Czy nie mam prawa do szczescia(długie)

15.02.07, 13:16
czesc wszystkim

chcialam zwyczajnie sie pozalic i wysluchac waszej rady.
Mam meza i dziecko roczne. jestem cały czas sama w domu- maz wiadomo
pracuje.I tu zaczyna sie problem.To dobry człowiek, ale naiwny. Ma
dział.gospodarcza- uslugi transportowe, ale pracuje w jednej firmie
kurierskiej jako kurier.Niby na swoim,ale...ni e wezmie urlopu,bo straci
pieniadze, bo nie ma czlowieka na zastepstwo itp, pracuje nie przerwanie 3
lata od ok.8-19, wyglada jak wrak...
do tego na poczatku dzialalnosci zatrudnial swojego brata na czarno czyli on
tez pracowal jako kurier umowili sie ze beda po polowie placic zus i
skarbowke-podatki i inne , Brat bral cala gotowe do kieszeni, a za
podatki ,vaty i zus wyśmiał sie. To do nas przychodza pisma od komorników.
Najsmieszniejsze jest to, ze mezus nie powiedzial mi o tym. Niedawno
dowiedzialam sie ze mnie oklamywal.Mam zal do niego,ale wybaczylam!
Maz caly czas wykluca sie z bratem, poskazrylam sie tesciom, to mnie jeszcze
zjechali, doslownie zgnoili psychicznie. Wylozylam mezowi na splate dlugow
cale oszczednosci, w tym i dziecka (za zgoda mojej mamy) bo komornik zajal
jego pensje i nie mielibysmy za co zyc, a on za co jezdzić(paliwo)
Mam zal do meza, ze mnie oszukiwal, a tyle mi obiecyweal, z ew z amian jak
bede z malym wdomu, to zrobie prawo jazdy, skoncze studia , narazie mam
licencjat i nic nie ma szans, ja jeszcze mam mu pomagac, nie mam szans wrocic
do pracy-zrezygnowalam zaraz po macierzynskim-pracodawca nie przedluzyl
umowy. Jeszcze 2 lata i maly do przedszkola pojdzie.

tescie nie chca mnie znac, nie odzywaja sie, bo obrazilam ich synka
nazywajac -chamem(brata meza) on rozbijal sie na wycieczkach- kreta) a nie
chcial placic za podatek od swoich przychodow. Mezowi w tamtym czasie auto
zepsulo sie i nie mial czym jezdzic. To tesc sprzedal mu jego osobowkę
(zapisana byla na tescia - bo nizzsze oc) i udowodnil mezowi ze jest
nieudacznikiem.Ni erozumiem tego , najpierw daja auto, a pozniej zabieraja,
podejrzewam ze abym ja sobie tylka nie wozila.

nie chce sie rozwodzic,.ale ile mozna tak zyc, Ciagle dlugi, glowkuje jak tu
przezyc a braciszek meza smieje sie.Maz ma jechac so Usa do ciotki na 9n m-cy
do pracy. Nie wiem co bedzie dalej? Nie chce byc sama, moi rodzice maja taka
prace ze ciagle wyjezdzaja, nie moge sie do nich wyprowadzic, bo swoje
mieszkanie wynajmuja co jakis czas.Mam do pomocy dziadka on ma 71 lat i on
zostaje z dzieckiem, jak chce isc do lekarza.Na imprezie nie bylismy 2
lata. Moja mama czasem mi podrzuc amoja siostre ma 9 lat, co prada kupuje
naszemu synkowi ubranka i inne . Po roku czasu zostanie z malym , bo w maju
idziemy na slub do kuzyna.

Co byscie mi poradzily? jak z takim mezem żyć?
    • siula5 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 13:31
      Trzeba żyć na dobre i na złe, w dostatku i w biedzie.
    • blekitnykoralik Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 13:32
      Kasiek, ja wiem, ze to nie jest łatwe, ale trzeba myśleć o sobie. Jeśli masz
      jakąś możliwość pracy, pracuj, odkładaj pieniądze na swoje konto, spłaciłaś już
      dług brata, nie poświęcaj się więcej. Jeśli nie masz pracy, spróbuj pomyśleć co
      chcesz w zyciu robić i na razie ucz się sama. Dzieci szybko rosną, ani się
      obejrzysz, a Twój roczny maluch będzie samodzielnym przedszkolakiem, moze
      wcześniej iść do żłobka. Myśl o własnej wygodzie, wzmocnij się psychicznie i
      wtedy pomyśl, jak dalej z takim mężem żyć. Bo teraz, kiedy nie jesteś
      samodzielna, innego wyjścia chyba nie masz. Warto wierzyć, ze ktoś się zmieni,
      ale jeszcze bardziej warto móc liczyć na siebie.
    • majaaaaa Re: Czy mąż nie ma prawa do porażki? 15.02.07, 13:50
      kasiek9991 napisała:
      >To dobry człowiek, ale naiwny.

      >Niby na swoim,ale...ni e wezmie urlopu,bo straci
      > pieniadze, bo nie ma czlowieka na zastepstwo itp, pracuje nie przerwanie 3
      > lata od ok.8-19, wyglada jak wrak...

      Mając tego świadomość oskarżasz go poniżej, że nie zapewnia ci spokojnego
      żywota. Dlaczego by nie dołozyc kolejnego gwoździa?

      > do tego na poczatku dzialalnosci zatrudnial swojego brata na czarno czyli on
      > tez pracowal jako kurier umowili sie ze beda po polowie placic zus i
      > skarbowke-podatki i inne , Brat bral cala gotowe do kieszeni, a za
      > podatki ,vaty i zus wyśmiał sie.

      Czegoś nie rozumiem: skoro brat był na czarno (sam nie miał np ubezpieczenia),
      to dlaczego niby miał się dokładać do Zus-u i podatków twego męża?

      > To do nas przychodza pisma od komorników.

      Logiczne, skoro to działalnośc twego męża.

      > Najsmieszniejsze jest to, ze mezus nie powiedzial mi o tym.
      Ja bym powiedziała: najsmutniejsze. Czuje, że NIE może liczyć na twoje wsparcie.

      > Wylozylam mezowi na splate dlugow
      > cale oszczednosci,

      tzn ty masz SWOJE oszczędności, a mąz cie utrzymuje?

      > w tym i dziecka (za zgoda mojej mamy)

      to mama odłozyła na posag dla twego dziecka?

      > Mam zal do meza, ze mnie oszukiwal, a tyle mi obiecyweal, z ew z amian jak
      > bede z malym wdomu, to zrobie prawo jazdy, skoncze studia , narazie mam
      > licencjat i nic nie ma szans, ja jeszcze mam mu pomagac, nie mam szans wrocic
      > do pracy-zrezygnowalam zaraz po macierzynskim-pracodawca nie przedluzyl
      > umowy.

      Dziewczyno, ZASTANÓW się nad sobą!!! Wy tworzycie małżeństwo, czy jesteś
      utrzymanką faceta, który nie spełnia obietnic, w zwiazku z czym, nie możesz
      realizować swoich marzeń?

      > bo obrazilam ich synka
      > nazywajac -chamem(brata meza)

      dziwisz się?

      > on rozbijal sie na wycieczkach- kreta) a nie
      > chcial placic za podatek od swoich przychodow.

      skoro "od swoich" to jego prywatna sprawa

      >To tesc sprzedal mu jego osobowkę
      > (zapisana byla na tescia - bo nizzsze oc) i udowodnil mezowi ze jest
      > nieudacznikiem.

      trochę to chaotyczne ...

      >Ni erozumiem tego , najpierw daja auto, a pozniej zabieraja,
      > podejrzewam ze abym ja sobie tylka nie wozila.

      > nie chce sie rozwodzic,

      A dlaczegóżby nie?
      Rozwiedź się, będzie ci lżej, pieniędzy przybędziewink

      > Co byscie mi poradzily? jak z takim mezem żyć?
      A jak z taka zona zyć? Doprawdy ciężko...

      Na marginesie, nieudacznicy też ludzie, nie każdemu biznes idzie jak z płatka.
      A moze sie zamienicie? On zostanie przy dziecku (zrobi prawo jazdy i studa) , a
      ty będziesz utrzymywać rodzinę?

      Byc może rzeczywiście wasza sytuacja materialna jest bardzo cieżka i to troche
      usprawiedliwia twoje rozumowanie i słowa, dla których usprawiedliwienia być nie
      powinno.
      • kasiek9991 Re: Czy mąż nie ma prawa do porażki? 15.02.07, 14:04
        Maja,

        Pisze przecież ze brat męża pracował na czarno- ale sam tak chcial- bo był
        ubezpieczony w urzedzie pracy i pobierała zasilek. Maz w zamian placil mu z
        apaliwo koszt miesieczny 2 tys, czy tak cieżko braciszkowi było zaplacic polow
        e za zus 350zł -tak sie umawiali i to mni eboli, jak i to że zarabial ok 6 tyś
        i ani grosza za swój przycho do us nie oddal. To tyle ale chyba masz zerowy
        poziom empatii.
        • majaaaaa Re: Czy mąż nie ma prawa do porażki? 15.02.07, 14:29
          kasiek9991 napisała:

          > Pisze przecież ze brat męża pracował na czarno- ale sam tak chcial- bo był
          > ubezpieczony w urzedzie pracy i pobierała zasilek.

