dobre rady już są, teraz czas na :złote rady"

IP: *.* 10.11.02, 15:30
Opowiedzcie, jakie rady dawali Wam inni ludzie (nie tylko rodzinka), a dla Was były one uznawane za dziwne, głupie lub odmienne od Waszych przekonań. Jestem zasypywane wręcz tonami super porad, które nijak się mają do mojej rzeczywistości. Np. powinnam jadać orzechy aby moje dziecko było mądre (karmię piersią) - niestety do zwolenników orzechów nie dociera, że dziecko jest na nie uczulone... itp.... Pozdrawiam i życzę wszystkim aby otrzymywali tylko mądre rady, które naprawdę się przydają :)Dorota
    • Gość edziecko: Lua28 Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 11.11.02, 00:11
      Witaj Dorotko!!!!!!!!!Też jestem i byłam zasypywana mnóstwem porad.Czasami głowa mi pęka od róznych porad i głównie tego że ciągle coś żle robię.Najlepszym lekarstwem na tego typu problemy jest nie zwracanie na to uwagi.Jak ktoś znowu radzi mi że powinnam zrobić coś inaczej daję tej osobie powiedzieć do końca i nic sobie z tego nie robię.Pamiętam jak kiedys zostawiliśmy córeczkę u dziadków i odbieraliśmy ją późnym wieczorem kiedy już spała.Jak weszłam do teściów to mnie zamurowało.Mała spała w czapce w której chodziła na spacer.Teściowa stwierdziła że bała się o to żeby się nie przeziębiła.Nie wdawałam się z nią w żadne dyskusje bo wiedziałam że w domu i tak będę robić po swojemu.Tak więc cudze rady puszczam mimo uszu i przez to pewnie się nie stresuję.To jedyne wyjście i naprawdę skuteczne.Pozdrawiam ciepło.
      • Gość edziecko: marzenna Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 11.11.02, 09:14
        Dobre rady nie zawsze są głupie! Tzn. "dobre" rady.Jak byłam mała to Babcia dawała mi dużo orzechów twierdząc, że będę mądrzejsza jak ich dużo zjem. A ona wiedziała to od swojej mamy...W książce "Żywność twój cudowny lek" stoi wyraznie napisane, że orzechy należą do pokarmów pozytywnie wpływających na rozwój mózgu. Oczywiście nie musisz ich jeść kiedy karmisz piersią, ale możesz je uwzględnić w jadłospisie dziecka pózniej, jeśli wyrośnie z alergii. Dawniej niemowlęta cały czas przebywały w czapeczkach ze względu na chłód (brak centralnego ogrzewania) i przeciągi. Moja Mama i moja Bacia zakładały dzieciom batystowe czapeczki. Wiadomo, że przez głowę ucieka człowiekowi 25% ciepła, a pisklaczki trzeba dogrzewać. Oczywiście nie przegrzewać. Dziewczyny, nie obrażajcie się o dobre rady, ludzie chcą dobrze. W końcu my też nie pozjadałyśmy wszystkich rozumów...A zrobicie i tak jak chcecie. Pozdrawiam. Marzenna.P.S. Wątek dobrych rad już był i to długi.
        • Gość edziecko: Aluc Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 11.11.02, 10:27
          oj dobrze Marzenna, że to napisałaś, bo ja też już nie wyrabiam od nabijania się na forum z teściowych i innych Bogu ducha winnych :D żyjemy w innych warunkach niż choćby nasi rodzice (o czym usiłowałam napisać w wątku nocniczkowym, ale jakoś nikt się do tego nie odniósł :(), gadamy wysokim językiem z fachowych pisemek i innych podręczników i uważamy się za najmądrzejsze na świecie - wiem sama tak mam :lol: a czasem warto trochę posłuchać, może i podyskutować - jak ja z moją mamą o nocniczkach właśnie i hartowaniu brodawek... oni nie są niereformowalni, oni po prostu od dwudziestu albo i trzydziestu lat (lbo i lepiej) nie mieli do czynienia z niemowlakami i małymi dziećmiprzejęta ewentualnym przegrzewaniem mojego drania, ubierałam go na spacer - jak podręczniki przykazały - w jedną warstwę więcej niż siebie (a nawet dwie więcej, bo nie znoszę się grubo ubierać). I odkąd spadła temperatura do okolic zera, Maksio nie chciał zasnąć na spacerze, marudził, a jak zasnął to budził się z płaczem. Mama co prawda twierdziła uparcie, że w taką pogodę niemowlaka spokojnie siedzącego albo leżącego w wózku żadną siłą się nie przegrzeje, i że grubeuszowi jest za zimno, ale ja byłam mądrzejsza. Na odwal się :lol: w czwartek dołożyłam śpiwór i - cud! - Maksio jak przychrapał, to chrapał dłużej niż kiedykolwiek i obudził się w świetnym humorze :D i w piątek tak samo, i w sobotę i wczoraj...
