Czy ja się czepiam?

IP: *.* 17.01.03, 12:18
Wiecie – zastanawiam się ostatnio, czy ja się czepiam, bo nie mam innych problemów, czy ja mam rację.Otóż od jakiegoś czasu staram się włączyć mojego męża do życia i obowiązków domowych.Nasz plan dnia po pracy wygląda tak, że kiedy ja nie zajmuję się Karolą, to sprzątam, szoruję, odkurzam, wstawiam, wyjmuję, rozwieszam pranie, prasuję, czyszczę etc.Codziennie myję podłogi, ma Mała raczkuje.Natomiast mój mąż oczekuje, że kiedy wróci z pracy będzie cały czasa. leżał z gazetą pogryzając słodyczeb. siedział na kompie grając w wirtualne szachy pogryzając słodyczec. oglądał filmy na dvd pogryzając słodyczeNie robi w domu TOTALNIE nic, kiedy zmusiłam go do wyrzucenia choinki – owszem wyrzucił ją przez okno ( żeby nie zabrudzić igłami klatki schodowej) ale niestety już jej spod tego okna nie zabrał do śmietnika. Dla mnie to jest totalny obciach i lekceważenie sąsiadów, ale choinka jak lezała tak leży. 2 tygodnie.Pytacie dlaczego ja tego nie zrobię – bo ja nie mam siły robić wszystkiego sama – nosić śmieci, robic zakupów, sprzątać – a i tak w ogólnym rozrachunku usłyszę – ze ja robie niepotrzebne rzeczy zamiast się zajmować dzieckiem.Ze on jest biedny, zmęczony i wycieńczony a ja go ciągle krytykuję.Podzieliliśmy się płatnościami – efekt – odłączyli nam Internet i kablówkę ( pisze z pracy ) , od 3 miesięcy nie zapłacone za telefon stacjonarny.OD 6 miesięcy szuszę mu głowę, żeby się zapisał do urologa – ma złe wyniki – bez efektu – a jest to kwestia 1 telefonu do Luxmedu.Jestem już strasznie zmęczona posiadaniem w domu wiecznie niezadowolonego nieroba.Nie wiem, czy to kwestia totalnego lenistwa?Tłumaczę, proszę – kochanie – zapisz się na siłownię, poruszaj się, od razu Ci się humor poprawi – nie, bo nie.Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby schudł – choć od naszego ślubu przytył 11 kilo – mi to nie przeszkadza, chciałabym tylko, żeby był zadowolony z siebie i z życia.Nienawidzę poranków – to znaczy jest super do kiedy on nie wstanie – mała się śmieje, Luda ( opiekunka gotuje małej kaszkę ) ja się wybieram do pracy – a potem wstaje Pan wiecznie skrzywiony i mi się odechciewa wszystkiego.Napiszecie, że może on mnie nie kocha i się meczy – ale – droga wolna, jeśli tak – ja nie bronie mu odejść – Ja chcę po prostu mieć w domu mężą i mężczyznę a nie małego chłopca, który na wszystko mówi – zaraz – i kompletnie nie można na niego liczyć.Sama już nie wiem co zrobić – mówie spokojnie, tłumaczę, Mateuszu zależy mi na Twoim zadowoleniu, nie chcę Ci dokuczać, ale zycie rodzinne nie polega na leżeniu na kanapie cały czas po przyjściu z pracy. Uśmiechnij się, zróbmy cos razem…Ale On nie chce, chce się zamknąc sam, sam jeść, sam czytać.Wiem, ze to kwestia domu, jego matki, która go nie wychowywała, ale On nie może tego zrozumieć, że nie jest już małym chłopczykiem, który siedzi zmkniety w swoim pokoju…Jej, musiałam się wygadac, żeby mieć siłę znów wrócić do domu, uśmiechać się, sprzątać, gotować, składać z Małą pod pachą, i uadawać, że nie widzę rozwalonego przed kompem mężą z piwskiem i ciachami w ręku.Kiedyś spotkałam się z radą, żeby starać się przypomniec sobie za co zakochałam się w tym mężczyźnie – otóż ja się zakochałam za cechy które dawno minęły – energię, zaradność, optymizm, uśmiech, fajne pomysły…Pozdrawiam Fuga
    • Gość edziecko: bebejot Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 13:36
      Uwaga, będzie subiektywnie i dość brutalnie!!!!Kochana Matko Polko!Jak sama dobrze (a nawet za dobrze) wiesz, narodziny dziecka można porównać do wprowadzenia stanu podwyższonej gotowośći. Oznacza to, że WSZYSCY domownicy mają się "sprężać", aby sprawy domowe szły gładko, tzn żeby dzidzia była szczęśliwa, było czysto i schludnie, a mama i tata zadowoleni z życia. Twój szanowny Małżonek zdaje sie tego nie zauważać, celowo lub nie, jego problem. Taaak, o ironio to jego problem, bo Ty, Święta Kobieto, jesteś na najlepszej drodze, żeby na dobre zapomnieć dlaczego wyszłaś za tego gościa, a to oznacza, że któregoś pięknego dnia po prostu się rozejdziecie, a Tylko on na tym straci. Ty i tak jesteś samotną matką przy zachowaniu wszelkich pozorów życia w mzłżeńskim stanie.Moim zdaniem - on nie ma prawa tłumaczyć się zmęczeniem czy dołem psychicznym, nie ma prawa Cię strofować. Że niby Ty nie jesteś zmęczona, że niby Tobie nie należy się słodkie nieróbstwo przed tv, DVD, czy co tam innego włącznie ze słodyczami, a nawet extra kilogramami???? Moja rada? Żyj tak jakby go nie było. I tak robisz wszystko sama, więc demonstracyjnie usuń choinkę sprzed domu. Traktuj męża jak lokatora, tak, żeby poczuł, że jest niepotrzebny. Nie dawaj mu dziecka do zabawy pod różnymi pretekstami, nie gotuj - Ty nie byłaś głodna, a on jak ma ochotę