Być albo nie być - oto jest pytanie

IP: *.* 07.12.02, 21:25
Zastanowiło mnie dzisiaj (po przeczytaniu postów o idealnym/nieidealnym macierzyństwie) czy lepiej być czy nie być. Według mnie kiedy jest się z dzieckiem cały czas, kiedy poświęca się mu swoje życie łatwo jest czasami stać się matką nieidealną - zdenerwować się na nie, zniecierpliwić czy nie mieć ochoty na ciągłą z nim zabawę.Z drugiej strony jednak czy lepsza jest mama, która nie denerwuje się, jest cierpliwa - ale jest tylko przez 2 - 3 godziny dziennie ze swoim dzieckiem. Napewno wtedy łatwiej o uśmiech i cierpliwość, gdy swoje dziecko widzi się po pracy, a nie bez przerwy.A matka, która jest z dzieckiem ciągle - to przecież tylko człowiek. Może czuć się źle, może czuć się samotna, niezrozumiana, sprowadzona do roli kury domowej - ale czyż to, że poświęca się dziecku i stara się BYĆ z nim, rozumieć go, uczyć go i pokazywać mu świat - czyż to nie jest dowód największej miłości, jaką można okazać drugiej istocie. Nawet jeśli czasem puszczą jej nerwy, i ma ochotę rzucić wszystko i uciec. To przecież tego nie robi. Bo kocha....
    • Gość edziecko: emama Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 07.12.02, 23:33
      Moim zdaniem być. Też mnie czasmi nerwy poniosą (z natury jestem nerwus :( ), ale jak pojawiło się widmo powrotu do pracy to się wystraszyłam. Jak mogę zostawić moją Kruszynę, nawet jak czasami mnie denerwuje to za nic w świecie. Za nic...
      • Gość edziecko: JooAnn Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 10:56
        Ja wybrałam powrót do pracy. I cieszę się z tego. Odżyłam. Mam znowu dużo energii i zapału do życia. Siedzenie w domu mnie wykańczało psychicznie, nie mogłam znieść stale powtarzającego się planu dnia, tych samych czynności.Najbardziej traumatycznym przeżyciem był dla mnie wybór niani. Wiedziałam, że muszę mieć kogoś, komu zaufam w 100%. I udało się. Więc nie dzwonię do domu po 10 razy dziennie, żeby dowiedzieć się co słychać.Na pewno nie wróciłabym do pracy, gdybym musiała oddać Emilkę do żłobka. Ale tak - ilośc plusów była o wiele większa niż minusów. I przy okazji nauczyłam ciesyć się każdą chwilą spędzaną razem. A... Nie kupuję niuni prezentów, żeby "wynagrodzić" jej czas, którego nie spędzamy razem. Nie tędy droga.PozdrawiamJo
        • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 13:46
          A ja znowu usiłuję się przebić ;) z pytaniem: być albo nie być matką? Jeżeli kobieta chce miec dziecko, ale naprawdę chce, to na pewno nie bedzie od Niego uciekać najszybciej jak można, bo za ucieczkę (podszytą egoizmem) uważam powroty do pracy w pierwszych miesiacach życia dziecka. Możemy się też spierać kiedy dziecko nie potrzebuje już mamy na wyłącznośc, czy jak ma 12, 18, 24 m-ce itd., kiedy między nim a mama wytworzy sie więź, która pozwoli mu zrozumieć, ze choć otacza je wiele osób ( babcia, niania, ciocia) to mama jest tym kimś szczególnym.Świadoma i odpowiedzialna mama też czasem przeżyje załamanie, znużenie, ale będzie chciała to zmienić (w skrajnych przypadkach skorzysta z fachowej pomocy), a nie uciec od dziecka - dziecka, które przeciez wcale nie prosiło się na świat. Nie będzie też traktowała macierzyństwa w kategoriach poświęcenia.Uważam, że skoro kobieta decyduje się zostać matką to powinna mieć świadomość, że będzie nią zawsze bo dziecka w przeciwieństwie do pracy zmienić nie można. A mama tzw. weekendowa, zawsze uśmiechnięta i zadowolona, przekazuje dziecku fałszywy obraz swojej osoby, musi też liczyć się z tym, że dziecko być może też zechce być takim weekendowym dzieckiem i wtedy na pozór wszystko będzie się wydawać w porządku, tylko, że dziecko ze swoimi prawdziwymi problemami zwróci się do kogoś innego. Oczywiście to wszystko odnosi się do sytuacji tzw. normalnych, nie myśle ani o patologiach, ani o przymusie podjęcia pracy ze względów finansowych.Pozdrawiam, :hello:MałgosiaPS Rola ojca w zyciu dziecka to oddzielny temat.
          • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 13:48
            A ja znowu usiłuję się przebić z pytaniem: być albo nie być matką? Jeżeli kobieta chce miec dziecko, ale naprawdę chce, to na pewno nie bedzie od Niego uciekać najszybciej jak można, bo za ucieczkę (podszytą egoizmem) uważam powroty do pracy w pierwszych miesiacach życia dziecka. Możemy się też spierać kiedy dziecko nie potrzebuje już mamy na wyłącznośc, czy jak ma 12, 18, 24 m-ce itd., kiedy między nim a mama wytworzy sie więź, która pozwoli mu zrozumieć, ze choć otacza je wiele osób ( babcia, niania, ciocia) to mama jest tym kimś szczególnym.Świadoma i odpowiedzialna mama też czasem przeżyje załamanie, znużenie, ale będzie chciała to zmienić (w skrajnych przypadkach skorzysta z fachowej pomocy), a nie uciec od dziecka - dziecka, które przeciez wcale nie prosiło się na świat. Nie będzie też traktowała macierzyństwa w kategoriach poświęcenia.Uważam, że skoro kobieta decyduje się zostać matką to powinna mieć świadomość, że będzie nią zawsze bo dziecka w przeciwieństwie do pracy zmienić nie można. A mama tzw. weekendowa, zawsze uśmiechnięta i zadowolona, przekazuje dziecku fałszywy obraz swojej osoby, musi też liczyć się z tym, że dziecko być może też zechce być takim weekendowym dzieckiem i wtedy na pozór wszystko będzie się wydawać w porządku, tylko, że dziecko ze swoimi prawdziwymi problemami zwróci się do kogoś innego. Oczywiście to wszystko odnosi się do sytuacji tzw. normalnych, nie myśle ani o patologiach, ani o przymusie podjęcia pracy ze względów finansowych.Pozdrawiam, MałgosiaPS Rola ojca w zyciu dziecka to oddzielny temat.
            • Gość edziecko: JooAnn Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 14:54
              Czy wczesny powrót do pracy jest ucieczką od dziecka? Dla mnie nie. Jest ucieczką od rutyny, przewidywalności dnia codziennego.Czy po powrocie do mojej córki jestem zawsze uśmiechnięta i radosna? Nie. Na pewno jestem mniej sfrustrowana, niż gdybym siedziała cały czas w domu, ale tak jak napisałam wcześniej - tej frustracji nie wywołuje moja córeczka.Myślę, że praktycznie każdy może powiedzieć, że podjął pracę ze względów finansowych. Ja swoją pracę lubię, zarabiam dobrze (jak na obecne warunki, biorąc pod uwagę moje wykształcenie). Mam świadomość, że moglibyśmy przeżyć z pieniędzy mojego partnera, ale... Po pierwsze nie umiem (psychicznie) z własnej woli przejść na czyjeś utrzymanie. Nie chcę żyć w świadomości, że jestem zależna od pieniędzy mojego partnera, że "gdyby coś" to sama nie dam sobie rady. Po drugie mam świadomość, że jeśli nie wróciłabym do pracy po 6 miesiącach, to nie miałabym już czego tam szukać (w międzyczasie w mojej firmie duuuużo się działo). Po trzecie pracuję dość nieregularnie i spędzam z Emilką więcej czasu niż tylko weekendy.Czy jestem złą matką, bo nie ubolewam nad tym, że wróciłam do pracy? Czy jestem zła i egoistyczna, bo źle w tej sytuacji czułam się przez pierwsze dwa tygodnie, a teraz uważam, że jest idealnie? Czy jestem zła, bo nie chcę mieć kiedyś podświadomego żalu do mojego dziecka, że straciłam przez nie swoją niezależność finansową? Czy jestem zła, bo chcę być szczęśliwa - mieć dziecko i dobrą pracę? Bo chcę realizować się w życiu NIE TYLKO jako matka? I wreszcie - czy patrzę w przyszłość zbyt optymistycznie sądząc, że pomimo tego, że moja córka spędza kikanaście dni w miesiącu z nianią będę miała z nią cały czas dobry kontakt?Myślę, że nie. Bo bycie matką, to nie tylko ILOŚĆ czasu jaki ze sobą spędzamy. To także JAKOŚĆ tego czasu. U niektórych to idzie w parze - i wtedy jest naprawdę super. Ale u mnie nie. I mimo to moja córeczka jest szczęśliwa gdy mnie widzi. Mimo to pokazuję jej świat w nasze, "domowe" dni. Uczy się nowych rzeczy, rozwija, stawia przy mnie swoje pierwsze kroczki. Bawi się ciastem, gdy gotuję pierogi. Razem chowamy się do jej tekturowego domku. To dzięki temu, że nie jestem psychicznie zmęczona moge tańczyć z nią, gdy wrócę z pracy. Pomimo kilkunastu godzin "na nogach". Gdy była mniejsza nie mogłam doczekać się gdy mąż wróci z pracy i zabierze ją choć na chwilkę. Teraz uwielbiam spędzać z nią czas. I uważam, że mam go dla Emilki więcej niż kiedyś. Bo częściej jestem z nią niż koło niej. Oczywiście są takie chwile gdy bawi się sama, bo muszę zrobić coś w domu od czasu do czasu. Ale bawimy się razem o wiele lepiej niż kiedyś.Dlatego uważam, że dobrego macierzyństwa nie można mierzyć tym, czy jest się w domu, czy pracuje. Ja czuję się o wiele lepszą matką odkąd wróciłam do pracy. No i przy okazji nie mam już problemów typu czy zapłacić czynsz, czy kupić porządny kombinezon na zimę. A wcześniej było różnie.PozdrawiamJo
              • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 17:34
                JooAnnPisząc swój post, nie miałam na myśli Ciebie, jeśli Twoja córka spędza z nianią kilkanaście dni w miesiącu a resztę z Tobą to nie jesteś przecież weekendową mamą. Chodziło mi raczej o sytuację odwrotną, poza tym jeśli kiedyś Twoja córka w sytuacji zagrożenia, np. obudziwszy się ze złego snu, zacznie wołać nianię, to będzie to na pewno dla Ciebie sygnał ostrzegawczy. Co do powrotu do pracy w pierwszych miesiącach życia dziecka to nadal uważam, że jest to ucieczka od dziecka ( i związanych z nim obowiązków) i jest podszyte egoizmem, bo bierze pod uwagę tylko jeden punkt widzenia (mamy). Może warto to zaakceptować a nie zaprzeczać, przyznać po prostu „tak postąpiłam egoistycznie, ale opieka nad niemowlakiem była ponad moje siły” . Nie ma chyba co dyskutować z psychologami, że dziecko w pierwszych miesiącach życia potrzebuje matki niemal na wyłączność.Też nie uważam, że ilość spędzonego czasu przekłada się na jego jakość, można być w domu 24h/na dobę, ale nie z dzieckiem lecz obok niego (tak jak zresztą napisałaś). Różnimy się tylko w sposobie zaradzenia tej sytuacji, ja uważam, że można spróbować powalczyć z własnymi słabościami i frustracjami - Ty, że najlepszym lekarstwem jest powrót do pracy, ale życie jest przecież sztuką wyborów, a to w jakim stopniu były one trafne to może zweryfikować tylko czas. I wcale nie zamierzam być „kurą domową” do końca życia, ale też nie chcę wracać do pracy od 9.00-17.00 , a z dojazdami to właściwie od 8-18 (+ewent. nadgodziny), mam za to inne pomysły na życie, które mam nadzieje uda mi się zrealizować.Pozdrawiam,Małgosia (do marca na urlopie wychow.)
                • Gość edziecko: JooAnn Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 17:50
                  Małgosiu,Przepraszam, jeśli to co napisałam zabrzmiało jak osobista pretensja :-)Masz rację - z problemem takim jak mój na pewno można było sobie poradzić inaczej. Ja wybrałam taką drogę, bo uznałam, że w ogólnym rozrachunku jest najlepsza (niestety, ale zaczynałam wariować od siedzenia w domu i to w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu). Z drugiej strony wydawało mi się, że sześciomiesięczniakowi jest łatwiej przyzwyczaić się do nowej sytuacji (niania).Na szczęście Emilka nie zdradza żadnych objawów zbytniego przywiązania do opiekunki, a oddalenia się ode mnie. Chociaż niania jest jej bliższa niż np. babcia.I chociaż nie jestem "typową" weekendową mamą, to doskonale jestem w stanie zrozumieć mamy, które decydują się na powrót do pracy, nawet jeśli od tego nie zależy ich "być albo nie być". Pozdrawiam i zyczę łatwych wyborów po zakończeniu urlopu :-)Jo
                  • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 22:26
                    JooAnn napisałaś:I chociaż nie jestem "typową" weekendową mamą, to doskonale jestem w stanie zrozumieć mamy, które decydują się na powrót do pracy, nawet jeśli od tego nie zależy ich "być albo nie być" I tu się właśnie różnimy, bo ja nie rozumiem, jeśli kobieta robi karierę, praca pochłania ja całkowicie i czuje, że własciwie nie chce dziecka, ale rodzi, bo wie, że to może już ostatni moment zeby zostać mamą (ach, ta biologia), a potem zatrudnia nianię, a sama żyje dalej jakby nie zauważając, że ma dziecko, to ja tego nie rozumiem. Dla mnie o wiele prościej byłoby nie mieć dziecka.Naprawdę chcę taką postawę zrozumieć, ale tu na forum nikt mi w tym nie chce pomóc ;). Pozdrawiam :hello:Małgosia
                    • Gość edziecko: JooAnn Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 23:33
                      Tu masz rację - ja też tego nie rozumiem. Moja niania pracowała wcześniej u takiej rodziny.Lekarze z własną praktyką. W domu byli gośćmi. Niania nieraz zostawała u dzieci na noc, jeździła z nimi na wakacje (żeby rodzice mogli odpocząć), szukała przedszkola dla jednego z maluchów, gdy już do niego dorósł, potem chodziła na zebrania szkolne. Zrezygnowała, bo zaczęła w pewnym momencie tracić kontakt z własną córką. Dzieci miały wtedy 7 i 4 lata.Też się zastanawiam dlaczego Ci ludzie zdecydowali się na maluszki...Jo
                      • Gość edziecko: altro1 Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 00:13
                        Witam! Czytałam w jakimś plotkarskim pisemku, że aktorka Ewa Sałacka po kilku tygodniach od urodzenia dziecka "wyrwała się" do pracy, bo nie mogła znieść siedzenia w domu z tymże dzieckiem. Dziennikarz zachwycał się jej postawą, a i ona była z niej najwyraźniej dumna. Mam czasami uczucie, że kobiety tego typu, które trochę przypadkowo zostają matkami w późnym wieku nie potrafią docenić urody bycia z dzieckiem, bo zbyt są skupione na sobie i na korzystaniu ze swojej co by nie mówić przemijającej atrakcyjności.Mam na myśli bankiety, spotkania biznesowe itp. które wydają się im najważniejsze. Przykładem takiej postawy jest dla mnie np. niekarmienie piersią z obawy o kształt biustu (zapewniam, że nieuzasadnionej). Zawsze wtedy mówię, nie martw się i tak będzie obwisły prędzej czy później, :lol: a tak przynajmniej będzie jakieś wytłumaczenie.aga
                    • Gość edziecko: w Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 16:11
                      malgosia87 napisała/ł:> I tu się właśnie różnimy, bo ja nie rozumiem, jeśli kobieta robi karierę, praca pochłania ja całkowicie i czuje, że własciwie nie chce dziecka, ale rodzi, bo wie, że to może już ostatni moment zeby zostać mamą (ach, ta biologia), a potem zatrudnia nianię, a sama żyje dalej jakby nie zauważając, że ma dziecko, to ja tego nie rozumiem. Dla mnie o wiele prościej byłoby nie mieć dziecka.> Naprawdę chcę taką postawę zrozumieć, ale tu na forum nikt mi w tym nie chce pomóc ;). > > Pozdrawiam :hello:> MałgosiaTutaj nie ma nic do rozumienia. Trzeba wykazac sie tylko dobra wola i zaakceptowac fakt, ze kazdy czlowiek jest inny, ma inny sposob na zycie, inny system wartosci. I nie wszyscy musza uwazac, ze Twoj sposob na zycie jest najlepszy. Po prostu troche tolerancji i pokory, a zycie od razu nabierze barw.:hello:
                      • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 17:01
                        Wan,Tylko zapytałam czy każda kobieta musi być matką,jesli nie chce zrezygnować nawet na kilka m-cy z pracy zawodowej i jakie motywacje wtedy jej przyświecają, a Ty już mnie pouczasz i wzywasz do zachowania tolerancji i pokory. :( Nie masz ochoty ze mną dyskutować to nie, ale po co takie posty, zapytać już nie można czy co? :hello:Małgosia
                        • Gość edziecko: w Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 19:42
