18_lipcowa1
09.01.07, 15:42
Tak sie cieszylam na przyjazd do Polski, mam byc tu jeszcze 2 tygodnie a juz
odliczam dni do wyjazdu.
Nie dosc ze miasto smutne, szare, puste, znajomi jacys dziwni, wiecznie
narzekaja, no nie wszyscy ale jednak...
Ale do czego zmierzam - jak to po przyjezdzie codziennie jakies spotkania, a
to rodzina, a to znajomi i niezmiennie to samo ale jednak z mocniejszym
natezeniem
2 wkur,,,,,,,jace mnie rzeczy:
" Kiedy slub? Kiedy dziecko?" - nie rozumiem jak mozna tak bezpardonowo, przy
stole nad kotletem wpier.......c sie w czyjesc zycie. Nie wiadomo przeciez
czy planuje a nie moge, albo nie chce po prostu, KAZDY ale to KAZDY uwaza to
pytanie za swoj wrecz OBOWIAZEK!!
Ja nigdy nie pytam ludzi - o sluby, o dziecko, a kiedy drugie, a czemu tak
pozno, a czemu tak wczesniej? Nigdy, bo to nie moja sprawa ani temat do
rozmow.
Czemu ludzie ktorych uwazam za ludzie na poziomie i ogolnie tacy sa - na
spotkaniach nad kotletem uwazaja ze moga tak po prostu wpierd... c mi sie w
zycie...
To po pierwsze.
Drugie - "Nic nie schudlas w tej Anglii".
Hm no tak. Ja nie wiem czy mialam schudnac? Czy kazdy chudnie za granica?
Czy w Anglii moze nie mialam co jesc? Nie mam pojecia ale najczesciej
wyglaszaja to ludzie ktorym sama mialabym niejedno do zarzucenia.
Pierwsza z tych rzeczy niezmiennie od lat mnie wkur...
druga smieszy.
Nie szukam rady ani pocieszenia, chcialam sie tylko wyzyc
I powiedziec ze wale spotkania rodzinno - towarzyskie i dzis spedzilam caly
dzien w domu z ksiazka.