o dawaniu rad - moja osobista refleksja

IP: *.* 23.10.02, 06:41
Już kiedyś pisałam o tym w jakimś wątku, ale nie ukrywam, że dalej cały czas chodzi mi to po głowie i chciałabym poznać Wasze opinie.Chodzi o udzielanie rad tu na forum. I nie chodzi o rady typu,, co zrobić z pająkami, czy jak radzić sobie z buntem dwulatka, ale o rady dotyczące relacji małżenskich przede wszystkim....Otóż często zastanawia mnie lekkość z jaką od razu radzicie zmartwionej zachowaniem męża żonie: odejdź od niego, nie daj się poniżać itd itp. A przecież - przecież nie znamy najczęciej szczegółów z życia owej rodziny, a jeśli je znamy to w zasadzie tylko z jednej strony, zmartwionej żony wypłakującej swe żale tutaj....Pomijam przypadki oczywistego maltretowania czy znęcania się nad rodziną, choć i te trudno jednoznacznie zdiagnozować po postach na forum. Ale odnoszę wrażenie, po tym jak szybko ferujecie takie wyroki typu: zostaw go, ja bym już dawno spakowała mu walizki i wystawiła przed drzwi, że w waszym życiu wszystko jest czarne albo białe, a przecież wiemy, że w życiu najwięcej szarości...Podziwiam was, a raczej dziwię się waszemu pośpiechowi w radzeniu rzeczy radykalnych.... Ale tak sobie myślę, że może wynika to z tego, że to nie wy poniesiecie konsekwencje wprowadzenia w życie owej rady... Przy okazji zaznaczam, nie kieruję tego postu do nikogo konkretnego, jest on raczej moją ogólną refleksją po rocznym pobycie na forum... I muszę tu, w tym miejscu zaznaczyć, że również wiele z was udziela mądrych i życiowych rad, z których sama bezczelnie korzystam.Pozdrawiam Lilly :hello:
    • Gość edziecko: Ewa21 Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 07:07
      Lilly ja osobiscie kwestie opisywania klopotow malzenskich na forum traktuje jako wolanie..."Dziewczyny kochane wyslychajcie mnie!!!!!" i w sumie to jedeyny prawdziwy powod dla ktorego zdazylo mi sie napisac.Wiem ze jaksie tu pozale, wygadam to ktos mnie wyslucha.I naprawde chyba wazniejsze jest dla mnie wlasnie to wysluchanie niz oczekiwanie na jakies rady.Mozna poradzic jak wyciagnac dziecku koze z nosa itd......ale w tym przypadku potrzebne (tak mi sie wydaje,bron boze nie chce mowic za kogos)jest nam poprostu zrozumienie i wyslychanie naszych klopotow,a nie konkretna recepta co ja mam zrobic.W sytuacji kiedy jest mi zle i napisze o tym tu do Was samo to ze ktos mnie slucha i powie cieple slowo wystarcza mi.Przeciez nie oczekuje ze ktos mi powie jak rozwiazac problemy malzenskiePrawdopodobnie nie udalo mi sie LIlly wstrzelic dokladnie w to o czym chcialas napisac ...ale tak dorzucilam pare groszy.A rzeczywiscie masz racje Lilly latwo powiedziec "zostaw go"taka rade moze dac chyba tylko taka osoba( bliska rodzina przyjaciel) ktora za slowami "zostaw go" powie rowniez"pomoge ci".(przeprowadz sie do mnie,wspolnie poradzmy sobie finansowo dopoki nie staniesz na nogi itp...) to taka moja refleksja ...PozdrawiamEwa
    • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 07:36
      Zgadzam sie z toba lilly. pomijam juz fakt ze gdybym wyplakala sie na meza (ktorego przeciez kocham i chociaz ma swoje wady to nie jest zly...) to chyba bardzo przykro byloby mi przeczytac ze to swinia lajdak i cham. Takie slowa zamiast podtrzymywac- doluja.