                          malgosia87 napisała/ł:> Wan,> Tylko zapytałam czy każda kobieta musi być matką,jesli nie chce zrezygnować nawet na kilka m-cy z pracy zawodowej i jakie motywacje wtedy jej przyświecają, a Ty już mnie pouczasz i wzywasz do zachowania tolerancji i pokory. :( > Nie masz ochoty ze mną dyskutować to nie, ale po co takie posty, zapytać już nie można czy co? > > :hello:> MałgosiaPytalas to Ci odpowiedzialam co o tym sadze. A czytam Twoje posty i odnosze wrazenie, ze Tobie nie tylko "przeszkadzaja" te matki, ktore ida do pracy po kilku miesiacach, ale nawet po kilku latach. To moze sprecyzuj konkretnie ten czas, jaki matka ma spedzic wedlug Ciebie z dzieckiem. Bo nawet ja tutaj ktoras mama sie wypowiadala, ze ma ponad roczne dziecko i wrocila do pracy to twierdzilas, ze to jest zle. (nie cytuje Twoich doslownych wypowiedzi tylko opisuje to jak je zrozumialam).A i tak dalej nie rozumie dlaczego tak sie czepiacie tych mam pracujacych i probujecie nie wiadomo dlaczego wpedziec je w poczucie winy, i udowodnic im za wszelka cene, ze sa one i ich rodziny nieszczesliwe.Jakos te wszystkie mamy pracujace z wyboru nie czuja sie nieszczesliwe. Sa zadowolone z zycia, maja szczesliwe dzieci i mezow. Udane zycie rodzinne, zawodowe, towarzyskie i jakie tam jeszcze istnieje. I co najwazniejsze nie probuja swojego sposobu myslenia narzucac innym. (Przynajmniej na tym forum nie rzuca sie to w oczy, a niech ktoras mama przyzna sie, ze lubi chodzic do pracy. Brrrr, biada jej).:hello:I jeszce jedno zadajesz pytanie "czy każda kobieta musi być matką,jesli nie chce zrezygnować nawet na kilka m-cy z pracy zawodowej ". Chyba nie spotkalam tutaj takiej mamy" ktora na drugi dzien po porodzie lecialaby do pracy. Czyli kazda z nas rezygnuje na te kilka miesiecy z pracy zawodowej? Czyli jeszcze raz, gdzie jest ten problem co go probujesz rozwiazac? Bo ja nie widze tutaj zadnego problemu, tylko szukanie dziury w calym.:hello:
                          • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - do Wan IP: *.* 09.12.02, 21:15
                            Dobra spróbuję, jeszce raz, przed chwilą to napisałam w innym poście, więc wybacz, że tylko skopiuję:Akurat mnie nie chodziło o to czy być w domu czy w pracy tylko czy w ogole być matką, w sytuacji gdy kobieta robi karierę, praca pochłania ją całkowicie i czuje, że w jej zyciu nie ma miejsca na dziecko, a jednak decyduje sie urodzić, a potem wraca do pracy i żyje jakby nie zauważając, że została matką. Wiem, że to skrajny przykład, ale takie sytuacje się zdarzają i dlatego pytam o motywację przy podejmowaniu decyzji być czy nie być.Napisałaś też:"Chyba nie spotkalam tutaj takiej mamy" ktora na drugi dzien po porodzie lecialaby do pracy. Czyli kazda z nas rezygnuje na te kilka miesiecy z pracy zawodowej."A ja spotkałam w szpitalu mamę, która prowadziła rozmowy (co prawda telefoniczne) w sprawach zawodowych w dobe po porodzie. "Bo nawet ja tutaj ktoras mama sie wypowiadala, ze ma ponad roczne dziecko i wrocila do pracy to twierdzilas, ze to jest zle. (nie cytuje Twoich doslownych wypowiedzi tylko opisuje to jak je zrozumialam"Nic takiego sobie nie przypominam, ale przejrzę swoje posty.Poza tym uważam, że 12 m-cy to minimum, które matka powinna poświęcić dziecku i w ogóle ideałem dla mnie jest kiedy przestaje być z dzieckiem przysłowiowe 24 h / na dobę stopniowo. I od razu dodam, że to nie znaczy, że do 12 m-cy ma wychodzić wszędzie tylko z dzieckiem lub co najwyżej na 0,5 godz. JooAnn podała tez przykład pewnego małżeństwa lekarzy, moze to i szukanie dziury w całym, ale ja takiej postawy nie rozumiem. :hello:Małgosia
                            • Gość edziecko: w Re: Być albo nie być matką - do Wan IP: *.* 09.12.02, 21:27
                              malgosia87 napisała/ł:> Akurat mnie nie chodziło o to czy być w domu czy w pracy tylko czy w ogole być matką, w sytuacji gdy kobieta robi karierę, praca pochłania ją całkowicie i czuje, że w jej zyciu nie ma miejsca na dziecko, a jednak decyduje sie urodzić, a potem wraca do pracy i żyje jakby nie zauważając, że została matką. Wiem, że to skrajny przykład, ale takie sytuacje się zdarzają i dlatego pytam o motywację przy podejmowaniu decyzji być czy nie być.> A ja spotkałam w szpitalu mamę, która prowadziła rozmowy (co prawda telefoniczne) w sprawach zawodowych w dobe po porodzie.Na tym forum nie spotkalam takich postaw, takze raczej odpowiedzi na Twoj problem tutaj nie znajdziesz. Trzeba bylo spytac sie tej mamy w szpitalu co nia kieruje.> > Poza tym uważam, że 12 m-cy to minimum, które matka powinna poświęcić dziecku i w ogóle ideałem dla mnie jest kiedy przestaje być z dzieckiem przysłowiowe 24 h / na dobę stopniowo. I od razu dodam, że to nie znaczy, że do 12 m-cy ma wychodzić wszędzie tylko z dzieckiem lub co najwyżej na 0,5 godz. Ty uwazasz, ze 12 miesiecy to minimum, a ktos inny uwaza, ze 6 inny jeszcze, ze 8 czy 14. Kazdy ma prawo do wlasnego sposobu zycia i co tu jest do rozumienia. Po prostu trzeba przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze jestesmi rozni i mamy rozne wizje wlasnego szczescia. Czemu zawsze probujemy uszczesliwiac innych na sile?> > JooAnn podała tez przykład pewnego małżeństwa lekarzy, moze to i szukanie dziury w całym, ale ja takiej postawy nie rozumiem. > > :hello:> MałgosiaA to przykladowe malzenstwo pewnie nie rozumie Ciebie.I tak wlasnie powinno byc, bo inaczej ten swiat bylby niezwykle nudny jabysmy wszyscy byli tacy sami i robili wszystko dokladnie tak samo.:hello:
                              • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - do Wan IP: *.* 10.12.02, 10:20
                                Wan napisała:"na tym forum nie spotkalam takich postaw, takze raczej odpowiedzi na Twoj problem tutaj nie znajdziesz".A może jednak, na forum jest przecież kilka tysięcy użytkowników."Ty uwazasz, ze 12 miesiecy to minimum, a ktos inny uwaza, ze 6 inny jeszcze, ze 8 czy 14. Kazdy ma prawo do wlasnego sposobu zycia i co tu jest do rozumienia. Po prostu trzeba przejsc do porzadku dziennego nad tym, ze jestesmi rozni i mamy rozne wizje wlasnego szczescia. Czemu zawsze probujemy uszczesliwiac innych na sile". Wan,czy moje słowa "możemy sie też spierać kiedy dziecko nie potrzebuje już mamy na wyłącznośc, czy jak ma 12, 18, 24 m-ce itd., kiedy między nim a mama wytworzy sie więź, która pozwoli mu zrozumieć, ze choć otacza je wiele osób ( babcia, niania, ciocia) to mama jest tym kimś szczególnym"to jest uszczęśliwianie ludzi na siłę, czy raczej zaprosznie do dyskusji. A poza tym myślę, że to jest forum dyskusyjne, na którym mozna skonfrontować różne postawy, bez pouczania i z zachowaniem szacunku dla adwersarza, co według mnie wyraża się w sposobie myślenia (i pisania), dlatego do zadnej e-mamy nie piszę "bo Ty to jestes egoistką", lecz "moim zdaniem Twoja postawa w danej sytuacji jest egoistyczna". "A to przykladowe malzenstwo pewnie nie rozumie Ciebie.I tak wlasnie powinno byc, bo inaczej ten swiat bylby niezwykle nudny jabysmy wszyscy byli tacy sami i robili wszystko dokladnie tak samo"A ja chętnie z nimi podyskutuję, co wcale nie znaczy, że nie szanuję ich wyboru. :hello:Małgosia
                        • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 20:26
                          YennaM napisała:"Czytam sobie i czytam, i nie podoba mi sie ogólna konkluzja: dobra matka to ta, co w domu".Zgadzam się, tez jestem przeciwna stosowaniu uogólnień. Akurat mnie nie chodziło o to czy być w domu czy w pracy tylko czy w ogole być matką, w sytuacji gdy kobieta robi karierę, praca pochłania ją całkowicie i czuje, że w jej zyciu nie ma miejsca na dziecko, a jednak decyduje sie urodzić, a potem wraca do pracy i żyje jakby nie zauważając, że została matką. Wiem, że to skrajny przykład, ale takie sytuacje się zdarzają i dlatego pytam o motywację przy podejmowaniu decyzji być czy nie być."Dziewczyny, bez przesady. Po co było chodzić do szkoły, skoro i tak reszte zycia idealna matka POWINNA spędzić z dzieckiem w domu? No po co było na studia - jedne, drugie, trzecie? Na kursy, szkolenia i te de? Gdybym została w domu - czas nauki byłby zmarnowanym czasem, bo wyksztalcenie mam specjalistyczne, do prac domowych nieprzydatne, niestety Mówie to bez zlosliwosci. Raczej z nutą zalu."O jej, dlaczego zakładasz dożywotnie zostanie w domu, poza tym każdą prace można stracić i co wtedy, może trzeba będzie zrobić nowe kursy, szkolenia itd. a i specjalistyczne wykształcenie na niewiele się przyda (oczywiście Ci tego nie życzę :) ."Po trzecie: trzeba zapewnić przyszłość dziecku. Sorry, jak sie ma dzieci to myśli się również o ich przyszłości. Wszystko zmierza ku temu, żeby za 10-15 lat edukacja w tym kraju była płatna. Nie skażę dziecka na śmierć intelektualną, nie pozbawię na starcie dziecka wyboru tylko dlatego, że w imię realizowania proponowanego przez Was modelu macierzyństwa zostałam z nim w domu i nie stać mnie na szkołę średnią czy studia dla niego." Pewnie, że się myśli i chce się zapewnić jak najlepszy start, ale możecie też przewlekle zachorować (odpukać w niemalowane), mąż, dziecko, Ty , a leczenie może pochłonąć całe oszczędności zrobione z myślą o przyszłości, ale możecie też dostać spadek albo wygrać wielkie pieniądze itd.(czego życzę :) ) albo..............., bo nikt nie zna przyszłości."Po czwarte: idąc za ciosem. Dziecko potrzebuje obojga rodziców. Czy wobec tego ojciec, którego chłopcy na pewnym etapie potrzebują nawet bardziej niż matki ma przerwać pracę i trwać razem z synem w domu, bo tak lepiej? Wiecie, ja codzień jestem świadkiem rozdzierającej sceny: mąż wstaje do pracy a Michał płącze: "tata nie" i pokazuje, żeby został w łóżku. Rozumiem, że w ten sposób fundujemy dziecku niezłą traume... No przeciez to bzdura, same to powiecie". Dziewczynki też ojca potrzebują tak jak i kontaktów z rówieśnikami, ale pierwsze m-ce życia dziecka to akurat czas matki a poza tym dziecko np. 3-letnie jest już w jakiś w sposób ukształtowane (niektórzy twierdzą, że to w jaki sposób, zaważy na całym jego życiu), rozumie też, że jak mama wychodzi do pracy to z niej wróci i w ogóle postrzega świat zupełnie inaczej niż niemowlę.:hello:Małgosia
                  • Gość edziecko: Madaz27 Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 08.12.02, 22:27
                    Ja też stawiam na BYĆ... Tylko trudno mi się pogodzić, że to BYĆ jest takie trudne i bardzo często oznacza rezygnację z własnych potrzeb i pragnień. Oczywiście pozostaje satysfakcja, że nie stchórzyłam i pokonałam własny egoizm dla tego mojego najbardziej kochanego dzieciątka. Tylko, że to tak ładnie brzmi na piśmie. A kiedy każdy dzień jest taki sam, kiedy powtarza się w kółko, i kółko te same czynności to przychodzi moment takiego zdesperowania, sfrustrowania, że nawet to ukochane, wyczekane dziecko ... przestaje cieszyć. I choć trwa to tylko chwilę, to taka myśl mnie przeraża. Bo chcę aby moje dziecko miało szczęśliwą, uśmiechniętą i optymistyczną matkę, która nauczy go piękna. A czasami tak trudno mi o uśmiech...Magda
                • Gość edziecko: Adzia Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 07:45
                  Piszesz, że powrót do pracy to egoizm...Małgosiu - czytaj forum. Dokładnie. Co tydzień prawie jakaś mama musi wrócić do pracy i zakłada post, w którym żali się, że chciałaby posiedzieć w domu z dzieckiem, ale straci pracę, nie wyrobią finansowo...Halo ;-) tu mówi rzeczywistość, czy ktoś mnie słyszy? Małgosiu, jak myślisz - ile z tych dziewczyna wraca do pracy z egoizmu, a ile z przyczyn finansowych?Myślę, że nad tym warto się zastanowić, zanim się zacznie pisać o egoizmie innych. Naprawdę warto.Pozdrawiam AA
                  • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 09:07
                    Oj Adziu, Adziu ;)Napisałam przecież w swoim pierwszym poście w tym wątku:"Oczywiście to wszystko odnosi się do sytuacji tzw. normalnych, nie myśle ani o patologiach, ani o przymusie podjęcia pracy ze względów finansowych".To juz nie wiem jak mam napisać, żeby być dobrze zrozumianą,(może kapitalikami? :lol:). Pozdrawiam,Małgosia
                    • Gość edziecko: Adzia Re: Być albo nie być matką - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 09:22
                      No tak.:jap: Przepraszam. Chyba się dziś nie nadaję do dyskusji ;-) Poczekam do popołudnia, może mi przejdzie albo co ...Pozdrawiam AA.
              • Gość edziecko: Fuga Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 10:39
                Nie rozumiem, po co się bronić, że nie pracuję 9 godzin, że nie regularnie i wtedy Małgosia 87 pisze, no tak, jesli to tylko połowa miesiąca to OK.Dla mnie to jest paranoja.A może warto czasem pomyśleć o przyszłośći? Różnie się zdarza, a co będzie jak odejdzie mąż? Kto utrzyma Ciebie i dziecko? Bez ciągłości pracy, po 2 latach wychowawczego, jak znajdziesz pracę?A może trocgę tolerancji?A może trochę zastanowienia na faktem, że kazdy jest inny?Że są kobiety - ciepluchy i kobiety - czynu?I że to nie jest egoizm, tylko inna konstrukcja psychiczna. Znam wiele dziewczyn ( i ja do nich należe ) któe dostają depresji od siedzenia w domu, i decyzja o pójściu do pracy to nie jest żadna ucieczka - po prostu matka z depresją, zaryczana, zła, sfrustrowana jest dla dziecka toksyczna. Czy Wasze mamy siedziały z wami w domu do 12, 14, 28, 114 miesiąca życia?Moja mam poszła do pracy jak skończyłam 6 miecięcy, bo musiała, bo chciała, nie wiem. Ale uważam, że to była słuszna decyzja. jest aktywna, do tej pory pracuje i lubi swoją pracę i byłoby mi przykro, gdyby przez mnie coś straciła. A czy ja coś straciłam, że wychowywała mnie mama - wręcz przeciwnie, zawsze byłam z niej dumna, była dla mnie atrakcyjną towarzyszką rozmów, w sensie intelektualnym, dzięki pracy, miała mi coś do zaproponowania.I tak na maginesie - w sobote na siłowni była taka dziewczyna - strasznie gruba w koszulce z naprasowywanką swojego dziecka i datą jego urodznia - kiedy zaczęłam z nią rozmawiać w szatni (pytałam o tę naprasowywanką - chciałam taki prezent zrobić mężowi na gwiazdkę ) od razu zaczęła się tłumaczyć, ze po ciązy tak strasznie utyła. I że chodzi na siłownię tylko raz w tygodniu, nie pracuje, nie odchudza się bo karmi ( dziekocko ma 2 lata ) i na końcu powiedziała coś w stylu, że jak ja urodzę to zoaczę jak to jest. Nie dodałam, że mam dziecko.Była tak piosenka Tournała - że rózne są życia modele, różne życia sposoby....Ja nie krytykuje dzieczyn siedzących w domu, natomiast mam do nich szacunek chociaż ich nie rozumiem.I uważam, że sączenie jadu w kierunku aktywnych kobiet - jest totalnie nie na miejscu - bo moje drogie panie, j a pracuję i płacę podatki finansując po części wasze siedzenie w domu.wywołam teraz totalną burzę i dostanę bana od administratora. Ale co tam.POzdroGosia
                • Gość edziecko: Madaz27 Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 11:12
                  Ja też byłam kobietą aktywną - nie wyobrażałam sobie siedzenia w domu bez kontaktu z pracą zawodową i ludźmi - ale wiesz co... urodziłam dziecko. Czy myślisz, że zmienił mi się charakter - nie, ale zmienił mi się system wartości. Wiem, że robię coś ważnego, może najważniejszego w życiu. I to co robię jest jednocześnie najtrudniejsze - bo wymaga ode mnie oddania się dziecku, zrezygnowania z własnego życia (choć na jakiś czas) dla niego. Niejeden raz jestem sfrustrowana, zmęczona i wtedy ... wtedy myślę, że powinnam uciec do pracy, aby tam wreszcie pomyśleć o sobie. Jest mi bardzo trudno siedzieć w domu z dzieckiem, ale przecież je urodziłam i mam względem niego obowiązki. Pewnie faktycznie łatwiej mi by było o uśmiech, gdybym większą część dnia spędzała w pracy, a w weekend poszłabym na siłownię, do kina, a może trafiłby się jakiś służbowy wyjazd. To jest super życie... Tak żyłam, kiedy nie miałam dziecka, ale teraz je mam i nie mogę o tym zapominać.MagdaPS A co do tego, że płacisz podatki, które idą m.in. na mnie to powiem Ci, że ja już zarobiłam na swoje siedzenie w domu, a poza tym (może o tym nie wiesz), ale na urlopie wychowawczym nie dostaje się pieniędzy.
