Maż przy porodzie, teraz 0 seksu

28.01.07, 07:37
Nie chcę już pisać o moim porodzie, ale potraktowano mnie jak rodzącą krowę,
nie, nawet krowę potraktowano by bardziej humanitarnie, Wyłam z bólu, nikt mi
nie pomógł, 0 środków przeciwbólowych, kazano mi rodzić "naturalnie" dziecko
ponad 4 kg, ja drobna nie dałam rady. Pękła szyjka macicy, pochwa - na całej
dłgości i kroczesad Miałam żal do męża, że będąc przy porodzie, że jakoś nie
zareagował, ale on wierzył bardziej lekarzom i położnej niż mnie - a oni
dopóki nie pękłam brali mnie za histeryczkę... a ja nie mogłam wyrobić z bólu,
naprawdę nie mogłam...Potem okazało się, że rozeszły mi się kości spojenia
łonowego więc utykałam przez kilka miesięcysad(( W końcu miał prawo - położna
była opłacona, specjalnie dla mnie przyjeżdżała... nawet nie zapytałam jej
dlaczego tak się stało,, nie chcę jej widzieć , nie potrafię... nie oddała
zapłaconych wcześniej pieniędzy. A mąż idział wszystko - i zielone cuchnące
wody płodowe a potem słyszał moje prawie 24 godzinne wycie i błaganie o
cesarkę, na koniec krew i potężny krwotok...

Już prawie rok od tamtego porodu, od tamtej pory próbowaliśmy dosłownie 1 raz
i tak nie wyszło.. Mąż unika jakiejkolwiek bliskości - nawet rzadko udaje mi
się do niego przytulić, a tak bardzo tego potrzebuję.Przed porodem mogliśmy
cały weekend nie wychodzić z łóżka. Sex był dla nas b. ważną częścią naszego
związku... Jestem bezradna; mąż wczoraj oświadczył mi, że pod tym względem w
naszym związku jest zupełnie źle, jakbym o tym nie wiedziała... Staram się
dbać o siebie, o męża, o związek.Staram się nie pamiętać o tym porodzie,
właściwie nie wracamy do tego tematu. Mimo takiej traumy bardzo brakuje mi
takiej bliskości... Chyba musiałam się wyżalić. Myślę, że mąż już mnie nie
chce po czymś takim, co widział. Gdy próbuje rozmawiać o tym co się dzieje,
słyszę, że to moja wina, że coś robię źle - a to zakładam nie taką bieliznę, a
to już prawie naga wychodzę z łazienki, a to za długo musiał na mnie czekać
gdy byłam w łazience...sad((Żałuję, że zabrałam go na salę porodową... Czy ktoś
może mi coś poradzić?
    • syla113 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 07:46
      to powazna sprawa , chyba nie dacie rady sami ( chodzi mi o twojego meza ) ,
      wedlug mnie dobrym pomyslem bylby psycholog czy jakas kompetentna osoba ktora
      by wam pomogla .
      • musia29 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 07:51
        wiem, ale mąż nie chce...sad Mam wrażenie, że coraz bardziej go tracęsad Zachciało
        mi się porodu rodzinnego, a tymczasem przeżyliśmy (przeżyłam) koszmarsad
      • musia29 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 07:55
        dodam tylko tyle, że jeszcze w szkole rodzenia nie potrafiliśmy sobie wyobrazić
        6 tygodni przymusowej abstynencji po porodzie... sad((((((
        • jarzeebina Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 08:07
          przykre to , dlatego ja nie zabrałam męza na salę porodową bo myślałam o tym ze
          mze mieć wstręt do mnie po poporodzie. Pytałam się go i mówił ze nie miałby
          wstrętu ale przy drugim dziecku chyba nie pozwolę mu.Chociaż nie wiem czy
          jeszcze bede chciałą drugie dziecko.
          • lotos2004 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 20:29
            Bardzo mi przykro ze tak sie dzieje.Ale przeciez jak zdecydowaliscie sie z mezem
            na porod rodzinny to maz wiedzial ze prawdopodobnie zobaczy krew...Twoj porod
            zdecydowanie byl bardziej skomplikowany i moze niestety za duzo zobaczyl niz byl
            przygotowany,ale z drugiej strony to nie Twoja wina ze tak wyszlo.Musisz
            naciskac na rozmowe bo bez niej to ciezko Wam bedzie.Zycze powodzenia i trzymam
            kciuki
    • moofka Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 08:52
      musiu, przezylas koszmar i jeszcze sie obwiniasz
      nie rob tego
      obecnosc ojca przy porodzie na ogol jest bardzo potrzebna, pomocna i dla
      przewazajacej czesci ojcow jest wspaniala przygodą
      on chcial przy tym byc, planowaliscie to wspolnie, nie naciskalas z tego co
      zrozumialam
      w najczarniejszych snach nie moglas przewidziec, ze tak a nie inaczej bedziecie
      witali swoje dziecko
      rozumiem doskonale twoj zal, bo sama szlam do porodu z usmiechem na ustach, a
      po 23 godzinach meczarni nie moglam sie otrzasnac jeszcze dlugo dlugo
      nie ty jestes winna temu, ze tak a nie inaczej to wygladalo
      i tez nie on
      bo pomiedzy wierszami wyczytalam, ze jednak obwiniasz go troche, ze nie pomogl,
      nie zareagowal
      pewie masz racje, ale i on pewnie tez wyrzut czuje
      tylko co teraz po nim?
      nie sadze, zeby sam widok tak na niego podzialal odstreczająco
      pewnie cala atmosfera bezradnosci, cierpienia i niepewnosci tak mu sie udzielila
      ze mu sie zakodowalo, ze seks konczy sie nie milych spelnieniem
      a jatka i koszmarem? i stad ta blokada? wink
      to trudny i zlozony problem
      sprobuj nie wracac do tego, zabdajcie o naprawde skuteczna antykoncepcje
      i moze z czasem, pomalu
      jeszcze nie minal rok, moze pomalu wrocice do siebie
      a moze faktycznie juz czas na pomoc specjalisty




      • beniusia79 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 09:01
        mysle, ze oboje macie z tym problem. ty obwiniasz meza, a on pewnie czuej to,
        ze byl wtedy bezradny wobec twoich cierpien. czy kiedy rozmawialiscie szczerze
        o tym co obydwoje czujecie? u mnie byla podobna sytuacja. maz rodzil ze mna,
        bylo upalne lato, wszedzie cuchnelo moja krwia. nie zapomne tego do konca
        zycia. bylam rozerwana a potem zszywana. maz byl caly czas przy mnie. i to ja
        po porodzie nie umialam przelamac sie i strasznie balam sie sexu. ciagle
        myslalam o tym, ze maz widzial mnie w takim stanie, ze pewnie sie mnie brzydzi.
        ale okazalo sie, ze to tylko moje wymysly. potrzebowalam jednak czasu zeby sie
        przelamac.
        • doti83 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 11:36
          ja tez nie moglam bardzo dlugo dojsc psychicznie do siebie i bylo ciezko, najwazniejsze to probowac i nie zrazac sie ze nie wychodzi. Nam pomagaly dlugie rozmowy i wzajemna wyrozumialosc kiedys po kilku miesiacach przyszedl ten dzien ze sie przelamalam i wierze ze Wam tez sie uda. Moja rada ROZMOWA ale taka na prawde szczera pozdrawiam
      • liwilla1 Re: wspolczuje musiu, mysle ze moofka dobrze 28.01.07, 09:13
        Tobie radzi. Chyba musisz wpierw sama poradzic sobie z trauma porodu, kiedy maz
        zobaczy, ze psychicznie wrocilas do formy zmieni swoje nastawienie. bo z
        bielizna i czekaniem to wg mnie tylko wymowki. moze Twoj maz podswiadomie boi
        sie sprawic Ci bol.
        Pozdrawiam mocno i trzymam kciuki smile
    • mlodytatus Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 11:04
      tez juz slyszalem o tamik czyms ze poprostu nie potrafia.

      moim zdaniem macie tyle zalu w sobie ze moze byloby dorbze isc do jakiegos
      psychologa. ale nie sami, tylko razem.

      a co do porodu to dziwi mnie to. bo jak prosilas o cesarke to nie rozumiem czemu
      cie zmusili do naturalnego, skoro dziecko bylo takie duze. dla mnie juz cos na
      tym punkcie nie tak. bo w koncu to ty zdecydujesz czego chcesz a nie jakis lekarz.
    • janka007 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 12:57
      > dłgości i kroczesad Miałam żal do męża, że będąc przy porodzie, że jakoś nie
      > zareagował, ale on wierzył bardziej lekarzom i położnej niż mnie - a oni
      > dopóki nie pękłam brali mnie za histeryczkę... a ja nie mogłam wyrobić z bólu,
      > naprawdę nie mogłam...

      Po czymś takim to ja bym już nie widziała możliwości zaufania mężowi, a nie
      prosiła się o seks kiedy on nie chce.
      • dzindzinka Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 13:08
        Ja też mam wredny charakter smile i miałabym pretensje do męża.
        Moja znajoma kto wie jak by nie skończyła, gdyby nie interwencja męża. Facet
        zrobił awanturę na cały szpital, gdy tylko zdał sobie sprawę, że jest coś nie
        tak, zrobiono jej cesarkę i dzięki temu pewnie żyje. Mój mąż chciał być przy
        porodzie (był przy cc w efekcie) właśnie z tego powodu. Z rodzącą kobietą mniej
        się liczą niż z jej facetem.

        Na Twoim miejscu przestałabym zabiegać o seks i rozmawiać o tym.

