"idźcie na swoje" ?!

11.02.07, 23:06
Wiele młodych małżeństw mieszka z rodzicami. Zresztą nie tylko młodych.
Czasem z wyboru, czasem nie mają innego wyjścia. Czasem na niedługo,
czasem "na zawsze". Normalne jest że w takich wypadkach zdarzają się
nieporozumienia lub wręcz wojny domowe. Coś mnie tylko trafia jak ktoś
komentuje: "to się wyprowadź", "idźcie na swoje". Nosz... skoro tego nie
robią to znaczy nie ma takiej możliwości. Skoro miałyście tyle szczęścia że
było Was stać na własne lokum (ewentualnie rodzice dali/kupili) nie dawajcie
innym takich głupich i złośliwych pseudoporad.
    • gorgolka Re: "idźcie na swoje" ?! 11.02.07, 23:09
      nie rozumiem, bo z moich obserwacji (nie wykluczam ze są inne przypadki ale ja
      nie znam)wynika, że robią to z wygody.
      Bo gdyby wyprowadzili się to:
      musiałaby sama obiady gotować,
      dzieci do przedszkola posłać,
      pieniądze przeznaczone na tipsy poszłyby na wynajem,
      a ludzie którzy dochód na osobę mają mniejszy niz oni potrafią wygospodarować i
      na czynsz, i na przedszkole i na opiekunkę w sporadycznych przypadkach

      i dlatego twierdzę że zawsze mozna iść na swoje tylko niestety czasem kosztem
      sporych wyrzeczeń
      • chipsi Re: "idźcie na swoje" ?! 11.02.07, 23:14
        Czasem te "wyrzeczenia" = zjedz normalnie i kup dziecku ubranie. Nie można
        rezygnować ze wszystkiego, niektórzy naprawdę mają mało, chociaz oczywiście
        zdarza sie i tak jak piszesz.
        Ja znam przypadki gdy rodzina żyje na własny koszt ale pod jednym dachem z
        rodzicami bo ich jest połowa domu, albo wszsyscy mieszkają razem bo np. razem
        opiekują się chorym członkiem rodziny. Są też sytuacje tymczasowe gdy
        jedni "się budują" i wynajem mieszkania nie wchodzi w grę.
        • wed05 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:58
          Tylko jaki sens jest sie pobierac i dodatkowo jeszcze sprawiac sobie dziecko
          kiedy nie ma sie ku temu wystarczajacych warunkow ?
          Przeciez to robienie krzywdy sobie i swojemu dziecku.
          Jezeli wynajecie mieszkania ma wiazac sie z ograniczeniami w kuowaniu zywnosci i
          srodkow dla dziecka to ja naprawde nie rozumiem gdzie niektorzy maja rozum przed
          oltarzem, a pozniej w lozku (czesto odwrotnie).
          • kszynka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 18:00
            niestety nie wszyscy są tak mądrzy i zapobiegliwi jak Ty...
            • wed05 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 18:24
              czy poza sarkazmem masz jakiekolwiek argumenty by sie nie zgodzic z moim
              twierdzeniem ?
              • gruby_dolar Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 18:57
                wed05 100% racji. I teraz bez sarkazmu, kompletnie na serio. Dość radykalnie i rewolucyjnie, ale...skoro przy adopocji dziecka jest cała masa sprawdzania, wywiadów środowiskowych, aby sprawdzić czy dana para nadaje się na rodziców i czy ma ku temu warunki nie wprowadzić tego dla wszystkich par? Oczywiście najlepszym sposobem byłaby odwortność pigułki antykoncepcyjnej. Rozdrodczość wyłączona genetycznie/farmakologicznie w okresie dojrzewania, przywracana za pomocą pigułki po sprawdzeniu czy dana para ma warunki aby posiadać dziecko. Być może jest to spore wyzwanie dla nauki ale korzyści z tego ogromne, olbrzymie ograniczenie niechcianych dzieci, złych rodziców, biedy i patalogii. Dziecko miałyby osoboby które by naprawdę bardzo tego chciały i miałyby ku temu warunki. A tak póki co trzeba być nielicznym, podobnie jak wed05, z tych którzy myślą idąc do łóżka. Wed05 pozdrawiam serdecznie smile
                • elza78 dolarku to o czym piszesz OT 12.02.07, 19:51
                  to eugenika smile
                  niezbyt etyczne ze tak powiem skoro czlowiek ma byc wolny pod kazdym wzgledem a
                  jednym z przejawow jego wolnosci jest robienie ze swoja plodnoscia tego co mu
                  sie podoba...
                  • wed05 Re: dolarku to o czym piszesz OT 12.02.07, 21:22
                    (...)jednym z przejawow jego wolnosci jest robienie ze swoja plodnoscia tego co mu
                    > sie podoba..
                    -------------
                    To prawda mozesz sie jej (płodnosci) pozbawic i bedzie to dotyczylo tylko
                    Ciebie. Ale zycie dziecka nie nalezy do Ciebie, a do niego samego.
                    Jak napisalem juz, posiadanie dziecka, decyzja o jego urodzeniu, bez posiadania
                    odpowiednich warunkow to dla mnie wyrzadzanie krzywdy wlasnemu dziecku i czysty
                    egoizm.
                    Faktycznie pomysl o mozliwosci wylaczenia czynnosci rozrodczych przynosi na mysl
                    rozwiazania rodem z totalitaryzmow, ale nie wiem czy do konca bylo by to takie
                    zle... Jednak jest to niemozliwe, a ja nie lubie teoretyzowac.
                    W kazdym badz razie apelowalbym do przyszlych rodzicow o rozsadek i rozwage,
                    odpowiedzialnosc i brak egoizmu.
                    Oczywiscie... wasze zycie, wasze dzieci.
                    • elza78 Re: dolarku to o czym piszesz OT 12.02.07, 21:36
                      jak piszesz trzeba byc rozwaznym w planowaniu rodziny ale nikt nie moze
                      zdrowemu czlowiekowi zabronic posiadania potomstwa tylko ze wzgledow
                      ideologicznych bo to jest nieetyczne, moze w niektorych przypadkach cisnie sie
                      na usta ze szkoda, no ale niestety... taki lajf...
                      • net79 matko ludzie 12.02.07, 22:53
                        Z tego w co więkrzość wypowiadających się wierzy wynika, że tylko ludzie
                        majętni i ustabilizowania życiowo moga byc dobrymi rodzicami, ta reszta nie
                        podoła, bo jak??? Przeciez nie jest zdolna, ja należe do tej reszty jestem
                        zdolna do wielu rzeczy, ale wybrałam inaczej. Nie mieszkam z rodzicami,
                        wynajmuję, nie mamy narazie duzo kasy bo tak chcemy. Mogłabym wrócić do banku
                        na posadkę asystentki dyrektora, ale mam to w du.ie bo wolę wychowywac mije
                        dzieci sama. i wiesz wielu zazdrości mi mojego dobrze wychowanego,
                        inteligentnego czterolatka. Mój mały w wieku trzech lat mial więcej w główce,
                        niz synek kuzynostwa posiadającego 2 samochody, dom i dwie wymagające wyżeczeń
                        posady. podejrzewam, że ich dwie pensje oscylowały około 20 tysiaków
                        miesięcznie. I co małżeństwo się rozpadło, dzieci sa wychowywane przez
                        opiekunki, lub babcie iogromnie zestresowane. A przeciez ,maja takie dobre
                        warunki. To samo kuzynostwo nie rozumiało, jak moge nie wrócić po maciezyńskim
                        do pracy i zostac tylko na jednej pensji... A mogę bo tak chcę i nie uzalam się
                        nad soba i nie myślę, że pozjadałam wszystkie rozumy,jak niektórzy tutaj. Idęą
                        autorki postu , nie była tutaj ta wojenna polemika, a to, że jesli nie chcesz
                        człowieka wesprzeć, to nie prtaw mu morałó bo , po co. Nie znasz sytuacji,
                        motywacji, nie czujesz problemu, wiec... przejdź do innego tematu
                        • elza78 Re: matko ludzie 12.02.07, 22:58
                          net ja popieram twoje zdanie ze materialne rzeczy nie licza sie w zyciu
                          najbardziej wsrod nich tez znajduje sie wlasne M smile
                          sa rzeczy wazniejsze smile

                          nie ma co sie zarzynac w celu uciulania na wlasne mieszkanie kiedy traci na tym
                          rodzina i my tracimy
                          • net79 Re: matko ludzie 12.02.07, 23:04
                            No to piątka elza, włosy mi sie na głowie jeżą, bo jak czytam te wywody na
                            temat zakladania rodziny, to jak bym słyszała mojego ojca i slabo mi się robi.
                            On tez mi ciągle dziecko wróć do pracy będzie wma lepiej, ale nam jest
                            dobrze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                            • wed05 Re: matko ludzie 13.02.07, 03:27
                              Nie, to nie tak, ze tylko pieniadze sie licza. Ale nikt mi nie wmowi, ze do
                              posiadania dzecka nie jest potrzebne pewne minimum materialne. Bynajmniej ja nie
                              naleze do tych, ktorzy decyduja sie na posiadanie potomka za 1 tys. zł becikowego.
                              Posiadanie wlasnego mieszkania cementuje rowniez dwoje ludzi. Napewno znacie
                              badz z wlasnego, badz z doswiadczenia innych jak to jest mieszkac po slubie z
                              rodzicami. Nie ma cudow - wczesniej czy pozniej jakis konflikt sie narodzi.
                              Pieniadze i status materialny nie gwarantuje oczywiscie ani udanego zwiazku, ani
                              odpowiedniego wychowania dziecka. Przypadek, ktory opisała moja przedmowczyni o
                              bogatym malzenstwie jest tego dowodem.
                              Inna kwestia jest, ze nie wszyscy powinni posiadac dzieci, nie wszyscy posiadaja
                              do tego predyspozycje.Ale to juz inny watek.
                              Czy dzieci wiec powinni posiadac tylko majetni ?
                              Moim skromnym zdaniem oczywiscie nie, gdybym sie zgodzil z tym, byl bym
                              smiesznym ignorantem.
                              Ale tak jak juz pisalem wczesniej - odpowiedzialnosc.
                              Przyszli rodzice powinni siegnac swoja wyobraznia troszeczke w przyszlosc, jakie
                              maja szanse zapewnienia swojemu dziecku wykształcenia itd. Oczywiscie nikt z nas
                              nie jest w stanie przewidziec przyszlosci, ale przynajmniej nie uzalezniajmy
                              przyszlosci i szczescia nasszego dziecka od slepego losu... "bedzie jak bedzie"
                              - to wg mnie nie powazne.
                              Osobiscie podziwiam osoby, ktore decyduja sie na dziecko bedac dopiero na
                              poczatku swojego tzw. "dorobku", ja nie mial bym odwagi.
                              Zdarza sie tyle sytuacji losowych... lepiej miec jakies zaplecze finansowe - ale
                              to tylko moje zdanie, nie karze sie nikomu z nim zgadzac. Jak i szanuje inne
                              stanowiska.
                              • framp Nie byłoby was na świecie ... 13.02.07, 11:11
                                gdyby wasi rodzice tak rozumowali ... Wszyscy urodziliście się w zamożnych,
                                dobrze ustawionych rodzinach, którym do szczęścia brakowało jedynie dziecka? Na
                                pewno nie i mimo to jakoś wasi biedni rodzice dali radę was wychować i
                                wykształcić, mimo że pewnie trzeba było mieszkać z dziadkami, oszczędzać, było
                                mało kasy itp. I może nawet mieliście szczęśliwe dzieciństwo, bardziej
                                szczęśliwe niż dzieci ludzi goniących za kasiorą i podrzucający swoje dzieci
                                komu się da aby mieć je z głowy! Więc wielu z tych wykpiwanych przez was
                                rodziców pewnie też kiedyś stanie na nogi, pewnie kupi mieszkania, pewnie
                                zapewni dziecku różne rzeczy, a ci którzy nie ... no cóż, nie wszystkim może się
                                udać, ale to nie znaczy, że życie ich i ich dzieci jest bezwartościowe! Ja
                                wychowywałem się w malutkim mieszkanku z dziadkami, moi starzy nigdy nie mieli
                                dużo pieniędzy, ale jak w końcu wyprowadziliśmy się do własnego, dużego
                                mieszkania to mi się pogorszyło i chciałem do babci ... Dla dziecka zupełnie
                                inne rzeczy oznaczają szczęście niż dla dorosłych, w trudnych warunkach też
                                rosną szczęśliwe dzieci, z których wyrastają często porządni dorośli ludzie,
                                pomyślcie o tym, zanim zabierzecie się za ustalanie kto może a kto nie mieć dzieci!
                                • wed05 Re: Nie byłoby was na świecie ... 13.02.07, 11:57
                                  Nie mam kompletnie zadnych argumentow zeby sie z Toba nie zgodzic. Z reszta nie
                                  ma takiej potrzeby, poniewaz po czesci podzielam Twoja opinie.
                                  Nikt tutaj nie chce oceniac kto ma prawo do posiadania dziecka, a kto tego prawa
                                  nie ma ( a w kazdym badz razie nie ja).
                                  Wyrazilem swoj osobisty poglad na ta sprawe i tyle.
                                • marslaw5 Re: Nie byłoby was na świecie ... 14.02.07, 10:37

                                  kurde framp! zgadzam się z tobą w 100%. Dawno nie czytałem takiego postu.
                                  Ja co prawda mam własny dom i inne konsumpcyjne bzdety, ale to co piszesz to
                                  prawda.
                                • iwles Re: Nie byłoby was na świecie ... 14.02.07, 12:24
                                  A nie, nie !

                                  Moi rodzice ani jednego dnia nie mieszkali ze swoimi rodzicami, ani też nie
                                  dostali od rodziców pomocy finansowej na mieszkanie.

                                  A były to zupelnie inne czasy i nie o pieniądze chodziło, bo w tamtych latach
                                  na przydział mieszkaniowy czekało się latami.

                                  Przez kilka lat mieszkali w wynajmowanej kawalerce, chociaz kawalerka to za
                                  duże słowo: jeden wielki pokój, który jednocześnie był kuchnią, sypialnią
                                  i "salonem". A do palenia był piec i trzeba było sobie samemu w tym piecu palić.


                                  framp - nie chodzi o super warunki, siedmiocyfrowe oszczędności - i dopiero
                                  dziecko.

                                  Człowiek dorosły - charakteryzuje sie tym, że jest SAMODZIELNY. Przynajmniej
                                  każdy DOJRZAŁY dorosły.