                  • Gość edziecko: Beata32 Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja? - do Madyz27??? IP: *.* 09.12.02, 16:49
                    Magdo, nie wiem jak inne Mamy Pracujące, ale ja wcale nie uważam, że jest to super życie. Jest to życie, które sobie wybrałam, na które się zdecydowałam. Wzięłam wszelkie za i przeciw pod uwagę, to że mąż może się kiedyś rozmyślić, to że potrzebuję się rozwijać zawodowo, mieć kontakt z ludźmi. Ale również to, że trudno być takim samym pracownikiem jak przedtem (wierz mi - tego jak się pracowało przed dzieckiem nie da się w żaden sposób przyrównać). Każde wyjście do kina czy dodatkowa godzina w pracy to wielki wyrzut sumienia, że zabieram dziecku te nieliczne godziny, które mogę dla niego przeznaczyć. Nie wyobrażam sobie teraz chodzenia na aerobik - kolejne zabrane dziecku godziny czy dwóch. To żadne super życie ... może być fajnie, ale ... jest bardzo trudno się w tym znaleźć.Dla mnie bycie Mamą Pracującą to ciągłe szukanie kompromisu, ciągłe poczucie winy - wybieranie pomiędzy tym co dla siebie i co dla dziecka. Z jednej strony wiem, ze pracować - dużo dla mnie znaczy i bez tego napewno nie byłabym szczęśliwa, z drugiej, muszę się z tym liczyć, że jest tego jakiś koszt. Tłumaczę sobie, że przecież moja mama pracowała i ja mam z nią dobry kontakt i nigdy nie czułam się zaniedbana i że lepsza szczęśliwa pracujaca matka, niż w depresji spowodowanej poczuciem zamknięcia w domu (po 6 miesiacach urlopu maciezynskiego - mialam dosyc). Ale czy tak jest naprawde ... czy nie zabieram czego mojemu dziecku - nie wiem :( . Okaza sie pewno za kilkanascie lat, kiedy moi synowie mnie ocenia.PozdrawiamBeata mama Maciusia 1 rok i 9 miesiecy i 6 mies Wiercipietka (Adasia) w brzuszku
                • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? niania na czarno????? IP: *.* 09.12.02, 11:27
                  "I uważam, że sączenie jadu w kierunku aktywnych kobiet - jest totalnie nie na miejscu - bo moje drogie panie, j a pracuję i płacę podatki finansując po części wasze siedzenie w domu".Przeczytałam, odczekałam chwilkę, uspokoiłam emocje - a zdanie zostało we mnie te same.Używając takich stwierdzeń trzeba sie liczyć z reakcją.Nie mam zdania na temat pracujących mam, które w 1,2,3,4,5,6... miesiącu życia ich dziecka wróciły do pracy - pozbawiając swoje dziecko tego co jest mu w tym okresie życia najbardziej potrzebne do prawidłowego rozwoju. Starsznie sztucznie zabrzmiało to określenie, ale niech będzie.Dziewczyny spadamy na psy, zycie na ziemi zaczyna się robic coraz bardziej tępe i schematyczne. Coraz bardziej zalezy nam na dobrach materialnych, które sa dzis a jutro moze ich nie być.Fuga pisze o skrajnych przypadkach (smierc męża) - a ja napisze o bardziej skrajnym: smierć dziecka - i co wtedy???????????????? Pomysl jakie wyrzuty wpedza cię w jeszcze większa depresję - za każda chwile i sekunde nie spędzoną z dzieckiem, za każdy usmiech jakiego nie widziałaś, za pierwsze mamo, tato, za .... ech, szkoda gadać.Nie potepiam i nie akceptuje współczesnego modelu życia. On do pracy, ona do pracy - a ono z obca osobą (dobrze jak wypadnie czasami na babcie).A jesli mowa o podatkach. Wiekszośc z Was ma nianie, płaci im, ale czy zatrudnia je na umowe zlecenie?? Przeciez tak powinno być, od tego tez trzeba płacic podatki - no cóz jedni płacą za innych, inni okradaja innych i tak to już jest ;)bajbusktóra zdąży jeszcze swoje w życiu wypracować - a prace zawodowa uwazam za mniej satysfakcjonująca i mniej absorbująca i mniej.... od wychowywania dzieci ;)- nawet jeśli miała bym prowadzić własny ośrodek dla dzieci z patologicznych rodzin - o czym zawsze marzyłam :)
                  • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być matką - niania na czarno?? IP: *.* 11.12.02, 09:05
                    No i jak tam?? Z tymi podatkami?? ;)Niania na czarno??? ;)bajbus
                • Gość edziecko: Magda_D Re: Być albo nie być matką - IP: *.* 09.12.02, 13:39
                  piszę do mam aktywnych - przeczytajcie sobie swoje posty, jak to brzmi: od przebywania non-stop z dzieckiem dostawałam na głowę/głupiałam, itp????? Oj, chyba lepiej żeby Wasze dzieci tego nie czytały. Jak byście się czuły, gdyby ktoś Wam powiedział: "wiesz, jak za długo jesteśmy razem, to mi źle"?Moja mama poszła do pracy, kiedy miałam 4 m-ce, tak samo było w przypadku mojej siostry. Teraz mówi, że żałuje, że przegapiła wspaniały okres w naszym życiu. Ona po prostu nie wyobrażała sobie nie wrócenia do pracy - była to dla niej naturalna kolej rzeczy. Jest szczęśliwa, że ja podjęłam inną decyzję. Ale ja tę decyzję podjęłam bardzo dawno przed poczęciem moich dzieci - po prostu zawsze wiedziałam, że będę chciała siedzieć z nimi w domu - bo to lubię. Dla mnie to wcale nie jest monotonne. Dla mnie monotonna jest praca, użeranie się z głupim szefem, udawanie że obchodzi mnie, czy firma osiągnie swoje targety, czy będziemy na pierwszym miejscu na jakiejś liście. Jaki humor będzie miała szefowa? Czy Baśka naprawdę umówiła się z szefem logistyki? Co za bzdety!Jestem już po 2,5 roku poza pracą (najpierw zwolnienie w ciąży, potem urlopy) ale wiem, że nie będę miała problemów z powrotem do aktywności zawodowej. Nie zamierzam zresztą wracać do mojej firmy (chyba, że poprawi się tam sytuacja), zaczęłam pracę (jeden dzień w tygodniu) w szkole językowej, zarabiam tyle co moja siostra (mgr zarządzania) na pełnym etacie. Jest tyle sposobów, na które można zorganizować swoje życie, żeby się nie nudzić w domu i żeby spędzać maximum czasu z dziećmi.Nie twierdzę, że każda mama musi siedzieć w domu z dzieckiem aż do przedszkola. Ale może niech się zastanowi dlaczego nie może tam siedzieć.Fuga, Twój przykład mamy z nadwagą jest żenujący - wiele mam na tym forum ma problemy ze zrzuceniem dodatkowych kilogramów po ciąży. Nie ma to wiele wspólnego z trybem życia (aktywnym, czy "ciepluchowatym") a więcej z metabolizmem. Ja siedzę w domu i nie mogę przytyć.Magda
                • Gość edziecko: YennaM Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 14:47
                  Czytam sobie i czytam, i nie podoba mi sie ogólna konkluzja: dobra matka to ta, co w domu.Dziewczyny, bez przesady. Po co było chodzić do szkoły, skoro i tak reszte zycia idealna matka POWINNA spędzić z dzieckiem w domu? No po co było na studia - jedne, drugie, trzecie? Na kursy, szkolenia i te de? Gdybym została w domu - czas nauki byłby zmarnowanym czasem, bo wyksztalcenie mam specjalistyczne, do prac domowych nieprzydatne, niestety :( Mówie to bez zlosliwosci. Raczej z nutą zalu.Poza tym nie rozumiem dlaczego wykonywanie pracy zawodowej ma być, lub nie, wyznacznikiem wartopści naszego macierzyństwa?Po pierwsze:z mężem to czasem bywa tak: łatwo przyszło, latwo poszło. Fuga, masz racje: kto, gdy męża zabraknie, zapłaci za mnie rachunki, skoro nie pracuję, kto da forsę choćby na porcję rosołową do gara, żeby zapchać brzuchy moim chłopakom? Brak doświadczenia zawodowego raczej przy znalezieniu pracy nie jest atutem. Tylko nie piszcie mi, że zawsze można podjąć pracę w sytuacjach awaryjnych. Są zawody, w których roczna lub większa przerwa równa się śmierci zawodowej. Ja taki zawód właśnie wykonuję. I pewnie wiele z Was, bo dostęp do netu, nie czarujmy sie, mają ludzie albo zamożni, albo ci lepiej wykwalifikowani. No a poza tym, kobiety kochane, praca w domu to ciężka harówa fizyczna, czasem w natłoku prac domowych NAPRAWDE brak czasu na rozmowę, zabawę z dzieckiem. Czytałam gdzieś, że właśnie matki, które prowadzą dom często mają mniej czasu na kontakt bezpośredni z dzieckiem. Tak po prostu bywa. Nikt za nich przeciez pewnych rzeczy nie zrobi. Ale swiat jest przeciez tak skonstruowany, że nie będzie się kręcił wokół dziecka. Po prostu. Brutalne, co nie? Matka ma wspierać, wychowywać, być, ale ma to robić mądrze. Inaczej świat zaludni się masą egoistów.Po drugie: myślę, że każda z nas powinna się spełniać (o ile oczywiscie czuje taka potrzebę) na wielu płaszczyznach. Realizować swoje hobby. Jeśli praca jest moim hobby dlaczego mam tego nie robić (oczywiście uwzględniając też potrzeby męża, dzieci, dbając o czas wolny... pracoholizm to przeciez takie samo uzależnienie jak kazde inne, dla mnie to nie jest dobry przyklad)? Przecież mamie, która decyduje się zostać z dzieckiem nie odmawiacie prawa do rozwijania własnych zainteresowan (czytania, malowania, pisania poezji, majsterkowania, gotowania - co kto tam lubi). Sfrustowana matka poświęcająca siebie do końca wbrew sobie jest dla psychiki dziecka gorsza niż dżuma.Po trzecie: trzeba zapewnić przyszłość dziecku. Sorry, jak sie ma dzieci to myśli się również o ich przyszłości. Wszystko zmierza ku temu, żeby za 10-15 lat edukacja w tym kraju była płatna. Nie skażę dziecka na śmierć intelektualną, nie pozbawię na starcie dziecka wyboru tylko dlatego, że w imię realizowania proponowanego przez Was modelu macierzyństwa zostałam z nim w domu i nie stać mnie na szkołę średnią czy studia dla niego. Wiecie, mnie po prostu nie stać na to, żeby nie pracowować. Nie, nie klepię biedy, ale dla mnie to inwestycja w przyszłość mojej Rodziny, takie myślenie perspektywiczne. Poza tym, jak napisalam - mąż to mąż. Łatwo przyszło i tak dalej...Po czwarte: idąc za ciosem. Dziecko potrzebuje obojga rodziców. Czy wobec tego ojciec, którego chłopcy na pewnym etapie potrzebują nawet bardziej niż matki ma przerwać pracę i trwać razem z synem w domu, bo tak lepiej? Wiecie, ja codzień jestem świadkiem rozdzierającej sceny: mąż wstaje do pracy a Michał płącze: "tata nie" i pokazuje, żeby został w łóżku. Rozumiem, że w ten sposób fundujemy dziecku niezłą traume... No przeciez to bzdura, same to powiecie. Przecież kazdy ma swoje miejsce w społeczności i dziecko ma to wiedzieć. Przecież i na tym polega proces wychowawczy. Rodzic jest jak drogowskaz. Powtarzam: ma być, ma pomóc, gdy są problemy, ma umieć rozmawiać i słuchać dziecko. Ma je rozumieć, albo PROBOWAC je zrozumieć. Ale rodzic nie ma żyć życiem dziecka. To jest tego dziecka dzieciństwo - i niech tak pozostanie. Po prostu stworzmy dziecku możliwosci rozwoju. O to chodzi. A dróg relizacji tego celu jest wiele. I każda dobra. Moja mama pracowała. Ojciec też pracowal. Nie czuję sie przez to pokrzywdzona.Na zakonczenie: nie potępiam mam, które nie pracują zawodowo (prowadzenie domu i wychowywanie dziecka jest naprawde cieżkie, podziwiam Was dziewczyny :jap: ). Ot, po prostu. Każdy kij ma dwa końce a moneta awers i rewers. Pozdrawiam i czekam na publiczny lincz ;)YennaM
                • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 14:52
                  Gosia (Fuga) napisała:Nie rozumiem, po co się bronić, że nie pracuję 9 godzin, że nie regularnie i wtedy Małgosia 87 pisze, no tak, jeśli to tylko połowa miesiąca to OK.Dla mnie to jest paranoja.Ale co jest paranoją? Bo dla mnie to proste, że jeśli ktoś pracuje mniej to ma więcej czasu dla dziecka, inna sprawa to jak ten czas wykorzysta. A bronić się nie ma przed czym bo ja nie atakuję, jeżeli z moich postów wyczytałaś, ze jest to atak i uważam, że mój wybór jest jedynie słuszny tzn. ze musze popracować nad stylem postów, napisz proszę, w którym miejscu saczę jad.Że są kobiety - ciepluchy i kobiety - czynu?A ja myślę, że nic nie jest dożywotnie, można być kobietą aktywną, potem ciepluchem a potem znów kobieta aktywną itd. wszystko zależy od hierarchii jaką przed sobą postawimy w danym momencie zycia. I że to nie jest egoizm, tylko inna konstrukcja psychiczna. Znam wiele dziewczyn ( i ja do nich należe ) któe dostają depresji od siedzenia w domu, i decyzja o pójściu do pracy to nie jest żadna ucieczka - po prostu matka z depresją, zaryczana, zła, sfrustrowana jest dla dziecka toksyczna.A ja się upieram ,że to egoizm bo bierze pod uwagę tylko punkt widzenia matki jej potrzeby. Moja mam poszła do pracy jak skończyłam 6 miesięcy, bo musiała, bo chciała, nie wiem. Ale uważam, że to była słuszna decyzja. jest aktywna, do tej pory pracuje i lubi swoją pracę i byłoby mi przykro, gdyby przez mnie coś straciłaNo właśnie nie wiesz, a jak Twoja mama ocenia swój wybór sprzed lat? Czy Wasze mamy siedziały z wami w domu do 12, 14, 28, 114 miesiąca życia?Gosiu, a nie zauważyłaś, że dzieci dorastają?Była tak piosenka Tournała - że rózne są życia modele, różne życia sposoby....Ja nie krytykuje dzieczyn siedzących w domu, natomiast mam do nich szacunek chociaż ich nie rozumiem. I vice versa, z tym że ja bym chciała zrozumieć i stąd moje pytanie o motywacje, zechcesz mi odpowiedzieć?I tak na maginesie - w sobote na siłowni była taka dziewczyna - strasznie gruba w koszulce z naprasowywanką swojego dziecka i datą jego urodznia - kiedy zaczęłam z nią rozmawiać w szatni (pytałam o tę naprasowywanką - chciałam taki prezent zrobić mężowi na gwiazdkę ) od razu zaczęła się tłumaczyć, ze po ciązy tak strasznie utyła. I że chodzi na siłownię tylko raz w tygodniu, nie pracuje, nie odchudza się bo karmi ( dziekocko ma 2 lata ) i na końcu powiedziała coś w stylu, że jak ja urodzę to zoaczę jak to jest. Nie dodałam, że mam dziecko.Czemu ma służyć ten przykład, ja na siłownię nie chodzę, ale ćwiczę w domu mam nawet troche sprzetu, i jestem szczupła i zadbana.Pozdrawiam,Małgosia
                  • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 16:42
                    Sorrki, ale słowa Gosi - Fugi miały byc kursywą, wyszło troche nieczytelnie, więc poprawiam. Aha i moje pytanie o motywacje dotyczy mieć czy nie mieć dzieci, jesli nie chcemy zrezygnować z aktywności zawodowej, oczywiście na jakiś czas ( chyba że ktoś chce na stałe :) ).Gosia (Fuga) napisała:"Nie rozumiem, po co się bronić, że nie pracuję 9 godzin, że nie regularnie i wtedy Małgosia 87 pisze, no tak, jeśli to tylko połowa miesiąca to OK.Dla mnie to jest paranoja."Ale co jest paranoją? Bo dla mnie to proste, że jeśli ktoś pracuje mniej to ma więcej czasu dla dziecka, inna sprawa to jak ten czas wykorzysta. A bronić się nie ma przed czym bo ja nie atakuję, jeżeli z moich postów wyczytałaś, ze jest to atak i uważam, że mój wybór jest jedynie słuszny tzn. ze musze popracować nad stylem postów, napisz proszę, w którym miejscu saczę jad."Że są kobiety - ciepluchy i kobiety - czynu?"A ja myślę, że nic nie jest dożywotnie, można być kobietą aktywną, potem ciepluchem a potem znów kobieta aktywną itd. wszystko zależy od hierarchii jaką przed sobą postawimy w danym momencie zycia. "I że to nie jest egoizm, tylko inna konstrukcja psychiczna. Znam wiele dziewczyn ( i ja do nich należe ) któe dostają depresji od siedzenia w domu, i decyzja o pójściu do pracy to nie jest żadna ucieczka - po prostu matka z depresją, zaryczana, zła, sfrustrowana jest dla dziecka toksyczna."A ja się upieram ,że to egoizm bo bierze pod uwagę tylko punkt widzenia matki jej potrzeby. "Moja mam poszła do pracy jak skończyłam 6 miesięcy, bo musiała, bo chciała, nie wiem. Ale uważam, że to była słuszna decyzja. jest aktywna, do tej pory pracuje i lubi swoją pracę i byłoby mi przykro, gdyby przez mnie coś straciła"No właśnie nie wiesz, a jak Twoja mama ocenia swój wybór sprzed lat? "Czy Wasze mamy siedziały z wami w domu do 12, 14, 28, 114 miesiąca życia?"Gosiu, a nie zauważyłaś, że dzieci dorastają?"Była tak piosenka Tournała - że rózne są życia modele, różne życia sposoby....Ja nie krytykuje dzieczyn siedzących w domu, natomiast mam do nich szacunek chociaż ich nie rozumiem."I vice versa, z tym że ja bym chciała zrozumieć i stąd moje pytanie o motywacje, zechcesz mi odpowiedzieć?"I tak na maginesie - w sobote na siłowni była taka dziewczyna - strasznie gruba w koszulce z naprasowywanką swojego dziecka i datą jego urodznia - kiedy zaczęłam z nią rozmawiać w szatni (pytałam o tę naprasowywanką - chciałam taki prezent zrobić mężowi na gwiazdkę ) od razu zaczęła się tłumaczyć, ze po ciązy tak strasznie utyła. I że chodzi na siłownię tylko raz w tygodniu, nie pracuje, nie odchudza się bo karmi ( dziekocko ma 2 lata ) i na końcu powiedziała coś w stylu, że jak ja urodzę to zoaczę jak to jest. Nie dodałam, że mam dziecko."Czemu ma służyć ten przykład, ja na siłownię nie chodzę, ale ćwiczę w domu mam nawet troche sprzetu, i jestem szczupła i zadbana.Pozdrawiam,Małgosia
                    • Gość edziecko: altro1 Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 18:50
                      Też się zastanawiam czemu miał służyć przykład z grubą kobietą z siłowni. Udowodnieniu że kobieta niepracująca i karmiąca piersią wygląda zazwyczaj jak worek tłuszczu???? Moim zdaniem Fuga leczy swoje wyrzuty sumienia próbą udowodnienia, że gdyby została w domu o jeden dziń dłużej i to z pewnością osiągnęłaby wagę 100 kg i musiała się przed tym ratować. Powiem tak zawsze można schudnąć, a Twoje dziecko tylko raz przeżywa swój pierwszy rok życia (choć przyznam się, że nigdy nie byłam szczuplejsza niż na teraz na macierzyńskim, śmieję się że w talii mam 60 a w biuście 102). A czy praca rozwija intelektualnie? Szczególnie np. praca kasjerki w supermarkecie ten ciągły kontakt z ludźmi... A argument, że pracująca mama lepiej wykorzystuje czas, który spędza z dzieckiem. A ile może go spędzić jak wraca do domu 19, a potem pędzi na aerobic, kleić tipsy, na solarium itp. No chyba, że wszedzie zabiera ze sobą malucha to przepraszam.aga
                      • Gość edziecko: Adzia Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? bleeeeeee..... IP: *.* 10.12.02, 07:43
                        Podpinam się pod Altro, bo podoba mi się jej post :-)A startuję z jednym wnioskiem.Nie umiemy się różnić. Kompletnie.Dlaczego nie umiemy być zadowolone po prostu z naszego stylu życia, tylko na siłę musimy sobie poszukać kogoś, kto ma gorzej? Dlaczego nie można cieszyć się po prostu, że się odzyskało figurę, tylko porównywać się z kimś, kto jej nie odzyskał?Czy wtedy ma to większą wartość? Kompletnie tego nie rozumiem...Dlaczego nie możemy być po prostu matkami, nie szukając na siłę kogoś, kto denerwuje się na dziecko o 20% częściej i spędza z dzieckiem o 40% mniej czasu? ;-) - po to, żeby się z taką osobą porównać, przy okazji napomnieć i utwierdzić się w przekonaniu, że jednak nie jest się taką złą matką...I dlaczego z tych porównań wyciągamy wnioski, które właśnie prowadzą do tworzenia STEREOTYPÓW - a przypominam, że YennaM właśnie od stereotypu zaczęła.I jakie to ciekawe, że tak wiele osób przy różnych okazjach pisze, że nie ma czerni i nie ma bieli (bleeee...), a tutaj właśnie czerń i biel...No nic - uczmy się dyskutować. Wartościowe rzeczy rodzą się w bólach.Pozdrawiam AAPS. Fuga, poczytaj sobie coś o ubezpieczeniach społecznych. I w ogóle o ubezpieczeniach. Bo zdradzę Ci sekret - wiesz, na co idzie Twoja składka OC? Strach pomyśleć - na wypłaty odszkodowań za wypadki, których nie spowodowałaś Utrzymujesz warsztaty mechaniczne w całej Polsce ;-) i co gorsza - nic na to nie poradzisz.
