twoją córeczkę. Nie na godzinę, nie na jedno popołudnie, o którym pewnie marzysz, ale na zawsze. Co czujesz?...
    • Gość edziecko: Przygoda. Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 17.09.02, 20:02
      Świetnie Cię rozumiem. Już kiedy byłam w drugiej ciąży synek mnie drażnił. Nie miałam chwili wytchnienia, bo ciągle coś ode mnie chciał. Chciałam poleżeć, powsłuchiwać się w odgłosy z brzucha, a nie bawić się z nim. A miał tylko 2 latka. I tylko chciał mojej uwagi. Gdy urodziłam córcię Bartek wydał mi się taki niezgrabny, takie duże rączki, nóżki, pupa do mycia taka wielka. Był, jak dla mnie, za głośny, za ruchliwy, za duży. Chciałam leżeć z Madzią, zachwycać się nią, patrzeć na nią w spokoju, a tu po domu "coś" chodziło, zawracało głowę. Chciałam by był już duży, rozumny, zajął się sobą. Minęło już prawie 2,5 roku. Madzia jest dokładnie w wieku Bartka, gdy wróciłam ze szpitala, ale ona nadal jest taka malutka. Wymaga całej mojej uwagi. A ja nadal wolę tę "małą" kruszynę, niż "dorosłego" mężczyznę, choć bardzo go kocham. Czuję się winna za te uczucia, że nie myślę tak ciepło o Bartku, że nie potrafią tak spontanicznie go uściskać, wycałować. Na szczęście Magda coraz częściej gorzej się zachowuje niż brat i coraz częściej uświadamiam sobie ,że wolę przebywać z dużym, "dojrzałym" 5-latkiem niż rozkapryszoną, rozhisteryzowaną 2,5 latką.Mam nadzieję, że to się wyrówna i u Ciebie. Trzymajcie się cieplutko, i myśl dobrze o swoim starszaku.Pozdrawiam Sylwia :hello:
      • Gość edziecko: emama23 Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 17.09.02, 21:32
        Witam was serdecznie,troche jestem przerazona o tym co przeczytalam. Kompletnie nie zdawalm sobie sprawy z rzeczy o ktorych na forum przeczytalam.Jestem w 4 miesiacu ciazy i myslalam ze wykorzystam ten czas na czytanie madrych ksiazek jak wychowywac dzieci gdyz do tej pory wrzeszczace i histeryzujace dzieci kojazyly mi sie z bledami wychowawczymi rodzicow. A tu czytam o kryzysie 1 roku 1,5;2;4 ,ze kazde dziecko histeryzuje, bije, gryzie, ze to jak najbardziej normalne.I depresja poporodowa w zasadzie prawie jest regula, no nic lepiej prawdy dowiedziec sie wczesniej niz myslec ze sie jednak jest zla matko bo dziecko histeryzuje. Pozdrawiam
    • Gość edziecko: madad Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 17.09.02, 21:55
      Znam to uczucie doskonale bo właśnie cos takiego przezywam. Misiek jest cudownym facetem...zazwyczaj, ale ostatnio stal sie typowym 2latkiem i nic do niego nie dociera. Rzuca czym popadnie, bije mnie i gryzie, ciska sie na ziemie, jedzi...Madre ksiazki pisza ze trzeba byc cierpliwym i tlumaczyc dziecku, delikatnie je uspokajac. Probowalam wszystkiego. Lapie sie na tym ze coraz czesciej sie na niego wydzieram, a potem mam wyrzuty sumienia i rycze. Mam nadzieje ze to minie. Musze po prostu chyba troche poluzowac i dac mu troche wolnosci. Przeciez kocham go bardzo, tak jak ty Ewo kochasz swoją córeczkę. Ten cięzki etap kiedys minie...mam nadzieje.Pozdrawiam
    • Gość edziecko: KasiaL Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 18.09.02, 13:16
      Ewo, przeczytałam gdzieś, że:Kiedy wydaje nam się, że nasze dziecko nie zasługuje na naszą miłość, ono jej wtedy najbardziej potrzebuje...
    • Gość edziecko: Myszka2001 Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 18.09.02, 15:16
      Witajcie!!!Siedzę w pracy, czytam Wasze posty i płaczę ( a raczej udaję, że mi oczy łzawią od komputera ). Jesteście cudownymi Mamami i macie najkochańsze na świecie dzieci.Ja na swoją kruszynkę czekałam długie lata, marzyłam o Niej i ....sen się ziścił. Ale ja chyba , jak podobno wiele czekających na dziecko latami, za bardzo idealizowałam bycie mamą. Moja Mała ma roczek, nie przesypia całej nocy, budzi się, a ja , która kocha spać, dostaję drgawek, kiedy muszę znowu wstać i przez godzinę albo i dłużej nosić ją, układać po 100 razy i prosić, żeby wreszcie usnęła. CZasami mam ochotę potrząsnąć nią nieźle... A potem mam wyrzuty sumienia, myślę, że ona to czuje i pamięta, obiecuję sobie,że następnej nocy będę śpiewać kołysanki i lulać bez końca..., ale po kilku następnych nockach koszmarkach - poddaję się...Życzcie mi cierpliwości i pozdrawiam - MyszkaP.S. Z dwójką chyba nie dałabym rady...
    • Gość edziecko: 1mikolaj Re: Czy ja jej już nie kocham? IP: *.* 18.09.02, 17:46
      Rany, myslalam ze tylko mi nerwy puszczaja. Ogolnie jestem nerwusem i obawialam sie macierzynstwa. Na szczescie stalam sie cholerykiem i dzieki Bogu bo inaczej to nie wyobrazam sobie siebie. Chcialabym pogadac z Wami, przeczytac wszystkie mozliwe posty w spokoju ale Mikolaj biega i krzyczy a poza tym nie mam internetu w domu tylko u tesciow. Dla mnie najgorsza jest nuda i monotonia.Ilez mozna robic zupki. No i ten wieczny balagan, caly czas prubuje znalezc recepte na to ale mi sie nie udaje.Kocham moje dziecko ale chociaz 1 dzien wolnosci!!!!!Pozdrawiam wszystkie znudzone i znerwicowane mamy. Monika
Pełna wersja