to niech sobie coś zrobi albo zamówi. Rachunki opłać, bo nie ma sensu pogrążać domu, czyli prede wszystkim Twojego i dziecka schronienia.Z tego co pisałaś, rozmowy nic nie wniosły, a że masz do czynienia raczej z dużym chłopcem niż dorosłym facetem, to traktuj go właśnie jak tego pierwszego, z całą konsekwencją i niezłomnością charakteru. Przy tym wszystkim, nie dąsaj się tylko pokaż mu, ze jesteś ponad jego lenistwo, nieróbstwo i tak naprawdę, to masz gdzieś co on myśli i czuje. Trochę to wszystko brutalne, ale ja bym postapiła właśnie tak, nawet z moim facetem, którego bardzo kocham, choć też nie jest święty.Trzymaj się i nie zatracaj w tej niezdrowej sytuacji. Mam nadzieję, że wszystko minie razem z zimowymi roztopamiPozdrawiamBeciek
      • Gość edziecko: mamaMikołaja Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:17
        Droga FugoBardzo Ci współczuję sytuacji domowej, umęczenia i rezygnacji. Tak naprawdę nie ma tu jedynie słusznych rozwiązań, sytuacja jest patowa. Przerabiam to we własnym związku co jakiś czas :( . Wiem jak bardzo wtedy odczuwa się zniechęcenie, jak brak wiary w powodzenie i sens małżeństwa odbiera siły do życia. Że czasem żałuje się, że powołało się dożycia dziecko, bo bez niego można myśleć o sobie i odejść :( . Że cierpliwe znoszenie sytuacji sprzyja hodowli pasożyta-męża, rozmowy do nikąd nie prowadzą, a awantury odbijają się głównie na dziecku. Znam to wszystko tak dobrze, że aż mi słabo! Dlatego rada mojej poprzedniczki wydaje mi się trochę niedorosła, to metoda, która mści się wyłącznie na kobiecie (tu jest błąd w założeniu, przyjmuje, że ona haruje za dwoje a facet traktowany jak dziecko i pozbawiany zabawek za karę poczuje się głupio i sam zrozumie gdzie pies pogrzebany - to chyba nie tak, ale może się nie znam...) Nie daję Ci rad jak postąpić, wysyłam telepatyczne wsparcie, bądź mądra i miej siłę! Moja wielkiej mądrości babcia w takich razach to właśnie zawsze mówiła i pomagało. Może świadomość, że ktoś rozumie i kogoś obchodzi ma jakieś działanie terapeutyczne?? Kto wie...Pozdrawiam :hello:Jaga
        • Gość edziecko: bebejot Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:48
          Źle mnie zrozumiałaś.Nie chodzi o pozbawienie faceta zabawek, tylko, żeby na drodze pozawerbalnego komunikatu pojął,że rodzina wymaga partycypowania WSZYSTKICH jej członków w obowiązkach domowych. Rozmowa da mu kolejną okazję, żeby poużalać się nad sobą. Moim "niedorosłym" zdaniem Fuga już dawno powiedzała swoje - teraz czas na działanie.Właśnie - powinna być mądra i mieć siłę."Niedorosły" Beciek
        • Gość edziecko: bebejot do mamaMIkołajaRe: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:50
          Źle mnie zrozumiałaś.Nie chodzi o pozbawienie faceta zabawek, tylko, żeby na drodze pozawerbalnego komunikatu pojął,że rodzina wymaga partycypowania WSZYSTKICH jej członków w obowiązkach domowych. Rozmowa da mu kolejną okazję, żeby poużalać się nad sobą. Moim "niedorosłym" zdaniem Fuga już dawno powiedzała swoje - teraz czas na działanie.Właśnie - powinna być mądra i mieć siłę."Niedorosły" Beciek
          • Gość edziecko: mamaMikołaja Re: do mamaMIkołajaRe: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 15:47
            Przepraszam, nie chciałam Cię urazić. Kurczę, nie do końca jestem dobra w dyskursach w necie. Nie wiem, jak jest u Fugi, być może to, co proponujesz - zachowuj się jakby go nie było - przyniosłoby oczekiwany efekt. U mnie nie przyniosło (tak tak, byłam "niedojrzała" i tego też próbowałam, rezultat był opłakany :( ). Chciałam powiedzieć, że tu zmiana postępowania musi być bardzo radykalna, w facecie ma nastąpić trzęsienie ziemi. Oni są na tyle gruboskórni, że inaczej nie zauważą, po prostu. My wyprowadziliśmy się z domu na jakiś czas, to był najgorszy miesiąc mojego życia, bo wiedziałam, że muszę być konsekwentna - albo się zmieni sytuacja, albo pozew. Dziś żałuję, że tak postawiłam sprawę na ostrzu noża, może trzeba było więcej cierpliwości... Bo pomimo w miarę poukładanych spraw część uczucia odeszła od nas tamtej nocy. Pozdrawiam Cię Bebejot i emamy.Jaga
    • Gość edziecko: maciasty Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:32