                            • zarembski Re: matko ludzie 13.02.07, 13:18
                              net79 napisała:

                              > No to piątka elza, włosy mi sie na głowie jeżą, bo jak czytam te wywody na
                              > temat zakladania rodziny, to jak bym słyszała mojego ojca i slabo mi się robi.
                              > On tez mi ciągle dziecko wróć do pracy będzie wma lepiej, ale nam jest
                              > dobrze!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

                              Niestety, rodzice maja jeszcze mentalnośc spaczoną przez poprzedni system.
                        • viking2 Re: matko ludzie 14.02.07, 03:49
                          net79 napisała:
                          > posady. podejrzewam, że ich dwie pensje oscylowały około 20 tysiaków
                          > miesięcznie. I co małżeństwo się rozpadło, dzieci sa wychowywane przez
                          > opiekunki, lub babcie iogromnie zestresowane. A przeciez ,maja takie dobre
                          > warunki. To samo kuzynostwo nie rozumiało, jak moge nie wrócić po maciez

                          Net79, to chyba nie tak: sadze, ze i Wed09 i Gruby_Dolar mieli cos innego na
                          mysli. Piszesz "...przeciez maja takie dobre warunki..." - rzecz w tym, ze NIE
                          MAJA, bo malzenstwo rodzicow szlag trafil. To zawsze, zawsze, zawsze odbije sie
                          na dzieciach, niezaleznie od tego, czy laczny miesieczny dochod rodziny byl 20
                          tysiecy, czy 200. Czy 600 zlotych. W sytuacji, ktora opisujesz, dzieci MIALY
                          dobre warunki, ale juz nie maja. Przypuszczam, ze i Wed09 i Dolar mieli na mysli
                          pare, ktora nie tylko znakomicie stoi finansowo, ale i stanowi rodzine (bez
                          "kazde zyje swoim zyciem", kochanek/kochankow na boku, patologii, alkoholizmu,
                          narkomanii, rozwodow, rozpadow i calej reszty przyjemnosci, ktore czesto
                          fundujemy "naszym najwiekszym skarbom"). I taka, finansowo zasobna, rodzina, w
                          ktorej dzieci sie wychowuje - nie zas tylko wiesza klucz na szyi i mowi "no to
                          pa, kochanie, obiad w lodowce, my wrocimy po 23:00" - z cala pewnoscia jest w
                          stanie zapewnic swojemu potomstwu dobry start. Tak naprawde zreszta, to tylko to
                          moze zapewnic - bo co stanie sie dalej, zalezy juz tylko od "zawodnikow". Ale
                          dla dzieci z dobrze ustawionej finansowo rodziny nie ma dylematu "chcialbym isc
                          na studia, ale nie moge, bo musze isc do pracy - matce do pierwszego nie
                          starcza". I chyba o to chodzilo przedmowcom, jesli dobrze zrozumialem.
                          • net79 Re: matko ludzie 14.02.07, 08:51
                            Tak oczywiście masz racje. moja wypowiedź dotyczyła ogółu wypowiadających się w
                            tym poście, że najpierw dach nad głową, dobra posada, potem rodzina. Inaczej to
                            juz patolka, a rodzice, którzy zdecydowali sie wczesniej to nieodpowiedzialni
                            nieudacznicy.Bo jak polecisz do końca wypowiedzi to 70% ma takie właśnie
                            zdanie. To, ze starujesz od 1200 nie znaczy, że na nim skończysz, a dzieci będą
                            miały przechlapane. A co , że zapracowani rodzice zapewnią dziecku studia.
                            studia to nie start w zycie. startem jest dzieciństwo każdego człowieka. Zbyt
                            wielu juz popaprańców emocjonalnych, może zajmijmy się teraz dziećmi, a potem
                            dbajmy o ich karierę. Nasze, życie płynie etapami i na wszystko przychodzi
                            pora....
                  • zarembski Re: dolarku to o czym piszesz OT 13.02.07, 13:19
                    elza78 napisała:

                    >
                    > jednym z przejawow jego wolnosci jest robienie ze swoja plodnoscia tego co mu
                    > sie podoba...
                    >

                    I chwała mu za to!
                • agastrusia Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 20:52
                  Oznaczałoby to wyginięcie gatunku ludzkiego.
          • titta Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:04
            Wed, bo niektorzy po prostu dziecko/malzenstwo stawiaja wyzej niz niewygody. I wcale nie musi byc to
            robienie krzywdy:
            -przez wieki rodziny byly wielopokoleniowe i bylo to normalne
            -rodzicami na starosc ktos przeciez musi sie zajac
            -dla dzieci obecnosc dziatkow moze byc plusem
            Tylko u licha, skoro ktos podejmuje taka decyzje to trzemu narzeka! Pewnie, ze czasem nie jest rozowo
            ale niech patrzy na plusy. Nikt nie ma w zyciu latwo, a nazekajac zeczywiscie mozna spieprzyc zycia
            sobie i otoczeniu...
            A jesli sie inaczej nie da:
            "Lepsza pajda suchego chleba w pokoju niz dostatki w wojnie" czy jakos tak...
          • zarembski Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 13:17
            Jest sens, jeśli porównasz życie z rodzicami i życie "na swoim".
          • paskudek1 Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 17:18
            bo wyobaź sobie, że czasem jakby tak czekać aż się będzie miało na swoje lokum to należałoby zostać panną/ kawalerem i zrezygnować z dzieci. Tylko wiesz, nie każdy chce do końca życia byc sam. Takie mamy warunki a nie inne i zgadzam się z ząłożycielem wątku - nie dawajcie takich mądrych i oświeconych rad bo aż od tego mdli
            • ewma Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 17:32
              My mieszkamy w swoim domu ale od tych hasełek żeby bez własnego lokum nie
              decydować się na dzieci też mnie mdli.
              Pózniej się słyszy że panie i panowie dorobiły się własnego domu ,auta ,fortuny
              ale są już "leciwe" i na dziecko za póżno .
      • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 10:25
        Bywa też inaczej: vide - ja. Mieszkam z mężem i 2 dzieci z moją Babcią. A
        dlaczego? Bo po moim ślubie błagała nas, żebyśmy z nią zamieszkali, że nie chce
        być sama, że będzie wyjeżdżać do rodziny, że jak się nie przeprowadzimy, to
        mieszakanie w centrum Warszawy przepadnie, itp. I przystaliśmy na to, zamiast
        wziąć kredyt, jak chcieliśmy (nota bene teraz byłby prawie spłacony). I co
        teraz mamy? Mieszkamy z potwornie upeirdliwą starszą panią, która już teraz nie
        może mieszkać sama, stała się apodyktyczna tak, że nie sądziłąm, ze tak można,
        płacimy 3/4 opłat, gotuję dla siebie, na opiekę nad dziećmi liczyć nie mogę - z
        resztą nie chcę, itp. Marzę o własnym mieszkaniu, o przestrzeni, która gbędzie
        moja (i mojej rodziny), ale tkwię w układzie, który zakończyć może się w jeden
        sposób, ten najbardziej drastyczny. Kredytu teraz nie wezmę, nie przy tych
        cenach i nie przy dwójce dzieci w szkolno -przedszkolnym wieku, pza tym, jak
        pisałam, babcia nie może mieszkać sama, dla własnego dobra, na dom opieki się
        nie zgodzi, opiekunka nie wchodzi w grę - z tą Panią i tak nikt by nie
        wytrzymał.
        I co mi powiecie? Mam iść na swoje?
        Nie wszystko jest albo czarne, albo białe - nie mieszkam z babcią dla wygody,
        dla mnie to koszmar, mam 33 lata i nie mam własnego miejsca na świecie...
        Trochę tolerancji, dziewczyny, nie wszyscy mieszkają z rodziną dla wygody...
        Pozdrawiam
        wana
        • trente Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:14
          wana napisała:
          > teraz mamy? Mieszkamy z potwornie upeirdliwą starszą panią, która już teraz
          nie
          > może mieszkać sama, stała się apodyktyczna tak, że nie sądziłąm, ze tak
          można,

          Mieszkacie z wampirem energetycznym. W dodatku jestescie szantazowani ale tak
          naprawde na wlasna prosbe:

          > pisałam, babcia nie może mieszkać sama, dla własnego dobra, na dom opieki się
          > nie zgodzi, opiekunka nie wchodzi w grę - z tą Panią i tak nikt by nie
          > wytrzymał.

          niby co to znaczy, ze opiekunka nie wchodzi w gre? osoba ktora by przyszla,
          pomogla posprzatac i ugotowac, przyniesc zakupy? przeciez z babcia nie musi
          spedzac calych dni, nikt tego nie robi. Wy wytrzymujecie wiec kazdy moze.

          Tak. Idz na swoje.
          • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 19:47
            Rzeczywiście, mądra rada - opiekunka na 24 godziny (babcia z emerytury nie
            zapłaci, poza tym nie toleruje obcych w domu)+ rata za mieszkanie +
            szkoła/przedszkole, itp... Może i Ty potrafiłabyś iść na swoje, ja jednak czuję
            się odpowiedzialna za Babcię. Masz rację, na własną prośbę - chociaż, jeżeli
            uwząnei czytałaś, napisałam, że na błaganie babci.
            Łatwo osądzać, prawda... Nie zawsze mieszkanie przy rodzinie wybiera się z
            wygody, czasem też z poczucia obowiązku. A, ze potem nie jest różowo, to już
            inna sprawa.
            Pozdrawiam
            wana
            • titta Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:16
              A moze trzeba...troche inaczej spojzec skoro wyprowadzic sie nie chcesz/nie mozesz?
              Ludzie robia sie jedzowaci/apodyktyczni jesli ich potrzeby nie sa zaspakajane (no chyba, ze jest to
              wynik choroby). Piszesz, ze nie jestes u siebie, a masz pewnosc, ze babcia nie ma poczucia, ze twoja
              rodzina rzadz, a ona jest niepotrzebnym meblem? Piszesz, ze placicie 3/4 rachunkow. To chyba OK bo
              przeciez jest was troche wiecej niz 3/4 uzytkownikow mieszkania? I tak dalej i tak dalej...Mialam taka
              sytuacje w rodzinie, babcia zgoszkniala, bo czula sie odrzucona i jak mowila "ona chce tylko troche
              serca", opiekujaca sie nia ciotka zgoszkniala "bo siedzi z baba, ktora jeszcze twierdzi, ze chce troche
              serca, a czy ona serca nie okazuje bedac na kazde wezwnie?" Faktem jednak bylo, ze poza "kazdym
              wezwaniem" nigdy sie sama nie odezwala, nie okazala zadnej serdecznosci... Coz, spelniala tylko swoj
              obowiazek, starszej kobiecie jednak trudno bylo to zrozumiec... Ludzie zawsze maja cos z dziecka,
              zawsze potrzebuja przede wszystkim milosci.
              • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 11:26
                Wiesz, masz rację, ale nie o to mi chodziło - chciałam pokazać, że nie wszyscy,
                którzy mieszkają z rodziną robią to dla wygody. Ja się nie skarżę, chociaż
                marzę o przestrzeni dla nas - każdy ma jakieś marzenia, prawda?
                Łatwo powiedzieć: mieszkasz, to masz obiadki ugotowane, mieszanie wysprzątane,
                itp., a nie mieszkasz (z rodziną) - musisz to robić sama i na tipsy czasu nie
                starcza.
                Nie można oceniać, nie znając całej sytuacji, nie każdy, kto mieszka z rodziną
                jest nieudacznikiem.
                Pozdrawiam
                wana
              • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 11:35
                Poza tym nie skarżę się, ze ponosimy koszty mieszkania - robimy to, bo tak jest
                sprawiedliwie i nie wyobrażam sobie bycia na czyimś utrzymaniu - cały czas
                chodzi mi o to, że z rodziną nie zawsze się mieszka DLA OSZCZĘDNOŚCI!!!
                Pozdrawiam
                wana
            • ledzeppelin3 Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 09:33
              Nie zawsze mieszkanie przy rodzinie wybiera się z
              > wygody, czasem też z poczucia obowiązku. A, ze potem nie jest różowo, to już
              > inna sprawa.

              Taaaa...niektórzy wybierają bycie dobrą wnusią, grzeczną dziewczynką,
              poświęcającą się w imię idei. Tylko potem okazuje się, że odebrali własnej
              rodzinie i sobie kilka/naście lat wspólnego spokojnego życia, a babci
              codziennie, wiele razy, życzą w cichości ducha szybkiej śmierci(choć wstydzą
              się do tego przyznać sami przed soba- są przeciez grzeczni i dobrzy). Kazdy ma
              wybór, fakt. A co jest lepsze? Historia pokaże...
              • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 11:31
                Jasne, lepiej odwrócić się plecami od kogoś, kto potrzebuje pomocy. Ja tak nie
                potrafię i nie zazdroszczę Ci, że potrafisz. I nie ma to nic wspólnego z
                grzecznością. Uruchom wyobraźnię: co powiesz za X lat, kiedy sama może będziesz
                potrzebowała (oby nie!) pomocy od dzieci/wnuków? Charakter Ci się zjędzowaci
                (może) i nikt (może) nie będzie mógł z Tobą wytrzymać - potrafisz sobie to
                wyobrazić? Wyprowadzisz się grzecznie do domu opieki?
                Trochę zrozumienia.
                Pozdrawiam
                wana
                • ledzeppelin3 Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 14:14
                  >Bo po moim ślubie błagała nas, żebyśmy z nią zamieszkali, że nie chce
                  być sama, że będzie wyjeżdżać do rodziny, że jak się nie przeprowadzimy, to
                  mieszakanie w centrum Warszawy przepadnie, itp.

                  Kobieta stosuje typowy szantaż emocjonalny. Uleganie mu to uleganie przemocy
                  psychicznej i poświęcenie swojej rodziny w ofierze (jesli tak myślisz o innych,
                  spytaj męża, czy odpowiada mu obecna sytuacja. Dlaczego wyżej cenisz babcię niż
                  męża i dzieci, które pewnie cierpią, bo Ty nie jsteś szczęśliwa? Bo babcia jest
                  starsza?)
                  I dlaczego mam zakładać, że zmieni mi się charakter? NIGDY nie dopuszczę do
                  sytuacji, że moje dzieci/wnuki będą przeze mnie cierpieć. To, zeby one były
                  szczęśliwe, to jest cel mojego życa i zakładanie, ze całkiem mi się zmieni, nie
                  ma logicznego uzasadnienia. Jak najbardziej reflektuję na opeikunkę/dom opieki
                  na starość.
                  • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 14:28
                    Ależ kochana, sama piszesz, ze charakter może się zmienić - skąd wiesz, jaka
                    będziesz za ...X lat?

                    Poza tym nie jest tematem dyskusji moja sytuacja - to mój (nasz) wybór i nie
                    skarżę się. Chodzi mi TYLKO o to, że czasem mieszka się z rodziną NIE DLA
                    WŁASNEJ WYGODY.

                    I tyle - nie oczekuję rad ani połajań, podaję jedynie przykład innej drogi
                    życiowej.
                    • ledzeppelin3 Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 14:38
                      >nie toleruje obcych w domu)+ rata za mieszkanie +
                      szkoła/przedszkole, itp... Może i Ty potrafiłabyś iść na swoje, ja jednak czuję
                      się odpowiedzialna za Babcię. Masz rację, na własną prośbę - chociaż, jeżeli
                      uwząnei czytałaś, napisałam, że na błaganie babci

                      Piszesz, że nie potrafisz odwrócić się od osoby potrzebującej pomocy- ale nie
                      piszesz, że babcia jest obłożnie chora lub cierpi na chorobę Altzheimera. nie,
                      ona po prostu boi się być sama. Jest egoistką unieszczęśliwiającą innych, a Ty
                      się poddajesz jej terrorowi i jeszcze włączasz w to swoją rodzinę. Absolutnie
                      Cię nie łaję, po prostu myślę, że jesteś nieszczęśliwa na własne życzenie i to
                      chcę powiedzieć. To przecież jest Twoje życie, nie mi je oceniać czy dawać rady-
                      po psotu przedstawiam Ci, jak taka sytuacja wygląda z boku. Co do charakteru-
                      pewnie, niektóre guzy płata czołowego oraz otępienie starcze potrafią zmienić
                      charakter. Ale wtedy też nie chciałabym krzywdzić moich bliskich katorgą
                      obcowania z roszczeniową, egoistyczną babą
                      • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 14:51
                        Ciekawe, że powiedziałaś o guzach... Właśnie dlatego nie może być sama.

