Nie wiem jak zatytułować! Moze duża forsa

IP: *.* 29.10.02, 15:51
Dziewczyny!Na początku proszę o wyrozumiałośći cierpliwość przede wszystkim, bo nie wiem jak mam ten post zacząć. Ale postaram się po trosze wyklarować o co mi chodzi. Do napisania go troszeczke zainspirowała mnie któraś z odpowiedzi w wątku "Ile wydajecie na dziecko". Taki ciąg myślowy. Otóż. (Boże! no nie wiem jak to ubrać w słowa!)Jak dużo czasu człowiek potrzebuje i czy w ogóle jest sie w stanie dostosować do wydawania znacznie większych kwot na rzeczy na które kiedyś nie mógł sobie pozwolić? (Czy ktoś mnie zrozumiał, ha! ha!?)No bo przypuśćmy : Mam do dyspozycji powiedzmy 3000zł miesiecznie i zobaczyłam dla dzidzi śliczne butki za 250zł. Oczywiście ich nie kupuję bo po pierwsze pewnie nie starczy mi do pierwszego (czynsze, opłaty, raty, no i cos trzeba jeść) a po drugie - i to ważniejsze! - podobne śliczne, dobre jakosciowo buciki kupie za 70-90zł i mysle sobie jednoczesnie "cholera, po jakiego grzyba wydawać tyle kasy na cos co mozna kupić taniej".I teraz...znów przypusćmy.Wygrałyście w totka/dostałyscie spadek/mąż zaczął zarabiać 10 razy więcej.I co sie dzieje?No pewnie na początek kupno i urządzenie domu, kupno lub zamiana samochodu, zmiana garderoby, prywatne przedszkole dla dziecka, podróże itp. No ale - no właśnie - chociazby przy urządzaniu domu, czy kupiłybyscie od razu kafelki Versace za 500zł za m2, gdy obok na wystawie wiszą przesliczne hiszpańskie za 100zł za metr? Czy łatwo by wam było wejśc do Diora i kupić bluzke za kilka tysięcy, skoro na drugiej ulicy jest butik Deni Cler i taka sama przecudna wisi za kilkaset zł, tylko dlatego, ze ma inną metkę?Tak mi się przypomina od razu tekst ciotki mojego lubego (fakt, kasiasta babka) do mojej tesciowej (też do ubogich nie należy): "kochana, zobacz jakie sobie ładne butki kupiłam, jak za darmo,przecenena była, z 800 zł przecenili na 600! No biegnij szybciutko i też sobie kup!" Moja teściowa zrobiła oczy jak pingpongi, chociaż też ma lekką rękę do wydawania siana... I tak od razu sobie pomyslałam, czy ja, bedąc psychicznie obciażona wiecznym niedoborem w portfelu potrafiłabym w przypadku cudu (finansowego) tak sobie pójść np. do Dessy i okazyjnie kupic np. sekretarzyk (zawsze chciałam mieć!)z czereśniowego drewna za jedyne 20 tysięcy.Mnie dotyczy też inny problem. Ja mam taka głupawa naturę, że nawet wstydzę sie wejść do jakiegoś super butiku. Jest mi jakoś tak niezręcznie tylko patrzeć na rzeczy, na które nie mogę sobie pozwolić. Wydaje mi się, że po mnie to widać, ze mnie na coś-tam nie stać i te panie po drugiej stronie lady tylko czekają, żeby mi wzrokiem dać do zrozumienia co o mnie myślą. Ha! Ha! tu też mi się przypomniały dwie historie:Moja kolezanka, bardzo bogato "wżeniona", weszła kiedyś do butiku w jakiejś koszulinie i dżinajach i poczęła rozkoszować się urodą przeciwsłonecznych okularów (bodajże ESCADA). A pani zza lady na jej widok dłubie w nosie, wierci się nerwowo i na twarzy ma wipisany tekst "nie ruszaj tego kocmołuchu jeden i tak ich nie kupisz!" Moja kumpelka to zauważyła i z wyrazem tryumfu w oczach wyjęła z portwela 700zł i rzuciła panci krótko: "zapakować!!!"Mój kolega wstał rano z łóżka, wyjał ze