          Rozumiem, że praca na czarno przyczyniła się do bankructwa twojego męża ...wink

          >Maz w zamian placil mu za paliwo koszt miesieczny 2 tys, czy tak cieżko
          >braciszkowi było zaplacic polowe za zus 350zł -tak sie umawiali

          Prościej byłoby dać bratu w następnym miesiącu na paliwo 1350 zł, zamiast się
          umawiać ...
          Pomyśl, jeśli nie był wspołwłascicielem firmy, to jak miał niby zapłacic ten
          ZUS? Nie wolno mu było nawet tego robić. Umówili sie, jak sie umówili (być może
          mąż jakąs tam przysługe wyświadczał bratu, choc niekoniecznie), ale to twój mąż
          był WŁAŚCICIELEM firmy i wziął na swe barki ryzyko.

          Prowadzenie działalności na swój rachunek to cięzki kawałek chcelba, nie kazdy
          ma do tego predyspozycje. Wiele firm upada i takie jest zycie. Owszem, ty możesz
          sobie marzyc, że brat meża - kiedy firma pada - powinien wam pomóc. Ale to są
          tylko twoje marzenia, a nie obowiązek brata (oceniam na podstawie tego co
          piszsz, a nie stanu faktycznego, którego nie znam)

          > i to mni eboli, jak i to że zarabial ok 6 tyś
          > i ani grosza za swój przycho do us nie oddal.

          Rozbrajająca jesteś. Przemyśl na spokojnie na czym polega prowadzenie
          działaności gospodarczej, zanim coś jeszcze napiszesz. A może ty się o stan
          środków budżetówki martwisz?(co za porządna obywatelka, po niewczasiewink

          >To tyle ale chyba masz zerowy
          > poziom empatii.

          Czasami w dowód empatii nalezy pogłasakac po głowie, a czasami kopnać w d...,
          aby ktos mógł wreszcie dojrzeć
    • julianna2 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 13:52
      Witaj,
      To że twój mąż jest jak piszesz "naiwny" to jeszcze nie powód do rozwodu.
      Rodziną męża się nie przejmuj,ale nie pozwól się gnoić. Ogranicz albo zerwij
      kontakty, zwłaszcza ze szwagrem, który was oskubał. Nie licz ze kiedykolwiek
      odda kasę, raczej uważaj ją za straconą. Wesprzyj męża, jeżeli czuje,że
      powinien wyjechać do USA niech jedzie - spłacicie długi. A ty mu nie becz w
      rękaw,że zostaniesz sama z dzieckiem, ty dasz sobie radę, a jemu będzie lżej od
      was odjechać.Zaufaj mi, można sobie poradzić ze wszystkim, jak się bardzo chce.
      Do pracy zdążysz wrócić jak dziecko podrośnie, nie płacz,że nie dokończyłaś
      studiów, z tym też zdążysz. A jeśli chodzi o imprezy to chyba nie jest az tak
      wielkie wyrzeczenie, jak się ma długi i małe dziecko.
      Może nie takich słów oczekujesz, ale uwierz mi wiem co mówię. Mój właśnie
      wyjechał za granicę, zarabiać na długi, o których nie wiedziałam. Wybaczyłam,
      po prostu. Szukam pracy, zostałam z dwójką dzieci ( od czasu do czasu teść - 74
      lata), radzę sobie bo muszę. Nie jestem z tego powodu szczęśliwa, ale ani przez
      chwilę nie pomyślałam o rozwodzie.
      A, i też mam tylko licencjat. Jak się odkujemy, dokończę studia, potomstwo
      rośnie, będzie dobrze.
      Trzymaj się. Jeżeli kochasz męża to nie myśl o rozwodzie.
      • majaaaaa i jeszcze coś 15.02.07, 14:52
        ulianna2 napisała:
        > To że twój mąż jest jak piszesz "naiwny" to jeszcze nie powód do rozwodu.

        Na forum czyta sie o tylu tragediach, sytuacjach mam prawie że bez wyjścia,
        gdzie łza się w oku kręci, a serce kraje, a tu jakaś "z prawem do szczęścia"
        chce się rozwodzić, bo firma męża zbankrutowała.
        Albo kasiek nie potrafi napisać do końca w czym rzecz, albo jest niedojrzałą
        panienką z roszczeniowym podejściem do życia.
        • sir.vimes Twoje posty to bardzo gruba przesada 15.02.07, 14:54
          I podejście na zasadzie: zjedz buraczki, których nienawidzisz, bo dzieci w
          Somalii nie mają nic do jedzenia!!!

          No owszem, zawsze można znaleźć osoby w cięższej sytuacji, bardziej
          nieszczęśliwe - ale nie wszystkim ta świadomość poprawia humor.
          • majaaaaa do sir 15.02.07, 15:01
            sir.vimes napisała:

            > No owszem, zawsze można znaleźć osoby w cięższej sytuacji, bardziej
            > nieszczęśliwe - ale nie wszystkim ta świadomość poprawia humor.

            Gorzej gdy jesteśmy nieszczęśliwe na własne życzenie. Ja po prostu nie moge
            pojąć: mąż jest dobry, haruje na rodzinę, zbankrutował, rodzice i brat odwrócili
            się, a żona ... chce się rozwodzić, bo ...nie może studiować, robić prawa jazdy,
            a ponadto ma prawo do szczęścia. No szok, po prostu.
            • sir.vimes Re: do sir 15.02.07, 15:08
              Eee tam, trudno ci pojąć jej rozżalenie? Mnie nie. Oszczędzała sobie,
              zaplanowała studia itp, i wszystko wzięło w łeb.

              W takiej sytuacji mówi się różne rzeczy - i zazwyczaj odrobinę przesadza.
              Przecież nie napisała , że już leci z papiórami do urzędu, tylko zastanawia się
              czy przejdzie jej żal do męża.
              W końcu ją okłamał -i wybaczyć , nie znaczy zapomnieć. Może obawia się, że
              nastąpi jeszcze jakiś tego typu numer?

              A przy tym - firma męża to mimo wszystko jego sprawa - jej studia za to są
              ważnym elementem JEJ życia. Nic dziwnego, że niemożność realizowania WŁASNYCH
              planów odrobinę ją zirytowała.
              Miłość miłością , małżeństwo małżeństwem - ale nie dziwię się , że chce stanąć
              na własnych nogach zamiast dokładać oszczędności do nieswoich sukcesów i porażek.
              • majaaaaa Re: do sir 15.02.07, 15:18
                sir.vimes napisała:

                > Eee tam, trudno ci pojąć jej rozżalenie? Mnie nie.

                Mnie też - nie. Ale brak mi w tym wszystkim czystej, prawdziwej miłości do męża;
                wyrachowanie (depresja?)bierze górę.

                > W końcu ją okłamał -i wybaczyć , nie znaczy zapomnieć

                Okłamał? To mocne słowo. Raczej nie powiedział prawdy do końca. Z wypowiedzi
                autorki jednoznacznie mozna wnioskować, dlaczego to zrobił.

                >Nic dziwnego, że niemożność realizowania WŁASNYCH
                > planów odrobinę ją zirytowała.

                Bo moze problem jest, gdzie indziej, a cięzka sytuacja materialne jedynie
                dołozyła swoje. Może ten mąz wcale nie jest taki dobry?

                > Miłość miłością , małżeństwo małżeństwem - ale nie dziwię się , że chce stanąć
                > na własnych nogach

                A co robi, aby stanąć na własnych nogach? Jak na razie widać tylko roszczenia
                (bo maz obiecywał, a nie...)





                • sir.vimes Re: do sir 15.02.07, 16:54
                  >
                  > A co robi, aby stanąć na własnych nogach? Jak na razie widać tylko roszczenia
                  > (bo maz obiecywał, a nie...)

                  Oj, nie. Jak na razie wychowuje WSPÓLNE dziecko.
              • monia145 Re: do sir 15.02.07, 15:19

                >
                > A przy tym - firma męża to mimo wszystko jego sprawa - jej studia za to są
                > ważnym elementem JEJ życia. Nic dziwnego, że niemożność realizowania WŁASNYCH
                > planów odrobinę ją zirytowała.


                No nie wiem...kobieta nie pracuje, więc mąż utrzymywał całą rodzinę. Powinno ja
                to intersować w takim samym stopniu,jak jego. Ta firma pracowała równiez na nią
                samą, na jej chleb.
                Dla mnie to nieporozumienie- kiedy idzie dobrze to jesteśmy skore i gotowe do
                postrzegania wszystkiego jako WSPÓLNE, natomiast w takiej sytuacji podbramkowej
                nagle ma się okazać, że to sprawa męża i tylko jego?
                Dla mnie to nie w porządku.
                Natomiast rozdrażnienie autorki rozumiem, nie nalezy do przyjemności taka
                sytuacja i emocje nawet te negatywne są naturalne.
                • sir.vimes Nie pracuje:???? 15.02.07, 16:56
                  A to ciekawe... Pewnie leży i pachnie...