                        Ale, kochana, ja powtarzam - nie chodzi mi o ocenę mojej sytuacji, tylko
                        pokazanie, ze nie zawsze mieszka się "przy rodzinie" z egoizmu. Poprostu
                        podałąm przykład - i nic więcej.
        • wed05 Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 03:29
          Wiem, ze pewnie wiele osob sie ze mna nie zgodzi.
          Ale to jest wybor; Ty i Twoja rodzina czy babcia...
          Wybacz, ja bym wybral to pierwsze - mimo wszystko.
          • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 11:32
            Być może, ale nie to jest sednem sprawy - chodzi mi o to, że nie każdy, kto
            mieszka z rodziną jest leniem i pasożytem.
            Ot i tyle.
            Pozdrawiam
            wana
        • ronja2 Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 13:32
          Wana, jak ja Cię doskonale rozumiem...
          Miałam dokładnie taką samą sytuację tyle że z moim ojcem.
          Najpierw jego propozycja mieszkania z nim, potem coraz gorsza sytuacja... aż
          zdecydowaliśmy się na wyprowadzkę (właściwie - ucieczkę). Wynajęliśmy 15m2.
          Ależ to była ciasnota. Ale wtedy wydawało mi się że tak będzie lepiej.
          Niestety - tylko wydawło. Pretensje ojca że został sam, bez opieki... Potem
          zaczął chorować. Nawet wtedy nie potrafiłam się zmusić żeby z nim zamieszkać.
          Niemalże codziennie byłam u niego, a to posprzątać, a to ugotować, zrobić
          zakupy. I ciągłe pretensje że on jest sam. Teraz, jego już z nami nie ma.
          Żałuję wielu powiedzianych bez namysłu słów, żałuję wielu niepowiedzianych
          słów... czasami żałuję że wtedy spakowałam walizki...
          Taką decyzję musisz podjąć sama. A ja Ci życzę własnego miejsca na ziemi...
          • wana Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 10:00
            Takie życie wink
            Cieszę się, że przynajmniej Ty mnie rozumiesz smile
            Ja się wcale nie skarżę, nie jęczę, nie proszę o radę. To był mój wybór, i
            tego się trzymam - tylko podaję przykład, swój, że można inaczej ułożyć sobie
            życie, niż za wszelką cenę "iść na swoje".
            Pozdrawiam
            wana
      • elza78 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:11
        > i dlatego twierdzę że zawsze mozna iść na swoje tylko niestety czasem kosztem
        > sporych wyrzeczeń

        gorgolka ten kij ma dwa konce, rodzicom tez ciezkawo sie zrobi kiedy rachunkow
        juz na dwa nie dziela prawda??
        big_grinDD
      • czarna.porzeczka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:58
        Gorgolka, boszszsz., jakie to glupie co piszesz.
        Wybacz ale nawet nie uargumentuje bo chyba nie rozumiesz tematu....
      • mamakrzysia4 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 23:30
        wiesz co ja bardzo chętnie nawet dziś gdy wtgram w totka-bo kuna ja tu nawet
        wziąść kredyt na własne M gdy zarabiam maks 1600zł a M. na rencie? musze znosć
        popierdzielonych teściów. Nawet o wynajmie nie moge marzyć.
        Paranoja!!! a nie żadna pierdzielona wygoda-to T. doją nas na kase i wciąż im
        mało
    • aluc Re: "idźcie na swoje" ?! 11.02.07, 23:13
      absolutnie się zgadzam
      albowiem na swoje należy iść zanim jeszcze ma się męża/żonę i dzieci
      potem rzeczywiście nie ma już możliwości, zresztą nie tylko pójścia na swoje
      • bri Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 10:06
        No właśnie. Zakładanie rodziny kiedy żaden z partnerów nie jest samodzielny nie
        jest zbyt mądre.
        • makurokurosek Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:54
          czyli w obecnych warunkach ekonomicznych w ogóle nie należało by zakładać
          rodziny, bo nie każdy ma układy by po studiach dostać pracę za 3000. wiele
          młodych po studiach dostaje 400zł (staż absolwenci ) i kiedy dobiją do kwoty
          1500 netto, co w wielu miastach jest prawie nie możliwe, to są już blisko
          trzydziestki lub po trzydziestce a ich życie to przede wszystkim praca.
          • aluc Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:57
            założyłam rodzinę po trzydziestce
            nie uważam, żeby było to niewłaściwe rozwiązanie
            nie ma obowiązku rodzenia dzieci w 20 wiośnie życia
            • makurokurosek Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 14:13
              ja nie powiedziałam, że jest to niestosowne. Zwróciłam tylko uwagę na obecną
              sytuację ekonomiczną młodych ludzi
            • jogo2 Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 03:50
              Tak, ty założyłaś, tobie się udało (o, pardon, do wszystkiego doszłaś sama).
              Wiesz, ja akurat też mam gdzie mieszkać i najpierw była praca, a potem dziecko.
              Ale rozumiem ilu ludziom może się to nie udać. Nie każdy dobrze się czułby w
              zawodzie 1) prawnika; 2) informatyka 3) ginekologa 4) stomatologa, itp., itd.
              To, że ludzie mało zarabiają nie jest tylko i wyłącznie ich winą, a sytuacji
              gospodarczej Polski też. Gdyby wszyscy absolwenci wybrali wyłącznie tzw. dobrze
              płatne kierunki przestałyby one być dobrze płatne ze względu na nadprodukcję
              prawników, informatyków ginekologów i stomatologów i jeszcze paru innych.
              Śmieszą też mnie takie "czysto rozumowe" argumenty, iż rodzinę należy zakładać
              jak "się ma warunki". Co innego jest osądzać rodzenie dzieci przez licealistów,
              a co innego takie przygadywanie dorosłym ludziom. A akurat Ci co mają warunki
              to odkładają urodzenie dziecka na później, bo jesezcze nie byli na Bali, bo
              samochód nie ten, a potem mają tylko jedno dziecko, bo są już za starzy, albo
              zajśc nie mogą, a potem jest bicie na alarm, że w Polsce jest ujemny przyrost
              naturalny i niedługo będziemy się musieli posiłkować współrodakami Simona Mola.
              Pasi taki scenariusz?
              • aluc Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 11:53
                napisałam bardzo długi post, wyłuszczający moją definicję "pójścai na swoje" w
                znaczeniu ekonomicznym i mentalnym
                ale go wykasowałam, bo w sumie po co

                pozostańmy przy stwierdzeniu, że miałam szczęście i że mi się udało
                • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 12:03
                  aluc napisała:

                  > napisałam bardzo długi post, wyłuszczający moją definicję "pójścai na swoje"
                  w
                  > znaczeniu ekonomicznym i mentalnym
                  > ale go wykasowałam, bo w sumie po co
                  >


                  szkoda, ja z przyjemnoscią bym przeczytała jak kazdy twoj post wink)


                  > pozostańmy przy stwierdzeniu, że miałam szczęście i że mi się udało

                  otoz nie mialas, mialas problemy i koszty
                  szczesciem jest samodzielnosc przy zamoznych rodzicach o czym swiadczy
                  niniejszy watek ;D
                  • aluc Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 12:06
                    moofka napisała:

                    > otoz nie mialas, mialas problemy i koszty
                    > szczesciem jest samodzielnosc przy zamoznych rodzicach o czym swiadczy
                    > niniejszy watek ;D

                    moofko, z perspektywy czasu marzę o samodzielności przy zamożnych
                    rodzicach smile)) ale już planuję, jak swoim dzieciom tego szczęścia oszczędzić :p
          • e_r_i_n Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:42
            makurokurosek napisała:

            > bo nie każdy ma układy by po studiach dostać pracę za 3000.

            No nie każdy. Niektórzy mają 'tylko' umiejetności.
            • trente Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:16
              e_r_i_n napisała:

              > makurokurosek napisała:
              >
              > > bo nie każdy ma układy by po studiach dostać pracę za 3000.
              >
              > No nie każdy. Niektórzy mają 'tylko' umiejetności.

              Dobre! Dobre! smile))) erin rulez big_grinD
            • makurokurosek Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:54
              niestety w obecnych czasach niekiedy same umiejętności nie wystarczają. Ode mnie
              z roku ludzie którzy mieli pomysły, chęć rozwoju bardzo szybko dostali kopa jak
              nie na studiach to na początku pracy. Na doktoracie pozostawali ludzie którzy
              ani nie mają pojęcia o tym co robią ani pomysłu. Część z tych którzy pracują i
              zarabiają niezłe sianko dostali stanowiska dzięki protekcji, zresztą w ten sam
              sposób ukończyli studia. Nie mam do nich żalu, często się spotykamy, nikt z
              nikogo się nie wyśmiewa. Sama wróciłam do mojego rodzinnego miasta tylko po to
              by zdobyć potrzebne doświadczenie. Wielu z moich znajomych dostało się na staże
              za 400zł. Obecnie wynajmuje z moim facetem i maleństwem mieszkanie w mieście
              bardzo oddalonym od naszych rodziców. Jednak zaraz po urodzeniu małej byłam w
              sytuacji, że musiałam mieszkać z mała u mamy i rozumie to, że nie zawsze jest
              tak jak by się chciało. Oczywiście każdy jest kowalem swojego losu.
              • e_r_i_n Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 23:01
                Pewnie, że trzeba też mieć szczęscie na przykład. Uznanie jednak, że kazdy, kto
                ma pracę po studiach za więcej, niż minimalna, ma 'układy', jest nadużyciem.
                • makurokurosek Re: "idźcie na swoje" ?! 13.02.07, 08:54
                  ja nie napisałam,że każdy
          • koszalek_opalek1 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:18
            > czyli w obecnych warunkach ekonomicznych w ogóle nie należało by zakładać
            > rodziny, bo nie każdy ma układy by po studiach dostać pracę za 3000. wiele
            > młodych po studiach dostaje 400zł (staż absolwenci ) i kiedy dobiją do kwoty
            > 1500 netto, co w wielu miastach jest prawie nie możliwe, to są już blisko
            > trzydziestki lub po trzydziestce a ich życie to przede wszystkim praca.

            Dobrzy znajdą pracę choćby mieszkali w sercu puszczy - jest coś takiego jak
            internet i telepraca... Widzę, że niektórym brakuje podstawowej wiedzy o
            kreowaniu dobrobytu i bogactwa. Polecam zapoznanie się z książką:
            "Bogaty ojciec, biedny ojciec" - zrozumiecie dzięki niej, że zamiast ciężko
            pracować na pieniądze, można zrobić tak, by to one na nas ciężko pracowały.

            Opis książki:
            bogatyojciec.pl/?A=32984&B=137
    • fajka7 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 00:20
      skoro tego nie
      > robią to znaczy nie ma takiej możliwości.

      A ja czesto odnosze wrazenie, ze mozliwosc jest, ale checi brak, bo u rodzicow
      jednak jakby wygodniej (np. taniej).
      No bo jesli ktos buduje jednoczesnie dom, to najzwyczajniej w swiecie dokonal
      pewnego wyboru: "mecze sie z rodzicami, ale bede miec dom" zamiast "nie bede
      miec domu, ale za to swiety spokoj w mieszkaniu". I gdy takie osoby pytaja o
      rade co zrobic, zeby miec i dom, i swiety spokoj, i nie meczyc sie z tesciami
      odpowiedz moze byc tylko taka: z czegos musisz zrezygnowac, np. wyniesc sie i
      wynajac, a wlasny dom czy mieszkanie czy cokolwiek takiego miec pozniej.

      Nie zauwazylam, zeby poddawane masowej krytyce byly osoby, ktore opiekuja sie
      chorym badz przyjely samotnego rodzica pod swoj dach ani zadne inne ewidentnie
      trudne przypadki np. samotna nieletnia matka itd.
      • myelegans Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 02:57
        wiedzialam od zawsze, ze z rodzicami ani tesciami mieszkac nie bede NIGDY. Nie
        zalozylabym rodziny, nie wyszla za maz dopoki sama, albo z mezem, nie mialabym
        wlasnego lokum, nawet maciupkiego, ale zebysmy byli SAMI. Za duzo naogladalam
        sie sytuacji mieszkania "na kupie" w sasiedztwie, u znajomych i rodzinie zeby
        mnie wyleczylo z mieszkania z kims. NIe znam zadnego przypadku mieszkania z
        rodzicami, albo tesciami, kiedy wszystko ukladalo sie harmonijnie i zyli dlugo i
        szczesliwie. Wieszkosc albo sie rozwalila, albo byla na jakis czas w separacji,
        albo jak moja kuzynka, nie rozmawiala ze swoja matka przez 15 lat i zyli wszyscy
        pod jednym dachem i wspolnie prowadzili gospodarstwo rolne.

        Jest to szczegolnie wazne na poczatku zwiazku, kiedy pewne role sie ustalaja i
        malzenstwo zaczyna sie okreslac, nie wyobrazam sobie, zebym musiala to robic w
        obecnosci innych ludzi. Tym bardziej kiedy zostalismy rodzicami, chce sama
        popelniac bledy i na nich sie uczyc.
        Nie stac Cie na wlasne mieszkanie, albo jego wynajecie, nie zen sie, poczekaj,
        oszczedz troche pieniedzy, zacisnij pasa i jak sie ozenisz wyprowadz sie do
        siebie. Jakos tez nie potrafie wykrzesac z siebie wspolczucia dla tych biednych,
        mieszkajacych za darmo katem u tesciowej i wiecznie na nie narzekajacych, ze
        tesciowa be i nie wie jak z dzieckiem postepowac.
        • sol_bianca Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 09:25
          > NIe znam zadnego przypadku mieszkania z
          > rodzicami, albo tesciami, kiedy wszystko ukladalo sie harmonijnie i zyli dlugo
          > i
          > szczesliwie. Wieszkosc albo sie rozwalila, albo byla na jakis czas w separacji,

          a po jakim czasie musi sie rozwalic? miesiac? rok? piec lat?

          > Jest to szczegolnie wazne na poczatku zwiazku, kiedy pewne role sie ustalaja i
          > malzenstwo zaczyna sie okreslac

          aaaa, to juz rozumiem. my nie ustalalismy zadnych rol i to dlatego tak fajnie
          nam sie mieszkalo z rodzicami smile

          P.S. juz nie mieszkamy. i tez jest fajnie. zawsze jest fajnie.
    • e_r_i_n Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 08:44
      chipsi napisała:

      > Skoro miałyście tyle szczęścia że było Was stać na własne lokum (ewentualnie
      > rodzice dali/kupili) nie dawajcie innym takich głupich i złośliwych
      > pseudoporad.

      A jaka jest mądra i niezłośliwa rada, gdy ktoś drze koty z ludźmi, z którymi
      mieszka?
    • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 09:01
      nie przekonuje mnie to
      łatwiej powiedziec nie ide bo nie ma mozliwosci
      niz nie ide bo jestem ciele
      i malzonek moj takoz

      mając lat 19 wyjechalam na studia
      po studiach juz nie wyobrazalam sobie jako dorosle babsko wracac do sytuacji
      liealnej w sensie pokoj przy mamusi
      nie pamietam ile wynosila moja pierwsza nauczycielska pensja ale chyba bardzo
      niewiele
      nasze pierwsze wynajete mieszkanie mialo 19 m2
      a pierwszym zakupem byla pralka automatyczna
      i trzeba bylo samemu gotowac, a tez robilam to tak sobie
      nie bylo ani tak ladnie ani tak wygodnie jak u mamusi
      ale u siebie
      jezeli sie mysli, ze dostanie sie w komplecie urzadzone mieszkanie i dobre
      dochody na dziendobry od dobrych z aniolkow z nieba
      bo inaczej "nie ma mozliwosci"
      no to faktycznie jej nie ma
      • aluc Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:03
        moofka napisała:

        > a pierwszym zakupem byla pralka automatyczna

        kochaaaaaana, to ci się wiodło smile
        ja pralkę kupiłam dopiero po czterech latach samodzielnego mieszkania smile))) i
        to w dodatku na kredyt
        • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:04
          i tam wiodlo, aluc smile
          tez za pozyczone ;D
    • chicarica Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 09:02
      Chipsi, bo NAJPIERW należy się postarać o dach nad głową i żeby było co do
      garnka włożyć, a potem planować chajtanie się i dzieci.
    • vharia hehehe 12.02.07, 09:06
      "Nie mogą"
      smile))))))
      To mnie właśnie najbardziej bawi. 1% naprawdę nie może (ciężkie choroby,
      rodzinne dramaty). Pozostałe 99% "nie może" czyli obawia się mniej lub bardziej
      drastycznego pogorszenia standardu życia:
      nagle jest 30 metrów a nie 130
      nagle samemu płaci się prąd, wodę, czynsz, gaz i kablówkę
      nagle babci pilnującej dziecko kiedy jest taka potrzeba nie ma w tym samym
      lokalu (opiekunka? podwożenie babci/dziecka? rezygnacja z planów?)

      Gdybym kiedyś nie poszła na takie niekomfortowe "swoje" to może wzruszałby mnie
      głeboko los dorsłych, dzieciatych ludzi, którzy nijak "nie mogą" sami siebie
      utrzymać. A tak, to mi się śmiać chce.
      big_grin
      • scarlett74 Re: hehehe 12.02.07, 09:29
        Dokładnie tak jak piszesz.A mnie szlag trafia,jak mieszka taka lalunia u
        teściów,nie dokłada się do niczego,jedzonko podane, chata wysprzątana ,dzieci z
        babcią,a sama żali się naokoło jaką to ona ma trudną sytuację,że mieszka razem z
        wredną teściową.
        • chicarica Re: hehehe 12.02.07, 12:38
          Bersi, to znowu ty? wink
          A co, jeśli to przyszła/niedoszła teściowa NIE WYOBRAŻA SOBIE że jej synuś
          ukochany się od niej wyprowadzi i będzie z małżonką zamieszkiwał oddzielnie? Co,
          jeśli wpada w histerię na najmniejsze nawet sugestie, że planowana jest
          wyprowadzka synusia? Co, jeśli synuś zwleka z wyprowadzeniem się do samodzielnie
          mieszkającej narzeczonej/żony, a potem sam przekabacony namawia narzeczoną do
          zamieszkania u teściowej?
          Na szczęście wylogowałam się w porę z takiego chorego układu i znalazłam sobie
          sensownego towarzysza życia, ale... co by było gdybym dała się na to namówić?
          • lulu_01 Dziewczyny nie dawajcie się 13.02.07, 13:22
            na samym początku znajomości z moim obecnym mężem nie miałam żanych problemów z
            teściową, ale teraz wiem, że tylko dlatego ,że mieszka kilkaset kilometrów od
            nas. W związku z tym kontakty z nia ograniczały sie do naszych, krótkich
            odwiedzin u niej lub jej przyjazdów na święta. Od pewnego czasu przyjeżdza
            coraz częsiej i średni jest u nas ok 2 tyg.Mamy tylko 1 pokój!!! więc nie
            trudno sobie wyobrazić, że nie jest mi lekko. Moja teściowa wszystko wie
            najlepiej, wszystko już przezyła i nic nie jest w stanie ją zaskoczyć ( w jej
            mniemaniu) ciągle robi mi nieprzyjemne uwagi na temat mojego wyglądu, sposobu
            ubierania, kosmetyków.Potrafi powiedzieć, że mam "bylejakie" ubrania, złą
            fryzurę i za dużo kosmetyków. Zawsze mówi to tak, aby nie słyszał tekigo mąż.
            Najbardziej denerwuje ja jak mąż zwraca się do mnie w jakiś pieszczotliwy
            sposób albo mówi, że jestem najładniejszą dziewczyną na świecie. To takie miłe
            żarty a ona dosłownie kipi. Na całe szcęście niedługo idziemy na swoje i
            skończy się koszmar 2 tygodni w 1 pokoju z teściową.Nic nie poradzę na to, ale
            z kądą wiżytą coraz bardziej jej nie lubię, tak strasznie mnie denerwuje, że
            już nie potrafię tego ukryć.
          • viking2 Re: hehehe 14.02.07, 04:04
            chicarica napisała:
            > Na szczęście wylogowałam się w porę z takiego chorego układu i znalazłam sobie
            > sensownego towarzysza życia, ale... co by było gdybym dała się na to namówić?

