dirgone
30.01.07, 16:06
"Uciekał ze strasznego domu
Nóżki chłopca wędrującego boso po śniegu - uratowane
Tymi swoimi małymi stópkami zrobił jakieś 4000 kroków. Szedł uparcie przez
noc, ubrany tylko w piżamkę, a ciało paliło go od ośmiostopniowego mrozu. Za
plecami zostawił... "dom". Zagrzybioną ruderę, pijaną matkę, no i dziadka...
W końcu upadł w śnieg. Przez przypadek znalazł go przejeżdżający drogą
kierowca. Teraz z nóżkami obwiązanymi bandażem przewraca się w szpitalnym
łóżeczku. Na okrągło powtarza mamo, mamo - jedyne słowo, jakie zna. Gdy zbyt
głośno płacze, w ramionach tuli go 60-letni dziadek - Bolesław. Za pedofilię
przesiedział w więzieniu 7 lat.
Tatuś 2,5-letniego Jareczka ogląda świat tylko na więziennym spacerniaku. Po
pijanemu potrącił sąsiadkę i odsiaduje dwa lata w Nowogardzie. Mamusia, Beata
O. (23 l.), od niedzieli świat ogląda również przez więzienne kraty. Wczoraj
postawiono jej zarzuty znęcania się psychicznego nad dzieckiem i narażenia go
na ciężkie obrażenia ciała. Prokurator wystąpił o areszt tymczasowy.
Przy Jareczku czuwa dziadek, skazany w przeszłości za wykorzystywanie swoich
córek na 7 lat więzienia. Swojego rodzeństwa Jareczek też nie spotka już
nigdy. Najstarsze dziecko Beaty O. odebrano jej i poddano adopcji. Najmłodsze
zostawiła w szpitalu sama. Został Jarek. On wolał zginąć na mrozie, niż
mieszkać w tak popapranym domu.
Przez cały czwartkowy wieczór Jarek bawił się z kilkuletnią kuzynką. Tulił,
wygłupiał się, jak to dzieci. W tym czasie mamusia wlewała w siebie kieliszek
za kieliszkiem. W nocy, gdy pijana matka spała, głodny Jarek wyszedł z domu.
Ocalił go cud
W dziurawej piżamce, boso, przy ośmiostopniowym mrozie, przeszedł 1300 metrów.
Według rodziny ojca, wyszedł, by jeszcze raz zobaczyć kuzynkę. Mówić jeszcze
nie umie, ale zmyślny z niego chłopak. W końcu upadł w śnieg. I nie byłoby go
na świecie, gdyby nie zauważył go na poboczu przejeżdżający drogą kierowca. Z
odmrożonymi stópkami Jareczek trafił do Szpitala Dziecięcego przy ulicy
Wojciecha w Szczecinie.
Zwinęli ją pod więzieniem
Kiedy w piątek nad ranem policjanci zjawili się pod domem Beaty O., ta wciąż
była pijana. Zataczając się, brodziła w śniegu, szukając chłopca. Choć policja
chciała od razu zatrzymać wyrodną matkę, nie zgodzili się lekarze. Uważali, że
obecność matki korzystnie wpłynie na leczenie. Kobieta jednak w szpitalu, przy
dziecku, była bardzo krótko. Zamiast być z synkiem, pojechała do siedzącego w
więzieniu ojca dziecka. Została zatrzymana pod więzienną bramą.
Dzisiaj wiadomo, że dziecko nie straci odmrożonych nóżek. Martwicy nie ma,
rany już się goją. Jedynym krewnym, który stale czuwa przy Jareczku, jest jego
karany za pedofilię dziadek.
Kochała Jarka?
Czy Beata O. straci prawa rodzicielskie? Na to pytanie odpowie Sąd Rodzinny w
Świnoujściu. "Super Expressowi" udało się dotrzeć do telefonu komórkowego
wyrodnej matki. Na wyświetlaczu zdjęcie Jarka, zrobione w tej samej piżamce, w
której znaleziono go w śniegu. Wśród innych zdjęć w pamięci telefonu Beata O.
chyba nie bardzo trzeźwa wywala język do obiektywu. Oprócz tego fotografie z
rodzinnych spotkań, zabaw Jareczka z kilkuletnią kuzynką. Tą samą, do której
szedł boso przez śnieg.
Ostatni przygotowany do wysłania SMS Beaty O. brzmiał krótko: SOS. Nie wiadomo
do kogo skierowana byla ta prośba o pomoc. I czy wyrodnej matce chodziło o to,
żeby ktoś pomógł jej zmienić swoje życie, czy też tylko uniknąć
odpowiedzialności. "
Wkleiłam cały, bo z linkami to różnie bywa.
SE opluwa pijaną matkę (23 lata) jak tylko może, wspominając jedynie, że jej
ojciec siedział 7 lat w więzieniu za wykorzstywanie jej i jej siostry. Zapewne
owa "wyrodność" to się z powietrza wzięła... Ciekawa jestem, jaką dziewczyna
miała opiekę psychologiczną zapewnioną, gdy na jaw wyszło to, że pewnie przez
kilka lat była gwałcona przez ojca - zapewne rewelacyjną, jeśli tak skończyła.
I jeszcze może z tym ojcem musiała mieszkać - nie doczytałam się tego w
artykule. Eh, brak mi słów...