                  Owszem, mąż zarabia pieniądze na rodzinę - ona wychowuje wspólne dziecko, dba o
                  wspólny dom. Poza tymi wspólnymi sprawami ma prawo do WŁASNYCH sukcesów. Takim
                  WŁASNYM sukcesem może być np. prowadzona samodzielnie firma. Albo studia.

                  • monia145 Re: Nie pracuje:???? 15.02.07, 17:12
                    Czy musisz silić sie na udawanie, że nie rozumiesz o co mi chodzi?

                    NIE PRACUJE zawodowo, nie twierdziłam, że nie pracuje w domu.

                    Firma była źródłem tego, że pani miała co do garnka włożyć..powinna więc byc
                    mocno i szczerze zainteresowana jej kondycją...czy była, czy też uważała
                    właśnie, że firma to sprawa MĘŻA, to wie tylko ona.

                    A czy ja twierdziłam, że nie ma prawa do własnych sukcesów?
                    Nie.
                    Skoro wspólne jest dziecko, wspólny dom to i kłopoty z firmą też jakoby są
                    wspólne...bo biją w nich oboje.
                    • sir.vimes Nie muszę. 15.02.07, 17:21
                      Nie muszę się silić.

                      Prezentujesz dziwaczną postawę według której osoba zajmująca się domem powinna
                      być dozgonnie wdzięczna osobie pracującej zarobkowo. Równie dobrze można by
                      udowadniać, że bez domowego obiadku osoba pracująca nie byłaby zdolna do życia.

                      Ja uważam troszkę inaczej - RAZEM podejmuje się decyzje , kto zarabia, kto
                      zajmuje się domem. I nie ma tak - by nagle okazywało się, że tylko jedna strona
                      jest ważna, że tylko jednej stronie należy się zainteresowanie itp.

                      Poza tym nie widzę powodu by autorka postu wścibiała bez przerwy nos w księgi
                      itp mężowskiej firmy.
                      Natomiast była na tyle mocno zainteresowana by pospłacać jego długi z
                      oszczędności swoich/dziecka.
                      • monia145 Re: Nie muszę. 15.02.07, 17:40
                        sir.vimes napisała:

                        > Nie muszę się silić.
                        >
                        > Prezentujesz dziwaczną postawę według której osoba zajmująca się domem powinna
                        > być dozgonnie wdzięczna osobie pracującej zarobkowo. Równie dobrze można by
                        > udowadniać, że bez domowego obiadku osoba pracująca nie byłaby zdolna do
                        życia.

                        To jest kolejne przeinterpretowanie moich słów.
                        Nigdzie tak nie twierdziłam.
                        Nie dozgonnie wdzięczna- powinna tylko zdawać sobie sprawę, co stanie się z nią
                        i jej rodziną, kiedy źródło pieniędzy ulegnie wyczerpaniu.


                        >
                        > Ja uważam troszkę inaczej - RAZEM podejmuje się decyzje , kto zarabia, kto
                        > zajmuje się domem. I nie ma tak - by nagle okazywało się, że tylko jedna
                        strona
                        > jest ważna, że tylko jednej stronie należy się zainteresowanie itp.


                        No zgadza się..czy ktos tutaj twierdzi inaczej?
                        Natomiast mając do wyboru opcję pobytu szanownego męzusia w areszcie za
                        niespłacone długi i pozbycie sie swoich oszczędności, z ciężkim sercem
                        wybrałabym to drugie.
                        To boli.
                        Ale nie ma wyjścia.
                        >
                        > Poza tym nie widzę powodu by autorka postu wścibiała bez przerwy nos w księgi
                        > itp mężowskiej firmy.

                        No widocznie ma takiego męża, który takiego wściubiania wymaga.
                        Z pozytkiem dla wszystkich by to było.


                        > Natomiast była na tyle mocno zainteresowana by pospłacać jego długi z
                        > oszczędności swoich/dziecka.
    • sir.vimes Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 14:50
      Stare przysłowie mówi, że z rodzina dobrze wychodzi się na zdjęciu.
      Właściwie rzadko się z tym zgadzam, ale przykład twojego męża i jego brata
      bardzo pasuje...
      Nie warto płakać po rozlannym mleku - rozumiem, że zatrudnienie na czarno było
      dla brata męża "bardziej opłacalne". Szkoda, że stało się , jak się stało.
      Dobrze, że długi spłacone.

      Rozumiem twoje rozżalenie i rozczarowanie mężem. Pomyśl jednak , jak bardzo on
      rozczarował się swoim bratem i rodziną... To musiało być bolesne.

      Nie rozważaj teraz kwestii swoich osobistych oszczędności - przepadło i już,
      rozmyślanie o tym pieniędzy ci nie przywróci.
      To, że mąż długo nie informował cię o problemach też jest zrozumiałe . Wstydził
      się po prostu.

      kiedy się odrobinę odkujecie - niech zrobi stały przelew na twoje/ dziecka konto
      oszczędnościowe. Poza tym - pamiętaj, że studia nie uciekną . Rok nie zrobi
      wielkiej różnicy, mimo tego, że teraz inaczej na to patrzysz.

      Z teściami kontaktować się nie musisz- i chyba po tym wszystkim nie chcesz, hm?

      Myślę, że tak naprawdę największym problemem jest to, że masz mało czasu dla
      siebie i że mało czasu spędzasz wspólnie z mężem - i w perspektywie jeszcze
      długie rozstanie!!
      Może spróbuj znależć jakąś interesującą pracę , którą mogłabyćś wykonywać w
      domu? Nie będziesz tak bardzo tęsknić i "snuć się" między domową rutyną a
      problemami finansowymi, czekając na zapracowanego męża.
      • majaaaaa Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 14:57
        sir.vimes napisała:
        >rozumiem, że zatrudnienie na czarno było
        > dla brata męża "bardziej opłacalne".

        Dla właściciela firmy (męża), też to bywa opłacalne. Byc może przez swą
        "naiwność" źle skalkulował koszty i z dobrego serca chciał sie dzielić zyskiem
        brutto na pół, ale to jeszcze nie powód, by nazywać pracującego na czarno chamem.


        • sir.vimes Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 14:59
          Gdyby to był obcy człowiek - zgodziłabym się , że to czysta naiwność pracodawcy
          "na czarno". W tej sytuacji- zgodzić się nie mogę.

          • majaaaaa emocje, emocje 15.02.07, 15:07
            sir.vimes napisała:

            > Gdyby to był obcy człowiek - zgodziłabym się , że to czysta naiwność
            >pracodawcy "na czarno".

            Ależ z postu wcale nie wynika, czy to była naiwność, świadoma przysługa czy
            czysta kalkulacja ze strony "pracodawcy". Więc nie oceniajmy "brata-chama",
            który nie chce dofinansować bankrutującej firmy. Nie znamy szczegółów, układów
            rodzinnych, itp. A nawet gdyby brat z rodzicami był najgorszymi ..., to jeszcze
            nie powód do rozwodu, nie sądzisz? Autorkę poniosły emocje, a skoro prosi o
            radę, pokazuję jej inna stronę medalu.





            W tej sytuacji- zgodzić się nie mogę.
            >
            • sir.vimes Owszem, poniosły ją emocje zapewne. 15.02.07, 15:09
              Ale to nie znaczy, że powinna być całą sprawą zachwycona i cieszyć się , że inni
              mają gorzej wink
              • majaaaaa Re: Owszem, poniosły ją emocje zapewne. 15.02.07, 15:20
                sir.vimes napisała:

                > Ale to nie znaczy, że powinna być całą sprawą zachwycona i cieszyć się , że inn
                > i mają gorzej wink

                Ależ oczywiscie! Mój odzew był reakcją na zarzut braku empatii z mojej strony,
                gdzie jego czystą formę zachowuję dla bardziej potrzebującychsmile
          • kai_30 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:16
            Chwila, chwila - nie widzisz nielogiczności w tej opowieści, vimes?

            facet zatrudnił brata na czarno. Umówili się, niech będzie, że brat będzie
            dokładał połowę do ZUS-u (chociaz nie mam pojęcia, z jakiej paki, bo on z tego
            tytułu emerytury nie dostanie) i do podatków. Brat dostawał 2000 na paliwo i
            zarabiał, jak pisze autorka, ok 6 tys. To przepraszam, właściciela firmy, który
            płaci pracownikom (choćby i nielegalnym) takie pensje nie stać na to, żeby
            opłacić 800 zł ZUSu miesięcznie? Narobiły mu się zaległości? Jakim cudem?
            Przecież mógł po prostu co miesiąc odliczać bratu od jego wypłaty? Nie wiedział,
            że ZUS i podatki trzeba rozliczać co miesiąc, liczył na to, że brat to zrobi za
            niego, czy jak?