            I bardzo madrze zrobilas - tamten "synus" najwyrazniej nie dorosl byl jeszcze do
            malzenstwa (calkiem mozliwe, ze juz na zawsze pozostal na etapie mamusi
            karmiacej go lyzeczka...).
    • crises Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 09:28
      Nie "mieliśmy tyle szczęścia", tylko ciężko na to zapracowaliśmy, własną głową
      i własnymi rękami. I najpierw kupiliśmy skromne, ale własne lokum (na które
      rodzice nie dali nam ani złotówki), a potem myśleliśmy o zakładaniu rodziny.

      Jak ktoś nie ma możliwości mieszkania osobno, to nie powinien się
      żenić/wychodzić za mąż, a już na pewno rozmnażać.

      Nie znoszę jęczących nieudaczników. Zamiast babulić na forum, weź się do roboty.
      • catriona Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 20:58
        crises napisała:

        > Nie "mieliśmy tyle szczęścia", tylko ciężko na to zapracowaliśmy, własną głową
        > i własnymi rękami. I najpierw kupiliśmy skromne, ale własne lokum (na które
        > rodzice nie dali nam ani złotówki), a potem myśleliśmy o zakładaniu rodziny.
        >
        > Jak ktoś nie ma możliwości mieszkania osobno, to nie powinien się
        > żenić/wychodzić za mąż, a już na pewno rozmnażać.
        >
        > Nie znoszę jęczących nieudaczników. Zamiast babulić na forum, weź się do roboty


        Wszystko pieknie, tylko ze od czasu gdy Ty kupilas mieszkanie, ich ceny wzrosly kilkakrotnie.
        • maheda To kup w mniejszym mieście 14.02.07, 10:32
          a zarabiaj albo przez net, albo w innym zawodzie.
          Nie biadol.
        • crises Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 17:02
          Zarobki też rosną. Teraz budujemy dom, a na to wtedy nie byłoby nas stać.
    • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 09:59
      Nie przejmuj się komentarzami, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Ja
      tez od kiedy skończyłam szkołę nie mieszkam z rodzicami, utrzymuję sie sama,
      mam dwójkę dzieci i mieszkam na wynajętym, ale rozumiem o co ci chodzi. Bo
      najbardziej boli kiedy bliska ci osoba robi ci wyżuty "to sie spakuj". Sama mam
      znajomych którzy za jedna pensje nie są w stanie wynająć mieszkania, a juz nie
      ma mowy o kredycie. My mamy całkim niezły dochód i kredytu narazie na
      mieszkanie nie dostaniemy. Więc co nie powinnismy nigdy zakładac rodziny??
      Jesteśmy cudownymi rodzicami, którzy raz na jkiś czas musza przeprowadzać się z
      jednego mieszkania na drugie, konbinować. Kiedyś musieliśmy znaleść sobie
      współlokatorów ponieważ nagle została nam jedna pensja 1200 zł. Tyle kosztuje
      wynajem plus opłaty. Współlokatorstwo z przyjaciółmi też nie było łatwe....
      Każde wpółlokatorstwo jest sztuką. Najważniejsze, żeby wzajemnie nie robić se
      pod górę i nie trzeba se udowadniac kto tu rządzi. Może rozpłacz się, pogadaj,
      ale tak szczeże, ze to boli i jest niepotrzebne, że chyba lepiej sie dogadać
      niz drzeć koty. Dla obu stron sytuacja jest bardzo męcząca, więc i ty musisz
      się troszkę ugiąć, i nie pozostawiac niedomówień. Proponuje wino z mama sam na
      sam i typowo babska rozmowę, wiesz babki mimo wszystko potrafią się dogadać
      choć to holernie trudne.
    • net79 Do przemiłych mam 12.02.07, 10:07
      Słuchajcie, umoralniania tej pani chyba nie brak w domu, piosała raczej po
      wparcie. Nie macie potrzeby go udzielać, to nie dobijajcie konia. Faktem jest,
      że trzeba zrobic wszystko, żeby zamieszkac samemu, jeśli taka sytuacja jest
      męcząca i brak zrozumienia w domu. Ale nie każda Pani mieszkająca z rodzicami
      jest typową lalunią z tipsami, i mieszka na 130 metrach. najczęściej jest tak,
      że zajmuje jeden pokoik i kuchnie dzieli jeszcze z kilkoma osobami. I napewno
      jest wygodą słuchanie uwag w przejściu , na temat wychowania dziecka i
      niezaradności sewgo męża lub swojej. Masakra. To, że wam sie udało, nie
      oznacza, że każdy jest w stanie wypracować sobie taki start. Moja znajoma
      mieszka z rodzicami na wiosce, wokregu gdzie jest bezrobocie strukturalne i nie
      ma szans na pracę. robiła dużo, żeby się wyrwać, ale nie jest łtwo.
      Przeprowadzi ła się tu nawet do nas do Gdańska. Ale sama nie dała rady utrzymać
      siebie i dziecka. Pociągneła rok i z ostrą deprecha wróciła do domu. tam teraz
      prubuje z własnym biznesem i raz idzie raz nie idzie. Mieszka dalej z
      rodzicami, bo narazie nie ma pewności miesiąca następnego, a w domu traktowana
      jest jak intruz.FUUUUJ. Nie czuje się tam jak u siebie i nie czuje się tam
      dobrze, ale ma córkę i dume musi se schowac w dupe bo musi dać jej jeść. Do
      opłat się dokłada, bo to tez tak wygląda, że nikt nie mieszka u rodziców za
      dartmo. normą jest też , że rodzice chcieliby w końcu spokoju, ale są rodziny,
      gdzie u rodziców mieszka dwójka dzieci z rodzinami i rodzice ich wszystkich
      potrafią ogarnąć miłością i nie utrudniać i tak trudnej już sytuacji...
    • edorka1 No jasne ze niech idą 12.02.07, 10:08
      lepiej iść niż toczyć boje o bzdety. Podjazdowe wojny rodzinne to jest straszna sprawa. Mieszkam na swoim ciężko wypracowanym dlatego właśnie, że nie chciałam mieszkać z teściową - nawet super teściowa w codziennym użytkowaniu może zmienić się w upiora. I wszyscy niemal moi znajomi mieszkają na swoim - nawet jeśli to jest "swój" TBS, albo "swoje" wynajęte. A ci co nie mieszkaja na swoim, nie żrą się rodziną bo chcą z nią mieszkać i nie zwariować. Gdybym miała wykańczać się wojujac z rodziną, wolałabym gnieżdzic się w najmniejszej kawalerce, ale mieć spokój.
    • kandinsky1 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 10:11
      chipsi ma racje nic nie dzieje sie bez przyczyny a dawanie innym dobrych rad
      typu dzieci maja dzieci i jakie to wielkie doswiadczenie zyciowe maja niktore z
      was jest komiczne .moze lepiej zajac sie bardziej przyziemnymi sprawami niz
      sleczenie wiecznie przed pc psycholozki od siedmiu bolesci.
    • kasper68 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 10:26
      Nie rozumię dlaczego zakładacie, że mieszkając z rodzicamima się opłacone
      wszystkie media, podatki, kablówkę, obiad ugotowany i darmowych opiekunów dla
      dzieci.
      Ja mieszkam z teściami i od pierwszych chwil małżeństwa powyższe rzeczy były na
      naszej głowie a raczej portfelu. Mamy piętro domu i strych do wyłącznej
      dyspozycji, teściowie się nie wtrącają. Pewnie niekiedy mamy inne zdanie ale
      przecież nie chodzi o to, że każdy ma myśleć to samo. Mieszkanie z teściami lub
      rodzicami ma tę zaletę, że w razie choroby czy innej sytuacji podbramkowej nie
      trzeba dzieci przenosić do dziadków ponieważ są na miejscu. No i dzieci nie
      mają dystansu, niechęci do osób w podeszłym wieku bo widzą na przykładzie
      własnej rodziny, że starszym należy pomagać.
      Oczywiście pójście na swoje gdy rodzice czy teściowie są nie do wytrzymania lub
      gdy metraż domu nie zapewnia w miarę samodzielnego funkcjonowania, jest w pełni
      zrozumiałe.
    • agniecha9991 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 10:34
      ja (my) poszlam na "swoje" zaraz jak podjelismy decyzje o malzenstwie, decyzja
      natychmiastowa, nawet sie nie zastanawialam CZY tylko GDZIE, swoje jak swoje -
      do 6 lat wynajmujemy, najpierw byl to pokoj z kuchnia, piece, zero konfortu ale
      mieszkalo sie naprawde cudnie, teraz 2 pokoje, kuchnia, centralne, mieszka sie
      nadal dobrze
      mamy szczescie ze jest to pseudo wynajem, placimy tylko rachunki
      wiadomo ze moze sie zdarzyc tak ze sie za chiny ludowe nie da, ale mysle ze jak
      sie chce to sie zawsze znajdzie jakis kacik
      w sumie to jak juz napisalam wczesniej nawet sie nie zastanawiam nad opcja
      zostania w domu, czy tesciowe, mimo iz zadne z nich potwory
    • ninkaw Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 11:49
      a ja mieszkam u rodziców razem z mężem i z trzymiesięczną córeczką i jest oksmile
      Co prawda chcielibysmy iść na swoje ale nas nie stac. Ja nie pracuję a mąż
      zarabia 1000zł miesięcznie. no i jak niby mielibyśmy się za to utrzymać?
      • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:07
        Od razu piszę, że to nie jest krytyka, ale po prostu inny punkt widzenia. Ja,
        gdyby mój partner zarabiał 1000 zł, a ja w ogóle, to na dziecko bym się nie
        zdecydowała. W tej chwili zarabiamy obydwoje niewiele (na warunki warszawskie),
        wynajmujemy mieszkanie i ledwo stać nas na kota... W sumie to powinnam chyba cię
        podziwiać za odwagę.
        • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:11
          Chyba tak, bo niektórzy świadomie rezygnują z drugiej wypłaty na rzecz
          samodzielnego przekazywania dzieciom swojej wiedzy i ciepła... Tak było u nas i
          dało sie za 1200, a mogło być 2500... Naprawdę to nie jest niedopowiedzialność,
          dzidzia ma dach nad głową , jedzonko i mega miłość!!!
          • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:44
            No ok, dlatego podziwiam.
            Bo ja tydzień temu zapłaciłam prawie 400 zeta za sterylizację kotki i jej
            leczenie. A teraz wisi nade mną wizja co najmniej 2000 tys za zęby (kilka lat
            temu miałam wypadek samochodowy i korony na jedynce i dwójce coś mi zaczynają
            padać). Na początku stycznia zapłaciłam 450 zł za Stoen (niedopłata wyszła
            koszmarna), a 22 lutego muszę zapłacić 700 zł ubezpieczenia za samochód. Ale w
            tej chwili najwyżej to ja przez miesiąc prawie nie będę jadła. Gdybym miała
            wybierać między rachunkami a dzieckiem... Albo gdyby mnie nie było stać na
            leczenie zębów dziecka, to chyba bym nerwowo nie wytrzymała. Dlatego podziwiam,
            bo ja pewnie przy takim podejściu nigdy się na dziecko nie zdecyduję.
            • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:48
              No niestety jest to tak, że na leczenie dziecka zawsze wygrzebiesz kasę chocby
              z pod ziemi nawet prywatnie, ale na ciebie juz nie starcza. Ccałe szczęście
              sytuacja nie jest nie zmienna i myślę że dobrym ludziom zmienia się na lepsze.
              Masz kota to troszkę tak jak dziecko. Leczenie zwierząt kosztuje więcej niż
              dzieci, dalabyś radę.
              • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:48
                Mnie nie byłoby stac na kota smile
                • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:51
                  Oczywiście nie odczytaj mnie żle, to nie zlośliwość. Czekam na trzeciego
                  malucha i jak by nie było zawsze wychodzimy na prostą, choć czasem zdaje się,że
                  o matko boska...
                • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 12:58
                  smile, jeśli chodzi o kota.
                  Chciałabym czasami mieć bardziej optymistyczny pogląd na świat, ale jako osoba z
                  olbrzymim bagażem doświadczeń mimo młodego wieku, nie potrafię. Fatalistka ze
                  mnie straszna, szczególnie ostatnio.
                  • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:06
                    Też mam nieciekawy bagaż, toteż spodziewam się 3-go malucha, ale wciąż się boję
                    slubu i zanim zaszłam w pierwsza ciążę też sobie nie wyobrazałam, ale dzidźka
                    swiat nieco rozjasnia i dodaje barw, aprzedewszystkim stymuluje, nie martw sie
                    i na ciebie przyjdzie pora.Głowa do góry, masz prtawo nie chcieć malucha i bac
                    sie nieznanego...
                  • patsik Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:07
                    to ja z innej beczki smile

                    My z tych, co to rozmnożyliśmy się w 20 wiośnie życia smile
                    i ani minuty nie mieszkaliśmy z rodzicami....