                  • Gość edziecko: Aluc Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 09.12.02, 16:44
                    tiaaa, jak ja kocham te dyskusje, a zwłaszcza padające w nich argumenty :gun: "lepsza matka w kostiumiku z teczką przez dwie godziny w miesiącu niż frustracja w rozciągniętym dresie 24 godziny na dobę" "samorealizacja" "jakość nie ilość" "kto utrzyma jak tata pójdzie w siną dal" "inwestycja" "intelektualny poziom" i wszem nam miłościwie panujące "dobro dziecka" :lol: oj mamy my emamy wewnętrzną skłonność racjonalizowania naszych wyborów, żeby nie powiedzieć - nieprzepartą potrzebę tłumaczenia się pogrzebem w rodzinie i siłą wyższą, jak wtedy, kiedy się lekcji nie odrobiło :lol:za chwilę skrzyżujemy kopie na temat, która jest lepszą matką, bo chodzi względnie nie chodzi do pracy, i będą to te same kopie krzyżowane jakiś czas temu na temat, która jest matką mniej idealną niezależnie od powodów i okoliczności :lol:wewnętrzny chochot mnie skręca :lol: i z powodu tego chichotu i skręcania tylko parę uwag luźno rzuconychYenna - podpisik pod szacowną wypowiedzią ;) z jednym malutkim wyjąteczkiem ;) na studia to się szło rozszerzać horyzonty myślowe albo męża łapać :lol:, wykształcenie w domu ci się nie marnuje, bo w odróżnieniu od większości naszych rodaków przynajmniej zrozumiesz za pierwszym razem instrukcję do laktatora ;) ja mam zamiar zmarnować przez nieużywanie jeszcze parę wykształceń, na razie skończyłam tylko jedne studia podyplomowe i zaczęłam doktoranckie w-dziedzinach-zupełnie-od-czapki :DFuga - gratulacje, że nie wyglądasz na matkę dziecku :D a z podatków, które płaciłam odkąd zaczęłam moją sołkold karierę zawodową, to ty studia na tym swoim SGH skończyłaś ;) i teraz chętnie przeszłabym w związku z tym na twoje utrzymanie :hello:żeby być partnerem intelektualnym dla swojego dziecka, to trzeba myśleć i ksiązki czytać, a nie chodzić do pracy :lol: praca na wyrafinowanie intelektualne bezpośrednio nie wpływa, przynajmniej na sobie i paru znajomych takiego związku nie zauważyłam :lol: no chyba, że chcecie rozmawiać ze swoim dzieckiem o pracy ;)a ja w styczniu wracam do pracy, bo Kołodko i reszta rządu nie popiera mojego lenistwa, ale wolałabym nie, bo tak zwane siedzenie w domu z dzieckiem jest robotą znacznie mniej stresującą, lżejszą i bardziej satysfakcjonującą, niż moja praca zawodowa, bo Maksio kładzie się prawie nieodwołalnie o 21 i nikt nie zadzwoni godzinę później, że do roboty, bo na jutro na ósmą coś ma być gotowe, bo nawet jak sknocę jakiś drobiazg, to Maksio i tak będzie zadowolony i nie obetnie z faktury :lol: bo Maksio codziennie zaskakuje mnie czymś zupełnie nowym i nie sposób przy nim wpaść w rutynę, a nawet należy założyć, że nigdy nie będzie już tym samym Maksiem, co w tej chwili :D tylkoorder=0 align="absmiddle"> i tyle :hello: róbcie co chcecie, tylko dlaczego od razu do tego posłannicwto dziejowe podpinać
                    • Gość edziecko: żona Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja????- ALUC jesteś wielka!!! IP: *.* 11.12.02, 22:04
                      Podpisuję się obiema rękami, nogami i czym tam jeszcze mogę. Ja właśnie siedzę na wychowawczym i na szczęście Kołodko mi nie straszny (mąż walczy o byt rodziny). A dwuletni Adaś ćwiczy mnie intelektualnie codziennie i na uwiąd sie nie zanosi.Pięknie to napisałaś Aluc.danka
                • Gość edziecko: AgnieszkaBryndza Re: Być albo nie być matką - po co ta licytacja???? IP: *.* 27.12.02, 10:40
                  Oj Fuga nie podoba mi sie cholernie slowo cieplucha .Siedze (raczej biegam w domu )ale cieplucha (ciepluchem )nie jestem pozdrawiam agnieszka
    • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 09.12.02, 08:33
      Gdyby każdy sobie wybierał z zycia tylko te proste i łatwe drogi - życie byłoby idealne i .... nudne.Zawsze cierpliwa, spokojna i opanowana w końcu anielsko dobra mama (szczególnie ta wypoczeta po "odstawianiu" dzieci) nie jest dobrą mamą - nie w słowa tego znaczeniu "idealną" - ale dobrą, normalna "mamą".Mama to tez człowiek i tego trzeba nauczyc nasze dzieci od początku. Mamie moze byc przykro, moze być zmęczona, moze płakać, smiac z tego z czego dzieciom chwilami nie do śmiechu. Mama czasami krzyknie, da klapsa, a grunt to aby dziecko doskonale wi(e)działo i rozumiało skąd takie jej zachowania. Jesli zadowolenie i radośc mama osiąga z dala od dziecka (ładuje akumulatory na walkę z małym "tyranem") - to dziecko własnie uczy się że jest takim małym pasożytem, przy którym nie można czus się dobrze i nie mozna czuc się szczęsliwym, zadowolonym i radosnym.Troche to bardzo przejaskrawiłam i popadłam w pewną skrajnośc - ale tylko po to aby zostac dobrze zrozumianą.bajbus
      • Gość edziecko: Marina Re: w sumie to sie usmiecham IP: *.* 09.12.02, 17:44
        Kazdy wybiera swoj model zycia albo mu pasuje albo nie , albo sie przejmuje opinia spol albo nie.W kwestii formalnej Fugo-Gosiu moge Cie uspokoic-nie pracujesz na mnie , Twoje podatki na pewno nie ida do mojej kiesy.Moj maz utrzymuje cala rodzine , ja na zadnym urlopie nie pobieralam zadnych swiadczen na siebie czy dzieci.Skladke zdrowotna place sama z w naszej kieszeni.Pracowalam bylam aktywna i zamienilam jeden rodzaj aktywnosci na drugi.Nie siedze w domu -pokazuje dzieciom swiat, dbam o ich wyksztalcenie ,organizuje wyprawy, czytam ucze sie nowego jezyka , programowania , robie coraz lepsze zdjecia.Zanim dzieci wroca z przedszkola i szkoly mam czas na wszelkie sprawy gospodarcze w domu .Poglad mojego meza:ja pracuje na morzu , ty w domu.Czy ja jestem?To moj sposob na samorealizacje.M
        • Gość edziecko: Edyś Re: w sumie to sie usmiecham IP: *.* 09.12.02, 20:01
          Kiedy tylko okazało się, że jestem w ciąży odrazu było wiadomo, że zostanę z bączkiem w domu. Ile? O tym wtedy nie rozmawialiśmy i nie rozmawiamy do tej pory. Mąż wie, że jak poczuję się zmęczona, znużona byciem w domu to poszukam innego rozwiązania. Siedzę z dzidzią już 7 miesiąc i nie odałabym ani jednego dnia za żadne pieniądze. Uwielbiam budzić się z małą całować jej łepek, dawać zupkę, chodzić na spacerek i uczyć pa, pa. Nie czuję zmęczona, ani sfrustrowana. Jestem szcęśliwa! Nie jestem nieudacznikiem który nic nie potrafi i z braku lepszych perspektyw siedzi w domu. Skończyłam dwa kierunki na UW, rozpoczęłam studia podyplomowe, dużo czytam, ale przede wszystkim patrzę jak rośnie nasze dziecko. Każdy dzień to coś nowego. Nie wyobrażam sobie, żeby moją małą zajmowała się jakaś obca baba, więc pewnie zostanę w domu zanim dzidzia dorośnie do przedszkola. Wiem, że nie liczy się ilość , ale jakoś czasu jaki spędzamy z dzieckiem, ale czy ma się siłę na zabawę czytanie książeczek, rysowanie czy biganie po placu zabaw jak się spędziło 8 godzin w biurze. Ja pracowałam z dziećmi ( zajmowałam się terapią dzieci niesłyszących) i nie wiem czy bym mogła spokojnie pracować nie wiedząc, czy moja córeczka zjadła, była na spacerze, i czy nie płacze. Jestem zwolennikiem stopniowego przecinania pępowiny między matką, a dzieckiem, a nie terapi szokowej i po 6 miesiącach symbiozy ( matka - dziecko) powrotu do pracy na pełen etat. Co do finansów to czy starczy mi od pierwszego do pierwszego to tylko problem mój i mojego mężą ( on zarabia na tyle dobrze, że nie jest źle). Nikt mnie poza moim mężem nie finansuje ( na wychowczym nie dostaję, ani złotówki), a mamy które dostają zasiłek wychowczy powinny "czuć się tak samo winne" jak te które chodzą do państowego lekarza ( wszak wszystko te koszty pokrywane są z podatków). Od choroby czy śmierci męża można się ubezpieczyć. W razie tragedii mama nie zostanie na przysłowiowym lodzie. Edyta mama Karoliny.
      • Gość edziecko: Berenika Re: Być albo nie być - potwornie długie, bo jak zwykle hurtem IP: *.* 09.12.02, 21:57
        Dobra, to i ja się włączam, bo nie jestem matką idealną. I nawet nie zamierzam, przeczytałam w tym celu specjalny podręcznik ;) („Jak nie być matką doskonałą”wink. Natomiast nic nie zmieni faktu, że jestem matką i ponoszę za to pełną odpowiedzialność.Powołując na świat nowe życie bierzemy sobie na głowę ogromną sprawę. Odpowiadamy teraz za nowego człowieka. Za to, żeby był dobrym człowiekiem. Za to, jak będzie wyglądało jego życie. Pewnie, że nie do końca, ale w ogromnej mierze zależy to od tego, jak będziemy swoje dziecko traktować i wychowywać. I ważne jest, żeby sobie z tego zdawać sprawę.Nie ma – według mnie oczywiście – ważniejszej misji, niż przysporzenie światu porządnego człowieka. I zapewnienie temu człowiekowi szczęśliwego życia. Nie powinny być ważniejsze od tego: praca, porządek, hobby, samopoczucie... Są ważne, ale dziecko powinno być pierwsze.W ideały nie wierzę, ale nie widzę powodu, dla którego miałabym być dumna z własnych niedoskonałości. Jeśli dam dziecku klapsa, wiem, że to źle i staram się tego więcej nie robić. Jeśli zamiast tego zajmę się wyszukiwaniem usprawiedliwień dla siebie, mogę szybko dojść do wniosku, że klaps nie tylko nie jest niczym złym... Że właściwie jest dobry... To nawet lepiej, że dałam klapsa... Widzicie niebezpieczeństwo? Znacie to?Pisząc to wszystko nie mam na myśli, że powinnam resztę życia spędzić w domu, myśląc tylko o dziecku. Wręcz przeciwnie, uważam, że na przykład jeśli dziecko widzi, że rodzic ma pracę, którą kocha, to samo ma szansę traktować w przyszłości pracę nie tylko jako źródło forsy. Jest jednak w życiu każdego dziecka taki okres, kiedy potrzebuje przede wszystkim mamy (na ogół gdzieś tak do dwóch lat). Mama jest osobą, która daje pewność i poczucie stałości. Jeśli nie jest taką stałą – trudno, dziecko daje sobie radę i bez tego, ale jest o coś uboższe. I – wybaczcie – argument, że „jestem z dzieckiem tylko dwa dni w tygodniu, ale ono nadal mnie kocha”, jest bez sensu. Kocha, bo musi. Bo to mama. Ale nie kocha ZA to, że mama jest AŻ dwa dni, tylko MIMO tego, że jest TYLKO dwa dni. A poza tym, kobiety, czy chcecie być dobrymi matkami po to, żeby dzieci Was kochały? One będą kochać i tak. Ale ja chcę być dobrą matką po to, żeby moje dziecko było jak najszczęśliwsze. I chociaż będzie szczęśliwe, mogąc się ze mną pobawić tylko pół godziny dziennie, to będzie szczęśliwsze, jeśli poświęcę mu trzy godziny. I nie mówię tu o doraźnym zadowoleniu, tylko o lepszym życiu. I zrobię wszystko, żeby moje dziecko miało ze mnie to, co najlepsze. A, i jeszcze jedno. Nie ma tu nic do rzeczy, czy jest się kobietą aktywną, czy nie. Różne są rodzaje aktywności. W słowach „pracuję, bo jestem aktywna” (a w domyśle „nie jestem cieplasem” :) ) pobrzmiewa poczucie wyższości. A ja jestem aktywna i dlatego zajmuję się dzieckiem, mężem, domem, dużo czytam, dorabiam, prowadzę intensywne życie towarzyskie i wcale mi się nie spieszy do tego, żeby znowu udowadniać na siłę swoją aktywnośc na studiach doktoranckich. Bo uważam, że to, co robię w tej chwili jest trudniejsze i ważniejsze.Boże jedyny, kto doczytał do tego miejsca, musi być święty :).Berek mama Żaby :bounce: (nieodłącznej)
        • Gość edziecko: Aluc Re: Być albo nie być - potwornie krótkie przyznanie się do winy IP: *.* 09.12.02, 23:00
          Sknociłam szanse Maksia już na samym początku, poczynając go w starczym wieku 30 lat, przez co nie zapewniłam mu optymalnych warunków w swojej macicy :lol:, które - jak wiadomo - kończą się bezpowrotnie z chwilą stuknięcia rzeczonej macicy (wraz z kobietą) dwudziestki piątki dalsze knocenie mu życia jest już tylko prostą konsekwencją tego pierwszego :spookie:
          • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być - potwornie krótkie przyznanie się do winy IP: *.* 10.12.02, 10:54
            Aluc ja poczęłam jeszcze później ;-). Może dlatego Misiek miał anginę :-).I do tego dalej knocę życie własnemu dziecku. Uczę Go /mam nadzieję, że nauczę/ że ważniejsze od pieniędzy są uczucia. Że rodzina jest ważniejsza niż praca. Taka nauka w dzisiejszych czasach ?!!! Może Towarzystwo Przyjaciół Dzieci powinno zareagować :-). I skazuję dziecko na życie bez firmowych zabawek i bez wakacji nad morzem. Bo przez 3 lata siedziałam w domu. ***********Ponieważ dopłaty do dzieci w żłobku są dużo większe niż wysokość zasiłku wychowawczego, proszę bardzo Fugę, inne opodatkowane mamy i nasz rząd o docenienie mojego wkładu na rzecz oszczędności poczynionych w budżecie państwowym :-). ***********Jeżeli nie znajdę lepszej pracy, to być może mój syn nie będzie miał za co studiować. I po co ja mam to dziecko?????Ale rozumiem mamy, które nie potrafią wytrzymać z dzieckiem w domu. Mają prawo do takiej konstrukcji psychicznej. Może to rzecz odziedziczona? Rozumiem, że FAKTYCZNIE dziecko może je drażnić. Nie potrafią żyć inaczej. Mają inne niż moje priorytety i inny charakter. Różnimy się. Nie wiem czy moje dziecko będzie lepszym dorosłym niż dziecko np. Fugi. Po prostu nie wiem. Nie wiem czy będzie szczęśliwsze. Wszystko się zmienia. Przekazuję małemu rzeczy które dla MNIE są istotne i ważne. Dlatego JA chciałabym aby wszystkie dzieci były przy mamach przynajmniej do 3 roku życia, bo MI wydaje się to słuszne. I wydaje MI się, że wtedy świat byłby lepszy. Bo takie mam poglądy. Czy są to poglądy w 100% słuszne. Nie wiem. Jeżeli matka idzie do pracy aby przeżyć to w porządku. Jest usprawiedliwiona. Jeżeli robi to z innych powodów to źle. A jakie to ma znaczenie dla dziecka???? Mamy nie ma w domu. Opiekunka jej nie zastąpi. W takim razie mama która wie, że po macierzyńskim będzie musiała wrócić do pracy i oddać dziecko do żłobka ma być potępiona? Z góry skazuje dziecko na niedosyt matki.A mama która z przyczyn psychicznych nie umie wysiedzieć z maluchem 24 godz. w domu, nie powinna mieć dzieci??? Różnimy się. Jako kobiety i jako matki. Od kiedy kobiety poszły do pracy, mogą o sobie decydować, te różnice są bardziej widoczne. I ja te różnice szanuję.I mam nie najlepsze zdanie wyłącznie o matkach, które mogłyby wysiedzieć w domu z dzieckiem, a WYŁĄCZNIE z czystego egoizmu lub materializmu nie chcą. Z tym, że dla mnie to jest już chore podejście. I takich matek i ich dzieci jest mi po prostu szkoda.