      Zgodnie z poradnikiem A. Samsona reprezentujecie typowy model polskiej rodziny czyli mama-szympans (od wyciągniętych rąk od siatek) a tata praca-telewizja-sen. Pozwole sobie na cytat: "Polska zona i matka, zey byla dobra, musi byc zmęczona i zabiegana. Musi nosić monstrualne torby z zakupami, gotować obiady, myć umorusane potomstwo i w nieskończoność sprzątać mieszkanie(...) Krótko mówiąc, musi być tak "poświętliwa", żeby nikt, broń Boże, nie pomyslał, że stawia swój interes ponad interes dzieci i rodziny. Ów obraz "poświętliwej Matki-Polki" utrwalił się w naszej kulturze bardziej, niż to sobie wyobrażamy." "Są (matki)jak najbardziej godne szacunku, ale jednocześnie nie budzą sympatii i, w sumie, są złe dla swoich dzieci i tych, z którymi łączy je małżeńska wspólnota. Barchan, pot i łzy są ich wyobrażeniem o dobrej żonie i matce." i dalej: "Dzieci, proszę pań, wcale nie są zainteresowane posiadaniem mamuś o aparycji szympansa wlokącego do domu torby z zakupami. One chcą miec matki piękne jak Barbie, uśmiechnięte jak słoneczka na ich rysunkach i pełne życia jak Myszka Miki. Tak więc, matko, jeśli idziesz do fryzjera, odpoczywasz po obiedzie, czytasz ciekawą książkę czy kupujesz sobie nową bluzkę, robisz to też dla twojego dziecka (nie mówiąc już o mężu). Nie miej więc wyrzutów sumienia i rób to." A teraz o tatusiu: "Polski mąż i ojciec, żeby zasłużył sobie na miano dobrego, musi dużo pracować. (...) Polski mąż jest więc na ogół zmęczony i zmarnowany, a przynajmniej na takiego powinien wyglądać.(...) Psychika mężczyzn jest jednak z reguły tak ukształtowana, że czują się oni odpowiedzialni za swoje partnerki, dzieci i poziom życia, jaki mogą im zapewnić. To, w ich mniemaniu, świadczy o bezwzględnej wartości każdego z nich jako człowieka i reprezentanta swojej płci. (...) Najczęściej polski starający się mąż i ojciec zyskuje w rodzinie i małżeństwie specjalny status, którego treścią staje się, w gruncie rzeczy, przyzwolenie na funkcjonowanie w wymiarze praca-telewizja-sen. Na ojca przestaje się liczyć, a nawet zwracać nań uwagę. Wiadomo, że jesli jest w domu, to zapewne gdzieś tam sobie drzemie albo bez specjalnego entuzjazmu patrzy w ekran telewizora, nawet wtedy, gdy pokazują np. sposoby produkowania kompostu. Jeśli zaś go nie ma, to też wiadomo, że zarabia pieniążki. Czyli wszystko jest w porządku." "taki układ czyni zastraszające spustoszenia w związku małżeńskim" "z wzajemnej więzi, zrozumienia i bliskości pozostają wkrótce żałosne szczątki" taki mąż "zasypia snem sprawiedliwego, czując się dobrym, dbającym o rodzinę mężem i ojcem"Generalnie chcę powiedziec ze moze on nawet nie wie ze cos jest nie tak tkwiąc w schemacie, z ktorego otoczenie (blizsze i dalsze)jest całkiem zadowolone. Samson podkresla wielokrotnie ze najwazniejsze jest zachowanie owej wiezi i bliskosci np. poprzez robienie jak najwiecej rzeczy razem, w tym zarowno obowiazkow jak i przyjemnosci (wspolne wypady, rozmowy itd.). Klasyka, ale taka jest prawda. W innym wypadku milosc obumiera i zwiazek formalnie lub nie, rozpada sie. Samson twierdzi ze musi sie cos dziac, "a dzianie sie to przede wszystkim odmiana, to prezentowanie partnerowi coraz to nowych wydań własnej osoby, zarówno w sensie fizycznym, jak i psychicznym, to poszukiwanie okazji do wspólnych przeżyc i doświadczeń, to ruch." Nuda, rutyna, jednostajność, stagnacja - zabijają rodzinę. Samson daje tez konkretne rady, ale nie jestem w stanie tego wszystkiego napisać, może jedną: "zmieniaj wszystko z wyjątkiem partnera" "wymyśl coś, choćby wspólny spacer, grę w karty albo w chińczyka"Mam nadzieję, że to działa.
      • Gość edziecko: Lkasia Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:56
        Gosiuja mam podobne problemy z moim mężem - myślę, że duże znaczenie ma tu to , że nasi chłopcy tak zostali wychowani i my, żeby ich troszkę zreformować musimy się nieźle nagimnastykować , ale kochana i z tym damy sobie radę :) i może czasami warto troszkę wyluzować - bo nic się nie stanie jak podłogę umyjesz co dwa dni- nie bądź niewolnikiem we własnym domu Karoli nie powinno to zaszkodzić (moja córeczka jest też na etapie zabaw na podłodze) - a jutro poproś męża by zrobił śniadanko :) mam nadzieję, że nie odmówismile :)Nie skreślaj Mateusza - przecież jest dobrym człowiekiem(czytałam kiedyś Twój post na "samodzielnej"). Mam nadzieję, że i Ty i ja damy radę "złym" przyzwyczajeniom naszych chłopaków - ja w to wierzę , a wiadomo wiara przenosi góry a miłość wszystko wybacza(no prawie wszystko)winkpowodzeniaKasiap.s.jak bedziesz chciała się wyżalić lub pochwalić pisz na priv :)pozdrawiam cieplutko :)
      • Gość edziecko: Anika Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 15:03
        Cóż to za mądra książka? Proszę o tytuł,Ania
        • Gość edziecko: maciasty Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 15:36
          A. Samson "Jak przetrwać w małżeństwie" nieskomplikowana i wesoła, nawet moj slubny łyknął i mu nie zaszkodziło :-))
    • Gość edziecko: eBeata Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 14:48
      Podpisuję się pod maciastym.Nie zgadzam się absolutnie z beciekiem, to droga do rozkładu a nie odbudowy. I jak można w ogóle proponować odsuwanie dziecka od ojca??!!!Choinkę bym zabrała, bo wyfrunęła z WASZEGO okna. Jak po psie, musisz sprzątnąć po mężu :-) .