            To rzekome "oszustwo" brata jest grubymi nićmi szyte.
            • kasiek9991 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:20
              Ja nic , nie sciemniam, bo i po co! Tak moj maz nie odliczał swojemu bratu za
              nic, cała gotówke przelewał mu na konto . I we wszystkim mnie okłamywał.
              Dopiero po jakimś czasie dowiedziałam się.
              • kai_30 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:38
                Ale zastanów się kasiek, przecież to nie ma sensu - przelewał tyle siana bratu,
                zamiast zapłacić ZUS? I co - brat mu miał tę kasę na ZUS z powrotem przelać, i
                tak co miesiąc? I na podatki tak samo?
                • majaaaaa Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:42
                  kai_30 napisała:

                  > Ale zastanów się kasiek, przecież to nie ma sensu - przelewał tyle siana bratu,
                  > zamiast zapłacić ZUS? I co - brat mu miał tę kasę na ZUS z powrotem przelać, i
                  > tak co miesiąc? I na podatki tak samo?

                  No własnie, ja tez tego nie kumam. Ale to pewnie z powodu braku empatii. Zdarza
                  sięsad
                  • kasiek9991 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:46
                    Dziewczyny, mnie rozchodzi sie o to, ze to moj mąz mnie okłamywał, mówiąc mi
                    ze jest wszystko ok. i zyłam sobie wtej blogiej nieswiadomosci...

                    A z bratem bylo tak, ze pomimo tego iż nie dorzucal sie do zusu, to powinien
                    oplacac od swojego przychodu podatkiw skarbowce, czyż nie? Myslalam ze
                    wszystko jest ok... Dlaczego my mamy placic od jego kosztow i zyskow podatki
                    • kai_30 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 15:54
                      Nie, kasiek.

                      Brat pracował na czarno. Praca na czarno, bez umowy, polega na tym, że nie płaci
                      się od niej podatków. Gdyby Twój mąż zatrudnił go legalnie, wtedy owszem - ale
                      wtedy i część ZUSu musiałby płacić za brata.
                      • burza4 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 21:13
                        kai_30 napisała:

                        > Brat pracował na czarno. Praca na czarno, bez umowy, polega na tym, że nie
                        płaci się od niej podatków. Gdyby Twój mąż zatrudnił go legalnie, wtedy
                        owszem - ale > wtedy i część ZUSu musiałby płacić za brata.

                        ja mam podskórne wrażenie, że to inaczej jakoś było - i nie chodzi o podatek od
                        osób fizycznych, a podatek dochodowy/VAT czy coś w tym stylu - firmowy.

                        Np. brat świadczył usługi wystawiając rachunki na firmę męża, stąd to mąż ma
                        obowiązek rozliczyć dochód ze skarbówką. Dochód - którego nie ma bo jak
                        rozumiem przekazał zarobioną kasę w całości bratu, zamiast zostawić sobie na
                        podatek.
                        • kai_30 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 21:35
                          No nie wiem, burza, wnioskowałam z tego, co napisała autorka, czyli cyt "do tego
                          na poczatku dzialalnosci zatrudnial swojego brata na czarno czyli on
                          tez pracowal jako kurier umowili sie ze beda po polowie placic zus i
                          skarbowke-podatki i inne" - to raz.

                          Dwa - kasiek pisze, że jej mąż przelewał kasę na konto bratu. To się kupy nie
                          trzyma przecież! Twoja wersja by pasowała, gdyby brat pracował "na konto" męża,
                          i kasę od klienta chował w kieszeń, nie interesując się podatkiem. Ale tu mowa o
                          tym, że mąż kasiek sam bratu forsę przelewał, w tym 2 tys. na paliwo. Dlatego
                          się tego czepiłam.

                          Poza tym - no niechby nawet. ale taki numer to mógłby wyjść chyba raz, nie? W
                          kolejnym miesiącu każdy rozsądny człowiek _najpierw_ odjąłby odpowiednią kwotę
                          na zusy i usy...

                          Zagmatwane to wszystko, a przez moje podskórne podejrzenia, że z tym "oszustwem"
                          brata jest coś nie tak przebija zdecydowanie negatywne wrażenie, jakie wywarło
                          na mnie obwinianie wszystkich dookoła...
                          • burza4 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 22:20
                            z naciskiem na "rozsądny człowiek" - a to chyba męża koleżanki nie dotyczysmile

                            mogło być tak, że rachunki były płatne przelewem? jeździł brat jako kurier (na
                            czarno, w sensie bez umowy o pracę, realizując usługi a rachunki "podpinając"
                            pod firmę faceta zamiast zakładać własną). Wówczas jest to wykonalne - firmy
                            płaciły faktury przelewem, facet oddawał bratu forsę za paliwo i to co zarobił
                            jeżdżąc pod jego egidą. Czemu nie potrącał podatku, który będzie musiał potem
                            zapłacić - tego nie wiem, może umówili się że podatek zapłaci z kolejnych
                            zarobków? takich mądrych biznesmenów widziałam wielu, więc mnie to nie dziwi,
                            tym bardziej jak mowa o rodzinie. Mój rodzony mążsmile znacznie bardziej
                            rozgarnięty a też dał się wyrolować koncertowo kilka razy, bo ma idiotyczne
                            przekonanie, że skoro on by nie oszukał, to inni jego też...

                            a na miejscu autorki ja bym facetowi nogi z tyłka powyrywała - odpowiadają za
                            długi oboje, a on siedzi cicho i liczy że się rozejdzie po kościach? kretyn po
                            prostu, przecież prowadząc działalność gospodarczą ryzykują całym swoim
                            majątkiem! jakby zostali na bruku też by powiedział "uuups, to niechcący, nie
                            mówiłem, bo nie chciałem cię martwić?" mam wrażenie, że dziewczyna nie
                            orientuje się w szczegółach księgowych, miesza pojęcia, albo mąż w nerwach
                            mętnie tłumaczy i stąd to zamieszanie.
                            • majaaaaa Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 22:34
                              burza4 napisała:
                              >jakby zostali na bruku też by powiedział "uuups, to niechcący, nie
                              > mówiłem, bo nie chciałem cię martwić?"

                              Zauważ, że kasik była w ogóle przeciwna działalności męża, pewnie gderała,
                              wypominała, no więc jak w takiej sytuacji on miał jej mówić o długach, skoro
                              generalnie z jej zdaniem się nie liczył, tym bardzie że - jak widać - w
                              finansach firmowych autorka zbyt oblatana nie jest a złością dookoła pała?

                              Tu relacje małżeńskie szwankują, każde ma inne wyobrażenia, cele i chce po
                              swojemu. A tu dogadać się trzeba, ustalić pewne rzeczy i bardziej rozsądnie na
                              świat popatrzeć, nie tylko przez pryzmat własnego "ja".




                              mam wrażenie, że dziewczyna nie
                              > orientuje się w szczegółach księgowych, miesza pojęcia, albo mąż w nerwach
                              > mętnie tłumaczy i stąd to zamieszanie.
                              • burza4 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 16.02.07, 17:30
                                wiesz, każdy własnego męża zna najlepiej - i są osoby, które się za prowadzenie
                                biznesu brać nie powinny - z różnych względów. Niektóre bo są niezorganizowane
                                i z góry wiadomo że pozawalają sprawy; inne bo są naiwne i nie raz dały się
                                wyrolować bo nie myślą o konsekwencjach.

                                mąż mojej kumpeli tez założyl firmę wbrew jej opinii - protestowała, bo facet
                                to cielę kompletne, które dało się wyrolować miliony razy - nie umiał się
                                upomnieć o wypłatę pensji nawet. I rozkoszniaczek też olał opłacenie
                                składek, "bo mu nie zaplacili" - upomnieć się nie potrafi "nie mają" i tyle,
                                nic z tym nie zrobił, nie napisał nawet głupiego podania o prolongatę, o
                                rozłożenie na raty, no nic kompletnie. I przywalili karę, którą ona musiała z
                                pensji zwracać.

                                tłumaczenie, że nie powiedział, bo ona była źle nastawiona i jeszcze by
                                nakrzyczała jest po prostu śmieszne. Co on dziecko jest?

                                MIAŁ jej mówić, nawet jakby rok kłapała dziobem - to to jego zasrany obowiązek -
                                długi chcąc nie chcąc dotyczą ich obojga, i jej zdanie powinno być brane pod
                                uwagę. Nawet jak ktoś nie jest specem, to zawsze jest szansa że coś wymyśli -
                                co dwie głowy to nie jedna.
                            • kai_30 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 22:38
                              Kretyn - i tu się zgadzamy. Koleżanka pokrętnie tłumaczy - tu się też zgadzamy.
                              Na działalności można się przejechać, zwłaszcza w spółkach - no ba, sama się
                              przejechałam, koleżanka wyszła z interesu z kasą, a ja z doświadczeniem smile (ale
                              bez długów, tyle dobrego).

