Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko

IP: *.* 12.03.03, 14:28
W dzisiejszej Polityce czytam o czymś co niedawno i mnie dotyczyło. Jest to temat z gatunku bumerangów czyli parę razy już się tu wywnętrzałyśmy. Mianowicie „Haracz za chore dziecko” czyli o opłatach za pobyt z dzieckiem w szpitalu. Dokładny cennik, od 15 zł za dobę za łóżko po 60 zł w hotelu przyszpitalnym, opinie psychologów nt separacji chorego dziecka od matki, wizyty na wcześniakach dla matek karmiących od 16 do18, horrorki, plus brak przepisów które nakładałyby na opiekunów obowiązek opłaty za przebywanie na oddziale. Na koniec coś co mnie dobiło, wypowiedź pana profesora pediatrii, szefa oddziału gdzie rodzice koczują w śpiworach pod łóżeczkami dzieci, który wyraził obawę przed podjudzaniem opinii publicznej której wmawia się że przy każdym dziecku musi warować matka. I jak wam się to podoba? Ja rozumiem że szpital to nie instytucja charytatywna i do opiekuna dopłacać nie może, ale to przecież chodzi o dzieci. Ja bym wolała z dobrawoli kupić jaką cegiełkę na oddział, bo wiem jak jest, ale obowiązek, ścigany sądownie ( o takich przypadkach też piszą))?Jak można od matek dzieci chorych onkologicznie, które i tak się wyprzedają ze wszystkiego żądać forsy za możliwość przebywania z nimi, może ostatnich parę dni? Jak wygląda to za granicą, pytam z ciekawości, bo obojętnie co powiemy, a nawet zrobimy, to będzie nadal tak jak jest. Taki mój fatalizm, ale ludzkie traktowanie dzieci w systemie zdrowotnym będzie trudniej wyegzekwować niż rodzenie po ludzku.
    • Gość edziecko: Iza2 Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 12.03.03, 15:08
      Reszko, dla mnie to niepojęte, żeby matka lub ktoś inny bliski nie mógł być ze swoim chorym dzieckiem. Bo do jasnej Anielki przecież jak ta matka jest przy dziecku to jej pielęgniarki nie obsługują, tylko wręcz przeciwnie ona je wyręcza w opiece nad maluchem. Nie mogę tego zrozumieć, że musi jeszcze za to płacić :gun: . Ciekawe czy za "spanie na zydelku przy łóżeczku" będzie osobna cena w cenniku :-(. Moja sąsiadka ma 18 miesięcznego synka, z którym wróciła w poniedziałek z kliniki po operacji wycięcia nerki (nowotwór złośliwy) i okazało się że właśnie spała na takim krzesełku, bo nawet położyć się nie było miejsca między łóżeczkami. Całe szczęście nie płaciła.Więcej nie napiszę, bo już się gotuję :-(.Pozdrawiam Iza
      • Gość edziecko: Edyś Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 12.03.03, 15:37
        Jeśli płacimy za znieczulenie podczas porodu, jeśli mamy swoją położna która zgarnia kasę to się nam mówi, żę to usługa ponad standardowa. Ciekawa jestem jak określana jest usługa:" użyczenia kawałka podłogi"czy skorzystania z krzesła?Jeden z ordynatorów pediatrii wypowiadał się kiedyś w telewizji, że rodzice muszą płacić, bo zużywają wodę i światło :(.Tyle tylko, że to nie o wodę chodzi tylko o święty spokój o to, aby nikt nie zadawał pytań kiedy lekarz nie ma chęci odpowiadać, nie czepiał się rozleniwionej pielęgniarki, nie oczekiwał ponadprogramowgo sprzątania... Och polska rzeczywistość. Są super odziały gdzie przy łożku może matka z dzieckiem do lat 14 a karmiąca dostanie nie tylko łóżko, ale też posiłek ale też takie gdzimatkę 3 tygodniowego szkraba wygania się na noc.Dziewczyny zróbmy wszystko, aby nasze dzieci jeśli już zachorują chorowały "po ludzku" czyli godnie.