            • Gość edziecko: Aluc Re: Być albo nie być - potwornie krótkie przyznanie się do winy IP: *.* 10.12.02, 12:02
              eBeata, nie dochodźmy tylko do wniosku, że powinni wydawać zezwolenia na posiadanie dzieci ;)ja o tym knoceniu napisałam, że nie da się wszystkiego pod linijkę, nie każda kobieta może i chce urodzić dziecko przed dwudziestką piątką, dziecko nie staje się bardziej odporne na samotność w wyniku ukończenia 2, 3 czy 33 lat...a co do nierozumienia - ja za nic nie rozumiem kobiet, które piszą, że one siedzą w domu z dwójką dzieci, mąż całkiem nieźle zarabia, całe 800 złotych ;), no i dlaczego on się nie chce na to trzecie zgodzić :what: i nie rozumiem tych, co takim odpisują, że może porozmawia, przekona, albo zajdzie przypadkiem... że tak już zupełnie z innej beczki :D
              • Gość edziecko: Mela Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 17:36
                Czym się różni kanarek? Tym ze ma jedną nóżkę bardziej ;)Dlaczego mamy niepracujące robią z siebie osoby składające swój egoizm w ofierze dziecku?Dlaczego piszą ze takie męczące jest siedzenie w domu z dzieckiem? :crazy:Dlaczego atakują pracujące kobiety, licytując być czy... nie byćWedług waszego opisu praca kobiet jawi mi się jak siedzenie na plaży w serialu Słoneczny Patrol. Następnie podskakująca z radości mamusia wraca do dziecka, pobawi się z nim wartościowo ;) pół godziny, a potem dziecko w podskokach oddala się do swojego pokoju. Zapewniam was, ze często wygląda inaczej. Szczególnie, jeśli zapewnia pieniądze za które można utrzymać dom. Dokładnie tak jak opisała Aluc. Ja też nie widzę w tym nic bardziej sensownego od przyjemności bycia w domu z dzieckiem. Jakieś niezralizowalne targety, wizje misje i tym podobny bełkot. A mnie to w..... Może poza dniem wypłaty rocznego bonusu ;) Ale tu wypełza piękna Dulszczyzna. Według was tylko przymus finansowy tłumaczy postępowanie pracującej zawodowo matki. A czym się różni dla dziecka, podkreślam, dla dziecka wychodzenie z domu na 9 godzin z powodów finansowych od wychodzenia z domu z powodów finansowych i dla przyjemności? Czy czym różni się mamusia zostawiajaca dziecko z diabelskim chichotem: Idę robić karierę, bo to lubię, od matki odrywającej się ze szlochem od łóżeczka swojego dziecka, bo musi zarobić na chleb?Według niepracujących mama pierwsza zasługuje na potępienie. Według mnie druga ma nieodpowiednią pracę. A z punktu widzenia ich dzieci nie różnią się wcale... Bo wracając do domu są obie tak samo zmęczone. A bycie z dzieckiem w domu...to plaża :love:Przynajmniej dla mnie. Plaża do kwadratu. I człowiek nie ma przy tym udaru słonecznego ;)A nasz ”końcowy rozrachunek” z dzieckiem nie zależy tylko od tego, czy spędziło się z nim w domu trzy lata, czy trzy miesiące. Zależy od tego, jakim się jest człowiekiem. Niepracujący zawodowo rodzic ma ogromne fory w stosunku do pracujących rodziców, bo ma więcej czasu. Ale czy warto go wykorzystywać na atakowanie „pracujących inaczej”?Pracujące mamy. Nie dajcie się zdołować. Wasze dziecko nie napisze jak dzieci z klasy mojej dzisiecioletniej córki w klasowym albumie opisującym rodziców „Mama, jak wiadomo- ciągle tylko przy garach” Mama modelowa, mogąca być przykładem pomnika marki Polki. Pracujący ojciec, niepracująca mama, skupiona całkowicie na swoim dziesięcioletnim synku. Bez „dodatkowych” dzieci. Wiadomo – mówi mi, trzeba zapewnić dziecku to co najlepsze: jedynactwo, prywatną szkołę, zajęcia pozalekcyjne.A co ona robi naprawdę? Zasłania się dzieckiem jak tarczą przed życiem.A dziecko nie jest tarczą. Jest strzałą którą przyjdzie nam wystrzelić wcześniej, nim się spodziewamy....Mela, która mimo ze była bardzo dumna z pracującej mamy – znanego i świetnego lekarza, dała sobie wcisnąć tą ideologiczną papkę być czy... przy pierwszym dziecku. Modelowe cudowne trzy lata w domu. I cały czas zachodzi w głowę jak to się stało ze drugie dziecko, porzucone w 6 miesiącu dla „przyjemności” samodzielnego utrzymywania domu jakoś lepiej się wychowało. Samo. No ..... z pomocą starszej siostry ;) I tatusia który poszedł na wychowawczy.
                • Gość edziecko: YennaM Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 17:50
                  Mela :jap: Wielką Kobietą Jest.Naprawde.Pozdrawiam :)Z szacunkiem :)Adoracyjnie :)YM
                • Gość edziecko: Aluc Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 17:56
                  Mela napisała/ł:> Wasze dziecko nie napisze jak dzieci z klasy mojej dzisiecioletniej córki w klasowym albumie opisującym rodziców „Mama, jak wiadomo- ciągle tylko przy garach” Mela, moja mama pracowała (nadal zresztą pracuje), w zawodzie, który lubi, w firmie jednej z najbardziej znanych wtedy w Polsce, nie tylko w swojej branży, wracała o 16 i miała dla nas potem mnóstwo czasu, miałyśmy szczęśliwe spokojne dzieciństwo pod czujnym okiem dwóch ekstra babć, a moja siostra w przedszkolu twierdziła uparcie, że "mama myje samochody" (nawet nie mieliśmy wtedy samochodu :lol:) albo "mama nie żyje, a tata pracuje w kopalni" (a nie mieszkaliśmy na Śląsku) :lol: mama odebrała alarmujący telefon i usiłowała się tłumaczyć z bujnej wyobraźni mojej siory, skręcając się przy tym ze śmiechu :lol:no bo jak tu czterolatce wytłumaczyć, czym się zajmuje szef produkcji w firmie odzieżowej albo ekonomista :lol: i jeszcze tak wytłumaczyć, żeby to się nadawało do zrobienia odnośnego rysunku :lol: nuda panie i w ogóle nie wiadomo o co chodzimy z Maksiem będziemy mieć zresztą dokładnie taki sam problem :lol: no chyba, że postawię na robienie ciasteczek :lol:
                  • Gość edziecko: 1999 Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 11.12.02, 10:13
                    Przebrnęłam przez wiekszość sloganów, parę myśli było ważych kilka niesamowitych Aluc :love: a ponieważ zawsze uważałam ze na wszystko musi byc czas i miejsce nie mam problemów z akceptacją siebie w pracy. Za to kilka mam które wypowiada się ma problem z akceptacją "siebie w domu" i powinny cos z tym zrobić niekoniecznie atakując pracująca część mam, które tez bywaja zmęczone i zflustrowane ale nie odreagowuja szukają kogoś gorszego bo innego.Gabi
                • Gość edziecko: w Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 18:12
                  Mela jestes wielka ide Cie poadorowac do Salonu. Mam nadzieje, ze nie masz nic przeciwko. :)Ja sie nie czuje zdolowana, jako matka pracujaca, tylko dlatego, ze biedna ;) ja nie wiedzialam co mna kieruje, ze wracam do pracy, No ale dzieki temu forum ;) juz wiem. Dzieci mi nie przysluguja bo mnie nudza i nie umnie sie nimi zajmowac. itd itd. Nie bede powtazac bo juz wszyscy sobie to przyswoili czytajac powyzsze posty.A teraz cos dla tych mam co preferuja siedzenie w domu.Padam na kolana przed komputerem i bije sie w piersi:O ja niessczesliwa :cry: o ja nieszczesliwa :cry: o ja nieszcesliwa :cry: co ja zrobilm moim biednym dziecia :cry: one teraz takie niesczesliwe :cry: zostawilam je z opiekunka :cry: przeze mnie beda cale zycie nieszczesliwe :cry: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:Ale to jest tylko przedstawienie
                  • Gość edziecko: Hermiona Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 19:38
                    1. Melę i Aluc adoruję nie od dziś i ciągle utwierdzam się w tym, że warto, nawet, jeśli Ich wypowiedzi nie odzwierciedlają dokładnie moich poglądów. Ale o poglądy mniejsza. Liczy się styl. :love:2. I tym różni się, Wan, Twoja wypowiedź. Mająca na celu chyba głównie ironiczne wyśmianie "przeciwnika". :( Po którejkolwiek stronie byś była - to razi i sprawia przykrość, zamiast mobilizować do myślenia.
                    • Gość edziecko: w Re: Być albo nie być - Hermiona IP: *.* 10.12.02, 22:08
                      mama Oli i Jedrka napisała/ł:> 2. I tym różni się, Wan, Twoja wypowiedź. Mająca na celu chyba głównie ironiczne wyśmianie "przeciwnika". :( Po którejkolwiek stronie byś była - to razi i sprawia przykrość, zamiast mobilizować do myślenia.Wiem o tym Hermiona i ten post byl napisany z pelna swiadomoscia. Jest on odpowiedzia na te wszystkie wypowiedzi mam niepracujacych, ktore lepiej wiedza od mam pracujacych dlaczego wrocily do pracy i jakie uczucia nimi kierowaly. Tylko, ze te biedne mamy pracujace nic o tym nie wiedzialy. Ale dobrze, ze jest to Forum przynajmniej zostaly uswiadomione. ;)I nauczylam sie, i pewnie nie ja jedna, ze tutaj nie nalezy pisac co sie naprawde mysli, jezeli nie mysli sie tak jak reszta.Powiedz mi czemu mamy niepracujace tak atakuja te drugie, czemu nie potrafia zaakceptowac innego stylu zycia, innych wyborow, innych priorytetow? Co im to przeszkadza, ze my pracujemy? Bo ja to chyba jakos ciezko myslaca jestem, ale dalej nie rozumie dlaczego ktos musi np. rozumiec moje motywacje powrotu do pracy? Dla mnie to jest obojetne dlaczego ktos robi to czy tamto, po prostu przyjmuje to do wiadomosci.Czy tylko po to aby uszczesliwic sasiadke powinnam zrezygnowac z pracy?A nie sadzisz, ze ta dyskusja bylaby o wiele przyjemniejsza, gdyby nikt nikogo tutaj nie probowal rozliczac notabene nie znajac jego?:hello:A Ciebie i tak lubie nawet jak mi wytkniesz, ze jestem be. Spadam na Salony dolaczyc do kolka adoracyjnego.
                      • Gość edziecko: Hermiona Re: Być albo nie być - Hermiona IP: *.* 11.12.02, 09:47
                        Widzisz, Wan, tak to już chyba jest, że jeśli ktoś zada pytanie, np. czy dobrze jest być z dzieckiem, czy iść do pracy i otrzymuje na to różne odpowiedzi, to osądy pojawiają się "samoistnie" - bo chcemy swoje argumenty czymś poprzeć ("uważam, że powinnam iść do pracy, bo mamy zajmujące się dzieckiem za szybko tyją" - na przykład, oczywiście wszelkie podobieństwa do rzeczywistych wypowiedzi są przypadkowe). "Siedzę" w domu od 10 lat i powoli dojrzewam do zmiany. W końcu dzieci mam już lekko "odchowane" - inna sprawa to taka, że "małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot", bo o ile na razie mamy martwią się tym, czy ich dziecko jest najedzone, ma sucho i dobrze się bawi z nianią, babcią czy w przedszkolu, to za parę lat przyjdą problemy zupełnie inne i okaże się, że nastolatek też potrzebuje nadzoru i zainteresowania, a nie tylko "odpytania z lekcji". Tak więc ja też dojrzewam do zajęć innych niż domowe, chociaż nie wiem, co z tego wyjdzie..., z różnych, zależnych i niezależnych ode mnie powodów.Jedno wiem na pewno (ale to moje zdanie): jeśli kobieta decyduje się na powołanie nowego życia, bierze na siebie odpowiedzialność nie tylko donoszenia ciąży, "przeżycia" porodu, ale także "dania siebie" dziecku przez jakiś czas. Inaczej może być traktowana nie jak matka, ale jak "macica", która dziecko "wydała", a teraz niech inni się martwią. To w życiu mężczyzny dziecko zwykle niewiele zmienia - tak samo chodzi do pracy, ma w niej te same obowiązki, a w domu, jak chce, to też ma te same, co miał (czasem niestety żadne...:( ). Kobieta musi się liczyć z tym, że z chwilą, kiedy zostanie matką, jej życie nigdy już nie będzie takie samo.I nie potępiam matek, które idą do pracy z powodów finansowych, albo dlatego, że praca to ich pasja, albo monotonia życia codziennego zaczyna je nużyć. Jednak powinny się wykazać tą odrobiną dobrej woli i zrozumieć, że skoro dziecko urodziły, to jego potrzeby też są bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze (przynajmniej przez jakiś czas). Tak jest w całym świecie ssaków, do których i my się zaliczamy - chcemy czy nie chcemy.I różnica między matką, która po kilku tygodniach od urodzenia dziecka marzy tylko o tym, żeby przestało ryczeć, pozwoliło jej zająć się sobą czy w ogóle zniknęło i dlatego znajduje dla niego szybko nianię, a sama z ulgą wraca do pracy, a taką, która odchodzi od łóżeczka ze łzami w oczach jest taka, że ta pierwsza przypuszczalnie po powrocie do domu dalej będzie się przed dzieckiem "opędzała", a ta druga będzie się starała wykorzystać każdą chwilę, żeby mu wynagrodzić swoją nieobecność. I nie podrzuci malucha na weekend dziadkom, żeby poimprezować, iść do siłowni czy na martini (teraz już podobieństw nie uniknę ,ale co tam). Nie mówię o "podrzucaniu" co jakiś czas. Sama miałam sąsiadów, bardzo aktywnych zawodowo,którzy dziecko wychowywali za pomocą niani; w piątek brali je dziadkowie, a rodzice przyjeżdżali po synka w niedzielę popołudniu. W rezultacie chłopiec mamą nazywał nianię, a do własnej mamy nawet nie chciał się przytulić na powitanie. Oczywiście, może i jest czasem tak, że matka zasłania się swoim dzieckiem jak tarczą, żeby nie iść do pracy. Ale zasłania się nim także, tłumacząc, dlaczego właśnie do tej pracy chce iść i wracać do domu akurat na kąpiel i układanie dziecka do snu - bo chce mu coś tam zapewnić. Umówmy się, że przesada w żadną stronę nie jest dobra, ale dalej będę się upierała, że urodzenie dziecka = odpowiedzialność, nie tylko za jego dobrobyt materialny, ale za to, żeby ta "strzała", którą kiedyś wypuścimy, poleciała w dobrym kierunku.:hello: Monika
                • Gość edziecko: Pirania Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 18:48
                  Zgadzam się z Tobą Melu :jap:. Cóż jeden woli ogórki a drugi ogrodnika córki.Ania, która siedzi w domu z dzieckiem z lenistwaPS Do Małgosi87 - a może taka kobieta myśli z przerażeniem o niżu demograficznym i rodzi dziecko z troski o swoją emeryturę, a potem drugie w trosce o emeryture partnera ;) A
                  • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być - do Piranii IP: *.* 12.12.02, 08:43
                    :lol: :lol: :lol:Aniu,Dzięki, dzięki, wreszcie ktos mi odpowiedział, czyli przebiłam się (z pytaniem na forum) :bounce:Małgosia
                • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 19:54
                  Mela, dzieki :)Ja co prawda sie nie zdolowalam ale sie zastanawialam do ktorej kategorii naleze :lol: Tych co do pracy ida dla wlasnego egoizmu czy absolutnej koniecznosci :lol:Na chleb moze by maz zarobil, ale wtedy musialabym sprzedac dom, przeprowadzic sie do taniego mieszkania, zlikwidowac te konta na edukacje dzieci i nasze ubezpieczenia na zycie, sprzedac auto, itp. No niby tez tak mozna bo przeciez moge wygrac w totolotka :lol: z tym ze jakos mi sie to nie wydaje realne ;) A jak zachoruje albo cos sie komus z nas stanie to jestesmy zabezpieczeni. No wiec tak naprawde to nie ide pracowac tylko na chleb :lol: Dla wlasnego egoizmu tez nie bo sam maz by tego wszystkiego nie utrzymal.Prace stracic tez moge ale wlasnie po to stawilam sie w pracy rok po urodzeniu dziecka zeby ta ewentualnosc w przyszlosci zmniejszyc ( u mnie liczy sie tzw. seniority, najkrocej pracujacy leca najszybciej ), gdybym sie zwolnila, po powrocie zaczynam od nowa. Na dodatek pracuje na zmiany, tak wiec albo spedzam w domu 2-3 dni, albo mnie nie ma ( jak sie uda to wroce akurat na moment kladzenia do snu ). Nawet nie pasuje do modelu "2-3" godziny z dzieckiem dziennie". Nijak nie moge sie w ten watek wpasowac :lol:Agnieszka :hello:
                  • Gość edziecko: altro1 Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 10.12.02, 21:04
                    Witam!A ja myślę, że najlepsza jest równowaga pomiędzy własnym egoizmem a potrzebami dziecka, choć osobiście uważam że jego potrzeby szczególnie przez pierwsze miesiące powinny stać zdecydowanie na pierwszym miejscu. Nie oznacza to dla mnie wcale konieczności rezygnowania z własnych marzeń, potrzeb i pracy przez całe życie. Szczególnie okrutne byłoby to dla kogoś kto ma ukochaną i jeszcze do tego doskonale płatną pracę. Myślę, że chodziło o wyjaśnienie przyjmowania przez niektórych postawy dla której macierzyństwo kończy się na zapewnieniu środków utrzymania. Zgadzam się z tym co ktoś juz napisał, że dobrze jest jak kobieta potrafi harmonijnie połaczyć bycie najpierw matką pracującą tylko w domu, a potem także poza domem. aga