          • Gość edziecko: Edyś Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 13.11.02, 00:46
            Mamy i teściowe wychowały nas i naszych mężów i widzą efekt ( jesteśmy dorośli, zdrowi, nieżle radzimy sobie w życiu) więc ich metody są dobre , bo sprawdzone. A my wolimy przeczytać książkę zapytać się o zdanie pediatry, niż ich. Dlatego też nasi bliscy czują się niedowartościwani. Ich dzieci mają własne dzieci i wychowują je jakoś dziwnie. ( Nie gotują im mleka, ani kaszy, mówią, że kasza manna jest be, za to ryżowa cacy, dają pierś kiedy tylko dziecko zachce ubierają tak cienko i żadko zmieniają pieluchy) Wczoraj wróciłam od teściów i mam kilka nowych " dobrych rad" doprowadzają mnie one do szału, ale już nie kłócę się z babcią, nie udawadniam swoich racji, pozwalam powiedzieć jej własne zdanie i interweniuję tylko wtedy gdy jest to naprawdę konieczne. ( Babcia chce podgrzewać deser z jogurtem, zakłada spodenki na rajstopki jak w pokoju jest 25*C, próbuje dać małej jedzenie którego my jej jeszcze nie dajemy w imię zasady niech dziecko spróbuje lub dosmaczyć zupkę, bo ona taka biedna je wszystko bez smaku). Mój mąż ma reację twierdząc, że swojemu się łatwiej wybacza moja mama zachowuje się tak samo, ale jej winy i dobre rady pamiętam krócej niż rady teściowej. Czasem trudno mi zachować obiektywizm. Ciekawa jestem jak to jest u Was napiszcie. Pozdrowiam mama niespełna 7 miesięcznej Karolinki.
            • Gość edziecko: Rosa* Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 13.11.02, 01:55
              Ja dostalam następujące rady (dobre :crazy: - jak by ktoś miał wątpliwości ):1. Nie patrzeć się na myszy (byłam w siódmym miesiącu ciąży), bo dziecko będzie miało znamię "myszkę". Estetyczne obawy teściowej co do przyszłości mojego dziecka posunięte były tak daleko, że nastawiala w calym domu pułapek. Niestety celu nie osiągnęła, bo żal mi bylo biednych gryzoni :) i usunęłam mini-gilotynki, żeby ocalić myszki od zagłady.2. Nie rodzić z mężem, bo będzie mieć "wstręt". Z pruderii nie dodano do czego ten wstręt mialby mieć. Nie skorzystałam.3. Po co kupować kremy, toniki i- nie daj Boże- fluidy, pudry, etc. Skoro (to rada mojego taty, wiadomo, chłop :) ) wystarczy cudowny krem Nivea- panaceum na wszelkie dolegliwości. Tata w swych zapędach fana kremu Nivea kazał mi nawet smarować popękane brodawki Niveą. Litości!!!!4. Nowych ubrań nie wkładać (niech poleżą w szafie czekając na swoją kolej) dopóki starych się nie "znosi". W ten sposób wszystkie ubrania mojej teściowej sprezentowane jej przez rodzinę spoczywają w pokoju na pólkach i mówią modzie "żegnaj, chyba się już nie spotkamy".O kurczę. Ale to miało być o naprawdę dobrych radach! No to przepraszam. Do dobrych rad należało:1. Używanie do pielęgnacji noworodka kosmetyków naturalnych: oliwy z oliwek, mąki kartoflanej i wywaru z siemienia (do kąpieli).2. Namawianie mnie, żeby wychodzić z dzieckiem codziennie na dwór- nawet w lekki deszcz i niezbyt mocny mróz.Skorzystałam z rady (teściowa) i Kuba jest zahartowany.3. I- wiem, to zabrzmi głupio i zabobonnie- ale teściowa poradzila mi też, żeby przemywać oczy Kuby (miał wiecznie zaropiale spojówki) własnym mlekiem. Ponieważ nic nie skutkowało postanowilam spróbować. No i- wierzcie lub nie- ale problem się skończył!pozdrania
    • Gość edziecko: E.T. Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 13.11.02, 06:00