      • Gość edziecko: Dorotamama Moje doswiadczenie ze szpitala w Dublinie- troszke dlugie IP: *.* 14.03.03, 13:23
        Czesc,to jest horror. chore dziecko to juz straszny stres a jeszcze trzeba walczyc, zeby z nim byc kiedy naprawde Cie potrzebuje. Mieszkam w Dublinie. Mam 1.5 rocznego synka. Trafil na tydzien do szpitala kiedy mial 4 miesiace na kompleksowe badania z zwiazku z opoznieniem w rozwoju i podejzeniem porazenia.Jest to szpital dzieciecy,nie wyglada jakos super czy nowoczesnie. Kazdy maluszek mial swoj "boksik" - maly pokoik, przeszklony od jakiegos 1.2 metra w gore, tak ze pielegniarki zawsze moga wszystko widziec a jednak jest jaks prywatnosc, odwiedzjacy ludzie maja ograniczona mozliwosc przygladania sie chorym dzieciom. W takim pokoiku jest lozeczko, umywalka, kosz, krzeselko, szafka i okno. Nie ma zadnych ograniczen w siedzeniu z dzieckiem, pilegniarki wydaj sie nawet zadowolone (maja mniej pracy), rodziece moga uczestniczyc w wszystkich zabiegach. Jesli nie- lekarz lub pielegniarka wyjasnia im dlaczego. Np moj synek mial robiona punkcje kregoslupa, przyszedl lekarz, potem z dwie pielegniarki tlumaczac mi czemu nie moge byc wtedy przy synku - jest to zbyt dla rodzicow stresujace i roznie moga reagowac, rowniez bardzo dokladnie tlumaczono mi na czym ten zabieg polega i jakie sa niebezpieczenstwa. Karmilam synka piersia wiec bylam przy nim caly dzien do wieczora az zasnal na noc. Bylam tez pod telefonem, jak sie budzil to pielegniarka dawala mu sciagniete mleko a jak juz nie bylo (ok 4-5 rano) dzwonila po mnie i bylam przy nim w dziesiec minut. Nocowalam w szpitalu: szpital ma parenascie pokoi dla rodzicow - bardzo prostych - lozko, koc, poduszka, przescieradla, umywalka i szafa, prysznic jest wspolny. Placi sie z nocleg 5 funtow (wtedy, to ok. 20 PLN, tutaj to mala kwota), przy czym rodzice biedni lub dzieci przewlekle chorych nie placa nic albo doslownie symboliczna kwote. Ja np. zostalam zaskoczona - jak juz opuszczlismy szpital, poszlam oddac klucz i zaplacic. Pielegniarka powiedziala mi, ze nic nie place, bo karmie piersia i musze byc przy dziecku. Skad ona to wiedziala? Nawet niebyla z odzialu synka. Nigdy nie usprawiedliwialm swojego nocowania w szpitalu, po prostu zaakceptowalam to, ze taka jest oplata. Mysle, ze dzieki temu caly ten pobyt byl dla nas duzo mniej dotkliwy czy bolesny. Co do mojego synka - obawy na szczescie sie nie potwierdzily. Jest troche opozniony, ale dochodzi do wszystkiego.Dorota
        • Gość edziecko: feratu Re: Moje doswiadczenie ze szpitala w Dublinie- troszke dlugie IP: *.* 14.03.03, 14:05
          Dorotko, na wstępie serdecznie Ciebie pozdrawiam i dziękuję za Twoją opowieść. Na pewno się przyda innym emamą :D Mam jednak mały postulat i prośbę do Ciebie. Czy mogłabyś nie zmieniać treści tematu postu.. to bardzo utrudnia czytanie szczególnie osobą, które korzystają z subskrypcji. Będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam, Feratu :-)
    • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 12.03.03, 15:40
