Gość edziecko: Ente
IP: *.*
24.11.02, 19:29
Moje dziecko wczoraj trafiło do szpitala z powodu silnych wymiotów. Odwodniła się, ma dopiero 8 miesięcy. Była pod kroplówką. Oczywiście, pełna panika, niewskazana dla mnie - w trzecim miesiącu ciąży. Ale nie o to chodzi. Już jakoś sobie z tym radzę. Jutro postaram się Ją zabrać.CHODZI O KWESTIĘ SZPITALI. Mam już tego dość!!!!!!! Pisałam posty dotyczące mojego porodu, pełne żalu do personelu. Uparłam się, że nie pójdę po raz drugi rodzić na Polnej (Poznań). Teraz się zastanawiam, bo podobno tam najbezpieczniej a mi, jak wszystkim mamom, chodzi przede wszystkim o dziecko. Już myślałam sobie, że może odpuszczę, no trudno... Położne się wypalają zawodowo, lekarze też... może tak musi być. Może musi tak być, że TRZEBA DAĆ W ŁAPĘ, żeby czuć się bezpieczniej (bo nie - bezpieczniE) i czuć milszą atmosferę. Ja w ogóle nie wiem jak to się robi, jak się daje w łapę?!?!?!?! Podchodzi się i co?!?!? I mówi się:-"Tyle wystarczy, żebyś wykonywał swoje zawodowe obowiązki jak należy?"- ?!?!?!??!!?!??! Ja bym się chyba, za przeproszeniem, porzygała z obrzydzenia!!!!!!! No, więc, dziewczyny, myślę sobie: -"Aaa, odpuszczę... w końcu na porodówkach są mamy, nie dadzą zrobić krzywdy dzieciaczkom..."-, ale teraz nie wyrobiłam!!! W szpitalu łożeczka z epoki międzywojennej, metalowe i zepsute. Butelki, smoczki - to samo. Ale to jeszcze nic. Najgorszy jest personel!!!!!!!!! Nieuprzejme, stare pukwy, albo młodsze, wpadające w rutynę, czekające tylko żeby utrudnić życie rodzicom i chyba samym dzieciom też!!!!!!! Niezrozumiałe kompletnie przepisy spod znaku "zabrania się". Dzieci zostawione w łóżeczkach same sobie!!!!!!!!! Płaczące!!!!!!!!!!! No, chyba, że są rodzice, ale przecież nie wszyscy mają taką możliwość!!!!!!!!!! O łóżku, nawet materacu dla rodzica, nie ma mowy. O pokoju do spania - owszem, ale dla matek karmiących (chyba, że da się w łapę). Dzieci z zapaleniem płuc z dziećmi zdrowymi...!!!!!! Mężowi powiedziano po cichu, żeby już zabierał dziecko do domu, bo jeszcze coś tu poważnego złapie!!! -"Dobra..."- myślę sobie -"mają dużo pracy..."- (chociaż mnie się zdawało, że ich praca polegać powinna na STAŁYM doglądaniu dzieci a nie na siedzeniu na d... i piciu herbaty). Wyszłam z Małą na korytarz i... tu miarka się przebrała. Patrzę i oczom nie wierzę. W łożeczku siedzi, nie, opiera się na rączkach i nóżkach niemowlę i kiwa się rytmicznie w przód i w tył. Myślałam, że mam zwidy!!!!!!!! Jestem pedagogiem resocjologiem, znam się trochę na tym, ale zwątpiłam. Myślałam, że może sobie chce raczkować, czy coś. Nadzieja prysła, kiedy jedna z mam poinformowała mnie, że -"On jest z domu dziecka, i jeszcze tu była jedna dziewczynka, i ona trzaskała główką w pręty, i tak jest jej żal tego dzieciaka"-. NIKOGO PRZY NIM NIE BYŁO. Pielęgniarka, widząc moje zdumienie, zrobiła jakąś głupawą minę i poszła dalej. A ja zostałam i ryczałam. JESTEM W SZOKU. Możecie mnie nazwać głupią idealistką, ale ja