      Moja tesciowa ma troje doroslych dzieci, a moja dwumiesieczna coreczka jest jej piatym wnukiem. Wszelkie rady o ktore nie prosilam dostaje tylko od niej. Wg niej nie powinnam nosic malej na rekach bo to ja m.in. rozpieszcza, a cieplota mego ciala sprawia ze dziecku jest za goraco!!! O dziwo to dotyczy tylko mnie, ona moze brac wnusie na rece bez obawy ze ta sie przegrzeje. Na ciepla pogode, ok. 20 st, powinnam ubierac mala w trzy warstwy ubran, a na ta min. trzy koce. POnizej tej tempeerstury nie powinnysmy wcale wychodzic z domu. Powinnam zaczac urozmaicac jej posilki (dwa miesiace!!!), i karmic rzadziej bo w przyszlosci bedzie otyla a to niedobrze dla nastolatki bo nikt jej nie zechce (corka mojej tesciowej leczy sie na depresje i anoreksje) i wciaz widzac mala mowi jej ze jest tlusta. Codziennie dostaje przynajmniej jedna durna rade i sama mysl o kolejnym nalocie mojej tesciowej doprowadza mnie do szalu. Czego tu sie spodziewac po kobiecie ktorej kot zdechl z przekarmienia, a ona opowiada ze mial AIDS. Wkrotce chyba bede brac leki na nerwice...
    • Gość edziecko: Dorotka25 Re: dobre rady już są, teraz czas na :złote rady" IP: *.* 13.11.02, 16:13
      Wątek o "złotych radach" zainicjowałam nie po to, aby nabijać się z teściowych lub mam, lecz po to, aby przed takowymi przestrzegać innych. O moim "orzechowym" problemie napisałam dlatego, iż doradcy w tym temacie nie biorą pod uwagę innych (poza super mądrością) efektów ich podjadania. Osobiście uwielbiam orzeszki i znam ich wpływ na inteligencję, ale na litość boską - nie chcę być zmuszana do ich jedzenia skoro wiem, że w tej chwili to nie służy mojemu skarbowi. Ale do rzeczy - piszcie o tym co u Waszych pociech nie sprawdziło się lub przyniosło złe efekty. Ja ostatnio dowiedziałam się, że mimo alergii u mojego dziecka, mam jeść wszystko, bo moja ciocia jadła, jej syn miał aż czerwoną skórę od jej "diety" i z tego wyrósł. Nie spróbuj, pozwól sobie na to czy na tamto, ale "masz jeść!!". U niej może przeszło, ale z moim maluszkiem nie chcę ryzykować - spróbowałam serka i mały już był w ciapki. Kolejną rzeczą jest to, jakie rady (zalecenia) dostajecie od lekarzy. Mój Marcinek na ostatniej wizycie u pediatry (w 12 tyg. życia) wypadł rewelacyjnie i w związku z tym pani doktor powiedziała, że mam od początku 4 miesiąca poić go soczkiem z jabłka, aby przerwy między karmieniem piersią były dłuższe (mały je co dwie - trzy godziny). Zdziwiłam się, bo nie narzekam na apetyt mojego synka, wręcz mogę go trzymać przy cycusiu cały dzień - bo tak to lubimy oboje. Ale rozkaz to rozkaz. Podałam soczek i czekam na efekty. Pierwszy dzień - jest ok. Drugiego dnia gdzieś zgubiliśmy kupkę - dotychczas była prawie co drugie karmienie. Mały zrobił się marudny, mimo że soczek mu smakował - za to cyc przestał. Jakoś walczymy z cycem i mały je, choć mniej chętnie niż dotychczas. I kupki nie ma.... Dodam, że w swojej diecie nic nie zmieniałam. Żadnych nowości ani udziwień. I co tu zrobić z takim zaleceniem lekarza - inny pediatra kazał odstawić soczek. To też nie dało efektu, bo kupce musielismy pomóc termometrem. Nie mogę patrzeć jak mój skarb się męczy wskutek tego, że ja słucham porad innych i je wprowadzam w życie. Jest bardzo duzo super porad na forach - wszystkie wypróbowane, ale należy pamiętać, że każde dziecko może zareagować na nie inaczej. Dlatego piszcie o tym co się nie zawsze sprawdza - a każda mama swój rozum ma i niech patrzy na rady z lekką dozą nieufności. Pozdrawiam cieplutko i bezradnie, Dorota
Pełna wersja