zapytajcie swoich facetów

01.01.07, 13:04
Pisze tekst - poradnik dla mężczyzn którzy zamierzają towarzyszyć swoim
kobietom w porodzie. Jeśli macie za sobą takie doświadczenie, zapytajcie
proszę swoich facetów - co im pomogło przygotować się do tego przeżycia, co
radzą innym mężczyznom - jak się zachowac w trakcie samego porodu by byc
pomocnym i nie stracić głowy...

Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam noworoczniesmile)
Justyna Dąbrowska, red. nacz. Dziecka
justyna.dabrowska@agora.pl
    • masumi2006 Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 13:16
      Ja nie muszę pytać,bo wiemsmileMojemu mężowi pomogła nauka w medycznym studium na
      kierunku ratownik medyczny.Był na zajęciach praktycznych m.in na sali porodowej
      i widział kilka porodów.Co prawda tylko widział,ale myślę że to mu pomogłowink
      A tak poważniej to myślę,że szkoła rodzenia dużo daje.Poza tym literatura dla
      przyszłych mam.Faceci też powinni się tym zainteresować bliżej,ale nie
      każdy "twardziel" ma na to ochotę,bo uznaje,że to działka wyłącznie kobiety.Mój
      mąż czuwał przy mnie cały czas na sali porodowej:trzymał za
      rękę,głaskał,wycierał pot z czoła i ciągle mówił,że jestem b.dzielna.W naszym
      przypadku skończyło się na cc z powodu braku postępu porodu,ale nawet gdy byłam
      na sali operacyjnej mąż siedział pod drzwiami i czekał na nas oboje(na mnie i
      synka rzecz jasna).Potem gdy już przewieziono mnie na salę dla położnic
      siedział przy mnie,tysiące razy dziękował,a potem biegał a to po biszkopty,a to
      po wodę mineralną,podpaski itd.Uważam,że dużo zależy od psychicznego
      nastawienia mężczyzny do porodu.Mój mąż wiedział wcześniej jak to
      wygląda,bo "widział poród z bliska" i był przygotowany na reakcje takie czy
      inne.
      Reasumując :
      1.szkoła rodzenia
      2.literatura
      3. odpowiednie "nastawienie psychiczne"
      Nie każdy facet zniesie widok krwi i wijącej się z bólu kobiety.
    • marzeka1 Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 13:34
      Też nie muszę pytać, bo wiemsmile Był ze mną 2 razy. Co dało? np. to,że przestał bać się maleńkich dzieci (wcześniej nie brał ich na ręce),od początku kąpał dzieci (ja z kolei się bałam i robiłam to, gdy chłopcy pokończyli 8 mieięcy). Z pewnością umocniło to więź między nami, baaardzo pomógł mi w czasie porodu, masował, pamiętał o oddychaniu, nie stał (jak to sobie czasem niektórzy wyobrażają) między nogami, śledząc, co się dzieje, ale był obok, przy mnie i bardzo wspierał.Chyab dzięki temu doświadczeniu jest tak dobrym ojcem i równie dobrym mężem (dzieci mają teraz 8 i 12 lat).Pozdrawiam.
      • mijas_costa Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 17:20
        może przeczytaj post raz jeszcze i napisz coś na temat... co ty na to?
    • gb_29 Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 13:46
      Mój facet po całym zdarzeniu stwierdził że nabrał nowego szacunku dla kobietsmile)
      to było bardzo miłe.
      • pesteczka5 Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 15:51
        Co mu pomogło? Głębokie zaangażowanie we wszystko od początku, kilka lat starań
        o dziecko i żywa troska każdego dnia o stan zagrożonej ciąży - dziecka i mój.
        I, wtedy, zanim enigmatyczne (pierwsze) Dziecko się pojawiło - głęboka troska o
        mnie jednak.
        Nie chodziliśmy do szkoły rodzenia. Ale w naszym przypadku było trochę inaczej,
        jesteśmy lekarzami i obecność nas obojga przy tym fakcie miała mniej podniosły
        wydźwięk - po prostu mąż chciał "dopilnować" wszystkiego do końca. Dla mnie
        jego obecność w sali - wydwawało mi się wcześniej - nie była niezbędna.
        Natomiast wzruszyło mnie i to pamiętam do dziś - gdy o piątej rano stanął w
        szarzejącym prostokącie drzwi, kiedy roznoszono maluchy na pierwsze karmienie.
        Położono nam Zawiniątko na łóżku. Ani synek nie miał zamiaru jeść, ani mnie
        natura wtedy żadnej wiedzy nie objawiła - patrzyliśmy więc tylko na nasz
        tobołek w uniesieniu i trochę sobie go odpakowaliśmy. Zostaliśmy zrugani,
        dzieciątko zabrali i tylewink
        To były nasze chwile. W czasie porodu ja byłam w transie, a mąż chyba zbyt był
        wszystkiego świadom od strony medycznej, by poddać się fali przeżyć.
        Natomiast, i tego ja już nie wiem - kiedy mnie uśpiono do szycia, on spędził z
        naszym synkiem pierwsze godziny na świecie.
        Czy do tego można się przygotować, inaczej niż po prostu będąc razem, jak we
        wszystkim innym? Nie wiem.
        Trochę nie na temat, ale trudno się utrzymac w ryzach wspominając takie
        wydarzeniesmile