                              Co do przelewów - no jacha, ale przecież skoro rachunki na firmę, to i konto
                              firmowe. Trzeba być kretynem do entej potęgi, żeby w sytuacji posiadania kasy na
                              koncie firmowym owej kasy się pozbawić. No dobra - raz można, dwa razy niech
                              będzie też, ale przecież nie więcej! A tu sytuacja musiała być poważna, skoro aż
                              komornik się pojawił...

                              > a na miejscu autorki ja bym facetowi nogi z tyłka powyrywała - odpowiadają za
                              > długi oboje, a on siedzi cicho i liczy że się rozejdzie po kościach? kretyn po
                              > prostu, przecież prowadząc działalność gospodarczą ryzykują całym swoim
                              > majątkiem! - o, i tu jest sedno. A kasiek dopiero w ostatnim poście przestała
                              obwiniać brata, teścia, i kogo tam jeszcze, a wzięła się za męża. I drugie sedno
                              - odpowiadają za długi _oboje_, tak jak i jego dochody są _ich wspólne_.

                              Ja bym w sumie nóg nie wyrywała, tylko własną nogą wzięła potężny zamach w
                              wiadomym celu - a dokładniej, to tak właśnie zrobiłam. Co nie uchroniło mnie
                              przed spłatą długów jeszcze nierozwiedzionego męża. No, ale z drugiej strony ja
                              nigdy nie dopuściłam do tego, żeby być finansowo zależną od faceta, nawet w
                              zagrożonej ciąży (dwóch) i na macierzyńskim.

                              Dobranoc smile
                            • kasiek9991 Burza -racja w100% 15.02.07, 23:37
                              ubrałaś to ładnie w słowa, dokładnie tak było, ba nawet braciszek męża, kupował
                              na czarno paliwo, bez faktur(co zwiekszyło znacznie sume, która do Us- trz
                              abyło oddać) Maż mu dawał, na paliwo, ale to zawsze była gadka, pozniej faktury
                              ci dam. A ich nie było. Maz teraz w brode sobie pluje, ale juz po ptakach.
                              Pozdrawiam
                    • majaaaaa coraz ciekawiej 15.02.07, 15:54
                      kasiek9991 napisała:

                      > Dziewczyny, mnie rozchodzi sie o to, ze to moj mąz mnie okłamywał, mówiąc mi
                      > ze jest wszystko ok. i zyłam sobie wtej blogiej nieswiadomosci...

                      A mnie rozchodzi się o to, abyś zastanowiła się, dlaczego tak jest/było
                      (oczywiście, jeśli zależy ci na szczęściu)

                      > A z bratem bylo tak, ze pomimo tego iż nie dorzucal sie do zusu

                      Chłop swoje, a baba swoje

                      > to powinien
                      > oplacac od swojego przychodu podatkiw skarbowce, czyż nie?

                      No to mamy kolejny wątek (powód twojego nieszczęścia)

                      >Dlaczego my mamy placic od jego kosztow i zyskow podatki

                      Tego jeszcze nie było: na serio płacicie podatki od kosztów?

                    • majaaaaa edukacja gospodarcza 15.02.07, 16:00
                      kasiek9991 napisała:

                      > A z bratem bylo tak,że powinien
                      > oplacac od swojego przychodu podatkiw skarbowce, czyż nie?

                      Podatki od wynagrodzenia pracownika odprowadza pracodawca, tak więc oszukał
                      (konsekwencja zatrudnienia na czarno) fiskusa twój maż, a nie "brat-cham".

                      To może jednak oni w jakiejś spółce (cywilnej) byli?



              • majaaaaa precyzja jest ważna 15.02.07, 15:40
                kasiek9991 napisała:

                >Tak moj maz nie odliczał swojemu bratu za
                > nic, cała gotówke przelewał mu na konto .

                No to gdzie tu oszustwo brata?

                > I we wszystkim mnie okłamywał.

                Zastanów się dlaczego to robił (dla mnie odpowiedź nasuwa się sama).

                No i pytanie: maż nie płacił ZUSu i podatków z naiwności, wyrachowania, czy też
                z powodu trudnej sytuacji (co w biznesie się zdarza)



            • majaaaaa kai - lepiej bym tego nie ujęła 15.02.07, 15:36
              kai_30 napisała:

              > To rzekome "oszustwo" brata jest grubymi nićmi szyte.

              Dokładnie. Po prostu mąż znalazł się a tarapatach finansowych, a "brat-cham",
              nie chce go wspomóc. I tu jest pies pogrzebany. Autorka liczy na wdzięczność za
              zatrudnienie na czarno, a tu nicsad
              • myelegans nie w tym rzecz... 15.02.07, 16:33
                czy brat, bratowa, tesciowa, rodzice itd. Jej MAZ ja oszukiwal, oklamywal,
                dowiedziala sie, jak juz bylo za pozno i musiala z wlasnych odlozonych
                pieniedzy pokryc dlugi nieodpowiedzialnego malzonka. To jak to sie stalo, jest
                tutaj rzecza drugorzedna.
                Tak, maz nie byl wobec Ciebie uczciwy, tak oklamal Cie i jak dla mnie to jest
                powazniejsze niz te cholerne dlugi, bo z dlugow mozna wyjsc, a odbudowac
                zaufanie jest czasami niemozliwe.
                To tak jak kochajacy maz zaklada sobie potajemnie karte kredytowa, naciaga ja
                maksymalnie na wlasne przyjemnosci (w tym utrzymanie kochanki, jak w przypadku
                mojej przyjaciolki), a pozniej jak sie zglaszaja kredytorzy to sa oni WSPOLNIE
                pociagani do odpowiedzialnosci, nawet jak by sie rozwiedli, dlatego tak wazne
                jest zaufanie, ostroznosc i czasami rozdzial majatkowy.

                Ja rozumiem autorke i jezeli zalezy Ci na tym malzenstwie, i jezeli widzisz
                szanse naprawienia tego co zostalo tu zepsute, to musicie wrocic do punktu 0,
                niech jedzie, niech zarobi, niech sie zrehabilituje, niech splaci, niech
                uzupelni to co zostalo nadszarpniete z oszczednosci i odciac sie od rodziny i
                zaczac jeszcze raz. Jak Cie to przerasta, to odejdz i zacznij wszystko od
                poczatku w pojedynke. Tu nie obedzie sie bez doroslej rozmowy i bez dojrzalych
                decyzji.
                Powodzenia w wychodzeniu z balaganu.
                • majaaaaa Re: nie w tym rzecz... 15.02.07, 16:53
                  > czy brat, bratowa, tesciowa, rodzice itd.

                  Ale dla załozycielki wątku m.in. w tym rzecz. Wysuwa się to miejscami na plan
                  pierwszy i to jest dziwne.

                  >Jej MAZ ja oszukiwal,

                  Skąd wiesz, że OSZUKIWAŁ?

                  > oklamywal,

                  Sądzisz, że mówił : płacę podatki, ZUS, firma dobrze prosperuje?

                  > dowiedziala sie, jak juz bylo za pozno

                  A chciała dowiedzieć sie wcześniej? Czy tylko chciała , aby pieniądze były ? Nie
                  była w ogóle świadoma sytuacji finansowej w domu?

                  >i musiala z wlasnych odlozonych
                  > pieniedzy pokryc dlugi nieodpowiedzialnego malzonka.

                  To jest wspólny dług. Dlaczego twierdzisz, że mąż był nieodpowiedzialny?
                  Sam fakt nie zapłacenia w terminie ZUSu i podatku nie przesądza jeszcze o tym.

                  > Tak, maz nie byl wobec Ciebie uczciwy,

                  A autorka jest uczciwa w swoich osądach?

                  >a odbudowac
                  > zaufanie jest czasami niemozliwe.

                  Dokładnie. Tylko że to działa w 2 strony. Myslisz, że mąż ufa autorce?

                  > To tak jak kochajacy maz zaklada sobie potajemnie karte kredytowa, naciaga ja
                  > maksymalnie na wlasne przyjemnosci

                  Ale tu już bujamy w obłokach. Nie ma urlopu od kilku lat, haruje całymi dniami,
                  wygląda jak wrak - niezłe przyjemnościwink Byc może rzeczywiście mąż to kawał
                  drania, ale na razie faktów przemawiajacych za tym na forum brak.

                  > Ja rozumiem autorke i jezeli zalezy Ci na tym malzenstwie,

                  ...to przytul sie do meża, porozmawiaj z nim od serca i wymyslcie wspólnie, bez
                  oskarżeń, jak wyjść z impasu.



                  • sir.vimes Nie rozumiem cię , majaa 15.02.07, 17:01
                    Mąż ją okłamał, długi zostały spłacone z jej oszczędności.
                    Ma prawo mu nie ufać. Ma prawo mieć żal.

                    I tyle.