                    • Gość edziecko: akacha Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 11.12.02, 00:07
                      Nie rozumiem, po co się bronić, że nie pracuję 9 godzin, że nie regularnie i wtedy Małgosia 87 pisze, no tak, jesli to tylko połowa miesiąca to OK.Dla mnie to jest paranoja.A może warto czasem pomyśleć o przyszłośći? Różnie się zdarza, a co będzie jak odejdzie mąż? Kto utrzyma Ciebie i dziecko? Bez ciągłości pracy, po 2 latach wychowawczego, jak znajdziesz pracę?A może trocgę tolerancji?A może trochę zastanowienia na faktem, że kazdy jest inny?Że są kobiety - ciepluchy i kobiety - czynu?I że to nie jest egoizm, tylko inna konstrukcja psychiczna. Znam wiele dziewczyn ( i ja do nich należe ) któe dostają depresji od siedzenia w domu, i decyzja o pójściu do pracy to nie jest żadna ucieczka - po prostu matka z depresją, zaryczana, zła, sfrustrowana jest dla dziecka toksyczna. Czy Wasze mamy siedziały z wami w domu do 12, 14, 28, 114 miesiąca życia?Moja mam poszła do pracy jak skończyłam 6 miecięcy, bo musiała, bo chciała, nie wiem. Ale uważam, że to była słuszna decyzja. jest aktywna, do tej pory pracuje i lubi swoją pracę i byłoby mi przykro, gdyby przez mnie coś straciła. A czy ja coś straciłam, że wychowywała mnie mama - wręcz przeciwnie, zawsze byłam z niej dumna, była dla mnie atrakcyjną towarzyszką rozmów, w sensie intelektualnym, dzięki pracy, miała mi coś do zaproponowania.I tak na maginesie - w sobote na siłowni była taka dziewczyna - strasznie gruba w koszulce z naprasowywanką swojego dziecka i datą jego urodznia - kiedy zaczęłam z nią rozmawiać w szatni (pytałam o tę naprasowywanką - chciałam taki prezent zrobić mężowi na gwiazdkę ) od razu zaczęła się tłumaczyć, ze po ciązy tak strasznie utyła. I że chodzi na siłownię tylko raz w tygodniu, nie pracuje, nie odchudza się bo karmi ( dziekocko ma 2 lata ) i na końcu powiedziała coś w stylu, że jak ja urodzę to zoaczę jak to jest. Nie dodałam, że mam dziecko.Była tak piosenka Tournała - że rózne są życia modele, różne życia sposoby....Ja nie krytykuje dzieczyn siedzących w domu, natomiast mam do nich szacunek chociaż ich nie rozumiem.I uważam, że sączenie jadu w kierunku aktywnych kobiet - jest totalnie nie na miejscu - bo moje drogie panie, j a pracuję i płacę podatki finansując po części wasze siedzenie w domu.wywołam teraz totalną burzę i dostanę bana od administratora. Ale co tam.POzdroGosia
                    • Gość edziecko: akacha Re: Być albo nie być - IP: *.* 11.12.02, 00:34
                      przepraszam, za wcześnie mi się wysłało :jap:od kilku dni czytam ten wątek i dojrzewam: napisać? nie napisać?mój syn ma 13 lat niespełna więc dorosły chłop prawie, ale mamy, które mają nastolatki/ków wiedzą i pewnie przyznają mi rację, że taki młodzian potrafi z grubej rury uderzyć: mamo, zostaw pracę, zostaw komputer, cośtamjeszce i chodż poświęcić mi trochę czasu. Więc poświecam. tyle, ile mogę.dodatkowo: pracuję, również w soboty i niedziele o zgrozo, często jednak uda mi sie trochę popracować w domu, więc nie umyka mi jak mały odrabia lekcje, przychodzi ze szkoły, bawi się, siedzi w internecie, czyta, gada ze mną itp.Pracę mam nielimitowaną czasowo i godzinowo, mamy z mężem własną firmę, częste wyjazdy, czasem szkolenie - konferencja 2,3 dni i ja jadę! Co więcej przy moim trybie życia odważyłam się zajść ponownie w ciążę! I powołać na świat nowe istnienie, z którym na pewno nie będę mogła "siedzieć" (fuj, co za stwierdzenie, pachnie więziennictwem) w domu przez trzy ani nawet dwa lata.I być może będę mamą, która na porodówce odbierze telefon od klientki/klienta. I nie będę miała z tego powodu wyrzutów sumienia. :cry: Bo taka jestem i tak mi odpowiada, i taki mam tyl życia i sposób na zycie. nie dlatego, że nie mam wyjcia i muszę, ale dlatego , że chcę i lubię. I napewno zaszłam w ciążę bo:to może być ostatni dzwonek :) moja macica właśnie po 30-tce;zabezpieczę dwie emarytury;bardzo chciałam mieć drugie dziecko;zaspokoję swoje zwierzęce instynkty macierzyński, by nie rzucać się na inne, obce dzieci z obcałowywaniem :) ;poświęcę moim dzieciom jaknajwięcej czasu dzieląc go pomiędzy niemowlaka, nastolatka, męża a pracę. Dlatego, że praca jest moim źródłem utrzymania, ale i żródłem radości. A dzieci i rodzina są moim źródłem szczęścia i miłości. A że należę do zachłannych, z żadnego z powyższych nie zamierzam zrezygnować.Wyobraźcie sobie, że mój syn ma 13 la, jak pójdzie w slady mamusi, to za pięć lat będzie samodzielny; pięć lat! wyobrażacie sobie?A ja - jestem szczęśliwa, bo wiem, że dobrze go wychowałam, według oceny mojego własnego kryterium, nie zrezygnowałam z wielu rzeczy, które pozwoliły mi na to, żeby nie patrzeć za te pięć lat na niego z wyrzutem. Bo dzieci nie mamy dla siebie, one odchodzą, a my zostajemy. Z czymś zostać musimy.Dla oburzonych: na pewno zamierzam być ze swoim przyszłym niemowlakiem, karmić piersią, kochać, przytulać i szaleć na jego punkcie, czasami tylko się urywając na "biznesowe" spotkanka, obarczając w tym czasie pociecha mojego biednego męża i prawie dorosłego już brata :spookie:nie wiem tylko jeszcze jaki okres czasu zarezerwuję dla niego/niej na wyłącznoć. życie pokaże.kacha - akacha
                      • Gość edziecko: BAJBUS Re: Róbta co chceta ;) IP: *.* 11.12.02, 09:02
                        Byc albo nie być .. to tak jak kraśc albo nie kraść, albo.... zabić albo nie zabić, albo (hihi) zjeśc tą czekoladę albo nie zjeść ;)Wasze dzieci, Wasze życie, a róbta co chceta!Po co wogóle ta jałowa dyskusja?????Czytam i czytam posty na forum i dochodze do wniosku ze my kobiety nie potrafimy dyskutować, my musiymy udawadniac pozostałym ze jestesmy lepsze, madrzejsze, ambitniejsze.....A po jasną cholere???Napisałam wszystko już na temat dzieci, czasu dla nich, pracujących "porzucających" swoje oseski mam, nie pracujących, leniwiących, tyjących mam - wracam do pracy w marcu Zuzka będzie miała niecałe dwa latka, boje sie o nią, bardzo - pewnie sobie poradzę, ona nie, tego jestem pewna. Wracam bo musze. Z obrzydzeniem i niechęcia i juz kombinuje lewe zwolnienia aby jakoś jednak z ta moja Zuzka dotrwac do w miarę samodzielnego jej wieku.Rozbawił mnie jeden post, ten "aktorski", i żal mi sie zrobiło tej biednej kobietki......bajbus
                        • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być IP: *.* 11.12.02, 11:38
                          Bajbus - po pierwsze nie zmieniaj tematu wątku, bo dostaniesz po łapach od wiesi.Po drugie - być, nie kraść, nie zabić, czekoladę zjeść!Po trzecie - nie odmawiajmy ludziom, prawa do różnych charakterów i różnych doznań.Dobry Pan Bóg sprawił, że mamy wiele zawodów i choleryk nie musi być kontrolerem lotów. Ale prawie każda kobieta będzie lub jest matką. Często macierzyństwo zmienia kobietę na lepsze, ale nie zawsze tak jest :-). Naprawdę nie każda kobieta potrafi odnaleźć się w domu. Nawet jeżeli ma małe dziecko. Tak samo jak nie każda kobieta potrafi zostawić malucha opiekunce. Nie każda matka musi mieć rozwinięty instynkt macierzyński i nie każda matka ma rozsądnie rozwinięty powyższy instynkt :-). Częst matka siedząca w domu wywiera na psychice dziecka większe szkody niż pracująca. Strefa od..do... jest szeroka, grunt to zachować umiar i nie wypaść poza linię :-). Czego wszystkim rodzicom życzę.A dzieciom życzę wyłącznie dojrzałych matek. Obojętnie czy pracujących w domu czy poza.
                          • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być do eBeaty IP: *.* 11.12.02, 13:40
                            Po pierwsze aż drże na samą myśl dostania po łapach od Wiesi ;)Po drugie - jest to tak oczywiste jak odpowiedzialność za urodzone dziecko - a nie wyręczanie sie kimś innym.Po trzecie - nie mamy wpływu na innych ale jesli ich zachowanie jest rażąco złe, bądź nie zauwazają oni popełnianych błędów, można im pokazac inną drągę, zaproponowac inne rozwiązanie. Czasami otworzyc oczy. I tak wyobrażam sobie forum. Więc pisze jak to jest u mnie, czytam jak to jest u innych, a potem wyciągam wnioski nie raz nauki a czesto dziwie sie ze sa ludzie o takich poglądach i takim sposobie na zycie. Tak jak oczywistym jest nie kraść, nie zabijac i być - tak oczywistym jest ze "być" moich dzieci zalezy odemnie. Dziecko potrzebuje matki, potrzebuje zawsze - a w szczególności gdy jest jescze maleńkie. Wychowanie dziecka to bardzo ważna i odpowiedzialna "misja" - nie można jej zwalać na innych.A dyskusja jest bez sensu bo rozmawiamy o czymś co powinno być oczywiste jak nie kraść, nie zabijać jak być....bajbus
                            • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być do Bajbusa IP: *.* 11.12.02, 15:37
                              Nie drżyj, wiesia nie taka zła, może da się tą czekoladą przekupić ;-).A teraz mniej wesoło. Bo po tym poście stwierdzam ,że pierwszy raz się na Bajbusie zawiodłam /tzn. na jej poglądach/. W końcu czas najwyższy, nie?>Po drugie - jest to tak oczywiste jak odpowiedzialność za urodzone dziecko - a nie wyręczanie sie kimś innym.******niania nie zwalnia rodziców od odpowiedzialności za dziecko.Do tego czasami lepiej, że niektóre dzieci wychowują nianie a nie rodzice, bo może przy pomocy serca niani coś z nich jednak wyrośnie :-).Nie rozmawiamy o przypadkach chorobliwych, marginalnych. Tylko o "średniej".******Proszę o sprecyzowanie poglądów. Z jednej strony "róbta co chceta" i "nie mamy wpływu na innych", z drugiej wyraźne potępianie pracujących.>tak oczywistym jest ze "być" moich dzieci zalezy odemnie. *****no i od taty też ;-).>Dziecko potrzebuje matki, potrzebuje zawsze - a w szczególności gdy jest jescze maleńkie. Wychowanie dziecka to bardzo ważna i odpowiedzialna "misja" - nie można jej zwalać na innych.*******misjonarzy to już wielu było :-). Jedynych słusznych poglądów też.Ja swoje dziecko wychowuję sama /tzn. eliminując podwórko, przedszkole, znajomych, bajki w TV itp./. Nawet za bardzo sama. Ale potrafię zrozumieć, że kogoś dziecko przerosło. Że może nie dawać rady. Jeżeli ojciec nie zajmuje się małym dzieckiem, jest O.K. To przecież facet, ma inną psychikę. W takim razie Ci którzy są przy porodach to co, męskie anomalie????!!!Kobiety też mogą być różne. Są różne. Są nawet takie co porzucają dzieci! Zgroza, co? A może to nie kobiety, tylko przebrani mężczyżni?? Bo przecież kobieta by tego nie zrobiła! A matki które piją, głodzą dzieci?? A matki które żyją z mężem alkoholikiem dla "dobra dzieci"?? To też nie kobiety?? Bocian im dzieci przyniósł??Kobiety są różne, naprawdę? Jedne dzieci maja mamę w domu inne nie. Też przeżyją. I może wyrosną na wspaniałych ludzi. Oczywiście w skrajnych przypadkach na pewno się to na nich odbije, ale nie dlatego, że mama pracowała. Ale o tym potem bo już po 15.30!!@!
                              • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być do eBeaty IP: *.* 11.12.02, 23:00
                                Moje poglądy sa spowodowane doświadczeniem na własnej skórze i wychowaniem mojej trójki dziewczyn - a w szczególności Klaudii, która ma już prawie 13 lat.Te z przeszłości to takie, ze do momentu wyprowadenia się z domu nie widywałam mojej mamy, poniewaz z jednej pracy szła do drugiej, tak jej się życie ułożyło, nie miała wyboru. A więc nie miałam ojca nie miałam matki, chowałam się sama. Dlatego właśnie dla dzieci jestem w stanie poświęcić wszystko, nawet swój wolny czas, a będac z nimi w domu - można tak sobie zaplanowac prace ze mając je na oku mozna wykonywac wiele róznych czynności - ale być, być blisko...... Przykro mi ze zawiodłas się na moich poglądach, może lepiej powinnam je zostawić dla siebie. Czy to taki zły pogląd, że miejsce matki jest przy dziecku?????A dzisiaj dostałam maila od jedej z emam, która zna moje osobiste problemy i napisała: "Ja cie nie rozumiem, wyłaczyli Wam gaz a ty uparcie siedzisz w domu z dziecmi zamiast iść do pracy?? Jaka to dobra matka z Ciebie??"No cóż - jak była dzieckiem wolałabym kąpac się w zimnej, lodowatej wodzie - żeby moja mama mogła byc zawsze gdy jej potrzebowałam, albo chociaż czasami, no chociaż raz.....Może sie myle, dla większości z Was pewnie tak, ale tak właśnie czuje.bajbus
                                • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być do Bajbuska IP: *.* 12.12.02, 14:12
                                  Bajbus masz prawo czuć co czujesz. I nie zachowywać broń Boże własnych poglądów dla siebie! /Nie zauważyłaś ironii w moim stwierdzeniu? :-)/.Ja też tak jak Ty, dla dziecka poświęcę dużo. I mój pogląd jest taki, że najlepiej gdy dziecko jest przy matce minimum 3 lata. I przeszłam totalkę finansową, ale byłam przy dziecku bo tak wybrałam i nie żałuję.Ale potrafię wzlecieć ponad swoje uczucia i wyobrażenia o życiu. Potrafię zrozumieć, że jakaś mama nie potrafi postąpić tak jak ja, tak jak zalecają podręczniki. Że pomimo starań nie potrafi być 24 godziny przy dziecku. I ciągnąc wczorajszy wątek uważam, że wtedy ważniejsze od pracy czy nie pracy jest umiejetność kochania. Przekazanie tej umiejętności dzieciom. Ty mamy w domu nie miałaś. Ale Twoja mama tę umiejętność Tobie przekazała. To jest najważniejsze. Czepiliśmy się Fugi ze względu na to, że Jej przykład jest wrecz przejaskrawiony. Fuga też mamy w domu nie miała. Ale w przeciwieństwie do Ciebie ona odczuwała brak miłości. Mama Fugi nie umiała jej przekazać umiejętności kochania. Dlatego Fuga nie czuje większej potrzeby przebywania z synkiem. Na swój sposób wierzę, że Go kocha. Ale jakże jej miłość różni się od Twojej. Ale nie mogę powiedzieć, że Twoja jest większa.A poniżej 2 posty Fugi. Wiele mówią, prawda?"Moja mam poszła do pracy jak skończyłam 6 miecięcy, bo musiała, bo chciała, nie wiem. Ale uważam, że to była słuszna decyzja. jest aktywna, do tej pory pracuje i lubi swoją pracę i byłoby mi przykro, gdyby przez mnie coś straciła. A czy ja coś straciłam, że wychowywała mnie mama - wręcz przeciwnie, zawsze byłam z niej dumna, była dla mnie atrakcyjną towarzyszką rozmów, w sensie intelektualnym, dzięki pracy, miała mi coś do zaproponowania.""A poza tym - wszystkie nałogi - wiem, bo kilka nałogów "przerabiałam" - sa próbą zagłuszenia braku czegoś innego - w moim przypadku ciepła i miłości. Z jarania trawy (nałogowego - praktycznie codziennie w liceum ) i anoreksji - wyszłam, bo się zakochałam - i on był moją kokainą"Mam nadzieję, że Fuga nie ma za złe, że powołałam się na Nią. Po prostu Bajbusku, Ty i Fuga stoicie akurat prawie na przeciwnych biegunach. A pośrodku my wszystkie. Pracujące i niepracujące.
                                  • Gość edziecko: Gosia1 Re: Być albo nie być do Bajbuska IP: *.* 12.12.02, 14:21
                                    No właśnie...I jeszcze dodam, że kiedyś Fuga żaliła się, że nie ma wspólnego języka właśnie z tą pracującą Mamą...Że nie potrafi się z Nią dogadać...Ja to pamiętam. Dlatego zastanawiam mnie, że nie pomyśli o tym, iz powiela pewien stereotyp. Gosia
                                • Gość edziecko: magdaka Re: Być albo nie być do eBeaty IP: *.* 27.12.02, 15:13
                                  Masz raje Bajbuswiesz co pamietam z dziecinstwa?Ze bardzo lubilam.....byc chora...a wiesz dlaczego? bo mama wtedy nie szla do pracy/przynajmniej kilka dni/najlepiej sie czulam jak byla w domu.A niedawno rozmawialismy na ten temat z mezam i on tez mowi,ze bardzo lubil jak mama miala pierwsza zmiane/pracowala w przedszkolu/ bo wtedy jak wracal ze szkoly/nawet w liceum!!!/to....to BYLA wdomu.Pozdrawiam Magda"siedze" w domu juz 5 latale prawde mowiac SIEDZIALAM to w pracy......