                    Było tak: mieliśmy w głowie, że mamy gdzie mieszkać, więc postanowilismy się
                    rozmnożyć w czasie studiów. Niestety, moja teściowa, w momencie kiedy
                    zaadaptowaliśmy niewykończony dom po ojcu mojego męża,spłaciliśmy długi za wodę
                    i prąd(które ona zrobiła!), postanowiła się do niego wprowadzić....
                    I zamiast potulnie czekać na jakieś rozwiązanie sytuacji(a może się
                    wyprowadzi....a może nam się jakoś ułoży..), zwialiśmy stamtąd, gdzie pieprz
                    rośnie(do wynajętego mieszkania). I tak przez 10 lat sobie wynajmowaliśmy (nie
                    było możliwości wzięcia kredytu ze względów formalnych, nie finansowych). Po 10
                    latach mamy swój dom. Ja nie pracuję, mąż zaczynał od zera - jako pracownik
                    sklepu meblowego na umowę - zlecenie, bo jeszcze studiował, więc nie mówcie mi,
                    że nie macie możliwości....Nikt nam nie pomagał, nikt nam nie dał, nikt po
                    znajomości nie zatrudnił. O!
                    • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:32
                      Ja do dzisiejszego dnia mam traumę po długach rodziców i to straszliwą. Dać
                      radę, to pewnie bym dała, ale dawno temu postanowiłam, że nigdy w życiu nie
                      pozwolę na to, żeby moje dziecko przeżywało takie stresy jak ja, kiedy byłam
                      mała. Rodzice też wyszli na prostą (popadli w straszne długi na początku lat
                      90-tych, jak mnóstwo Polaków), ale ojciec przez to popadł w takie tarapaty
                      zdrowotne, że do dzisiaj jest bardzo źle. A moja mama poświęciła nam tak wiele,
                      że całkowicie zapomniała o sobie.
                      Różne scenariusze życie pisze, moi rodzice też się nie spodziewali takiego
                      obrotu spraw, ale ja w tej chwili wolałabym nie mieć dzieci, niż przeżywać to,
                      co oni. I żeby moje dzieci przeżywały to, co ja. A wiem, że w chwili obecnej nie
                      mogłabym im zagwarantować dużo lepszego życia. No ale to moja trauma i mój punkt
                      widzenia, dlatego na razie mam kota.
                      • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:34
                        I jeszcze dodam, że w wieku 19 lat wyprowadziłam się z domu i nie wyobrażam
                        sobie mieszkania z powrotem z rodzicami. Bardzo ich kocham i uwielbiam z nimi
                        przebywać, ale im też należy się w końcu coś od życia, a nie ja i mój
                        partner/mąż na głowie.
                        • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:48
                          Rozumiem cie kochana, ja z kolei miałam inną traumę, mój ojciec wiecznie tylko
                          liczył pieniądze, inne wartoście zeszły na bok, a ja uparcie mu udowadniam, że
                          jego waertości nie sa leprze od moich i że ja w swoim życiu jestem szczęśliwa,
                          a on , zabardzo się zestresował odpowiedzialnością za rodzinę,tak, że zapomniał
                          o reszcie. Za to tez mu jestm wdzięczna i doceniam, ale nie bedę nasladować...
                          Pieniędzy mu nie brakowało, obiedcywał mi studia, których ja na ironie nie
                          chciałm wolałam, żyć za swoje skromne, po swojemu...Każda z nas ma swoje racje,
                          ja tgwoje szanujęsmile
                          • dirgone Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:59
                            Podniosłaś mnie na duchu, bo ja przez ostatnie miesiące widzę tylko pieniądze, a
                            raczej ich brak i to powoduje, że już nie mam ochoty na nic.
                            • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 14:02
                              Ciesze się, głowa do góry.My z ostatnią złotówą dawaliśmy radę smiechem,
                              opłaciło się nam, mamy niezły trening i niedajemy sie łatwo.
                      • ledzeppelin3 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:45
                        Dla mnie mieszkanie z rodzicami/teściami jest nie do przyjęcia
                        I tak ułożyłam sobie życie
                        Wiem, różnie bywa, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, dlatego nie chcę nikogo
                        oceniać, każdy żyje jak lubi
                        Ale większość postów na Młodziutkich Mężatkach traktujących o katordze
                        mieszkania z wredną teściową mówi o sytuacji: mam 22 lata, dzidzi w brzusiusmile i
                        wychodzę za mąż za mojego Misiaczkasmile
                        Nie lubię jego mamy (z wzajemnością), a będziemy troszkę z nią mieszkać
                        Ale po ślubie na pewno wszytsko się ułożysmile
              • crises Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:36
                Jasne, a edukacja dziecka kosztuje tyle samo, co edukacja kota. A jak się nie
                wyrabia finansowo, to dziecko zawsze można uśpić albo oddać do schroniska.
    • burza4 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:37
      mnie z kolei nieodmiennie wkurzają teksty pt "skoro miałyście tyle szczęścia".

      Podobną postawę prezentuje kuzynka i wg mnie to takie wygodne
      samousprawiedliwianie - sprowadzić wszystko do kwestii szczęścia. Szczęście to
      można mieć wygrywając w lotto, w pozostałych przypadkach na "szczęście" trzeba
      ciężko zapracować - kosztem rodziny, odpoczynku i wolnego czasu. Dlaczego nie
      nazywa rzeczy po imieniu - nie chciało mi się uczyć, tylko balowałam, nie
      skonczyłam studiów a ledwie zawodówkę, nie znam języków, do tego wzięłam sobie
      niezaradnego faceta etc - tylko z zawiścią kwituje się sudze osiągnięcia "inni
      mają szczęście?".

      każdy jest kowalem własnego losu i ponosi konsekwencje swoich decyzji i
      wyborów. Jak się chce i postara - to i możliwości na samodzielne życie się
      znajdą. Tylko nie każdemu się chce.

      Nawiasem mówiąc - chybabym sobie w łeb strzeliła, gdyby moja córka oznajmia mi
      że chce założyć rodzinę mając dochody rzędu 1200 zł i wstawiała teksty o tym
      jak najważniejsze, żeby miłością żyć...
      • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:44
        Takie podejście miał mój ojciec i troszke na tym stracił, chociaz teraz
        nadrabia jak może i widzi, ze się mylił. Zaczynaliśmy od tysiąca dwieście, nie
        wiem na ilu skończymy, ale jak narazie podnosimy standart życia. Trzeba wieżyć
        w swoje dzieci... I w siebie!!!
      • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:49
        > Nawiasem mówiąc - chybabym sobie w łeb strzeliła, gdyby moja córka oznajmia
        mi
        > że chce założyć rodzinę mając dochody rzędu 1200 zł i wstawiała teksty o tym
        > jak najważniejsze, żeby miłością żyć...


        chyab troche cie ponioslo
        przypuszczam ze to calkiem niezle pieniadze jak na pierwsza prace
        to, ze start jest w naszym kraju bardzo trudny nie znaczy ze niemozliwy
        nawet 1200 to juz jakas baza jesli rozsadnie gospodarowac
        • net79 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:50
          brawo
        • burza4 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:38
          moofka napisała:

          > chyab troche cie ponioslo
          > przypuszczam ze to calkiem niezle pieniadze jak na pierwsza prace
          > to, ze start jest w naszym kraju bardzo trudny nie znaczy ze niemozliwy
          > nawet 1200 to juz jakas baza jesli rozsadnie gospodarowac

          nie, wcale mnie nie poniosło, jeśli moja córka przy takich dochodach na rodzinę
          brałoby pod uwagę ślub i dziecko - to oznaczałoby dla mnie porażkę wychowawczą.
          I niestety - mieszkanie pod jednym dachem wykluczam, pozwoliłabym jej
          pożyć "miłością" - na własny rachunek.
        • crises Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:46
          Jak na pierwszą pracę to istotnie znośne - to oczywiście śmieszne pieniądze,
          ale też nikt rozsądny nie uważa, że absolwent z pierwszej pensji powinien móc
          kupić sobie samochód, a druga ma mu wystarczyć na wkład własny na mieszkanie.

          Tylko że nie ma obowiązku zakładania rodziny zaraz po otrzymaniu pierwszej
          pracy. A powiedziałabym wręcz, że to jawna głupota.
          • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:04
            crises napisała:

            > Jak na pierwszą pracę to istotnie znośne - to oczywiście śmieszne pieniądze,
            > ale też nikt rozsądny nie uważa, że absolwent z pierwszej pensji powinien móc
            > kupić sobie samochód, a druga ma mu wystarczyć na wkład własny na mieszkanie.
            >
            > Tylko że nie ma obowiązku zakładania rodziny zaraz po otrzymaniu pierwszej
            > pracy. A powiedziałabym wręcz, że to jawna głupota.

            o a to ciekawe
            nikt nie mowi o zakladaniu rodziny, ale o usamodzielnianiu sie, a za takie
            uwazam wyprowadzke od rodzicow
            czy dzieci beda od razu czy pozniej to inna kwestia, chociaz tez jestem daleka
            od stwierdzenia, ze dzieci nalezy miec diopiero zarabiając dwie srednie krajowe
            na jedna glowe
            dla mnie porazka wychowawcza byloby, gdyby moje dziecko juz dorosle dalej bylo
            na moim utrzymaniu i pod moim dachem
            albo i co gorsza ze swoja nowa rodzina
            a nie gdyby chcialo sie utrzymac za swoje pieniadze
            nawet 1200
            inne mame pojecie celow wychowania czyli burzo4
            • burza4 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:19
              podejście mamy moofko to samo, bo porażki wychowawczej upatruję dokładnie w tym
              co opisałaś - dorosłe dziecko beztrosko zakładające rodzinę, na utrzymaniu
              rodziców.

              tyle że ja nie wierzę w samodzielność za 1200 zł na 3 osoby, tu jedynie jest
              różnica.
            • jop Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:48
              > nikt nie mowi o zakladaniu rodziny, ale o usamodzielnianiu sie, a za takie
              > uwazam wyprowadzke od rodzicow

              Osoba singlowa jest w stanie usamodzielnić się za 1200 zł - wynajmie pokój albo
              mieszkanie na spółkę ze znajomymi, a w większości miast Polski wynajmie się za
              500 zł malutką kawalerkę na zadupiu. Natomiast nie wyobrażam sobie utrzymania
              za 1200 zł rodziny. Żadnej!

              > jestem daleka
              > od stwierdzenia, ze dzieci nalezy miec diopiero zarabiając dwie srednie
              > krajowe

              Dwie średnie krajowe (dane za III kw. 2006) to raptem 4929,32 brutto, czyli
              3263,41 netto, czyli - przy rodzinie trzyosobowej 1087,80 na łeba. Żadne kokosy.

              • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 17:11
                jop napisała:

                > Osoba singlowa jest w stanie usamodzielnić się za 1200 zł - wynajmie pokój
                albo
                >
                > mieszkanie na spółkę ze znajomymi, a w większości miast Polski wynajmie się
                za
                > 500 zł malutką kawalerkę na zadupiu. Natomiast nie wyobrażam sobie utrzymania
                > za 1200 zł rodziny. Żadnej!

                a jednak są ludzie, ktorzy za 1200 zyją i wychowują dzieci



                > Dwie średnie krajowe (dane za III kw. 2006) to raptem 4929,32 brutto, czyli
                > 3263,41 netto, czyli - przy rodzinie trzyosobowej 1087,80 na łeba. Żadne
                kokosy
                > .

                napisalam dwie na glowe ;P
                malo kto ma takie zarobki
                ale nawet kalkulując po jednej sredniej krajowej
                nie kokosy?
                oczywiscie, ale chyba tez nie powod, zeby siedziec starym na karku
                poza tym - ile procent polakow zarabia srednią krajową?
                niewielki
                gros zarabia ponizej tego
                czyli ponizej sredniej krajowej nie ma szans na usamodzielnienie?
                czy w ogóle nalezaloby zapomniec o potomstwie?
                nie bardzo rozumiem, jaki byl sens tych wyliczen ;/

                • jop Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 19:34
                  > a jednak są ludzie, ktorzy za 1200 zyją i wychowują dzieci

                  Mieszkając u rodziców, z mamusią zapełniającą lodówkę i tatusiem płacącym
                  rachunki. Znam ja takie takie rodziny. Mieszkają u jednych rodziców, kasę dają
                  im drudzy. Ja bym to raczej nazwała zabawą w mamę i tatę.To nie jest zachowanie
                  godne dorosłego człowieka.

                  > malo kto ma takie zarobki

                  W mojej okolicy 1 pensja w wysokości 2 średnich krajowych nie jest niczym
                  niespotykanym.

                  > oczywiscie, ale chyba tez nie powod, zeby siedziec starym na karku

                  Niesiedzenie starym na karku =/= zakładanie rodziny.

                  >ile procent polakow zarabia srednią krajową?

                  Myślę, że świetnie dogadalibyście się w z Lepperem na temat tego, że "każdy
                  powinien zarabiać średnią krajową".
                  • moofka Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 21:05
                    > >ile procent polakow zarabia srednią krajową?
                    >
                    > Myślę, że świetnie dogadalibyście się w z Lepperem na temat tego, że "każdy
                    > powinien zarabiać średnią krajową".

                    lepper tu ni pri cziom
                    znam realia
                    mam to szczescie, pracując lekko i przyjemnie zarabiac wiecej niz owa srednia
                    krajowa mieszkając w nieduzym miescie, a mimo to, wiem, ze 80 % polakow zarabia
                    duzo mniej i ton twojej wyzszosci mierzi mnie nieco
                    ci ludzie zakladają rodziny wychowują dzieci i choc nie starcza na wszystko
                    maja szczesliwe rodziny i wychowują wspaniale dzieci
                    dlatego zaprostestowalam przeciwko takiemu prostemu, by nie rzecz prostackiemu
                    pojmowaniu swiata
                    tysiac masz na glowe, masz szlaban na rozmnazanie
                    na szczescie jeszcze dzieci sie za pieniadze nie kupuje
                    choc nie przecze, z nimi jest latwiej
                    nieco
                  • catriona Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 21:15
                    jop napisała:


                    > W mojej okolicy 1 pensja w wysokości 2 średnich krajowych nie jest niczym
                    > niespotykanym.

                    Fantastycznie. Tylko czy to jest powod do tego zeby tak apodyktycznie wytaczac swoje zdanie?

                    Ja uwazm, ze kazdy powinien robic jak chce. Wiem, ze wiekszosc mlodych ludzi nie chce miesszkac z rodzicami, ja sama na pewno nie chce. Ale sa tacy, ktorym sie w zyciu nie od razu wszystko uklada tak jak chca. Szkoda wszystklo pzreliczac na pieniadze. To na pewno nie jest baza do porozumienia miedzy [pokoleniami. Mnie osobisci przykro bylo przeczytac ten post burzy. Wolalabym, zeby moje dziecko (ktorego jesczze nie mam) nie chcialo wychodzic za maz/ se zenic zanim sobie na to bedzie moglo pozwolic. Ale jako dziecko wyobrazam sobei ze barzdo by mnie zabolalo takie postawienie sprawy. MOj ojciec ma podobne podejscie i mnie jest nieprzyjemnie jak tego slucham. Sama czekam na lepsze warunki materialne zeby moc zalozyc rodzine, bo tak wybralam. Ingerencje w ten wybor w stosunku do innych - nawet wlasnych dziecki uwazam za niewlasciwa.
                    • kiniox Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 18:23
                      "Ja uwazm, ze kazdy powinien robic jak chce. (...) Ingerencje w ten wybor w
                      stosunku do innych - nawet wlasnych dziecki uwazam za niewlasciwa."
                      Zgodziłabym się z tym, pod jednym warunkiem - każdy powinien robić, jak chce,
                      za własne pieniądze. Niestety, czasem ludzie są...hmm...powiedzmy - lekkomyślni
                      na cudzy koszt. Te koszty czasem ponosi rodzic (który nawet może nie mieć nic
                      przeciwko temu), a czasem...pan płaci..pani płaci...
          • titta Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:33
            Crises, a ja z doswiadczenia swojego, stwierdzam, ze najlepszy czas na dziecko to...studia. Oczywiscie
            jak sie ma "tego" drugiego czlowieka i jakiekolwiek srodki na utrzymanie. Nigdy pozniej nie mialam (i
            nie bede pewnie miala) tyle czasu (choc ciagnelam dwa kierunki). Potem czlowiek robi sie bardziej, czy
            ja wiem, upierdliwy, mniej cierpliwy no i tez czas biologiczny ucieka... Dziecko "przeszkadza" w
            karierze itp. a jak ktos chce to sobie poradzi...
      • pigula731 Re: "idźcie na swoje" ?! 14.02.07, 16:04
        burza4 napisała:

        > mnie z kolei nieodmiennie wkurzają teksty pt "skoro miałyście tyle szczęścia".
        >
        > Podobną postawę prezentuje kuzynka i wg mnie to takie wygodne
        > samousprawiedliwianie - sprowadzić wszystko do kwestii szczęścia. Szczęście
        to
        > można mieć wygrywając w lotto, w pozostałych przypadkach na "szczęście"
        trzeba
        > ciężko zapracować - kosztem rodziny, odpoczynku i wolnego czasu. Dlaczego nie
        > nazywa rzeczy po imieniu - nie chciało mi się uczyć, tylko balowałam, nie
        > skonczyłam studiów a ledwie zawodówkę, nie znam języków, do tego wzięłam
        sobie
        > niezaradnego faceta etc - tylko z zawiścią kwituje się sudze
        osiągnięcia "inni
        > mają szczęście?".
        >
        > każdy jest kowalem własnego losu i ponosi konsekwencje swoich decyzji i
        > wyborów. Jak się chce i postara - to i możliwości na samodzielne życie się
        > znajdą. Tylko nie każdemu się chce.
        >
        > Nawiasem mówiąc - chybabym sobie w łeb strzeliła, gdyby moja córka oznajmia
        mi
        > że chce założyć rodzinę mając dochody rzędu 1200 zł i wstawiała teksty o tym
        > jak najważniejsze, żeby miłością żyć...
    • marghe_72 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 13:46
      Będę nudna
      Znowu sie podpisuję pod Aluc
    • elza78 jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 15:26
      big_grinDDD
      "wyprowadzilam sie na swoje jedzac tynk ze sciany a inni nie wyprowadzaja sie
      bo im tak wygodnie smile"
      tak dokladnie, wygodniej jest mi mieszkac w sopocie na 100m kwadratowych z
      moimi rodzicami dzielac sie wspolnie wydatkami na utrzymanie domu
      niz na jakims zadupiu w TBS'ie ciulac bezradnie grosz za groszem piszczac jak
      mi ciezko bo nie mam pralki zmywarki i tym podobnych rzeczy smile

      jak mnie dobija moje malzenstwo bo maz dzieckiem sie nei przejmuje tylko
      wychodzi na cale wieczory grac z kumplami w brydza smile)

      jest nam ze starymi ZAJEBISCIE
      korzysci sa obopolne bo to nie tylko tak ze my mamy tansz eutrzymanie, oni tez
      maja tansz eutrzymanie ze wzgledu na to ze kwota rachunkow dzieli sie na dwie
      rodziny a nie na jedna...
      maja tez pomoc przy roznych fizycznych pracach od mojego meza, my z moja mama
      gospodarujemy wspolnie od tej babskiej strony...
      nie narzekam bo jest swietnie, 800m do morza, 100m do lasu kot w domu ogromny
      ogrod a nie blok w ktorym slychac jak sasiad pierdnie za sciana
      big_grin
      wyprowadzac sie w takiej sytuacji na swoje "bo tak" to glupota smile
      rezygnacja ze czegos co jest fajne i dobrze dziala jako uklad tylko ze wzgledow
      ideologicznych to debilizm, ja sie tak dobrze czuje na prawde smile
      nie tylko ja smile
      i sobie mozecie mowic jak wam swietnie zastanawiac sie jak wiazac koniec z
      koncem w "swoim ciasnm ale wlasnym" a ja czekam na wiosne i na moment kiedy
      bede mogla sie poopalac na tarasie z widokiem na morze smile kiedy mama gdy ja
      poprosze zajmie sie dzieckiem big_grinDDD
      pozdrowka
      dla wszystkich cierpiacych big_grin
      • mamciakam Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 15:46
        no to fajnie elza ze masz zajebiscie
        gdybym tak miała tez nie wyprowadzałabym sie od rodziców ja miałam 500 m do
        jeziorka i tez było super na poczatku
        tylko ci pozazdroscic oby tak dalej. i nie chodzi tu o to z to głupio mieszkac
        ze ""starymi" tylko o relacje i dlatego jedni wola" na kupie" a inni "ciasne ale
        własne i chleb z margaryną"
        • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 16:10
          ja to rozumiem smile tyle ze wiesz chodzi mi o to aby nie uogolniac bo sytuacje
          zyciowe na prawde sa rozne i moze ktos mieszka bo wszystkim jest z tego tytulu
          fajnie i WSZYSCY czerpia z tego korzysci big_grin
          tego wiekszosc oburzonych pozostawaniem przy rodzicach w tym watku nie
          rozumie big_grin
          • kiniox Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 14.02.07, 18:35
            Może dlatego, że chodziło o osoby, które NARZEKAJĄ, że im wspólnie źle, a się
            nie wyprowadzają? Taki szczegół.
      • chicarica Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 16:28
        Ja mam też super kontakty z rodzicami, oni z kolei mają duże mieszkanie we
        Wrzeszczu, ja mieszkam w tak obśmianym przez ciebie tbsie i ZA NIC nie
        chciałabym mieszkać z rodzicami.
        Nie ciułam grosza do grosza, właśnie kupiłam z mężem większe mieszkanie -
        czekamy na jego odbiór. Też na zadupiu - dla nas nie problem, mamy dwa
        samochody, a poza tym mieszkanie klitką nie będzie - ca 70 m, wystarczy.
        A dlaczego nie chcę mieszkać z rodzicami? Dlatego, że mieszkając z nimi byłabym
        nadal dzieckiem.
        Każdy ma to, co mu pasuje. Tobie odpowiada mieszkanie z rodzicami - mieszkaj
        sobie. Ja wolę sama - i tak jest mi lepiej. Nie rozumiem tylko tych, którzy
        mieszkają z rodzicami, jest im tam źle, narzekają, ale się nie wyprowadzają
        tylko żyją na kupie.
        Wiem, że można funkcjonować w miarę zgodnie żyjąc w wielopokoleniowej rodzinie -
        jak byłam mała, mieszkaliśmy z dziadkami. Ale do tego trzeba mieć akurat takie
        a nie inne cechy charakteru, lubić stadne życie, mieć podobny styl życia i
        wartości jak ci, z którymi zamieszkujemy. I tak jak wiem, że z własnymi
        rodzicami, od biedy, jeszcze bym się dogadała. Z teściami - na pewno nie, pomimo
        że stosunki mamy ciepłe i serdeczne. Obawiam się jednak, że to ciepło i
        serdeczność mogłyby się skończyć.
        • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 17:08
          wszystko zalezy od podejscia smile piszesz ze bylabys nadal dzieckiem - a
          wychodzac z domu przestajesz byc dzieckiem swoich rodzicow?? wink
          u mnie panuja stosunki partnerskie miedzy nami i moimi rodzicami
          a do tbs'u w zyciu mieszkac bym nie poszla - placic ciezka kase za cos co nigdy
          nie bedzie moje i jest zazwyczaj watpliwej jakosci, wole odkladac na wklad
          wlasny na kredyt smile
          z reszta co tu duzo gadac jestesmy z mezem wlascicielami 50% naszego mieszkania
          wiec de facto mieszkamy "na swoim" i nam wygodnie smile nie musimy wynajmowac
          opiekunek i szarpac sie codziennie co zrobic z dzieckiem jesli mamy jakies
          wazne sprawy do zalatwienia big_grin

          co dowoli to wlasnie kazdy ma swoja i kazdy robi to co jemu pasuje, mi nikt nei
          wmowi ze mi jest zle z rodzicami, tak jak nikt mi nie wmowi ze zajebiscie jest
          mieszkac z 4 dzieci na 50m ale na "swoich" jedzac tynk ze sciany smile wiec
          smiesza mnie niektore posty smile

          a zadupie zadupiem kazdy ma to co lubi big_grin

          --
          BASKA
          i MICHAL
          • moofka Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 17:15
            elza78 napisała:

            >
            > co dowoli to wlasnie kazdy ma swoja i kazdy robi to co jemu pasuje, mi nikt
            nei
            >
            > wmowi ze mi jest zle z rodzicami, tak jak nikt mi nie wmowi ze zajebiscie
            jest
            > mieszkac z 4 dzieci na 50m ale na "swoich" jedzac tynk ze sciany smile wiec
            > smiesza mnie niektore posty smile
            >

            no tak
            ale u ciebie jest dobra wola i duzo miejsca
            gdyby twoi rodzice zamiast tarasu i 100 m mieli na przyklad 48 w wielkiej
            plycie to nadal bys uwazala, ze taka super opcja?

            • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 17:34
              dlatego moofka pisze ze wszystko zalezy od sytuacji nie zawsze jakas jedna
              opcja jest tylko i wylacznie zla smile tez nie rozumiem pozostawania przy
              znienawidzonej tesciowej w toksycznej atmosferze tylko dla kilku zetow, wtedy
              fakt wolalabym bidopwac na swoim smile
              ale sa tez sytuacje takie jak moja czyli nie takie zle jak wszyscy tu zgodnym
              chorem (no moze nie wszyscy ale zdecydowana wiekszosc) krzycza smile
              bo IMO wyprowadzanie sie w moim przypadku od rodzicow w tej chwili byloby dla
              mnie glupota bo 1) nam byloby ciezej 2) im tez byloby duzo ciezej... bo same
              oplaty to okolo 1500 na miesiac na dwoje osob w tym jedna na emeryturze jest to
              niestety duzo, jest opcja sprzedac chate i kupic dwie ale... to przenoszenie
              sie w duzo gorsze warunki smile wiec skoro jest nam ze soba dobrze tworzymy zgrane
              stado nie bez konfliktow bo to naturalne ze takie czasem sie zdarzaja, to mysle
              ze nie nalezy tak z gory oceniac ze cos jest zle
              bo wszystko ma swoje zle i dobre strony
              • chicarica Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 20:38
                po pierwsze, nie gnieżdżę się z 4 dzieci na 50 m. Planuję 1 dziecko, góra
                dwójkę, ale jeśli dwójkę to będziemy myśleć o budowie domu.
                Po drugie, nie płacę bajońskiej kasy za tbs.
                Po trzecie, bardzo sobie cenię możliwość bzykania się na kuchennym blacie i w
                wannie, a z rodzicami w mieszkaniu byłoby mi głupio.
                Po czwarte, ty mieszkasz z własnymi rodzicami, ale chciałabym usłyszeć jeszcze
                zdanie twojego męża.
                • myelegans Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 20:50
                  ale przeciez meza nie ma calymi wieczorami, bo gra w brydza i dzieckiem sie nie
                  zajmuje,wiec mu pewnie nie jest tak kolorowo. cytuje za autorka
                  "jak mnie dobija moje malzenstwo bo maz dzieckiem sie nei przejmuje tylko
                  wychodzi na cale wieczory grac z kumplami w brydza smile)"

                  • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 20:59
                    rece opadaja normalnie smile)
                    wez przeczytaj jeszcze raz moj post, potem to co napisalas smile
                    moj maz w brydza nie grywa smile
                    wieczorami chodzi co najwyzej na treningi smile czego nie mam mu za zle hehe

                    ten tekst byl na temat tego jakie czesto posty widuje sie na tym forum jak
                    niespelnione zmeczone zyciem zonki na swoim utyskuja na to co maja w domu...
                    ze to swoje moze sie stac wiezieniem jesli nie ma sie niani albo babci ktora
                    zaopiekuje sie dzieckiem kiedy chce sie wyjsc...
                • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 20:56
                  wiesz pewnym ludziom ciezko cos wytlumaczyc, ciesze sie ze odpowiada ci
                  mieszkanie w TBS'ie i bzykanie sie na kuchennym blacie kiedy sasiad z gory
                  slyszy kazde twoje westchnienie a w lazience podczas amorow slychac jak ktos
                  romantycznie spuszcza wode w kiblu za sciana...
                  ja lubie moja sytuacje i nie przetlumaczysz mi ze jest mi zle bo nie jest smile
                  widze w tym wiecej plusow niz w mieszkaniu na obrzezach miasta nawet z czterema
                  samochodami
                  ale jak napisalam kazdy ma to co lubi...
                  • chicarica Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 21:29
                    Nie rozumiesz jednego. Mnie w tym mieszkaniu na obrzeżach miasta jest naprawdę
                    dobrze. Nowe mieszkanie będzie w odległości około 1 km od starego z tym że
                    będzie już własnościowe - tbs to było rozwiązanie tymczasowe. Myślisz że
                    wybrałam takie, bo lubię się umartwiać? wink Jeśli będzie dom, to też w tych
                    okolicach.
                    Nie sądzę, żeby ktoś słyszał moje westchnienia, ja nikogo nie słyszę. Jasne,
                    słyszę spuszczanie wody czy np. walenie młotkiem, ale dokładnie to samo było w
                    kamienicy w centrum Wrzeszcza.
                    Wszystko zależy także gdzie dojeżdżasz i jak spędzasz czas. Ja pracuję poza
                    Gdańskiem (Żukowo, Rusocin) i bliskość obwodnicy ma dla mnie kolosalne
                    znaczenie. Wyjeżdżając co rano z centrum miasta nie miałabym szans np. być w 15
                    minut w Żukowie. To samo w weekendy - wyjeżdżam przeważnie poza miasto i jestem
                    w ten sposób 30 minut do przodu.
                    Tak jak mówię, każdy ma to co lubi, ale ty mi też nie wmawiaj że mi źle, bo mi
                    źle nie jest. I również widzę znacznie więcej plusów w samodzielnym mieszkaniu
                    na obrzeżach miasta niż w kiszeniu się z rodzicami w centrum,nawet na 100 metrach.
                    • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 12.02.07, 21:33
                      ja ciebie nie przekonam ty nie przekonasz mnie wiec po co ta dyskusja smile)
                      • chicarica Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 13.02.07, 09:02
                        Głównie po to, żebyś zakumała w końcu, że piszemy o zupełnie różnych rzeczach i
                        sytuacjach.
                        Autorka wątku też nie pisała raczej o harmonijnych stosunkach z rodzicami czy
                        teściami. Wątki tu się pojawiające, a dotyczące problemów z rodzicami czy
                        teściami, też nie opisują takich stosunków, tylko sytuacje zgoła odwrotne. Sama
                        przyznasz, że w takich sytuacjach jedyną radą jest "wyprowadźcie się".
                        Rozumiesz? One wszystkie NIE PISZĄ że jest super i bardzo im się podoba
                        mieszkanie z rodzicami, tylko o tym jak im źle. Nijak się to odnosi do twojej
                        sytuacji, bo tobie źle nie jest. Dotarło?
                        • elza78 Re: jak mnei zabija martyrologia normalnie 13.02.07, 15:56
                          nie chce mi sie naokolo znowu tlumaczyc czy dotarlo czy nie smile szczerze mowiac
                          mam to w nosie smile)
                          od mojej strony sprawa wyglada tak ze druga strona konfliktu cvzyli ci co to
                          siedz ana swoim tez wszystkich wrzucaja do jednego worka smile)
                          DOTARLO??

                          no i koniec dyskusji smile
                          nara tongue_out
    • mamciakam Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 15:41
      to ja tez cos dodam mieszalismy z rodzicami po slubie 6 lat az w koncu któregos
      dnia mimo ze nadal nie bylo pewnej pracy tylko na czas okreslony
      ,wyprowadzilismy sie mielismy wówczas jedno dziecko okazało sie ze mielismy
      mieszkac tam ile chcemy a po roku trzeba było sie wyprowadzic .... no cóz zanim
      w koncu udało nam sie miec swoje M troche to trwało 5 lat tułaczki 6
      przeprowadzek obecnie troje dzieci i od dwóch lat swoje m.z hipoteka na głowie
      ale cóz lepiej płacic hipot. i miec swoje m niz te pieniądze dawac za wynajem...
      tez sie bałam jak damy rade jest róznie raz na wozie raz pod kreska takie zycie
      ale najwazniejsze ze ogólnie zdrowie w miare i jak wbijam góźc w sciane to w
      SWOJĄ a nie cudzą
      zycze powodzenia i tym"wygodnym" i tym wolącym spokój
    • yanca1 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:35
      Elza - jak ja cię rozumiem - nie mam morza za oknem ,ale też mieszkam z
      rodzicami i mężem i też jest ok. Oboje zarabiamy tak sobie, ale rodzice jeszcze
      mniej. Gdybyśmy poszli na swoje byloby kiepsko, a rodzicom utrzymać duży dom z
      emerytury i renty też by bylo nielekko. Więc dopóki nie skaczemy sobie do oczu,
      rozmawiamy ze sobą i ogólnie jest nieźle - nie idziemy "na swoje" To nie egoizm,
      ani kalkulacja ale po prostu czasem tak się uklada.
    • melka_x Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 16:37
      Obie wizje - zarówno ta, w której wszyscy mieszkający z rodzicami/teściami to
      leniwe ofermy, jak i ta, w której ludzie otrzymują pracę wyłącznie dzięki
      układom i szczęściu - są uproszczone i świadczą o nieumiejętności dostrzeżenia
      niczego poza tym, co widać przez pryzmat własnych doświadczeń (ja mogłam,
      znaczy się wszyscy mogą, czy z drugiego obozu; ja nie mogłam, znaczy się
      wszyscy co mogli, to układy mieli lub z nieba im spadło).

      Tyle, że zdanie "idź na swoje" najczęściej na forum pada w sytuacjach gdy
      mieszkająca u teściów żali się jak to ta teściowa im przeszkadza, irytuje i
      d... truje, a nawet po swojemu nie daje urządzać mieszkania (serio, był taki
      post). Były już przypadki, gdy niektóre się tak zapędzały, że twierdziły, że to
      teściowa u nich mieszka, choć z reszty postu wyraźnie wynikało, że rzecz ma się
      odwrotnie. Mój kot też uważa, że to my mieszkamy kątem u niego. Jest
      przekonany, że to my śpimy w jego łóżku, że to my urzędujemy na jego kanapie i
      to my zjadamy mu jego steki. Na szczęście kot jest łaskawszy niż niektóre
      synowe, znosi to z godnością biedaczek. Chyba nas kochawink
      • kawka74 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 17:54
        Mój kot też uważa, że to my mieszkamy kątem u niego. Jest
        > przekonany, że to my śpimy w jego łóżku, że to my urzędujemy na jego kanapie i
        > to my zjadamy mu jego steki.