        Może to forum Cię zainteresuje:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128
    • nova_lijka Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 13:01
      Musia, bardzo mi przykro, że miałaś takie przejscia. Twoja opowieść stawia w
      zupełnie innym świetle mój poród, który uważałam za cięzki. Wierzę, że rany
      psychiczne też Wam się zagoją, czego Ci życzę. Mam prośbę, czy możesz napisać,
      w jakim szpitalu odbyła się ta jatka, tak ku przestrodze dla innych?
    • anik801 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 14:44
      Ja też rodziłam z mężem i było ok.Mąż stwierdził,że spodziewał się zobaczyć coś
      bardziej drastycznego.Ale mój poród był krótki,krwi prawie w ogóle,krocze mi
      nacieli,więc nie popękałam.Stosunek mojego męża do mnie i do seksu w ogóle się
      nie zmienił.Jest taki sam jak przed ciążą.Nie wiem może to zależy od
      wytrzymałości faceta na takie widoki.Mojego męża takie rzeczy nie ruszają,
      zresztą mnie też nie.Kobieta często chce by partner był przy porodzie,a on nie
      zawsze jest przekonany do tego.Jeśli ma wątpliwości lepiej odpuścić.Znam
      takich,którzy na sam moment wychodzenia dziecka na świat wychodzili z sali.W
      Was obojgu mocno to siedzi.Jesteście w bardzo trudnej sytuacji i chyba
      najlepsza byłaby pomoc specjalisty.Moja znajoma też miała bardzo ciężki poród-
      nie chce o nim nawet wspominać,a o drugim dziecku nie ma mowy.Ani ona,ani jej
      mąż nie chcą przechodzić przez to jeszcze raz.I jest to wina lekarza,który
      powinien zrobić od razu cięcie(bo były do tego wszelkie wskazania!).Niestety
      lekarze chcą,by kobiety za wszelką cenę rodziły naturalnie,co czasem kończy się
      bardzo źlesad
      • agysa Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 14:46
        Przeżyłaś straszną traumę. Moim zdaniem rady dziewczyn, które uniosłyby się
        duma i nie prosiły się o sex, są złe.
        Sama mówiłaś, że nie rozmawiacie ze sobą na temat porodu. Ty przeżyłaś straszne
        chwile, ale wiem, że mężczyźni bardziej przeżywają poród.(Nie fizycznie, co
        jest oczywiste, ale psychicznie).
        Twój mąż też przeżył okropne chwile i pewnie zdaje sobie sprawę z tego, że On
        jakby do tego się przyczynił.
        Powinnaś zacząć rozmawiać na temat porodu, że był ciężki, ale bez niego sobie
        byś nie poradziłam. Że sama obecność jego Ci bardzo pomogła. Myślę, że Twojemu
        mężowi sex kojarzy się z Twoim ogromnym cierpieniem. Powinnaś Mu mówić, że
        warto było tak cierpieć, bo macie wspaniałe dziecko i że Ty nie jesteś
        wyjątkiem tylko niestety wiele kobiet przeżywa ciężkie chwile na sali porodowej.
        • tolka11 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 15:09
          Jeżeli twój mąż nie chce pomocy specjalisty, to pozostaje niestety
          przepracowanie wszystkiego, co się wydarzyło. I ty i on musicie powiedzieć
          sobie szczerze co było dobrego we wspólnym porodzie i co było złego. za co
          sobie dziękujecie i o co macie wzajemny żal. To jest piekielnie trudna, ale
          jedyna droga.
          mój pierwszy poród wyglądał podobnie do twojego, ale to ja miałam traumę i ja
          musiałam go przepracować. Mój mąż nie miał z tym problemu. Trwało to bardzo
          długo. drugi poród był lekki niestety - syn wcześniak ważył 880 gr i był trudny
          dla mojego męża, ale razem daliśmy radę. teraz miałam c.c. [brr!], mąż
          oczywiście był przy mnie, widział więcej niż powinien. Po tym wszystkim nasz
          związek jest tak stabilny, że poradziliśmy sobie z tym bez problemu.
          Pozostaje szczera i pewnie bolesna rozmowa.Powodzenia.
    • qunegunda Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 15:04
      Dupa, nie facet.
      Co ty jeszcze z nim robisz?
      • anusiamilusia qunegunda 28.01.07, 16:09
        qunegunda napisała:

        > Dupa, nie facet.
        > Co ty jeszcze z nim robisz?
        Jak nie wiesz co napisać to lepiej nic nie pisz

        To rzeczywiście bardzo trudna sytuacja dla Was obojga, myślę że jeśli w dalszym
        ciągu nie będzie poprawy, to powinniście skorzystać z pomocy specjalisty.
        Pozdrawiam.
        • qunegunda Re: qunegunda 28.01.07, 16:30
          obojga??

          to ten fagas ma rozerwana szyjke maciycy? a moze jaja mu urwalo, co?

          fakt, ze NAWET NIE PROBOWAL dac lekarzom w lape zeby zrobili cc jest absolutnie
          NIEWYBACZALNY, krotko mowiac skresla go z listy ludzi.

          kobiety niezwykle latwo usprawiedliwiaja samocow, jednoczesnie bedac bezwzgedne
          dla siebie samych i innych kobiet. z kolei faceci niezwykle latwo
          usprawiedliwiaja siebie i innych facetow, bedac bezwzglednymi dla kobiet.
          • janka007 Re: qunegunda 28.01.07, 21:24
            qunegunda napisała:

            > kobiety niezwykle latwo usprawiedliwiaja samocow, jednoczesnie bedac
            bezwzgedne
            >
            > dla siebie samych i innych kobiet. z kolei faceci niezwykle latwo
            > usprawiedliwiaja siebie i innych facetow, bedac bezwzglednymi dla kobiet.

            Zapiszę to sobie do sztambucha.
          • ewelina_1 Re: qunegunda 28.01.07, 23:40
            celnie ujęte qunegunda
    • gacusia1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 16:14
      Mysle,ze to byla dla niego trauma.Ma teraz zal do samego siebie i odczuwa wine
      za Twoje cierpienie.Przez brak wspolzycia chce Cie ochronic przed ewentualna
      ciaza.Ja mialam cos takiego w stosunku do mojego ex-meza.Podswiadomie
      obwinialam go za moje cierpienie przy porodzie i to ja nie chcialam sie kochac.
      Doszlam do takiego wniosku po naprawde dlllugim czasie,juz po naszym rozwodzie.
      (rozwod byl z innego powodu).Rada?Seksuolog.Obawiam sie,ze nikt inny nie jest w
      stanie Wam pomoc.P.S. Strasznie Ci wspolczuje takiego porodu.
    • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 16:42
      Wierz mi dobrze Cie rozumiem jako, ze sama potrzebowalam prawie 6 lat zeby
      wyjsc z traumy po porodzie. nie wiem dlaczego uzalasz sie nad mezem -albo jest
      Twoim partnerem albo nie, niech sie zdecyduje. A czego on sie spodziewal po
      porodzie-sielanki? to dorosly facet z dostepem do internet i innych zrodel
      informacji, wiec mial szanse sie doinformowac i przygotowac a nie isc "na
      zywiol". ty na pewno przed porodem tez sie dowiadywalas, czytalas, itp.
      denerwuje mnie jak kobiety pisza "to dla niego za trudne, za ciezkie, straszne
      itp" a dla mnie to nie ? Ja tez nie moglam sobie po prostu wyjsc w trakcie i
      powiedziec juz nie chce, mam dosc to za trudne, straszne itp. jego rola bylo
      dbac i uwazac na ciebie, a tego nie zrobil, wiec to on powinien sie czuc winny
      a nie Ty!!!. A teraz jeszcze wybrzydza z sexem, a co on myslal, ze jestes
      plastikowa barbie, ktora bedzie rodzila wasze (podkreslam wasze) dziecko w
      pelnym makijazu i z usmiechem na ustach? Gdyby moj maz tak zareagowal, to
      powiedzialabym mu, ze ja ochote na sex mam a jesli on mi tego nie zapewni to ja
      i tak dostane to czego chce tylko od kogos innego (jestem wredna- wiem a i moj
      maz o tym wie i za to mnie szanuje). Dodam, ze moja przyjaciolka rozwodzi sie
      ze swoim mezem wlasnie z podobnego powodu-on nie byl z nia przy porodzie. Wiec
      mu powiedziala, ze to byla jego wola, ale skoro ona nie moze liczyc na niego w
      najgorszych chwilach, to ona go w takim razie wogole nie potrzebuje i ma sie
      wynosic, bo wypacykowana lala tylko do lozka i do ozdoby to ona nie jest i nie
      bedzie
      wiem, ze to trudne, ale uwierz mi z tej traumy mozna wyjsc (ja w to nie
      wierzylam przez 6 lat) Dbaj o siebie i badz troche bardziej egoistyczna, bo to
      o Ciebie tutaj chodzi a nie o niego (tak, mezczyznom czasem ciezko jest
      zaakceptowac, ze nie sa pepkiem swiata)
      zycze Ci z calego serca zebys zrozumala, ze to nie Twoja wina a Ty nadal jestes
      ta sama kobieta co przed porodem
      pozdrowienia
      czarny kot
      • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 16:46
        czarny.kot997 napisała:
        . Dodam, ze moja przyjaciolka rozwodzi sie
        > ze swoim mezem wlasnie z podobnego powodu-on nie byl z nia przy porodzie.
        Wiec
        > mu powiedziala, ze to byla jego wola, ale skoro ona nie moze liczyc na niego
        w
        > najgorszych chwilach, to ona go w takim razie wogole nie potrzebuje i ma sie
        > wynosic, bo wypacykowana lala tylko do lozka i do ozdoby to ona nie jest i nie


        Upewnię się, bo nie wiem, czy dobrze zrozumiałam- koleżanka rozwodzi się z
        mężem tylko dlatego, że nie chciał być obecny przy porodzie????
        • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 17:33
          jesli dla ciebie to jest tylko-to tak TYLKO dla tego! To znyczy to byl poczatek
          konca. ja zrobilabym dokladnie tak samo. Nigdy nie bylam w tak strasznej
          sytuacji i nie cierpialam tak jak w czasie porodu. nigdy nie balam sie az tak
          bardzo i nigdy nie czulam sie az tak bardzo przedmiotowa i jasli to nie jest
          wlasnie ten moment w zyciu kiedy moge liczyc na swojego partnera bo on nie ma
          ochoty to sorry ale co to za partnerstw?
          • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:02
            Tak ,dla mnie to TYLKO........
            Moja odmiennośc polega chyba na tym, że dla mnie mój mąż nie tworzy ze mną
            integralnej całości.....szanuje jego autonomię, nie tworzymy symbiozy poprzez
            zawarcie małżeństwa, nie żyjemy w myśl przysiegi: " Gdzie Ty Kajus, tam i ja
            Kaja".....
            Dlatego NIGDY nie wymagałabym od niego uczestnictwa w porodzie, jeśli nie
            czułby się na siłach, aby mi tam towarzyszyć...a juz zupełna dziecinadą byłaby
            decyzja o rozwodzie spowodowana jego niechecią do asystowania na sali porodowej.
            • malila Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:15
              Czarny.kot, ZTCR, nie pisze o potrzebie symbiozy i towarzyszeniu żonie na
              zakupach, tylko o przerażeniu, poczuciu bezradności i oczekiwaniu, że
              najbliższa osoba będzie obok, zapewniając kobiecie jakieś poczucie
              bezpieczeństwa.
              • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:34
                I świetnie, że jeżeli tego oczekiwała od męża i to było jej potrzebne- to, to
                od niego otrzymała......proszę tylko nie kwestionować wartości związków, w
                których mąż nie chce uczestniczyć w porodzie z róznych powodów. Bo one sie
                trzymają i dobrze sie mająsmile
                • malila Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 19:52
                  monia145 napisała:

                  > I świetnie, że jeżeli tego oczekiwała od męża i to było jej potrzebne- to, to
                  > od niego otrzymała......proszę tylko nie kwestionować wartości związków, w
                  > których mąż nie chce uczestniczyć w porodzie z róznych powodów. Bo one sie
                  > trzymają i dobrze sie mająsmile

                  Wydaje mi się, że trudno jest skrytykować zachowanie męża i uznać je za
                  wystarczający powód do rozwodu, nie kwestionując równocześnie cudzych związków,
                  w których takie zachowanie miało miejsce. To znaczy trudno to ująć w taki
                  sposób, żeby nie zostało to odebrane jako zakwestionowanie. Dla mnie też odmowa
                  mojego (podkreślam: mojegosmile) męża byłaby ciosem. Trudno byłoby mi przyjąć do
                  wiadomości, że dla swojego komfortu psychicznego on odmawia mi ulżenia w bólu,
                  strachu, że nie chce nawet zapewnić mi minimum poczucia bezpieczeństwa.
            • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:17
              my tez mamy swoje zycie, prace, znajomych, hobby itp. ale to co nas laczy to
              wlasnie milosc,zaufanie, wzajemny szacunek i wsparcie a to oznacza dla nas
              wlasnie partnerstwo. i wierz mi, mimo, ze jestem bardzo daleka
              od "przyklejania" sie do mojego meza tudziez on do mnie smile to nie wyobrazam
              sobie nie byc przy nim w chorobie, bolu, strachu...mimo, ze obydwoje jestesmy
              bardzo silni psychicznie, to mamy momenty kiedy potrzebujemy siebie nawzajem.
              moze dla ciebie jest to dziecinada, dla nas to bardzo wazne, ze mozemy na
              siebie w takich chwilach liczyc. nie wiem, moze to my jestesmy "niestandardowi"
              ale jestesmy ze soba juz bardzo dlugo (prawie polowe zycia) i dzieki temu, ze
              mielismy w sobie wsparcie, a moglismy liczyc tylko na siebie, zaszlismy juz
              teraz dalej niz marzylismy.
              • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:30
                czarny.kot997 napisała:

                ale to co nas laczy to
                > wlasnie milosc,zaufanie, wzajemny szacunek i wsparcie a to oznacza dla nas
                > wlasnie partnerstwo.