    • Gość edziecko: mada_w Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 13:46
      Z tym mówieniem o czyimś mężu "to świnia, łajdak i cham" to moim zdaniem jest tak:jak ja mówię, że mój mąż to cham i łajdak (na szczęście nie muszę tak mówić :)) to jest ok, ale jak ktoś mi to mówi to mnie gdzieś tam w środku trafia - czasem wkurzy a czasem zaboli. To dotyczy w ogóle całej rodziny to co ja mówię o swoich bliskich może być ostre, ale jak słyszę to od innych to już zupełnie co innego. Tym bardziej, że często jest tak jak napisała Lilly - znamy tylko wycinek z czyjegoś życia, maleńki fragmencik.Niektóre z nas własnie szafują takimi radykalnymi opiniami i radami, ale ciekawe czy to jest właśnie to, co one w trudnej chwili chciałyby przeczytać.Magda mama Mikołajka
    • Gość edziecko: Beata32 Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 16:01
      Rzeczywiście trudno coś poradzić w takich sytuacjach - dlatego raczej nie radzę. Jeśli już coś radzę, to tylko na podstawie swoich doświadczeń lub zasłyszanych historii, które mi pasują do sytuacji.Myślę, że masz rację Lilly zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawianie sytuacji z jednej strony - nigdy nie wiemy jak to wygląda od strony faceta i ciężko nam się w takiej sytuacji postawić.Ze swego doświadczenia mogę opisać jak to rozmawiałam z dość świeżo poznaną koleżanką o jej chłopaku, który z jej opisu wydawał się ... co tu dużo mówić - beznadziejny, zastanawiałam się po co ona z nim jest, jaki denny facet. Następnie miałam okazję go poznać, a ją poznać lepiej i ... moje osobiste wnioski były takie - to ona była beznadziejna i stawiająca chore wymagania, a on ... no cóż - naprawdę świetny facet. Na szczęście nie są już razem - on poznał dziewczynę, która w pełni doceniła jego zalety i ma szczęśliwą rodzinę - i całe szczęście - bo szkoda by było faceta.I tak naprawdę myślę, że tak jak napisały poprzedniczki - piszącym zależy głónie na pożaleniu, wygadaniu się i oczekują raczej na pociechę i zrozumienie, niż na gotowe recepty na życie.pozdrawiamBeata i Wiercipiętek
    • Gość edziecko: Ika Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 17:48
      No dobrze, Lilly, ale moim zdaniem trzeba rozgraniczyć dwa stwierdzenia: "Zostaw go" to zupełnie co innego niż "Ja bym mu spakowała walizki".Lilly, gdyby na mnie jakikolwiek facet podniósł rękę, nazwał k....., rzucił dzieckiem (!) - a takie rzeczy się w różnych postach przewijały - to JA bym mu nawet tych walizek nie spakowała... Rzucałabym po jednym łachu z balkonu i patrzyła, jak się miota zbierając swoje bokserki z chodnika, całkiem możliwe że nieco potłuczony po upadku ze schodów. Po prostu są rzeczy, na które nigdy nikomu nie pozwalałam i nigdy bym nie pozwoliła.Wtedy takie stwierdzenie nie jest radą, ale wyrażeniem tego, co się myśli o takim zachowaniu.Rada "odejdź" to co innego. Ale weź pod uwagę, że może większość tak radzących właściwie myśli: "Jeśli jest naprawdę taki, jak opisujesz, to odejdź od niego".A ocena, czy taki jest naprawdę, należy już do tej skarżącej się.Trochę chaotycznie, bo mi sie zaraz dziecię będzie budziło, ale może załapiecie o co mi chodzi :):hello:
      • Gość edziecko: madziorek Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 23.10.02, 19:04
        zgadzam się z iką! przecież my nie dajemy recept na życie!!! dziewczyny, wydaje mi się, że tu się spotykają osoby myślące, a takie nie biorą "gotowych recept na życie". tu chyba chodzi o to, żeby pomyśleć logicznie a nie udawać że wszystko jest ok. taki model zachowania lansuje sporo dziewczyn. uważacie, że to dobre dawać przyzwolenie na brak szacunku, przemoc i inne zachowania tego typu? i jeszcze udawać, że wszystko jest tak jak trzeba? to co dziewczyny czasami piszą jest wstrząsające, i co, mamy udawać że to norma?
