Gość edziecko: DawnySylvester
IP: *.*
12.02.03, 15:17
Na początek po krótce wyjaśnię naszą cytuację finansowo rodzinną.Ja, on, siedem lat stażu (bez zalegalizowania), dzidziuś sztuk jeden, psy sztuk dwa.On: zero studiów i języków, praca na etacie (ok 1700zł), zero pasji i w zwiazku z tym zajęć "pozalekcyjnych".Ja: zero studiów, języki dwa średnio, zasiłek wychowawczy jeszcze przez półtora roku plus dorabianie w związku z wielka pasją (psami) czyli razem jakieś 1200zł plus oczywiście prowadzenie domu i dzidzi.My razem: mieszkanie u mojej mamy, stałe opłaty (ok 1500zł), samochód w kredycie, wykorzystane limity kredytowe przy wszystkich kontach, no bajka luksusowa po prostu!Ktoś by powiedział no życie jak w madrycie za prawie trzy koła miesięcznie! Ale niestety tak nie jest! Oszczędzamy na czym sie da. Pasztetowa to u nas norma a wiekszosć produktów spozywczych i chemicznych nosi markę Leader Price (to taki najtańszy chłam z Geant"a dla niezorientowanych). Nie chodzimy do pubów, kina; nie wyjeżdzamy na wakacje; ciuchy kupujemy właściwie tylko dla małej bo wyrasta. A i tak ciagle brakuje nam kasy. Chata się sypie, najnowszy sprzet to lodówka kupiona 5 lat temu.I teraz dojde do sedna sprawy. Mianowicie pojawiła się realna szansa czasowego wyjazdu za granicę. Wszystko na legalu z pozwoleniem na pracę. Pierwsza rzecz jaka mi wpadła do głowy to wysłać jego! Postanowiłam delikatnie mojego pana wysondować i rozpoczać zachęcanie. I TU NASTĄPIŁ SZOK!!! Moje "kochanie" ani mysli o poprawie naszej sytuacji życiowo finansowej!!! No po prostu ręce i majty mi opadły.Oto jego tłumaczenie: mam tutaj pracę, jestem ubezpieczony, mamy duże służbowe auto, za rok może mi sie polepszy tylko ta moja durna firma musi przeprowadzić reforme polityki srzedażowej a w ogóle to usimy zacisnąć pasa i czemu ja sobie pracy nie zanajdę i to nie może być tak, że jedziemy tylko na jego dupie...czyli zjechanie z tematu totalne!Wiec mu tłumaczę: a co ciebie tak tu trzyma? Masz chłopie trzy dychy na karku, nie skończyłeś studiów, nie znasz zadnego języka! Oki, masz teraz dobrą (powiedzmy)pracę ale z zablokowaną ścieżką awansu. Ile czasu możesz jeszcze byc przedstawicielem handlowym? Nawet jakby tobie firma dała 100% więcej wypłaty to i tak się w tym życiu własnego mieszkania nie dorobimy! A wyjezdżajac tam korzystasz w dwójnasób bo nie dośc, że pracujesz to mimochodem uczysz się języka (bo jest to wyjazd ze szkołą językową). I wiecie co? Najbardziej mnie boli, że on nie potrafi wyciągnąć wniosków z moich własnych błędów! Otóż mi sie przydażyła podobna sytuacja. Parę ładnych lat temu dostałam swietną pracę w wielkim koncernie. Wtedy myślałam, że złapałam Pana Boga za nogi. Fura, komóra, full socjal plus taka wypłata, że chciałabym i dziś tyle zarabiać. Tyle, że tam też nie było mozliwości awansu. Mozna było być albo...nie być przedstawicielem handlowym. I gdzieś po dwóch latach pracy dostałam propozycje wyjazdu do pracy na stakach wycieczkowych w Stanach. Rozwazałam, rozważałam i nie pojechałam bo jak to tak? Ja, pani poważny przedtawiciel jeszcze poważniejszej firmy?! No gdzie tam! Ja sobie w Polsce zawsze poradzę! I co sie okazało? Po zmianie zarządu firma pozbyła sie wszystkich starych stażem pracowników czyli mnie przy okazji. Próbowałam wtedy w wielu innych firmach ale to już nie było to. Albo na własna działalnośc albo za połowe mniejszą kasę, albo z własnym samochodem.... I do dziś żałuję swojej decyzji!!!A jemu po prostu nie wiem o co chodzi! Ile jest przecież rodzin, które tak zyją! Ile jest marynrzy w moim mieście, którzy własne zony i dzieci widują dwa razy w roku! Jestem teraz w takim stanie psychicznym, ze zastanawiam czy czasami samej nie pojechać. Tylko, że...no właśnie! Co będzie z niunią. Ona ma dopiero dwa latka. Przecież jak ja pojade to on i tak sie nie zwolni z pracy, żeby się nią zajmować! A dziecko musi mieć chociaż jednego rodzica! Pewnie powiecie "a żłobek?" Wszystko fajnie, tylko mój pan wraca z pracy o 21.00! Nawet gdybym ją chciała zostawić z dziadkami to jest to niewykonalne bo wszyscy pracują! A do tego jeszcze dochodzą psy z którymi trzeba chodzic na szkolenia, jeździć na wystawy i po prostu mieć czas i serce dla nich, żeby czasami pomogły nam wyjść z finansowych tarapatów.A ja mam takie plany na przyszłość! Chciałabym rozwnąć moją działalność, doprowadzic do tego, żebysmy mogli razem to wszystko prowadzić. Ale niestety blokuje nas brak kasy. Nawet to, że nie mamy ślubu też wynika z pobudek finansowych.Tak sobie tez myśle - a może kieruje nim czyste lenistwo? Tu ma uprane, posprzątane, w pracy zasiedziały więc tez nie ma sie o co martwić. Ma słowem jak bąk w kobylej dupie wiec po co to wszystko zmieniać?I tylko mnie drażni, jak mówi "jaki kochanie byś chciała samochód jak wygramy w totka? A ja nie chcę żadnego samochodzu! Ja chcę po prostu spłacic ten co mamy!Ta nasza wojna o wyjazd toczy sie juz od trzech tygodni, czyli od momentu, kiedy wyjechał mój brat. Ja juz nie wiem jakich argumentów mam uzywać by go w końcu przekonać! A czasu zostało niewiele bo za rok przecież wstepujemy do uni i wtedy o pracę nie bedzie tak łatwo!Może odezwie sie któraś z was, której druga połowa pracuje za granicą.Moze ktoś by mi poradził co ja mam zrobic, jak z nim rozmawiać.ZdołowanaSV