                Alez mnie z moim mężem łaczy to samo( no przynajmniej na to wyglądasmile))
                I jest to niezależne od tego, czy był lub będzie przy porodzie...

                i wierz mi, mimo, ze jestem bardzo daleka
                > od "przyklejania" sie do mojego meza tudziez on do mnie smile to nie wyobrazam
                > sobie nie byc przy nim w chorobie, bolu, strachu..

                mimo, ze obydwoje jestesmy
                > bardzo silni psychicznie, to mamy momenty kiedy potrzebujemy siebie nawzajem.
                > moze dla ciebie jest to dziecinada,



                Podkreslam, bo dokonałas krzywdzącej dla mnie nadinterpretacji moich słów- nie
                jest dla mnie dziecinadą wzajemna miłość, poczucie wspólnoty, troska......
                dziecinne natomiast jest oczekiwanie, że druga osoba ma robic dokładnie to, co
                my uważamy za słuszne....powiedz czy Ty uważasz za mozliwy rozwód ze swoim
                mężem dlatego, że nie chce wziąć udziału w porodzie? Z mężem, którego kochasz?
                Czy naprawdę miara miłości do zony jest uczestnictwo w porodzie? Czy to znaczy,
                że mój mąz mnie nie kocha?

                dla nas to bardzo wazne, ze mozemy na
                > siebie w takich chwilach liczyc. nie wiem, moze to my
                jestesmy "niestandardowi"
                >
                > ale jestesmy ze soba juz bardzo dlugo (prawie polowe zycia) i dzieki temu, ze
                > mielismy w sobie wsparcie, a moglismy liczyc tylko na siebie, zaszlismy juz
                > teraz dalej niz marzylismy.
                • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:44
                  "powiedz czy Ty uważasz za mozliwy rozwód ze swoim
                  > mężem dlatego, że nie chce wziąć udziału w porodzie? Z mężem, którego kochasz?
                  > Czy naprawdę miara miłości do zony jest uczestnictwo w porodzie? Czy to
                  znaczy,
                  >
                  > że mój mąz mnie nie kocha?"
                  Tak, dokladnie tak bam zrobila. gdyby bylo to spowodowane okolicznosciami od
                  niego niezaleznymi- to oczywiscie nie. ale gdyby powiedzial mi, ze ma gdzies
                  moj strach i bol, bo nie czuje sie "na silach" to sorry ale to bylby koniec. w
                  zyciu czasem trzeba przeanalizowac priorytety- a w tym wypadku to sytuacja i
                  potrzeby kobiety sa wazniejsze. zreszta my nigdy na ten temat przed porodem nie
                  dyskutowalismy, bo bylo to dla nas tak oczywiste, ze naprawde nie bylo o czym
                  dyskutowac.
                  poza tym jaki z niego chirurg (pisalas o wyrostku) jak nie wytrzymuje widoku
                  krwi? A czy Twoj maz cie kocha i czy bedzie z toba jesli bedziesz go
                  potrzebowala- nie moja sprawa to oceniac
                  • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:50
                    Pomyliłaś mnie z agawamaląsmile
                    Mój mąż nie jest chirurgiem.
                    • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:53
                      Pomyliłaś mnie z agawamaląsmile
                      > Mój mąż nie jest chirurgiem.
                      a to przepraszam smile
                  • karolcia86 do czarny.kot 28.01.07, 21:58
                    Podzielam Twoja opinie w 100%, uważam że to jest zasra.... obowiązek mojego
                    męża byc ze mną przy porodach. Na dobre i na złe... I on na szczęście też tak
                    uważa.
                  • agawamala Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 07:47
                    Wiesz, mój mąż ( Agaty nick agawamala), bardzo dobrze wytrzymuje widok krwi,
                    zapach fekalii, i wszystko to co jest związane z operacjami znacznie
                    bardziej "paskudnymi" niż poród.
                    Wyrostki operował jak był bardzo młody, dzis ........przeszczepia wątroby. Więc
                    raczej nie Tobie oceniać go jako specjalistę.

                    Tym nie mniej uważam, że sala porodowa ze mna jako podmiotem nie jest miejscem
                    dla niego.
    • rene-76 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 16:43
      wiesz co musiu-najlepiej daj sobie spokoj z tym zabieganiem o seks-to twoj
      powinien sie starac zebyscie sie znow do siebie zblizyli-a po za tym po tym co
      napisalas o jego zachowaniu na porodowce i pozniej to straszny egoista jest
      chyba-tak juz jest z niektorymi facetami -moj zreszta tez podobnie-my cierpimy
      a oni to olewaja
    • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 16:59
      Horroru w czasie porodu współczuję- mój przy Twoim wydaje się trzydniowymi
      wakacjamiwink

      Co do problemu z mężem i seksem- staram się wyobrazić sobie to, co może wpływać
      na zachowanie męża- w czasie porodu zawalił, niestety. Nie wiem, spanikował,
      bał się zareagować, codziennie w pracy widzę, jak rzeczowi i pewni siebie
      ludzie, którzy w rzeczywistości pozaszpitalnej wiedzą co powiedzieć, kiedy
      stają w obliczu słózby zdrowia i jej pracowników traca rezon- wstydzą się
      prosic o to, co im sie nalezy, przytakują niemiłym komentarzom itp. Może Twój
      mąż WIE, że nie popisał się, i teraz wstyd paralizuje go. Kiedy widzi Cie nagą,
      przypomina mu się poród, to jak cierpiałaś i on nic nie zrobił........

      Myślę, o moim mężu i o jego reakcji- wstyd i złość na samego siebie
      skutkowałyby tym, że zamknąłby się pewnie w sobie, ja bym cierpiała, że on mnie
      nie chce, gdy tymczasem problem leżałby w nim i jego przekonaniu o własnej
      niemocy i porażce....

      Sprowokuj jakąś sytuację, aby mógł wyrzucić z siebie, to, co go gryzie, może
      jak się otworzy , to dojdziecie do porozumienia...

