Gość edziecko: Fuga
IP: *.*
17.01.03, 12:18
Wiecie – zastanawiam się ostatnio, czy ja się czepiam, bo nie mam innych problemów, czy ja mam rację.Otóż od jakiegoś czasu staram się włączyć mojego męża do życia i obowiązków domowych.Nasz plan dnia po pracy wygląda tak, że kiedy ja nie zajmuję się Karolą, to sprzątam, szoruję, odkurzam, wstawiam, wyjmuję, rozwieszam pranie, prasuję, czyszczę etc.Codziennie myję podłogi, ma Mała raczkuje.Natomiast mój mąż oczekuje, że kiedy wróci z pracy będzie cały czasa. leżał z gazetą pogryzając słodyczeb. siedział na kompie grając w wirtualne szachy pogryzając słodyczec. oglądał filmy na dvd pogryzając słodyczeNie robi w domu TOTALNIE nic, kiedy zmusiłam go do wyrzucenia choinki – owszem wyrzucił ją przez okno ( żeby nie zabrudzić igłami klatki schodowej) ale niestety już jej spod tego okna nie zabrał do śmietnika. Dla mnie to jest totalny obciach i lekceważenie sąsiadów, ale choinka jak lezała tak leży. 2 tygodnie.Pytacie dlaczego ja tego nie zrobię – bo ja nie mam siły robić wszystkiego sama – nosić śmieci, robic zakupów, sprzątać – a i tak w ogólnym rozrachunku usłyszę – ze ja robie niepotrzebne rzeczy zamiast się zajmować dzieckiem.Ze on jest biedny, zmęczony i wycieńczony a ja go ciągle krytykuję.Podzieliliśmy się płatnościami – efekt – odłączyli nam Internet i kablówkę ( pisze z pracy ) , od 3 miesięcy nie zapłacone za telefon stacjonarny.OD 6 miesięcy szuszę mu głowę, żeby się zapisał do urologa – ma złe wyniki – bez efektu – a jest to kwestia 1 telefonu do Luxmedu.Jestem już strasznie zmęczona posiadaniem w domu wiecznie niezadowolonego nieroba.Nie wiem, czy to kwestia totalnego lenistwa?Tłumaczę, proszę – kochanie – zapisz się na siłownię, poruszaj się, od razu Ci się humor poprawi – nie, bo nie.Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby schudł – choć od naszego ślubu przytył 11 kilo – mi to nie przeszkadza, chciałabym tylko, żeby był zadowolony z siebie i z życia.Nienawidzę poranków – to znaczy jest super do kiedy on nie wstanie – mała się śmieje, Luda ( opiekunka gotuje małej kaszkę ) ja się wybieram do pracy – a potem wstaje Pan wiecznie skrzywiony i mi się odechciewa wszystkiego.Napiszecie, że może on mnie nie kocha i się meczy – ale – droga wolna, jeśli tak – ja nie bronie mu odejść – Ja chcę po prostu mieć w domu mężą i mężczyznę a nie małego chłopca, który na wszystko mówi – zaraz – i kompletnie nie można na niego liczyć.Sama już nie wiem co zrobić – mówie spokojnie, tłumaczę, Mateuszu zależy mi na Twoim zadowoleniu, nie chcę Ci dokuczać, ale zycie rodzinne nie polega na leżeniu na kanapie cały czas po przyjściu z pracy. Uśmiechnij się, zróbmy cos razem…Ale On nie chce, chce się zamknąc sam, sam jeść, sam czytać.Wiem, ze to kwestia domu, jego matki, która go nie wychowywała, ale On nie może tego zrozumieć, że nie jest już małym chłopczykiem, który siedzi zmkniety w swoim pokoju…Jej, musiałam się wygadac, żeby mieć siłę znów wrócić do domu, uśmiechać się, sprzątać, gotować, składać z Małą pod pachą, i uadawać, że nie widzę rozwalonego przed kompem mężą z piwskiem i ciachami w ręku.Kiedyś spotkałam się z radą, żeby starać się przypomniec sobie za co zakochałam się w tym mężczyźnie – otóż ja się zakochałam za cechy które dawno minęły – energię, zaradność, optymizm, uśmiech, fajne pomysły…Pozdrawiam Fuga