Gość edziecko: Gosia1
IP: *.*
05.03.03, 13:49
...poprzedzone wyrafinowanymi torturami!!!!! Serio!!! Dlaczego tak jest??? No niech mnie która oświeci, ja błagam!! Jestem pewna, że to zwyczajna, kocia złośliwość...Tiaaa...Pełno żwirku jest rano - zawsze. No to, jak to ja - codziennie se ten odkurzacz wyciągam i sprzątam.

I jest tak czyściutko, no tak czyściutko...powiedzmy 5 min. Po tym czasie to pierońskie, z piekła rodem kocie bydlę idzie leniwym, nonszalanckim krokiem do kuwety, i co robi? Coś potężnego! Jak potężnego, czuć od razu w całym domu, ale nie dość na tym - żwirku jest tyle, jakby tam urzędowało 10 kotów!!! Ja już nawet nie idę go zamiatać, bo wiem, że ta cholera co chwilkę teraz przez jakieś 2 godziny będzie tam maszerować, coby se jeszcze grzebnąć!

Po co kotu to grzebanie??? I czemu ta gnida nie zrobi tego zanim ja posprzątam? Powiecie - poczekać...Ale to nic nie daje!!! Kilka razy celowo czekałam. Po czym wieczorkiem wyciągałam odkurzacz. I co? Ten sam scenariusz! Dokładnie - leniwy krok, kołysanie się na brzegu kuwety (hihihihi, te co mają koty, wiedzą o co chodzi...

), po czym przemarsz 10 kotów...I bieganie co 10 min przez 2 godziny, coby se grzebnąć...

Do jakiego stopnia zdeterminowanam, niech posłuży fakt, że kiedyś (ale cicho sza, bo wstyd...) czatowałam, aż sierściuch skończy.

Będąc na wdechu, łopatką osobiście "spuściłam" żwirek w kuwecie - zagrzebałam...

Myślicie, że szelma promieniała wdzięcznością?? Nic bardziej mylnego! Był oburzony! Zdegustowany!! Zniesmaczony!!!

I jak zwykle - 2 godzinki, co 10 min...

Oskalpuję go - po jednej sierści...Potem pazury obetnę...i zrobię młynka za ogon!

Prawdziwy jot sierściuch...

Załamana Gosia