      pozdrawiam.smile
    • agawamala Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 17:01
      Kiedyś napisałam, ze sala porodowa nie jest najlepszym miejscem dla męża. Nawet
      męża-lekarza. Oj dostało mi się dostało.
      I Ty jesteś klasycznym przykładem co może się stać, gdy facet - często wbrew
      woli - znajdzie się na porodówce.
      Wielu mężów nie protestuje, bo presja społeczna jest ogromna - "jak ojciec może
      nie być przy porodzie???". Chce być poprawny politycznie i idzie. Idzie i widzi
      czasem to, co mąż Musi. I róznie na to reaguje - czuje wstręt, obrzydzenie,
      wyrzuty sumienia, czuje się winny i.......nie radzi sobie.
      Co robić? Pogadać szczerze, zapewnić, że nie ma się żalu, zaproponować wizyte u
      specjalisty i.....mieć nadzieję, że ostatecznie nie zniechęcił się do żony i
      seksu.
      P.S. Mój mąż ( jeszcze wtedy nie mąż) - widział mnie od środka wycinając mi
      wyrostek. Gdy rodziłam ani on się nie palił ani ja nie nalegałam, aby był przy
      porodach. Za pierwszym razem gdy rodziłam był normalnie w pracy, operował. Za
      drugim zajmował się 13 miesiecznym dzieckiem.
      • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 17:47
        tak biedni mezowie jak mi ich zal!!!
        ja tez w trakcie i po porodzie czulam wstret do poloznych, obrzydzenie moja
        niemoca i brakiem kontoli nad wlasnym cialem, a do tego jeszcze ogromny wrecz
        paniczny strach,i co mam teraz nie kochac swojego dziecka czy moze je za to
        winic? jak sie decydowalismy na dziecko to bylismy swiadomi tego, ze moze byc
        bardzo ciezko, ok nie wiedzielismy ze moze byc az tak ciezko, ale zycie "jest
        jak pudelko czekoladek.." To zadny poprawnosc polityczna, tylko moze by sie
        wreszcie miektorzy panowie w garsc wzieli i przestali histeryzowac, bo oni czuc
        bolu porodowego i po-porodowego nie musza wiec i tak sa do przodu. a kobiety
        nie sa wiatropylne i za dziecko odpowiedzialnosc ponosza obydwoje.
        • ewelina_1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:38
          czarny.kot997 zgadzam się z Tobą
        • agawamala Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 07:39
          No to dalej zmuszajcie mężów do uczestnictwa w porodach, każcie im oglądać
          akcję porodową, wykrzywioną bólem twarz, i.....mało estetyczny widok. A potem
          dziwcie sie, że facet nie ma ochoty na seks ( z Wami) i w małżeństwie coś
          zaczyna się psuć.
          Jestem zwolenniczką związków partnerskich, jak mało kto lansuję pogląd,
          że "zycie nie jest pudełkiem czekoladek", że bywa ciężko, że trzeba się
          wspierać, a małżeństwo to także przyjaźń i pomoc.
          To jedno, a drugie, że facet nie musi oglądać żony na sali porodowej,
          szczególnie, kiedy ją kocha.
          Mój mąż ze wszystkim co dzieje się "wewnątrz" ludzkiego ciała jest za pan brat.
          Na co dzień wącha problematyczne zpachy, grzebie się we wnętrznościach. Nie
          czuje do tego ani obrzydzenia, ani nie popada w histerię. Gdyby tak było nie
          mógłby być przez 24 lata chirurgiem.
          Widział nie jeden poród - choćby na studiach, stażu podyplomowym czy do
          specjaizacji ( musiał do chirugii zaliczyć ginekologie i połoznictwo) - tak
          więc o porodach - tych fizjologicznych i cięciach cesarskich - wie znacznie
          więcej niz pan Kowalski, który 3 razy w zyciu wszedl na porodówkę.
          I mimo to, ani on ani ja nie chcieliśmy, aby "uczestniczył" w porodzie.
          I między bajki włozyć teoryjki, że tata, który przecina pepowinę ma lepszy
          kontakt z dziecmi. To nie ma żadnego znaczenia.
          A odpowiedzialność za dziecko to tez coś innego niż trzymanie żony za rekę w
          czasie porodu.
          Wątek potwierdza moje słowa.
          Oczywiście mozna pchać panów na sale porodową i miec kłopoty. Co nie oznacza,
          że każdy tak zareaguje, ale wielu może.
          • agnieszkas72 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 08:20
            Normalny poród nie ma nic wspólnego z operacją i babraniem się we
            wnętrznościach.Rodziłam 4 razy-nie zauważyłam w trakcie narodzin dzieci nic
            nieestetycznego,co mogłoby normalnego mężczyznę zniechęcić do seksu.Podobnie mój
            mąż.
            Myślę,że wiele par bojących się przeżywac razem narodziny dziecka słucha
            instynktu samozachowawczego i jednak ze wspólnego porodu rezygnuje.Liczba
            mężczyzn,którzy znaleźli się przy rodzącej kobiecie i zniesmaczyła ich "jej
            wykrzywiona bólem twarz" jest na szczęście minimalna.
            Myślę,ze na więź z dzieckiem wspólny poród nie ma takiego wpływu-byłam bardzo
            związana z ojcem,który oglądał mnie przez szybkę kilka dni po urodzeniu.Na więź
            małżeńską natomiast wspólny poród ma wpływ ogromny i jest jedną z
            najpiękniejszych rzeczy,jaką dwoje ludzi może przeżyc razem.
            • agawamala Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 08:32
              Normalny, fizjologiczny poród ma niewiele wspólnego z operacją czy babraniem
              się we wnętrznościach, ale nie nalezy do estetycznych widoków.
              Rodziłam 2 razy ( mam więc o 50% mniejsze doświadczenie), ale wiem, że bywa
              róznie.
              Zdarzają się komplikacje, zdarzają się nieprzyjemne widoki i zapachy.
              I naprawdę ZMUSZANIE CZY NALEGANIE, aby mąż oglądał poród może doprowadzić
              tylko do jednego - zniechęcania do żony.
              Część panów jest przy żonie przez ciekawość, część pod presją, część bo tak
              należy ( moda), część [pewnie chce przeżywac wspólnie poród.
              Ile par (!) przezywa z tego powodu traumę - nie wiem, chybaa nikt nie prowadził
              statystyk.
              Ilu mężczyzn czuje niechęć do zon - także niewiadomo, część aż sie boi o tym
              mówić.
              Z pewnością na wielu nie robi to negatywnego wrażenia.
              Ja uważam, że są rzeczy, przy których absolutnie nie chciałabym być ogladana
              przez mężą ( wymioty, defekacja).
              Kiedyś rozmawialiśmy w sporym gronie lekarzy na temat obecności męża przy
              porodzie. Większość nie chciała asystować żonie, nie widziała takiej potrzeby.
              I co więcej prawie żadna z pań ( w tym kilka lekarek) nie chciała mieć męża w
              tym czasie przy sobie.
              A, zapewniam, są to dobre małżeństwa z długim stażem - czasem w wieku rodziców
              emam.
              • agnieszkas72 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 09:01
                Wiesz,być może u lekarzy uruchamia się w takim momencie taśmowy przegląd
                obojętnych im całkowicie pacjentek-z pewnością zdajesz sobie sprawę z tego,jak
                wiele kobiet jest traktowanych w szpitalach nieprzyjemnie i rutynowo.Poza tym
                przy zmęczeniu na dyżurze i oglądaniu którejś z kolei obcej kobiety myślę,że
                jest możliwe myślenie o tym,jak wstrętnie te baby wyglądają i potem strach,że w
                ten sam sposób zobaczy się własną żonę.Mój mąż z operacjami,porodami i medycyną
                nie ma nic wspólnego-zawodowo zajmuje się sieciami komputerowymi i jestem jedyną
                rodzącą kobieta,jaką w życiu oglądał.Nie myślał o porodach jak o krwawych
                widokach wyjących z bólu kobiet-po prostu chciał być przy mnie.I cały ten
                wysiłek,całą fizjologię odbierał przejęty bardzo, wzruszony, bo rodziły się
                nasze dzieci.
              • siasiuszek Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 09:02
                czasem w wieku rodziców
                > emam.
                pewnie dlatego
              • malila Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 19:51
                agawamala napisała:
                > I naprawdę ZMUSZANIE CZY NALEGANIE, aby mąż oglądał poród może doprowadzić
                > tylko do jednego - zniechęcania do żony.
                > Część panów jest przy żonie przez ciekawość, część pod presją, część bo tak
                > należy ( moda), część [pewnie chce przeżywac wspólnie poród.
                > Ile par (!) przezywa z tego powodu traumę

                Taktak. Kiedy mężczyzna przeżywa traumę, to się wtedy nazywa, że para przeżywa
                traumę i jest to problem obojga. Kiedy kobieta przeżywa traumę, w dodatku ma
                pocięte albo porozrywane krocze, to jest to wyłącznie jej problem, z którym
                powinna jak najszybciej sobie poradzić, bo mąż nie może doczekać się seksu. W
                związku z czym lepiej, jeśli kobieta przeżyje większą traumę samotnie niż
                mężczyzna miałby się zestresować, bo przecież mężczyzna w przeciwieństwie do
                kobiety do seksu się nie zmusi i orgazmu udawać nie umie.
                • czarny.kot997 malila! 30.01.07, 12:04
                  swietnie to ujelas. mnie tez calkowicie rozklada to uzalanie sie nad biednymi
                  facetami. potdrowienia
                  czarny kot
    • goman.riertych Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 17:02
      hej...
      przeczytałem Twój list i jestem potwornie zasmucony...
      piszę to jako facet, który 3 miesiące temu był przy narodzinach pierwszego
      dziecka...

      nie wiem czy mój post w czymkolwiek Ci pomoże, ale przynajmniej dowiesz się
      czegoś nowego...

      poród mojej narzeczonej nie był aż taki straszny jak Twój, choć nacierpiała się
      bardzo, a konowały zafundowały jej odpowiednią dawkę nieprzyjemnych przeżyć - z
      szyciem dużego pęknięcia na żywca włącznie...

      przez cały czas byłem przy niej... założenie było takie, że mam pilnować żeby
      wszystko było tak jak trzeba... starałem się bardzo, a jednak mocno nawaliłem -
      nie byłem w stanie zareagować w momencie kiedy narzeczona błagała o środki
      przeciwbólowe podczas szycia.. ja w tym momencie byłem już tak rozpieprzony
      całym porodem, że w ogóle nie reagowałem.. i podobnie jak Twój mąż przez cały
      poród słuchałem przede wszystkim ludzi w kitlach, a nie mojej kobiety...

      dopiero po fakcie, a w zasadzie po kilku tygodniach byliśmy w stanie wszystko
      to sobie opowiedzieć i dotarło do mnie co i jak było nie tak... ale trauma
      została i nie wiem czy moja narzeczona zdecyduje się kiedykolwiek na kolejne
      dziecko, a ja wcale jej się nie dziwię...

      wracając do tematu Twojego listu... byłem obecny przy porodzie i widziałem
      absoutnie wszystko... przecinałem pępowinę i widziałem pęknięcie... słyszałem
      szczęk nożyczek nacinających ciało, widziałem wody płodowe, łożysko rozbabrane
      przez położną.. słowem - komplet wrażeń...

      szczerze jednak odpowiadam - nie wpłynęło to ani trochę na moją ochotę na seks
      z narzeczoną! potrzebuję i pragnę tego tak samo jak przed porodem, czy nawet
      przed ciążą, a może nawet bardziej - z uwagi na czas przerwy po porodzie..

      wydaje mi się, że jestem całkiem statystycznym facetem i można podobną miarę
      przyłożyć do wielu innych.. nie jestem ani przesadnie odporny na hardkorowe
      widoki, ani też nie mam problemu z fizjologinczymi rzeczami...

      po prostu w trakcie porodu w ogóle nie zwróciłem na to uwagi, a potem nie miało
      i nie ma do dziś, to żadnego wpływu na sposób w jaki patrzę na kobietę..

      mogę się mylić, może Twój mąż faktycznie gorzej przeżył tą całą przygodę...

      ale może to tylko pretekst, albo jeden z wielu czynników...

      bardzo Ci współczuję tej sytuacji i mam nadzieję, że wszystko się między Wami
      ułoży..

      pamiętaj jednak, że to on powinien się teraz postarać i nie bierz winy na
      siebie!

      pozdrawiam
      • aska2000 ..do gomana.riertycha 28.01.07, 18:59
        Fajny gość z Ciebie- Twoja narzeczona ma szczęście smile

        Powodzenia, pozdrawiam!
      • fergie1975 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:17
        myślę, że co jak co, ale przeciętnym facetem to ty nie jestes, przeciętny facet
        nie czytuje forum emama,
        chyba, mam nadzieje (!?)
      • gacusia1 Do Gomana i nie tylko 28.01.07, 20:02
        Moj ex-maz byl przy porodzie naszej corki i kiedy sie narodzila on stal,jak
        zaczarowany.Wolalam go,on nawet nie slyszal.Musialam go pociagnac za rekaw,zeby
        wzial aparat i pstryknal fotki.Moj obecny maz rowniez byl przy narodzinach
        naszego synka i...byl slodki...nawet nie wie w jaki sposob(i ze w ogole)
        urodzilam lozysko.Trzymal mnie za reke caaaaly czas i tlumaczyl personelowi,co
        mowie(rodzilam w Kanadzie,mowilam po polsku,przeklinalam po angielsku ,-) )
        Tak wiec jestem w stanie zrozumiec SZOK MEZCZYZN w takiej chwili,a tym bardziej
        gdy kobiecie(ukochanej) dzieje sie KRZYWDA.
    • syriana Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 17:40
      kurczę nigdy nie rodziłam, ale Twój opis jest wstrząsający
      nie wiem co Ci doradzić, pewnie dziewczyny będą wiedzieć lepiej
      ale trzymaj się

      pozdrawiam mocno
    • galela Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:14
      > Dlatego NIGDY nie wymagałabym od niego uczestnictwa w porodzie, jeśli nie
      > czułby się na siłach, aby mi tam towarzyszyć...
      Hm a co to za siły są potrzebne facetowi do uczestnictwa w porodzie? Sądziłam,
      że to kobieta się męczy a facet stoi obok. U nas tak było, może u innych par,
      to facet wije się z bólu i to jego tną między nogami. Hm doprawdy ciekawe.
      • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:19
        Rozumiem, że ty słyszałas tylko o sile fizycznej, którą człowiek
        dysponuje......ale mnie chodziło o siłę psychiczną, a taką, żeby uczestniczyc w
        porodzie nie każdy facet posiada. I mój mąż jest tego przykładem.
        • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:32
          Rozumiem, że ty słyszałas tylko o sile fizycznej, którą człowiek
          > dysponuje......ale mnie chodziło o siłę psychiczną, a taką, żeby uczestniczyc
          w
          >
          > porodzie nie każdy facet posiada. I mój mąż jest tego przykładem
          a czy kobiet ktos sie pyta, czy dysponuja sila psychiczna zeby przetrwac porod?
          I myslisz, ze jesli Twoj maz juz mial problemy z porodem, ktory zbyt dlugo nie
          trwa, to bedzie mial "sile psychiczna" byc z Toba w razie dluzszej i
          powazniejszej choroby?? jak myslisz dlaczego na oddzialach widzi sie tyle pan
          opiekujacych sie swoimi partnerami, natomias panow tam niewiele...
          poza tym moze przyczytaj jeszcze raz tresc przysiegi malzenskiej, no chyba ze
          to dla ciebie tez "dziecinada"
          • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:44
            Pozwolisz, że miłość, troskę o mnie, zaangazowanie mojego męża w nasz związek
            sprawdzać będę wtedy, kiedy pojawią sie powody ku temu. Jego obecnośc lub nie
            przy porodzie nie jest dla mnie miernikiem w/w uczućwink
        • qunegunda Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:34
          >I mój mąż jest tego przykładem.

