yenna_m
22.01.07, 19:49
z domu rodzinnego.
O tym chciałam.
Pamiętam, jak wyibrażałam sobie siebie jako matkę chwilę po urodzeniu dziecka.
A bo dziecko powinno mieć prawo wyboru, prawo głosu i te de.
A bo ja chcę być matką-przyjaciółką, co to do tańca i do różańca będzie.
Matką - koleżanką. Matką - partnerką.
I życie bardzo szybko pokazało, że jednak czasami jest inaczej.
I kręcę się czasami w kółko, bardziej lub mniej świadomie powielając wzorce
wychowania wyniesione z domu. No jasne - bardzo mocno walczę z tym, czego u
siebie nie akceptuję w podejsciu do dziecka ale... właśnie, pewne reakcje
siedzą gdzieś głęboko i w poważnych nerwach powielam, oj powielam. I czasem
trzepnę dzieciaka (oj, nie znoszę takich metod wychowawczych u nikogo a juz
szczegolnie u siebie) czy wrzasnę okrutnie (wstyd, wstyd, po trzykroć wstyd).
Macie tak?
Czy może jednak udało się Wam wyjść poza schemat wyryty przez rodzinny dom w
podswiadomość?
I czego nie znosicie u siebie jako matek (co obserwowałyście w domu rodzinnym
a mimo wszystko powielacie)?