się NIE POTRAFIĘ Z TYM POGODZIĆ. Jestem w ciąży, w ogóle nie powinnam wchodzić na ten oddział a do głowy mi nie przyszło, żeby moja córka chociaż przez chwilę mogła być sama!!!!!!!!! I nie była, i nie będzie!!!! Ale tam są dzieci, które są same. Płaczą w nocy. Trzymałam Gugę, żeby nie wyrwała sobie kroplówki (założyli Jej, kiedy nie spała, choć jestem przekonana, że mogli zaczekać aż uśnie, nie musze mówić jak wygląda scena rodzajowa pt. Ruchliwe niemowlę i kroplówka) i serce mi pękało, bo dziewczynka obok (miała trzy miesiące, wyglądała jak moja córka po porodzie - taka maleńka) zgubiła smokusia i nie mogąc go włożyć z powrotem, popłakiwała. Jestem przekonana, że jakaś pukwa pielęgniara powinna się tym zainteresować!!! Jestem przekonana, że przynajmniej jedna z nich powinna siedzieć i słuchać na korytarzu czy jakieś dziecko nie płacze!!!!!!! Bo chyba za to jej płacą??!?!! A może nie?!Potem jedna przylazła i dziwnie się maśliła do jednej z mam... -"Do zobaczenia, wszystkiego dobrego..."- itp. Już się mile zaczynałam dziwić, aż tu słyszę od męża: -"Ona jej dała stówę."-. Może bym i miała stówę, ale nie dam. Brzydzę się tym!!! Chociaż świetnie rozumiem wszystkich, którzy dają.JESTEM W SZOKU. POSTANOWIŁAM, ŻE KIEDY URODZĘ - NIE ODPUSZCZĘ. GDYBYŚMY SIĘ ZEBRAŁY WSZYSTKIE RAZEM, MOŻE DAŁOBY SIĘ ZROBIĆ NAGONKĘ (już coś się ruszyło). Ale nawet sama - nie odpuszczę. NIE MOGĘ. PRZECIEŻ TO TYLKO DZIECI!!! ONE SIĘ SAME NIE OBRONIĄ!!! Duchowni, nauczyciele, wychowawcy, lekarze, pielęgniarki bez powołania i wypaleni - powinni rezygnować z zawodu lub być zwalniani przymusowo. Robią krzywdę tym, z którymi przyszło im pracować!!! Jestem pedagogiem. Wiem, że nie wolno mi się wypalić. Wiem, że nigdy bym nie spłaciła tego długu, gdybym zrobiła krzywdę już przecież skrzywdzonej, słabszej istocie. Nie ma usprawiedliwienia pod tytułem: -"Mało nam płacą!!!"-. Trudno!!! Na tym nie mogą cierpieć dzieci, chorzy, w jakikolwiek sposób słabsi i zależni!!!DZIEWCZYNY, PRZECIEŻ WSZYSTKIE MACIE DZIECI. ONE TEŻ MOGĄ TRAFIĆ DO SZPITALA. MOŻECIE NIE MIEĆ NA TO, BY DAĆ W ŁAPĘ. JEŚLI RAZEM RUSZYMY - UDA SIĘ. Nie wiem jeszcze jak, ale wiem, że na miejsce wypalonych, nieuprzejmych ludzi czekają setki młodych i zaangażowanych lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli - bez pracy. Możnaby ich przypilnować i nie pozwolić, by się wypalili....Jestem idealistką. Napiszę do gazet, poruszę niebo i ziemię. PRZECIEŻ TU CHODZI O DZIECI. Przecież, gdyby Kopernik usłuchał ludzi, i zgodził się z twierdzeniem, że -"Nic się nie da zrobić!"-, do dzisiaj byśmy sądzili, że Ziemia jest płaska. Wiem, że wśród Was też są idealistki. CZY NAPRAWDĘ RAZEM NIE MOŻEMY NIC ZROBIĆ?!?!!? Gdyby chociaż jedna z nas siedziała na takim oddziale i zapytywała pielęgniarkę czy nie słyszy, że dziecko płacze - czy w końcu nie byłoby lepiej?!?!? Jestem idealistką. I chcę dziękować za to Bogu każdego dnia. I wiem, że jesteśmy winni naszym dzieciom obronę ich praw.Sunna