      • Gość edziecko: Anika Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 15:14
        Gosiu, nie wiem co Ci poradzic, co prawda mój mąz też nie jest aniołem. Ale jest mniej oporny ;).Jedno co nasunęło mi się na myśl to , że powinnaś ograniczyć obowiązki domowe do minimum. Wtedy ty też będziesz mogła zrelaksowac się po pracy, pobawic z córcią. Nie rozumiem po co myc codzienne podłogi, odkurzać. Michał też raczkował, ale ja podłogę myłam raz w tygodniu. Nielepiej umyc Karolci częsciej łapki :). A pranie , przeciez można wstawic w weekend. Jest wtedy więcej czasu.No ale nie podlega dyskusji, że nie powinno być to wszystko na twojej głowie.Trzymam kciuki, Ania :hello:
    • Gość edziecko: ez Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 15:54
      Wiesz u mnie też jest różnie. Mariusz został wychowany w domu "mamy-szympansicy" :). Ale nie wyobrażam sobie, żeby nie obrał ziemniaków jak ja opiekuję się Asią, żeby nie przewinął pieluchy gdy gotuję obiad, nie wyrzucił śmieci. Ale ja mam męża, który lubi porządek i to ja jestem bardziej bałaganiarską częścią naszego małżeństwa. Nieraz proszę go o coś a on zapomina, ale mi też to się zdarza. Nieraz czuję, ze to niesprawiedliwe, że ja pracuję więcej bo dom, dziecko, praca. Ale potem przychodzi refleksja że nigdy nie da się podzielić czegoś pół na pół i on też dużo robi. Najfajniejsza jest teściowa, która jak proszę Mariusza o przewinięcie Asi a sama idę do łazienki zrobić makijaż stwierdza Przecież ty jesteś matką z wielkim wyrzutem na co ja A on jest ojcem.Jak to osiągnęłam? ciężką pracą, rozmowami, pokazywaniem. Nie mówiłam Nie sprzątasz tylko nie wyrzucasz śmieci. Pokazywałam dokłądnie co ma zrobić. Jak do dziecka. Dawałam wybór no to kochanie albo umyjesz podłogę, albo zajmij się Asią co wolisz. Jakoś zadziałało.Życzę sukcesu. Spróbuj choć trochę go zmienić jeżeli się nie uda wtedy rozmyślaj nad inną ewentualnością
      • Gość edziecko: Fuga Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 16:22
        Dzięki za odpowiedzijeśli chodzi o metodę - totalnego olania - to si,e nie sprawdza - On poprostu wtedy się cieszy, że wreszcie ma święty spokój. A wiem, że jeśli sama odniosę choinkę ( co dziś uczynię ) to nic to nie da - powie obrażonym tonem - przecież mówiłem, że dzis to zrobię.Jeśli chodzi o metodę - ty zrób to a ja tamto - stosowałam - mówię - wolisz, zeby się zajęła dzieckiem czy odkurzała - oczywiście woli, żeby odkurzała, więc odkurzam, Mateusz pusza Mała na podłogę, ta przychodzi do mnie, uderza się o odkurzacz i jest afera - on obrażony dlaczego ja na niego krzyczę, przecież TO NIE JEGO WINA, że mała sie udezryła.Kiedy prosze - umyj podłogi - ( jest ich niecałe 70 m2, nie 300 ;)) mówi - ja nie bedę mył j.... podłog - on uważa, że to uderza w jego męskośćwiecie - to jest toksyczne, bo ja całymi dniami powtarzam sobie - nic mu nie powiem, bo się obrazi i bedzie w domu jeszcze gorzej i to we mnie siedzi az do momentu kiedy wybucham, po rpostu czasem mam ochote mu przywalić.A najgorsze jest to, że ON nie widzi swojej winy, nigdy, jest strasznie przewrażliwony na swoim punkcie, jak jego boli to jest koniec świata, a jak mała chora, ierpiąca, z zapaleniem uszków z płaczem łapała go za nogi żeby ją wziąłna ręce - to się z niej śmiał. Jezu, taka obojetność na krzywdę dziecka - ja płakałam na sam widok cierpenia w małych oczkach...Nie mówiąć o tym, ze to on mała przeziębił - wziął ja na spacer (godzinny ) gdy było -20, mimo, że mówiłam że nie wolno. I wiecie, On nie widzi swojej winy, mówi, że to wirus...Musiałam się wypisać, bo tłamszę te pretensję i niechęć do niego, bo nie chce w domu awantur ze wględu na dziecko ale czasem po prostu już nie mogę...Muszę się jakoś wygadać i wypisać
        • Gość edziecko: Aluc Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 17:03
          Fuga, będzie bardzo subiektywnie, za to bardzo praktycznienienawidzę sprzątania i doskonale rozumiem twojego męża, jeśli mówisz, że propozycja umycia podłogi uderza w samo sedno jego męskości ;) w moje samo sedno kobiecości taka propozycja też by uderzyła "co, uważasz, ze ja się już tylko do mycia podłóg nadaję?!" :lol: niemąż nienawidzi sprzątania jeszcze bardziej niż ja, więc nawet nie śmiem mu takich propozycji składaćjednocześnie - jak zwykle w takich przypadkach - obydwoje lubimy, jak jest czysto, porządek i tak dalej :grin:jak to pogodzić? ano pani do sprzątania - wydatek kilkudziesięciu złotych tygodniowo pozbawia cię problemu brudnych podłóg, zasyfionego zlewu i leniwego męża ;)w dodatku pozwala na błogie nasyfienie do rzeczonego zlewu w przeddzień przyjścia pani do sprzątania bez żadnych bolesnych i śmierdzących konsekwencji :lol:w dodatku pani wyprasuje niemęża i moje koszule, czego też nie cierpięoraz wyjmie z pralki i powiesi pranie, czego... ale to już chyba mówiłam :spookie:też mam raczkującego synka i zaręczam, że wystarczy sprzątać raz w tygodniu, a kurz, co go Maksio zje przy okazji, tylko go lepiej uodporni na przyszłość :Di ma rację twój mąż, że zajmujesz się zupełnie niepotrzebnymi rzeczami :grin:a już tak zupełnie i śmiertelnie poważnie - wiedząc troszkę o waszych zagmatwanych relacjach, idę o zakład, że lwia część tego obsesyjnego dbania o porządek w domu jest wyrazem twojej agresji skierowanym przeciw niemu, jak to podobno często u kobiet bywa. Zamiast mu nawrzucać, to z pasją będziesz trzepała dywany. Odstaw szczotkę i odkurzacz i usiądź obok niego na kanapie - nawet jak wam się porozmawiać nie uda, to przynajmniej w spokoju trochę telewizji pooglądasz ;)
          • Gość edziecko: magdaka Re: Czy ja się czepiam?- do Aluc IP: *.* 17.01.03, 17:33
            i co przez tydzien do przyjscia "pani od sprzatania" zyjesz w takim syfie????ciekawe co mysli sobie o was ta pani?tacy wyksztalceni ,niby na poziomie a brudasy.......Przeciez to jest normalne ze czlowiek po sobie sprzata,ciebie hanbi sprzatanie?nie mam tu nic przeciwko zatrudnianiu osoby do pomocy,ale sposob w jaki napisalas .......nasyfic i tak przyjdzie pani i posprzata.......