skarpety ileśtamdziesiat tysięcy poczym udał sie do salonu Toyoty z mocnym postanowieniem że w końcu kupi dziś sobie samochód. A, że wygladał jak sierota, a przez ramie miał przewieszony zdechnięty plecaczek panie w salonie nie mogły ukryć swojego zniecierpliwienia i chęci pozbycia się intruza gdy ten trzaskał drzwiczkami, przesuwał fotele, zagladał we wszystkie schowki wybranego modelu i kazał się szczegółowo informowac o wszystkim. W końcu "uprzejmie" poprosiły go by nie wsiadał już do samochodów bo one są dla klientów, tapicerka się brudzi i wszędzie zostawia odciski paluchów. I wiecie co zrobił? Podziekował za przemiłą obsługę i kupił sobie ... Nissana, który stał w salonie po drugiej stonie ulicy.Ale odbiegłam troche od tematu.Czy my, przyzwyczajone do setek "ludzkich sklepików" poprzyklejanych do każdego hipermaketu potrafiłybyśmy jechać na zakupy do Saint Tropez?Czy byłybyśmy w stanie jeżdżąc nowiusieńkim fordem lecieć do salonu i kupic najnowszy model BMW tylko dlatego, że nas stać? Czy majac nagle na koncie kupę forsy określałybyscie słowem "tanie" coś co do tej pory było poza zasiegiem waszych finansowych możliwości?Nie twierdzę, ze nie ma takich wśród nas i wcale tego nie potępiam. Każdy robi to na co ma ochotę. Chcę tylko poznać wasze opinie bo mój chłop stwierdził ostatnio: nawet nie wiesz kiedy byś się przestawiła!PozdrawiamSv
    • Gość edziecko: Marina Re: Nie wiem jak zatytułować! Moze duża forsa IP: *.* 29.10.02, 21:21
      na wszystkie twoje pytania moge odpowiedziec tak:mozna tylko po co?nudza sie nawet ciastka.nawiasem mowiac auto kupilam w stylu twojego kolegi w dzinsach bawelnianej koszuli z dziecmi biegajacymi po salonie nie robiac z tego mecyji i do dzis nad tym sie nie zastanawialam.co z tego?kazdy zyje jak chce.zdarzalo sie , ze kupowalam drogie kosmetyki ubrana jak wyzej.i gwizdze na to co sprzedawca mysli.nieskromnie:stac mnie na niektore rzeczy dosc drogie , ale ich nie kupuje , nie sa mi potrzebne, metkami sie nie przejmuje.kryterium moich zakupow to rzeczywista potrzeba ,nie poprawiam sobie humoru zakupami- na szczescie.przeplacajac czulabym sie jak frajerka.M
      • Gość edziecko: rudka Re: Nie wiem jak zatytułować! Moze duża forsa IP: *.* 29.10.02, 22:31
        Ha, wiesz też się nad tym zastanawiałam i mój mąż odpowiedział jak Twój. Podobno w bogactwo się wsiąka. Zaczynasz zauważać inne rzeczy, obracać się wśród innych ludzi i to śię jakoś tak samo nakręca. Ja ciągle obstaję przy swoim i wiem (wydaje mi się - lepiej), że duże pieniądze nie przewróciłyby mi w głowie. Tzn nie interesuje mnie gromadzenie rzeczy. Co do gromadzenia metek - hmmm, sama nie wiem, są firmy o światowej renomie (nie mówię o tych dla snobów, ale po prostu dobre, solidne, sprawdzone), których rzeczy kuszą. Dobra metka jest przecież również gwarancja jakości. Nie spędza mi to w każdym razie snu z powiek.Czasem oglądając szaleńczo wywindowane ceny, zastanawiam się, co za idioci kupują sedes za kilka tysięcy, torebkę za kilkaset, psa w cenie samochodu itd. :crazy:I tak sobie myślę, że to po prostu niemoralne...Życzę jednak Wam i sobie takich problemów :D Rudka
    • Gość edziecko: Magda_D Re: Nie wiem jak zatytułować! Moze duża forsa IP: *.* 29.10.02, 22:29