        Pozdrawiam Panią serdeczniesmile
        • mynia0 Re: zapytajcie swoich facetów 01.01.07, 18:45
          mogłabym podpisać się pod tym postemsmile mój mąż bardzo chcial zostać ojcem,
          szalał, kiedy okazało sie, że jestem w ciazy. a potem oboje szaleliśmy ze
          strachu o dziecko, bo ciaża byłą zagrożona. było cieżko, pobyt w szpitalu,
          potem długie zwolneinei i leżenie w domu, przez ten czas maż cały czas
          opiekował się nami najlepiej, jak potrafił. chodził ze mna na każdą wizytę u
          położnika, razem płakaliśmy ze wzruszenia w gabinecie, podglądając naszą
          pociechę na usg. tata uwielbiał rozmawiać z brzuszkiem, głaskać go, obserwować
          ruchy dziecka. mimo to, kiedy zbliżałą się data porodu, nie był przekonany, czy
          chce w nim uczestniczyć, obawiał się, czy nie będzie mi przeszkadzał.
          wiedziałam, ż eto niemożliwe, ż eraczej mi pomoże, niż przeszkodzi, ale nie
          naciskałam. mąż czasem podczytywał dziecięce gazety, choć nie przyznawal się do
          tegosmile w końcu zdecydował się, że będzie przy porodzie, bo tyle razem
          przeszliśmy, że nie daruje sobie opuszczenia finału. a jak nie da rady, albo
          poproszę, żeby wyszedł, to tak zrobimy. był do końca, pomagał mi przez cały
          czas, a jak już po długiej i wyczerpującej próbie porodu naturalnego nie byłam
          zdolna do normalnego myślenia, był zmuszony do decydowania za mnie o cesarce. i
          to on zobaczył naszą córkę pierwszy raz. zresztą, zakochał się w niej już dużo
          wcześniejsmile

          nie chodziliśmy do szkoły rodzenia. chyba najważniejsza byłą ta więź, którą mąz
          poczuł z dzieckiem, jak zobaczył je podczas usg. wszystko, co się działo potem
          i jego decyzja to były już konsekwencje tej miłości od pierwszego wejrzenia.
    • mmarusia Re: zapytajcie swoich facetów 02.01.07, 08:13
      Moj maz jakos specjalnie sie nie przygotowywal.
      Bylo to dla niego ogromnym przyzyciem,ale poczatki,jak twierdzi byly nudne.
      Chodzi o czekanie.Jak kazdy facet-nie lubi czekac.
      Poszedl do sklepiku i zaopatrzyl sie w woreczek slodyczy i prase.
      Jakie ma rady dla innych facetow?
      Na wszystko jest czas.Nie wolno panikowac.Trzeba sluchac poloznej i zony.
      To niezapomniane przezycie i poleca kazdemu tatusiowi.
      • haga78 Re: zapytajcie swoich facetów 02.01.07, 10:26
        Moj tez jakos sie specjalnie nie przygotowywal, poprostu chcial byc ze mna i
        uczestniczyc w porodzie. Za kazdym razem gdy komus opowiada to jest bardzo
        przejety i moglby o tym mowic i mowic i mowic...

        Inni mezczyzni odradzali mu, straszyli widokiem krwi, kobiecego
        krocza,omdlaniami itp. ale zawsze to byli mezczyzni ktozy nie brali udzialu w
        porodach swoich dzieci.

        Moj zniosl to dzielnie, nie zaluje i chcialyby jeszcze powtorzyc.
    • b.bujak Re: zapytajcie swoich facetów 02.01.07, 10:58
      my chodzilismy do szkoly rodzenia - to bylo dobre przygotowanie i dla mnie i
      dla męża;
      nie naciskalam męża w sprawie obecnosci przy porodzie - powiedzialam mu, ze
      będzie mi raźniej, jesli bedzie ze mną ale jesli z jakiegokolwiek powodu nie
      chce mi towarzyszyc, to nie będe nalegala - widzialam, ze mial wątpliwosci w
      tej sprawie - cieprliwie czekalam na jego decyzję - moim zdaniem właśnie
      podczas zajęć w szkole rodzenia mąż nabral chęci i pewnosci do do swojej
      obecnosci przy porodzie, oswoil się z tematem, zrozumial...
      chce zwrócic uwage na jedna wazna sprawe - w naszym szpitalu połozne tego
      bardzo pilnuja, ale z tego, co czytam nie jest to normą... a powinno - miejsce
      ojca przy porodzie jest przy głowie rodzącej! nie powienien plątać się miedzy
      nogami! nasze połozne ładnie to okreslają "tata zajmuje się rodzącą od pasa w
      górę natomiast od pasa w dół - to pole dzialania tylko i wyłącznie personelu" ;

      w czasie porodu mój mąż rozładowywal napiecie odrobiną humoru smile to
      rzeczywiście dość skuteczne [w naszym przypadkusmile]
      • rhynox Re: zapytajcie swoich facetów 02.01.07, 11:34

        Moj maz czytal te sama prase co ja - czyli gazety, jakies tam ksiazki dla
        ciezarnych itd.
        Zreszta jak w nocy zlapaly mnie skurcze w polsnie wymamrotal - daj spokoj,
        idziemy spac, przecietny porod trwa 24 godziny...
Pełna wersja