          Fakt, ze ty masz "wrazliwego" meza, nie oznacza ze ktos inny oprcz ciebie musi
          taka "wrazliwosc" upsrawiedliac.
          • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:38
            Łał....ktoś, kto pisze, że czyjś mąż jest fagasem ,i "chyba jemu jaj nie
            ucieli" jest rzeczywiście uprawnionym człowiekiem do oceniania wrażliwości
            innych ludzi.......
            • qunegunda Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:41
              monia145 napisała:

              > Łał....ktoś, kto pisze, że czyjś mąż jest fagasem ,i "chyba jemu jaj nie
              > ucieli" jest rzeczywiście uprawnionym człowiekiem do oceniania wrażliwości
              > innych ludzi.......

              jesli juz chodzi o uprawnienie do oceniania:

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=56297013&a=56315576
              czytaj swoje posty ze zrozumieniem, bo na to ze zrozumiesz tresc tego, co ktos
              inny napisal bym nie liczyla...tongue_out
              • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:47
                Cóz bładzenie jest rzecza ludzką, pytanie o wyjasnienie również..lepsze to niż
                nadinterpretacja wypowiedzi innych...o czym Ty zdaje sie, nie masz pojeciawink
                • qunegunda Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:59
                  monia145 napisała:

                  > Cóz bładzenie jest rzecza ludzką, pytanie o wyjasnienie również..lepsze to
                  niż
                  > nadinterpretacja wypowiedzi innych...o czym Ty zdaje sie, nie masz pojeciawink


                  dziecio, ironia wymaga inteligencji, dlatego wlasnie tak kiepsko ci idzie tongue_out

            • ewelina_1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:49
              daruj sobie monia145. Ma rację. To kobieta rodzi, to ona cierpi. Ja też nie
              mogę zrozumieć że jakiś facet jest zbyt wrażliwy na poród. Chol..a! a czy ktoś
              się kobiet pyta czy jest wrażliwa na poród i jak się zmieni jej psychika pod
              wpływem porodu? A jeszcze w polskich realia zamieniają jej najpiękniejszy dzień
              życia w najgorszy koszmar!
              W końcu przysięga się na dobre i złe, a nie tylko na "dobre" 9 miesięcy przed.
              A jak facet ulegnie wypadkowi i trzeba będzie mu tyłek podcierać i inne
              bardziej nieprzyjemne rzeczy robić, to czy ona też będzie miała prawo
              powiedzieć mu że jest wrażliwa i zostawić go samego?
              • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:59
                ewelina_1 napisała:

                > daruj sobie monia145. Ma rację. To kobieta rodzi, to ona cierpi. Ja też nie
                > mogę zrozumieć że jakiś facet jest zbyt wrażliwy na poród. Chol..a! a czy
                ktoś
                > się kobiet pyta czy jest wrażliwa na poród i jak się zmieni jej psychika pod
                > wpływem porodu? A jeszcze w polskich realia zamieniają jej najpiękniejszy
                dzień
                >
                > życia w najgorszy koszmar!
                > W końcu przysięga się na dobre i złe, a nie tylko na "dobre" 9 miesięcy
                przed.
                > A jak facet ulegnie wypadkowi i trzeba będzie mu tyłek podcierać i inne
                > bardziej nieprzyjemne rzeczy robić, to czy ona też będzie miała prawo
                > powiedzieć mu że jest wrażliwa i zostawić go samego?

                calkowicie sie z Toba zgadzam
              • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:06
                Nie rozumieć jest rzecza ludzką, nie przejmuj sięwinkPPPPPPPP
                To, że coś nie mieści się nam w głowie nie oznacza jescze, że jest
                niemozliwe...wszystko widziałaś na tym świecie, wszystko przeżyłaś, że masz
                patent, na to, co jest dozwolone w małżenstwie a co nie? Patent na rzucanie
                słów o czyjejś wrażliwości lub jej braku? I na jakiej podstawie?

                • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:19
                  monia145 napisała:

                  > Nie rozumieć jest rzecza ludzką, nie przejmuj sięwinkPPPPPPPP
                  > To, że coś nie mieści się nam w głowie nie oznacza jescze, że jest
                  > niemozliwe...wszystko widziałaś na tym świecie, wszystko przeżyłaś, że masz
                  > patent, na to, co jest dozwolone w małżenstwie a co nie? Patent na rzucanie
                  > słów o czyjejś wrażliwości lub jej braku? I na jakiej podstawie?
                  >
                  no i wzajemnie,ale to ty pierwsza nazwalas "dziecinada" czyjes poglady, wiec
                  musisz sie liczyc z tym, ze ktos zacznie oceniac twoje poglady
                  • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:29
                    Argument o braku wrażliwości u mojego męża nie jest żadną miarą, oceną moich
                    poglądów, no proszę Cię, to chyba jasne........

                    ...jest osobistą wycieczka, bo panią, która się tym "argumentem" posłużyła
                    tylko na tyle staćwink

                    Dyskutujcie ze mną o moich poglądach a nie oceniajcie mojego męża i jego
                    wrażliwoścismile
                • ewelina_1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:23
                  naprawdę daruj sobie. Sama też się dziwisz, że ktoś się rozwodzi, bo rzekomo
                  kochający mąż miał głęboko w d..ie swoją cierpiącą żone i nie chciał pomóc jej
                  swoją obecnością przy porodzie.
                  • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:33
                    Owszem zdziwiłam się, ale ją rozumiem i zdaję sobie z tego sprawę, że niektórzy
                    tak mają( nie mylić z popieram i akceptuję)...dawno już straciłam złudzenia co
                    do ludziwink
                    • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:51
                      monia145 napisała "...dawno już straciłam złudzenia co
                      > do ludziwink"

                      aha i to twoim zdaniem nie jest ocenianie, no jesli ta czesc twojej wypowiedzi
                      nie ma negatywnego wydzwieku to ja zaczynam watpic w swoja zdolnosc rozumienia
                      tekstu.
                      co rozumiesz przez "zdaje sobie ztego sprawę, że niektórzy
                      tak mają"? co ja "mam"? moze sie czegos nowego o sobie dowiem...

                      • monia145 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 20:11
                        Dam ci dobrą radę czarny kocie, bo widzę, że jesteś tutaj nowa...czy
                        skorzystasz, sama oceńsmile
                        Nie traktuj wszystkiego, jakby było pisane konkretnie do Ciebie, chocby nawet
                        bardzo Ci sie wydawało, że tak jestsmile Takie nastawienie grozi fiksacją i
                        trwałym urazem do forum.
                        Napisałam ogólnie, mając na myśli społecznośc ludzka do której, z jakichś
                        względów straciłam złudzenia- przestałam wierzyć w rozsądek ludzki, miłośc
                        bliźniego i wiele innych cech, rzekomo bardzo ludzkichsmileNie pisałam o Tobie...

                        To tylko net, nie odbieraj wszystkiego, jakby był to zamach na Ciebie.
                        Kłóć sie tylko wtedy, gdy piszą "jestes głupia" albo obrażają Twojego mężasmile
                        Do reszty polecam duuuuuuzo dystanusmile

                        Pozdrawiam i zyczę dobrej zabawy w forumowaniu.

                        P.S. Kiedy ktoś stawia taki znaczek- wink- na końcu wypowiedzi, to znaczy, ze
                        puszcza oko do rozmówcy i nie nalezy traktowac tego, co mówi ze smiertelna
                        powagąsmile
                        • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 20:46
                          monia145 napisała: "bo widzę, że jesteś tutaj nowa"
                          no nie do konca- od dawna czytam to forum, po prostu do tej pory nie pisalam.
                          ja ta dyskusje traktuje bardzo sportowo, i z pewnoscia nie biore tego do siebie
                          co inni o mnie mowia, to tylko moja ciekawosc. nie osadzam tez nikogo. zaczelam
                          pisac na tym watku z czystej solidarnosci z autorka watku. paradoksalnie to
                          wlasnie czytanie o przezyciach innych kobiet pomoglo mi "przerobic" moja
                          traume, choc na poczatku za kazdym razem wylam jak bobr ; mysl, ze ja nie
                          jestem jedyna bardzo mi pomogla. Nie pisalam do tej pory bo co prawda czytalam
                          o przezyciach innych ale nie potrafilam sie przelamac, zeby pisac o sobie.
                          nawet nie wiesz jakie to dla mnie szczescie moc na ten temat tak po prostu
                          podyskutowac, na zimno i bez emocji.
                          a co do znaczka "wink" faktycznie masz racje, nie zauwazylam go. od 8 godz.
                          siedze przy kompie i pisze prace, a od czasu do czasu zagladam tu (dla
                          odprezenia)i albo za szybko klikam po okienkach albo juz jestem zmeczona
                          "To tylko net, nie odbieraj wszystkiego, jakby był to zamach na Ciebie.
                          > Kłóć sie tylko wtedy, gdy piszą "jestes głupia" albo obrażają Twojego mężasmile
                          > Do reszty polecam duuuuuuzo dystanusmile"
                          jak juz mowilam- mam sportowe podejscie do dyskutowania
                          "Pozdrawiam i zyczę dobrej zabawy"
                          tobie rowniez
                          czarny kot
                    • lila1974 Monia 28.01.07, 20:05
                      Zgadzam się z Twoimi pogladami.

                      Dziewczyny tu piszą o tym, że to kobieta cierpi i musi znleźć na to sily - NIE
                      MUSI! Nikt jej nie każe zachodzić w ciąże i borykać się w dniu porodu z własną
                      psychiką.

                      Takie rzeczy to się ustala z mężem przed ślubem, jeśli warunkiem jego trwałości
                      ma być obecność męża przy porodzie, aby potem nie stanąć w obliczu dramatu - MĄŻ
                      NIE CHCE, co w zdaje się jest odbierane na równi NIE KOCHA MNIE!

                      Dla mnie sprawa byla prosta - jeśli nie będzie chcial być przy porodzie - ok.
                      Nie ma obowiążku.
                      Bylo mi miło, gdy na moje pytanie odpowiedzial twierdząco, ba - wręcz nie
                      wyobrażal sobie, że mogłoby go ze mną nie być, ale to była jego decyzja a nie
                      przymus, "bo ja sobie nie wyobrażam".

                      Autorce wątku z całego serca współczuję, horroru, przez który przeszla i którego
                      konsekwencje nadal ponosi. Nie umiem dać dobrej rady, mogę tylko trzymać kciuki,
                      za pomyślny rozwój wypadków.