                    >
                    > >a odbudowac
                    > > zaufanie jest czasami niemozliwe.
                    >
                    > Dokładnie. Tylko że to działa w 2 strony. Myslisz, że mąż ufa autorce?
                    >

                    A w czym ona zawiodła jego zaufanie? Że pospłacał część długów? Czy , że nie
                    była zachwycona kłamstwami?
                    • majaaaaa Re: Nie rozumiem cię , majaa 15.02.07, 17:19
                      sir.vimes napisała:

                      > Mąż ją okłamał, długi zostały spłacone z jej oszczędności.

                      Oszczędności są po to, aby użyć je w podbramkowej sytuacji. Ona jest na
                      utrzymaniu męża (czyli bierze od niego) i to jest OK, ale kiedy daje swoje (bo
                      tak się złozyło, że długi) - to tragedia.

                      Okłamał czy nie mówił wszystkiego?
                      Tak jak sama Kasiek napisała robił to m.in.ze strachu, czyli czuł, że NIE MA
                      OPARCIA W ŻONIE.

                      > Ma prawo mu nie ufać. Ma prawo mieć żal.

                      W odwet, że on jej bał się zaufać? Przy takim roszczeniowym podejściu zony, i
                      mięczaku facecie (jej wybór) - zatajenie prawdy to zwykła kolej rzeczy.

                      Czy on marnotrawił pieniądze, wydawał na swoje zachcianki? Wykazał się
                      całkowitym brakiem odpowiedzialności i olewactwem? A może kontrahenci nie
                      płacili? Nie wiemy.
                      W tym wątku jest sporo niejasności, a chaotyczne zarzuty sprawiają, że mam do
                      autorki podejście takie, a nie inne, i tyle.

                      Pewnie, że jej współczuję, ale jeżeli nie zmieni własnej postawy (a nie tylko
                      meża, brata, teściowej) to szansy wielkiej nie widzę.


                      • sir.vimes Myślę , że żartujesz. 15.02.07, 17:22
                        Nie widzę powodu by komentować żarciki.
                    • monia145 Re: Nie rozumiem cię , majaa 15.02.07, 17:27
                      Rozumiem, że to dla niej przykre i bolesne kiedy musi zweryfikowac swoje plany
                      życiowe- ale pomyślmy co jest najważniejsze w obecnej chwili?
                      Zgoda, że mąż grał nieuczciwie w stosunku do niej- okłamał ją czy też zataił
                      prawdę, ale nie wywiązanie się z wierzytelności grozić mogło powaznymi prawnymi
                      konsekwencjami. Komornik nie ma z reguły czułego serca......
                      Z tej beznadziejnej sytuacji autorka powinna wyciągnąc konstruktywne wnioski na
                      przyszłość- ograniczone zaufanie do męża i jego instynktu przedsiębiorczego+
                      zainteresowanie się sprawami firmy.
                      • sir.vimes Re: Nie rozumiem cię , majaa 15.02.07, 17:30
                        Moim zdaniem powinna podjąć próbę chociaż częściowego uniezależniania sie w
                        kwestiach finansowych.
                        • monia145 Re: Nie rozumiem cię , majaa 15.02.07, 17:42
                          I wreszcie się w czymś zgadzamysmile
                          Też tak myślę....jedno źródło dochodu, dodatkowo prowadzone przez kogoś kto
                          chyba asem w dziedzinie biznesu nie jest, dla mnie byłoby to zbyt ryzykowne.
                        • majaaaaa praca 15.02.07, 18:28
                          sir.vimes napisała:

                          > Moim zdaniem powinna podjąć próbę chociaż częściowego uniezależniania sie w
                          > kwestiach finansowych.

                          Twoim zdanie.
                          A zdaniem kasiek?

                          Wazniejsze jest to, że maz nie zaspakaja jej poziomu materialnego, który jej
                          obiecywał.
                          • sir.vimes Re: praca 15.02.07, 18:34
                            > Wazniejsze jest to, że maz nie zaspakaja jej poziomu materialnego, który jej
                            > obiecywał.

                            Tak, to ważne. W końcu mogła od razu poszukać żłobka, iść do pracy i zaocznie
                            zrobić magisterkę. Lub w inny sposób zaplanować te lata.

                            Smutne, że ją zawiódł.
                            • majaaaaa Re: praca 15.02.07, 18:42
                              sir.vimes napisała:

                              > Smutne, że ją zawiódł.

                              OK. Przy takim podejściu nie zrozumiemy się. Małżenstwo zawiera się na dobre i
                              złe. Jak rozumiem jednak w Twoim odczuciu, jeśli facet ma problemy finansowe
                              (choc zapewniał o dobrobcie), to kopa w d ... i pa pa.

                              Życze powodzenia kasiek w zarobkowaniu (nawet wyżej zaproponowałam zamiane ról).
                              • sir.vimes Re: praca 15.02.07, 18:50
                                Ty ostro przeginasz to i ja postanowiłam leciutko przesadzić.

                                Ale nie chodzi o "zapewnianie o dobrobycie" ( zresztą , przy ROZKRĘCANIU własnej
                                firmy raczej o dobrobycie nie ma mowy) tylko o RÓWNORZĘDNOŚĆ jej potencjalnej,
                                zależnej od tych obiecanych studiów, kariery i przyszłości zawodowej.

                                nie wiem czemu twoim zdaniem - dziewczyna winna mężowi maksimum zainteresowania
                                , wsparcia, wybaczania, zapominania i czego tam jeszcze plus oczywiście zadbany
                                domek , dziecię , wikt i opierunek - i nie ma prawa do odrobiny żalu za
                                przechodzącym koło nosa dyplomem???
                                Mężuś ani wsparcia ani przeprosin nie winien?
                                • majaaaaa Re: praca 15.02.07, 18:58
                                  sir.vimes napisała:


                                  > Ale nie chodzi o "zapewnianie o dobrobycie"

                                  taki wydźwiek ma pierwszy post

                                  > nie wiem czemu twoim zdaniem - dziewczyna winna mężowi maksimum
                                  >zainteresowania , wsparcia, wybaczania, zapominania

                                  wystarczy ZROZUMIENIE

                                  >i czego tam jeszcze plus oczywiście zadbany
                                  > domek , dziecię , wikt i opierunek

                                  Teraz to trzymamy sztamę, nawet nie wiesz jak bardzo popieram Twój punkt
                                  widzenia. Ale nie o tym mowa w tym wątku.

                                  - i nie ma prawa do odrobiny żalu za
                                  > przechodzącym koło nosa dyplomem???

                                  Ma. A tu brat pracujący na czarno jej marzenia psuje ...wink

                                  > Mężuś ani wsparcia ani przeprosin nie winien?

                                  Nie wiem tego. Napisała jedynie, że jest dobry, naiwny, haruje całymi dniami i
                                  latami i zatrudnił brata na czarno. ZA TO chyba przepraszać nie powinien.

                                  • sir.vimes Re: praca 15.02.07, 19:01
                                    W sumie to nie powinien nikogo na czarno zatrudniać.
                                    Ja bym się nie odważyła.
    • kasiek9991 Do wszystkich kobitek, oprócz majaaaa.... 15.02.07, 17:06
      dziękuje wam za czyste ludzkie zrozumienie. Wiem, że czeka mnie długa droga aby
      wyprowadzic mojego meża na prostą. On kłamał ze strachu, brat zawsze nad nim
      górował- od dziecka, a mąż był mocno zwiażany emocjonalnie z mamusią. Powoli
      małymi kroczkami wyjdziemy.
      Pozdrawiam wszystkie e- mamy rozumiejące innych.
      • majaaaaa Re: Do wszystkich kobitek, oprócz majaaaa.... 15.02.07, 17:24
        kasiek9991 napisała:

        > Wiem, że czeka mnie długa droga aby
        > wyprowadzic mojego meża na prostą.

        A siebie już nie musisz? Winni wszyscy wokoło?

        >On kłamał ze strachu,

        Czy twoja postawa jest w porządku, skoro maż BAŁ sie powiedziec ci prawdę?

        > Powoli
        > małymi kroczkami wyjdziemy.

        No wreszcie coś rozsądnego. Tak trzymać!!!

        P.S. Ja sie nie obrażę, że podziekowania mnie omineły, w duszy czuję, że moje
        słowa (choc bolesne dla ciebie) nie były grochem o scianę (wiem, nie przyznasz
        się do tego).

        Powodzeniasmile
        • sir.vimes Śmieszne 15.02.07, 17:26
          Ona jest winna , że mąż ją okłamał?

          Oczywiście , żony alkoholików są winne , że się rozpili. Nie dawały im
          dostatecznie dużo WSPARCIA. Podłe jędze.

          • kai_30 Re: Śmieszne 15.02.07, 18:20
            A, jako obeznana w temacie pozwolę sobie polemizować, vimes - zaznaczam,
            abstrahując zupełnie od sytuacji kasiek. Owszem, w jakims sensie żony
            alkoholików umożliwiają mężowi oddanie się nałogowi. I nie chodzi tu zupełnie o
            wsparcie. Przejmują na siebie odpowiedzialność za dom, kryją pijaka przed
            rodziną, znajomymi, czasem nawet szefem, żeby się nie wydało, szukają dodatkowej
            pracy, kiedy alkoholika wywalają z roboty za chlanie, jednym słowem - są
            współuzależnione. Nie potrafią po prostu kopnąć gościa w tyłek i wywalić na
            zbity pysk, zastrzegając, że póki nie zacznie się leczyć, nie ma dla niego
            miejsca w domu.

