Gość edziecko: rybka
IP: *.*
15.03.03, 21:30
bo lubię .I rzadko piszę, bo modem, nieśmiałośc itp.Ale wiecie co? Ostatnio jakiś taki wśród nas urodzaj na wątki typu to ja mam rację, to tylko moje dziecko, sobie je urodziłam i mam, a światu od tego wara.I nieważne, czy świat przybiera postać złośliwej sąsiadki czy poczciwej, spragnionej namiastki kontaktu starowinki. Dziecko - to moja wlasność.Dziadkom dziecka też nic do niego, no chyba,że potrzebni akurat i niech spróbują mieć inne plany.I matkom innych dzieci też nic do mojego, nie wspominając już o tychże dzieciach, szczególnie tym, co z brudnymi łapami pchają się do mojego. A może tak naprawdę to dziecko jest nie tylko nasze?Wiecie, mojemu dziecku zmarł dziadek.I ona go wspomina, tęskni, a ja zrozumiałam, że chociaż na ogól mial inne poglądy na życie i wychowanie malej niż ja, to jednak bardzo ją kochał i to dla niej było najważniejsze, a ciastka , którymi nakarmil ją przed obiadem aż tak bardzo na jej rozwój nie wplynęły...Tak sobie myślę, czy czasem w tej obronie przed światem nie posuwamy się za daleko i czy tym samym nie pozbawiamy naszych dzieci czegoś ważnego? Oczywiście, bez przesady w drugą stronę, bo mamy obowiązek chronić dziecko.Co o tym myślicie I od razu przepraszam tych, którzy poczują się urażeni, tudzież wywołani do odpowiedzi.