                                • Gość edziecko: magdaka Re: Być albo nie być IP: *.* 27.12.02, 15:14
                                  Masz raje Bajbuswiesz co pamietam z dziecinstwa?Ze bardzo lubilam.....byc chora...a wiesz dlaczego? bo mama wtedy nie szla do pracy/przynajmniej kilka dni/najlepiej sie czulam jak byla w domu.A niedawno rozmawialismy na ten temat z mezam i on tez mowi,ze bardzo lubil jak mama miala pierwsza zmiane/pracowala w przedszkolu/ bo wtedy jak wracal ze szkoly/nawet w liceum!!!/to....to BYLA wdomu.Pozdrawiam Magda"siedze" w domu juz 5 latale prawde mowiac SIEDZIALAM to w pracy......
                          • Gość edziecko: Berenika Re: Być albo nie być IP: *.* 12.12.02, 14:47
                            Beato, ale ż właśnie stąd temat pierwotnego postu - być albo nie być! Jeśli ktoś źle się czuje z dzieckiem, jeśli nie jest w stanie wytrzymać z nim w domu... to po co to dziecko? Nie mówię o siedzieniu z dzieckiem przez całe życie, ale też i nie otym była mowa pierwotnie. Była mowa o bardzo małych dzieciach, które mamy potrzebują na co dzień. Bo potrzebują - to nie jest wymysł.Pojawia się pytanie - komu rodzimy dzieci. Sobie? Bo to trochę tak wygląda. Chcę mieć dziecko, bo chcę je mieć i już, ale nie będę się dla niego poświęcać, bo mnie to dołuje... Do licha, nie ma u nas obowiązku rodzenia dzieci. jeśli ktoś nie szanuje tego, że to on jest przede wszystkim dziecku potrzebny, to może nie powinien tego dziecka mieć?A znam osoby, które w oczy mówią "urodziłam sobie, to niech mi teraz...". Czy nie myślisz, że fakt, że ktoś "dusi" się z dzieckiem w domu, wynika z tego, że traktuje to dziecko jako jedną z wielu rzeczy, które się ma, a nie jako kogoś wyjątkowego, nadzwyczajnego, a przede wszystki jako KOGOŚ? Przecież nie poświęcamy się dla telewizora albo mikrofalówki, chociaż fajnie jest je mieć.I błagam, niech nie zaczną zaraz krzyczeć te mamy, które los zmusił do pójścia do pracy w ciągu trzech pierwszych lat zycia dziecka ;) - dobrze wiecie, że nie o tym mówię.Berek
                        • Gość edziecko: w Re: Róbta co chceta ;) IP: *.* 27.12.02, 03:11
                          > Rozbawił mnie jeden post, ten "aktorski", i żal mi sie zrobiło tej biednej kobietki......> > bajbusMnie nie musisz zalowac. Lepiej pozal sie nad Swoimi dziecmi im to bardziej potrzebne.
                    • Gość edziecko: jumbo Re: Być albo nie być - ostatnie zdanie IP: *.* 11.12.02, 17:06
                      Altro1 napisała„Witam!A ja myślę, że najlepsza jest równowaga pomiędzy własnym egoizmem a potrzebami dziecka, choć osobiście uważam że jego potrzeby szczególnie przez pierwsze miesiące powinny stać zdecydowanie na pierwszym miejscu. Nie oznacza to dla mnie wcale konieczności rezygnowania z własnych marzeń, potrzeb i pracy przez całe życie. Szczególnie okrutne byłoby to dla kogoś kto ma ukochaną i jeszcze do tego doskonale płatną pracę. Myślę, że chodziło o wyjaśnienie przyjmowania przez niektórych postawy dla której macierzyństwo kończy się na zapewnieniu środków utrzymania. Zgadzam się z tym co ktoś już napisał, że dobrze jest jak kobieta potrafi harmonijnie połaczyć bycie najpierw matką pracującą tylko w domu, a potem także poza domem.” Właściwie to też tak myślę, ale odniosłabym to do sytuacji kiedy kobieta chce urodzić, a pracę też lubi (coś takiego jak przeżywa teraz akacha :) ), a potem próbuje się odnaleźć w roli matki i pracownicy, a czym innym jest postawa nie chcę, nie widzę w swoim zyciu miejsca na dziecko ale zajdę w ciążę i urodzę bo .......? To jest moje pytanie, a nie ocena czy zasługuje na bycie matką, co ktoś sugerował. I jeszcze jedno, dlaczego nie możemy po prostu porozmawiać, gdy mnie ktoś zapyta „a dlaczego nie wróciłaś do pracy kiedy córka miała ...... (tu dowolna data), bo ja tego nie rozumiem, bo uważam że postępujesz źle, bo ........,” to odpowiadam na pytanie, a nie doszukuję się jego złych intencji np. jak nic chce mi powiedzieć, że jestem kocmołuchem, który swojemu dziecku będzie się kojarzył tylko z garami. ;).A swoją pracę lubiłam i chętnie wróciłabym na jakąś część etatu, ale nie jest to możliwe.Teraz akurat w swoim życiu postępuję egoistycznie, bo świadomie nie chcę mieć drugiego dziecka i wcale nie z przyczyn finansowych, ale za rok, dwa .. kto wie (tak za dużo to czasu nie mam, bo zegar tyka :) ). A z drugiej strony, ponieważ nie ma środków antykoncepcyjnych o 100% skuteczności, to biorę pod uwagę również urodzenie i wychowanie dziecka nieplanowanego, któremu jednak nie dam odczuć, że coś mi skomplikowało, bo pojawiło się nie w porę.A może kiedyś na forum podyskutujemy dlaczego w ogole mamy dzieci, może wtedy emocje będą mniejsze? :hello:MałgosiaPSRóżnica między mamą która musi wrócic do pracy, choć wolałaby zostać w domu, a mamą, która wraca bo chce, jest dla mnie oczywista, bo ta druga ma wybór, a zdaje się o wyborach miał być ten wątek.Przykład z mamą ze szpitala nie miał w podtekście "patrzcie co za wyrodna matka", ale był odpowiedzią dla Wan.
                      • Gość edziecko: YennaM Re: Być albo nie być - ostatnie zdanie - moje niskie pobudki. Autorefleksja. Szczerze do bólu. IP: *.* 11.12.02, 17:48
                        O rany - dyskusja o wyższości Swiąt Bozego Narodzenia nad Wielkanocą. Mam wrażenie, że niektóre mamy niepracujące próbują dorobić ideologię do pewnych stwierdzeń. Dziewczyny, nikt nie twierdzi, że dokonałyście złego wyboru - każdy powinien żyć w zgodzie z własnym światopoglądem.Chesz zostać w domu z dzieckiem? To cudownie. Cudownie, że potrafisz sie w ten sposób spełnić, ze nie czujesz sie sfrustrowana. Ze każdy dzień poświecasz dziecku i cieszysz się z jego drobnych osiągnięć :)Chcesz iść do pracy? To też cudownie. Pracujący rodzic też może przekazać dziecku spójny system wartości. Tez potrafi kochać dziecko, rozmawiać z nim.Są ROZNE modele rodziny. Nie ma: czarne-białe. Generalnie jest szarość. W tysiącu odcieni.A piszę te słowa, bo zobaczyłam w salonie wyżaleniowy wątek o mamach "siedzących" w domu. Sorry, nikt nie twierdził, że w domu to sie siedzi. W domu sie nie siedzi ino ciężko pracuje. Każda z nas to wie i ten fakt jako taki nie podlega dyskusji.Ale są takie wśród z nas, dla których izolacja od pracy i innych ludzi jest wyjątkowo nieznośna.Opowiem o sobie. Pierwsza ciąża. Najpierw wakacje, potem zwolnienie lekarskie - 9 miesiecy siedziałam w domu. Potem 6 miesiecy urlopu macierzyńskiego i 3 miesiące wakacji - razem 1,5 roku. Wyłam w domu, bo chciałam już do ludzi, do pracy. Bo nie miałam z kim pogadać w domu. Bo mąż wiecznie w pracy, zabiegany - takie czasy. Potem rok pracy, w międzyczasie druga ciąża. Od października znów na macierzyńskim, ale ciągle myślę o sobie jako o kobiecie pracującej. Wrócę do pracy zaraz po urlopie inaczej zwariuje (ale zaraz po urlopie oznacza pewnie w pazdzierniku - taka praca). Serio. Przebywanie w domu wywoluje u mnie depresje.Nie wiem, na co dzieciom matka z klinicznymi objawami depresji?Więc wracam do pracy.Inaczej wyląduję w psychiatryku.Nie dlatego, że męczą mnie dzieci. Ale dlatego, że źle znoszę samotność. Wiele matek pracuje. Ja też wrócę do pracy. Dziecmi sie zajmą kochający dziadkowie, chętnie zajmiemy się też my-rodzice. Zaraz po przyjsciu z pracy... Ot i pobudki, przyznam, że dość niskie chyba.Ciągle nieidealna YennaM
                        • Gość edziecko: SylwiaKarolina Re: Być albo nie być - ostatnie zdanie - moje niskie pobudki. Autorefleksja. Szczerze do bólu. IP: *.* 11.12.02, 20:12
                          Och, Yenna, skąd ja to znam???Izolacja od ludzi jest dla mnie najgorszą z możliwych katorg. Przynajmniej do tej chwili gorszej nie poznałam.W domu byłam przez 9 m-cy - 1,5 przed porodem i 7,5 urlopu (macierzyńskiego + wypoczynkowego + wychowawczego). Myślałam, że zwariuję :hot:. Ja przyzwyczajona do pracy, w której co tydzień robi się niby to samo, ale w inny sposób, z kim innym, bardzo często w dodatku w innym języku, o wyjazdach zagranicznych nie wspominając a tu wciąż to samo. Pieluszki, spacerki, karmienie, kupki, potem zupki i tak w kółko.Ogłupiałam do tego stopnia, że miałam pretensje do męża, że on, spędzając osiem godzin w pracy (plus dwie na dojazd) nie chce ze mną wieczorami nigdzie pójść. "Takiemu to dobrze, on ma osiem godzin rozrywki dziennie" - myślałam. Czysta paranoja!Powrót do pracy był zbawieniem, wszystko nabrało normalnych wymiarów. Każda godzina spędzona z dzieckiem cieszyła, praca też, z mężem kontakty wróciły do normy i nic mi tego nie było w stanie zakłócić. Ani wredny przełożony, ani taki jeden urzędowy głupek, ani złośliwe komentarze ludzi, nie mogących pojąć, jak 7,5 miesięczne dziecko można oddać do żłobka.Cieszę się z takiego wyboru, jestem pewna, że z drugim dzieckiem zrobię dokładnie tak samo, bo też uważam, że dzieciom (i ich ojcu) matka z objawami depresji na nic się nie przyda, ba, zaszkodzi nawet.Pozdrawiam,Sylwia
                • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 11.12.02, 10:49
                  Mela z pierwszą częścią Twojego postu się zgadzam /dowód -powyżej ;-)/.>„Mama, jak wiadomo- ciągle tylko przy garach” Mama modelowa, mogąca być przykładem pomnika marki Polki. (...) niepracująca mama, skupiona całkowicie na swoim dziesięcioletnim synku.******Z tym już się nie zgadzam. Nie każda nie pracująca zawodowo mama jest kojarzona z garami. Moja poszła do pracy gdy skończyłam 12 lat i mało przy garach ją widywałam. "Gary" nie zależą od "pracy" tylko od charakteru człowieka. Szczerze mówiąc i matematycznie :-) dziecko powinno częściej przy garach kojarzyć pracującą mamę. Załóżmy, że wraca ona o 17.00. Dziecko zasypia przykładnie o 21.00-22.00. Pozostaje czas 4-5 godzin gdy dziecko widzi mamę. Z zasady zajętą domem i obiadem na jutro. >A co ona robi naprawdę? Zasłania się dzieckiem jak tarczą przed życiem.****Z tym też się nie zgadzam. Może są takie przypadki. Nigdy jednak nie wyznawałam poglądu, że to praca jest tym "życiem". Dodatkowo nie wszyscy uwielbiają swoją pracę i się w niej realizują. Jeżeli jakaś kobieta nie ma wewnętrznej potrzeby pracy zawodowej a ma środki na życie to się jej nie czepiam. Jej życie, jej wybór. Nie wszyscy musimy tego samego pragnąć. >I cały czas zachodzi w głowę jak to się stało ze drugie dziecko, porzucone w 6 miesiącu dla „przyjemności” samodzielnego utrzymywania domu jakoś lepiej się wychowało. Samo. No ..... z pomocą starszej siostry ;) I tatusia który poszedł na wychowawczy.*****Jak nic wynika z tego Mela, że twój mąż "lepszą matką jest" :-).PozdrawiamBeata
                  • Gość edziecko: Adzia Re: Być albo nie być - mój ukłon w stronę eBeaty :-) IP: *.* 11.12.02, 11:32
                    ...bo jesteś Beata jedną z niewielu, które potrafią zachować obiektywizm i nie próbują się dowartościować kosztem tych, które mają inny styl życia. :-) Wyżej już pisałam o tym dowartościowywaniu. Powtórzę - zaskakująco wiele osób nie potrafi być zadowoloną ze swego życia, jeśli nie znajdzie kogoś, kto ma gorzej. Kogoś grubszego i bardziej zaniedbanego albo kogoś, kto spędza z dzieckiem mniej czasu, albo częściej się na nie denerwuje. Kłania się polskie piekiełko. Złośliwa radość z pogrążenia przeciwnika (przeciwnika, dodajmy, wyszukanego na siłę ). Tworzenie stereotypów matki pracującej i niepracującej, a tym, że każda ze stron ma inny stereotyp. Niech no tylko któraś powie, że lubi pracować, albo że lubi siedzieć w domu - zaraz inne znajdą argumenty przekonujące ją, że tan naprawdę to one wiedzą najlepiej, co powinna robić.Ech, już dawno nic na forum mnie tak nie zdołowało jak ta dyskusja...
                    • Gość edziecko: sylwias Re: Być albo nie być - mój ukłon w stronę eBeaty i Adzi IP: *.* 11.12.02, 15:53
                      Żywię dokładnie takie same uczucia wobec powyższego jak Adzia. Dlatego, choć podnosiło mnie momentami, staram sie nie zabierać głosu w przedmiocie. Każda z nas szuka własnego sposobu na macierzyństwo i jak upierdliwie regularnie twierdzę że nie ma tylko białego i czarnego. Więc pliz albo dyskutujemy na poziomie albo dajmy sobie spokój z obrzucaniem sie inwektywami i wyznaczaniem wroga publicznego (forumowego, biedna Fuga, znów podpadła).To jak rozważania o wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia.
                  • Gość edziecko: Mela Re: Być albo nie być - mój ukłon w stosunku do tych pracujących :) IP: *.* 11.12.02, 20:27
                    eBeatoMój mąż nie jest lepszą matką. Bo ja jestem najlepszą mamą o jakiej moje dzieci mogą marzyć ;)Jest dobrym ojcem. W całej tej dyskusji to pojęcie omalże nieznane, no może poza uwagą ze po urodzeniu dziecka w życiu ojca nic się tak naprawdę nie zmienia.Starszą córkę wychowywałam sama – by zapewniać dziecku to „co najlepsze”. Byłam super Barbie. Mąż wcielił się w rolę „Kena”, czyli pracowała od rana wychodził przed 7 do nocy- wracał po 20. Dziecko widział w niedzielę. A jak rzucił prace żeby zająć się przez ponad rok czteroletnią córką to dopełnił „zniszczenia”, bo według wyobrażeń nieobecnego ojca bycie z dzieckiem polegało na zaspakajaniu wszelkich jego zachcianek – co ja popierałam w swojej rozpaczy, bo córcia była mocno chora a ja chciałam jej ulżyć choć trochę.Teraz uważam ze przepis na „dziecko” jest całkiem inny. Nie mama 24 na 24 i nikt i nic więcej. Trochę mamy – na początku jak najwięcej, karmienie piersią też warto jej zostawić tak na dwa lata ;) , co można pogodzić z pracą , trochę taty. I duuużo rodzeństwa. Młodsza córka jest inaczej wychowana bo zajmowaliśmy się nią od pewnego momentu – tak od 5 miesiąca we dwójkę. Po wyciągnięciu wniosków z przygodami ze starszą. Choćby w zakresie ustalania granic –choć o tym gdzie te granice są kłócimy się nadal i to w obecności dzieci. I po obaleniu teorii o całkowitej niezbędności matki i pomijaniu ojca, który poza kasą na dom którą musi zapewnić ciężko pracując (jak pracują kobiety już zostało powiedziane ;)Mela, która jedzie do Szwecji bo słyszała ze powyższy przepis jest tam powszechny w użyciu.