                      Spróbowalabym zapomnieć o tamtych przeżyciach i wybaczyć męzowi jego niemoc na
                      sali porodowej. Jednak zapytalabym wprost, dlaczego źle się między nami dzieje -
                      licząc na szczerą rozmowę. Poinformowalabym męża, że albo znajdujemy przyczynę
                      kryzysu i lekarstwo na niego, albo się rozstajemy, bo tak dalej żyć się nie da.
                      Ale bez zbędnych, negatywnych emocji.
                      • monia145 Lila:) 28.01.07, 20:14
                        Ufffff...dobrze, że jesteś, bo już zaczynałam łzy rozpaczy ronic na
                        klawiaturęsmile))))))))))
                      • qunegunda Re: Monia 28.01.07, 21:52
                        lila1974 napisała:

                        > Zgadzam się z Twoimi pogladami.
                        >
                        (...)

                        > Takie rzeczy to się ustala z mężem przed ślubem,

                        pozwole sobie zauwazyc, ze te 2 zdania wykluczaja sie

                        tutaj sieraja sie 2 frakcje
                        1) maz ma byc przy porodzie
                        2) meza nie ma byc przy porodzie

                        o ustalaniu czegokolwiek przed slubem nie bylo ani slowa (!)

                        opcja 1 - oczekuje meza przy porodzie stad poczucie krzywdy, jesli on sie nie
                        zgodzi
                        opcja 2 - nie oczekuje obecnosci meza przy porodzie stad brak poczucia krzywdy,
                        jesli on sie nie zgodzi

                        rozmowa o swoich oczekiwaniach przed zmajstrowaniem dzieciaka to jest zupelnia
                        inna kwestia, ktora tutaj w ogole nie byla poruszana

                        poza tym topic nie jest o wyzszosci swiat wielkiej nocy nad swietami bozego
                        narodzenia, tylko o tym ze partner autorki w krytycznym dla niej momencie
                        zachowal sie jak doopa
                        • lila1974 qunegundo 28.01.07, 22:06
                          Nie odnioslam się do postu autorki, prawda? Nie pod nią się podpisalam.
                          Mój glos oddałam w gałęzi, w której ścierają się rzeczywiście dwa poglądy:
                          - musi być, bo to świadczy o jego uczuciu, a jeśli go nie ma na ali porodowej,
                          to znaczy, że nie kocha
                          - fajnie będzie jak przy mnie będzie, ale przymusu nie ma.

                          Jeśli ktoś ma tak radykalne podejście do sprawy, że nie wyobraża sobie, iż
                          ojciec dziecka może nie chciec uczestniczyć w porodzie, to nie uważasz, że
                          zdecydowanie mądrzejsze bedzie przedyskutowanie takich spraw zanim dojdzie do
                          malżeństwa, niż branie rozwodu, bo się czlowiekiem rozczarowało?

                          Dla mnie stawianie sprawy na ostrzu noża, gdy się tego wczesniej nie ustaliło,
                          jest niedorzeczne. Poród to nie choroba, na którą człowiek nie ma wpływu. Jak
                          się wychodzi za mąż, to zdaje się bieże się też pod uwagę posiadanie potomstwa,
                          tak? Jesli tak, to może jednak warto sprawę obgadać, zeby póxniej nie było
                          zbędnych łez?
                          • qunegunda Re: qunegundo 28.01.07, 22:48
                            lila1974 napisała:

                            > Jeśli ktoś ma tak radykalne podejście do sprawy, że nie wyobraża sobie, iż
                            > ojciec dziecka może nie chciec uczestniczyć w porodzie, to nie uważasz, że
                            > zdecydowanie mądrzejsze bedzie przedyskutowanie takich spraw zanim dojdzie do
                            > malżeństwa, niż branie rozwodu, bo się czlowiekiem rozczarowało?

                            ad kwestii rozwiedzionej pary to nie wiadomo, czy oni to przedyskutowali przed
                            slubem, poniewaz o tym walasnie nic w watku nie ma.

                            uwazam, ze powinno sie przedyskutowac, ale co z tego? nic.

                          • ewelina_1 do lila1974 28.01.07, 23:36
                            piszesz o przedyskutowaniu przed ślubem. Niestety, nawet to często zawodzi.
                            Spotkałam się z przypadkami, że facet nagle odmawia miesiąc przed terminem, a
                            dziewczyny usprawiedliwiają dziecinne zachowanie tym, że "nie ma przymusu". No
                            ręce opadają. I tu rozwód jest dla mnie jak najbardziej uzasadniony, bo jeśli
                            idzie się razem przez życie na dobre i na złe, a w jednej z najważniejszych i
                            najtrudniejszych zarazem chwil życia facet się wycofuje, no to sorry. Nie
                            dorósł i tyle. Po co reszte życia marnować z gó.niarzem?
                            • janka007 Re: do lila1974 28.01.07, 23:40
                              Samotne macierzyństwo jest też jakby z lekka trudne. Chyba, że się chce oddać
                              dziecko mężowi żeby z konieczności musiał dorosnąć.
                              • ewelina_1 Re: do lila1974 28.01.07, 23:43
                                może jest trudne, ale łatwiejsze bez obciążenia gó.niarzem, na którego i tak
                                nie można liczyć.
                                • lila1974 Re: do lila1974 29.01.07, 00:04
                                  W takiej sytuacji, to może bym się i wkurzyła, ale nie sądzę.
                                  Nie dajesz czlowiekowi szansy zrechabilitowania się?
                                  Może chciał, a jednak, gdy przyszlo, co do czego, to się nie odważył?
                                  To dość przykre - jeden bląd i na out.

                                  Jesli tak łatwo zrezygnowało się z człowieka, to chyba nie byla miłość.
                                  Co innego, gdy zbiera się ziarnko do ziarnka a ta niefartowna decyzja jest już
                                  przebraniem miarki.
                                  • ewelina_1 Re: do lila1974 29.01.07, 00:41
                                    rehabilitacja? chciał ale się nie odważył?
                                    sorry, ale mnie się nikt nie pytał czy się odważe urodzić czy nie. Ciąża jest i
                                    nie ma odwrotu, bez względu na to czy się boję, odważę, zwariuję czy umrę.
                                    Jakie przykre? Jaki "out"? W życiu jest wiele momentów po których nie ma
                                    odwrotu. Jedna wpadka - dziecko. Mocniejsze naciśnięcie pedału gazu na śliskiej
                                    drodze - trumna.
                                    I dlaczego "chyba nie była miłość"? Gdyby facet kochał na prawdę nie zostawiłby
                                    kochanej osoby w trudnych chwilach. No ja sobie nie wyobrażam, abym mogła
                                    zostawić swojego męża w trudnych dla niego chwilach, bo czegoś się obawiam, bo
                                    coś tam. Wiem, że po to jesteśmy razem aby się wzajemnie wspierać. Koniec
                                    kropka.
                                    Facet któremu się nagle odwidziało nie kochał tak na prawdę żony/kobiety, on
                                    kocha siebie, własne "ja".
                                    A rehabilitować się może wtedy, gdy się odważył, starał, ale trochę nawalił.
                                    • lila1974 Re: do lila1974 29.01.07, 00:55
                                      Ciąża nie jest chorobą po raz kolejny powtarzam.
                                      Na ciążę się decydujemy, więc decydujemy się na towarzyszące jej okoliczności.
                                      Uważam, że zmuszanie faceta do towarzyszenia żonie jest grubą przesadą, a już
                                      twierdzenie, że brak obecności skreśla nasze małżeństwo przesadą do kwadratu.

                                      Tak, możesz mieć rację, że w przypadku niechęci do współnego porodu przez faceta
                                      przemawia brak uczuć w stosunku do żony, ale nie bylabym tak drastyczna w ocenie
                                      w każdym przypadku.

                                      Tak, daję facetowi prawo do odmowy i wcale nie uważam, że to z góry przesądza o
                                      naszym uczuciu.

                                      Gdyby mnie nie odwiedzal w szpitalu po operacji, to może zaczęłąbym się
                                      zastanawiać nad naszym uczuciem, ale z całą pewnością nie skreślilabym go od
                                      razu, jednak starałabym się dociec, co nim powodowalo. Nie ukrywam, ze byłoby mi
                                      przykro, ale staralabym się pojąć w czym tkwił szkopół.
                                      • ewelina_1 Re: do lila1974 29.01.07, 01:14
                                        Ale co to ma do rzeczy, że ciąża nie jest chorobą? Jest jednym z
                                        najważniejszych chwil w życiu. Często przeżycia z pierwszego porodu wpływają na
                                        decyzję o dalszym potomstwie a także o seksie.
                                        Nie do końca się zgodzę, że decydując się na ciąże, decydujemy się na
                                        towarzyszące okoliczności, tzn. chodzi mi tu o polskie realia, bo ja nie muszę
                                        się decydować na skrajne chamstwo,arogancję, bezczelność i sadyzm personelu
                                        medycznego, a niestety często jest tak, że chcąc mieć dziecko, jest się
                                        zmuszanym do znoszenia chamstwa, bezsensownych zabiegów typu rutynowe
                                        okaleczanie, brak znieczuleń, bo w blizszej i dalszej okolicy nie ma ani
                                        jednego ludzkiego szpitala - ale to temat na osobny wątek, więc już nie będe
                                        się rozpisywać.
                                        Natomiast ja uważam, że przesadą do kwadratu jest ulgowe traktowanie facetów,
                                        podczas gdy kobiety tej ulgi nie mają. Facet też wie, czym kończy sie
                                        współżycie i jeśli nie ma najmniejszej ochoty by pomóc żonie/kobiecie choćby
                                        swoją obecnością w najtrudniejszych chwilach jej życia, to po prostu nie się
                                        nie rozmnaża. Założy prezerwatywe i już. Nie ma obowiązku mnożenia się.
                                        Natomaist z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że wszelkie konsekwensje współżycia
                                        ponosi ona. On ma ulgi "może odmówić". I to uważam za przesadę.
                                        Małżeństwo jest na dobre i na złe. Odmawiający facet sam przekreślił z chwilą
                                        odmowy swoje małżeńswto. Nie dotrzymał słowa, choć czasu na psychiczne
                                        przygotowanie było dość, 9 miesięcy. No trochę mniej, w zależności od tego
                                        kiedy się dowiedział.
                                        • lila1974 Re: do lila1974 29.01.07, 01:41
                                          Myślę, że nie ma co ciągnąć tego wzajemnego przekonywania się.
                                          Każda z nas ma swoje racje.
                                          Dla Ciebie odmowa nie wchodzi w rachubę, dla mnie nie jest niczym strasznym. Tak
                                          nas natura skonstruowala, że to my rodzimy nie oni i brak faceta przy porodowym
                                          łóżku nie jest dla mnie równoznaczny z brakiem miłości.
                                          Jedyne o co postuluję, to ustalanie ważnych kwestii wcześniej. Jakoś nie wierzę,
                                          że zdeklarowany przeciwnik porodow rodzinnych, będzie mamił wybrankę wizją
                                          swojej osoby u wezgłowia porodowego łóżka, a na pięć minut przed porodem da dyla.
                                          Jesli zaś mamy do czynienia z facetem, który nie jest zdecydowany, waha się, a
                                          mimo to decydujemy się na dziecko z nim, to chyba nie mozna miec pretensji, że
                                          jednak się nie zdobył na uczestnictwo.
                                          Jedyny facet, ktory szarpnąlby mi nerwa, to taki, co mamił dziewczynę obietnicą
                                          swego wsparcia okołoporodowego, a potem zostawiłby ją na pastwę losu.
                                          • malila Re: do lila1974 29.01.07, 19:53
                                            lila1974 napisała:

                                            > Jedyne o co postuluję, to ustalanie ważnych kwestii wcześniej.