      Nie mam mozliwosci przeczytania calego artykulu, bo na stronie "Polityki" jest tylko jego maly fragment. Ale powalilo mnie to zdanie "profesora" pediatrii ktore przytoczylas, o podjudzaniu opinii publicznej ktorej "wmawia sie ze przy kazdym dziecku musi warowac matka" :what:Jak mozna, bedac profesorem, przyznawac sie do takiej ignorancji i wygadywac takie bzdury publicznie ???O tym jak wazna jest obecnosc kogos bliskiego przy hospitalizowanym dziecku wiemy od dawna, i nie jest to w Polsce zadna nowinka z dalekiego swiata. Ciekawe, ze inne zdanie od tego profesora ma np. pani prof. dr hab. med Maria Korzon, ktorej artykul "Maluch w szpitalu" znalazlam na stronach www.polki.pl, w sekcji dotyczacej dzieci. O tym samym pisza tez tam terapeuta i psycholog z Instytutu Matki i Dziecka. Naprawde, zwala z nog niedouczenie pediatrow ktorzy na oddzialach dzieciecych wprowadzaja zasady i ograniczenia ktore sa tak sprzeczne z dawno ustalonymi i potwierdzonymi przez badania faktami.Reszka, w Kanadzie nie ma dyskusji, od lat. Rodzice moga byc z dziecmi w szpitalu przez caly czas. Pobyt jest bezplatny. U mnie w szpitalu dla rodzicow sa fotele rozkladane, typu amerykanka. Nie jestem pewna czy wyzywienie mozna wykupic, raczej nie, bo w szpitalu jest cafeteria, gdzie mozna kupic sniadania, lunch, obiad. Na pewno nie jest bezplatne. Sale nie sa duze, raczej przecietnego rozmiaru salki dwulozkowe. Dodam ze w Kanadzie sluzba zdrowia jest bezplatna. Obecnosc rodzica przy dziecku jest czescia terapii dlatego nie traktuje sie tego ekstra, jako przywileju, nie trzeba za to placic, ani wykupowac zadnych cegielek. Owszem, przy kazdym szpitalu dziala fundacja, mozna cos wplacic, ale nic na sile. Problemem w Polsce na pewno jest ogolne przepelnienie oddzialow. Czytalam gdzies niedawno wypowiedz Krajowego Konsultanta ds. pediatrii w Polsce, ktora ubolewala nad tym co sie dzieje, jak w wyniku jakichs poplatanych przepisow (nie bardzo rozumialam o co chodzi, ja juz totalnie nie rozumiem na jakiej zasadzie dziala sluzba zdrowia w Polsce) upadlo w Polsce leczenie ambulatoryjne, system oddzialow dziennych, itp., i jak wzrosla liczba hospitalizacji dzieci ktore praktycznie do szpitala nie musza byc przyjmowane ( np. na badania :what: ).U mnie w szpiatalu na pediatrii, w nocy, zapelnionych jest moze 30-40 % lozek. Wiekszosc dzieci na noc idzie do domu, w dzien dziala tzw. "medical day care", dzieci przychodza na badania, zabiegi, kroplowki, itp.Smutne to wszystko :(Agnieszka
    • Gość edziecko: Libra Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 12.03.03, 21:15
      Moja córka zachorowała mając 2 tygodnie, dostaliśmy skierowanie do szpitala i na izbie przyjęć okazało się, że mogę być z nią tylko w ciągu dnia. Ja na to, że przecież co 3 godziny karmię piersią, a lekarka że te 4 czy 5 karmień od wieczora do rana, gdy mnie nie będzie mała dostanie butelkę z mieszanką. Obawialismy się, że to może być koniec karmienia piersią (bo dziecko polubi bardziej ssanie przez smoczek), poza tym nie wyobrażałam sobie, że mogę się z nią rozstać. Ja byłam załamana, ale mój mąż zadecydował, że nie zostawimy córki w tym szpitalu.I zaczęło się objeżdżanie wrocławskich szpitali, w końcu udało nam się znależć miejsce dla nas obu na patologi noworodka. Dostałam łóżko szpitalne za 15 zł za dobę i byłam z Basią non stop, karmiłam ją, przewijałam, asystowałam przy kąpieli i zabiegach (chociaż pielęgniarki próbowały zamykać się z dzieckiem w pokoju zabiegowym i nie dopuszczać matek do "tajemnic").Można było wykupić sobie wyżywienie za kolejne 15 zł, ale zrezygnowałam bo było to typowe szpitalne jedzenie (mąż przywoził mi wałówkę z domu).Pobyt w szpitalu sporo nas kosztował, ale ja cieszyłam się, że znazło się miejsce i zapłaciłabym każdą sumę żeby być z dzieckiem, zwłaszcza teraz, kiedy wiem już jak wygląda pobyt malucha w tak nieprzyjaznym środowisku.Nie dziwmy się, że za taki pobyt trzeba płacić - przecież szpitale nie mają nawet na leki, a to jednak troche kosztuje, bo matki z dziecmi zajmują kilka sal, podczas gdy same dzieci w małych łóżeczkach możnaby zmieścić w jednej.Z drugiej strony pielegniarki mają mniej pracy, bo jedynie kąpały dzieci i wykonywały zabiegi med. a wszystkim innym zajmowały się mamy. I tak powinno być!Pozdrawiam - Alicja
