kocurka29ipol
10.02.07, 06:50
No muszę to w końcu komuś napisać i wyżalić się. Chyba moim największym
kompleksem jest to, że nie umiem tańczyć

(( Zaczynam przez to tracić
znajomych, bo wszyscy myslą, że ze mnie straszna smutaska i poważna matrona...
a to nie tak

W dodatku uczę w szkole średniej i co roku...studniówki...

W mojej "starej
szkole" udawało mi się jakoś wymigać - a to byłam w ciąży a to się zatrułam a
to akurat były ferie i wyjechałam...

W tym roku uczę w nowej szkole, bo się
przeprowadziliśmy i na całe szczęście skręciłam nogę kilka dni wcześniej. Nie
macie pojęcia jak się cieszyłam. Ale w sumie wynudziliśmy się jak mops, bo
całe grono szalało do białego rana...
A nasi nowi i starzy znajomi wprost uwielbiają tańczyć - nieważne czy idą na
salę (teraz w karnawale prawie co tydzień), czy jest to posiadówa w domu u
kogoś - kończy się na tańcach

((( A ja nie potrafię. Nie żebym się nie uczyła
- obiecuję sobie, że w końcu się nauczę, byłam już chyba w 10 szkołach tylko o
ile jeszcze na kursie jeszcze jakoś mi idzie (powiedzmy, że jestem w "ogonie"
ale wydeptać w rytm raz-dwa-trzy-cza-cza coś tam wydepczę), to potem na sali
żaden z nauczonych kroków nie pasuje mi do muzyki, którą słyszę. Po prostu
katastrofa. ktoś mi kiedyś mowiedział, że jak partner dobrze prowadzi to
wszystko jest ok...tylko, że jak podepczę tego partnera za 1 razem, to raczej
2 raz już mnie nie zaprosi... I gdyby jeszcze jeszcze grano kilka kawałków
wolnych to może bym wyszła na parket, ale zazwyczaj wolne rzadko się trafiają.
Kiedyś szczerze odpowiadałam na pyt. dlaczego nie tańczę - "nie umiem" i
zawsze zgłaszał się jakiś śmiałek, z deklaracją, że mnie nauczy. Tylko że po 1
razie z kimś, kto wykazywał grację nóg stołowych takemu smiałkowi sie
odechciewało i musiałam podpierać ściany. Myślłam, że w okolicach 30. bedzie
już z górki a tu.. jest tylko gorzej. O ile kiedyś wypadało mi z wyższością
odpowiadać , że muzyka mi nie odpowiada to teraz już nie...
Jeszcze z weselem się udało - zrobiliśmy tylko skromne przyjęcie (rzekomo ze
względu na finanse- oczywiście zyskało to aprobatę mojej teściowej, która
uważa mnie za rozsądną i stateczną żonę) a ja tak bardzo chciałam tańce i
hulanki... tylko.... no już wiecie... A moja babcia też mnie uwielbia, bo nie
trwonię pieniędzy na jakieś fiu-bździu stroje. Kurka i wszyscy mnie wkurzają -
nawet ksiądz na kolędzie pyta, gdzie się bawiliśmy... A jasna ch... NIGDZIE
Póki co możemy zasłaniać się dzieckiem, którego nie mamy komu podrzucić, a to
nieprawda, bo obie babcie tylko na to czekają.... Uffff... Oby juz zaczął się
wielki post.... potem trzeba jakiś się wymigać od wesela mojej najlepszej
koleżanki a potem znów studniówka...
Może jakas religia zabrania tańców? To byłoby mi baaaaardzo na rękę.