        A co zrobić, jeśli ma się dwa koty i KAŻDY uważa, że mieszkamy u niego?
        Osobiście pogubiłam się w kwestii tego, której kocicy mam się podporządkować ;p
        co do reszty Twojego postu, Melko_x - trudno mi się nie zgodzić
    • aliens za 1000zł na swoje? 12.02.07, 18:03
      Ktoś napisał, że najpierw trzeba zapewnić sobie dach nad głową a dopiero rodzina. Bardzo ciekawe podejście. Człowiek zdąży się zestarzeć zanim dorobi się własnych 4 kątów.
      Wszyscy moi znajomi, którzy są na tzw. swoim, to tylko dzięki swoim rodzicom, którzy albo dokładają się do czynszu albo przekazali im mieszkanie albo inaczej im pomogli (i nadal pomagają). Osoba bez takich możliwości z marną pensją może sobie tylko z mostu skoczyć.... albo pojechać do Irlandii (i tak też zrobiła spora cześć Polaków). A w Irlandii lądują w polskim getcie, z którego mało kto się może wydostać.

      Kim trzeba być w tym po_ebanym kraju, żeby godnie żyć?
      • myelegans Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 19:00
        Aliens, tak ja tak uwazam, jak rowniez uwazam, ze KAZDY kto ma pare zdrowych
        rak i troche checi to moze, a we dwojke masz 2 pary rak. Najlepiej usiasc na 4
        literach i biadolic, ze brak mozliwosci i tylko za 1000PLN po 4 fakultetach ze
        znajomoscia 7 jezykow.

        Jak wyjechalam na studia to wiedzialam, ze nie wprowadze sie juz NIGDY do
        rodzicow, chociaz maja duzy, dwurodzinny dom z ogrodem. Przez cale studia latem
        wyjezdzalam zbierac truskawki, jablka do Szwecji, raz nawet pracowalam w ...
        cegielni u prywaciarza po 12 godzin dziennie od 18 do 6 rano na akord
        (zarobilam za to kupe forsy), pracowalam jako Mikolaj, mylam okna, sprzatalam
        itd. i ciulalam, podczas gdy moje przyjaciolki opalaly sie nad jeziorami,
        zeglowaly, albo siedzialy w domu i odpoczywaly po trudach sesji. Jak skonczylam
        studia to mialam juz wklad na mieszkanie, tak sobie zalozylam, taki mialam
        cel... usamodzielnic sie. Gdybym miala inna alternatywe, np. rodzice kupiliby
        mi mieszkanie, to pewnie bym sie tak nie zabijala, ale nie mialam innego
        wyjscia, wiec nie kupuje takich niemocowych argumentow.
        Gdybym teraz byla na studiach robilabym tak samo, a po skonczeniu, gdyby bylo
        malo wyjechalabym na rok gdziekolwiek i pracowala ile wlezie, zeby zarobic na
        cos wlasnego, pozniej pomyslala o rodzinie.

        Jezeli komus pasuje mieszkanie z rodzicami (ja to jeszcze musze zobaczyc na
        wlasne oczy, bo jak dotad to byly same porazki i rodzinne tragedie, u mojej
        kuzynki pieprznelo po 10 latach wspolnie przemieszkanych i juz nigdy nie
        wrocilo do normy) to dobrze, ale zdrowego balansu utrzymanie balansu w tej
        sytuacji jest niezmiernie trudne i wymaga checi z obu stron.
        • aliens Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 19:49
          Gratulujęsmile I taki jak ty też znam. Ale już dawno wyjechali z kraju, bo życie o suchym chlebie i wodzie byle na swoim dawno już im się znudziło.
          Twoja historia jest ciekawa, ale nie ma reguły. Innym się udaje a jeszcze innym nie.
          Być może biadolę i być może tylko to mi pozostało.
          Najwyraźniej źle pokierowałem sowim życiem. Zabrakło mi odwagi.

          Pozdrawiam i życzę sukcesów.
          • colombina Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 13:25
            Aliens, jesli nie jestes po osiemdziesiatce to nie oddawaj jeszcze swojego zycia
            do kasacji.
            Nieduane proby maja to do siebie, ze dzieki nim zdobywa sie cenne doswiadczenie
            ktore zwieksza szanse sukcesu kiedy podejmujesz nastepna probe.

        • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:04
          myelegans napisała:

          > Przez cale studia latem
          >
          > wyjezdzalam zbierac truskawki, jablka do Szwecji, raz nawet pracowalam w ...
          > cegielni u prywaciarza po 12 godzin dziennie od 18 do 6 rano na akord
          > (zarobilam za to kupe forsy), pracowalam jako Mikolaj, mylam okna, sprzatalam
          > itd. i ciulalam, podczas gdy moje przyjaciolki opalaly sie nad jeziorami,
          > zeglowaly, albo siedzialy w domu i odpoczywaly po trudach sesji. Jak
          skonczylam
          >
          > studia to mialam juz wklad na mieszkanie...

          tak pomijajac wszelkie inne aspekty i twoja dume z wlasnego trudu jaki wlozylas
          w zakup mieszkania, to nie zastanawiasz sie ze dzieki temu wypruwaniu sobie
          flakow na to konto cos ci ucieklo przez palce kiedy zbieralas truskawki??
          w zyciu fajnie jest znalezc zloty srodek nigdy ni jest tak zeby miec wszystko o
          czym sie marzy ale mozna zyc i realizowac wlasne cele bez takich
          cierpietniczych akcji...
          no ale coz, wtedy latwiej opowiadac jak to wlasna krwawica do czegos tam sie
          doszlo...
          ja tam wole nie dochodzic do niczego takim kosztem...
          jest szansa na budowe domu ale wole miec meza przy sobie niz na budowie przez
          najblizsze 10 lat a chwalenie sie sasiadom ze wlasnymi rekami dom zbudowalismy
          to nie dla mnie, mamy 29 lat, chcemy zyc a nie zbierac efekty
          wlasnej "krwawicy" zeby potem przedstawiac wszystkim jakie cierpienia nas
          kosztowalo to co osiagnelismy, wierze ze mozna inaczej, tak aby wilk byl syty i
          owca cala, nie mam zamiaru tracic z naszego zycia ani minuty na cele
          materialne smile nie bede zbierala truskawek i orala ziemi gdzies na kamczatce
          zeby palac sobie postawic smile wol sobie pobyc z mezem i dziecmi a jesli kiedys
          uda sie bez wyrzeczen dom postawic to bedzie ekstra smile
          ale spoko polacy to narod cierpietnikow big_grin
          • myelegans Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:42
            Elza, ale to bardzo dobrze, ze nie musialas, tez bym chciala, ale to byl MOJ
            wybor, ze zamiast siedziec u rodzicow, to chcialam wlasny kat, bo dawalo mi to
            poczucie samodzielnosci i niezaleznosci, ktora cenie sobie chyba najbardziej,
            ale to JA bo JA taka jestem. Tu nie chodzi o chwalenie sie ze "wlasna krwawica"
            tylko o to, ze sa sposoby i metody, ze jak nie ma, to mozna zarobic i sie
            usamodzielnic, zamiast narzekac, ze "mieszka sie z tesciowa, bo za 1000PLN nikt
            nie wyzyje", albo "do pracy za takie pieniadze, nieoplaca sie isc", nawet jak
            dziecko juz w szkole". Zycze Ci zebys nigdy w zyciu nie musialaciezko pracowac,
            tylko mogla w rodzinnej zgodzie i harmonii zyc z rodzicami do smierci, tylko
            czasami nie ma wyjscia i trzeba zakasac rekawy.
            Ja wtedy nie myslalam co mu ucieka, ale co zyskuje, to nie praca na galerach,
            ani na zsylce, gdybym miala to jeszcze raz robic z perspektywy wielu lat, to
            postapilabym dokladnie tak samo.
            • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:49
              jak trzeba to trzeba i taka sytuacje rozumiem, za to jak nie trzeba urabiac
              sobie rak po pachy dla wlasnego kata to nie widze w tym absolutnie sensu, to w
              sumie z naszej strony bylby egoizm np pozbawiac w tej chwili dzieci wyjazdow na
              wakacje i tak dalej tylko po to zeby zbudowac wlasny 200m dom kiedy mamy gdzie
              mieszkac i jest nam dobrze...
              o to mi chodzi caly czas, ze nie mozna forsowac swoich planow za wszelka cene
              bo zyc tez czasem trzeba a zycie nie sklada sie tylko ze zbierania kasy na
              kolejna rate kredytu na wlasne M... to wyjazdy z rodzina bycie razem takie tez
              niematerialne rzeczy ktore kiedy sie w wirze pracy zasuwa od 7 do 24
              uciekaja... w efekcie sie nie obejrzysz a masz 18 letnie dziecko i zero z nim
              kontaktu
              • kiniox Re: za 1000zł na swoje? 14.02.07, 19:28
                A nie przyszło Ci kiedyś do głowy, że może to Twoi rodzice chcieliby się
                pobzykać na stole kuchennym i Twoje niczym niezachwiane przekonanie, że masz
                prawo do wygodnego życia im to uniemożliwia? Bez obrazy, sama mam alergię na
                cierpiętnicze podejście do życia i jestem za szukaniem złotego środka. Mam po
                prostu nieodparte wrażenie, że niektórzy lubią żyć wygodnie cudzym kosztem lub
                też bezproblemowo niezauważając, że może nie są ciężarem dla otoczenia, ale też
                żadnym wielkim szczęściem.
                • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 15.02.07, 23:31
                  nie chce mi sie tlumaczyc jak krowie na rowie... i tak jak grochem o sciane
                  gdyby mi powiedzieli ze im przeszkadzamy a powiedzieliby gdyby tak bylo wierz
                  mi nie jestesmy patolami ktorzy odgrywaja super rodzinke na zewnatrz to bysmy
                  sie z mezem wyprowadzili - stac nas na to smile ale razem lzej to pierwsze a
                  drugie - nie kazdy kocha trendy model japiszonskiej parki na swoim od
                  osiemnastki z kredytam na samochod i dwojeczka dzieci w zlobku od 8 do 18 kiedy
                  rodzice haruja smile
                  jesli mowi ci cos stwierdzenie "rodzina wielopokoleniowa"... dzieci zdrowo
                  wychowane bez poczucia odrzucenia smile - zawsze maja przy sobie kogos bliskiego
                  tak jest nam tak wygodnie i smiejemy sie w kulak z tych co "cierpia" na swoim
                  bo chcieli udowodnic jacy sa samodzielni smile
                  a ja mam nieodparte wrazenie ze niektorzy na sile probuja innym udowodnic ze
                  ich sytuacja wyglada inaczej niz wyglada, moze nie zetknelas sie z czyms takim,
                  moze twoim rodzicom lub tesciom przeszkadzalas w bzykaniu sie na stole w
                  kuchni, ale sorry nie przenos swojego modelu swiata na czyjes zycie smile
                  czemu w ogole twierdzisz ze zyjemy czyims kosztem po 1 jestesmy wlascicielami
                  ponad polowy lokalu w ktorym mieszkamy bo go kupilismy HA - zdziwienie, nikt
                  nam go nie DAL smile) wiec jestesmy "na swoim" po drugie placimy wszystkie oplaty
                  kupujemy jedzenie gospodarujemy sami nikt nam nic nie funduje smile
                  szkoda mi ludzi ktorzy dla swoich starym nie byli wielkim szczesciem big_grin w
                  takich sytuacjach doceniam jeszcze bardziej moich i tak wspanialych rodzicow tongue_out
                  • kiniox Re: za 1000zł na swoje? 16.02.07, 09:27
                    Nic o mnie nie wiesz, bo o własnej sytuacji nic nie wspomniałam. Zapewniam Cię
                    jednak, że nie musisz mnie żałować ani pod względem rodzinnym, ani finansowym.
                    Niepotrzebnie tak się unosisz. Pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale
                    Twoje wypowiedzi brzmią tak, jakbyś wszystkich poza sobą miała głęboko gdzieś
                    (z własnymi rodzicami włącznie). Wcale nie twierdziłam, że tak jest. Pytałam
                    tylko, czy kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, że może Ty jesteś szczęśliwsza w
                    tym układzie, niż inni jego uczestnicy. Co do mnie natomiast, to nie, nie
                    przeszkadzałam ani rodzicom ani teściom w bzykaniu czy czymkolwiek innym. Ale
                    nie tylko dla tego, że mnie kochają, troszczą się o mnie i lubią mnie
                    uszczęśliwiać. Także dlatego, że sama wykazuję się empatią, nie oczekuję, że
                    będę dla nich ósmym cudem świata już przez sam fakt mojego istnienia (choć
                    szczerze myślę, że tak właśnie jest), tylko po prostu staram się, żeby było im
                    ze mną dobrze. Przykro mi, że uraziłam Twoją dumę własną. Jak na kogoś, kto
                    jest pewny jedynie doskonałego modelu życia, jaki prowadzi, za bardzo się
                    gorączkujesz. Niepotrzebnie. W każdym razie życzę Wam dalszego szczęścia w tym,
                    czy jakimkolwiek innym układzie.
                    • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 16.02.07, 12:53
                      kiniox jakbym zaczela sprawe opisywac jak to wyglada od strony moich rodzicow
                      to by miejsca w watku nie starczylo smile
                      na prawd emam swietnych rodzicow i oni raczej z tego typu, ktory boi sie ze
                      dzieci kiedys sobie wyjada i opuszcza rodzinne gniazdo smile
                      kiedys mielismyr ealne mysli wylotu do uk - wszyscy chodizli jak struci, oni
                      zwyczajnie tacy sa i nie chodiz o to ze ja sobie mieszkam bo mi tak wygodnie i
                      super ale z tego ukladu wsyzscy sa zadowoleni oni takze - jak chca sie bzykac
                      na stole w kuchni to wierz mi maja ku temu mnostwo okazji my caly czas w domu
                      nie siedzimy, oni takze, mozna sie pod tym wzgledem rowniez dograc smile
                      gdybysmy mieszkali w mieszkaniu o polowe mniejszym to jasne ze zastanawialabym
                      sie czy im z nami wygodnie i czy nie lepiej dla nich bedzie jak sie
                      wyprowadzimy, ale sytuacja wyglada na prawde fajnie z obu stron i pozostawanie
                      pszy rodzicach nie wynika jedynie z mojego wygodnictwa ale takze z troski o nich
          • jop Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 09:42
            > nie zastanawiasz sie ze dzieki temu wypruwaniu sobie
            > flakow na to konto cos ci ucieklo przez palce kiedy zbieralas truskawki??

            Studenckie popijawy? Jakoś nie odczuwam wielkiego żalu, że z powodu
            zarobkowania ominęła mnie jedna czy druga imprezka - natomiast pamiętam, że
            dzięki zarabianej już na studiach forsie stać mnie było na znacznie fajniejsze
            wakacje niż te, na które sobie mogli pozwolić wiszący na cycku rodziców koledzy.
      • burza4 Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 19:10
        wiesz, to też uogólnienie, co prawda Warszawa jest specyficzna, ale...
        moja kumpela mieszka w strefie ogromnego bezrobocia, gdzie zarobki oscylują
        koło 800-1000 zł. Ona zmieniając pracę chce 5 tysięcy - i dostaje - bo jest
        dobra, a fachowców z prawdziwego zdarzenia brakuje.

        większośc twoich znajomych stanęło na nogi dzięki rodzicom, większość moich -
        ma już własne domy pod miastem - dzięki własnej pracy. Zaczynali raptem 8 lat
        temu, zaraz po studiach, mieli zdolności, ambicję, nie bali się wyzwań - teraz
        nie mają problemów. Fakt, zaczynali wtedy, kiedy było łatwiej i pensje wyższe.

        ale patrzę również na aktualne towarzystwo w firmie - większość tych osób
        studiuje jeszcze zaocznie, pracują już 2,3 lata. I już mają swoje mieszkania,
        wzięli kredyty i są na swoim. Większość z nich jest spoza Warszawy. Ci bez
        większego doświadczenia startują u nas z pensją 2,5 tysiąca, a mówię o
        dziewczynach które mają 22-24 lata. W znajomych firmach jest podobnie, u mojej
        siostry, gdzie zarobki są znacznie niższe też ludzie inwestują we własny dach
        nad głową.

        To nie do końca jest tak, że aby dobrze zarabiać trzeba mieć układy, jeśli ktoś
        się do pracy u nas nie załapuje, to nie dlatego że "nieznajomy" ale dlatego, że
        kiepsko wypadł. Co z tego, że dałam życiorys córek znajomych, kiedy dziewczyny
        dały plamę na interview?
        • aliens Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:14
          Zgodzę się z tym, że fachowców brakuje i mam nadzieję, że to spowoduje, że zacznie się u nasz zmieniać.

          Ciekawy jestem co to za firma, że na start daje 2,5zł.
          Zauważ, że nie byle kto się tam dostaje. A ja myślę o ludziach, którzy nie koniecznie chcą być menadżerami, chcą po prostu godnie żyć z pracy jaką wykonują.