            • Gość edziecko: Aluc Re: Czy ja się czepiam?- do Aluc IP: *.* 17.01.03, 17:42
              ejże, napisałam, że w syfie żyję tylko wieczorem w przeddzień przyjścia pani ;)
              • Gość edziecko: kasiunia Re: Czy ja się czepiam?- do Magdaka IP: *.* 17.01.03, 17:53
                Jezus Maria do czego to już doszło?! będziemy sobie teraz na forum od brudasów wymyślać? no bez przesady! a jeśli nawet Aluc żyłaby przez tydzień w syfie, to co? przeciez to jej sprawa!kasia
                • Gość edziecko: Aluc Re: Czy ja się czepiam?- do Magdaka IP: *.* 17.01.03, 18:15
                  dzięki Kasia :jap:a dla magdaka słowo wyjaśnienia:jesli doczytałaś mój post do końca, to powinnaś zauważyć, że traktuję spór o to, kto ma sprzątać w domu, jako temat absolutnie zastępczy wobec problemu numer jeden czyli relacji między Fugą a jej mężemFuga próbowała (chyba próbowałaś, co Fuga?) rozmawiać z mężem o sprawach dość abstrakcyjnych - że się nie angażuje, że jest obok, i to było przysłowiowe rzucanie grochem o ścianę. Więc znalazła sobie temat konkretny "ty nie sprzątasz, a tylko brudzisz". Niestety problem grochu pozostał. Pozbycie się problemu zastępczego, czyli utrzymywania porządku w domu, być może spowoduje sprowadzenie konfliktu i dyskusji między nimi na właściwe tory. na marginesie - umiejętność sprzątania po sobie nie czyni jeszcze porządnego człowieka ;) co jest bardziej porządne i kulturalne - sprzątanie po sobie, czy utrzymywanie porządku uczynionego przez innych - pozostawiam do samodzielnego rozważenia :grin:
                  • Gość edziecko: magdaka Re: Czy ja się czepiam?- do Magdaka IP: *.* 17.01.03, 18:34
                    Alucoczywiscie ze nie twierdze ze sprzataja tylko porzadni.Ja jestem strasznym balaganiarzem i ogolnie nie lubie sprzatac.Ale juz wole posprzatac niz gotowac.Tego nie lubie bardzo.I to robi moj maz.Chyba chodzi o to zeby sie dzielic obowiazkami.Ruszylo mnie tylko to w jaki sposob napisalas o problemie /?/ sprzatania a szczegolnie jak przedmiotowo traktujesz osobe,ktorej za to placisz.MagdaNie bylo moim celem cie obrazic.
            • Gość edziecko: żona Re: Czy ja się czepiam?- do magdyka IP: *.* 17.01.03, 19:01
              Podobnie jak Aluc mam panią do sprzątania, która przychodzi raz w tygodniu. A do tego mam w domu nie tylko męża ale jeszcze trzech chłopaków - 2,11 i 16 lat. I wcale nie mam brudnego domu przez tydzień. Odkurzam co drugi dzień przy czym Adaś ma niezłą zabawę i myję zlew w kuchni codziennie wieczorem. A to naprawdę zajmuje chwilę. Wydatek na panią do sprzątania nie jest duzy biorąc pod uwage korzyści z niego płynące.A koszule męża, których uzywa w zastraszających ilościach tudzież inne wielkogabarytowe pranie - pościel, ręczniki itp. zabiera pralnia na telefon i przywozi wnosząc na czwarte piętro. danka
        • Gość edziecko: bebejot Sprzątanie???Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 23:08
          Fuga,O ile dobrze Cię rozumiem, to nie sprzątanie jest w Waszym związku problemem. Dziewczyny dały Ci sporo całkiem fajnych rad, które z powodzeniem stosują i pewnie u Ciebie po mniejszych lub wiekszych perturbacjach pewnie dałoby się zastosować. Odnosze wrażenie, że jesteś osobą energiczną, "żadnej pracy się nie boisz". Czy tu chodzi o to, że ON Ci nie pomaga, czy o to, że że jest tak bardzo obojętny na Twoje starania i dobro dziecka?Sorry, ale te "numery" z Malutką by u mnie nie przeszły. Jedna z dziewczyn skrytykowała mnie za to, że jestem za pozbawieniem ojca kontaktu z dzieckiem. W obliczu tego co powyżej napisałaś - podtrzymuję swoje zdanie.Prośbą, groźbą, tłumaczeniem, wizytą u psychologa, modlitwą, "wyluzowaniem" czy nie wiem sama czym po prostu MUSISZ jakoś na niego wpłynąć. Ty znasz męża najlepiej. Ta sytuacja godzi w Ciebie i dziecko, nie pozwól na to, żeby rozpadła się Wam rodzina, a Twoja energia używana była głównie na tłumienie w sobie emocji, "bo będzie w domu jeszcze gorzej".Jeżeli masz ochote, napisz na privaTrzymaj sięBeciek P.S. Polecam w. Eichelberger, A. Samson, A. Sosnowska "Dobra miłość Co robić, żeby nasze dzieci miały udane życie" Jest tam troche o tym jak destrukcyjna dla dziecka jest ciężka atmosfera w domu. Może podsuń to mężowi?....