    • Gość edziecko: Anuk Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 24.10.02, 12:31
      Lilly,Podzielam twoje zdanie w tym temacie. :jap: Trzeba mieć wiele odwagi aby się zdobyć na dawanie tak "jednoznacznych" rad. Zawsze staram się unikać takich sytuacji, gdyż wiąże się to (w moim przekonaniu) z wzięciem odpowiedzialności za tę drugą osobę, której coś się radzi.Co innego wysłuchanie, podstawienie ramienia aby ktoś mógł się "wypłakać" czy wreszcie podtrzymanie na duchu..... na zasadzie: wiesz, ja ciebie rozumiem.Osobiście bałabym się chyba ewentualnego żalu (jeśli coś się komuś zawali), że to przez moje "dobre rady".Wydaje mi się, że próba zrozumienia drugiego człowieka i wysłuchanie go - to jest coś, czego można się zawsze podjąć bez wspomnianego ryzyka.Pozdrawiam Lilly,ANUK
    • Gość edziecko: as Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 24.10.02, 14:40
      Jak bym siebie czytała z postu na Samodzielnej mamie, sprzed kilku tygodni. Była tam burzliwa dyskusja, nie powiem.PozdrawiamAS
    • Gość edziecko: wiesia Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 28.10.02, 21:24
      To ja może rozszerzę nieco temat...Zauważyłam w ogóle ciekawe zjawisko, polegające na tym, że najwięcej do powiedzenia , zwłaszcza w sposób krytyczny mamy w tematach , w których nie mamy żadnego doświadczenia. W każdym razie do czasu, gdy życie przytrze nam nosa.Poczynając od tego ,że szybie i łatwe rozwiązania zdrad małżeńskich padają zwykle z ust osób, które nie zostały zdradzone, lub przynajmniej o tym nie wiedzą, przez krytykę żłobków pochodzącą od rodziców ,którzy nigdy swojego dziecka do żłobka nie posłali, przez potępienie aborcji padające z ust tych ,którzy nigdy nie sami nie musieli takiej decyzji podejmować,przez doszukiwanie się tysiąca problemów wynikających późnego macierzyństwa przez mamy ,które urodziły długo przez trzydziestką, przez wygłaszanie litanii wad zmywarek przez osoby, które nigdy ze zmywarek nie korzystały, przez wynajdywanie przewag posiadania jedynaka nad dwojgiem dzieci przez rodziców jedynakówitp.itd.Wszystkie przykłady wzięte z dyskusji na forum.Życie na szczęście koryguje te "teoretyczne mądrości" i jak kto chce to z tych życiowych nauk coś dla siebie weźmie. Ja sama kilkanaście lat temu z łatwością twierdziłam , że "ja tego nigdy bym nie zrobiła", że ja w takiej sytuacji to bym to i tamto". A kiedy rzeczywistość postawiła mnie oko w oko przez takim wyborami, to ...oj, zupełnie inaczej to wyglądało. I teraz już nie wygłaszam zdecydowanych i kategorycznych opinii w sprawach, w których tak naprawdę to nie wiem jakbym postąpiła. A nie wiem jakbym postąpiła w każdej sprawie , której się jeszcze nie znalazłam.
      • Gość edziecko: Adzia Re: o dawaniu rad - moja osobista refleksja IP: *.* 30.10.02, 09:07
        No cóż, ja uważam, że pomimo, iż się czegoś nie doświadczyło, można jednak przedstawić swój punkt widzenia na pewne sprawy - przecież, chociaż nie doświadczyłąm zdrady ani poronienia, mogę pogadać z dziewczyną, która szuka pomocy w takiej właśnie sytuacji - ale już się Wiesiu nie czepiam ;-), bo rozumiem, że chodziło Ci raczej o ton wypowiadanych uwag, niż o to, że ktoś w ogóle wyraża swoje zdanie..Natomiast co mnie często irytuje - to próby wesołej zabawy cudzym życiem. Kiedyś bybło kilka wątków poruszających problem flirtu męża na GG czy czacie. Pamiętacie te rady? "Wejdź na czat jako kto inny i umów się z nim" - mnie osobiście włos się jeżył, gdy takie rzeczy czytałam. Zero odpowiedzialności za to, co z naszych rad może wyniknąć, i niezdrowa ciekawość, jak też się sprawa rozwinie - tak jakbyśmy pisały romans sensacyjny...A te rady, jak tu "obciąć" teściową i zaognić konflikt (bez znajomości całego kontekstu, bez prób zrozumienia, bo oczywiście z teściową z definicji trzeba traktować z góry i z rezerwą) ...A te rady, jak się odegrać na mężu (dobrze, że kilka przytomnych i mądrych kobiet zauważyło, że tu jest problem głębszy, którego nie rozwiąże wsadzenie mężowi makaronu do buta)...Wiecie - Internet to rzeczywistość wirtualna, ale nasze problemy wirtualne nie są. Dlatego myślę, że przydałoby się nam więcej empatii. Więcej wczucia się w rzeczywisty problem osoby piszącej, bo jakże często posty mają drugie dno...Czytajmy się dokładnie nawzajem :-)Pozdrawiam z delegacji (jeszcze tylko jeden dzień :-) ) Agnieszka
Pełna wersja