                                            Dla jakich jeszcze sytuacji należy postarać się o oddzielne deklaracje
                                            współmałżonka? Czy należy zapytać osobno o wsparcie w razie choroby, osobno w
                                            razie kalectwa? Czy może wypytać bardziej dokładnie o to, na co można liczyć w
                                            przypadku złamania ręki, na co w przypadku kolki nerkowej, a na co w razie
                                            grypy? Czy należy tez spytać o ewentualne wsparcie w razie śmierci rodziców? No
                                            bo w sumie nie wiadomo, czy dla przyszłego męża pogrzeby nie są zbyt
                                            stresujące.
                                            Nie widzę powodu, dla którego uczestnictwo w porodzie należałoby jakoś
                                            specjalnie wyróżniać. Wsparcie dla rodzącej żony zawiera się we wspieraniu w
                                            razie potrzeby w trudnych chwilach. Jeśli więc kobieta i mężczyzna ustalą, że
                                            mogą na siebie liczyć w każdej podbramkowej sytuacji (a zwykle tak właśnie się
                                            ustala decydując się na małżeństwo), to chyba mają prawo tego od siebie
                                            oczekiwać. Tym bardziej że w przypadku porodu mąż nie musi przyjmować tego
                                            porodu, nie musi po niej sprzątać, nie musi w ogóle patrzeć kobiecie w krocze.
                                            Ma po prostu być obecny, czasem potrzymać za rękę, czasem rozmasować plecy,
                                            czasem być tłumaczem zony, a w skrajnych sytuacjach ustawić do pionu personel,
                                            a przynajmniej dać żonie pewność, że tak zrobi.
                                            • lila1974 Re: do lila1974 29.01.07, 21:14
                                              Napiszę jeszcze raz - jesli się jest osobą, która nie dopuszcza do siebie
                                              możliwości braku męża przy porodzie i warunkuje się od tego trwałość związku,
                                              to TAK dla dobra małżeństwa warto obgadać sprawę porodu.

                                              A z chorobami i pogrzebami nie porównuj, bo to zupełnie inna kwestia.
                                              Choroby i smierci się nie wybiera - ojca swojego dziecka TAK.

                                              Odnoszę wrażenie, że dla niektórych Pań uczucia męża się nie liczą.
                                              Najważniejsza jestem JA.
                                              Jesli się ma takie podejście do życia, to warto przyszłego męża uprzedzić.
                                              • malila Re: do lila1974 29.01.07, 22:36
                                                lila1974 napisałasuspicious
                                                A z chorobami i pogrzebami nie porównuj, bo to zupełnie inna kwestia.
                                                > Choroby i smierci się nie wybiera - ojca swojego dziecka TAK.

                                                Jeszcze tego by brakowało, żebym porównywała choroby i śmierć do ojca dzieckawink
                                                Oczywiście, że porównuję chorobę z porodem - nie rozumiem, dlaczego mam tego
                                                nie robić. Jedno i drugie jest sytuacją kryzysową. Owszem, to pierwsze -
                                                nieplanowaną. Ale braną pod uwagę. Rozważaną. To drugie - zaplanowaną, ale
                                                razem z ojcem dziecka, a nie samodzielnie. Chyba że samodzielnie, to się nie
                                                będę kłócić.
                                                Ojca dziecka wybiera się nie tylko ze względu na jego DNA, ale także, a raczej
                                                przede wszystkim ze względu na przymioty charakteru. Takie np. jak gotowość do
                                                rezygnacji z własnego komfortu psychicznego na rzecz łatwiejszego przejścia
                                                przez ból i strach. Nie ma sensu sprowadzanie oczekiwania tej gotowości do
                                                egoizmu i nieliczenia się z uczuciami partnera, bo to nie jest fanaberia typu:
                                                herbatka u nielubianej ciotki czy branie udziału w konkursie na najgłupsze
                                                przebranie. Poza tym może się okazać, że mężowskie uczucia rani także płacz
                                                dziecka, rzadszy seks i mniej czasu na kawkę i kino. Więc nie ma co szastać tym
                                                sloganem, tym bardziej, że równie dobrze można go użyć wymieniając rodzaj
                                                żeński na męski i odwrotnie.
                                                • lila1974 Re: do lila1974 30.01.07, 00:34
                                                  malila napisała:
                                                  "Ojca dziecka wybiera się nie tylko ze względu na jego DNA, ale także, a raczej
                                                  przede wszystkim ze względu na przymioty charakteru. Takie np. jak gotowość do
                                                  rezygnacji z własnego komfortu psychicznego na rzecz łatwiejszego przejścia
                                                  przez ból i strach."

                                                  I o tym własnię piszę - ojca dziecka się wybiera, więc znając swoje podejście
                                                  do kwestii porodu i obecności faceta przy nim, warto to przedyskutować, a nie
                                                  uznać za pewnik "BO JA TAK CHCĘ - TO ON MUSI".

                                                  To tak samo, jak wziąć ślub, bo się kocha na zabój, ale nie rozmawiać przed
                                                  ślubem o tym, czy będą dzieci, a jeśli tak, to ile, czy je ochrzcimy, czy nie
                                                  itp. Chyba, że w tych kwestiach również wyznajesz zasadę, ze mąż ma obowiązek
                                                  zrobić tak, jak JA chcę, bo inaczej oznacza to, że mnie nie kocha.
                                                  • malila Re: do lila1974 30.01.07, 10:57
                                                    > I o tym własnię piszę - ojca dziecka się wybiera, więc znając swoje podejście
                                                    > do kwestii porodu i obecności faceta przy nim, warto to przedyskutować, a nie
                                                    > uznać za pewnik "BO JA TAK CHCĘ - TO ON MUSI".

                                                    Można też przedyskutować kwestię wierności małżeńskiej, żeby się nie okazało,
                                                    że ktoś jego czy ją do tej wierności przymuszawink
                                                    Uparcie utożsamiasz rzeczywistą potrzebę z fanaberią czy kaprysem. Sprowadzasz
                                                    do zachcianki oczekiwania związane z systemem wartości, na którym buduje się
                                                    związek. W związku z czym to raczej odstępstwa od tego systemu powinny być
                                                    dyskutowane. Ani liczba dzieci, ani chrzest nie są oczywistymi elementami tego
                                                    systemu.
                                                    Nie rozumiem, dlaczego wsparcie w porodzie nie miałoby być tak oczywiste jak
                                                    wsparcie w chorobie. Bo sobie kobieta zaplanowała ten poród? W takim razie
                                                    odwiedziny i pomoc po porodzie również powinna być opcjonalna. Dla mnie to
                                                    sztuczny podział.
                      • vharia w temacie: m.u.s.i.a.ł / n.i.e m.u.s.i.a.ł 29.01.07, 09:26
                        Na decyzję, czy facet "musi" czy "nie musi" być przy porodzie mocno chyba
                        rzutuje "wielowiekowa tradycja". Kiedyś się samców wystawiało za drzwi a
                        kobieta rodziła. I bardzo mocno zapadło wszystkim w głowę, ze to "nie jest
                        męska rola".
                        No cóż... Czasy się zmieniły. Kiedyś rodziło się w towarzystwie siostry,
                        kuzynki i sąsiadki-akuszerki, która cię znała od dzieciństwa. Teraz trafiasz do
                        szpitala. Daje to panom złudne poczucie, ze jesteś w rękach fachowców a tak
                        naprawdę jesteś w rękach obcych ludzi. Z fachowością różnie bywa, czego dobitny
                        przykład mamy powyżej. Na porodówkach jest rutyna i hurtowy przerób, o czym
                        wiedzą i boją się dziewczyny, a panowie nie koniecznie zdają sobie sprawę.