      • Gość edziecko: eKachna Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 12.03.03, 21:54
        Niestety chory jest przede wszystkim system w naszym kraju. :gun: Jestem w stanie zrozumieć, że szpital, żeby funkcjonować diagnozuje pacjentów na tzw. pobycie dziennym, zapisując jednocześnie "na stan oddziału" mimo że pacjent ( moje dziecko na Działdowskiej w Warszawie ) nie dostaje ani łóżka, ani posiłku, ani kawałka kąta, bo po prostu bez takich machlojek ( nie bójmy się tego nazwać po imieniu ) szpital nie ma za co funkcjonować. Leczyć sie powinny kasy chorych, fundusz zdrowia, a przede wszystkim kolejni ministrowie, tudzież ekipy rządzące. Inna sprawa to bezduszność personelu. Pokutują peerelowskie przyzwyczajenia, choć sporo juz się zmieniło.Jakiś czas temu leżałam z córeczką na Litewskiej i owszem, płaciłam, ale za oddzielną salę z łazienką, nikt nie wymagał ode mnie opłat za sam pobyt w szpitalu ( jakiś czas temu mówili w tv o opłatach za "stołek" w pewnej klinice ). Dużo zależy jednak od administracji szpitalnej, ordynatorów i samych pielęgniarek.
    • Gość edziecko: maria_rosa Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 13.03.03, 10:07
      Wiesz, ja dwa tygodnie spędziłam z moim synkiem w szpitalu w Warszawie - Instytut Matki i Dziecka na Kasprzaka.Ponieważ byłam mamą karmiącą opłata za warowanie na krześle, lub na podłodze ( jak kto woli ) wynosiła 20 zł za dobę.Mamy, które nie karmiły 50 zł. za dobę.Nie zapłaciłam wcale, ale oddziałowa poinformowała mnie, że nie mam wstępu do tego szpitala.Nawet nie chcę tego sprawdzać.!!!Ale pamiętam,że była mama z dzidzią,i leżeli już w szpitalu pomad miesiąc.Nie karmiła dziecka piersią, czyli 50 zł. za dobę.Nie miała z czego zapłacić, to spora sumka się uzbierała.I wiesz co? Nie dostała wypisu ze szpitala.Szok.Oczywiście to co napisałam widziałam na własne oczy, ale wiem,że regułą to nie jest.Dodam jeszcze,że owa mama pisała podanie o zwolnienie z kosztów.Niestety, miała przy sobie tel. komórkowy więc pielęgniarki stwierdziły, że jest bogata.No coments.maria rosa
    • Gość edziecko: miki0miki Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 13.03.03, 13:12
      Hej!W jednym ze szpitali gdzie na oddziale jest bardzo malo miejsca a dzieci chorych duzo,ale pobyty rodzicow przy dzieciach sa bezplatne,lekarz dyzurujacy wyrazil zgode by z dzieckiem ktore mialo przebywac w szpitalu tylko jeden dzien(jego pobyt nie dotyczyl zadnych bolesnych czy inwazyjnych zabiegow)zostala matka.Matka,jak juz powiedzialam z braku miejsca polozyla sie na dmuchanym materacu na podlodze przy lozeczku dziecka.Jest noc.Dziecko lat 6 - spi.Nagle do dyzurki pielegniarek dobiega grzmot!!!.Coz nic wielkiego - dziecko we snie krecilo sie i spadlo z lozka na podloge.Gorzej bo nie spadlo na spiaca slodko mamusie tylko z drugiej strony lozka na posadzke.Przy dziecku szybciej znalazly sie pielegniarki niz zdazyla sie spod koca wygrzebac mamusia :-( Dziecko upadlo dosyc niefortunnie i zbilo solidnie bark.Teraz pytanie - kto jest winien temu co sie stalo? Moze winien to zle postawione pytanie, ale kto do kogo powinien miec pretensje?Mama do