            A co do sytuacji kasiek zastanawia mnie jeszcze jedno - mąż okazał się albo
            kompletną d**ą wołową w interesach, albo zbankrutował, co też się zdarza. Ale
            czemu kasa, która poszła na spłatę długów, była tylko żony? Jakoś mi to dziwnie
            zabrzmiało - w tym sensie, że jak mąż ją utrzymuje, to zarabia _ich_ pieniądze,
            ale jak trzeba spłacić długi, to okazuje się, że z _jej_ pieniędzy...
            • majaaaaa re: śmieszne: kai - no własnie ... 15.02.07, 18:24
              kai_30 napisała:
              >Jakoś mi to dziwnie
              > zabrzmiało - w tym sensie, że jak mąż ją utrzymuje, to zarabia _ich_ pieniądze,
              > ale jak trzeba spłacić długi, to okazuje się, że z _jej_ pieniędzy...

            • sir.vimes Re: Śmieszne 15.02.07, 18:26
              Nie pojmuję.
              Wyrażnie było napisane, że oszczędności były czymś w rodzaju posagu dziecka.]

              Zresztą - w mojej rodzinie zawsze były wspólne pieniądze i własne pieniądze.
              Choćby własne 5 zł człowiek powinien mieć - nieważne czy pracuje zarobkowo czy
              "jedynie" zajmuje sie domem , dziećmi.
              A z 5 zł może zrobić się i 5000 zł.
              I można spłacać długi.
              Ten aspekt wątku jakoś najmniej mnie zdziwił.

              • sir.vimes Re: Śmieszne 15.02.07, 18:32
                Zresztą, jeżeli tylko jedna osoba w rodzinie zarabia to i tak są ICH pieniądze.
                Ale obydwoje powinni (na równi) mieć prawo do "kieszonkowego" czyli własnych ,
                choćby niewielkich sum.

                Według rozumowania maaji i kai - żona zajmująca się dzieckiem w domu powinna móc
                twierdzić, że to tylko jej dziecko. I dom też tylko jej, bo sama w nim sprząta.

                • majaaaaa Re: Śmieszne 15.02.07, 18:38
                  sir.vimes napisała:

                  > Według rozumowania maaji i kai - żona zajmująca się dzieckiem w domu powinna mó
                  > c twierdzić, że to tylko jej dziecko. I dom też tylko jej, bo sama w nim >sprząta.

                  Zupełnie nie wiem, skąd taki wniosek?
                  Zamiast dzielić tu włos na czworo zdopingujmy kasiek do szczerej rozmowy z
                  meżem. Dolewanie oliwy do ognia (mąz taki i owaki - okłamał, brat to w ogóle, a
                  teściowa ...itp, itd)sytuacji u nich nie poprawi.
                  • sir.vimes Re: Śmieszne 15.02.07, 18:39
                    Wiesz, udowadnianiem, że jest wszystkiemu winna niespecjalnie uda ci się
                    zdopingować ją do czegokolwiek.

                    > Zupełnie nie wiem, skąd taki wniosek?

                    Jak to nie wiesz?
              • majaaaaa Re: Śmieszne 15.02.07, 18:33
                sir.vimes napisała:

                > Wyrażnie było napisane, że oszczędności były czymś w rodzaju posagu dziecka.

                Nie - wyraźnie, ale można tak było wywnioskować. Ale teraz to jest jeszcze
                smieszniejsze: dziecko w pieluchach, brakuje na życie, facet nie ma na ZUS, a
                zona z pretensjami, że posag dziecka ...

                Może najpierw należałoby sie skupic na tym, CO BYłO FAKTYCZNą PRZYCZYNą
                bankructwa. Bo tak po omacku chodzimy w tych osądach meża, brata i zony....
                • sir.vimes Re: Śmieszne 15.02.07, 18:35
                  CO BYłO FAKTYCZNą PRZYCZYNą
                  > bankructwa.
                  A jakie to ma znaczenie?

                  Zresztą, po dotychczasowych postach sądząc , pewnie bankructwa też winna żona.
                  • majaaaaa Re: Śmieszne 15.02.07, 18:52
                    sir.vimes napisała:

                    > CO BYłO FAKTYCZNą PRZYCZYNą
                    > > bankructwa.
                    > A jakie to ma znaczenie?

                    Świadczy o:
                    1)meżu (z jego winy, bez jego winy)
                    2)zonie (która usiłowała zrzucić odpowiedzialność na naiwnośc meża i brata-chama)

                    Dopiero na tej podstawie mozna wyrokować.

                    > Zresztą, po dotychczasowych postach sądząc , pewnie bankructwa też winna żona.

                    Sir, a tak ci dobrze z klawiatury patrzyłosmile A teraz zaczynasz być całkiem
                    ironiczna ...
              • kai_30 Re: Śmieszne 15.02.07, 19:10
                sir.vimes napisała:

                > Nie pojmuję.
                > Wyrażnie było napisane, że oszczędności były czymś w rodzaju posagu dziecka.]

                No nie do końca właśnie. Cytuję: "Wylozylam mezowi na splate dlugow
                cale oszczednosci, w tym i dziecka (za zgoda mojej mamy)" - to "wyłożyłam
                mężowi" mnie tutaj uderzyło jakoś nieprzyjemnie. Zabrzmiało to jak filozofia kalego.

                Poza tym - co do tego, że pieniądze w związku są wspólne, nawet jeśli tylko
                jedna osoba zarabia, zgadzam się w pełni. Ale jeśli tak jest, to długi również
                są wspólne, i oszczędności też. A posag dziecka, w sytuacji, kiedy nie ma co
                jeść i komornik siedzi na pensji, to chyba najlepszy sposób spłaty długów,
                zwłaszcza że dziecko do pełnoletności ma baaardzo daleko.

                Jeszcze raz wyjaśnię, vimes. W poście autorki uderzyła mnie ta jej pretensja do
                wszystkich dookoła. Do męża (to jeszcze w miarę słusznie), do teścia, który
                ośmielił się zabrać _swój_ samochód, do brata, który nie płacił podatków (bo to
                nie jego podatki były), do teściowej, i ogólnie do całego świata. Przy takim
                podejściu do życia nie ma się co dziwić, że mąż jej się bał powiedzieć, że ma
                problemy finansowe.

                I od tego trzeba by zacząć - wyprostować relacje między sobą, nie mieszając w to
                brata, teściów, i innych. Źle się stało, ale jest szansa, żeby wyjść na prostą,
                zwłaszcza, że mąż jak widać się stara, harując ponad siły.
                • majaaaaa kai, o to własnie mi chodzi 15.02.07, 20:41
                  kai_30 napisała:
                  >W poście autorki uderzyła mnie ta jej pretensja do
                  > wszystkich dookoła. Przy takim podejściu do życia nie ma się co dziwić, że
                  mąż >jej się bał powiedzieć, że ma problemy finansowe.
                  > I od tego trzeba by zacząć - wyprostować relacje między sobą
          • majaaaaa Re: Śmieszne 15.02.07, 18:21
            sir.vimes napisała:

            > Ona jest winna , że mąż ją okłamał?

            Maż ją okłamał (na czym to OKŁAMANIE polegało?), "brat-cham" nie płacił podatków
            i zusu (męża), teściowa ..., a ona ... ?

            Czysta, niewinna, szlachetna, nieszczesliwa....

            > Oczywiście , żony alkoholików są winne , że się rozpili.

            A co alkoholicy maja do rzeczy, że biznes męża nie wypalił, a relacje na lini
            maż-zona szwankowały na tyle, że ona dowiedziała się o tym na końcu?

            A skąd wiesz, że nie sygnalizował jej wczesniej kłopotów?
            A wiesz, jaka byłaby jej reakcja, gdyby (zanim komornik wkroczył) powiedział jej
            o swoich długach?

            > Nie dawały im
            > dostatecznie dużo WSPARCIA.

            Nawet przy ogromnym wsparciu prowadząc działalność można popaść w długi, więc
            przykład chybiony.
            Ona wymagała od męża odpowiedniego zapewnienia bytu, a mężowi nie wyszło (tak do
            końca, nie wiemy dlaczego; hipoteza "brata-oszusta" nie obroniła sie póki co).

            Jeżeli alkoholizm stawiasz na równi z zadłużeniem przy prowadzeniu działalności
            oraz nieinformowaniem roszczeniowej połówki o bieżącej sytuacji własnej firmy -
            to trochę dziwne dla mnie (ale masz do tego prawo oczywiście).




            • sir.vimes Re: Śmieszne 15.02.07, 18:29
              Według ciebie powinna wziąć całą winę na siebie , według mnie - nie ma ani
              trochę jej winy ani w plajcie męża ani w tym, że ją okłamał.

