marka27
10.04.03, 21:19
Muszę napisać, bo ile można żalić się wyłącznie pamietnikowi, który nawet
jednego dobrego słowa nie powie. Jestem w totalnym dole, coraz gorzej że
wszystkim sobie radzę,żyję w ciagłym strachu i niepewności.. wszystko
zaczęło się jeszcze na kilka miesięcy przed zajściem w ciąże, kiedy kolejne
miesiące starań nie przynosiły żadnych rezultatów. Zaczynałam juz tracić
wszelką nadzieję, kiedy nagle -nasty już chyba test wykazał, że plemniczek
dotarł do celu. Była radość i szczęście. I zaczęły się wszystkie problemy.
Najpierw plamienia, i okropne bole brzucha, które trwały przez drugi i
trzeci miesiąc...tak bardzo bałam się , że stracę to dziecko że zupełnie
straciłam wszelką energię, potrafiłam godzinami patrzeć w ścianę i płakać
nocami w poduszkę.Kiedy minął trzeci miesiąc i plamienia nagle zanikły
pojawił się kolejny problem. Nie wiadomo skąd na USG odkryto wielkiego
guza , który pojawił się w okolicy macicy. Nikt nie potrafił stwierdzić na
100 procent czy to jest mięśniak czy też może to dotyczyć jajnika, wszyscy
lekarze kazali czekać do końca ciąży. Łatwo powiedzieć prawda? Tylko ja,
przez całą ciąże, na zwolnieniu lekarskim leżałam w domu i nachodziły mnie
bardzo różne myśli, obawy, strach...strach dotyczący mnie i mojego dziecka.
Do tego doszedł ból żoładka, problemy jelitowe i stany depresyjne. Było
naprawdę kiepsko. Na tydzień przed terminem porodu zgłosiłam się do szpitala
z powodu podejrzanego bólu w brzuchu i przy okazji nagłej grypy. Ręka boska
była chyba gdzieś obok, bo na drugi dzień w trakcie KTG tętno mojej
dziewczynki zaczęło zanikać i trafiłam natychmiast z marszu na stół. Była
cesarka, a na świat przyszedł mój kochany "Maluszek" (4300 kg, 62 cm!)...i
natychmiast ją zabrali. Była bardzo schorowana i musiała być stale
monitorowana a ja również nie czułam się najlepiej. Uporczywy kaszel
najbardziej wykańczał, bo szwy ciągnęły niemiłosiernie. Dodatkowo po 4
dniach zatrzymały mi się odchody i doszło jeszcze wyłyżeczkowanie.
Spędziłyśmy w tym cholernym szpitalu 2 tygodnie !!! Po powrocie do domu mój
stan zdrowia wcale się nie poprawił a wręcz przeciwnie. Gdyby nie mama, nie
wiem jak wszystko by się potoczyło. Zaczęły się wizyty u lekarzy -
ginekolog, gastrolog a obecnie onkolog bo w ciągu miesiąca straciłam 15 kilo
i ciuchy sprzed ciąży spadają. Brzuch boli nadal, wszyscy szukają przyczyny
a ja się modlę, modlę żeby mojemu Maleństwu nie zabrakło mamy. Bo po 21
kwietnia czeka mnie tomografia i wyniki badań na markery ...czasami naprawdę
mam już dosyć.