pielegniarek ze nie dopilnowaly czy tez winna jest mama ktora zostala tu by troszczyc sie o swoja pocieche i jej to nie wyszlo(delikatnie mowiac)?hmmm.......W chwili obecnej sytuacja wyglada tak ze owa mama zlozyla wniosek u dyrektora szpitala o usunecie z czynnej przcy zawodowej pielegniarek ktore tej nocy byly w pracy uzasadniajac iz niedopilnowaly... :-( i przez to jej dziecko zostalo okaleczone.A PO CO TAM BYLA TA MAMA????????????Jaka szkoda ze dzieciak nie spadl na mame,trzy pielegniarki mialyby mniej siwych wlosow na glowiesadpozdmiki
      • Gość edziecko: AgnieszkaP. Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 13.03.03, 15:26
        U mnie w szpitalu sprawa jest prosta - lozko powinno miec zabezpieczenie typu drabinki ( wszystkie lozka maja takie zabezpieczenia ) i na noc drabinki sa podnoszone.To samo dotyczy wszystkich doroslych chorych u ktorych zachodzi obawa ze moga z lozka wypasc. Jezeli wypadek sie zdarzy, trzeba spisac tzw. incident report, czyli raport powypadkowy ;) Mimo iz wielu osobom wydaje sie ze matka bedac z dzieckiem w szpitalu ma wyreczac czy zwalniac pielegniarki z ich obowiazkow, tak nie jest. Potrzeba bezpieczenstwa jest jedna z glownych potrzeb kazdego pacjenta, i pielegniarki sa za to odpowiedzialne. Tym bardziej ze nie kazdy rodzic ma i wyobraznie, i wiedze, i to wlasnie pielegniarki maja za zadanie zwrocic im na to uwage. U mnie w szpitalu nie ma nawet dwoch slow - pielegniarki bylyby odpowiedzialne za taka sytuacje.Zeby bylo jasne ;) - jestem pielegniarka.Agnieszka :hello:
    • Gość edziecko: Krystyna_M Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 13.03.03, 15:18
      Witam :-)Tak się złożyło, że mnie spotkało takie doświadczenie. W 9 dobie życia mojego synka został skierowany do Kliniki Intensywnej Terapii i Patologii Noworodka w Śląskim Centrum Zdrowia Dziecka i Matki w Katowicach (imponująca nazwa - nieprawdaż?) z rozpoznaniem niedrożności dróg zółciowych zewnątrzwątrobowych. Do tego momentu leżeliśmy razem w szpitalu, gdzie go urodziłam.W klinice funkcjonowało coś takiego jak pokój dla matki z dzieckiem odpłatny w wysokości 30 zł/dobę - ale uwaga: było ich 5 na cały oddział, w tym czasie leżało ok 50-60 małych pacjentów. Oczywiście, że chciałam skorzystać z takiego pokoju, ale cóż - była kolejka oczekujących. Na dzień dobry, gdy zapytałam się lekarza o karmienie, usłyszałam że mogę nadal karmić piersią ale nie częściej niż 8 razy na dobę. W pierwszym momencie się wystraszyłam, bo mój maluch nie funkcjonował "zgodnie z budzikiem", ale niepotrzebnie - nikt mi nie zwrócił uwagi że karmię częściej, niż to było dozwolone. Tzw. odwiedziny były w godzinach od 12 do 20, ale ja byłam na oddziale praktycznie prawie że całą dobę (ze względu na karmienie), z tym że nie byłam cały czas na sali, gdzie leżał mój synek - wchodziłam tam na karmienia, przewijanie itp.Wieczorem mogłam też małego wykąpać. Niestety na samym oddziale praktycznie nie było nawet krzesła, na którym można by przycupnąć - tylko w holu w pobliżu wind były pseudoskórzane - kanapodobne siedziska. Pierwsze dwie doby pobytu w klinice "przekoczowałam" na holu, próbując troszeczkę się chociaż zdrzemnąć, ale z miernymi rezultatami. Od trzeciej doby jeździłam do domu. Wyglądało to tak, że wychodziliśmy z mężem z kliniki ok.24 albo 1 i jechaliśmy taksówką do domu, a rano o 5 pobudka - w taksówkę i do szpitala. Na dwa karmienia nocne musiałam odciągać pokarm, co przy normalnym "zużyciu" przez mojego synka też nie