              Nie dogadamy się .

              • majaaaaa Re: Śmieszne - juz nie 15.02.07, 18:49
                sir.vimes napisała:

                > Według ciebie powinna wziąć całą winę na siebie

                Skąd ci to przyszło do głowy?

                1. Nie wiemy, co jest przyczyna zadłuzenia
                2. Jej postawa (prezentowana nawet w tym watku) przyczyniła sie do tego, że maż
                jej nie ufał (bał się). Charakter (mieczak?, nieudacznik?) dołozył swoje.

                > , według mnie - nie ma ani
                > trochę jej winy ani w plajcie męża

                Tu zgoda.

                >ani w tym, że ją okłamał.

                NIE. Ponosi również odpowiedzialność za złe relacje pomiędzy nimi.

                > Nie dogadamy się .

                I tak w życiu bywasmile
                Widocznie kasiek z meżem tez sie nie dogadała ...


                • sir.vimes Śmieszne - rzeczywiście juz nie 15.02.07, 18:51
                  Ty nawet nie widzisz jak mizoginiczna postawę prezentujesz...
                  • majaaaaa Re: Śmieszne - rzeczywiście juz nie 15.02.07, 20:37
                    sir.vimes napisała:

                    > Ty nawet nie widzisz jak mizoginiczna postawę prezentujesz...

                    O jak by się moja druga połówka zdziwiła (a raczej ucieszyła na myśl o
                    przeobrażeniu?)
                    • sir.vimes Re: Śmieszne - rzeczywiście juz nie 16.02.07, 00:37
                      To ktokolwiek się z tego może cieszyć???? dziwnie, coraz dziwniej...
    • kasiek9991 ! 15.02.07, 19:08
      Uwazam mojego meza za drania, i tyle. nie zgadzalam sie na jego dzialalnosc, bo
      wiedzialam czym to sie skonczy... Nie posluchal... Do tej plajty dochodzily
      ciagle usterki auta dostawczego + ciezkie pieniadze na remonty auta-
      Tak moze i sie powtarzam, ale mam zal ze musialam wylozyc kase na jego dlugi.
      To byly moje pieniazki od dziadka i ktore kiedys zarobilam i dziecka z chrztu
      i to boli jak cholera. Bo dopoki pobieralam zasilek macierzynski bylo dobrze, a
      pozniej zasilek , kupowalam zakupy za swoje i ok. Tak jak tu ktos powyzej
      twierzdi nie bylam pasozytem, praca w domu z dzickeim jest ciezka i kazda mama
      wie jak nie moze liczzc na pomoc innych
      • majaaaaa kasiek, czyli mąz taki dobry nie jest ... 15.02.07, 20:35
        ...jak to próbowałaś zasugerować w pierwszym poście. A to zmienia postać rzeczy.
        Mój atak na Ciebie miał sprawić, abyś zaczęła szukać problemu, tam gdzie on
        faktycznie jest.

        kasiek9991 napisała:

        > Uwazam mojego meza za drania, i tyle.

        I byc może faktycznie jest draniem. Ale zarzuty muszą być konkretne.

        > nie zgadzalam sie na jego dzialalnosc,

        A jaka była inna alternatywa zarobkowania?

        > To byly moje pieniazki od dziadka i ktore kiedys zarobilam i dziecka z chrztu
        > i to boli jak cholera.

        W to nie wątpię.

        > twierzdi nie bylam pasozytem

        Bynajmniej nie ja

        > praca w domu z dzickeim jest ciezka

        Któż o tym wie lepiej niż my, matki?
    • ania320 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 15.02.07, 19:30
      Rozumiem twoje rozczarowanie i żal do męża.Ukrywał przed Tobą fakt że jesteście
      w trudnej sytuacji finansowej.Masz prawo wymagać szczerości i
      lojalności.Paradoks ale może was to zbliży,On wie że może polegać na Tobie,Ty
      zdałaś sobie sprawę czego oczekujesz od męża i co sama chciałabyś osiągnąć.To
      całkiem dobry początek.Jeśli zaś chodzi o jego wyjazd to pomyślcie , czy nie
      osłabi to i tak już niełatwego ( aktualnie ichwilowo)związku.Pozdrawiam
    • fajka7 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 16.02.07, 00:44
      Mam wrazenie, ze jednak sprawa jest bardziej skomplikowana, tzn. ze albo kasiek
      nie sama do konca nie wie o co chodzi, albo nie umie tego opisac i ten caly
      upadek firmy ma jakis inny charakter. Tak jakby wina meza wykraczala jednak
      poza zwykla naiwnosc.
      Kto prowadzil jakakolwiek dzialanosc ten wie, ze nie da się przeoczyc zusu
      comiesiecznego ani czekac az kto inny go zaplaci czy się dolozy do polowy.
      Nie ma takiej opcji ze maz dawal bratu kase, a ten niby miał się z tej kasy
      dorzucac z powrotem do zusu. Czyli maz wplacal pol zusu niby? Skoro brat
      formalnie w firmie nie istnial i nalezala wylacznie do meza, maz co miesiac
      powinien był osobiscie z konta firmowego, czyli takiego do którego tylko on
      miał dostep odprowadzac skladki.
      Gdyby tego nie zrobil, po miesiacu otrzymalby list polecony za potwierdzeniem
      odbioru i sprawa wylazi na wierzch. Zadnemu rozsadnie myslacemu przedsiebiorcy
      nie przyszloby nawet do glowy, żeby ruszyc kase z konta przeznaczona na zus.
      Ani dla brata, ani kogokolwiek.
      Z podatkiem dochodowym i vatem jest identycznie- co miesiac sklada się
      dokumenty i placi, bo jak nie, urzad rozpoczyna sciganie delikwenta.
      Do mnie nawet jak się o 50 gr pomyle od razu dzwoni pani z odpowiedniego pokoju
      w US i informuje, co się nie zgadza.
      Ja nie wierze, ze urzedy scigaly pana meza, a on jak gdyby nigdy nic placil
      bratu po 6 tys, a zobowiazan wcale. Takie cos nie może trwac dluzej niż miesiac-
      dwa.
      Tak czy owak odprowadzanie na biezaco zobowiazan było obowiazkiem meza i
      dopiero po nich moglby dzielic się zyskiem z bratem.
      Jeśli było inaczej, to pan maz nie jest naiwny, tylko chyba… chory (?).
      Wg mnie z mezem jest cos grubo niehalo i nawet jeśli srednio zrecznie kasiek
      ujela swoje zale, to ma do nich prawo, bo tu się chyba duzo wiecej dzialo za
      jej plecami niż zwykla plajta malej firmy.
      • kasiek9991 Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 16.02.07, 09:22
        Fajka, masz racje , tak własnie było, Mąż nie płacił za zus prawie 2 lata.
        Kłamał w żywe oczy, Nawet jak mu księgową załatwiłam - moją znajomą - to jej
        też mówił ze wszystko jest na bieząco płacone. Z us, to co jakiś czas
        przychodziły pisma, ze jest opoznienie z dokonana wpłata, Tak wypłacał bratu
        wynagrodzenie, liczac ze on odda mu na koniec rozliczenai ze skarbowką. Prawda
        byla taka ze jemu wogole nie oplacalo sie pracowac, bo koszty paliwa, auta byly
        wieksze niz zysk.Z bratem zerwal kontakty- tera zsam pracuje, i to wszystko
        odkręca.A ja mam juz dosc, bo w imie naiwnosci i głupoty męza, ja z dzieckiem
        trace i zdrowie i spokojne zycie. Nadal nie zamkna roku 2005 ehhh zyc sie nie
        chce.
        • sir.vimes Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 16.02.07, 11:03
          Nie pojmuję jak można dwa lata okłamywać księgową?
          Moim zdaniem średnio do zrobienia w małej firmie.
      • majaaaaa Re: Czy nie mam prawa do szczescia(długie) 16.02.07, 10:30
        fajka7 napisała:

        > Jeśli było inaczej, to pan maz nie jest naiwny, tylko chyba… chory (?).

        Mam własnie podobne odczucia. Plus albo krętacz do potęgi i prawi banialuki
        żonie, albo ... kasiek ma wybujałą fantazję.

        > Wg mnie z mezem jest cos grubo niehalo

        No właśnie. A sprowadzanie to tylko do naiwności i harówki to wielkie
        nieporozumienie.

        >i nawet jeśli srednio zrecznie kasiek

        Rzeczowe przedstawienie sprawy, znalezienie prawdziwych przyczyn (upadku, złych
        relacji, itp) co prawda sprawy z kopyta nie rozwiąże, ale jest pierwszym i
        niezbędnym kokiem, aby cokolwiek zmienić.

        > bo tu się chyba duzo wiecej dzialo za
        > jej plecami niż zwykla plajta malej firmy.

        Najprawdopodobniej - tak. Albo też kasiek nie chce do konca otworzyć się na
        forum (i ma do tego prawo)
Pełna wersja