    • Gość edziecko: feratu Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 16:58
      Hey Fuga – wiesz ja wczoraj chciałam napisać bardzo podobny post :-) Od kiedy z musu siedzę w domu dopiero odczułam co to znaczy być sprzątaczką na pełnym etacie hehehe ;-) Zaczynam marzyć o tym, żeby uciec z tego domu.. lub po prostu o tym, żeby sprzątać tylko po sobie, tylko – banał, prawda :-)Ale pokrótce.. Moim zdaniem problem leży w wychowaniu, tak jest w przypadku mojego faceta. Całe jego życie, ktoś po nim sprzątał, we wszystkim go wyręczał.. Najpierw mama, babcia, a potem dziewczyna, z którą wcześniej był. Hrabia nie musiał niczego tykać paluszkiem, wszystko podstawione pod nos, przyzwyczaił się, a potem trafił na mnie hehehe :-) i tu zaczyna się problem! Zostałam tak wychowana przez rodziców, że uważam, że mam takie same prawa jak mężczyzna. W moim światopoglądzie nie mieści się coś takiego, że ja musze, bo to mój obowiązek, a on nie, bo jest facetem i tyle. Były już awantury, proszenie, chyba wszelkie metody. Poprawia się na jakiś czas, wszystko jest ok., a potem znowu swoje i tak naprzemiennie przez cały ten czas. Teraz jest tak, że facet nawet po sobie szklanki nie umyje, nie mówić już o innych rzeczach typu wanna, czy odkurzanie i co mam z tym zrobić? Jego argument jest taki – skoro siedzisz w domu, a ja pracuje, to chyba możesz to zrobić? W porządku, ale czy Ty siedzisz w pracy 12 na dobę. Nie! To chyba jak jesteś już w domu, to możesz coś po sobie sprzątnąć. Cisza. :-)Nie poradzę Ci nic kochana, nic, a nic. Bo ja sama nie wiem co robić, choć w głowie rodzi mi się ostatnio misterny plan hehehe ;-) Myślę, że to jest wykorzystywanie kogoś i jego uczuć, no bo przecież on też widzi, że w zlewie pełno, czy że trzeba włączyć pralkę, tylko po co skoro ona to zrobi. Na dodatek doszło do mnie ostatnio super stwierdzenie od treściwej. Dyskusja toczyła się o zamieszkaniu z nimi w ich domu. Ja trochę się obawiałam i próbowałam wybadać grunt, jak ona to widzi. A ona z tekstem – no przecież to jest oczywiste, że od sprzątania, gotowania i opierania Robert ma Ciebie, ja nie będę się do niczego już wtrącała!!! A ON??? Zgubiłam chyba wszystkie zęby - Boże niektórzy ludzie nadal tak myślą. Kobieta do garów, a facet do gazetki... Osobiście – nie dziękuję!!!Pozdrawiam, Feratu :-)
      • Gość edziecko: Lkasia Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 17:19
        właśnie tak jest - mamuśka wychowa synka na takiego co to po sobie nic nie sprzątnie- bo od tego jest ona, a w przyszłości żona i już kiedyś była tu dyskusja na podobny temat i koleżanki mówiły, że nie będą swoich synków wychowywać na takich co to mają kobitki do usługiwania...a powiem Wam jeszcze, że prawie 2 lata temu urządzaliśmy sobie kuchnię i mój mąż podjął się układania kafelków na ścianach - dodam ,że nie jest to prosta sprawa- przyszedł znajomy, który pokazał jak mato robić i mówi "śmiało , na pewno sobie poradzisz, będziesz dumny jak sam sobie ułożysz kafelki i itp." za chwilę do naszej kuchni wpada teściowa i mówi do mojego męża - "zostaw to , Ty to nie potrafisz takich rzeczy robić, tylko popsujesz , niech przyjdzie fachowiec i Wam ułoży , ty się do tego nie nadajesz" ale człowiek , który instruowała mojego męża powiedział mojej teściowej , żeby poczekała na efekt końcowy i dała mu szansę- wiecie co okazało się, że jej synuś co to nic nie potrafi ułożył kafelki tak, że teściom "koparki opadły" i nie mogli się nadziwić jakie zdolne dziecko mająsmile bo na prawdę efekt jest super - co z tego, że zajęło mu to dużo czasu - ale moja teściowa taka już jest i zawsze wyręczała swoich synów - a oni naprawdę potrafią i mogą sprzątać , uprasować , zrobić dobry "łatwy" odbry obiad jak tylko chcą, ale nie zawsze chcą .... i w tym problem :(
        • Gość edziecko: Vase Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 19:29
          U nas podobnie jak u Aluc. Zadne z nas nie lubi sprzatac, ale oboje lubimy jak jest czysto :grin: Ale, poniewaz maz pracuje zawodowo, i to wcale nie w biurze (jeszcze w ciazy duzo czasu z nim spedzalam w pracy i nieraz widzialam jak mu sie pot strumieniem lal po twarzy) i to on przynosi pieniadze, ja uwazam, ze dom jest moim "zadaniem". (oraz wydawanie owych pieniedzy ;) ) Ktoras z Was napisala, ze maz nie spedza w pracy 12 godz. Ale czy Ty na sprzataniu tyle spedzasz? Chyba nie :) Ja nie, a naprawde mam co sprzatac!Plus oczywiscie inne takie, jak zakupy, pranie, gotowanie - wiadomo, ze ja. Z tym, ze nikt mnie nie zmusza. Jak nie kupie, nie ugotuje - to sobie inaczej radzimy (take away). Natomiast maz robi w domu np. polki, kafelki wlasnie, naprawi kran, boiler, powiesi firanki.. A jak mielismy stary odkurzacz to odkurzal, bo ja jestem "uczulona" na kurz.Zajmowanie sie dzieckiem nie jest praca wiec bawi sie z malym, czy kapie go czy zmienia pieluche ktorekolwiek z nas - lub razem.Wiadomo, ze jak oboje pracujecie sytuacja jest inna. Wiesz, musze przyznac, ze jak pracowalam, to tez mi sie wydawalo, ze robie wiecej. Bo pierwsze co robilam po powrocie to gary i ogolne "ogarniecie" chalupy. No, ale znowu, poniewaz to ja wracalam do domu pierwsza - ja to robilam. I uwazalam, ze to calkowicie ok. Reasumujac, wcale nie uwazam, ze sie czepiasz. Rozumiem Cie, bo sama sobie czasem cos pomysle gdy latam z wywieszonym jezorem, a Moje Kochanie przed komputerem. Ale wtedy sobie przypominam jak to on musi wstawac "ciemna noca" i wychodzic na deszcz i wiatr, a ja sobie w cieplutkim lozeczku tule nasze Malenstwo.. :love: I tak sie Swiat kreci.. :crazy:
          • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 17.01.03, 20:15
            My tez my tez ;)Tez mielismy dluuugie lata pania do sprzatania co na 36m2 bylo o tyle smieszne (kobieta nie umie takiego malego mieszkanka posprzatac...) co bezsensowne (przy trojgu dzieciach zawsze jest balagan...) ale za to pani sprzatala i problem sprzatania rozwiazywal sie sam ;) wraz z problemem extra gotowki ;)Co do zmywania- po dlugich okresach hodowania glonow w brudnych rzaczach i tysiacy i dwoch awanturach postawilam sprawe jasno- albo kupujesz mi (kochasiu) zmywarke albo zmywamy na zmiany. Kupil zmywarke ktora nawet z przyjemnoscia wlacza ;)I tak robie ze wszystkim- umawiamy sie ze np on zrobi zakupy. Podaje mi termin (np we wtorek) potem ja we wtorek robie dodatkowa akcje informacyjna i juz. Robi zakupy. Dzieci sprawe rozwiazuja upierdliwoscia. Tata obiecal isc na lyzwy a lezy dologiem. 3 corki zaslaniajace ekran i medzace nad uchem sa nie do przejscia ;)Co do zdrowia meza... coz... nie mam wplywu na rzeczy niewlasne. Dzwonie do lekarza zamiawiam wizyte. Idzie to idzie nie idzie to na udawanie chrego stworzonka mowie ze wcale mi go nie zal ;) ja do lekarza chodze ;)Fuga wiem ze to brzmi absurdalnie, ale wyluzuj. Przeciez nie nalezycie do osob nie majacych na chleb. Kupcie wiec sobie komfort. Rachunki placi bank, pani sprzata, zmywarka zmywa, itd. Przeciez oboje pracujecie i to przypuszczam ze naprawde duzo. Nikomu sie nie chce ale kobity jak madrze napisala aluc biera sie za sprzatanie umyslnie robiac tym duzo halasu (niech uslyszy i pozaluje...) ewentualnie robia to w ogromnej ciszy (niech nie widzi jak sie mecze pasozyt jeden) zamiast wziac na luzik, jak za panienskich czasow przeca umiemy a facetowi ktos wzial problem z glowy i caly happy.I sprobowalambym pogadac z mezem ale nie podczas sytuacji zapalnej. Napisalabym list. Czy cos. Umowila sie na rozmowe w restauracji nie po to by powiedziec Bo ty na mnie zwalasz tylko jasno i krotko- jest tak ze kibli nie czyszcza krasnale. I cos z tym razem robimy, albo nie razem, a nie JA robie a ty masz czysty ;) Maz nie chce sprzatac- voila- niech wymysla z toba razem zeby czyscily sie same te kible co jak wiadomo jest miarka udanego malzenstwa. U nas sie od niedawna czyszcza same bo ja juz wole kible czyscic niz zastanawiac sie kto kogo nie lubi i dlaczego.... w koncu jestem mala wredota siedzaca godzinami przy kompie i prosta jak budowa cepa nie?Trzymam kciuki ;)
            • Gość edziecko: mysha Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 18.01.03, 00:05
              Fuga, czy Twój mąż ma brata bliźniaka, bo coś bardzo "Mateuszopodobne" mieszka w moim domu...Opowiem Ci tylko jedną, najświeższą historyjkę. Wstałam rano. Szybko ogarnęłam dom. Ściągnęłam i rozdzieliłam pranie. Pobiegłam po zakupy. Wróciłam. Pobiegłam na pocztę.Zadzwonił Pan od którego mialam w centrum miasta odebrać krzesełko dla dziecka. Pojechałam. Wróciłam z krzesełkiem do domu (po drodze byłam w banku i w sklepie). W domku pomyślałam "to teraz zjem sobie sniadanko" siegam po buleczki po które poszlam rano do sklepu. Buleczek nie ma. Marcin zjadł wszystkie. Zacisnęłam zęby i pojechałam do marketu na duże zakupy. Kupilam i bułeczki i inne pierdoły. Wrociłam, rozpakowałam... sięgam po bułeczke (wreszcie) otwieram lodówkę i... szok, moja ulubiona wędlinka, którą kupilam rano z bułeczkami też wyżarta!!!Dodam tylko że w czasie kiedy ja latałam po mieście jak kot z pęcherzem żeby wszystko zalatwić Marcin siedział przed komputerem i ogladał komputery na allegro!!!! (no i wyzerał bułeczki i wędlinę)...Siadłam i się rozpłakałam. Z żalu, ze jestem w tym domu gorzej niż gosposia, że nikt się o mnie nie troszczy, nawet przez minutkę...Moze historyjka jest banalna, ale chciałam Ci powiedzieć, że dobrze Cię rozumiem. Mi też ręce opadają, jak nie wiem w co je najpierw wlożyć, a On ma swoje na klawiaturze kompa...Postanowiłam zatem mniej się martwić domem (jak już będzie brudno jak na smietniku, to albo się jakoś dogadamy, albo kogoś wynajmiemy). Więcej martwić się sobą (własciwie nie widziałam styczniowej premiery w Teatrze Współczesnym) i spokojnie czekać co z tego wyniknie...Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki żebyś i Ty sobie jakoś to wszystko ułożyła!!!!
