Gość edziecko: gutki
IP: *.*
27.12.02, 08:51
Nic w nich nie lubi, wszystko mu przeszkadza. Jest przeciwny tradycji (a już szczególnie takiej "narzucanej przez Kościół katolicki"). Nie lubi spotkań, zwłaszcza rodzinnych. Skrajnie denerwuje go robienie zakupów i ludzie w sklepach, no i te świąteczne wydatki. Porządki? - a po co? i czy koniecznie właśnie teraz? Złości go to,że ja chcę pójść do kościoła. Złoszczą go puszczane w radiu kolędy. Złości go to, że nie może usiąść do Wigilii w ukochanym dresie. I że na Wigilię jest karp, a nie kiełbasa (u nas już nie karp, tylko mintaj, bo nie ma w nim ości, a on zawsze trafiał na ość). I te de, i te pe... A ja jestem tradycjonalistką, chciałąbym tego nastroju, tego domowego ciepełka, takich świąt, jakie pamiętam z dzieciństwa. Smutno mi, że tylko ja siedzę z maluchami przy świątecznym stole i w coś tam się bawię - a mąż/tata zawinął się w koc i śpi. Wywalczył już, że na świąteczny obiad nigdzie nie idziemy. Więc ja zjem z dziecmi, on nie jest głodny, zje coś tam sobie póżniej. A potem siądzie do komputera. A wieczorem obejrzy sobie horror z kasety. Kolejne święta według tego samego schematu... Jest mi potwornie smutno. Od siedmiu lat. Może to jednak był błąd, tak bardzo się różnimy... I przestaliśmy umieć spędzać czas ze sobą. Każde po swojemu, każdemu potrzebne co innego. Byłby chyba najszczęśliwszy, gdybyśmy nic od niego nie chcieli. Szukam sposobu na nas, i nie widzę. Może wyjazd w góry - ale nie... Wyobrażam sobie tę koszmarną drogę, i pretensje i narzekanie na wszytko. Nie mam już siły być dyżurną optymistką. Też chciałabym zawinąć się w koc, sama, i wypłakać. Nie mogę. Dzieci nie powinny widzieć. Boże, nie myślałam, że do tego kiedyś dojdziemy ...