było takie proste. Na szczęście okazało się, że pierwotna diagnoza była zła i po 9 dniach maluch został wypisany do domu (w dniu wypisu, zwolnił się dla mnie pokój dla matki z dzieckiem). W czasie pobytu w klinice jakoś funkcjonowałam, a całe zmęczenie odczułam praktycznie po powrocie do domu. Nie życzę nikomu podobnych przeżyć, choć ja i tak miałam szczęście - synek był w klinice stosunkowo krótko, ja mieszkam w Katowicach (co prawda na drugim końcu miasta), ale dojeżdżały tam mamy z bardzo odległych miejscowości.Tyle moich wspomnień - na parterze kliniki były wywieszone prawa dziecka mówiące m.in. o obecności rodziców w trakcie leczenia szpitalnego, niestety w moim odczuciu nie do końca przestrzegane :-(Pozdrawiam wszystkie mamy.Krystyna
    • Gość edziecko: wilgaa Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 13.03.03, 16:05
      Ja spędziłam kilka nocy z córeczką na Działdowskiej, noc na krześle przy łóżku dziecka, rano mąż przychodził przed pracą, żebym mogła pójść do domu i się umyć. Ale trudno by mi było wymagać lepszych warunków, w szpitalach często nie ma miejsc dla pacjentów, a co dopiero dla matek. Ale, o ile się zorientowałam, nikt za nic nie musiał płacić; inne mamy też siedziały na krzesłach lub fotelach przy łóżeczkach dzieci. Myślę, że trzeba walczyć o możliwość bycia z dzieckiem, a jak ktoś z personelu nie pozwala, to robić awanturę :(
      • Gość edziecko: apynia Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 14.03.03, 14:40
        Moja córeczka wylądowała w szpitalu na zapalenie uszu, jak miał 1,5 miesiąca, a ja razem z nią. Trafiłyśmy do Centrum Pediatrii w Sosnowcu. Zanim postawiono diagnozę, została dokładnie przebadana, łącznie z USG całego ciała, ponieważ jedynym objawem, że coś nie tak, był nieustanny płacz od ponad 2 tygodni(p. pediatra stwierdziła, że niektóre dzieci płaczą i już) oraz podejrzenie przepukliny. Oczywiście zostałam z Agatką w szpitalu. Na oddziale niemowlęcym były 2 pokoje 2 osobowe z łazienką, a reszta wieloosobowych. Dostałam łóżko polowe do spania, w regulaminie poczytałam, że opłata 20 zł za dobę. trudno, nie zostawię dzieciątka. Ordynator oddziału bardzo miły :), lekarze i pielęgniarki także, z małymi wyjątkami :(. PO 5 dniach zostałyśmy wypisane, poszłam zapłacić i usłyszałam, że nic nie płacę, bo karmię!Po 2 tygodniach od wyjścia byłyśmy na kontroli u laryngologa i spotkałyśmy ordynatora. Poznał nas i dopytywał się o zdrowie Agatki.Stawiam Centrum Pediatrii duży +, choć uważam, że 20 zł za noc, to lekka przesada za zużycie łóżka i wody (bo przecież od rana do wieczora rodzice mogą przebywać bezpłatnie i bezpłatnie korzystać z wody). A jak słyszę 50 zł, to mnie zgroza ogarnia!Wiedzą, że matka zrobi wszystko dla dziecka.PozdrowionkaGaga
    • Gość edziecko: Adzia Re: Podatek od matek czyli haracz za chore dziecko IP: *.* 17.03.03, 08:24
      mama Michałka i Madzi napisała/ł:> Na koniec coś co mnie dobiło, wypowiedź pana profesora pediatrii, szefa oddziału gdzie rodzice koczują w śpiworach pod łóżeczkami dzieci, który wyraził obawę przed podjudzaniem opinii publicznej której wmawia się że przy każdym dziecku musi warować matka. No więc ja tylko chciałam dodać, że ten profesor to był z pediatrii ze szpitala, w którym rodziłam, czyli wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.Ale w sumie to miał trochę racji - kiedy synek naszego kolegi był w tym szpitalu, to w śpiworze koczował ojciec ;-) więc nie musi być matka.Pozdrawiam Agnieszka
Pełna wersja