          • Gość edziecko: feratu Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 18.01.03, 00:23
            Cóż Vase, jeśli Ci dobrze w takim układzie, to bardzo się cieszę, że chociaż Ty jedna nie masz powodów do narzekania hehehe :-)W moim związku chodzi o to, że skoro on nie pracuje 24 na dobę to i ja nie musze sprzątać 24 na dobę. Skoro ja mogę zarabiać dodatkowymi zleceniami, do tego uczyć się, to on może po przyjściu z pracy użyć rączek – to żadna hańba :-) Ja nikogo nie wykorzystuję i nie chce żeby ktoś mnie wykorzystywał – nie ma w tym nic złego przecież ;-) Pragnę równości, bo mam do niej prawo :-)Pozdrawiam, Feratu :-)
            • Gość edziecko: Vase Re: Czy ja się czepiam? IP: *.* 18.01.03, 02:32
              Wiesz co feratu? Dalyscie mi do myslenia! ... Teraz to juz sama nie wim czy mi z tym dobrze, czy nie. Hmm...Wiem jedno, nienawidze balaganu, no. I jak ja mam sie wieczorkiem wyluzowac z lampka wina np. jak wiem, ze w zlewie gary (zmywarki sie jeszcze nie dorobilismy :) ) , w pralce "gnije" pranie, a w ogole wszedzie gazety, zabawki, szklanki.. itd?
              • Gość edziecko: Gosia1 Re: Czy ja się czepiam? do Vase IP: *.* 18.01.03, 20:28
                Z nieba mi kobieto spadłaś! Pokazałam Twojego posta mężowi...Widzisz, On mi non stop truje, że ja to nienormalna jestem, bo nie umiem odpoczywać. A ja dokładnie tak samo, jak Ty - nie odpocznę, jak wokół mnie bałagan. Mnie te cholerne gary w zlewie łażą po głowie, a kurz i pyłki gryzą w kark...:lol: No nie idzie się wyluzować i tyle. Najpierw szybciutko sprzątam (codziennie odkurzam ze względu na kota i alergię Misia-Kobisia - odkurzacz antyalergiczny mam), no i podłogę na mokro zmywam, bo kocie sierści w koty się zbijają...:lol: a po co mi w domu tyle kotów. Dopiero jak jest już wszystko zrobione, co przy codziennym sprzątaniu zabiera naprawdę kilkadziesiąt minut, po obiadku (i po pozmywaniu) zasiadam sobie na narożniczku, nalewam kieliszek nalewki mojego wykonania i się delektując luzuję! :lol: Nie potrafię inaczej, no nie potrafię. I wiem, że to JA jestem biedna...Mam nadzieję, że na starość mi minie! :crazy:Gosia
                • Gość edziecko: Vase Re: Czy ja się czepiam? do Vase IP: *.* 19.01.03, 13:58
                  He! He! A jaszcze jako nastolatka nic mi nie przeszkadzalo i bylam w domu nazywana "balaganiara" :lol: To moja mama ciagle latala ze szmatka i mowila "Jak ty kiedys bedziesz zona i matka? Jaki facet z taka balaganiara wytrzyma?" A ja obiecalam sobie (?), ze u mnie w domu tak nie bedzie! Ze nie bede wszystkich gonila do sprzatania.Dopiero mi sie zmienilo jak poszlam "na swoje"
                  • Gość edziecko: AniaAsi Re: Czy ja się czepiam? - dlaczego są dwa takie same wątki? IP: *.* 20.01.03, 10:31
                    No właśnie - nie pierwszy raz są dwa takie same wątki. Ja miałam szczęście się "doczepić" do tego co uszedł w niepamięć, ale co tam - prześlę jeszcze raz to, co już tam napisałam :-) . Trochę podobne do rady EZ, czyli może nie tylko u mnie odnosi skutek...Mam dla Ciebie głupią radę, ale skutkuje: KOMUNIKATY. Oni (panowie naszych serc) nie zawsze są skonstruowani by się domyślać, być pomocnym ot tak z potrzeby serca albo żeby nas odciążyć. Trzeba komunikować - wyrzuć śmieci, rozładuj pralkę, zmywarkę, pościel łożko, przewiń, pobaw się, itp. Krótko, bez wyjaśnień. I egzekwować niemal natychmiast - miło, łagodnym tonem ale bez znoszenia sprzeciwu.To naturalne leniuchy i hedoniści, polecenie działa lepiej (moim zdaniem) niż dyskusje, wyjaśnianie, kłótnie. Chociaż porozmawiać na wstępie nie zaszkodzi. Wkurza oczywiście konieczność powtarzania się, ale chyba nie bardziej niż zasuwanie samemu bez przerwy. Życzę Ci dużo wytrwałości, spokoju, konsekwencji i codziennie przynajmniej 1/2 godziny odpoczynku.I przestań kupować słodycze - jak musi pogryzać przy wszystkich punktach a., b., c. :D niech się sam po nie wybierze ("a przy okazji kochanie, tu masz listę zakupów" ;-) )Ania
Pełna wersja