      Sylwester,Myślę tak jak Twój mąż - że przyzwyczaiłabyś się zanim byś się spostrzegła.Ale to oczywiście zależy; no bo jeśli Twój mąż zmienia pracę i nagle zarabia 10 razy więcej niż dotąd, to zmienia się też jego otoczenie (nowi znajomi) i niejako mimochodem zmienia się styl życia - nagle słyszysz o wakacjach na Seszelach, nie będziesz przecież wyglądać jak żebraczka na spotkaniu z żonami kolegów męża, itp. Nawet nie wiesz kiedy łatwiej (szybciej, wygodniej, przyjemniej) jest ci robić zakupy w eksluzywnych sklepach. Poza tym w wielu dziedzinach wyższa cena oznacza faktycznie lepszą jakość (np. samochody, kosmetyki). No ale np. wyobraź sobie sytuację, że wygrywasz w totka. Znajomi ci sami, życie to samo - wtedy po załataniu dziur (remont, wymiana garderby) naprawdę nie wiadomo co robić z pieniędzmi.Zauważyłam, że styl bycia bardzo często zależy nie tyle od ilości posiadanej gotówki, ile od środowiska, w którym się obracamy. Akurat tak się składa, że ja "obracam" się w kilku grupach o zupełnie różnych obyczajach. Niektóre osoby o zupełnie skromnych zarobkach są zawsze obrane jak spod igły, uczesane jak od fryzjera, domek mają urządzony wg najnowszych trendów, bywają w modnych miejscach, dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe, leczą się u najlepszych lekarzy itp; a inne osoby, o których wiem, że zarabiają (i wydają) krocie chodza w tanich ciuchach, dzieci tylko w spranych dresach, ślęczą w domu przed telewizorem i zajadają pasztetową - troszkę przesadziłam dla wyrazistości tego opisu ale rozumiecie o co mi chodzi. No i kto mi to wytłumaczy?? To jest chyba jakaś wrodzona umiejętność zarządzania pieniędzmi.Ale to też są jakieś przekonania o tym, co jest drogie a co nie. Moja koleżanka np. nigdy nie kupuje ciuchów kosztującyh powyżej 50zł (oprócz kurtek i butów) ale za to kosmetyki ma z najwyższej półki. Ja natomiast kupuję ciuchy raczej markowe ale za to z częstotliwością raz na rok - więc chodzę w nich potem 10 lat i też wyglądam jak dziad (co wypomina mi mama). Nie wspomnę już o tym, że żadne akcesorium komputerowe nie wydaje się mojemu mężowi zbyt drogie (to chyba wiele z Was zna z autopsji).Ach, już nawet nie mam siły skonkludować tego wszystkiego, Kończę, pa (czas na pasztetową)Magda
    • Gość edziecko: eBeata Re: Nie wiem jak zatytułować! Moze duża forsa IP: *.* 30.10.02, 13:09
      Najprawdopodobniej byś wsiąkła. Dlatego, że tak wygodniej, lepiej, że rzeczy markowe są wyższej jakości. Drogi, dobry samochód jest bezpieczniejszy. Niekoniecznie oznacza to przewrócenie w głowie. Ale osobiście znam dwie osoby na kilkanaście mi znanych, którym pieniądze w głowie nie wywróciły. Korzystają z nich z rozsądkiem. Reszta od razu poczuła się bossami ;-) i szpan zawładnął ich mózgami. Cóż pieniądze rządzą słabymi ludzmi. Tak więc wszystko zależy od charakteru. Ale na pewno kiedy się ma pieniadze, a nie jest się przy okazji chorobliwym skąpcem, te pieniądze się wydaje. Nie dlatego że coś kosztuje 500 zł /bo różnica między tymi sumami nie będzie tak znacząca jak teraz/, tylko dlatego, że ma lepszą jakość. Może los pozwoli Tobie się przekonać jak zareagujesz na duuuużą kasę ;-). Życzę takiego prezentu.Beata
Pełna wersja