          Pozdrawiam
          • jop Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:31
            Tak, droga aliens, ta firma na pewno składa się w 100% z menedżerów po
            Harvardzie z MBA z 15-letnim doświadczeniem. ROTFL. Napisz jeszcze coś śmiesznego.
            • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:34
              ale jop co cie smieszy w poscie aliensa bo chyba masz problemy ze zrozumieniem
              czytanego tekstu, przeciez on pisze ze w polsce nie ma samych ludzi z wyzszym
              wyksztalceniem a fachowcy bez wyzszego tez chca odpowiednio zarabiac, to chyba
              normalne prawda?
            • aliens Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:40
              Jeśli już to drogi alienssmile Piszę w rodzaju męskim.
              Cieszę się, że mogłem Cię rozbawić, ale nie bardzo wiem czym.

              Pozdrawiam



              • jop Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 13:11
                > Jeśli już to drogi alienssmile Piszę w rodzaju męskim.

                Whatever.

                > Cieszę się, że mogłem Cię rozbawić, ale nie bardzo wiem czym.

                Dwoma stwierdzeniami: "kto się tam dostaje" i "nie wszyscy chcą być
                menedżerami". To wyjaśnię: pewnie dostający się tam ludzie to nie żadni
                Uebermensche, a zupełnie normalne przypadki z rynku pracy jakich wiele. Zapewne
                też firma ta nie składa się także z samych menedżerów, bo ktoś tam jednak musi
                tam coś konkretnego robić.

                Tak, tak, tłumaczcie sobie dalej, że dobrze zarabiają tylko geniusze, albo
                menedżerowie (a to wyścig szczurów, fuj, no i pewnie zaraz ich zwolnią) że
                pracę dostaje się po znajomości, skoro Wam to poprawia samopoczucie. Ale prawda
                jest brutalna: to Wy jesteście substandardowi, a nie zarabiający dwie średnie
                krajowe - ponadstandardowi.
                • malila Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 13:38
                  jop napisała:
                  > Tak, tak, tłumaczcie sobie dalej, że dobrze zarabiają tylko geniusze, albo
                  > menedżerowie (a to wyścig szczurów, fuj, no i pewnie zaraz ich zwolnią) że
                  > pracę dostaje się po znajomości, skoro Wam to poprawia samopoczucie. Ale
                  prawda
                  >
                  > jest brutalna: to Wy jesteście substandardowi, a nie zarabiający dwie średnie
                  > krajowe - ponadstandardowi.

                  A najbardziej ponadstandardowy był pewien znany mi menadżer wyższego szczebla,
                  który wynegocjował sobie pensję w okolicach pięćdziesięciu tysięcy i półroczną
                  odprawę. Po niecałym roku został zwolniony za brak jakichkolwiek efektów.
                  Pensję dostał nie dlatego, żeby był specjalnie zdolny. Za to w autoreklamie był
                  lepszy nż Marcinkiewicz. Niektóre hymny na temat własnej zaradności, które tu
                  czytam, zdają się w tę zależność wpisywać.
                  Właściwie takie zachowanie nie powinno dziwić, bo natura ludzka tak jest
                  skonstruowana, że za brak powodzenia czyni odpowiedzialnym cały splot
                  nieszczęśliwych okoliczności, a zasługi przypisuje głównie sobie. Ale są chyba
                  jakieś granice braku dystansu do samego siebie, do własnych zdolności,
                  możliwości i innych genialnych cech charakteru.

                  Swego czasu też jeździłam do szwecji na truskawki. A wcześniej chodziliśmy od
                  drzwi do drzwi szukając pracy. W końcu trafiliśmy na plantację, gdzie nas
                  przyjęto. Ale kilka kilometrów dalej funkcjonowało obozowisko pracowników przy
                  innej plantacji, gdzie warunki były tragiczne, w wyniku czego wybuchła
                  epidemia. Obóz spacyfikowano, Polaków wydalono - jednych od razu, innych
                  dopiero gdzy wyzdrowieli (ciekawe, kto płacił za ich leczenie). Jakie zdolności
                  miały wpływ na to, że trafiłam tu, a nie tam?
                • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 16:50
                  jop napisała:

                  > Ale prawda
                  >
                  > jest brutalna: to Wy jesteście substandardowi, a nie zarabiający dwie średnie
                  > krajowe - ponadstandardowi.

                  prawda jop brutalna jest rowniez wtedy kiedy popatrzy sie ze w grupie o
                  obnizonym standardzie zarobkow mieszcza sie np nauczyciele twojego dziecka i
                  chocby lekarze ktorzy lecza twoja rodzine...
                  fajnie pogardzac czlowiekiem tylko ze wzgledu na jego zarobki smile)
                  widzisz, im wyzej siedzisz tym latwiej poleciec i tym bardziej tylek boli po
                  upadku smile
                  nie mam nic do ludzi ktorzy pna sie po szczeblach kariery i dostaja godziwe
                  wynagrodzenie za swoje zarobki, ale zabija mnie mentalnosc taka jak twoja, ten
                  co ponizej sredniej to juz "gorszy sort"
                  taka mentalnosc swiadczy o czlowieku i o jego wnetrzu nie wszystko na tym
                  swiecie da sie kupic, na pewno nie kulture oglade i swiadomosc tego co wazne a
                  co wazniejsze, bo jesli dla ciebie realnie najwazniejszy jest fakt zarabiania
                  powyzej sredniej smile no to pracuj i badz szczesliwa smile a to co o tobie sadza
                  inni big_grinDDD
                  eee spoko ty jestes ponad standard big_grinDD
                  przypomina mi sie zona z "american beauty" smile ciekawe czemu wiekszosc z tych
                  ponadstandardowcyh konczy wlasnie w taki sposob smile moze dlatego ze bozia dala
                  im jedynie talent do gonienia za kasa a nie dala talentu do wyczuwania momentow
                  w ktorych nalezaloby przystopowac bo cos sie po drodze gubi, cos czego za kase
                  kupic nie mozna, ale co motto zyciowe jest "I refuse to be a victim" smile ale
                  kobiecina mimo wyrabianie 200% normy i stanowczego sprzeciwu wobec bycia ofiara
                  i tak wiesz jak skonczyla jesli film ogladalas...
          • burza4 Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 21:12
            firma spora - ale jakich wiele w Warszawie.

            i chyba cię zmartwię jeszcze bardziej - tyle dają dziewczynom które robią
            najzwyklejszą biurową, papierkową robotę, nie trzeba być wyspecjalizowanym
            inżynierem, czy mieć ciśnienia na kierowanie ludźmi, a tym bardziej MBA bo jak
            wspomniałam sporo osób jeszcze zaocznie studiuje. Wymagania są stosunkowo
            proste - głównie biegły angielski i używanie mózgu. Tylko naprawdę z tym
            ostatnim nie jest łatwo, wbrew pozorom bardzo trudno o dobrego pracownika,
            który myśli samodzielnie, a nie takiego, nad którym trzeba stać. I wygrywają
            przebojowi, tacy którzy potrafią sprzedać swoje umiejętności, którzy nie boją
            się wyzwań.
      • jop Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 19:39
        aliens napisał:

        > Ktoś napisał, że najpierw trzeba zapewnić sobie dach nad głową a dopiero
        > rodzina. Bardzo ciekawe podejście.

        Jedyne akceptowalne.

        > Człowiek zdąży się zestarzeć zanim dorobi się własnych 4 kątów.

        Rozumiem, że człowiek 27-letni jest stary i ma się czołgać w kierunku
        najbliższego cmentarza?

        > Wszyscy moi znajomi, którzy są na tzw. swoim, to tylko dzięki swoim rodzicom,

        Masz jakichś wyjątkowo nieudacznych znajomych.

        > Kim trzeba być w tym po_ebanym kraju, żeby godnie żyć?

        Kierownikiem średniego szczebla, tłumaczem, handlowcem, informatykiem,
        inżynierem elektronikiem (pierwsze z brzegu przykłady z grona znajomych, wszyscy
        dorobili się własnych mieszkań przed trzydziestką, bez wyjeżdżania do Irlandii i
        pomocy rodziny).
        • elza78 Re: za 1000zł na swoje? OT 12.02.07, 19:49
          > Kierownikiem średniego szczebla, tłumaczem, handlowcem, informatykiem,
          > inżynierem elektronikiem (pierwsze z brzegu przykłady z grona znajomych,
          wszysc
          > y
          > dorobili się własnych mieszkań przed trzydziestką, bez wyjeżdżania do
          Irlandii
          > i
          > pomocy rodziny).

          dlatego od paru lat niezmiernie zadziwiaja mnie rzesze panienek startujacych
          wrecz bijacych sie o miejsce na organizacji i zarzadzaniu smile
          kasy w tesco czekaja w sumie big_grinDD
        • aliens Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:03
          No tak rozumiem. Osoby takie jak kasjerki, panie na poczcie, kierowcy, pielęgniarki itp, to ludzie niższego rzędu w tym kraju. A pies ich je_bał. Nie chcieli się uczyć to teraz niech klepią bidę. Tylko dlaczego w innych krajach można wyżyć z bycia kierowca itp? Może nie jest to wysoki standard życia, ale nie każdy mierzy wysoko.

          Kierownik średniego szczebla? Tym współczuję, bo jeśli są cięcia w firmie to idą pierwsi na odstrzał.

          Ciekawy jestem kiedy dojdzie do absurdu. Wszyscy walą na studia menedżerskie itp. Dojdzie do tego, że nie będzie kim zarządzać, bo sami kurna menadżerowie.

          Pozdrawiam
          • elza78 Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:06
            hehe aliens juz przeciez absolwenci zarzadzania robia kursy fryzjerskie zbey
            dostac prace smile
          • gardenia_nowak Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 13:27
            dobra niech Ci będzie spawaczem, wykwalifikowanym budowlańcem, obrotnym
            sprzedawcą.

            Polski rynek pracy też się zmienia. A apetyt na zarobki rośnie w miarę
            jedzenia...
        • chicarica Re: za 1000zł na swoje? 12.02.07, 20:47
          Tłumacz i lektor angielskiego, mąż informatyk. Ja 28 lat, mąż 31. We wrześniu
          odbieramy klucze do naszego mieszkania (w tej chwili mieszkamy w moim panieńskim
          tbs), kredyt na 30 lat, co prawda miesięcznie po 1200 zł raty, ale z naszymi
          zarobkami nie będziemy raczej z tego powodu przymierać głodem, a na wynajmowanie
          poszłoby tyle samo, a może nawet więcej kasy.
          Nie trzeba być nikim szczególnym, naprawdę. I nie ma przy tym jakoś specjalnie
          wielkich wyrzeczeń typu chleb z margaryną. Ot, po prostu, zamiast siedzieć i
          jęczeć, trzeba się wziąć do roboty. I wtedy nawet na opalanie się i żagle
          wystarczy, pomimo kredytu.
          • jop Re: za 1000zł na swoje? 13.02.07, 09:34
            Dokładnie tak. Przykład mój i prawie wszystkich moich znajomych dowodzi, że nie
            trzeba mieć od razu MBA z Harvardu, bogatej mamusi i ustawionego tatusia.
            Wystarczą chęci do pracy.
    • anik801 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 20:29
      Mnie takie rady nie denerwują.Mieszkam z teściami,ale w każdej chwili mogłabym
      się wyprowadzić.Zresztą ostatnio mieliśmy taką okazję.Nie skorzystaliśmy,bo nie
      chcemy.Na początku były niedomówienia i drobne konflikty.Teraz wszystko się
      poukładało i ten układ nam pasuje.Nie znaczy to,że jest idealnie.Jednak drobna
      sprzeczka,to nie powód do wyprowadzki.Poza tym na swoim dla mnie nie zawsze
      oznacza osobno.Nie jesteśmy zależni od teściów finansowo.Dom przechodzi
      pokoleniowo na własność.Najpierw dostał go od swoich rodziców mój teść,potem
      dostanie go mój mąż.Ja czuję się jak u siebie i na swoim.Mogę robić co chcę i
      nie muszę nikogo o nic pytać.Jak chce coś w domu zmienić nie muszę pytać
      teściów o zgodę.To samo dotyczy obejścia.Chcę posadzić krzew to sadzę,chcę coś
      wywalić to wywalam.W ogródek włożyłam mnóstwo pracy i kasy.Wszystko mi jedo co
      kto myśli.
      • fajka7 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 21:50
        No i fajnie, ale wlasnie zdaje się nie chodzi o osoby, które mieszkanie z
        tesciami czy rodzicami sobie chwala tak jak Ty czy elza, ale o te, które
        marudza, bo jest im na kupie zle, ale wyprowadzac się nie zamierzaja chociaz by
        mogli.
        Albo szerzej, bo nie tylko o bycie „na swoim” chodzi- sa ludzie, niezaradni,
        leniwi i do tego roszczeniowi malkontenci, którzy potrafia tylko narzekac, a
        nie podejmuja zadnych sensownych prob zmiany swojej sytuacji. Np. zawodowej
        albo osobistej (bo facet nie taki, ale lepszego przeciez nie znajde smile)
        Wlasnie o tych chodzi i to oni sa ci niefajni big_grin
        I teraz dyskusja jest o tym czy faktycznie się nie da, czy może jednak się da.
        Malkontencie mowia „nie, bo…” albo „tak, ale..” a zaradni optymistycznie
        zakladaja, ze jednak można ich jakos przekonac milionem logicznych przykladow.
        No i chyba tego sie akurat się nie da wink
        • elza78 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 21:56
          fajka przyszedl mi na mysl post ostatnio na forum gdzie synowa utyskiwala na
          wredna tesciowa ktora nie chciala sprzedac mieszkania na 4 pietrze zeby
          zamienic na dwa mniejsze...
          fakt niektorym by sie szkola zycia przydala big_grinDD
          ale jak pisze sytuacje sa rozne nie awrto wszystkch wrzucac do jednego worka smile
          • fajka7 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:38
            Ja to chyba tez czytalam smile))
            No- uogolnienia sa najgorsze, ale tez czesto jest tak, ze duzo osob zbyt
            osobiscie traktuje niektore wypowiedzi. E tam, forum to forum w koncu tylko,
            prawda?
            Ja tam tez z tych samodzielnych i gdy kolezanka niedawno wprowadzala się do
            tesciowej szczerze jej odradzalam, szczególnie, ze wiele lat mieszkala
            samodzielnie i bez obciazen. Ale gdy zobaczylam, ze jest calkowicie pewna, ze
            to dobra decyzja i faktycznie jest jej tam dobrze, to się zamknelam, bo w koncu
            chodzi o to, żeby było dobrze zainteresowanemu, a nie przemadrzalym doradcom smile)
            Natomiast nie ukrywam, ze irytuja mnie bierni malkontenci i nie mam
            cierpliwosci, by poswiecac im swoja uwage wink
    • anik801 Re: "idźcie na swoje" ?! 12.02.07, 22:13
      Może zwyczajnie się dogadać i problem zniknie.Ja wprowadziłam się do teściów(po
      kilku latach mieszkania osobno)za ich namową.Na początku było ciężko.Trudno
      jest się przestawić,zaakceptować zwyczaje innych osób.Czasem szlag mnie
      trafiał,że teściowa ma pewne wady,które trudno zienić,a które zmienić należy
      dla dobra wszystkich.Zresztą kiedyś już o tym w jakimś wątku pisałam.Było tak
      beznadziejnie(jak dla mnie),że zaczęłam poważnie działać nad przeprowadzką.
      Właściwie wszystko było już załatwione.No,ale jednak zostałam i nie żałuję.
      Wszystko się jakoś poukładało.Wystarczy dobra wola z jednej i drugiej strony.
      Zamiast ciągle ze sobą walczyć,lepiej sobie wszystko wyjaśnić.Wytyczyć
      granice,aby każdy miał swoją prywatność.Zauważcie,że dziewczyny w swoich
      wątkach,które zakładają mają żal i nieuzasadnione pretensje.A to,że teściowa
      nie tak przewija dziecko,że źle karmi,że nie chce się zajmować,albo zajmuje się
      za często,że kupuje i rozpieszcza,albo,że kupić nic nie chce.Dla mnie to są
      jakieś dziwne problemy.A z takich właśnie "poblemów" rodzi się konflikt.Potem
      jest coraz gorzej i już tylko wyprowadzka pozostaje.Ja też często dawałam
      ponosić się emocjom.I to było zupełnie niepotrzebne.Teraz ewentualne
      niejasności załatwiam inaczej.
Pełna wersja