    • Gość edziecko: Gosia1 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 11.12.02, 17:51
      Zrobiłam sobie odpoczynek od eDziecka, bo moje emocje są w opłakanym stanie, jak i moje nerwy. Na swoje nieszczęście, a może i przez przekorę, przyzwyczajenie (czyt. jak chcecie) nie zrezygnowałam z subskrypcji. No i mam za swoje. Żołądek rozbolał mnie przez wątki w stylu "idealna, nieidealna, co powinna, czego nie powinna" itd. Jestem uważnym obserwatorem, a że dusza niepokorna, to zawsze własne zdanie mam, którego to zdania nie zmieniam tak szybko. Nie jestem mamusią niemowlęcia, ale dzieci w wieku szkolnym. Chadzam sobie na zebrania rodziców i powoli acz nieubłaganie ogarnia mnie zgroza... Rozważania czy być z dzieckiem do roku, czy wrócić do pracy jak ma Ono 6 miesięcy to czysta teoria (co do poniektórych mam). Ja widzę efekty późniejsze. I pozostaje mi tylko jedno wyjście - powiesić się z rozpaczy, w jakim to świecie przyjdzie żyć moim dzieciom. No cóż. Nie będę nikogo osądzać, czy musi iść do pracy, czy tylko chce, czy marnieje w domu, czy też zmarnuje sobie karierę i szansę na pracę potem - ja widzę co się dzieje z dziećmi, z młodzieżą pozostawionymi samym sobie. To wina naszego życia, systemu, cywilizacji. Ale i naszego egoizmu. I nie potrafię zrozumieć tłumaczenia, że lepiej mieć zdrowy egoizm. Niech mi kto wytłumaczy co to jest zdrowy egoizm? I jak on się ma do dziecka? Wobec moich dzieci egoistką nie jestem, bo uważam, że nią być nie mogę, ale i po prostu nie chcę. I nie jest to żadne poświęcenie z mojej strony - kocham i daję wszystko to, co dziecku jest potrzebne - a więc uwagę, czas, akceptację, moje skupienie. I teraz jedno podkreślę - to, że czytam sobie, oglądam film czy program w telewizji, to że idę do kina, na spacer z mężem, na imprezę, do koleżanki i inne takie to NIE JEST EGOIZM, ale potrzeba życia. I moje dzieci na tym nie tracą, tym bardziej, że i One chadzają sobie do kolegów, na imprezy, do kina itd. Natomiast jeśli zniknę Im z choryzontu na kilkanaście godzin dziennie, bo chcę robić karierę to już jest egoizm (tak, jak poprzedniczki nie biorę pod uwagę KONIECZNOŚCI pójścia do pracy). Nie jest dla mnie żadnym tłumaczeniem sytuacja, że w domu "płakałam, wpadłam w depresję, a lepiej by mama była szczęśliwa" itp brednie. To jest właśnie odpowiedzialność, której ludziom na codzień brakuje - ponoszenie konsekwencji własnych decyzji. Wszyscy narzekają, jacy to teraz ludzie są. Mówią jedno a robią drugie, nie można nikomu zaufać, nie można sobie niczego zaplanować. Ale jak to zrobić, jak dzieci właściwie od początku mają taki przykład - mogę coś obiecać, na coś się zdecydować a potem i tak łatwo się z tego wymigać. Coś się opowie o depresji, coś się wymyśli wspólnie z psychologami i będzie dobrze. Zdecydowałam się na dziecko z całą świadomością lat które mnie czekały. Miałam świadomość wielu lat, ciężkiej pracy, która mnie czekała. Teraz oddałabym wszystko za cofnięcie tego czasu - tak go pokochałam...Nie oddałabym ani jednego dnia, ani jednej minuty z tych dni. Jedno by się tylko zmieniło - jeszcze bardziej celebrowałabym ten czas. Nawet nie wiecie jak szybko mijają lata. Moja 14-letnia córka wraca do domu ze szkoły i często mi mówi: mamusiu, jakie ja mam szczęście, jak mnie wszyscy w klasie zazdroszczą. Pytam się Jej: ale czego Ci córuniu zazdroszczą? Tego, że czekasz na mnie w domu, mamusiu...że mam Cię na codzień, że w każdej sekundzie mogę do Ciebie iść, że wszystko mogę Ci opowiedzieć od razu, nie czekać, aż przyjdziesz z pracy, aż będziesz mieć czas, aż nie będziesz zmęczona, co u wszystkich jest niemożliwe, bo rodzice są zmęczeni zawsze...Proponuję przejść się do szkoły i poobserwować młodzież. Proponuję przejść się na zebranie rodziców i posłuchać ich. 90 procent z nich reprezentuje postawę roszczeniową. Do wszystkich. Na nauczycieli zrzucają obowiązek wychowywania ich własnych dzieci, nie tylko nauki. Podejrzewam, że najchętniej chcieliby aby w szkole robione było wszystko - nauka, odrabianie lekcji (no super) dopilnowanie aby obiad był zjedzony, badania okresowe, szczepienia, uczenie kultury, odpowiedzialności - no tak, po parunastu latach odebraliby gotowy prezent w postaci odchowanego odpowiedzialnego dorosłego gotowego do zarabiania kupy forsy. Bo oni nie mają czasu na wychowywanie, bo pracują...Jakże często to słyszę. Ręce opadają. Mnie opadły już dawno. :(Gosia
      • Gość edziecko: YennaM Re: Być albo nie być - oto jest pytanie IP: *.* 11.12.02, 18:10
        Gosiu, moja matka pracowala. ZAWSZE, powtarzam: absolutnie ZAWSZE znalazla czas dla dzieci. ZAWSZE wiedziala, co sie u nas dzieje. Bo CHCIALA wiedziec. Miała z niami doskonały wręcz kontakt. Bawiła się, rozmiawiała, nie bałyśmy sie jej zwierzać.Myślę, że wykonywanie pracy wcale nie musi mieć związku z tym co sie w obrębie procesu wychowawczego dzieje. Kwestia chcenia po prostu.I nauczenia sie słuchania i rozmawiania z dzieckiem.I o to tutaj chodzi.Bo nastały nam wszystkim czasy, gdy łatwiej jest dziecku puścic bajkę z tv czy video zamiast usiąść, porozmawiać, pobawić się razem, razem poczytac (te obśmiane 15 minut dziennie, czy 15 minut raz na tydzien nawet - choc u mnie nie przejdzie, u mnie sie czyta godzinami, bo Michal upierdliwy jest, gdy o czytanie książeczek idzie :) ). Myślę,że raczej chodzi o zdanie: "idz syneczku pobawic sie w swoim pokoju - tatus i mamusia sa zmeczeni". Ale tak zbyć można niezależnie od sposobu spędzania czasu - niezależnie od tego, czy się pracuje zawodowo, czy też pracuje w domu.Chodzi o zainteresowanie.I tutaj psa pogrzebano.Niech leży.Ten pies.
        • Gość edziecko: Gosia1 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie do Yenny IP: *.* 12.12.02, 10:23
          Yenno kochana moja, Króliczku Ty mój słodki, a pies, a pies, a pies...niech leży i odpoczywa w pokoju. :lol: :lol: Ja nie generalizuję, mnie tylko czasem ten grzech się zdarza. Wiesz, na zasadzie omsknięcia. Albo jak zła jestem niesłychanie. A wczoraj napisałam przecież, że nie uwzględniam wyższych konieczności a między zdaniami wydaje mi się, że "wyraźnie" dałam do zrozumienia o jakiego rodzaju matki mi chodzi...Także swoją Mamę ucałuj (moja tyż pracowała i tyż ZAWSZE miała czas dla mnie, aż za dużo czasem...:lol:) i nie złość się na kobietę w wieku średnim z demencją starczą postępującą...;) Całuski Gosia
          • Gość edziecko: Beata32 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi1 IP: *.* 12.12.02, 12:19
            Dzięki Ci Gosiu za tą do Yenny odpowiedź, bo już zaczęłam się pogrążać w wyrzutach sumienia, że te pseudodepresyjne odloty po zaledwie 6 miesiącach tzw. "siedzenia" z Maciusiem to miałam z pewnego rodzaju wygodnictwa.Beata
          • Gość edziecko: 1999 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie do Yenny IP: *.* 13.12.02, 10:35
            Gosiu1dzki ci że rozgrzeszyłaś Yenne! czy każda mama pracująca ma pisać do ciebie o rozgrzeszenie? Bidulki "te matki" co to nie wiedzą że tylko przez siedzenie w domu widać efekty wychowawcze.
            • Gość edziecko: Gosia1 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie do Yenny IP: *.* 13.12.02, 11:32
              Gabi, byłoby suuuuper! ;) Wreszcie dostawałabym trochę maili...:lol: Polecam się w roli pocieszyciela, rozgrzeszyciela i rękawa do wypłakania! :DBezwstydna Gosia ;)
      • Gość edziecko: BAJBUS Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi 1 IP: *.* 11.12.02, 22:37
        :jap:bajbus
        • Gość edziecko: mamaMikołaja Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi 1 IP: *.* 12.12.02, 11:34
          Gosiu! Walnęłaś mnie obuchem w łeb! Moje dziecko ma półtora roku, zostawiam je na cały dzień z nianią, jest cudowna, ale przecież nie zastąpi mnie przy sunku. Twój post sprawił, że poczułam się winna, bo JEŚLI MASZ RACJĘ..???? A ja jeszcze nie rozumiem konsekwencji swojej decyzji...??? I ona odbije się na moim dziecku za kilka lat...??? Wróciłam do pracy - nie wiem, czy musiałam, pracodawca wyraźnie dał do zrozumienia, że teraz albo wcale! W każdym razie mój mąż pracuje na tzw. kontrakt ( :( ), w każdej chwili mogą mu podziękować za współpracę bez jakichkolwiek konsekwencji dla pracodawcy, po prostu zlikwidować stanowisko i tyle. Ja zarabiam symbolicznie, trudno mi mówić o realizacji ambicji, ale mam stały dochód, daje nam on elementarne poczucie bezpieczeństwa, bo przecież trzeba z czegoś żyć, a tu jeszcze kredyt mieszkaniowy. Nie jest nam źle, uważam się za szczęściarę, żyjącą w luksusie, ale o odkładaniu nie ma mowy. Dręczy mnie refleksja, czy gdybym została z Mikołajem w domu, moja rodzina nie byłaby szczęśliwsza?? Czy swoim postem chciałaś dać do zrozumienia, że winę za samotność młodych ludzi ponoszą taki matki jak ja? Egoistki? Biorę pod uwagę odpowiedź twierdzącą, ale ona mnie przeraża, rodzi bunt i chęć sprzeciwu...Naprawdę chciałabym usłyszeć kiedyś coś takiego jak Ty od swojej córy, ale czy to będzie możliwe, jeśli pracuję?? Słowem czy skazuję swoje dziecko na jakieś emocjonalne upośledzenie???Poczułam się okropnie, bo możesz mieć rację...:(Agnieszka
          • Gość edziecko: Gosia1 Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi 1 IP: *.* 12.12.02, 13:01
            Agnieszko, nie czuj się źle. Kurde, chyba odgryzę sobie tego ozora, albo poucinam łapy. Posłuchaj, zamiast teraz się rozpisywać (bo może znowu coś chlapnę) poczytaj posty Yenny. I sama pomyśl - przecież nie poszłaś do pracy gnana chęcią li tylko robienia kariery, bo nie mogłaś wytrzymać w domu, bo nie możesz patrzeć na swoje dziecko przez 24 godziny na dobę, bo Cię męczy itd. Poszłaś bo musiałaś. I tyle. A tego ja w ogóle nie biorę pod uwagę, bo takie są realia, i jeśli kogokolwiek tu przeklinać to tylko nasz system, który najczęściej nie pozostawia możliwości wyboru. Smuci mnie natomiast jeden fakt - gdyby tak dać kobiecie możliwość wyboru, gdyby tak płacić ZUS kobiecie "siedzącej" w domu, a mężom dodatki, duże dodatki na rodzinę i na kobietę, która zdecydowała się być z dziećmi - jak myślisz, ile kobiet by skorzystało z takiej możliwości? Widzisz, o to mi chodzi...I to jest dla mnie bardzo smutne. To przekonywanie, że się nie może wytrzymać w domu, że ma się dosyć, że nie ma się kontaktu ze światem, że się nie rozwija, głupieje i inne takie. A to jest nieprawdą. Wystarczy poczytać posty np Gosi_wiecznie itd - Ona jest dla mnie wzorem. I na pewno nie można powiedzieć, że jest zacofana, bo rozwija się bardziej niż niejedna kobieta "realizująca się zawodowo". Mnie mierzi ucieczka w łatwiznę. Bo najłatwiej jest "rozwijać się" uciekając z domu. O wiele trudniej (bo to kosztuje masę wysiłku, przede wszystkim pokonanie własnej niemocy, lenistwa - tak, tak - takiego zasiedzenia) jest rozwijać się, realizować nie pracując zawodowo. Jedno nie ulega wątpliwości - wychowywanie dzieci, załapanie nierozerwalnego kontaktu z Nimi ( nie w niemowlęctwie, ani wczesnym dzieciństwie, kiedy mama jest niepodważalnym autorytetem z racji nieznania jeszcze ciekawszych rzeczy...), przekonanie, że nie mają lepszego przyjaciela niż ja - matka - to katorżnicza praca. Ja wciąż muszę czuwać. Wykańcza mnie to psychicznie, bo to jest jakby miało się non stop, przez 24 godziny na dobę włączoną czerwoną żarówkę w mózgu. Nie wolno mi popuścić ani na sekundkę. Bo na zewnątrz czyha tyle ciekawych, super atrakcyjnych obcych autorytetów...Muszę wciąż i wciąż rozwijać się, abym to ja była tym jedynm i najlepszym autorytetem. Bo chodzi o moje dzieci. Bo chodzi o być lub nie być moich dzieci...Gosia
            • Gość edziecko: sawlb Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi 1 IP: *.* 12.12.02, 13:44
              mama Ani i Krzysia napisała/ł:> Smuci mnie natomiast jeden fakt - gdyby tak dać kobiecie możliwość wyboru, gdyby tak płacić ZUS kobiecie "siedzącej" w domu, a mężom dodatki, duże dodatki na rodzinę i na kobietę, która zdecydowała się być z dziećmi - jak myślisz, ile kobiet by skorzystało z takiej możliwości? Widzisz, o to mi chodzi...I to jest dla mnie bardzo smutne. To przekonywanie, że się nie może wytrzymać w domu, że ma się dosyć, że nie ma się kontaktu ze światem, że się nie rozwija, głupieje i inne takie. A to jest nieprawdą.Gosiu i tu wlasnie uchwycilas sedno. Bo przeciez samorealizacja nie wiaze sie scisle z suma zarobionych pieniedzy.Bo hobby,zainteresowania, sposob wykorzystania czasu,dnia,zycia nie przelicza sie na pieniadze a wiec nie mozna tu postawic znaku rownosci miedzy samorealizacja a praca /kariera. No chyba,ze samorealizacja w oczach kobiety(przekrojowo) rowna jest pozycji,sile.Potepiamy stereotypowe myslenie:glowa rodziny-ten kto ma forse` ale czy idac tym torem nie przyczyniamy sie do jego rozpowszechniania?Czy majac ku temu mozliwosci i poprzestajac na zaspokojeniu podstawowych potrzeb materialnych zdobylibysmy sie na samorealizacje inna niz kariera? Wiem,ze to tylko gdybanie ale nie w moim otoczeniu. W UK system zapewnia jednemu z rodzicow pozostanie w domu,a jednak...relatywne podejscie do tematu `podstawowych potrzeb`,niska samoocena w roli kobiety-matki i brak wiary w spelnienie poza praca/kariera i zakladam,ze jeszcze kilka innych aspektow sprawia,ze niewiele osob z tego tak naprawde korzysta.Kobietom brakuje wiary, wyobrazni,kreatywnosci i przede wszystkim wsparcia i szacunku ze strony ich partnerow(typowy stereotyp nieprawdaz?)Niesamowicie trudno jest przelamac koncept,ze wylaczajac opcje pracy zawodowej,z dziecmi u boku mozna robic milion ciekawych rzeczy i rozwijac sie przy tym (a moze raczej POPRZEZ to)No to sie pomadrzylam na dzien dzisiejszy.:lol:
            • Gość edziecko: Magda_D Re: Być albo nie być - oto jest pytanie - do Gosi 1 IP: *.* 12.12.02, 14:49
              Gosiu1,Bardzo dziękuję za Twoje posty!Ja sama kilkakrotnie już próbowałam spisać swoje "mądrości" ale zawsze to tak głupio wygląda i wszystko kasuję. Dobrze, że Ty wyraziłaś prawie moje myśli.A teraz kilka moich własnych uwag na niniejszy temat:1. myślę, że czasami kobiety wracają do pracy tylko dlatego, że obawiają się statusu kury domowej - lepsza praca byle jaka, za płacę która pokrywa koszt dojazdów i opiekunki niż samodzielne babranie się z garami (swoją drogą, jak ja tego nie cierpię!) i głupawe, monotonne zabawy z dzieckiem.2. w przeciwieństwie do wielu z Was nie uważam, że wybór między pracą zawodową a wychowywaniem dziecka to wybór między równoważnymi alternatywami - wychowanie dziecka to coś niezwykle ważnego, praca o bezcennej wartości a praca polegająca na przewalaniu papierów (nawet do godz. 22 za grube pieniądze w jakimś marketingu czy PR) - jaką faktyczną wartość ma taka praca?3. przypomina mi się wątek o karmieniu piersią - ponieważ mi się to nie udało, pamiętam że stałam po stronie barykady wykrzykującej "każda kobieta jest inna!, nie każda może wykarmić dziecko!". Teraz jestem po drugiej stronie, po stronie "jedynie słusznych poglądów". Teraz trudno mi uwierzyć, że każda kobieta jest inna. Przepraszam Was dziewczyny pracujące.Magda
    • Gość edziecko: eBeata Re: Być albo nie być - mój ostatni post w tym wątku IP: *.* 12.12.02, 14:49
      Mam koleżankę. Inteligentna, wykształcona, z poczuciem humoru. Ale ma pewną cechę. Brzydzi ją ciało, fizjologia. Jest bardzo ciekawa świata, dobrowolnie pozwoliła się zabrać na zajęcia do prosektorium - była ciekawa. Nie wytrzymała, wyszła. Nie jest w stanie sprzątnąć wymiocin dziecka. Z tego względu czuje się potwornie psychicznie podczas okresu.A ja jestem człowiek natury, fizjologii. Nie czułam nigdy wielkiego wstrętu zmieniając dziecku pieluchy, ostatecznie nie oddychałam przez 2 minuty ;-). Do domu sprowadzałam najbardziej zaropiałe koty w okolicy.Ale potrafię zrozumieć moją koleżankę.Potrafię zrozumieć, że nie POTRAFIŁA karmić piersią.Jestem wręcz z niej dumna, bo próbowała. Ale ją to przerosło.I nie uważam ją za wredną matkę, bo się do karmienia jednak nie zmusiła czym dziecku zaszkodziła. Nawet posunę się do stwierdzenia - dzięki Bogu, że się nie zmuszała, bo przy takim stresie, hormonach to bardziej by dziecku zaszkodziła niż pomogła.Dlatego nie uważam za wredne matki, które nie potrafią być cały czas z dzieckiem. Mają inne charaktery, predyspozycje.W naszej kochanej ojczyżnie, jakiś czas temu ;-) w sferach arystokratycznych i bogatych, bardzo popularna była instutucja niani. Wręcz nie wypadało samodzielnie dzieci wychowywać. I wielu sławnych poetów, pisarzy, nianie wychowały. I wychowywane tak były całe pokolenia. A w niektórych krajach do dzisiaj takie barbarzyństwa się dzieją, ku radości naszych au pair. I w Polsce też niania dawno nie miała takiego wzięcia jak ostatnio. I dobrze, bo na pewno jest lepsza od żłobka :-).Więc niech nianie nam żyją! A dzieci rosną pławiąc się w rodzicielskiej miłości.I na tym kończę mój występ towarzyski w powyższym wątku, bo już nic nowego tutaj raczej wnieść się nie da.:-):-);-)
Pełna wersja