checa jakiej nie było...czyli jak rodził się Daniel

IP: *.* 02.02.03, 20:10
Ano właśnie..porodu bałam się strasznie i już od jakiegoś piątego miesiąca ciąży miałam bardzo dziwne sny. Otóż śniło mi się, że rodziłam moje dziecko w ciągu paru minut i to zupełnie bezboleśnie. Sny czesto wracały i nawet sobie pomyślałam, że pewnie będzie wprost przeciwnie, ciężko. Od końca ósmego miesiąca torbę szpitalną miałam spakowaną, olejki, nie-olejki, przyżądy do masowania plecków, różnego rodzaju cuda niedziwy :grin: ...Siódmego stycznia minął dzień wyznaczobego porodu i nic. Mina trochę mi zrzedła. Na wizycie u położnej wyszło na to, że moje ciśnienie jest za wysokie i indukcja została zaplanowana na szesnastego stycznia. Dni mijały i nic. Aż tu nagle nadszedł ten pamiętny dzień, o którym wtedy jeszcze nie wiedziałam :lol:Popołudniu dwunastego stycznia poszłam z mężem na zakupy. Obładowani torbami poszliśmy do kawiarni na tort czekoladowy (ja) :love: i cappucino bez czekolady (mój mąż). Potem mężuś zaproponował byśmy wzięli taksówkę do domu, ale ja stwierdziłam, że chcę urodzić przed szesnastym więc będziemy wracać na piechotę. W połowie drogi do domu przypomniałam sobie, że nie kupiłam ulubionych ciastek, zostawiłam mężusia na ulicy i sama pobiegłam z powrotem do sklepu. Wróciliśmy do domu i zaczęliśmy oglądać "Przyjaciół". W połowie mówię do męża, że coś mnie ściska w dołku i to coś powracało co 2 minuty, ale były to skurcze bezbolesne, więc nie chciałam sobie robić wielkich nadzieji. Minęła ponad godzina, a mnie coś w brzuchu nadal świdrowało. Mąż mówi "weź Paracetamol to ci przejdzie". Wzięłam i fraktycznie pomogło, ale zaczął mnie niepokoić fakt, że skurcze nadal były lekko wyczówalne i trwały już dobre 2 godziny i powracały już od 2 godzin dokładnie co 2 minuty. Mówię byśmy zadzwonili na porodówkę i się upewnili, że dzidzi to nie szkodzi. Mąż dzwoni, a oni na to by przyjeżdzać. Nie bardzo nam się to uśmiechało, bo zakładaliśmy że pierwsze dziecko będziemy rodzić długo i że to wszytsko to fałszywy alarm. Mąż się jeszce głupio zapytał położnej czy "torbę brać?". Przyjechała taksówka i my się do niej zapakowaliśmy. Taksówkarz nie wiedział, gdzie szpital i zabłądziliśmy w mieście. Mnie zaczął brzuch boleć trochę bardziej i mówię do męża, że jak to nie poród to chyba się wścieknę...Wreszcie dojechaliśmy na porodówkę. Przychodzi lekarz i chce mi wbić kroplówkę w rękę. Ja mu na to, że raczej nie rodzę i by się lepiej wcześniej upewnił, bo nie mam zamiaru cierpieć bez powodu (nie cierpię igieł!!!). Lekarz wyszedł i wrócił po 5 minutach. Mówi do mnie "raczej pani rodzi"....Wbił igłę...aaaaPo dziesiącu minutach przychodzi położna i sprawdza rozwarcie. Ja każę mężowi nie rozpakowywać torby i czekamy na werdykt. Położna mówi - 7 cm, za najpóźniej dwie godzinki będzie po wszystkim :craz: . I zaczęło się.Od tamtej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie. Mąż wpadł w małą panikę, chyba na myśl, że prawie urodziłam mu w domu. Daniel przyszedł na świat trzynastego stycznia, tuż po północy. Moja torba szpitalna nie została z tego wszystkiego nawet rozpakowana. Moje olejki i inne cuda niewidy zostały w nienaruszonym stanie. Wyszło na to, że sobie prawie wyśniłam poród. Co dziwniejsze, nie przypuszczałam, że moje skurcze zacznął się od tych "co dwuminutowych" :eek: Eehh..Przy następnym dzidziusiu, tak jak lekarz powiedział, będę musiała bardzo uważać, by nie urodzić nagle w toalecie.....To może już nie być takie fajne.Pozdrawiamy Magda i Daniel 20 dni - jakiś taki humorzasty dzisiaj :cry:
    • Gość edziecko: Renata27 Re: checa jakiej nie było...czyli jak rodził się Daniel IP: *.* 02.02.03, 20:51
      Magda, moje gratulacjedzieki ze na koncu napisalas ze Daniel dzis humorzasty. moja Gabrysia tez z 13 stycznia i dzis marudzi jak nie wiem, placze i placze, trzeba na rece, tylko to pomaga, nawe cyca olala raz Renata
    • Gość edziecko: malgosia.dz Re: checa jakiej nie było...czyli jak rodził się Daniel IP: *.* 04.02.03, 08:24
      Witaj Magdo!Gratuluje miłego porodu.Wypisz, wymaluj – jak bym o sobie czytała. Nawet data się prawie zgadza. Mój poród wyznaczony był właśnie na 13 stycznia, ale synuś spóźnił się odrobinę i przyszedł na świat w nocy z datą już 14 stycznia. Tyle, że rok temu.Ja swoim porodem “chwaliłam” się na łamach forum już kilkakrotnie. Więc nie będę się zbytnio powtarzać. W dużym skrócie było tak: w domu skurcze bardzo nieregularne i jak u Ciebie właściwie niebolesne (zupełnie nie kojarzyłam tego ze zbliżającym się porodem). Prawie o północy znalazłam się jednak z mężem w szpitalu. Wyrok: 2 cm rozwarcia (dlaczego tak mało?!), będziemy rodzić, ale niewiadomo ile to może jeszcze potrwać. Myślałam nawet żeby powrócić do domu, i w miarę możliwości się przespać, ale położna powiedziała: “niech już zostanie”.Uff...Całe szczęście. Gdybym wróciła do domu, chyba przyszłoby mi rodzić w domowych pieleszach. Wybrałam poród w wodzie i do wody. Kubuś przyszedł na świat lotem błyskawicy. Po 2,5 godzinach od przybycia do szpitala – poród był już tylko wspomnieniem.Swoją drogą (hi,hi) – sprawna ta moja maciczka, uwinęła się niczego sobie...Z gorącymi pozdrowieniami dla Ciebie i maleństwa – Małgosia – mama roczniaka
    • Gość edziecko: AgnieszkaLO Re: checa jakiej nie było...czyli jak rodził się Daniel IP: *.* 04.02.03, 12:24
      Gratuluje synusia i porodu.Tez "szybkorodna" :) Ag
    • Gość edziecko: Gusiak Re: checa jakiej nie było...czyli jak rodził się Daniel IP: *.* 05.02.03, 13:02
      Zazdroszczę. Baaaaardzo.Mój poród był zupełnie inny od tego jaki sobie wyśniłam i wymarzyłam. Choć bardzo się nastawiałam na długi i bolesny... Mnie po prostu nie było dane urodzić naturalnie - po 15 godzinach prób, przy pękniętym pęcherzu i regularnych, ale słabych skórczach i zerowym rozwarciu zrobiono mi cesarkę. Juz się prawie pogodziłam z tym, ze mi się nie udało.Ale cieszę, się, że sa kobitki, które rodza jak Ty -to pocieszające dla wszystkich mam czekających na swój WIELKI DZIEŃGratulacje
Pełna wersja