                        Dlatego jest kolosalna różnica w podejściu do sprawy, jeśli uznamy, że rodząca
                        trafia do szpitala, pod fachową opiekę itd. No to wtedy po co mąż? Gdyby mi
                        ktoś operował serce uznałabym to za bardzo ciężkie chwile ale nie
                        oczekiwałabym, że mąż będzie obecny.
                        Tymczasem poród bywa traktowany jako nic ważnego (przez personel), rodząca zaś
                        jest wrzodem na dupie, który utrudnia spokojne załatwienie sprawy. Wtedy TYLKO
                        mąż jest w stanie cokolwiek poradzić, pomóc, wręcz obronić. Dlatego nie dziwię
                        się dziewczynom, które bardzo naciskają na faceta, aby przy porodzie był. I
                        odmowę traktują jak pozostawienie samej sobie w wielkim kłopocie...
                        • madame_edith Re: w temacie: m.u.s.i.a.ł / n.i.e m.u.s.i.a.ł 29.01.07, 11:52
                          Święte słowa Vharia. Tu jest pies pogrzebany.
                          Ja też bałam się nie tyle samego porodu choć i tego koszmarnie, ale głównie
                          bezlitosnego, upokarzającego potraktowania w szpitalu. I te obawy niestety
                          okazały się częściowo uzasadnione.
      • czarny.kot997 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:21
        dokladnie
        • agnieszkas72 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:33
          No cóż,różne są związki między ludźmi.Dla mnie obecnośc,bliskość i wsparcie męża
          były bardzo ważnym -wręcz oczywistym elementem narodzin naszych dzieci.I nie
          zawiodłam się.Nie uważam żeby fizjologia porodu była szczególnie ciężka do
          zniesienia dla faceta i mogła powodować u niego traumę.Jeśli kocha żonę i
          dziecko będzie wzruszony i szczęśliwy.Oczywiście mogą jakoś funkcjonować
          małżeństwa,w których taka bliskość okazuje się niemożliwa.Często wtedy uruchamia
          się instynkt samozachowawczy i do porodu rodzinnego nie dochodzi.
    • ewelina_1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:34
      a ja mam na początek inne pytanie: czy złożyliście SKARGĘ na tych konowałów-
      sadystów? razem z odszkodawaniem za doznanie BEZSENSOWNYCH cierpień? niech mąż
      poszuka prawnika, dopyta się gdzie, co i jak. To na początek będzie wstęp do
      rehabilitacji by choć częściowo "naprawić" czy uleczyć traumę a dla męża byłaby
      to też "naprawa" zachowania z porodu. Poza tym, składanie skarg, doniesień do
      prokuratury w zależności od sytuacji, poprawi realia w szpitalach i zachowanie
      personelu względem rodzących.
      Bardzo, ale to bardzo Ci współczuje. Nie obwiniaj siebie. To TY przeżyłaś
      koszmar. Obawiam się jednak, że Twój mąż po prostu nie dorósł i w dalszym ciągu
      zachowuje się jak gó.niarz.
      Życzę Ci, aby wreszcie dorósł, zechciał pójść do terapeuty a przede wszystkim
      zrozumiał, że zawiódł Ciebie podczas najważniejszych chwil w Twoim życiu.
      pozdrawiam
      • agnieszkas72 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:39
        Nie sądzę,żeby skarga odniosła jakiś skutek ale tak rozległe obrażenia,jakie
        odniosła autorka wątku są skutkiem źle poprowadzonego porodu.I opłacona położna
        zawiodła na całej linii.
        • ewelina_1 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 19:02
          Skarga jest potrzebna, aby coś się w szpitalach zmieniło! "Machanie ręką"
          powoduje, że personel medyczny czuje się coraz bardziej bezkarny, wie, że może
          traktować rodzącą jak kawałek mięsa, bo się i tak nie poskarży więc żadnych
          konsekwencji nie poniosą, mimo, że lista złamanych paragrafów w trakcie jednego
          porodu jest duża, że już o zwykłej życzliwości czy o człowieczeństwem, które
          podobno odróżnia ludzi od zwierząt nie wspomnę. Tzn. więcej skarg = mniej
          bestialstwa w szpitalach = mniej kobiet z traumami poporodowymi. To było po
          pierwsze.
          Po drugie: częsciowo piszę z własnego doświadczenia. No, nie takiego jak
          autorki wątku. Nie piszę że całkiem pomoże, ale może być wstępem do dalszej
          terapii. Przeszłości się nie zmieni, ale można choć częsciowo naprawić swoje
          błędy.
    • oxygen100 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 18:37
      o ku...... łączę się w bólu. Dobry specjalista to jedyna szansa dla Was.
    • vharia Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 28.01.07, 21:27
      Wiesz, chyba tylko specjalista, dobra poradnia rodzinna, psycholog-seksuolog. Tylko nie byle kto, bo to delikatne jtematy jak cholera. Gdybyście gdzieś trafili (do czego namawiam!) i nie byłoby OK- szukajcie innego miejsca. Nierozmawianie najlepiej dowidzi, jaki to był szok i trauma. Chłop pewnie nie umie przyznać, że dla niego też.
      A na tych rzeźników brak mi słów!!!
      • vharia PS 28.01.07, 21:55
        Jestem przykładem bardzo pozytywnych skutków "bycia" faceta przy porodzie, ściślej przy dwoch porodach. Oczywiście z Twoimi przeżyciami się nie porównuje, moje były lekkie. Ale i tak poród to grubsze atrakcje i nawet lekki poród to nie to samo co zastrzyk w pośladek. Mąż mi się baaardzo przydał, zachował 100% spokój, żadnego obrzydzenia nie nabrał (czasem mam wrażenie, ze wręcz przeciwniesmile, bardzo mi pomógł (ćwiczył ze mną po kilka godzin za każdym razem). A nie pędził tam na skrzydłach i nie jest odpornym na wszystko super-hardcorowcem robiącym vivisekcje. Dlatego myślę, że to trochę loteria- to, jaki bedzie efekt. U Was akurat był fatalny zbieg okoliczności, wcale nie w obecności męża był błąd jako taki.
        SIEBIE KOBIETO NIE OBWINIAJ. Dołączam sie do mądrej rady (jedna taka padła), że jeśli nie uda się iść do specjalisty, to trzeba to przepracować samodzielnie. Szczere rozmowy aż do bólu. Jeśli macie zostać razem, to tego NIE DA się tak zostawić.
        • anetuchap Re: PS 29.01.07, 01:33
          Myślę,że dla Ciebie byłoby lepiej,abyś nie narzucała się mężowi.
          Nie namawiaj go do seksu,nie proś,bo na pewno jest to dla Ciebie upokarzające.
          Bynajmiej dla mnie by było,gdyby przez niemal rok,mąż odprawiał mnie z kwitkiem.

          Powinnaś bardziej skoncentrować się na sobie,a nie myśleć ciągle jaki on
          biedny,jaką traumę przeżył. Tak naprawdę to TY przeżyłaś traumę i to TY
          potrzebowałabyś więcej czasu,aby znów zacząć współżyć.

          Przepraszam,że tak dosadnie,ale w końcu prosisz o radę i zdajesz sobie
          świadomość,że różne one mogą być.
          Według mnie,dojrzały,dorosły facet,który jest z żoną ileś tam lat, nie zachowuje
          się w ten sposób. Czy Wy nie rozmawiacie ze sobą? Bo jak dla mnie,to
          wystarczy problem "przegadać" i nawzajem uporać się z tym ciężkim doświadczeniem
          Czy Ty pytałaś się go,rozmawiałaś dlaczego on nie chcę się z Tobą kochać?
          Czy zadowalała Cię odpowiedź,że masz nie taką bieliznę? To mnie dziwi.
          Po kilku takich odmowach,dorośli kochający się ludzie,po prostu rozmawiają
          i próbują wspólnie rozwiązać problem.

          I jeszcze jedno: czy jesteś pewna,że mąż Cię nie zdradza? Bo ta niechęć do seksu
          z żoną,to jeden z symptomów zdrady,tym bardziej,że pisałaś,że przed porodem
          kochaliście się bardzo często. Jakoś nie mogę zrozumieć,że facet ma AŻ TAKĄ
          trauę po porodzie,że nie sypia z żoną,którą bardzo kocha i z którą wcześniej,
          mógł bzykać się non stop. Dla mnie to dziwne.
    • gaskama Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 12:08
      Musiu!
      Brak mi słów. Obwinianie się samej, to jakaś pomyłka. Musiu, to nie Twja wina.
      Nic w tym złego, że chciałaś, by mąż był na sali porodowej. ... Tu nie ma co
      roztrząsać całęj sytuacji. Przepraszam, że jestem taka bezpośrednia, ale nie
      wiem, czy chciałaś rady, czy tylko się wyżalić. Jeśli rady, to musisz poszukać
      dobrego ginekologa i postarać się o plastykę pochwy. Coś takiego jest możliwe i
      co więcej, w uzasadnionych przypadkach (a tu chyba taki jest) płaci za to kasa
      chorych. Słyszałam kiedyś o podobnej sytuacji (koleżanka koleżanki) i
      dziewczyna zdecydowała się na plastykę pochwy. Poza tym ... jeśli tylko
      masz/macie czas i pieniądze poszukajcie psychologa. Musiu, mój poród pył w
      porównaniu z Twoim ... znów brak mi słów ... mój syn mów "pestka z małem", a i
      tak długo, długo nie miałam ochoty na seks i bardzo bolało i siedzieć nie
      mogłam i szwy się nie najlepiej goiły (wiele, wiele miesięcy). Twój poród moim
      zdaniem nie był w normie, natomiast problemy, które teraz macie, chyba są
      zrozumiałe po tym porodzie. Ale zacznij od ciała (plastyka) i od duszy
      (psycholog). Po tym co przeszłaś, musicie dać sobie dużo czasu. Trzymam kciuki!!
      Gąskama
    • lenaz13 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 14:13

      nie znam sie na tym ja też rodziłam ale bez komplikacji , ale dlaczego miałaś
      wody zielone, czy twoje dziecko oddało smółkę jeszcze w brzyszku to całkiem
      orawodopodobnie że będzie miło problemy w nauce. popytaj sie za wczasu może to
      pomoże . oby było wszystko dobrze pozdrawiam
    • ramka2 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 15:07
      Nie chciałabym być okrutna, ale nie rozumiem Was kobiet, które tak bardzo
      chcecie tych swoich mężów przy porodach. Dla mnie to kompletna bzdura. Chcecie
      mieć kogoś bliskiego przy porodzie - poproście matkę, siostrę, kuzynkę,
      przyjaciółkę, po co zaraz faceta. Nie wyobrażam sobie mego męża przy porodzie,
      a już rodziłam i gdybym miała jeszsze raz rodzić to tez go widzieć tam nie
      chcę.
      • gaskama Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 15:31
        Słaba wyobraźnia, albo słaby mąż. Cóż ja nie wyobrażam sobie rodzić bez męża.
        Może też słaba wyobraźnia. Ale przynajmniej silny mąż.
      • agnieszkas72 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 30.01.07, 12:24
        Tak się składa na ogół,ze ci "faceci",jak piszesz,to osoby najbliższe,ukochane i
        ojcowie rodzących się dzieci-to pociąga za sobą zaangażowanie emocjonalne,o
        którym nie można mówić w przypadku kuzynki czy przyjaciółki.
        Prawdę mówiąc,współczuję relacji małżeńskich kobietom,które myślą tak jak ty.Nie
        ma żadnej innej kobiety,która byłaby mi bliższa od męża i którą chciałabym mieć
        przy porodzie.Nasze dzieci są już na świecie,więcej raczej nie planujemy.Ich
        wspólnie przezyte narodziny należa do naszych najmilszych wspomnień.
        Ale w sumie w jednym masz rację:nie warto ciągać"faceta"-dawcy plemników na
        porodówkę.
        • agnieszkas72 post wyżej -do ramki2 nt 30.01.07, 12:28
    • galia29 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 15:35
      Bardzo wspołczuję Musiu- to co piszesz o swoim porodzie jest straszne.Twój mąż
      nie zareagował odpowiednio, ale wiele osób czuje onieśmielenie w stosunku do
      lekarzy a zwłaszcza mężczyźni w stosunku do ołożników bo przecież nie mają
      pojecia co się dzieje i dlatego trudno im dyskutować z lekarzami bo nie czują
      się do tego merytorycznie przygotowani.Teraz być może faktycznie czuje się
      winny, a może boi się sprawić ci cierpienie, ale też calkiem możliwe ,że
      przyczyna jest jakaś zupełnie inna (inna kobieta).I to rozstrzygnąć możesz
      tylko Ty sama bo tylko Ty wiesz jak wygląda całe wasze życie małżeńskie, czy
      problem jest tylko w braku seksu czy w braku uczuć?Ja nie bronię facetów- ja
      nie chciałam męża przy ostatniej fazie porodu bo to ja cenię sobie intymność i
      zwyczajnie wstydzę się własnej fizjologi -choć to dziecinne wiem a i znam go i
      wiem ,że źle znosi widok krwi.Było mi miło ,że się zaoferował ale wiem ,że
      zrobiłby to tylko dla mnie a nie dlatego ,że faktycznie chciał.A to może być
      cudowne przeżycie dla mężczyzny ale tylko dla tego ,który faktycznie chce i
      jest na to przygotowany.jedynym wyjściem wydaje się rozmowa otym o co tak na
      prawde chodzi- a jeśli taka rozmowa jest niemożliwa to jest to nawet wiekszy
      powód do rozstania niz brak seksu
    • babka71 Re: Maż przy porodzie, teraz 0 seksu 29.01.07, 16:29
      Uważam , że przeginasz nic się takiego nie stało.. Ot Życie i różnie się w
      życiu układa wszystkiego nie przewidzisz!!..
      p.s powiem tak byłam przy operacji męża (bardzo wstydliwa operacja), krótko
      mówiąc widziałam faceta w nie za bardzo komfortowej pozycji, ale to nie znaczy,
      ze przeszła mi ochota na seks...
      p.s 1 spójrz na męża bardziej krytycznie, a nie tylko siebie obwiniasz??/
    • karolcia111 współczuję..:( nt 29.01.07, 20:06
Pełna wersja